Mitologia pogańskich Słowian wyrosła z tego samego indoeuropejskiego pnia, co wyobrażenia starożytnych Greków, Rzymian, Celtów czy Germanów21. Wiemy jednak o niej bez porównania mniej niż o życiu duchowym reszty dawnych Europejczyków. Dzieje się tak nie dlatego, że kultura duchowa Słowian była uboższa, lecz dlatego że weszli oni stosunkowo późno na widownię dziejów, nie istnieli zatem w świadomości narodów cywilizowanych. Nie mieli więc swego Cezara czy Tacyta, który pisałby o nich bezstronnie, jak np. było to w przypadku Celtów albo Germanów. Gdy Słowianie pojawili się na scenie, kulturalna Europa już była chrześcijańska i dlatego nie interesowała się zbytnio religiami barbarzyńców, na których patrzała z pogardą, starając się przyłączyć ich jak najszybciej do społeczności chrześcijańskiej. Dokonywało się to czasem tak szybko i tak całkowicie, że po wierzeniach pierwotnych nie pozostawało nic, oprócz przeżytków w folklorze. Tak było na przykład z przodkami Czechów, Słowaków, Polaków czy Jugosłowian. Bliższe informacje zachowały się jedynie o wschodnich Słowianach, bardziej wykształconych; znaleźć je można w miejscowych, już chrześcijańskich źródłach, przede wszystkim w jedenastowiecznym Latopisie Kijowskim. Jednak stosunkowo najwięcej wiemy o religii wymarłych Słowian połabskich i nadbałtyckich, chociaż na ogół za pośrednictwem obcych księży, którzy często nie rozumieli różnych subtelności; podawali więc informacje uproszczone lub niejasne, zwłaszcza jeśli idzie o istotę i funkcję poszczególnych bóstw22.
Zgadzają się oni np. co do tego, że najważniejszym ze wszystkich słowiańskich bogów na północy, deus deorum, był Swiętowit, a ośrodkiem jego kultu wyspa -Rugia, gdzie stała przesławna świątynia w Arkonie. Proboszcz z Bożowa (dziś Bosau) Helmold, żyjący w drugiej połowie XIII wieku w słowiańskiej Wagrii, nie opodal jeziora Płońskiego (dziś Plónersee), opowiada w swojej Chronica Slavorum (Kronika Słowiańska), że wieszczby kapłana Swiętowita cieszyły się największym zaufaniem, i dlatego do jego świątyni słano dary ze wszystkich ziem słowiańskich, a nawet od niesłowiańskich sąsiadów, jak o tym świadczy wspaniały puchar, darowany przez duńskiego króla Swena. Idolowi Swiętowita składano co roku także ofiary z ludzi, a mianowicie z pojmanych chrześcijan. Mieszkańcy Rugii mieli opinię najzatwardzialszych pogan; oni to najdłużej ze wszystkich Słowian bronili się przed chrześcijaństwem23.
Dokładne dane o kulcie Swiętowita i jego zaniku podał duński ksiądz Saxo Grammaticus, który zmarł na początku XIII wieku. Spod jego pióra wyszedł sugestywny opis świątyni postawionej na płaskowyżu, pośrodku obwarowanego miasta Arkona, znajdującego się na północnym cyplu wyspy. Świątynię otaczało ogrodzenie zdobione starannie wykonanymi rzeźbami i nieporadnymi malowidłami. Było w nim tylko jedno wejście. Właściwą świątynię zbudowano z drewna; krył ją czerwony dach, wewnętrzne ściany zaś tworzyły wspaniałe tkaniny, zawieszone na czterech słupach. W środku stał drewniany bożek o nadludzkich wymiarach, mający cztery głowy, z których dwie zwrócone były w przód, a dwie w tył. W prawej ręce trzymał metalowy róg, który obsługujący kapłan napełniał corocznie winem, by potem wieszczyć zeń urodzaj w przyszłym roku. Obok posągu leżało wędzidło, siodło i inne liczne atrybuty, pośród których budził podziw ogromny miecz z pięknie wyklepaną srebrną rękojeścią i pochwą. Oprócz tego Swiętowitowi poświęcony był śnieżnobiały koń, na którym mógł jeździć tylko kapłan. Wierzono, że nocą Swiętowit odbywał na nim wyprawy wojenne, ponieważ rano zastawano konia zgrzanego i ubłoconego, jak gdyby wrócił z dalekiej drogi. Za pomocą konia wróżono też zwycięstwo lub klęskę planowanych wypraw wojennych. Jeśli koń przekroczył rzędy włóczni, rozłożone przed świątynią, najpierw prawą nogą, był to dobry znak; w przeciwnym razie rezygnowano z wyprawy. Do świętego przybytku mógł wejść tylko jeden kapłan, ale nie wolno mu było tam oddychać — dla każdego nabrania powietrza musiał biec do wyjścia. Na ofiarę składano wino i wielki okrągły miodowy placek, po zakończeniu zaś obrzędu następowała wspaniała uczta, po której nikt nie mógł pozostać trzeźwy. Dla swej ochrony miał Swiętowit drużynę trzystu konnych; do ich zadań należało również pomnażanie świątynnego skarbca. Swiętowit przypomina więc swymi atrybutami rzymskiego boga wojny Marsa, chociaż spełniał, jak na to wskazuje obrzęd z rogiem, także inne funkcje24.
Ponieważ lokalizacja Arkony jest dobrze znana — resztki jej masywnych wałów na kredowych falezach przylądka Arkona do dnia dzisiejszego opierają się falom Bałtyku — nic więc dziwnego, że przykuwała ona uwagę archeologów. W roku 1921 rozpoczął tutaj badania jeden z czołowych archeologów niemieckich, Kari Schuchhardt. Kierując się opisem Saxona, penetrował niewielkie wzniesienie w hipotetycznym centrum grodu, obecnie już w większej części pochłoniętym przez morze. Schuchhardtowi udało się ustalić fundamenty budowli na planie kwadratu z czterema słupami wewnętrznymi i śladem kamiennego cokołu idola; ogłosił więc bez najmniejszych wątpliwości, że ów obiekt jest poszukiwaną świątynią. Świat naukowy przyjął ten pogląd, chociaż wkrótce zaczęły pojawiać się wątpliwości, zwłaszcza po drugiej wojnie światowej, kiedy udoskonaliła się znacznie technika badawcza i system dokumentacji. Według pojęć dzisiejszych Kari Schuchhardt nie prowadził badań zbyt precyzyjnie; dokonywał tylko wąskich cięć zamiast szerokoprzestrzennych odkrywek, dających dokładny wgląd w stanowisko archeologiczne25. Owe wątpliwości sformułował konkretnie i stanowczo w roku 1959 archeolog duński Ejnar Dyggve. Poddał on wyniki badań Schuchhardta drobiazgowej analizie, m.in. stwierdzając znaczne niezgodności z opisem Saxona Grammaticusa zarówno co do rozmiarów budowli, jak i jej architektury. Doszedł do wniosku, że obiekt odkryty przez Schuchhardta mógł być co najwyżej resztkami duńskiej świątyni misyjnej, postawionej w miejscu pogańskiego ośrodka kultowego, jak to ówczesny Kościół powszechnie praktykował. Owa sporna kwestia została rozstrzygnięta w latach 1969—1970 przez archeologa niemieckiego Hansdietera Berlekampa, który w miejscu sondaży Schuchhardta przeprowadził badania kontrolne stwierdzając jedynie resztki obwarowań zewnętrznych. Świątynia musiała więc znajdować się dalej na wschód — tam gdzie dziś przewalają się fale Bałtyku. Jej dokładnej lokalizacji nie ustalimy już nigdy i dlatego musimy zadowolić się opisem kronikarza duńskiego26.
Podobny los spotkał również inne domniemane odkrycie Schuchhardta, drugiej co do ważności świątyni Słowian nadbałtyckich — Retry. O tej głównej świątyni plemienia Redarów donosi nam przede wszystkim biskup merseburski Thietmar, który zmarł w roku 1018. Według jego opisu pośrodku świętego gaju stała wspaniale zdobiona świątynia drewniana, wzniesiona na rogach zwierzęcych, a w niej cały zastęp uzbrojonych bożków. Pośród nich wyróżniał się zwłaszcza Swarożyc, uznawany najprawdopodobniej za syna boga Słońca, Swaroga, znanego również z panteonu Słowian wschodnich. Był on obok Swiętowita czczony przez wszystkich Słowian północnych. Składano mu także ofiary z ludzi, np. w roku 1066 taki los spotkał biskupa Jana z Marienburga. Również i Swarożycowi poświęcony był święty koń, służący kapłanom do wieszczby. W roku 1068, kiedy świątynię definitywnie zburzono, jechał na nim — ku hańbie pogan — biskup Burchard, wracając do swej siedziby w Halberstadt27.
Thietmar pisze niezbyt jasno, że miasto Retra było „trzyrogie” (tricomis) i że miało trzy bramy. Wobec wielkiej liczby grodów na północy, dość podobnych do siebie, archeologowie szukali Retry co najmniej w dwudziestu miejscach. Najpowszechniej jednak przyjął się pogląd Karla Schuchhardta, który w roku 1922 podjął niewielkie badania na obwarowanej Górze Zamkowej koło Feldbergu nad Jeziorem Feldberskim i ogłosił, że właśnie to miejsce jest poszukiwaną Retrą, której „trzyroga” forma da się według niego wytłumaczyć wieżami trzech bram28.
Imponujące położenie Góry Zamkowej, gęsto zarośniętej lasem bukowym, narzucało wprost ową hipotezę, ale również zachęcało współczesnych nam archeologów do podjęcia badań kontrolnych. Rozpoczął je w roku 1967 uczony berliński Joachim Herrmann: jego prace rzeczywiście potwierdziły, że istniało tu ważne centrum plemienne, w którym, sądząc po gęstości zabudowy, mieszkało stale 600—1200 osób. Odkryto tu także świątynię, ale nie na szczycie Góry Zamkowej, jak przypuszczał Schuchhardt, lecz na bocznej odnodze wzniesienia nad jeziorem, w terenie oddzielonym fosą. Ale znaleziska wykazały w sposób niewątpliwy, że gród Feldberg istniał już w VII—IX wieku, podczas gdy po czasach największej chwały Retry, udokumentowanych historycznie, czyli z X—XI wieku, nie ma ani śladu. I w tym wypadku trzeba więc było — przynajmniej na razie — zrezygnować z wysnuwania ostatecznych wniosków i szukać dalej. Jak widać, archeolodzy nie mieli szczęścia do pogańskich świątyń północno-zachodnich Słowian — mimo że kronikarze z; XI—XII wieku pozostawili o nich tak wiele konkretnych informacji. Również badania Herrmanna w Feldbergu przyniosły zaledwie stwierdzenie, że istotnie stała tam jakaś prostokątna budowla, rozczłonkowana na kilka pomieszczeń i oddzielona rowem od grodu właściwego. Nieco dokładniejsze wyobrażenie mamy, o anonimowych, prymitywnych miejscach ofiarnych, poświęconych kultowi lokalnych bóstw, których — jak twierdzą źródła pisane — było bardzo wiele29. W latach 1931—1933 udało się Janowi Malotkiemu, kustoszowi muzeum w Trzebiatowie, odkryć dwa takie obiekty w tej miejscowości na Pomorzu Zachodnim. Odkrył on mianowicie rowy, tworzące dwa owalne kręgi, oddalone od siebie o 65 m, a wobec swej niewielkiej głębokości (0,5—l m) i szerokości (1—1,5 m) dające ochronę jedynie symboliczną. Pośrodku mniejszego owalu (8X10 m) było tylko jedno palenisko, wewnątrz większego (10X13 m) mieściły się dwa paleniska oraz trzy jamy słupowe, prawdopodobnie po posągach wkopanych w ziemię. Paleniska są pozostałością ogni ofiarnych, które, sądząc po znalezionych węgielkach, płonęły także w rowach. Oba miejsca ofiarne miały związek z osadą, datowaną znaleziskami na IX—X wiek. Podobny obiekt kultowy odkryli archeologowie radzieccy we wschodniosłowiańskiej Pieryni koło Nowogrodu Wielkiego.
Przypisy do tekstu źródłowego
- H. Łowmiański, Religia Słowian i jej upadek, Warszawa 1986, s. 34.↩
- Ibidem, s. 36.↩
- Z. Vana, op. cit., s. 143.↩
- L. E. Stefański, Wyrocznia słowiańska: Magiczny Krąg Świętowita, Białystok 2000, s. 39.↩
- H. Łowmiański, Religia Słowian…, s. 62.↩
- Ibidem, s. 68.↩
- L. E. Stefański, op. cit., s. 132.↩
- Kronika Thietmara, Poznań 1953, s. 488.↩
- W. Antoniewicz, O religii dawnych Słowian, Światowid; t. 20, Warszawa 1957, s. 31.↩