Kursy, wykłady i odczyty Zjednoczonego Koła Ziemianek

Wobec entuzjastycznie przyjętego hasła powszechnego nauczania, zarząd Ziemianek organizował kursy metodyczne, wykłady, odczyty, referaty i wiele innych spotkań w celu przygotowania nauczycielek do pracy z wiejskimi dziećmi.

Stowarzyszeniu bardzo bliskie były wszelkie kwestie związane z wychowaniem i nauczaniem dzieci. Organizowano spotkania, na których przedstawiano referaty i prowadzono dyskusje na temat wychowania dzieci. Na posiedzeniu Wydziału Pedagogicznego w 1909 roku wygłoszony został referat przez P. Chrząszczewską-Trzeciakową na temat „Luźnych uwag o wychowaniu przedszkolnym” Prelegentka wypowiadała się w kwestii nauki przez pracę tzn. metodą Pestalozziego oraz jego ucznia Fryderyka Frebel’a, który zorganizował tzw. Ogródki Dziecięce (przedszkolne) twierdząc, że dziecko powinno spędzać poza domem kilka godzin pod okiem fachowca bawiąc się i ucząc z rówieśnikami, co wychowa go do życia w społeczeństwie.

Szczególnie bliska Ziemiankom była kwestia zapobiegania nerwowości u dzieci. Współpracujący z organizacją T. Jeroszyński w 1910 roku na posiedzeniu Wydziału Pedagogicznego wygłosił referat popularno-naukowy „O zapobieganiu nerwowości u dzieci” omawiający funkcjonowanie układu nerwowego, charakterystykę zachowania dzieci, zapobieganie nerwowości, czyli zdrowe wychowanie. Jeroszyński zaznaczył między innymi, że „…nie należy dzieciom ganić karą, straszyć ich, zabraniać czegokolwiek, nie przeciążać nauką”. Podkreślił również, iż „wychowanie powinno być stanowczo indywidualnem, to jest stosowanem do charakteru i usposobienia każdego dziecka”10.

W latach 1906-1914 Zjednoczone Koło Ziemianek organizowało kursy wakacyjne, w programie których znalazły się między innymi11:

Filozofia, psychologia i nauki przyrodnicze

fizyczna budowa słońca i planet

irracjonalność pojęć jako źródło metafizyki

podstawy teorii nauki

zasady geografii ogólnej jako wstęp do geografii Polski

o falach elektromagnetycznych

Nauki społeczne

logika ekonomii

demokracja w nowoczesnym prawie państwowym

zasady wykształcenia ogólnego

życie ekonomiczne

materializm historyczny

Historia

dzieje Unii Polski z Litwą za Jagiellonów

etnologia, folklor i historia w zastosowaniu do początków Polski

4. Językoznawstwo, literatura i sztuka

o rozwoju j. polskiego

sztuka w życiu narodowym.

Stowarzyszenie Ziemianek organizowało wycieczki naukowe, geologiczne, antropologiczne i folklorystyczne.

ZKZ troszcząc się o wysoki poziom nauczania i zdrowie uczniów wysuwało postulaty dotyczące: zmodernizowania sal lekcyjnych, wprowadzenie lekcji W-F, unowocześnienie programów i metod nauczania, zatrudnieniu w szkole lekarza, który współdecydowałby o przyjęciu dziecka do szkoły i odpowiedniej klasy oraz opieki materialnej nad dziećmi.

Członkinie stowarzyszenia prowadziły także badania z zakresu oświaty wśród mieszkańców wsi. Przykładem takich badań może być Stara Wieś w guberni kaliskiej w powiecie wieluńskich. Odnotowano tam bardzo niski stan oświaty, brak szkoły elementarnej. Liczba mieszkańców wsi wynosiła około 500. Spośród ogólnej liczby mieszkańców:

133 było nieczytelnych     

50 mężczyzn umiało czytać po polsku   

66 kobiet umiało czytać po polsku.      

Dorosłych umiejących czytać i pisać po polsku: 

mężczyzn było 32

kobiet – 6.

Dzieci od lat 7 do 12 po polsku umiało czytać:

10 chłopców

13 dziewcząt.     

Umiejętność czytania i pisania po rosyjsku dotyczyła:

31 mężczyzn i chłopców    

2 kobiety.      

Na podstawie przeprowadzonych badań stowarzyszenie to stawiało sobie za cel walkę z analfabetyzmem. W czasie jednego ze spotkań Ziemianek padło następujące stwierdzenie: „…jesteśmy świadkami nader pocieszającego objawu budzenia się samopoczucia narodowego i obywatelskiego oraz dążenia ku oświacie wśród włościan […] trzeba przyznać, że po większej części dwory wiejskie spieszą z pomocą zakładając czytelnie lub udzielając początkowej nauki”12.

Ziemianki postulowały o polepszenie bytu nauczycieli wiejskich „…oprócz dziatwy, o której zdrowie nam wszystkim chodzi – są nauczyciele, narażeni na to samo znużenie z przepracowania, na te same choroby i na wiele innych, które specjalnie dla osób pracujących na polu pedagogicznem zwykły się przyczepiać […] Zjednoczenie się nauczycielstwa jest przeto jednym z warunków jego postępu i dobra […] Podniesienie bytu nauczycieli polskich, zredukowanie godz. pracy, zapewnienie starości, zabezpieczenie tych, którzy w skutek nieuleczalnych chorób pracować nie mogą – oto jedna z pierwszych trosk społeczeństwa naszego”13.

Stowarzyszenie Ziemianek projektowało i tworzyło szkoły gospodarczo – wychowawcze dla dziewcząt włościańskich. „… na zebraniu czerwcowym 1905 r uznano, że dostarczenie krajowi uświadomionych obywatelek i umiejętnie gospodarzących […] jest zadaniem godnem największych wysiłków i ono właśnie winno stać się pierwszym aktem zbiorowych usiłowań Zjednoczonego Ziemiaństwa […] Nauka musi być teoretyczna i praktyczna […] powinna obejmować: katechizm, dzieje narodowe, pisanie poprawne, arytmetykę, elementarne pojęcia z fizyki i chemii, trochę rysunku, weterynarii, ogrodnictwa i higieny.

Praktyka powinna obejmować naukę tego wszystkiego do czego włościanki potrzebują rękę przykładać: krój, szycie, naprawianie, kuchnię zdrową, posilną a oszczędną z uwzględnieniem tego co potrzebne dla chorych, dla dzieci – dalej pieczywo, mleczarstwo, chów drobiu, trochę cieląt i obchodzenie się z pasieką, warzywnictwo […] Szkoła znajdować się musi na wsi, posiadać oprócz niezbędnych zabudowań, własny ogród i choć niewielkie gospodarstwo rolne, umożliwiające utrzymanie inwentarza -przede wszystkiem zaś szkoła pozostawać musi pod stałym i umiejętnym kierownictwem osoby ideowej i zawód swój traktującej ideowo”14.

Za przykład tworzenia szkoły może posłużyć folwark „Pogonel” położony w guberni warszawskiej. Miejsce to było szczególnie dogodne, ponieważ w bliskiej odległości znajdowała się stacja kolejowa i pocztowa Nowo Mińsk. Placówka ta mogła przyjąć 50 uczennic od 15 lat. Rok szkolny trwał 11 miesięcy, a opłata wynosiła 5 rubli miesięcznie za każą uczennicę. Jedna z członkiń organizacji Ziemianek, aktywnie uczestnicząca w tworzeniu szkoły wystąpiła z propozycją, aby zakładana przez ZKZ szkoła otwarta została 15-go października pod nazwą Szkoły dla córek włościańskich im Królowej Jadwigi.

Warto zwrócić uwagę na środki finansowania i koszt utrzymania takiej placówki.

Utrzymanie szkoły:

ofiary dobrowolne na urządzenie szkoły

stale opłaty roczne członków – opiekunów szkoły na jej utrzymanie

Budżet roczny na 40 uczennic15

Rozchody :

żywność 2000 rb

opał i światło 250 rb

pranie i mycie 100 rb

administracja 800 rb w tym:

pensja kierowniczki 300 rb

2 pomocnice po 250 rb

kucharki 60 rb

Doktór i apteka 50 rb

Materiały do robót 40 rb

Materiały piśmienne 20 rb

Materiały różne 240 rb

Dzierżawa folwarku 400 rb

_________

4000 rb

Przychody

Opłata od uczennic 2100 rb

Dochód z gospodarstwa 400 rb

Dopłata ze składek 1500 rb

__________

4000 rb

Do zajmowania się sprawami organizacyjnymi nowopowstałej szkoły im K. Jadwigi powołano: 2 przedstawicielki Zarządu ZKZ, 2 przedstawicielki kółek, 2 przedstawicielki opiekunek oraz 2 włościanki z okolic szkoły.

Zjednoczone Koło Ziemianek utworzyło Wydział Wychowawczy, który miał być łącznikiem „między oddalonymi zakątkami kraju, a ogniskiem ruchu pedagogicznego w Warszawie. Postanowiono popierać Macierz, udoskonalać wydawnictwa do nauki j. polskiego i ludowe”16.

Ziemianki tworzyły także kółka włościańskie i czytelnie ludowe, których zadaniem było szerzenie literatury wśród ludności wiejskiej. „Notujemy skrzętnie książki, które lud najchętniej czyta, najchętniej rozumie i pożytek z nich odnosi, a wyniki naszych spostrzeżeń komunikujemy wydziałowi wychowawczemu ZKZ”17.

Wśród działalności oświatowej Zjednoczonego Koła Ziemianek należy wyróżnić także kursy pedagogiczne, które niekiedy trwały przez 2 lata. Opłata roczna wynosiła 200 rubli.

W programie przewidziano18:

Matematykę:

– algebra

– geometria

Przyrodę

– chemia organiczna

– chemia nieorganiczna

anatomię i fizjologię człowieka

biologię

Literaturę

– gramatyka

– języki

Historię cywilizacji

Nauki społeczne

– ogólne pojęcie o prawie

– ekonomia pol.

Estetyka i historia sztuki

Rysunki, śpiew, muzyka, gimnastyka

Pedagogikę, metodykę, etykę.

 Niezwykle często pojawiającą się kwestią w czasie spotkań Zjednoczonego Koła Ziemianek było szeroko rozumiane szkolnictwo. „Szkół ludowych jest za mało – tak prędko dostatecznej ilości nie będzie. Musimy więc brak szkół zastąpić nauczaniem prywatnem tak dzieci, jak i dorosłych analfabetów i to nauczanie na szeroką skalę rozwinąć. trzeba we wszystkich szkołach zakładać ochrony i jak najwięcej czytelni”19.

Bardzo często przewijał się także temat seminariów ludowych oraz reformy dotyczące wychowania a szczególnie zapoznawanie dzieci z prawami natury.

W ramach prowadzonej działalności oświatowej stworzono poradnik dla matek, które same chciały zająć się edukacją swoich dzieci.

Rozkład na I rok – tygodniowy

Przed obiadem :

5 lekcji polskiego

3 lekcje moralności i historii biblijnej

4 lekcje rachunków

2 lekcje czytania z nauczycielką

4 lekcje kaligrafii

czyli 18 lekcji po 20 min.

3 lekcje zabaw ruchowych

3 lekcje gimnastyki

czyli 6 lekcji po 50 min

czyli rano 1,5 godz. zajęć dziennie

Po obiedzie:

4 lekcje historii polskiej

4 lekcje pogadanki o rzeczach

4 lekcje rysunków

czyli 12 lekcji po 20 min.

2 lekcje robótek

2 lekcje zręczności

2 lekcje śpiewu

czyli 6 lekcji po 20-30 min.

Tygodniowy rozkład zajęć w II i III roku

Rano codziennie 1 godz. lekcji i pół godz. gimnastyki, 3 godz. dziennie nauki.

Rano:

3 lekcje religii i moralności  1 godz.

4 lekcje polskiego    80 min.

3 lekcje arytmetyki    1 godz.

2 lekcje pogadanki przyrod. i geom. 40 min.

2 lekcje z historii Polski   40 min.

2 lekcje z geografii    40 min.

3 lekcje śpiewu    40 min.

Razem 19 lekcji – 6 godz. – lekcja 20 min.

Po objedzie:

3 lekcje j. obcych   1,5 godz.

2 lekcje czyt. z nauczyć.  0,5 godz.

3 lekcje rysunków   1 godz.

2 lekcje kaligrafii   0,5 godz.

6 lekcji muzyki    3 godz.

3 lekcje robót    1,5 godz.

3 lekcje zręczności   1 godz.

Razem 22 lekcje – 9 godzin.

Działalność oświatowa Zjednoczonego Koła Ziemianek miała za zadanie wpłynąć na poziom edukacji zwłaszcza dziewcząt, tak aby stały się one w przyszłości obywatelkami dorównującymi wykształceniem mężczyznom. Wielokrotnie stowarzyszenie to podkreślało znaczenie i rolę kobiety w społeczeństwie. W przyszłości widziano ją jako osobowość silną, niezależną, a przede wszystkim dobrze wykształconą. Dlatego tak intensywne prace prowadzone były w tym zakresie.

Przypisy do tekstu źródłowego

  1. Świat Kobiecy, nr 60/61, Warszawa, luty 1913, s. 32.

  2. Ibidem, s. 39.

  3. Ziemianka, nr 50, czerwiec 1910, s. 20.

  4. Świat Kobiecy, nr 11, październik 1913, s. 4-5.

  5. Ibidem, s. 7.

  6. Świat Kobiecy, nr 53, maj 1912, s. 14.

  7. Ibidem, s. 15.

  8. Ibidem, s. 16.

  9. Ziemianka, nr 50, czerwiec 1910, s. 15.

  10. Ibidem, s. 16.

Oceń tę pracę

Słowiaństwo i jego pogańskie religie: posągi, idole i schyłek pogaństwa

Sprawa wygląda lepiej ze znaleziskami rzeźbionych wizerun­ków bogów, chociaż archeologom nierzadko grozi niebezpieczeń­stwo, że padną ofiarą mistyfikacji. Znana jest np. historia tzw. idoli z Prillwitz, metalowych figurek z napisami runicznymi, któ­re w końcu XVII wieku miał rzekomo odkryć pastor Gideon Sponholz w wielkim kotle na brzegu Jeziora Dołęskiego (Tollen-see). Już w roku 1834 Kari Lewezow udowodnił, że są to fal­syfikaty; mimo to jednak obrońcy ich autentyczności pojawiali się jeszcze na początku XX wieku30.

Za autentyczny można jednak uważać drewniany posąg, zna­leziony na południowym brzegu jeziora Ruppiner opodal słowiańskiego grodu Altfriesack. Co prawda, z początku nie było pewne, czy bożek jest istotnie pochodzenia słowiańskiego; jednak archeologowie wezwali na pomoc fizyków, którzy w roku 1967, stosując metodę radiowęglową, datowali figurę na drugą połowę VI wieku – czas, w którym rozpoczęło się słowiańskie osadnic­two tych terenów. Mimo woli przychodzą na myśl legendy staroczeskie, jak je zanotował praski kronikarz Kosmas, gdzie po­wiada się o bożkach, niesionych .na ramionach przez pierwszych Czechów, zajmujących kraj. Bóstwo z Altfriesack wyrzeźbione jest w dębowym drewnie; przedstawia ono zaskakująco szczu­płą sylwetkę męską z otworem na fallus, wtykany, okazjonalnie, zapewne jako atrybut bóstwa płodności. Podobne idole znalezio­no w pobliżu znanego nam już grodziska w Behren-Lubchine oraz w Braaku koło Eutina. Falliczny kult. płodności, o którym mamy rów­nież .wzmianki pisane na przykład u Słowian wschodnich, udo­wodniony jest znaleziskiem fallusa z drewna dębowego – w cen­tralnej Polsce, w Łęczycy31.

Bałwany wykonywano także z innych materiałów. Znany jest np. kamień Swiętowita, tkwiący w murze kościoła w Altenkirchen opodal Arkony, przedstawiający płaskorzeźbioną postać mę­ską, trzymającą ogromny róg (naczynie do picia), symbol Swięto­wita; również podobny kamień w Bergen na Rugii, także tkwiący w kościelnym murze, albo kamień Jarowita z Wołogoszczy (dziś Wolgast) z prymitywnym wyobrażeniem miejscowego bóstwa, dzierżącego włócznię jako atrybut funkcji wojskowej32.

Obok tych wielkich figur z pewnością kultowy charakter mia­ły także niewielkie rzeźby, jak np. ołowiana figurka, znaleziona w grobie koło Weggun (pow. Prenziau), brązowy posążek męż­czyzny z nadodrzańskiego grodziska Schwedt czy kościana głów­ka z Merseburga i inne. Nie brak także zwierząt kultowych; np. ołowiane amulety z wyobrażeniem ryby z Wustrow nad je­ziorem Tollensee albo z Fergitz koło Prenziau, wąż rzeźbiony w jelenim rogu, znaleziony w Górkę koło Anklam, a zwłaszcza figurki koni, atrybuty bóstw wojny; takim prawdopodobnie był brązowy konik z Brandenburga33.

Wiele uwagi poświęcono niedawnemu odkryciu dwóch idoli dę­bowych w obronnej osadzie, położonej na Fischerinsel (jezioro Tollensee, na południe od Neubrandenburga). Osada pochodzi z XI—XII wieku. Jeden z posągów, o wysokości 165 cm, wyob­raża bóstwo kobiece z głową jedynie naznaczoną, ale z wyolbrzy­mionymi cechami płci żeńskiej. Interesujące, że posąg wyrzeźbiono tak, by widz mógł patrzeć nań skośnie z przodu — a więc najpewniej jego miejsce, jako pomniejszego bóstwa, było w ką­cie świątyni. Drugi wyobrażał dwugłowe bóstwo męskie, wysoko­ści 170 cm, stojące na graniastym słupie. Obie jego głowy, osa­dzone na wspólnych ramionach, odznaczają się przede wszystkim wielkimi, zwisającymi wąsami. Wielogłowość bogów należy do powszechnych, ale dotąd niezadowalająco wyjaśnionych cech pogaństwa słowiańskiego nad Bałtykiem. Ze świadectw kronikarzy wiadomo, że Swiętowit i Porenut mieli po cztery głowy, Trzygłów ze Szczecina, Wolina i Brandenburga — po trzy, Porewit pięć, a Rujewit — znany tylko z Gardźca (dziś Garz) na Rugii — aż siedem. W Europie zjawisko to jest raczej rzadkie, zdarza się np. u Celtów lub Rzymian — za to wielogłowe posągi bardzo przypominają stare bóstwa indyjskie, gdzie podobne wyobraże­nia dotychczas są stosowane. Z tego więc powodu nie możemy wykluczyć związku z dawnym pniem indoeuropejskim, którego relikty w pogaństwie słowiańskim można prześledzić także w in­nych dziedzinach, np. w rytuale pogrzebowym.

Wierzenia religijne wymarłych Słowian północno-zachodnich, tak długo opierających się naporowi z zewnątrz i próbom chrys­tianizacji, są niewątpliwie jedną z najciekawszych kart historii europejskiej kultury duchowej. Jest rzeczą zrozumiałą, że obec­ność zatwardziałych pogan w centrum Europy jeszcze w XI—XII wieku odczuwana była przez zachodnie chrześcijaństwo jako ano­malia, którą należało jak najszybciej usunąć. Stąd wytrwałe, cią­gnące się przez całe stulecia zabiegi, by zlikwidować ów gorszący stan rzeczy. Najczęściej stosowano przemoc. W roku 1147 pod wpływem apelu św. Bernarda z Clairvaux zorganizowano nawet, za­miast do Ziemi Świętej, wielką wyprawę krzyżową przeciw Obodrzycom i Wieletom. Pod dowództwem Henryka Lwa, Albrechta Niedźwiedzia, arcybiskupów z Magdeburga i Bremy, papieskiego le­gata Anzelma oraz innych wybitnych wielmożów tamtych czasów uczestniczyły w niej wojska saskie, duńskie (wraz z flotą), czes­kie i polskie. Nie odniosła ona co prawda zbyt wielkich sukce­sów militarnych — lecz pustosząc kraj i dziesiątkując ludność nadwerężyła potęgę plemion nadbałtyckich w takim stopniu, że w ciągu niewielu dziesięcioleci pokonano je zupełnie. Ich pogań­ska „ideologia” nie mogła w swej schyłkowej i atawistycznej for­mie utrzymać się wobec wyżej rozwiniętej cywilizacji chrze­ścijańskiej34.

Jak czytać materialne ślady słowiańskiego kultu?

Zabytki opisane wyżej są szczególnie cenne dlatego, że równoważą słabość przekazów pisanych. Większość relacji o religii przedchrześcijańskich Słowian powstała dopiero w okresie konwersji lub po niej, a ich autorami byli zazwyczaj chrześcijańscy obserwatorzy z zewnątrz. Dlatego posąg, fragment rzeźby czy relikt budowli nie stanowią prostego „dowodu” na treść konkretnego mitu. Zyskują znaczenie dopiero w zestawieniu z miejscem odkrycia, datowaniem, układem przestrzennym stanowiska oraz opisami kronikarzy. Taki sposób pracy nie usuwa niepewności, lecz pozwala oddzielić to, co rzeczywiście znaleziono, od późniejszych prób nazwania bóstwa albo odtworzenia całego obrzędu na podstawie jednego przedmiotu.

Dodatkową trudnością jest sam materiał. Drewniane konstrukcje grodów i świątyń ulegały zniszczeniu, a wały z drewna i ziemi z czasem osiadały lub znikały pod powierzchnią. Na przylądku Arkona problem pogłębia erozja klifu: część dawnego obszaru pochłonęło morze. Brak pełnego rzutu świątyni nie oznacza zatem, że przekaz Saxona jest bezwartościowy; oznacza jedynie, że opis pisany i pozostałości terenowe trzeba czytać razem, ze świadomością luk. Współczesne opracowania Arkony rozdzielają analizę topografii, materiału zabytkowego, wykopalisk oraz samego sanktuarium, co dobrze pokazuje, jak wiele odrębnych pytań kryje się za pozornie prostym stwierdzeniem, że „odkryto świątynię”.

Podobna ostrożność dotyczy figur antropomorficznych. Wielogłowość, wyolbrzymione cechy płciowe czy atrybuty wojenne mogą mieć znaczenie religijne, ale ich interpretacja zależy od kontekstu. Przedmiot wydobyty z warstwy osadniczej, bagna, grobu albo wtórnie użyty w murze kościoła niesie za każdym razem inny rodzaj informacji. Nie każda niewielka figurka była idolem świątynnym; mogła pełnić funkcję amuletu, przedmiotu domowego kultu albo znaku o znaczeniu, którego dziś nie potrafimy odtworzyć. Również podobieństwo do wyobrażeń z odległych kultur nie rozstrzyga samo w sobie o wspólnym pochodzeniu motywu. Jest wskazówką do porównania, a nie końcem argumentacji.

Najbardziej przekonujący obraz powstaje więc tam, gdzie spotykają się trzy rodzaje świadectw: kronika, archeologia i analiza porównawcza. Kronika może nazwać bóstwo i opisać rytuał, wykopaliska pokazują realną przestrzeń i przedmioty, a porównanie z innymi tradycjami podpowiada możliwe znaczenia. Każde z tych źródeł ma jednak własne ograniczenia. Tak rozumiana ostrożność nie odbiera znaleziskom atrakcyjności. Przeciwnie, pozwala zobaczyć je nie jako gotowe ilustracje znanych opowieści, lecz jako samodzielne świadectwa, które czasem potwierdzają teksty, czasem im przeczą, a czasem pozostawiają pytanie bez odpowiedzi.

Przypisy do tekstu źródłowego

  1. W. Antoniewicz, O religii dawnych Słowian, Światowid; t. 20, Warszawa 1957, s. 32.
  2. J. Gąssowski, Schyłkowe pogaństwo na ziemiach polskich w świetle odkryć Archeologicznych, Światowit 1995, s. 169.
  3. Ibidem, s. 181.
  4. G. Labuda, Słowiańszczyzna pierwotna, wybór tekstów, Warszawa 1954, s. 188.
  5. A. Bruckner, Dzieje kultury polskiej; t. l . – od czasów przedhistorycznych do roku 1506, Kraków 1930, s. 55.
Oceń tę pracę

Słowiaństwo i jego pogańskie religie: Arkona, Retra i świątynie bogów

Mitologia pogańskich Słowian wyrosła z tego samego indoeuropejskiego pnia, co wyobrażenia starożytnych Greków, Rzy­mian, Celtów czy Germanów21. Wiemy jednak o niej bez porów­nania mniej niż o życiu duchowym reszty dawnych Europejczy­ków. Dzieje się tak nie dlatego, że kultura duchowa Słowian była uboższa, lecz dlatego że weszli oni stosunkowo późno na wi­downię dziejów, nie istnieli zatem w świadomości narodów cy­wilizowanych. Nie mieli więc swego Cezara czy Tacyta, który pisałby o nich bezstronnie, jak np. było to w przypadku Celtów albo Germanów. Gdy Słowianie pojawili się na scenie, kulturalna Europa już była chrześcijańska i dlatego nie interesowała się zbytnio religiami barbarzyńców, na których patrzała z pogardą, starając się przyłączyć ich jak najszybciej do społeczności chrze­ścijańskiej. Dokonywało się to czasem tak szybko i tak całko­wicie, że po wierzeniach pierwotnych nie pozostawało nic, oprócz przeżytków w folklorze. Tak było na przykład z przodkami Czechów, Słowaków, Polaków czy Jugosłowian. Bliższe infor­macje zachowały się jedynie o wschodnich Słowianach, bardziej wykształconych; znaleźć je można w miejscowych, już chrze­ścijańskich źródłach, przede wszystkim w jedenastowiecznym Latopisie Kijowskim. Jednak stosunkowo najwięcej wiemy o re­ligii wymarłych Słowian połabskich i nadbałtyckich, chociaż na ogół za pośrednictwem obcych księży, którzy często nie rozu­mieli różnych subtelności; podawali więc informacje uproszczone lub niejasne, zwłaszcza jeśli idzie o istotę i funkcję poszczegól­nych bóstw22.

Zgadzają się oni np. co do tego, że najważniejszym ze wszy­stkich słowiańskich bogów na północy, deus deorum, był Swiętowit, a ośrodkiem jego kultu wyspa -Rugia, gdzie stała prze­sławna świątynia w Arkonie. Proboszcz z Bożowa (dziś Bosau) Helmold, żyjący w drugiej połowie XIII wieku w słowiańskiej Wagrii, nie opodal jeziora Płońskiego (dziś Plónersee), opowiada w swojej Chronica Slavorum (Kronika Słowiańska), że wieszczby kapłana Swiętowita cieszyły się największym zaufaniem, i dla­tego do jego świątyni słano dary ze wszystkich ziem słowiań­skich, a nawet od niesłowiańskich sąsiadów, jak o tym świadczy wspaniały puchar, darowany przez duńskiego króla Swena. Ido­lowi Swiętowita składano co roku także ofiary z ludzi, a mia­nowicie z pojmanych chrześcijan. Mieszkańcy Rugii mieli opinię najzatwardzialszych pogan; oni to najdłużej ze wszystkich Sło­wian bronili się przed chrześcijaństwem23.

Dokładne dane o kulcie Swiętowita i jego zaniku podał duński ksiądz Saxo Grammaticus, który zmarł na początku XIII wieku. Spod jego pióra wyszedł sugestywny opis świątyni postawionej na płaskowyżu, pośrodku obwarowanego miasta Arkona, znaj­dującego się na północnym cyplu wyspy. Świątynię otaczało ogrodzenie zdobione starannie wykonanymi rzeźbami i nieporad­nymi malowidłami. Było w nim tylko jedno wejście. Właściwą świątynię zbudowano z drewna; krył ją czerwony dach, we­wnętrzne ściany zaś tworzyły wspaniałe tkaniny, zawieszone na czterech słupach. W środku stał drewniany bożek o nadludzkich wymiarach, mający cztery głowy, z których dwie zwrócone były w przód, a dwie w tył. W prawej ręce trzymał metalowy róg, który obsługujący kapłan napełniał corocznie winem, by potem wieszczyć zeń urodzaj w przyszłym roku. Obok posągu leżało wędzidło, siodło i inne liczne atrybuty, pośród których budził podziw ogromny miecz z pięknie wyklepaną srebrną rękojeścią i pochwą. Oprócz tego Swiętowitowi poświęcony był śnieżno­biały koń, na którym mógł jeździć tylko kapłan. Wierzono, że nocą Swiętowit odbywał na nim wyprawy wojenne, ponieważ rano zastawano konia zgrzanego i ubłoconego, jak gdyby wrócił z dalekiej drogi. Za pomocą konia wróżono też zwycięstwo lub klęskę planowanych wypraw wojennych. Jeśli koń przekroczył rzędy włóczni, rozłożone przed świątynią, najpierw prawą nogą, był to dobry znak; w przeciwnym razie rezygnowano z wypra­wy. Do świętego przybytku mógł wejść tylko jeden kapłan, ale nie wolno mu było tam oddychać — dla każdego nabrania po­wietrza musiał biec do wyjścia. Na ofiarę składano wino i wielki okrągły miodowy placek, po zakończeniu zaś obrzędu następo­wała wspaniała uczta, po której nikt nie mógł pozostać trzeźwy. Dla swej ochrony miał Swiętowit drużynę trzystu konnych; do ich zadań należało również pomnażanie świątynnego skarbca. Swiętowit przypomina więc swymi atrybutami rzymskiego boga wojny Marsa, chociaż spełniał, jak na to wskazuje obrzęd z ro­giem, także inne funkcje24.

Ponieważ lokalizacja Arkony jest dobrze znana — resztki jej masywnych wałów na kredowych falezach przylądka Arkona do dnia dzisiejszego opierają się falom Bałtyku — nic więc dziw­nego, że przykuwała ona uwagę archeologów. W roku 1921 roz­począł tutaj badania jeden z czołowych archeologów niemiec­kich, Kari Schuchhardt. Kierując się opisem Saxona, penetro­wał niewielkie wzniesienie w hipotetycznym centrum grodu, obecnie już w większej części pochłoniętym przez morze. Schuchhardtowi udało się ustalić fundamenty budowli na planie kwa­dratu z czterema słupami wewnętrznymi i śladem kamiennego cokołu idola; ogłosił więc bez najmniejszych wątpliwości, że ów obiekt jest poszukiwaną świątynią. Świat naukowy przyjął ten pogląd, chociaż wkrótce zaczęły pojawiać się wątpliwości, zwłaszcza po drugiej wojnie światowej, kiedy udoskonaliła się znacznie technika badawcza i system dokumentacji. Według po­jęć dzisiejszych Kari Schuchhardt nie prowadził badań zbyt pre­cyzyjnie; dokonywał tylko wąskich cięć zamiast szerokoprzestrzennych odkrywek, dających dokładny wgląd w stanowisko ar­cheologiczne25. Owe wątpliwości sformułował konkretnie i stanowczo w roku 1959 archeolog duński Ejnar Dyggve. Poddał on wyniki badań Schuchhardta drobiazgowej analizie, m.in. stwierdzając znaczne niezgodności z opisem Saxona Grammaticusa zarówno co do rozmiarów budowli, jak i jej architektury. Doszedł do wniosku, że obiekt odkryty przez Schuchhardta mógł być co najwyżej resztkami duńskiej świątyni misyjnej, postawionej w miejscu pogańskiego ośrodka kultowego, jak to ówczesny Ko­ściół powszechnie praktykował. Owa sporna kwestia została roz­strzygnięta w latach 1969—1970 przez archeologa niemieckiego Hansdietera Berlekampa, który w miejscu sondaży Schuchhardta przeprowadził badania kontrolne stwierdzając jedynie resztki obwarowań zewnętrznych. Świątynia musiała więc znajdować się dalej na wschód — tam gdzie dziś przewalają się fale Bał­tyku. Jej dokładnej lokalizacji nie ustalimy już nigdy i dlatego musimy zadowolić się opisem kronikarza duńskiego26.

Podobny los spotkał również inne domniemane odkrycie Schuchhardta, drugiej co do ważności świątyni Słowian nadbał­tyckich — Retry. O tej głównej świątyni plemienia Redarów donosi nam przede wszystkim biskup merseburski Thietmar, któ­ry zmarł w roku 1018. Według jego opisu pośrodku świętego gaju stała wspaniale zdobiona świątynia drewniana, wzniesiona na rogach zwierzęcych, a w niej cały zastęp uzbrojonych boż­ków. Pośród nich wyróżniał się zwłaszcza Swarożyc, uznawany najprawdopodobniej za syna boga Słońca, Swaroga, znanego rów­nież z panteonu Słowian wschodnich. Był on obok Swiętowita czczony przez wszystkich Słowian północnych. Składano mu tak­że ofiary z ludzi, np. w roku 1066 taki los spotkał biskupa Jana z Marienburga. Również i Swarożycowi poświęcony był święty koń, służący kapłanom do wieszczby. W roku 1068, kiedy świą­tynię definitywnie zburzono, jechał na nim — ku hańbie pogan — biskup Burchard, wracając do swej siedziby w Halberstadt27.

Thietmar pisze niezbyt jasno, że miasto Retra było „trzyrogie” (tricomis) i że miało trzy bramy. Wobec wielkiej liczby grodów na północy, dość podobnych do siebie, archeologowie szukali Retry co najmniej w dwudziestu miejscach. Najpowszechniej jednak przyjął się pogląd Karla Schuchhardta, który w roku 1922 podjął niewielkie badania na obwarowanej Górze Zamko­wej koło Feldbergu nad Jeziorem Feldberskim i ogłosił, że wła­śnie to miejsce jest poszukiwaną Retrą, której „trzyroga” forma da się według niego wytłumaczyć wieżami trzech bram28.

Imponujące położenie Góry Zamkowej, gęsto zarośniętej lasem bukowym, narzucało wprost ową hipotezę, ale również zachę­cało współczesnych nam archeologów do podjęcia badań kontrol­nych. Rozpoczął je w roku 1967 uczony berliński Joachim Herrmann: jego prace rzeczywiście potwierdziły, że istniało tu ważne centrum plemienne, w którym, sądząc po gęstości zabudowy, mieszkało stale 600—1200 osób. Odkryto tu także świątynię, ale nie na szczycie Góry Zamkowej, jak przypuszczał Schuchhardt, lecz na bocznej odnodze wzniesienia nad jeziorem, w terenie oddzielonym fosą. Ale znaleziska wykazały w sposób niewątpli­wy, że gród Feldberg istniał już w VII—IX wieku, podczas gdy po czasach największej chwały Retry, udokumentowanych hi­storycznie, czyli z X—XI wieku, nie ma ani śladu. I w tym wypadku trzeba więc było — przynajmniej na razie — zre­zygnować z wysnuwania ostatecznych wniosków i szukać dalej. Jak widać, archeolodzy nie mieli szczęścia do pogańskich świątyń północno-zachodnich Słowian — mimo że kronikarze z; XI—XII wieku pozostawili o nich tak wiele konkretnych informacji. Również badania Herrmanna w Feldbergu przyniosły zaledwie stwierdzenie, że istotnie stała tam jakaś prostokątna budowla, rozczłonkowana na kilka pomieszczeń i oddzielona rowem od grodu właściwego. Nieco dokładniejsze wyobrażenie mamy, o ano­nimowych, prymitywnych miejscach ofiarnych, poświęconych kultowi lokalnych bóstw, których — jak twierdzą źródła pisane — było bardzo wiele29. W latach 1931—1933 udało się Janowi Malotkiemu, kustoszowi muzeum w Trzebiatowie, odkryć dwa takie obiekty w tej miejscowości na Pomorzu Zachodnim. Od­krył on mianowicie rowy, tworzące dwa owalne kręgi, oddalone od siebie o 65 m, a wobec swej niewielkiej głębokości (0,5—l m) i szerokości (1—1,5 m) dające ochronę jedynie symboliczną. Po­środku mniejszego owalu (8X10 m) było tylko jedno palenisko, wewnątrz większego (10X13 m) mieściły się dwa paleniska oraz trzy jamy słupowe, prawdopodobnie po posągach wkopa­nych w ziemię. Paleniska są pozostałością ogni ofiarnych, które, sądząc po znalezionych węgielkach, płonęły także w rowach. Oba miejsca ofiarne miały związek z osadą, datowaną znaleziskami na IX—X wiek. Podobny obiekt kultowy odkryli archeologowie radzieccy we wschodniosłowiańskiej Pieryni koło Nowogrodu Wielkiego.

Przypisy do tekstu źródłowego

  1. H. Łowmiański, Religia Słowian i jej upadek, Warszawa 1986, s. 34.
  2. Ibidem, s. 36.
  3. Z. Vana, op. cit., s. 143.
  4. L. E. Stefański, Wyrocznia słowiańska: Magiczny Krąg Świętowita, Białystok 2000, s. 39.
  5. H. Łowmiański, Religia Słowian…, s. 62.
  6. Ibidem, s. 68.
  7. L. E. Stefański, op. cit., s. 132.
  8. Kronika Thietmara, Poznań 1953, s. 488.
  9. W. Antoniewicz, O religii dawnych Słowian, Światowid; t. 20, Warszawa 1957, s. 31.
5/5 - (1 vote)

Geneza systemów wierzeń: indoeuropejskie paralele i ich znaczenie dla Słowian

Stosowanie wspomnianego trójpodziału do wykrycia zasadni­czej struktury całego materiału mitologii indoeuropejskiej wynika wice z przekonania, które jest rodzajem tezy wyjściowej często stosowanej w humanistyce jako założenie wstępne, podlegające później analitycznemu sprawdzeniu. Przekonanie to samo jest potrójne. Po pierwsze, polega na przyjęciu poglądu, że przodkowie ludów indoeuropejskich, nazywani w nauce Protoindoeuropejczykami, odznaczali się trójdzielna ideologia społeczna i mitologiczną jeszcze przed wydzieleniem się różnych grup, składających się na indoeuropejską wspólnotę języków. Po drugie należałoby pisząc, że dziedzice roli indoeuropejeczyków ocalili składniki tego myślenia i ujawniali je następnie na wielu odległych od siebie obszarach i w różnym czasie. Po trzecie wreszcie, że elementy te dotrwały, choć nic w całości i w rożnym kształcie, w literaturze mitologii epickiej, niegdyś ustnej, a zapisywanej w późniejszych pismach od najstarszych tekstów hetyckich przez wedy indyjskie aż do sag islandzkich i osetyńskiego eposu Nartach, żywego do dziś na północnym Kaukazie11.

Mit to przekaz rozmaitych wartości moralnych, obyczajowych i poznawczych przechowywał nakazy i wzory, które nie musiały być reprodukcją czy odzwierciedleniem układów stale występujących w życiu zbiorowym. Nie mamy na przykład wskazówek, aby zbliżeni do ludów irańskich Scytowie dzielili się na warstwy kapła­nów, wojowników i hodowców-rolników. Są jednak dane zawarte w ich światopoglądzie religijnym, że podział taki był dla nich wzorem myślenia, modelem wyjaśniającym, wyniesionym z kultu­ry protoindoeuropejskiej, podtrzymywanym przez sąsiadów indoeuropejskich i odzwierciedlonym w ich sądach mitologicznych.

Istotnym, jeżeli nie głównym, celem zabiegów porównawczych powinno być odtworzenie owej najstarszej struktury myślenia o ludziach i bogach z pomocą świadectw językowych oraz znajomości systemów społecznych i mitologicz­nych ludów już w pełni widocznych na scenie dziejów. Dumezil nie stroni od wykrywania cech językowych wspólnych nazwom sakralnym Indoeuropejczyków12. Już od zarania języko­znawstwa przyrównywano łacińskie słowo pater – „ojciec”, do sanskryckiego pita, niemieckiego Vater lub angielskiego father dla rekonstrukcji protoindoeuropejskiego poprzednika tych wyrazów. Stąd od czasu Adalberta Kuhna (1850) przyjmowano tożsamość bóstw o znaczeniu „ojca niebieskiego”: indyjskiego Dyaus pita, greckiego Zeus pater i rzymskiego Jupiter. Ale Dumezil, sam językoznawca, mniej uległ pokusie odtwarzania języka protoindo­europejskiego niż jego kolega Emile Benveniste, który poświęcił wiele bystrej i twórczej uwagi wspólnym korzeniom terminów13.

Najstarszym datowanym wypadkiem okazują się przekazy hetyckie, zapisy na tabliczkach ceramicznych z roku około 1380 p.n.e., gdzie czytamy imiona Mitry, Waruny, Indry raz bliźniaków Nasatja, co nie dziwi w związku z indoeuropejskim pochodzeniem hetyckiej arystokracji wojskowej, która dokonała podboju Azji.

Blisko w czasie stoją obfite, lecz trudne do ścisłego datowania – goze z XII wieku p.n.e. – teksty religijne z Iranu. Także po reformie Zaratustry – zapewne między wiekiem VIII a VI p.n.e. – zderzenia irańskie zachowały warstwę pochodzącą z poprzedniego systemu. Tu także wyszukano ślady trzech funkcji zarówno w panteonie najstarszym, jak w dualistyczno-metafizycznej religii zoroairyjskiej. Asza (Porządek) i Wohu Mana (Dobra Myśl) wydają się padkobiercami Mitry i Waruny. Chszatra (Siła) stał się dziedzicem ndry, a Haurwatat (Zdrowie) i Ameratat (Nieśmiertelność) natepcami Aświnów, gdy miejsce postaci kobiecej zajęła Aramaiti Matka Ziemia lub Anahita (Niepokalana)14.

Pośród bóstw rzymskich powiodło się uprawdopodobnić odbicie wspomnianego systemu w trójcy złożonej z Jupitera, Marsa Kwiryna. Dumezil próbuje w tym kontekście odczytać sens religijny legendarnej historii Rzymu królewskiego, która w jego oczach zastąpiła nie istniejącą w Lacjum epikę mitologiczną, podczas gdy rozbudowany rytuał sakralny stanowił drugą i ważniejszą bodaj od mitologicznej narracji podporę tradycji starożytnej15.

Zbadanie zasobu wierzeń skandynawskich ujawniło trójdzielny skład grupy najwyższych bogów: Odyn, Tor, bliźnięta Frey Njord, a obok nich bogini Freja. Zarysowała się też możliwość analogicznego uporządkowania bóstw celtyckich. Natomiast pod tym względem zawodzi bogata, ale w wysokim stopniu małowartościowa mieszanka cech społecznych, gospodarczych, politycznych i religijnych używana przez różne ludy indoeuropejskie. Dumezil porównuje przede wszystkim jednak nie nazwy, lecz funkcje postaci i urządzę sakralnych. Tak jak gdyby na jego mitologię indoeuropejskie składały się otwarte szuflady z etykietami określonych funkcji gotowe do wypełniania różnymi nazwami bóstw i obrzędów16.

Nie sposób nie uznać przydatności metodycznej prymatu funkcji nad nazwą. We wczesnym okresie swego pisarstwa naukowego Dumezil hołdował przyrównywaniu indyjskiego Waruny do greckiego Uranosa, a za nim Eliade wypowiadał się także za symetria tych bóstw. Zbieżność, zresztą dyskusyjna, tych imion nie znalazła jednak potwierdzenia w wartości mitologicznej obu bóstw, odrębnych co do stadium pojawienia się i objawów ich działania. Trzeba było z tego zrównania i podobnych pokus wycofać się i położyć nacisk na podobieństwa bóstw o niepodobnych często nazwach, jak również funkcje bóstw, ich zakres i treść mogą ulegać pewnym. wahaniom i zacieraniu granic, zwłaszcza zaś zróżnicowaniu. I stąd w panteonie indyjskim w przedziałach funkcji pierwszej działali dwaj bogowie naczelni: Mitra był opiekunem instytucjonalnych i prawnych aspektów władzy zwierzchniej, Waruna występował zaś jako stróż jej aspektów magiczno-religijnych. W rzędzie bóstw pomocniczych Mitry pojawili się Bhaga i Arjaman. Głównymi bogiem drugiej funkcji był Indra, ideał wojownika, otoczony innymi piastunami siły zbrojnej, mocy i sprawności cielesnej, walczący wraz z nimi przeciw potworom. Trzecią funkcję sprawowały boskie bliźnięta Aświnowie (Nasatjowie) mając w swej pieczy zwierzęta domowe i plony zbóż, a także strzegąc zdrowia, długowieczności, spokoju i radości życia ludzkiego. Obok nich występowała bogini Saniswati i rój duchów pomniejszych17.

Zrąb zasadniczy omawianego tu systemu idei społeczno-religijnych musiałby więc, jeśli przyjmiemy konsekwencje pomysłu Dumezila, wytworzyć się jeszcze w okresie neolitu i we wczesnym okresie brązu18.

Nie dotyczyło to przed indoeuropejskiej mitologii greckiej. Są ślady trójpodziału bóstw zachowane w liście mitycznych królów ateńskich, ale w myśli greckiej, jak o tym świadczy Platon, nieobcy był trójpodział funkcji społeczeństwa. Sąsiedztwo i bliskość językowa Bałtów i Słowian sprawiają, że analogiczna reinterpretacja bóstw bałtyjskich, znanych z kruchego co prawda poświadczenia, domaga się także uwzględnienia i dyskusji.

To „indoeuropejskie tłumaczenie świata” w dziele Dumezila i jego zwolenników przedstawia się jako pomysł, którego trzon wolno uważać za wysoce prawdopodobny, natomiast różne jego zastosowania za nierówne w swej sile przekonywania. Nie daje on odpowiedzi tak globalnej jak Eliade co do genezy rdzennych struktur mitologicznych i ich przekształceń, bo też hołduje innej funkcjonalnej interpretacji religii, poszukując jej zależności od przemian historycznych. Niemniej w szerokim zakresie dziejów i wspólnoty jndoeuropejskiej pozwala na wniknięcie w odległą i zarazem zdumiewająco trwałą jej mitologię społeczno-religijną. Perspektywa historyczna mitologii indoeuropejskiej wydaje się już na pierwszy rzut oka zawrotna. Kiedy powstały język indoeuropejskie, kiedy i czy istniał język protoindoeuropejski, są to wszystko sprawy zawiłe. Nie wchodząc w kwestię wspólnej, genezy tych języków bądź z jakiegoś prajęzyka mówionego jakiegoś praludu, bądź ze zbliżenia i nakładania się różnych języków i ludów aż do wytworzenia wspólnoty językowej, wystarczy stwierdzić, że zjawiska te sięgają bardzo odległej epoki. Tak czy inaczej rozumianą jedność protoindoeuropejską językoznawcy są skłonni datować na V tysiąclecie p.n.e. Podział i etapy rozpadu tej danej wspólnoty na główne odłamy należą także do tematów otwartych podobnie jak ściślejszy obszar najstarszej praojczyzny ludów protoindoeuropejskich19.

Neokomparatystyka religioznawcza bada zaś systemy wierzeń indoeuropejskich w przekonaniu o ich genetycznym związku oprowadza posiłki zaczerpnięte z pól bogatszych na rzecz obszarów uboższych, próbując do swych zamierzeń wykorzystać wiele nauk o człowieku. Stawia sobie cele wyjaśniające, nie kontentując się fragmentarycznym opisem. Obiecuje nowe rezultaty, których spodziewać się można po badaniach zregionalizowanych; prowadzi się je nadal w kręgu wypróbowanych metod, lecz są zawężone do mało wydajnych tekstów, badanych z przewagą analizy językozna­wczej.

Na drogę wytyczoną przez tę nową koncepcję i jej zastosowania warto wkroczyć także dla mitologii słowiańskiej, pamiętając jednak, że doprowadzić nas może do interpretacji zapewne tylko jednego z kilku systemów współistniejących w wierzeniach Słowian. Etnogeneza Słowian, ich współżycie z kulturami zastanymi na obejmowanych przez nich obszarach, a także oddziaływania i zewnątrz powodowały, że całokształt ich przeświadczeń religij­nych, taki jaki odtwarzamy na czas zmierzchu ich pogaństwa, nic da się wyłącznie objaśnić jednorodną formułą protoindoeuropejską. Sądzimy przecież, że mają rację ci, którzy dojrzeli jej szczególne znaczenie dla słowiańskiej mitologii wyższej, obejmującej poczet bóstw naczelnych20.

Przypisy do tekstu źródłowego

  1. W. Szafrański, Prahistoria, Warszawa 1974, s. 33.
  2. G. Dumézil, op. cit., s. 61.
  3. A. Kempiński, Słownik mitologii ludów indoeuropejskich, Poznań 1993, s. 342.
  4. Ibidem, s. 354.
  5. G. Dumézil, op. cit., s. 69.
  6. Ibidem, s. 74.
  7. A. Kempiński, op. cit., s. 356.
  8. G. Dumézil, op. cit., s. 82.
  9. Ibidem, s. 84.
  10. Z. Vana, Świat dawnych Słowian, Warszawa 1968, s. 132.
5/5 - (1 vote)

Geneza systemów wierzeń: od sceptycyzmu do teorii trzech funkcji

Wielu badaczy zajmujących się przeszłością religijną Słowian powątpiewało w ukształtowanie się ich panteonu jako zorganizowanego zespołu wierzeń osnutych wokół bóstw i mitów naczelnych. Sądzili oni, że tego rodzaju, politeistyczna organizacja wierzeń pojawiła się stosunkowo późno i że właściwą płaszczyzną słowiań­skich przekonań religijnych pozostawała demonologia, a więc niższego rzędu świat duchów zmarłych i przyrody. Względność określeń chronologicznych jest tu zresztą zrozumiała. Raz po raz spotykamy się z trudnością datowania tego czy innego zjawiska o cechach nabytku czy przekształcenia. Ale istnienie – obok demonów – bóstw głównych i pomocniczych nie było Słowianom wczesnośredniowiecznym obce, jak na to wskazują świadectwa liczne i godne szczegółowego rozważenia, rzecz w tym, jak głęboko sięgają one wstecz, do jakiego należą poziomu genetycz­nego kultury słowiańskiej i czy można odtworzyć za ich pomocą słowiański obraz rozczłonkowania i struktury świata.

Przed sześćdziesięciu prawie laty Vatroslav Jagić, chorwacki współtwórca fundamentów slawistyki historycznej i językoznaw­czej, był gotów oddać całe piśmiennictwo naukowe w sprawie mitologii słowiańskiej w zamian za kilka nowych i pewnych tekstów źródłowych na tenże temat.

Od tego czasu nie odkryto nieznanych przekazów pisanych. Wzrosła natomiast nasza znajomość słowiańskiego folkloru religij­nego. Dzięki archeologom przybyły nowe świadectwa wykopali­skowe urządzeń przestrzennych i budowlanych oraz sztuki przed­stawieniowej w służbie kultów uprawianych przez Słowian1.

Nie bylibyśmy zresztą skłonni tak łatwo, jak to czynił Jagić, odrzucać wkładu badaczy w objaśnianie zachowanych śladów słowiańskiego życia religijnego. Niezbędny wysiłek krytyczny słowianoznawców pokolenia Jagića: Lubora Lederlego w Czechach (1916), Aleksandra Brucknera w Polsce (1918, 1924) i Nikolaja M. Galkowskiego w Rosji (1913-16) oczyścił pole z różnorakich pomysłów miłośników starożytności krajowych, w Polsce poczyna­jąc od Jana Długosza w wieku XV, a głównie przez romantyczne tendencje XIX wieku. Nawet okres swoistej stagnacji dociekań, znaczonej głównie przez językoznawców różnymi i sprzecznymi propozycjami etymologicznymi co do zasobu imion bóstw słowiańskich, zgromadził sporo cegiełek, które czekały na jakąś konstruk­cyjną propozycję. Za taką nie sposób uznać nieśmiałe zresztą i cząstkowe próby zastosowania do Słowiańszczyzny pogańskiej\ naturystycznych teorii genezy mitów, które miałyby być prostym symbolizowaniem zjawisk przyrody. Inne propozycje teoretyczne – poza animistycznymi, dotyczącymi kultu przodków – pozostawa­ły długo nieznane2.

Przeciwnie, raczej do dobrego tonu naukowego należały: izolo­wanie od innych każdego z badanych zjawisk mitologicznych, wyczerpywanie niedługiej zresztą listy wzmianek wziętych ze źró­deł pisanych starożytnych i średniowiecznych, odnoszących się do każdego z bóstw, i ich interpretacja filulogiczno-historyczna, nie­wiara w hierarchiczny porządek bóstw, rozpatrywanie każdego z lokalnych kultów osobno, bez porównywania z innymi, traktowa­nie Słowiańszczyzny połabskiej i pomorskiej jako wyjątku w szarzyźnie i ubóstwie pogaństwa innych Słowian. Posuwano się aż do zezwalania im tylko na demonologię, bo nawet pojęcie boga miało powstać wśród nich dopiero pod wpły­wem chrześcijaństwa. Dochodziły sceptycyzm wobec folkloru jako źródła mitologicznego i niechęć do odniesień komparatystycznych w szerokiej, pozasłowiańskiej skali3.

Nowe postawy badawcze zarysowały się poza slawistyką. Stu­dia nad innymi mitologiami otworzyły perspektywę na „wielkie sny na jawie” różnych ludów – tak określa mity Pauł Ricoeur – na ich język jako rodzaj kodu kryjącego swoiste struktury wyobrażeń religijnych oraz ich motywacje społeczne4. Pośród kilku kierunków poszukiwań, godnych uwzględnienia przy roztrząsaniu prawidło­wości i osobliwości słowiańskiego widzenia świata i człowieka przez pryzmat sakralny, na plan pierwszy wysuwamy nadal mitologię, a raczej metodę porównawczą badania mitów.

Po serii triumfów odnoszonych z początkiem drugiej połowy ubiegłego stulecia, metoda porównawcza, stosowana na szeroką skalę światową przede wszystkim przez zestawianie wielojęzycz­nych nazw bóstw, została podważona przez krytyków pozytywisty­cznych i prawie że porzucona. Istotnie, mogła się odrodzić tylko przez odnowienie celów i sposobów postępowania. Nowa mitolo­gia porównawcza powstawała z doświadczeń zarówno nowoczes­nego językoznawstwa, jak etnosocjologii, a ujawniła się w pleja­dzie nazwisk, z których dwa wyznaczają dwa różne stanowiska.

Jedno z nich to Mircea Eliade, religioznawca rumuński czynny od wielu lat w Stanach Zjednoczonych5. Panując nad olbrzymim materiałem zjawisk występujących wśród wielu ludów i na kilku kontynentach, uprawia on systematykę mitologiczną w katego­riach strukturalnych, lecz nie funkcjonalnych myślenia religijnego. Mity w jego ujęciu nie tyle służą przekazywaniu doświadczeń życia i psychiki, ile zaspokajaniu podstawowej potrzeby człowieka, aby czas przemijania unieruchomić i nadać sens życiu i śmierci. Drugie nazwisko to Georges Dumezil, którego postawa wydaje się bliższa historykom, ponieważ zawęża zakres badań do ludów indoeuropejskich, a wiec społeczeństw znajdujących się w rozwoju mierzo­nym w warsztacie historycznym6. Najistotniejszą cechą jego twór­czości wydaje się, podzielane przez historyków, przeświadczenie, że mit jest interpretacją świata, przekazującą wzory i zachowania ludzkie wypracowane w życiu społecznym.

Nie jest tu wykonalne ani w pełni celowe szczegółowe przedsta­wianie obu tych stanowisk. Z niektórych obserwacji poczynionych z punktu widzenia badań Eliade jeszcze nici aż skorzystamy w toku dochodzenia istoty mitów słowiańskich. Wypada jednak wprowa­dzić czytelnika w podstawowe myśli zwolenników drugiego stanowiska. Georges Dumezil pobudził bowiem grupę badaczy, którzy zajęli się innymi systemami indoeuropejskimi niż te, którym poświęcił główną uwagę sam założyciel tego kręgu. Dzięki Emilowi Benveniste, który ma wkład własny do ukształtowania poglądów Dumezila, dzięki Stigowi Wikanderowi, Janowi de Vries i innym otrzymaliśmy zastosowanie idei dumezilowskich do religii wedyjskiej (to znaczy staroindyjskiej), irańskiej, italskiej, germańskiej, celtyckiej, scytyjskiej, hetyckiej i bałtyckiej. Dalsze przymiarki tego pomysłu badawczego do innych kultur są w toku.

Spośród ujawnionych cech wspólnych ludom indoeuropejskim najważniejsza wydała się twórcy tej komparatystyki religioznaw­czej zasada klasyfikowania zjawisk społecznych, która da się – jego zdaniem – wykryć w świadectwach świadomości zbiorowej. Ludy mówiące językami tej grupy miały widzieć własne .społeczeństwo w postaci swoistego modelu organizacyjnego wytworzonego przez trzy podstawowe funkcje członków wspólnoty. Pierwsza z nich to sprawowanie władzy zwierzchniej w jej dwojakim kształcie: praw­nym i magiczno-religijnym. Drugą funkcję stanowi walka zaborcza i obronna prowadzona przy pomocy siły zbrojnej. Trzecią funkcją jest zaopatrywanie wspólnoty w żywność. Badania podjęte tym torem przyniosły wiele spostrzeżeń wykraczających poza mitologię w węższym rozumieniu tego słowa, wskazując na żywotność idei trójpodziału w myśleniu o społeczeństwie ludzkim. Położyła ona swe piętno na niektórych legendach o początkach lub wczesnej historii ludów starożytnych i wczesnośredniowiecznych, pulsowała zapewne w ukryciu, aby odrodzić się w X wieku w pełnej formule przyjętej przez wielu pisarzy średniowiecznych jako stereotyp struktury społecznej. Późne jej echo odbiło się w Polsce w zdaniu Piotra Skargi: „Rodzaj ludzki na trzy stany podzielony jest: na modlących się, na broniących i robiących, na księże, rycerstwo i lud pracujący”7.

Takiej wizji stosunków społecznych odpowiadała w starożyt­ności indoeuropejskiej stosownie rozbudowana mitologia, służąc wyrażaniu tej wizji i jej przekazywaniu. Tak na przykład w staro­żytnych Indiach doby wedyjskiej, poświadczonej głównie epopejom religijnym Rygwedy i innymi tekstami od XII wieku p.n.e., znamy , trójwarstwowy układ społeczeństwa ludzi wolnych (arja). W jego skład wchodzą bramini (kapłani), kszatrijowie (wojownicy) i wajśjowie (rolnicy). Odpowiednikiem tego modelu byłaby triada bóstw głównych, w których pierwszą funkcję sprawowała para Mitra i Waruna, drugą – I udrą, trzecią zaś bliźnięta Aświnowie, inaczej Nasatjowic8. Każde z bóstw głównych oraz otaczające je istoty pomocnicze wykonywały swe czynności sakralne w ramach właści­wej sobie funkcji, niezbędnej na równi z innymi dla zachowania ładu społecznego, a więc jako czynności, które uzupełniały się nawzajem. Poszczególne warstwy społeczne były przejęte kultem swoich własnych bóstw, ale uznawały też inne w obrębie systemu wspólnego wszystkim warstwom społecznym.

Na zarzut, że taki trójdzielny system funkcji ludzkich i boskich nic musi być cechą szczególną i wyłączną własności;) ludów indoeuropejskich, Dumezil odpowiadał, że nie znalazł go poza tą grupą kulturowo-językową. Podobieństwa między poszczególnymi mito­logiami tej grupy są zbyt bliskie, aby mogły wynikać z przypadku, a jednocześnie różnice na przykład w nazewnictwie bóstw zbyt duże, aby analogie mogły pochodzić z prostej recepcji mitów od sąsiadów. Z drugiej strony, ślady trójpodziału funkcji występujące wśród ludów nieindoeuropejskich wydają się nikłe. Niektóre moż­na wyjaśnić – jak w przypadku wykorzystywanego przeciw Dumezilowi tekstu biblijnego (Jeremiasz 9, 22-23)9 – oddziaływaniem indoeuropejskim, tu być może przez Hetytów; inne, jak ślady u ludów tureckich, można tłumaczyć zapożyczeniem przez nich tej koncepcji od ludów stepowych pochodzenia indoeuropejskiego. Ostatnio posłużono się modelem dumezilowskim nawet do analizy bóstw chińskich oficjalnej religii doby Czou (około 100-256 p.n.e.), wykrywając ich trójfunkcyjność; jej geneza jest zupełnie niejasna, choć już wcześniejsze kontakty Chin z „północnymi sąsiadami”, włącznie ludami indoeuropejskimi, od XIII wieku p.n.e. mogły posłużyć jako kanał takiej inspiracji teologicznej. Dla powodzenia teorii Dumzila nie ma potrzeby, jak chce jej twórca, przyjmować związku koniecznego i niezmiennego miedzy ideologią i językiem. „Jakkolwiek doniosła, a nawet centralna była ideologia trójfunkcyjna, nic sianowi ona całego dziedzictwa indoeuropejskiego, którego może dopatrzyć się luli je odtworzyć analiza porównawcza”10, pisał Dumezil, ostrzegając sam przed jakimś totalistycznym pojmowaniem religii ludów indoeuropejskich, na którą składały się w rzeczywistości także elementy inne niż trójfunkcyjne pojmowanie świata. Zapożyczenia od innych ludów i przekazywanie im zdobyczy indoeuropejskich, wymiana miedzy ludami wspólnoty indoeuropejskiej – wszystko to jest bardzo trudne do prześledzenia i w szczególności do określenia w czasie, przebija przez znane nam różne systemy wierzeń, które -mimo zachowawczości i inercji sfery sacrum – podlegały prze­kształceniom w łonie społeczeństw, przechodzących różne fazy rozwoju swej organizacji wewnętrznej i kultury.

Przypisy do tekstu źródłowego

  1. B. Gediga, Śladami religii prasłowian, Warszawa 1976, s. 14.
  2. Ibidem, s. 14.
  3. Z. Rajewski, Religia pogańskich Słowian, Sesja naukowa w Kielcach. Kielce 1968, s. 58.
  4. P. Ricoeur , Język, tekst, interpretacja : wybór pism, Warszawa 1989, s. 233.
  5. M. Eliade, Historia wierzeń i idei religijnych, Warszawa 1997.
  6. G. Dumézil, Na tropie Indoeuropejczyków, Warszawa 1996.
  7. S. Urbańczyk, Religia pogańskich Słowian, Kraków 1947, s. 34.
  8. J. Jurewicz , Kosmogonia Rygwedy : myśl i metafora, Warszawa 2001, s. 121.
  9. Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu w przekładzie z języków oryginalnych, Poznań ; Warszawa : Pallottinum, 1984.
  10. G. Dumézil, op. cit., s. 56.
5/5 - (1 vote)