Od uczonych fantazji do demonów: świat niższych wierzeń Słowian

Pisarze nasi XVI w. chętnie puszczali wodze swojej fantazji, aby wymyślić niby to staropolskie bóstwa. Już Maciej Miechowita (1521) napisał o Polakach, że ,,czczą oni Lecie, matkę Kastora i Polluksa, i bliźnięta z jednego zrodzonego jaja, Kastora i Polluksa, co się słyszy dzisiaj u śpiewających najdawniejsze pieśni Luda, Luda, I leli, Heli Poleli klaskaniem i biciem w ręce. Ladą przezywając Ledę, nie Marsa, Kastora Leli, Poleli Polluksa” (w przekładzie Błażowskiego). W innych słowach mówi to Marcin Kromer (a raczej jego tłumacz, M. Błażowski, w wyd. Kroniki w 1767 r.): „Są którzy bogom słowiańskim Lela i Polotu przydają, których słyszemy, że i tych czasów pod pijany wieczór wspominają i rozumieją, że ci Kastorem i Polluksem są”55. Jest rzeczą oczywistą, że jak księża w XV w. uznali za imiona bogów kilka okrzyków w pieśniach wesel­nych, tak też zrobili ich następcy w XVI w. Wyraz ludo „narzeczony, oblubieniec” w języku polskim zaginął, znano go jedynie na pograniczu ruskim z pieśni weselnych, w których nie zawsze był dostrzegalny jego sens (np. O ludo, lado, za ogródeńkiem dyle, albo: Oj lado, lado, drużebka z weselem); tym łatwiej można go było uznać za imię własne — boga.

Jeszcze późniejsi pisarze już bez najmniejszych ceregieli, może dla żartów, wymyślili diabła imieniem Kafel (kufel), Hejdaz, Muchawiec, Bajor, Czeczol, Smolisz, Paskuda, Rogatce, Rorowiec, Boriila. Tak samo postępują dzisiejsi pisarze, którzy w książeczkach dla dzieci wymyślają imiona domowych skrzatów. Wszystko to nie ma nic wspól­nego z dawnym pogaństwem56.

Nie ma też nic wspólnego z pogaństwem wiadomość podana (i do dziś powtarzana) w Powieści o klasztorze łysogórskich (1550 r.), że na Łysej Górze (Łysicy) czczono trzy bóstwa ,,które zwano Ludo, Bodą. Leli, do których prości ludzie schadzali się pierwszego dnia maja modły im czynić”. Wiemy już, co myśleć o Ładzie i Leli, Bodą zaś to chyba błąd zamiast boho; huho. bobo, hubak, bobak — to nazwy nocnego ducha. którym w całej Polsce straszono dzieci. Nazwa ta zapewne pochodzi z łac. bulw „sowa puchacz”, jak strzyga od strix „sowa”57.

Wcześniej niż bóstwa wyższego rzędu czcił człowiek demony. Sło­wem tym obejmujemy mityczne istoty człekokształtne, wyjątkowo leż podobne do zwierząt, ale i wtedy wywodzące się od duszy człowieczej i ukazujące się czasem w ludzkiej czy częściowo ludzkiej postaci. W języku ludowym obejmuje się te istoty nazwą „duchów”. Człowiek pierwotny personifikował i ubóstwiał zjawiska przyrody, traktował przedmioty jakby były żywe i obdarzone ukryta mocą, personifikował przyczynę zjawisk, uważał, że dusze zmarłych zamieszkują przyrodę. Tak miała powstać wiara w demony, a następnie przez wybitną indywi­dualizację niektórych z nich (np. siły ożywczej ognia i słońca) oraz przez sublimację wyobrażeń powstało pojęcie bóstwa wyższego rzędu. Inne pozostały, czym były — demonami. Wszystkie one wchodzą w kontakt z człowiekiem, pomagają mu lub szkodzą, a z drugiej strony człowiek może do pewnego stopnia je sobie podporządkować lub zjednać. Wyobrażenia ludowe o demonach są często mgliste i zmienne; zwykle w wierzeniach o pewnym demonie można uchwycić jakieś podstawowe jądro, a obok niego wierzenia drugorzędne, które mogą równocześnie lub w innym miejscu wiązać się z jakimś innym demonem.

Wiara w demony powstała w niezmiernie zamierzchłych czasach, lecz nie zginęła, choć z czasem rozwinęła się koncepcja boga wyższego rzędu i utrzymała się nawet w okresie chrześcijańskim; przeżytki spoty­kamy jeszcze dziś. Być może nawet, iż świat demonów bogatszy był w chrześcijańskim średniowieczu niż w dobie pogańskiej, bo do starych, odziedziczonych po prasłowiańskich przodkach wierzeń dołączyły się nowe, przybywające bądź to z zachodu, bądź ze wschodu. Specjalnie silne były wpływy germańskie, w nich zaś niemieckie, bo z Niemcami kontakty ludnościowe były najżywsze. Świat demonów można podzielić na kilka grup: demony domowe, leśne, demony doli, chorób i śmierci, demony wywodzące się od ludzi zmarłych przedwczesną lub gwałtowną śmiercią, demony zła i istoty półdemoniczne58.

Demony domowe są najczęściej duchami zmarłych przodków, nie­kiedy jednak niezależną od nich duszą domu. Niekiedy można je zoba­czyć w postaci człowieczka, podobnego do obecnego lub dawniejszego gospodarza, czasem w postaci węża. Wiara w nie rozpowszechniona jest w całej Słowiańszczyźnie pod różnymi nazwami, jak (duch) domowy, domowik, dziad. W średniowiecznym polskim kazaniu zanocowano nazwę ubożę. Staropolska nazwa poszła w zapomnienie (resztka tych wierzeń u ludu), jej zaś miejsce zajęły inne, rodzime, jak podziomek, latawiec, krasnoludek, lub pochodzenia obcego, jak skrzat (z germ. skral „demon leśny”).

Jakieś inne demony zamieszkiwały lasy, jak np. znany z legend polskich horuta czyli borowiec. Wodzą one ludzi po manowcach, śpie­wają bez słów, krzyczą, śmieją się, mają władzę nad zwierzętami, mogą rzucić chorobę na człowieka, co się w las zapuścił. Ukazują się w postaci wilka, puchacza i innych59.

Lud personifikował dolę człowieczą. Jest to duch, który się opiekuje ludźmi lub domem. Są dole troskliwe, są też niedbałe i nieżyczliwe. Niekiedy dola ma odmienne upodobania niż człowiek, któremu towa­rzyszy od kolebki do grobu, a wtedy musi dojść do nieszczęścia. Osobne demony miały wyznaczać długość życia, szczęście lub nieszczęścia; są one dobrze poświadczone z Rusi i południowej Słowiańszczyzny, po części z Czech, pod nazwą rodzanic i sudzienic; w Polsce istnieją tylko słabe poszlaki, z czego by można wnosić, że wiara w demony losu nie rodzima, lecz pochodząca w istocie od obcych ludów, nie zdążyła do niej dotrzeć60.

Duchy pokazywały się i działały przede wszystkim nocą, ale żyła też wiara w ducha żeńskiego, który się pojawiał w samo południe i był niebezpieczny dla ludzi, zwłaszcza zaś kobiet. Nazywano go południcą i przypofudnicą, poludniówką, a nawet latawcem i wieczornicą. Widocznie pomieszały się różne tradycje. Nasz wielki stownikarz, Grzegorz Knapski, tak o niej napisał: „Przypołudnica est spectrum meridie apparens, feminae habitu (widziadło pokazujące się w południe w niewieścim odzieniu)”. Uważano też południce za boginki.

Istnieje podejrzenie, że nazwa południca i samo wyobrażenie pojawi­ło się pod wpływem wezwania modlitewnego ,,a daemone meridiano libera nos, domine” i wersetu psalmu 90, 5—6: „non timebis a timore nocturno, a sagitta volante in die, a negotio ambulante in tenebris, ab incursu et daemone meridiano” (nie będziesz się bał strachu nocnego, strzały lecącej za dnia, osoby przechodzącej w ciemności, napastliwego diabła południowego)61. Demona straszącego po nocach nazywa się po prostu stryszkiem (gwarowe strosek, bo stroso). Podstawą tej wiary, jak i wiary w zmory, w strzygi, strzygonie, były przykre sensacje sercowe (duszności) u osób chorych na serce lub przemęczonych.

Osobna grupa demonów wywodzi się od dusz ludzi zmarłych przed­wczesną lub gwałtowną śmiercią. Duchy te zazdroszczą żyjącym, doku­czają im, a nawet doprowadzają do śmierci. Tak np. topielice i wodniki, duchy ludzi, którzy się utopili, wciągają kąpiących się pod wodę. Szczególnie wiele wątków oplotło się wokół dusz dziewcząt zmarłych przed ślubem, a więc ze zmarnowanym życiem. Znane są one najlepiej pod nazwą rusałek. Wyraz rusalia (od łacińskiego rosalia) był nazwą święta umarłych, potem masek występujących w dzień święta, potem duchów dziewczęcych. W czysto polskich gwarach wyraz ten nigdy nie był znany. Choć nazwa jest obcego pochodzenia, sama wiara jest dawna. Pierwotną nazwą była może boginka, znana dobrze w Polsce, może jakaś inna, coś w rodzaju ruskiej hrzegini. Boginkami nazywa się także demony porywające małe dzieci, a podrzucające własne, pokraczne odmieńce. Dlatego położnica i jej dziecko musiały być ota­czane szczególną ochroną, dziecku zaś nadawano nieraz imię odstrasza­jące jak Wilk, Niedźwiedź, lub wprowadzające w błąd jak Niemej, Nieluh, Niedróg, tzn. nielubiany itp. Dzisiejsze odrażające opisy bogi­nek (motyw obwisłych piersi zarzucanych przez ramię na plecy) są może wątkiem dopiero w chrześcijańskich czasach doczepionym. Wy­raz boginka jest przecież pochodzeniem związany z wyrazem bóg, ten zaś nie mógł oznaczać ani istoty złej, ani też brzydkiej. Losy tych wyrazów musiały się w chrześcijaństwie rozejść: wyraz bóg został odniesiony do bóstwa jedynego, a dla bóstwa żeńskiego boginki miejsca w niebie chrześcijańskim nie było. Musiała zostać zeszpecona fizycznie i czynić zło zamiast dobra.

Od prawieku utrzymywała się wiara, że trupy pewnych ludzi mogą wstawać z grobu, aby pić ludzką krew. Zapobiegano temu, przebijając kołkiem lub gwoździem albo paląc. Przyjęło się nazywać te istoty upiorami czyli wampirami. Może jednak nazwa ta oznaczała dawniej innego demona, bo zastanawia, że według ruskich źródeł wampirom składano ofiary, zamiast je prześladować; może wampir był pierwotnie demonem podobnym raczej do topielca czy rusałek. Nazwa strzygi i wierzenia z nią związane są wyraźnie obcego pochodzenia (z ła­cińskiego strix — sowa). Wierzono w wilkolaki czyli wilkolki, tzn. w ludzi, którzy umieli się zamieniać w wilki i z powrotem przybie­rać postać ludzką. Wiara ta zwracała uwagę sąsiadów. Być może, iż wiara w wilkołaki odbiła się dalekim echem w kronice Herodota, w jego opowieści o Neurach przemieniających się raz na rok w wilki.

Ogólnym nazwaniem złego ducha był wyraz czart, odnoszący się głównie do demona kusego, tj. kulawego czy bezogoniastego. Inną słowiańską nazwą demona zła był bies; wyraz ten jednak musiał wcześnie zaginąć w dialektach, z których pochodzi język polski. Wszedł on później do polszczyzny z języka ukraińskiego lub białoruskiego, pojawia się bowiem u pisarzy kresowych. Świadczy też o tym postać dźwiękowa wyrazu: bies zamiast oczekiwanego teoretycznie bias.

Oba te wyrazy świadczą, że Słowianom znane było pojęcie demona zła, ale byłoby z pewnością przesadą przypisywać im wiarę w walkę pierwiastka dobrego i złego. Krótką wzmiankę Helmolda o Diable czyli Czarnobogu uczeni dość zgodnie uważają za przesadną; nie uprawnia ona jeszcze do zbudowania tezy o dualizmie słowiańskiej religii62.

Przypisy do tekstu źródłowego

  1. Marcina Kromera nauka o tradycji, Tarnów 1988, s. 89.
  2. A. Gieysztor, op. cit., s. 158.
  3. Ibidem, s. 167.
  4. W. Antoniewicz, Religia dawnych Słowian, [w:] Religia świata; Warszawa 1957, s. 32.
  5. Ibidem, s. 33.
  6. S. Urbańczyk, Dawni…, s. 101.
  7. Pismo Święte Nowego Testamentu, wstęp, nowy przekład z Wulgaty, komentarz Eugeniusz Dąbrowski, Poznań 1973.
  8. W. Antoniewicz, O religii…, s. 55.
Oceń tę pracę

Początki chrześcijaństwa na ziemiach polskich: źródła i granice rekonstrukcji

Rok 966, rok oficjalnego przyjęcia przez Polskę chrześcijaństwa, jakkolwiek z pewnością w życiu religijnym przełomowy, nie był żelazną, szczelną przegrodą między przeszłością a przyszłością. Z jednej strony chrześcijaństwo przenikało na ziemie Polski od dziesiątków lat, z dru­giej strony pogaństwo utrzymywało się jeszcze bardzo długo po roku 966. Wszak należy się liczyć z przenikaniem chrześcijaństwa do Mało­polski już koło 880 roku, jak się to wnosi ze wzmianki w Żywocie św. Metodego35, musimy się z nim liczyć także na Śląsku, który, podobnie jak Małopolska, należał jakiś czas do chrześcijańskich Czech, zanim został podbity przez Piastów. A zatem jakieś elementy wierzeń i kultu chrześ­cijańskiego mogły już przed rokiem 966 zakorzenić się dosyć mocno wśród plemion południowopolskich, przekształcając czy powiększając tradycyjny zapas wierzeń i obrzędów. Całkowitą czy prawie całkowitą nowością mogło być chrześcijaństwo w 966 r. dla plemion wielko­polskich, mazowieckich i pomorskich. Oficjalnie przyjęte chrześci­jaństwo naruszyło oczywiście najpierw poglądy wyższych warstw spo­łecznych, tego wszystkiego, co było lepiej widoczne z tronu książęcego i biskupiego; wpłynęło leż z pewnością na mieszkańców grodów i pod­grodzi bez względu na ich pozycję społeczną, bo i oni łatwiej podlegali kontroli władzy. Pogaństwo zaś utrzymywało się najłatwiej na wsi i na odległych peryferiach państwa. W roku 1038 zerwało się ostatni raz do beznadziejnej walki z nową wiarą.

Nas interesuje oczywiście ten świat wierzeń, który się kruszył w cią­gu X i Xl w. pod działaniem misji chrześcijańskiej. Chodzi o przed­stawienie wszystkiego, co na ten temat wiemy. Nie ma powodu ukry­wać, że wiemy stosunkowo niewiele i że dawne stosunki rekonstruujemy z wielkim trudem, najczęściej w sposób hipotetyczny. Że tak jest, nauka nic nie winna. Podstawą przecież historycznej rekonstrukcji są źródła, a tych nam właśnie los poskąpił. Nasza wiedza o tamtych czasach oparta jest głównie na rocznikach, te zaś ograniczały się niestety do suchych wiadomości o zdarzeniach zewnętrznych, o bitwach, wielkich klęskach żywiołowych, o śmierci sławnych ludzi, czasem o drobiazgach z najbliższego otoczenia rocznikarza. Gdy nawet rocznik zapisze, że Polska się ochrzciła, ani słówkiem nie wspomni o świecie wierzeń, który przez ten fakt został skazany na śmierć. Milczą na ten temat i inne źródła, jak Żywoty św. Wojciecha36. Niemiecki kronikarz Thietmar, bar­dzo interesujący się Polską, widocznie nic nie słyszał o przeżytkach pogaństwa w Polsce, bo chyba przez prostą złośliwość byłby o tym opowiedział. Gdy Gali koło 1113 r. pisał swoje dzieło, było już właśnie za późno. Pogaństwo mogło wtedy istnieć tylko w postaci wiary w jakieś podrzędne demony i w zabobon. Pamięć o bogach wyższych zaginęła, bo w nią przede wszystkim godziła propaganda chrześcijańska. W jeszcze trudniejszej sytuacji był Kadłubek, a tym bardziej Długosz.

Długosz jednak pojmował swoje zadanie w sposób bardziej nauko­wy niż jego poprzednicy. Jemu zależało na pełnym obrazie kraju i jego kultury od samego początku. W źródłach, które tak pilnie zbierał. znalazł wzmianki o bogach ruskich, może i pomorskich, to go zaś skłoniło do próby rekonstrukcji polskiego pogaństwa. Złożyło się przy tym lak szczęśliwie, że we współcześnie krążących zbiorach kazań i ustawach synodalnych znalazły się po imieniu wymienione jakby autentyczne polskie bóstwa. Długosz poddał je jeszcze swoiście naukowej obróbce, tworząc z pomocą mitologii klasycznej polski olimp37. Na wy­krycie pomyłki trzeba było czekać przeszło 500 lat, na Aleksandra Brucknera, który udowodnił, że mało zrozumiałe okrzyki z pieśni ludowych naiwni duchowni wzięli za imiona pogańskich bogów38. U następców Długosza wytwór jego uczoności spotykał się z pełnym zrozumieniem. Listę bogów i demonów powiększono, czerpiąc w zna­komitej części z tego samego źródła, tj. z niezrozumiałych przyśpiewek, w mniejszej części z autentycznych wierzeń ludowych. Czym późniejszy autor, czym dalszy od okresu pogańskiego, tym więcej ma do powiedze­nia na temat pogaństwa39.

Tymczasem cóż miał do powiedzenia wiek XVI o wierze przodków sprzed pół tysiąca lat o tzw. wyższej religii, tj. o bogach mogli wiedzieć akurat tyle, co dzisiejszy analfabeta o zdarzeniach za życia Długosza, np. o poglądach husytów. Mogli oni byli zebrać przykłady ludowego zabobonu, gdyby byli mieli zmysł naukowy etnografa. Na to zdobył się dopiero wiek XIX. Właśnie zapiski etnografów XIX i XX w. są jedną z podstaw do rekonstrukcji wierzeń naszych przodków. Jest to zresztą źródło nieraz zmącone z winy zbieraczy, czasem nie dość systematycz­nych, nie dość starannych, czasem dyletantów-fantastów. Nowoczesny krytyczny etnograf ma wiele trudności z oddzieleniem prawdy od zanie­czyszczeń; osobną trudność stanowi odróżnienie wierzeń rodzimych (rodzimych w tym przynajmniej sensie, że istniały u nas nie później jak w chwili przyjęcia chrześcijaństwa) od obcych, nowszych naleciałości. Nie ulega przecież żadnej wątpliwości, że wiele wątków wierzeniowych przyszło z kolonizacją niemiecką, z literaturą straganową XVI i XVII w., a nawet średniowieczni duchowni chrześcijańscy swoimi kazaniami zaszczepili niejeden włoski, francuski czy niemiecki zabobon. Krytycz­na ocena i krytyczne wyzyskanie źródeł etnograficznych dla historii kultury nie jest jeszcze ukończone.

Drugi zespół źródeł — to wzmianki historyczne o wierzeniach są­siednich Słowian, a takich nie brak. Są to wzmianki o bóstwach Słowian pomorskich i ruskich. O pogaństwie na Rusi mówią krótkie ustępy w rękopisach kroniki tzw. Nestora, wstawki interpolowane przez ko­pistów do przekładów z literatury greckiej oraz kazania, rzucające gromy na przeżytki pogaństwa. Dla nas najważniejsze są źródła pomor­skie, bo dotyczą naszych najbliższych pobratymców językowych, któ­rzy po części byli kiedyś obywatelami państwa piastowskiego, a obecnie ziemia przez nich zamieszkała wchodzi w skład naszego państwa. Oto ważniejsze z nich. Najstarsze — to kronika Thietmara, biskupa merseburskiego, który wiele mówi o sprawach pomorskich i polskich. Przekazał on wiadomość o czci oddawanej przez. Ślązaków górze So­bótce, a przede wszystkim opisał świątynię Swarożyca w Radogoszczu (około 100 km na zachód od Szczecina)40. Bardzo cenne są trzy za­chowane żywoty św. Ottona, apostoła Pomorzan (wyprawy misyjne w roku 1124 i 1128), które przedstawiają stosunki w Szczecinie, Woli­nie, Bialogrodzie, Kołobrzegu, a także na Pomorzu za Odrą41. One to mówią o kulcie Trzygłowa w Szczecinie i Wolinie, a Jarowita w Ołogoszczu za Odrą. Nieco później żył Helmold, proboszcz słowiańskiej wsi w Holsztynie, autor kilku subtelnych spostrzeżeń (pisał koło roku 1168). Ostatnim z serii kronikarzy był Duńczyk, Sakson Gramatyk, który odmalował upadek Arkony. Jakkolwiek każdy z nich pozostawił bardzo cenne informacje, to jednak żaden nie starał się o bezstronny i pełny obraz wierzeń i obrzędów. Z luźnych wzmianek musimy sami dokonać rekonstrukcji tego, co minęło42.

Tu jednak mogą się nasunąć wątpliwości, czy mamy prawo roz­ciągać te informacje także na ziemie polskie. Wszak mogły być różnice, tak jak i dziś istnieją pomiędzy Słowianami poważne różnice kulturalne. Niektórzy autorzy są zdania, iż właśnie w okresie zetknięcia się z chrześ­cijaństwem i pod jego wpływem wierzenia i obrzędy Słowian weszły w stadium szybkich przemian. Na ten czas przerzucają niektórzy m. in. powstanie pojęcia bóstw wyższych. Pojęcie boga miało jakoby powstać w związku z rozwojem państw feudalnych — jeden władca feudalny miał być wzorem dla koncepcji jednego boga i w ogóle boga wyższego rzędu. Gdyby tak było, to istotnie mógł ten rozwój inaczej przebiegać u Słowian ruskich, inaczej u pomorskich, a jeszcze inaczej u polskich.

Takie stanowisko jest z pewnością zbyt pesymistyczne. Miesza się tu pojęcia boga z pojęciem jedynego czy najwyższego boga narodowego. Że pojęcie boga istniało już w okresie indoeuropejskim, to wynika z porównawczej historii religijnej. Już wtedy ponad demonami, tj. istotami mitycznymi, człekokształtnymi, stosunkowo słabymi, wyras­tali bogowie, tj., istoty o wielkiej mocy, stałym charakterze, wybitnie zindywidualizowane, wyższe ponad prawa natury. Wyraźnie o takim bogu wspomina historyk grecki Prokopiusz w VI wieku przedstawiając wierzenia bałkańskich Słowian43; o takim mówi w odniesieniu do Pomo­rzan kronikarz Helmold. Oni obaj przeciwstawiają bóstwa wyższe niż­szym, czyli demonom. Myślę, że to wszystko razem jest dostateczną podstawą do przyznania wszystkim Słowianom, w tym rzędzie i plemio­nom polskim, tego pojęcia. Prawdopodobnie był to tzw. henoteizm, tzn. dominowanie jednego boga ponad innymi. Henoteizm można by uwa­żać za stadium pośrednie między politeizmem a monoteizmem44.

Religia Słowian uległa w drugiej połowie pierwszego tysiąclecia p.n.e. poważnym przekształceniom pod wpływem kultury ludów irań­skich, które żyły nad Morzem Czarnym. Zaginęły stare terminy religij­ne, np. pierwotny indoeuropejski wyraz oznaczający pojęcie boga, ten sam, co występuje w litewskim dievus, łacińskim deus, greckim Dzeus, oznaczający personifikowaną jasność nieba. Jego miejsce zajął termin bóg, który pierwotnie oznaczał bogactwo, szczęśliwy los. Przesunięcie znaczenia z bogactwa na boga, tj. dawcę szczęśliwego losu, które stwier­dzono w językach irańskich i w słowiańskich, zaszło zapewne najpierw w irańskich, a pod ich wpływem — w prasłowiańskim. Podobne przesu­nięcie znaczeniowe — od świeckiego do religijnego — zaszło zgodnie w pewnej ilości wyrazów w językach irańskich i prasłowiańskim, i to jest podstawa do opinii, że wierzenia Irańczyków oddziałały na świat wie­rzeń Prasłowian.

Są poważne podstawy aby twierdzić, że bogiem, wybijającym się ponad inne, był bóg, personifikacja jasnego nieba, słońca i ognia. Jeszcze do ostatnich czasów słońce i ogień otoczone były u chłopów religijną czcią. Również w historycznych źródłach wyraźnie rysują się objawy kultu słońca, ognia i piorunu, bóstwa zaś, które się w źródłach wysuwają przed inne, dadzą się powiązać właśnie czy to z niebem, czy ze słońcem, piorunem lub ogniem. Są to Swaróg, Swarożyc, Dadzbóg i Peniń45. Szczegóły wiary nie są jasne; źródła podają wiadomości mętne, czasem sprzeczne. Nie powinno to dziwić. Nasi przodkowie nie byli teologami, dzielącymi włos na czworo, wszystkie zaś wiadomości po­chodzą od ludzi obcych, nieżyczliwych pogaństwu, mało znających świat słowiańskich wierzeń albo, co gorsza, powstały w czasach, kiedy pogaństwo istniało w formie reliktu, ukrywającego się po lasach, nie­chętnie przyznającego się do istnienia i niechętnie mówiącego o sobie.

Przypisy do tekstu źródłowego

  1. Żywoty Konstantyna i Metodego, przeł. i przypisami opatrzył Tadeusz Lehr-Spławiński, Warszawa 2000, s. 254.
  2. Księga żywota świętego Wojciecha, przekł. na jęz. pol. dokonał oraz przedm. i koment. opatrzył Aleksander Wojciech Mikołajczak, Gniezno 1997, s. 143.
  3. Jana Długosza Roczniki czyli Kroniki sławnego Królestwa Polskiego, Warszawa 1985, s. 32.
  4. A. Bruckner, Mitologia słowiańska i polska, Warszawa 1985, s. 111.
  5. Jana Długosza Roczniki…, s. 35.
  6. Kronika Thietmara…, s. 221.
  7. G. Bojar-Fijałkowski, Święty Otton z Bambergu, Warszawa 1986, s. 44.
  8. W. Antoniewicz, O religii…, s. 48.
  9. Prokopiusz z Cezarei, Historia sekretna, Warszawa 1998, s. 229.
  10. Według encyklopedii henoteizm forma politeizmu, w której jedno z bóstw zajmuje dominujące miejsce w kulcie, stając się obiektem monolatrii; termin użyty po raz pierwszy 1860 przez F.M. Müllera dla określenia wedyzmu (wczesnej fazy hinduizmu), Encyklopedia PWN w trzech tomach, Warszawa 1999.
  11. M. Kowalczyk, Wierzenia pogańskie za pierwszych Piastów, Łódź 1968, s. 44.
Oceń tę pracę

Działalność gospodarcza Zjednoczonego Koła Ziemianek – warsztaty, handel i podsumowanie

Warunki ekonomiczne Polski nie pozwalały Ziemiankom na ponoszenie znaczących nakładów finansowych na reformy gospodarcze. Jedyne co mogły uczynić dla ludności wiejskiej to pokierować ich gospodarstwami. Na podstawie zebranych danych statystycznych Z.K.Z. miało obraz ogólnej ówczesnej sytuacji z zakresu produkcji gospodarstw rolnych. W 1897 roku z obszaru całego Cesarstwa do Niemiec eksportowano drób na kwotę 20 milionów rubli, z tego udział tej produkcji z terenów Królestwa to jedynie 3 miliony rubli. W przypadku jaj sprzedaż z Cesarstwa opiewała na kwotę 40 milionów rubli, a udział Królestwa wynosił tylko 4 miliony rubli.

Ziemianki podkreślały, że z tej i tak niewielkiej sprzedaży największą korzyść czerpali żydowscy przedsiębiorcy, a główni producenci, czyli ludność wiejska, miała bardzo mały zyski, ze względu na brak umiejętności produkowania oraz wyzysk.

Import produktów spożywczych przedstawiał się następująco: owoce i warzywa zostały sprowadzone na kwotę 2 milionów rubli. Oprócz tego Cesarstwo dostarczało drobiu tucznego, ziół lekarskich i farbiarskich oraz pijawek za 60 tysięcy rubli rocznie dla samej Warszawy. Zagranica dostarczała owoców, nasion, warzyw, kwiatów i wiele innych29.

W handlu były jabłka amerykańskie, śliwki węgierskie lub francuskie, powidła węgierskie lub czeskie, wędliny litewskie. Składy delikatesów zastawiane były zagranicznymi konserwami wypełnianymi owocami, które jak mówiły Ziemianki, można było hodować w naszym kraju. Z.K.Z. zwracało uwagę, że polskie społeczeństwo płaciło bardzo drogo za towary, które może samo wyprodukować .

Do sfery produkcji mającej wielkie znaczenie w ekonomicznym rozwoju Ziemianki zaliczały przemysł domowy włościański, który właściwie pokierowany miał przynieść ogromne korzyści. W Polsce przemysł domowy zatrudniał niewiele osób, a we Włoszech 500000 ludzi zajmowało się jedwabnictwem, w Austrii 570000 utrzymuje się z koszykarstwa i tkactwa. W 1895 roku Niemcy mieli 22307 przedsiębiorstw wykonujących prace domowe w rolnictwie. Pod tym względem najlepiej zorganizowane były Szwecja i Norwegia. Stworzono tam „Towarzystwa przemysłu domowego”, które były subsydiowane przez rząd i dawały stałą pracę dla 50% swojej małorolnej ludności.

Porównując sytuację w polskim i zagranicznym rolnictwie, Ziemianki postanowiły pomóc ludności wiejskiej w taki sposób, aby zapewnić im zarobek pozwalający na lepsze życie.

Aby znacząco podnieść poziom życia na wsi Z.K.Z. postanowiło:

zbadać, jakie działy gospodarstwa kobiecego w ówczesnych warunkach należało rozwijać,

zakładać szkoły gospodarskie,

zatrudniać w nich wykwalifikowanych instruktorek,

organizować związki hodowlane,

wypracować specjalizację i ujednolicić produkcję,

zakładać spółki handlowe i szukać rynków zbytu,

stworzyć drobny kredyt,

dostarczać na dogodnych warunkach środków produkcji,

dostarczać dobre i tanie narzędzia,

zaszczepić zasady kooperacji,

udowodnić znaczenie rachunkowości w każdej działalności i opracować najdogodniejszą jej formę,

rozwijać drobny i domowy przemysł, aby podnieść poziom życia ludności wiejskiej.

Z.K.Z. uważało, że duże znaczenie dla przemysłu domowego miało zrzeszanie się, opracowywanie cenników na wyroby. Wówczas mogli oni stawić skuteczny opór nadużyciom kapitalistycznym. Propagowaną przez Koło formą gospodarowania były wiejskie sklepy spółdzielcze.

Wydział Ekonomiczny organizacji Ziemianek organizował jarmarki przedświąteczne, na którym można było nabyć wszelki drób, zwierzynę, wędliny, jaja oraz przetwory z owoców i marynaty.

Z.K.Z. na terenie Łowicza, Częstochowy, Suwałk, Jędrzejowa, wyrabiały samodziały wełniane i płócienne, że służyć mogły na codzienną odzież dla kobiet i dzieci wszystkich sfer.

Ziemianki rozwijały również hodowlę nasion, organizowały pogadanki na temat chorób roślin oraz metody ich zwalczania. Postulowano metody chemicznej ochrony roślin wraz z wprowadzeniem aparatów rozpylających i narzędzi ogrodniczych. Zwracano między innymi uwagę ludności wiejskiej na nowy mechaniczno-chemiczny sposób obróbki włókna lnianego.

Członkinie stowarzyszenia dostarczały do sklepów puch, zbierały zioła, sprzedawały nasiona, kłącza i cebule roślin, oraz bawełnianą i lnianą przędzę30.

Z.K.Z. utworzyło komisję drobiową przy sekretariacie kółek czynnych w celu podniesienia i propagowania hodowli na ziemiach polskich. Komisja służyła radą i pomocą fachową oraz poradą weterynaryjną.

Pod opieką Komisji znajdowały się gniazda zarodowe, których celem było wyhodowanie najbardziej użytecznych kur.

Wydawano także szereg broszur na temat hodowli drobiu.

 Ziemianki propagowały hodowlę polskich kur Siemieniatek. Każdy, kto posiadał 10 –15 kur oraz 1 koguta rasy Siemieniatek mazowieckich, mógł zgłosić się do Biura Ziemianek i otrzymywał fachową i materialną pomoc.

 Hodowle narodowe drobiu, które były pod kontrolą Z.K.Z. podzielono na dwie grupy:

stacje narodowe czystej krwi ras ulepszonych, utworzone bądź przy kursach gospodarczych, bądź przez członkinie rzeczywiste koła zaopatrzone w drób zagraniczny,

gniazda narodowe zakładane u członkiń czynnych i utworzone z drobiu rasowego nabytego w hodowlach krajowych.

Stacji narodowych posiadano 12, zaś gniazd – 26.

Biuro komisji drobiowej pośredniczyło także w zakupie jaj narodowych.

Z.K.Z. zachęcało kobiety, aby zamiast zastępować mężczyzn, szukały nowych dróg zarobku, a zakładane przez nie przedsiębiorstwa opierały się na zasadzie kooperatywnej, czyli demokratycznej.

Kobiety, zdaniem Ziemianek, do pracy zawodowej powinny być tak samo przygotowane jak mężczyźni, a zawód uważać za treść życia. W każdym zawodzie powinny one żądać równej z mężczyznami płacy. W pracy zbiorowej należało wnosić ideę solidarności, tworzyć wyłącznie kobiece stowarzyszenia i organizacje zawodowe.

Koło Ziemianek organizując pracę w działalności ekonomicznej kierowało się zasadą mówiącą, że „jedność tworzy siłę”. Widząc wady ówczesnego ustroju, solidarnie dążyły do niezbędnych zmian. Ziemianki były przekonane, że wyspecjalizowaną pracą zdobędą życiową niezależność, a sumiennie wypełniając swoje obowiązki staną się prawdziwymi obywatelkami kraju.

Zjednoczone Koło Ziemianek miało na celu łączność pracy kobiet polskich w duchu narodowym, w dziedzinie wychowania, życia społecznego i ekonomicznego, dążenie do podniesienia poziomu wykształcenia, udoskonalenia i etycznego „wyrobienia” kobiet, a także pozyskania dla nich szerokich praw obywatelskich. Do osiągnięcia tych celów Z.K.Z. dążyło drogą badań i studiów nad sprawami wychowawczymi, społecznymi i ekonomicznymi. Zakładało lub współdziałało w organizowaniu przedsięwzięć użyteczności publicznej. Zakładało księgozbiory, czytelnie i muzea, urządzało odczyty i pogadanki. Ziemianki wydawały i ulepszały polskie podręczników i broszury oraz pisma periodyczne. Udzielały porad i informacji swym członkom oraz kształciły i wysyłały na żądanie kółek instruktorki zawodowe.

Z.K.Z. stanowiło jednostkę prawną i korzystało z wszelkich praw cywilnych.

W każdej miejscowości, w której znajdowało się około 10 osób solidaryzujących się z działalnością koła – mogło powstać kółko jako jego oddział. Kółka rządziły się autonomicznie, tj. miały własną ustawę, zarząd, ogólne zebrania, oznaczały normę składek od swych uczestniczek, a do komitetu ZKZ wysyłały stosownie do liczby swych członkiń jedną delegatkę w stosunku 12 członkiń danego kółka.

Zawodowe pracownice i włościanki należące do kółka w charakterze członkiń czynnych, również jako członkinie czynne mogły brać udział we wszystkich zgromadzeniach koła i korzystały z prawa głosu na równi z innymi członkiniami.

Zjednoczone Koło Ziemianek było niezwykle postępową organizacją, wnoszącą nowego ducha do narodu polskiego, a zwłaszcza kobiet. Organizacja ta pozwoliła wielu z nich spojrzeć poprzez pryzmat postępu na świat i przyczynić się w ten sposób do podniesienia standardu życia polskich rodzin zasiedlających tereny wiejskie.

Od lokalnej produkcji do współpracy gospodarczej

Program ekonomiczny Zjednoczonego Koła Ziemianek łączył kształcenie z organizacją produkcji i sprzedaży. Sama umiejętność wytworzenia produktu nie zapewniała dochodu, jeśli brakowało narzędzi, kapitału, wspólnych standardów i dostępu do odbiorców. Dlatego w opisanych działaniach obok szkół oraz instruktorek pojawiały się związki hodowlane, spółki handlowe, jarmarki, sklepy spółdzielcze i drobny kredyt.

Specjalizacja i ujednolicenie produkcji mogły ułatwiać utrzymanie jakości oraz przygotowanie większej partii towaru. Wspólny cennik ograniczał przypadkowe różnice i wzmacniał pozycję osób wytwarzających produkty domowe. Rachunkowość pozwalała ustalić koszt materiałów, pracy i transportu, a następnie ocenić, czy uzyskana cena rzeczywiście przynosi dochód. Bez takich obliczeń wzrost sprzedaży nie musiał oznaczać poprawy sytuacji producentki.

Kooperacja zmniejszała bariery, których pojedyncze gospodarstwo nie mogło łatwo pokonać. Wspólny zakup narzędzi i środków produkcji obniżał koszt, fachowa porada poprawiała metodę pracy, a wspólna sprzedaż ułatwiała dotarcie do rynku. Zakończenie pracy podkreśla znaczenie autonomicznych kół i równego udziału członkiń. Łączy to gospodarczy wymiar współpracy z doświadczeniem organizacyjnym oraz obywatelskim kobiet.

Przypisy do tekstu źródłowego

  1. Ibidem, s. 169.

  2. Ziemianka, nr 50, czerwiec 1910, s. 25.

Oceń tę pracę

Pomoc kobietom w działalności ekonomicznej Zjednoczonego Koła Ziemianek

Przede wszystkim należy podkreślić, że ze wszystkich trzech kierunków działalności Z.K.Z. działalność ekonomiczna miała znaczenie fundamentalne.

Ziemianki zakładały szereg różnych instytucji kooperacyjnych, takich jak28:

kasy emerytalne, mające na celu wykorzenić powszechny zwyczaj udawania się na tzw. żebry, jako środek zarobkowy,

kasy oszczędnościowe służące przeciwdziałaniu paleniu tytoniu, graniu w karty, pijaństwu, a skłaniające ludzi do oszczędzania,

kasy pogrzebowe, których brak był jedną z głównych przyczyn ruiny majątkowej osieroconej rodziny,

kasy posagowe, które ułatwiając zawieranie małżeństw, wpłynęły na umoralnianie ludu.

Z.K.Z. swoją działalność ekonomiczną widziało poprzez Ligę Konsumentów, formę organizacji spożywczej rozpowszechnioną w Ameryce. Stawiała ona sobie za cel dobrą znajomość źródła pochodzenia kupowanych towarów, tj. sklepów i fabryk. Orientując się w tym wybierano tylko takie towary, które odpowiadały wymaganiom kulturalnego społeczeństwa, gdzie kierownicy dobrze traktowali swoich pracowników i dawali im dogodne warunki pracy.

Ponadto Koło Ziemianek wydawało broszury, podręczniki, dzieła naukowe, specjalnie traktujące o działach gospodarstwa domowego, urządzało odczyty na wsiach i w małych miasteczkach. Rozbudzało zamiłowanie do wiedzy i wyższego wykształcenia, które umożliwiłoby zajęcie kobiecie odpowiedniego stanowiska w społeczeństwie.

W ogólnych przeobrażeniach w życiu społecznym Ziemianki widziały konieczność dostosowania pracy kobiety do nowych warunków ekonomicznych.

Ekonomiczne formy wspierania kobiet i rodzin

Działalność ekonomiczna Zjednoczonego Koła Ziemianek była powiązana z oświatą i pracą społeczną. Pomoc nie polegała jedynie na przekazywaniu środków, lecz także na tworzeniu instytucji, które miały ułatwiać oszczędzanie, zabezpieczać rodzinę i rozwijać kwalifikacje. W takim ujęciu poprawa sytuacji materialnej wymagała połączenia organizacji, wiedzy oraz regularnego współdziałania uczestniczek.

Kasy emerytalne miały odpowiadać na ryzyko utraty zdolności do pracy i brak dochodu w późniejszym okresie życia. Ich funkcjonowanie wymagało systematycznych składek, ewidencji uprawnień i zasad wypłaty. Nawet niewielkie wpłaty mogły tworzyć wspólny fundusz, jeśli obejmowały odpowiednio liczną grupę i były regularne. Zaufanie do instytucji zależało od przejrzystości rachunków oraz równego stosowania przyjętych reguł.

Kasy oszczędnościowe zachęcały do odkładania części bieżących dochodów. Oszczędność była przedstawiana nie tylko jako indywidualna cecha, lecz także jako narzędzie budowania bezpieczeństwa rodziny. Zgromadzony fundusz mógł ograniczać skutki nieprzewidzianego wydatku, choroby lub przejściowego braku zarobku. Regularność miała tu większe znaczenie niż jednorazowa wysokość wpłaty.

Kasy pogrzebowe odpowiadały na wydatek, który mógł nagle obciążyć rodzinę. Rozłożenie kosztu na wcześniejsze składki wielu uczestników zmniejszało ryzyko, że jedno zdarzenie doprowadzi gospodarstwo do zadłużenia lub sprzedaży majątku. Była to prosta forma wzajemnego zabezpieczenia. Wymagała jednak określenia, kto jest objęty pomocą, jaka kwota przysługuje i w jaki sposób potwierdza się prawo do świadczenia.

Kasy posagowe wynikały z ówczesnych norm społecznych oraz ekonomicznych warunków zawierania małżeństw. Z dzisiejszej perspektywy ich cel wymaga historycznego kontekstu, ale organizacyjnie również opierały się na długoterminowym gromadzeniu środków. Pokazują, że program Zjednoczonego Koła Ziemianek obejmował różne etapy życia i próbował przewidywać wydatki, które dla niezamożnej rodziny mogły być trudne do poniesienia jednorazowo.

Wspólną cechą kas była kooperacja. Pojedyncza osoba dysponowała ograniczonym kapitałem, natomiast grupa mogła stworzyć fundusz służący wszystkim uczestnikom według ustalonych zasad. Taka forma wymagała rachunkowości, kontroli i osób odpowiedzialnych za przechowywanie pieniędzy. Edukacja ekonomiczna była więc niezbędna nie tylko dla korzystających z pomocy, ale także dla zarządzających wspólnymi środkami.

Liga Konsumentów wprowadzała do działalności gospodarczej kryterium pochodzenia towaru i warunków pracy. Zakup miał być świadomą decyzją, uwzględniającą nie tylko cenę i jakość, lecz także sposób funkcjonowania sklepu lub fabryki. Organizacja konsumentów zwiększała siłę oddziaływania, ponieważ powtarzalne wybory większej grupy mogły nagradzać przedsiębiorstwa spełniające określone wymagania.

Świadoma konsumpcja wymagała dostępu do wiarygodnej informacji. Trzeba było ustalić, gdzie powstaje towar, kto go wytwarza i w jakich warunkach odbywa się praca. Następnie informacja musiała dotrzeć do uczestniczek w zrozumiałej formie. Broszury, odczyty i czasopisma mogły pełnić rolę kanału przekazywania takich wiadomości oraz wyjaśniać ekonomiczne skutki codziennych wyborów.

Wydawanie podręczników dotyczących gospodarstwa domowego łączyło oszczędność z profesjonalizacją pracy wykonywanej przez kobiety. Wiedza o planowaniu wydatków, przechowywaniu żywności, organizacji pracy i jakości produktów mogła poprawiać funkcjonowanie gospodarstwa. Nauka nie była przedstawiana jako oderwana teoria, lecz jako narzędzie podejmowania lepszych decyzji w domu, gospodarstwie rolnym i działalności zarobkowej.

Odczyty organizowane na wsiach i w małych miasteczkach zwiększały dostęp do wiedzy poza dużymi ośrodkami. Spotkanie umożliwiało zadawanie pytań i odnoszenie ogólnych zasad do lokalnych warunków. Jego skuteczność zależała od przygotowania osoby prowadzącej, doboru tematu i kontynuacji pracy. Jednorazowy wykład mógł zainteresować, ale trwała zmiana wymagała ćwiczeń, materiałów i możliwości uzyskania dalszej porady.

Podnoszenie kwalifikacji otwierało drogę do pracy zawodowej i większej niezależności ekonomicznej. Samo wykształcenie nie gwarantowało zatrudnienia, dlatego potrzebne były również informacje o zapotrzebowaniu, pośrednictwo oraz tworzenie miejsc pracy. Program gospodarczy organizacji łączył więc naukę z próbą budowania instytucji, w których zdobyte umiejętności mogły zostać wykorzystane.

Pomoc kobietom miała też wymiar obywatelski. Uczestnictwo w kasie, kole lub organizacji konsumenckiej uczyło współdecydowania, odpowiedzialności za wspólne zasoby i przestrzegania zasad. Członkinie mogły zdobywać doświadczenie w prowadzeniu zebrań, dokumentacji i kontroli finansowej. Kompetencje te miały znaczenie nie tylko dla jednego przedsięwzięcia, lecz także dla szerszej aktywności społecznej.

Ocena skuteczności instytucji wymagała danych o liczbie uczestniczek, regularności składek, wysokości funduszu, wypłatach i kosztach administracyjnych. Ważna była również dostępność dla kobiet o niższych dochodach. Zbyt wysoka składka wykluczałaby osoby najbardziej potrzebujące zabezpieczenia, a zbyt niska mogła nie wystarczyć do pokrycia świadczeń. Zasady musiały łączyć solidarność z finansową trwałością.

Program opisany w pracy pokazuje przejście od pomocy doraźnej do działań zapobiegawczych. Oszczędności, kwalifikacje i wspólne fundusze miały ograniczać skutki przyszłych problemów, zanim doprowadzą one do kryzysu rodziny. Taki sposób myślenia wzmacniał sprawczość uczestniczek, choć pozostawał zakorzeniony w wartościach oraz realiach społecznych swojej epoki.

Każda kasa potrzebowała ochrony przed błędem i nadużyciem. Rozdzielenie przyjmowania wpłat, prowadzenia ewidencji i zatwierdzania wypłat zwiększało kontrolę nad funduszem. Członkinie powinny otrzymywać regularną informację o stanie środków oraz przyjętych decyzjach. Przejrzystość była warunkiem zaufania, bez którego wspólna instytucja finansowa nie mogła trwale funkcjonować.

Dostępność programu zależała od prostoty procedur. Osoby z niewielkim doświadczeniem finansowym potrzebowały jasnego wyjaśnienia składki, świadczenia i konsekwencji przerwy w wpłatach. Materiały oraz spotkania powinny posługiwać się konkretnymi przykładami. Edukacja chroniła uczestniczki przed błędnym oczekiwaniem i pozwalała im świadomie współdecydować o zasadach działania funduszu.

Kwalifikacje zawodowe przynosiły największy efekt wtedy, gdy odpowiadały realnemu zapotrzebowaniu. Przed rozpoczęciem kursu warto było ustalić, jakie towary i usługi mogą znaleźć odbiorców, jakie narzędzia są potrzebne i gdzie będzie odbywać się sprzedaż. Powiązanie nauki z rynkiem ograniczało ryzyko, że uczestniczki zdobędą umiejętność, której nie będą mogły wykorzystać zarobkowo.

Organizacja konsumencka wymagała także uczciwego sposobu oceny sprzedawców i producentów. Kryteria jakości oraz warunków pracy powinny być jawne, a informacje sprawdzane przed rozpowszechnieniem. W przeciwnym razie wybór towaru mógł opierać się na pogłosce. Wiarygodność wzmacniały regularne aktualizacje i możliwość wyjaśnienia zastrzeżeń przez oceniane przedsiębiorstwo.

Trwałość instytucji zależała od przygotowania następczyń i przekazywania dokumentacji. Program nie powinien kończyć się wraz z odejściem jednej aktywnej osoby. Instrukcje, rejestry, wzory sprawozdań i regularne wybory władz ułatwiały kontynuację. Było to szczególnie ważne w rozproszonej organizacji, w której lokalne koła prowadziły własne przedsięwzięcia, zachowując wspólne cele.

Okresowy przegląd zasad pozwalał dostosowywać działalność do zmieniających się potrzeb. Wysokość składek, rodzaj kursów i lista rekomendowanych towarów nie mogły pozostawać niezmienne, jeśli zmieniały się dochody, ceny lub możliwości zatrudnienia. Decyzje powinny wynikać z danych oraz głosu uczestniczek. Dzięki temu instytucja zachowywała cel, a jednocześnie nie zamieniała wcześniejszego rozwiązania w sztywną regułę.

Równowaga między pomocą a samodzielnością była kluczowa. Organizacja mogła zapewnić wiedzę, narzędzia i wspólną strukturę, lecz uczestniczki potrzebowały realnego wpływu na decyzje. Współodpowiedzialność zwiększała zaangażowanie i przygotowywała do prowadzenia kolejnych przedsięwzięć bez stałego nadzoru centrali.

Przypisy do tekstu źródłowego

  1. Świat Kobiecy, nr 15, z 1906 r., s. 168.

Oceń tę pracę

Działalność filantropijna Zjednoczonego Koła Ziemianek

 Organizacja pracy społecznej Z.K.Z. miała z konieczności charakter tymczasowy i przygotowawczy. Ziemianki podkreślały, że gdy Polska wejdzie już na drogę normalnego rozwoju, znajdzie wtedy inicjatywa obywatelska silne oparcie w instytucjach samorządowych.

 Planując program pracy społecznej Z.K.Z. za najważniejszą sprawę uznało samokształcenie w zakresie spraw społecznych. Kwestia ta miała być prowadzona w dwóch kierunkach26:

ogólnym dla podniesienia poziomu i rozszerzenia horyzontów, pogłębienia poglądów na sprawy polityczne, z istotą i przepisami prawa oraz sposobami administracji instytucji społecznych,

specjalnym, gdyż poprzez przemyślane opracowanie jakiejś kwestii można było otrzymać pożądany rezultat.

Inną bardzo ważną sprawą była propaganda społeczna wśród inteligencji wiejskiej. Chodziło w zachęcenie do wspólnej pracy wszystkich obywatelek, o poruszenie całego narodu.

Działalność sekcji społecznej Z.K.Z. rozszczepiła się na dwie dziedziny: obowiązków względem siebie i ludu.

Kwestia samokształcenia i rozszerzenia wpływu w duchu obywatelskim należały do priorytetowych punktów programu kółek.

Jednym z pierwszych zadań w tej sprawie było ułożenie systematycznego katalogu dzieł zasadniczych, które należy przeczytać, aby zapoznać się z głównymi elementami prawa, ekonomii, historii z metodami nauczania początkowego, z zasadami higieny, pielęgnowania chorych.

Kolejną sprawą było ułatwienie fachowego kształcenia pielęgniarek, akuszerek, felczerek, sklepowych, buchalterek do kas pożyczkowo – oszczędnościowych oraz zorganizowanie kursów dla kobiet, które chciałyby się z tymi sprawami zapoznać.

Według Ziemianek obowiązki wobec ludu były dwojakiego rodzaju: sąsiedzkie wobec gospodarzy i patryarchalne wobec służby domowej i folwarcznej. Obowiązki społeczne związane tu były z obowiązkami ekonomicznymi i pedagogicznymi.

Specjalnie do sekcji społecznej należały zadania mające na celu podniesienie dobrobytu, zdrowia i obyczajów.

Jedną z najważniejszych dziedzin działalności koła była higiena ludowa. Sekcja społeczna opracowywała wzory dobrych mieszkań i urządzeń. Bardzo ważną sprawą na wsi była opieka dla kobiet rodzących. Dlatego też organizowały kursy dla akuszerek i zakładały przytułki położnicze na wsiach i w małych miasteczkach. Ziemianki otwierały własne szkoły akuszerek i pielęgniarek. Ich celem było oprócz wykształcenia zawodowego, wychowanie w duchu chrześcijańskim i społecznym.

W kwestii higieny sekcja społeczna Z.K.Z. miała następujące zadania27:

wyszukiwanie książek z zakresu higieny i lecznictwa domowego oraz zamawianie prac pisanych specjalnie dla ludu,

pośrednictwo przy nabywaniu środków dezynfekujących i leczniczych po niższej cenie.

 Drugą gałęzią działalności społecznej Ziemianek była sprawa obyczajów. Podnoszenie moralne służby domowej i ludu było zadaniem pierwszoplanowym. Działania praktyczne odnosiły się do:

walki z pijaństwem poprzez pogadanki, broszury, a przede wszystkim poprzez zakładanie gospód chrześcijańskich oraz domów ludowych,

opieki nad dziewczętami, ostrzegania ich i chronienia przed upadkiem i wyzyskiem,

rozpowszechniania umiłowania przyrody, poszanowania drzew przez wysadzanie dróg drzewami, urządzanie uroczystości sadzenia drzew i święta kwiatów dla dzieci i osób starszych, zakładanie ogrodów przy szkołach i ochronkach,

krzewienia zamiłowania do muzyki, śpiewu poprzez urządzanie zabaw ludowych, przedstawień amatorskich.

Ziemianki zdawały sobie sprawę z tego, jak trudnego zadania się podjęły. Wiedziały także, iż praca ich wymaga dużo cierpliwości i zorganizowanego działania, a efekty ich dokonań nie od razu przyniosą rezultaty.

Filantropia jako zorganizowana działalność społeczna

Działalność filantropijna opisana w pracy nie sprowadzała się do jednorazowego przekazywania pomocy. Jej punktem wyjścia było samokształcenie osób, które miały organizować przedsięwzięcia społeczne. Znajomość prawa, ekonomii, administracji, higieny i nauczania miała ułatwiać rozpoznawanie problemów oraz wybór skutecznych działań. Taki model łączył dobre intencje z przygotowaniem merytorycznym i organizacyjnym.

Podział kształcenia na zakres ogólny i specjalistyczny pozwalał rozwijać zarówno szerszą orientację społeczną, jak i kompetencje potrzebne przy konkretnym zadaniu. Ogólna wiedza pomagała rozumieć otoczenie, natomiast szczegółowe opracowanie problemu prowadziło do programu działania. Systematyczny katalog lektur porządkował naukę i tworzył wspólną podstawę dla członkiń podejmujących pracę w różnych miejscowościach.

Istotnym elementem było przygotowanie zawodowe kobiet. Kształcenie pielęgniarek, akuszerek, felczerek, sklepowych i buchalterek odpowiadało równocześnie na potrzeby społeczne oraz możliwość podjęcia pracy. Kursy mogły zwiększać dostępność usług, szczególnie tam, gdzie brakowało wykwalifikowanych osób. Działalność społeczna łączyła się w ten sposób z działalnością oświatową i ekonomiczną.

Higiena ludowa stanowiła obszar wymagający nie tylko przekazywania wiedzy, ale też praktycznej infrastruktury. Wzory mieszkań i urządzeń wskazywały, jak można poprawiać warunki życia. Szkoły dla pielęgniarek i akuszerek oraz przytułki położnicze odpowiadały na potrzeby zdrowotne kobiet. Równolegle poszukiwano książek i opracowań napisanych językiem przydatnym dla odbiorców wiejskich.

Pośrednictwo w zakupie środków dezynfekujących i leczniczych po niższej cenie pokazywało znaczenie wspólnego działania. Sama informacja o potrzebnym środku nie wystarczała, jeśli był on trudno dostępny lub zbyt kosztowny. Organizacja mogła gromadzić zapotrzebowanie, wyszukiwać dostawców i ułatwiać dystrybucję. W takim rozwiązaniu edukacja była połączona z usuwaniem praktycznej bariery ekonomicznej.

Program odnoszący się do obyczajów należy odczytywać w kontekście wartości wyrażanych przez organizację. Pogadanki, broszury i domy ludowe miały kształtować zachowania uznawane za korzystne dla rodziny oraz wspólnoty. Równocześnie tego rodzaju działalność niosła relację między osobami udzielającymi pomocy a jej odbiorcami. Analiza historyczna powinna dostrzegać zarówno rozbudowany zakres pracy, jak i paternalistyczny język obecny w części założeń.

Opieka nad dziewczętami łączyła ochronę przed wyzyskiem z potrzebą przygotowania do samodzielnego życia. Skuteczna pomoc wymagała bezpiecznego schronienia, edukacji, informacji o pracy i możliwości uzyskania fachowych umiejętności. Samo ostrzeganie przed zagrożeniem nie usuwało przyczyn podatności na wyzysk. Dlatego ważne było powiązanie działalności społecznej z kursami zawodowymi oraz pośrednictwem.

Sadzenie drzew, tworzenie ogrodów i organizowanie świąt kwiatów włączały troskę o otoczenie do pracy wychowawczej. Działanie miało widoczny rezultat i wymagało współpracy wielu osób. Muzyka, śpiew oraz przedstawienia amatorskie pełniły z kolei funkcję integracyjną. Pozwalały budować wspólnotę nie tylko wokół problemów, ale także wokół wspólnego przeżywania kultury.

Wartością programu była próba łączenia wielu obszarów: zdrowia, edukacji, zatrudnienia, kultury i organizacji życia lokalnego. Jednocześnie szeroki zakres zwiększał ryzyko rozproszenia sił. Potrzebne były priorytety, osoby odpowiedzialne i regularne sprawozdania. Dopiero na tej podstawie można było ocenić, które przedsięwzięcia przynoszą rezultaty i gdzie należy zmienić metodę.

Długofalowa praca społeczna wymagała cierpliwości, co podkreśla także tekst źródłowy. Zmiana wiedzy i zachowań nie następowała po jednym odczycie lub kursie. Powtarzalność, lokalne zaufanie oraz dostosowanie programu do warunków wpływały na trwałość rezultatów. Filantropia przyjmowała więc formę systematycznej działalności organizacyjnej, a nie wyłącznie reakcji na pojedynczą potrzebę.

Określenie pracy jako tymczasowej i przygotowawczej wskazywało na oczekiwanie, że część zadań przejmą w przyszłości instytucje samorządowe. Organizacja społeczna mogła rozpoznawać potrzeby, wypróbowywać rozwiązania i gromadzić doświadczenie. Aby przekazanie było możliwe, potrzebna była dokumentacja kosztów, zasad działania, liczby odbiorców i osiąganych rezultatów.

Rozdzielenie odpowiedzialności między centralę, sekcje i lokalne koła ułatwiało dostosowanie programu do miejscowych warunków. Centrala mogła opracowywać materiały oraz przygotowywać osoby prowadzące, natomiast koło znało konkretne rodziny i dostępne zasoby. Taki układ wymagał regularnej wymiany informacji, aby lokalna inicjatywa pozostawała zgodna z ogólnymi celami organizacji.

Analiza historyczna powinna odróżniać materialny skutek pomocy od języka, którym uzasadniano działania. Część programu wzmacniała edukację i kwalifikacje, a część opierała się na hierarchicznym rozumieniu relacji społecznych. Oba elementy mogły występować równocześnie. Dostrzeganie tego napięcia pozwala lepiej zrozumieć zarówno zakres przedsięwzięć, jak i ograniczenia wynikające z realiów epoki.

Rezultaty można było mierzyć przez liczbę przeszkolonych osób, działających placówek, odbiorców porad i dostępnych materiałów. Same liczby nie wystarczały jednak do oceny jakości. Potrzebne były informacje o trwałości zatrudnienia, dostępności usług, stanie wyposażenia i opinii lokalnej społeczności. Połączenie danych ilościowych z opisem doświadczeń pozwalało rozwijać te formy pracy, które najlepiej odpowiadały potrzebom.

Komunikacja z odbiorcami pomocy powinna wyjaśniać cel, warunki i zakres przedsięwzięcia. Osoby uczestniczące w kursie lub korzystające z placówki musiały wiedzieć, czego mogą oczekiwać i jakie obowiązki na nie nakładano. Wysłuchanie ich uwag pozwalało rozpoznać bariery niedostrzegane przez organizatorki oraz ograniczało ryzyko narzucania rozwiązania niedopasowanego do lokalnych warunków.

Przypisy do tekstu źródłowego

  1. Ziemianka, nr 50, czerwiec 1910, s. 23.

  2. Ibidem, s. 25.

Oceń tę pracę