Mikołaj II w polskiej literaturze c.d.

kolejna odsłona prezentowanej już pracy magisterskiej

Mikołaj II pragnął żyć jeszcze, pragnął żyć w ciszy, w zapomnieniu, tego jedynie podobno pragnął. To życie mogli zachować Mikołajowi II i jego rodzinie jego najbliżsi krewni, więc Wilhelm II, cesarz wówczas jeszcze niemiecki, więc cesarz austriacki Karol. Ale ci panowie nie usiłowali wywrzeć nacisku, woleli zamilczeć, woleli tego niewdzięcznego krewniaka oddać na pastwę czerezwyczajki”[1].

Kilka ciekawych opinii o ostatnim Romanowie znajdujemy w przełożonej przez Józefa Waczkowa książce autorstwa Henri Troyata Rasputin”. Pisze on m.in. o początkowym stosunku Rasputina do monarchy, zanim jeszcze się poznali: „Dla niego Mikołaj II był swego rodzaju istotą najwyższą, otoczoną nimbem tajemnicy i dysponującą nieograniczoną potęgą”[2]. Stopniowo jednak dzięki wieścią z salonów Sankt Petersburga i ulicy, wyrobił sobie całkiem inny obraz cara: „Mikołaj II jest tylko poczciwym, w gruncie rzeczy bezwolnym, zdominowanym przez żonę i nad przepych i obowiązki władzy przenoszącym spokojne i dyskretne życie rodzinne. Słuchać poszeptywania, że nad jego głową pojawiają się złe znaki już od przedednia koronacji” . Na przykład śmierć ojca, krótko po zaręczynach Mikołaja, później tragedia na polach Chodynki itd.[3]

Dalej spotykamy się z jeszcze surowszą opinią: „Czy to z winy złośliwego losu, czy też z powodu błędnych decyzji, w każdym razie wydaje się, że Mikołaj II nie mógł niczego przedsięwziąć, co nie prowadziłoby do porażki. A mimo to odmawia z uporem ludzi słabych, uelastycznienia swojej linii postępowania. Jego obsesją jest za wszelką cenę utrzymać podstawy dynastii i nie oddać ani krzty władzy, która mu została[4] przekazana przez przodków. Rasputin, szczery monarchista, ani myśli go za to potępiać. Zastanawia się tylko, czy władca jest wystarczająco wspierany przez małżonkę”[5] [6] [7] [8].

Ciekawa jest wiadomość o tym, że gdy zorientowano się, iż mały Aleksy cierpi na hemofilię: „Według poleceń samego cara stan zdrowia rodziny monarszej ma być otoczony pełną tajemnicą. Ale jak zabronić służbie gadania” . Ten zwyczaj obowiązuje z resztą w Rosji do dziś. Czego najlepszym dowodem były jeszcze do niedawna doniesienia o stanie zdrowia Borysa Jelcyna.

Co jeszcze bardziej zdumiewające car: „Nie podzielając mistycznych uniesień żony, jako człowiek szczerze religijny wierzył, iż to Bóg dyktuje Rasputinowi kazania i proroctwa. Poza tym, po szybkim wyleczeniu Aleksieja, nie wątpił już w wyjątkowy talent uzdrowicielski świątobliwego starca”. Pomimo to na wieść o krążących o nim plotkach, zleca komendantowi pałacowemu gen. Diedulinowi i jego adiutantowi płk. Drentelnowi przeprowadzenie śledztwa w tej sprawie. Choć potwierdzają oni wysuwane zarzuty, to jednak ani te doniesienia, ani późniejsze oskarżenia wysuwane np. przez samego Stołypina nie doprowadziły do oddalenia Rasputina .

W dalszej części publikacji znajdujemy opis kolejnych „wybryków” ojca Grzegorza, jego proroctw, wygnań i powrotów. Wśród tego potoku sensacyjnych historii, można znaleźć również takie rodzynki, jak chociażby wiadomość o zamiłowaniu cara do polowań i to w dodatku w naszym kraju. „Po długim pobycie na Krymie rodzina monarsza 1 września 1912 roku jedzie do Polski (Królestwa Polskiego – przyp. aut.) na polowanie w puszczy białowieskiej. Zapalony myśliwy, Mikołaj II liczy na powalenie kilku ostatnich w Europie żubrów, które są tu trzymane dla jego rozrywki. Car nie gardził jednakże i drobniejszą zwierzyną, w swoim dzienniku odnotowuje nawet mnóstwo kaczek zastrzelonych w ciągu dnia” .

Autor zaprzecza także, krążącym plotkom o podejmowanych przez parę cesarską próbach zawarcia separatystycznego pokoju z Niemcami, za namową Rasputina: „Tak naprawdę car ani przez sekundę nie myśli o złożeniu broni. I ani Rasputin, ani Aleksandra Fiodorowna tego mu nie radzą. Ale w oczach ogółu nie przestają stanowić nierozerwalnego fatalnego tria”[9].

Zupełnie natomiast zaskakuje reakcja cara na śmierć „świątobliwego starca”: „Wydaje się, że tak naprawdę ówczesne doznanie cara to mieszanie zimnego gniewu wobec morderców i utajnionej ulgi, że wreszcie pozbył się „naszego Przyjaciela”. On zbyt kochający żonę, żeby sprzeciwiać się jej woli, może oto dziękować losowi, że uwolnił ją od tajemniczej potęgi, której ona od dawna się podporządkowała. Zdaniem komendanta Wojejkowa monarcha, dowiedziawszy się o śmierci Rasputina, zerwał się z miejsca i robiąc parę kroków, żeby rozchodzić ścierpłe nogi, nie mógł się powstrzymać od pogwizdywania. Również Wielki Książę Paweł potwierdza, że nazajutrz Mikołaj II wydał mu się zadziwiająco pogodny. Czytano w jego twarzy nawet niejaką wesołość”[10] [11].

Ta radość nie trwała długo: „Proroctwo Rasputina spełniło się co do joty: jego śmierć oddzwoniła koniec caratu. Romanowowie żyją półtora roku dłużej od tego, kogo wybrali za swojego duchowego przewodnika, który sądząc, że ich ochrania, w rzeczywistości pomógł Leninowi” .

W zupełnie innym stylu została napisana książka „Mikołaj II – tchórzostwo, kłamstwo i zdrada. Życie i upadek ostatniego cara Rosji”, autorstwa Elisabeth Heresch, przetłumaczona przez Elżbietę Ptaszyńską – Sadowską. Najlepiej intencje, którymi kierowała się badaczka podczas pisania tej publikacji, oddają następujące fragmenty słowa wstępnego napisanego przez nią samą. „Czy upadek Rosji był nieunikniony? Kim był człowiek nią władający i w jakiej mierze ponosi winę?

Zarówno obraz tego mężczyzny, jak i wydarzenia z 1917 r., określane mianem rewolucji październikowej, przedstawione były dotychczas w sposób mający uzasadniać powstawanie reżimu sowieckiego. Dlatego też Mikołaja II można było ukazać tylko w mrocznych barwach: jako człowieka słabego duch i charakteru, jako bezlitosnego despotę, brutalnie obchodzącego się z przeciwnikami, jako niedołężnego władcę przegniłego, niezdolnego do istnienia imperium, wybawionego od rządów Mikołaja dopiero przez rewolucjonistów.

Tu nie było miejsca naprawdę. Nikt nie miał odwagi przyznać, że Rosja pod panowaniem ostatniego cara przeżyła niespotykany rozkwit, a obserwatorzy zagraniczni przepowiadali, iż wkrótce może prześcignąć inne, zachodnie mocarstwa. Któż by odważył się wspomnieć, że to właśnie car Mikołaj II, w 1898 r. podjął inicjatywę zwołania konferencji pokojowej w celu załagodzenia międzynarodowych konfliktów i zapobieżenia wojnom, konferencję, która doprowadziła do utworzenia stałego Trybunału Rozjemczego. Należało też przemilczeć, że rewolucjoniści nie doszli do władzy ani w sposób demokratyczny, ani wskutek „prawdziwej” rewolucji, lecz w wyniku perfekcyjnie przeprowadzonego zamachu stanu, wieńczącego długoletnie przygotowania i finansowe zaangażowanie cesarskiego rządu niemieckiego”[12].

W dziele tym, które „… nie jest konwencjonalną biografią czy pełnym protokołem życia ostatniego cara Rosji”, autorka skupia się „… przede wszystkim na wydarzeniach pozostających w ścisłym związku z mechanizmem, który przyspieszał wyślizgiwanie się władzy z rąk cara, a sprzyjał rewolucjonistom. Nie tylko przyczynili się oni do położenia kresu dynastii, lecz także sprawili, że bogata i dumna cywilizacja rosyjska stała się ruiną Europy”[13]. A jak podkreśla sama Heresch imperium rosyjskie: „… za panowania ostatniego cara, osiągnęło stan gospodarczego i kulturalnego
rozkwitu…”.

I na koniec opinia samej autorki o ostatnim Romanowie na tronie Rosji: „Wizerunek ostatniego cara ukazuje mężczyznę stworzonego raczej na wzorowego ojca rodziny i pełnego rycerskości kawalera niż na władcę wszystkich poddanych Rusi. Mikołaj II był patriotą i człowiekiem wierzącym i z tych wartości czerpał właściwy mu zawsze spokój. Wiedział, czego chce, i działał rozważnie, lecz za mało ofensywnie, by móc wyjść naprzeciw naporowi wydarzeń tamtego czasu. Nie dane mu było przezwyciężyć próżni informacyjnej, jaka go otaczała; mechanizm zrodzony z „tchórzostwa, kłamstwa i zdrady – jak sam to określił – doprowadziły go do upadku.

Splot wydarzeń politycznych i rodzinnych wyznaczył zgubny los ostatniemu carowi wielkiego imperium. Lecz ów układ okoliczności był istotnie tak druzgocący, że należy zadać sobie pytanie: czy ktokolwiek zdołałby stawić mu czoło?”.

Aby lepiej przybliżyć stosunek Heresch do opisywanej postaci, pozwolę sobie przytoczyć kilka fragmentów jej książki. Wspomina ona np. jak kazał wychować swoje dzieci ojciec Mikołaja II car Aleksander III: „Chcę mieć mieć zupełnie normalne rosyjskie dzieci, a nie cieplarniane roślinki”, oświadcza zdecydowanie. „Muszą dobrze się uczyć, znać przykazania boskie i umieć się modlić, z umiarem bawić się, baraszkować. Proszę być surowym i nie cofać się przed stosowaniem kary !”, wpaja wychowawcom” .

Opisała także stosunek przyszłego monarchy do czekających go obowiązków: „Mikołajowi tymczasem wcale się nie spieszy, by dźwigać wcześniej, niż jest to konieczne, odpowiedzialność cara, której brzemię potrafi doskonale ocenić. Czyż nie mówił już nieraz jako dziecko, że nie czuje się właściwą osobą, by zasiąść na carskim tronie?” i dalej „Być może onieśmielają go nie tyle sama funkcja i urząd, ile ich ucieleśnienie w postaci ojca, osobowości pod każdym względem tak silnej, że do tego stopnia odmienny od niego młody człowiek, jak Mikołaj może przed nim jedynie skapitulować. Zresztą on nigdy nie będzie choćby w przybliżeniu taki jak Aleksander” . Może jeszcze przytoczę wnioski jaki nasunęły się autorce po przeczytaniu dziennika Mikołaja z okresu gdy był on jeszcze następcą tronu: „Jego notatki w dzienniku ukazują wizerunek człowieka nie tylko lubującego się w przyjemnościach miejskiego życia czy w polowaniu na wsi, lecz także mężczyzny miękkiego, wrażliwego, łatwo dającego się zranić, zwłaszcza gdy czuje się dotknięty nieszlachetnym lub niesprawiedliwym postępowaniem. W każdym takim wypadku – i to prawdopodobnie odróżnia go od młodych ludzi z krajów zachodnich o podobnej do jego pozycji – wyraźnie dochodzi do głosu jego religijność, nadająca postawie Mikołaja wobec przygnębiających wydarzeń rys fatalizmu (odbierany później jako apatia)”[14].

Warto również przytoczyć niezwykle celną uwagę pisarki, odnoszącą się do samego sposobu pisania pamiętnika przez cara, było to bowiem powodem stawianych mu później niesłusznych zarzutów. „Warto zauważyć, że obaj kuzyni (chodzi o Mikołaja i późniejszego króla Anglii Jerzego V – przyp. aut.) niemal w identyczny sposób prowadzą także swoje dzienniki (byli jaki już wcześniej wspominałem bliźniaczo do siebie podobni, w związku z czym często ich mylono, gdy razem pojawiali się w towarzystwie – przyp. aut.). Sprowadzają się one do zwykłego wyliczenia terminów i odnotowywania pozbawionych związku stwierdzeń, którym towarzyszy wyczerpujący opis pogody. Podczas gdy zwięzła precyzja Jerzego wzbudzała u jego potomnych podziw, w wypadku Mikołaja miała stać się przedmiotem krytyki: uważano ją za przejaw apatii, uczuciowego ubóstwa, braku temperamentu i w ogóle ludzkich odruchów”[15].

Niezwykle cenną dla każdego badacza jest zawsze relacja osoby, która bezpośrednio zetknęła się lub nawet brała udział w interesujących go wydarzeniach. Taką publikacją jest niewątpliwie, przełożona przez J. P. Zajączkowskiego książka Pierre Gillarda „Tragiczny los cara Mikołaja II i jego rodziny”. Był on wychowawcą „… następcy tronu, carewicza Aleksego…, który spędził trzynaście lat na dworze petersburskim, dzieląc los rodziny carskiej tak podczas uwięzienia w Carskim Siole, jak i w Tobolsku i Jekaterynburgu. Szczęśliwy zbieg okoliczności sprawił, że Gilliard uniknął śmierci”[16].

Brał on później udział w pracach Komisji Śledczej, która zajmowała się wyjaśnieniem „… okoliczności tragicznej śmierci rodziny carskiej”. Pozwoliło mu to na udzielenie nie tylko „…najbardziej wiarygodnych informacji na temat życia prywatnego rodziny carskiej i jej losów po abdykacji Mikołaja II…”[17], ale także tragicznego finału w domu Ipatiewa.

Gilliard pisze o carze przychylnie, jednak nie bezkrytycznie, ale oddajmy mu głos: „Dlaczego los tak sprawił, by car Mikołaj panował na początku dwudziestego wieku, w tych najcięższych czasach jakie zna historia?

Car, który był uosobieniem natury rosyjskiej z całą jej szlachetnością i rycerskością, człowiekiem o wielkich zaletach charakteru, był jednocześnie słaby i chwiejny.

Jego nieskalana uczciwość sprawiała, że był niewolnikiem danego słowa. wierność sojusznikom stała się przyczyną jego śmierci. Nie lubił dyplomatycznych niuansów, nie był też stworzony do walki, zawsze ulegając okolicznościom. Był skromny i nieśmiały, brak mu było wiary w siebie. Jego pierwotne decyzje były najczęściej słuszne, nieszczęście polegało na tym, że z powodu braku pewności siebie rzadko obstawał przy swoim. Szukał rady u osób, które uważał za bardziej kompetentne i od tego momentu sprawy wymykały mu się z rąk. Wahał się pomiędzy dwiema sprzecznymi opiniami i najczęściej przychylał się do tej, która była sprzeczna z jego poprzednią decyzją”[18].

Autor pisze także o wpływie małżonki na monarchę: „Jej wpływ na cesarza był ogromny, lecz niemal zawsze niewłaściwy. Caryca wnosiła do polityki zbyt wiele emocji…

I dalej o samym Mikołaju II: „Imperatora cechowała sprawiedliwość; jego celem było czynienie dobra, a jeśli nie zawsze mu się udawało, winni byli ci, którzy ukrywali przed nim prawdę i bronili go przed kontaktami z narodem. Szlachetne porywy cesarza rozbijały się o pasywny opór wszechwładnej arystokracji, która uważała, że inicjatywa osobista jest mało istotna w porównaniu w wyższymi dążeniami, kierującymi biegiem wydarzeń.

Będąc człowiekiem wrażliwym, cesarz czułby się najszczęśliwszy gdyby mógł żyć jak zwykły śmiertelnik, podporządkowany losowi, przyjmując z radością i pokorą wszystkie ciężary jakie Bóg nań zsyła.

Okrutny los spotkał władcę, który przez cały okres swego panowania pragnął przybliżyć się do swych poddanych, lecz nie potrafił znaleźć do nich drogi” . Ciekawym uzupełnieniem wiadomości podanych przez Gilliarda jest zamieszczony w aneksie wywiad z Gelijem Riabowem, który także badał sprawę tragicznego losu ostatniego Romanowa i podaje swoje własne ustalenia[19].

Wbrew pozorom prawie żadnych faktów z życia ostatniego monarchy rosyjskiego nie znajdujemy w pamiętniku napisanym przez syna Piotra Stołypina – Arkadiusza, przy współpracy jego syna Dymitra. Udostępnione one zostały polskim czytelnikom dzięki przekładowi Pawła Hertza. Autor wspomina tylko o prostych upodobaniach cesarza, a dotyczących spożywanych posiłków. „W latach 1906-1907, gdy z jednej strony należało położyć kres terrorowi, a z drugiej ogłosić reformy, car i premier ( Piotr Stołypin – przyp. aut. ) pracowali niekiedy całymi nocami. Około czwartej nad ranem car mówił do któregoś ze służby: „Proszę kazać przynieść dla Piotra Arkadjewicza i dla mnie dwie tartinki z szynką i dwie z serem, a także piwo”. Skromny posiłek, który można porównać z tym, co jedzą pilni studenci pracujący do późna” . W dodatku znajduje się też „List Mikołaja II do Piotra Stołypina” napisany przez monarchę, gdy pierwszy raz spotkał się z Grzegorzem Rasputinem w 1906 roku[20].

Natomiast zdecydowanie negatywny obraz cara Mikołaja II, znajdujemy w tłumaczonej przez Tadeusza Szafara, monografii Richarda Pipesa „Rewolucja rosyjska”. Pozycja ta, co prawda bardziej przydatna jest przy pisaniu o rewolucji bolszewickiej. Autor książki nie mógł nie zająć stanowiska wobec osoby, która swymi działaniami doprowadziła do jej wybuchu, a później zginęła w czasie jej trwania. W wypowiedziach Pipesa uderza zdecydowanie niechętny i krytyczny stosunek do monarchy rosyjskiego. A oto przykłady: „Car Mikołaj II opowiadał się za absolutyzmem, po części dla tego, że wierzył, iż przysięga koronacyjna nakłada na niego święty obowiązek podtrzymywania ustroju, po części zaś z powodu przeświadczenia, że inteligenci nie są zdolni rządzić cesarstwem. Choć nie całkiem przeciwny pewnym następstwom, pod warunkiem, że pozwoliłyby przywrócić porządek, cierpliwością nie grzeszył: jeśli następstwa nie doprowadzały natychmiast do pożądanych rezultatów, porzucał je i uciekał się do środków policyjnych”[21].

Albo w innym miejscu: „Jego osobiste skłonności popychały go zawsze ku represjom”[22].

Jeszcze bardziej dosadne i jednoznaczne są następujące cytaty: „Jednak jak gdyby wskutek przypadku genetycznego, Rosję u progu XX wieku poraziło podwójne zło: car, któremu nie dostawało inteligencji i charakteru do rządzenia, upierał się mimo to przy zabawie w samowładcę”[23].

W innym miejscu autor pisze: „… przyszły Mikołaj II od dzieciństwa przejawiał wszystkie cechy cara – „mięczaka”. Nie okazywał żądzy władzy i nie lubował się w ceremoniale; większą przyjemność sprawiały mu godziny spędzane w towarzystwie żony i dzieci oraz uprawianie sportu na wolnym powietrzu. Choć przeznaczona mu była rola samowładcy, w rzeczywistości najbardziej nadawał się na monarchę ceremonialnego. Odznaczał się wykwintnymi manierami i ogromnym wdziękiem; Witte uważał Mikołaja za najlepiej wychowanego człowieka, jakiego dane mu było spotkać. Jednak pod względem umysłowym miał w sobie coś z prostaka.

Samowładztwo traktował jako świętą powinność, uważając się za kuratora ojcowizny odziedziczonej po ojcu, poczuwał się więc do obowiązku przekazania jej swemu następcy. Żaden z rekwizytów władzy nie sprawiał mu przyjemności. W rzeczy samej nigdy nie sprawiał wrażenia tak uszczęśliwionego, jak wtedy, kiedy w marcu 1917 roku został zmuszony do abdykacji. Wcześnie nauczył się skrywać uczucia pod kamienną maską. Choć podejrzliwy, a czasami nawet mściwy, w istocie był człowiekiem poczciwym, o prostych upodobaniach, cichym i skromnym, zdegustowanym ambicjami polityków, intrygami urzędników i współczesnymi obyczajami w ogóle. Nie lubił silnych osobowości, trzymając je na dystans, a wcześniej czy później wyzbywał się najzdolniejszych ministrów na rzecz dających się lubić i nadskakujących mu zer”.

Wychowany w bardzo sztywnej atmosferze dworskiej, nie miał okazji dojrzeć ani uczuciowo, ani intelektualnie” . Co gorsza: „… nawet po ukończeniu przez Mikołaja 23 roku Aleksander III onieśmielał go, traktując go jak dziecko”.

W wyniku takiego wychowania przyszły car Mikołaj II nie był przygotowany do samodzielnych rządów. Po zgonie ojca wyznał jednemu z ministrów, że nie ma pojęcia, czego od niego oczekują: „Nie umiem nic. Zmarły monarcha nie przewidywał śmierci i w nic mnie nie wtajemniczył”. Instynkt podpowiadał mu, aby we wszystkich sprawach wiernie kroczyć śladami ojca, zwłaszcza gdy szło o podtrzymanie ideologii i instytucji absolutyzmu patrymonialnego, tak więc też postępował, dopóki okoliczności na to pozwalały.

Co gorsza, Mikołaja ścigał pech od dnia urodzin, które przypadały w imieniny Hioba. Czego się tknął, zamieniało się w proch, niebawem też zyskał przydomek cara – „pechowca”. On sam zaczął podzielać to powszechne przekonanie. Bardzo to zaważyło na jego zaufaniu we własne siły, rodząc w nim nastrój rezygnacji, od czasu do czasu przerywany wybuchami uporu”[24].

Pisząc o masakrze w domu Ipatiewa autor przyznaje jednak, „… że była najzupełniej niepotrzebna. Romanowowie dobrowolnie, wręcz ochoczo, wycofali się z aktywnej polityki i podporządkowali się wszystkim żądaniom ich bolszewickich stróżów więziennych. Nie mieli wprawdzie nic przeciwko temu, aby dać się porwać i wywieźć na wolność, ale nadziei na ucieczkę z więzienia, zwłaszcza więzienia, w jakim ich osadzono (…), nie można chyba zakwalifikować jako „zbrodniczego planu”, jak ją nazywali jekaterynburscy bolszewicy dla usprawiedliwienia egzekucji”[25] [26] [27] [28]. Poza tym mieli dość czasu, aby przewieźć ich do Moskwy. Przy czym podjęcia decyzji szukać należy „… w politycznych potrzebach rządu bolszewickiego”. W tym czasie, tj. w lipcu 1918 roku, atakowany ze wszystkich stron, osiągnął on dno swego upadku, a: „Do scementowania rozsypujących się szeregów trzeba było krwi” . Wybór padł na Mikołaja II i jego rodzinę, dając początek największemu ludobójstwu w dotychczasowej historii ludzkości.

Diametralnie inny obraz ostatniego cara Wszechrosji wyłania się po lekturze innej książki cytowanego już na łamach tej pracy, Roberta K. Massiego pt. „Mikołaj i Aleksandra”, udostępnionej polskiemu czytelnikowi dzięki tłumaczeniu Krzysztofa Kwiatkowskiego. Jak przyznaje sam autor, publikacja ta jest opisem zmagań rodziny carskiej z chorobą jedynego syna i następcy tronu (mowa o hemofilii – przyp. aut.), które to zmagania „… zaważyły na losach całego świata” . Nie ogranicza się on jednak tylko do tej sprawy, a zakres jego „… dociekań objął całą bogatą panoramę lat panowania Mikołaja II, jego rolę jako cara, jego miejsce w historii oraz wspaniałą epokę, w której sprawował rządy” .

W następujący sposób Massie przedstawia dotychczasowy stan badań dotyczący osoby Mikołaja II. „Najczęściej przedstawia się go jako płytkiego, słabego i głupiego – jako człowieka małego formatu stojącego niepewnie na czele skorumpowanego i załamującego się systemu w końcowej fazie jego istnienia. Taki z pewnością jest powszechny wizerunek ostatniego cara Rosji.

Historycy przyznają, że Mikołaj był „porządnym człowiekiem” – historyczne świadectwo tego, iż ostatni car był pełnym uroku człowiekiem, delikatnym, kochającym rodzinę, głęboko religijnym oraz żarliwym patriotą jest nazbyt przekonujące, by można je było podważyć. Argumentują jednak, że osobiste cechy w historycznej ocenie władcy są nieistotne, a najważniejsze jest to, iż Mikołaj był złym carem”. Ich zdaniem: „Miarą wielkości cara, czy w ogóle człowieka sprawującego władzę, nie jest jego prywatne życie lub dobre intencje, lecz działanie publiczne.

Z tego punktu widzenia Mikołaj II rzeczywiście nie był wielkim carem” (s.6 ). Dotychczas bowiem, wielcy politycy rosyjscy „… zawsze siłą i terrorem pchali do przodu zacofany naród”. „Mikołaja, który miał rękę lżejszą niż którykolwiek z jego poprzedników, nazwano „Krwawym”. To ironia tym bardziej gorzka i dramatyczna, że on wiedział o tym przydomku” (s.6).

Niezwykle trafna wydaje się następująca ocena cara, pióra Massiego: „Tragedią Mikołaja był fakt, że pojawił się on w złym miejscu w historii. Wykształcony do rządów w XIX wieku, z temperamentu nadający się bardziej do systemu politycznego Anglii, żył i panował w Rosji w wieku XX, gdzie wokół niego rozpadał się świat, który znał i rozumiał. Wydarzenia toczyły się zbyt szybko, przekonania zmieniały się zbyt radykalnie. Gigantyczna burza, jaka rozpętała się nad Rosją, porwała jego i wszystkich, których kochał. Mikołaj do końca robił co mógł, i dla jego żony i rodziny znaczyło to bardzo wiele. Dla Rosji było to za mało.

Człowiek ten, który dość mgliście zdawał sobie sprawę z potęgi zbliżającej się zawieruchy i mimo wszystko starał się dzielnie spełniać swe powinności, jest postacią szczególnie charakterystyczną dla naszego stulecia. Dlatego zapewne dziś lepiej potrafimy ocenić zalety Mikołaja II i zrozumieć jego tragedię” . Zdajemy sobie bowiem sprawę, że istnieją siły, których nie może opanować nie tylko pojedynczy człowiek, ale i grupy ludzi. Zmieniły się także kryteria oceny osiągnięć ludzkich. Dlatego zdaniem autora, „Mikołaja i Aleksandry” : „Zaplątany w sieć, z której nie potrafił się wyrwać, Mikołaj zapłacił za swe błędy – zginął śmiercią męczeńską wraz z żoną i pięciorgiem dzieci. Ale los nie pozbawił ich wszystkiego. Dawny system wartości, któremu hołdowali, wiara, za którą ich wyszydzano, dodały im odwagi i godności, które z upływem lat zrekompensowały wszystkie inne. Te ludzkie wartości mają wymiar ponadczasowy i przetrwają rozwój i upadek każdego imperium. Właśnie z racji tych wartości Mikołaja II należy uznać za człowieka wyjątkowego. I w rezultacie to on zwyciężył”.[29]

Dla jeszcze lepszego zobrazowania stosunku Massiego do cara, przytoczę fragment książki, gdzie ocenia on proces edukacji, któremu przyszły monarcha został poddany. „Jego edukacja była ze wszech miar doskonała. Posiadał niezwykłą pamięć i świetnie znał historię: mówił po francusku i niemiecku, a swą angielszczyzną mógłby zwieść profesora z Oxfordu . wspaniale jeździł konno, czarująco tańczył i był doskonałym strzelcem. Nauczono go prowadzić dziennik i, podobnie jak wielu książąt i dżentelmenów tamtej epoki, dzień po dniu skrupulatnie notował stan pogody, liczbę upolowanego ptactwa oraz nazwiska ludzi, z którymi spacerował i jadał obiady”[30][31].


[1]    Tamże, s. 206-207.

[2]    Tamże, s. 207.

[3]    Tamże, s. 216-217.

[4]     H. Troyat, Rasputin, Warszawa 1998, s. 23.

[5]    Tamże, s. 24.

[6]    Tamże, s. 29.

[7]    Tamże, s. 35-37.

[8]    Tamże, s. 57.

[9]    Tamże, s. 111.

[10]   Tamże, s. 139.

[11]   Tamże, s. 156.

[12]   E. Heresch, Mikołaj II – tchórzostwo, kłamstwo i zdrada. Życie i upadek ostatniego cara Rosji, Gdynia 1995, s. 9.

[13]   Tamże, s. 10.

Tamże, s. 20-21.

[15]   Tamże, s. 21.

[16]   Tamże, s. 21-22.

[17]   Tamże, s. 105-110.

[18]   A. Stołypin, D. Stołypin, Cesarstwo i wygnanie. Przed i po roku 1917. Pamiętniki, Warszawa 1998, s. 44.

[19]   Tamże, s. 328.

  1. Pipes, Rewolucja rosyjska, Warszawa 1994, s.7.

Tamże, s. 12.

Tamże, s. 44.

Tamże, s. 44-45.

[24]   Tamże, s. 45.

[25]   Tamże, s. 622.

[26]   Tamże, s. 622.

[27]   R. K. Massie, Mikołaj I Aleksandra, Warszawa 1995, s. 6.

[28]   Tamże, s. 6.

[29] Tamże, s. 7

[30] Tamże, s. 21-22.

[31] Tamże, s. 117.

[32] Radzinski, Jak naprawdę zginął car Mikołaj II, Warszawa 1994, s. 19

[33] Tamże, s. 27.

5/5 - (1 vote)

Sprawa polska na Śląsku cieszyńskim

W prasie galicyjskiej i warszawskiej można się spotkać, zwłaszcza w ostatnich czasach, z wyrazami szczerych uniesień dla patriotyzmu ludności polskiej na Śląsku cieszyńskim.

Trudne i przykre warunki bytu narodowego polskiej lud­ności, echa walk o polską szkołę, na kresach, sprawiają, iż społeczeństwo polskie spogląda na Śląsk, jako na kraj, którego ludność goreje ofiarną walką w obronie praw narodowych. Niestety, opinia społeczeństwa naszego nie odpowiada rzeczy­wistości. Dlatego wszelki optymizm w tym kierunku, choćby z szczerych płynący pobudek, przynosi szkodą Śląskowi.

Śląsk Cieszyński jest klasycznym krajem, gdzie indyferentyzm narodowy paraliżuje akcje, odrodzeniową i ułatwia germanizację i czechizację młodszych pokoleń. Po rozpatrzeniu i zanalizowaniu warunków społecznych i politycznych kraju, należy zbadać psychologię samej ludności polskiej i jej sto­sunek do sprawy polskiej. Odmienne stosunki polityczne, inne niż w reszcie ziem Polski, sprawiają, iż kwestia polska na Śląsku inaczej kształtować się musi.

Śląsk, oderwany przed wiekami od Polski, nie brał udziału w świetnych chwilach potęgi państwowej niepodległej Rzeczy­pospolitej. Obcymi pozostały dla niego krwawe, pełne ofiar i po­święceń walki o niepodległość narodową, obcymi były dla niego dzieje narodu polskiego. Ludność, wychowywana stulecia całe w poddaństwie książąt niemieckich i czeskich królów, nie zdo­łała wytworzyć w sobie poczucia przynależności narodowej. Nie przestała jednak być polską. Przetrwała liczne dynastie i państwa, ustroje społeczne i systemy polityczne, zniosła brzemię przeróżnych „stanów posiadania”, „praw historycz­nych” i „języków urzędowych” i nie zatraciła w sobie nic z tych cech charakterystycznych, które czynią ją polską. Pod­czas gdy górne warstwy polskie na Śląsku przyjmowały obcy język, obyczaje i narodowość, lud pozostał polskim.

Wynarodowiły się owe górne warstwy, o których dziś tylko nazwiska i herby rodowe świadczą, że właściciele ich niegdyś polską władali mową. Inna rzecz, że ludność śląska nie zdaje sobie sprawy z tego, nie umie często znaleźć nazwy swojego własnego narodu, w przeciwstawieniu do ludności z innych dzielnic Polski powiada o sobie: my „tutejsi”, po „naszemu” mówimy, my nie są „Polacy” itd. — mimo to wszystko lud­ność śląska polskim mówi językiem, jest szczerze i gorąco przywiązana do wszystkiego, co swojskie, w zetknięciu z obcymi obyczajami — namiętnie trwa przy swoim. Brak jej świado­mości, że jest polską, że ludność w Poznańskim, na Mazowszu i Kujawach takim samym włada językiem. Rozwój stosunków społecznych zepchnął ją na stanowisko drobnorolnego chłop­stwa i proletariatu przemysłowego i oddał w zależność eko­nomiczną i społeczną od obconarodowych warstw posiadają­cych. W tej zależności pozostaje dotychczas. Odsunięta od udziału w rządach i stanowienia o sobie, pozbawiona praw politycz­nych, zatrzymała to, co stanowiło istotną treść jej duszy, tj. polski język i obyczaje. Nie umiała — bo nie mogła — zna­leźć dla nich nazwy. Ale czy zna ją polski chłop w Galicji? Emi­gracja z Galicji na Śląsk wskazuje najdowodniej, że chłop galicyjski po przybyciu na Śląsk nie wie, jaką jest jego na­rodowość. I nie jego to wina, podobnie jak nie można winić ludności śląskiej, iż nie garnie się sama do polskiej kultury, nie staje do walki w obronie praw narodowych.

Jest jednak pewna różnica między ludnością śląską a np. nieuświadomioną narodowo ludnością galicyjską. Ta ostatnia nie zna swej narodowości, pierwsza zaś zastrzega się wy­raźnie, jakoby była polską. W tym leży jej separatyzm naro­dowy, który prowadzi do tego, że ludność na Śląsku nie uważa się ani za niemiecką, ani za czeską, ale za „śląską”. „My są Ślązacy” — powiada o sobie. Obojętną dla niej pozostaje walka czesko-niemiecka na Śląsku, nie zupełnie zajmuje się i nie ma jasnego zrozumienia dla walki części uświadomionej ludności polskiej o polską szkołę, język polski w urzędach i sądach, o odpowiednią reprezentację w Sejmie, Wydziale kra­jowym i Wydziałach gminnych, i t. d. i t. d.

Na tej obojętności polega indyferentyzm narodowy ludności śląskiej. I oto dla­czego sprawa polska na Śląsku sprowadzać się musi przede-wszystkim do rozbudzenia świadomości narodowej, do zupeł­nego równouprawnienia politycznego i naro­dowego. Na wielkie hasła wyzwolenia, sięgające w przyszłość narodu, ludność śląska nieprzygotowana, trzeba w niej pierwej obudzić świadomość narodową, wyrobić poczucie żywej łącz­ności z całym narodem, trzeba wykorzeniać fałszywe pojęcia o urojonej „narodowości” śląskiej, wykazywać wspólnotę ję­zykową, przedstawiać separatyzm, jako objaw szkodliwy, uła­twiający ekspansję żywiołów obconarodowych. Trzeba powo­ływać masy do udziału w życiu politycznym i narodowym, tłumaczyć korzyści tej akcji w życiu gospodarczym. Trzeba ludność przekonywać o konieczności walki o równouprawnienie narodowe i polityczne. Stosunki narodowościowe na Śląsku Cieszyńskim są tego rodzaju, że z chwilą uświadomienia lud­ności śląskiej i zdobycia przez nią równouprawnienia i udziału w rządach krajowych odpowiednio do liczby, jaką przedstawia— wpływy obconarodowe zejdą do minimum. Braknie im materiału podatnego i dogodnego podłoża. Z tych przyczyn kwestia polska na Śląsku Cieszyńskim równoznaczna jest z równo­uprawnieniem politycznym i narodowym śląskiej ludności.

Pozostaje zbadać stosunek poszczególnych warstw ludności śląskiej do tak pojmowanej kwestii polskiej.

Reprezentantów wielkiego kapitału przemysłowego lub rolnego wśród polskiej ludności na Śląsku niema zupełnie. W ostatnim dziesięcioleciu tworzy się w miastach i w osadach przemysłowych typ drobnego polskiego przemysłowca, powstają mniejsze przedsiębiorstwa przemysłowe. Wśród ludności rolni­czej największą posiadłość stanowią tzw. większe gospodarstwa chłopskie, które nikną wobec wielkiej posiadłości, obconarodowej.

Obie warstwy powyższe posiadają nielicznych reprezen­tantów, zwłaszcza pierwsza jest w stadium tworzenia się. Wpływ jej na odniemczenie miast śląskich może być znaczny.

Miasta i miasteczka przemysłowe — a takimi są prze­ważnie śląskie — rosną głównie imigracją z okolic wiejskich. Ze wzrostem przemysłu wzrasta ich ludność, przy czym żywioł napływowy przewyższa przyrost naturalny. Miasta i miasteczka śląskie otoczone są wokół osadami polskimi. Stosunki, zacho­dzące między wsią a miastem, prowadzą do wpływów wzajem­nych. Dlatego też Niemcy, chcąc utrzymać niemieckość miast, starają się zniemczyć okoliczne osady polskie. Z nadaniem większych praw politycznych i wolności okolicznemu ludowi polskiemu, uwidoczni się zaraz przewaga i wpływ okolicznej ludności w miastach. (A miasta są dziś ośrodkami germanizacji). „W ten sposób odniemczyła się Praga, która trzydzieści lat temu była miastem wyraźnie niemieckim, a dzisiaj jest niemniej wyraźnie czeskim; w ten sposób odniemczyła się Lu­biana, stolica Słoweńców; w ten sposób odniemczają się miasta na zachodzie Polski etnograficznej” [1]).

Powstawanie warstwy polskich kupców i przemysłowców jest jednym ze składowych czynników w powyższym procesie.

Ludność wiejska na Śląsku jest uosobieniem wszystkich cech charakterystycznych, które składają się na skreślony wyżej indyferentyzm narodowy. Chłop śląski jest zdecydowa­nym konserwatystą, jego poziom i sposób czucia i myślenia nie wybiega ani na chwilę poza środowisko pradziadów. Trudno go porwać do czynu i zapalić do walki, chłodno odnosi się nawet do najważniejszych i najbardziej aktualnych spraw spo­łecznych i politycznych, z nieufnością spogląda na każdy nowy przejaw, który życie przed nim roztacza. Z niedowierza­niem przyjmuje wszelką myśl nową. Przyczyny takiej psychologii chłopa śląskiego nie należy szukać wyłącznie w rozwoju sto­sunków politycznych. Leżą one również gdzie indziej.

[1] Dr. Władysław Gumplowicz: Kwestja polska a socjalizm. Warszawa 1908, str. 48. Wydawnictwo „Życie”.

5/5 - (11 votes)

Piotr Stołypin a Mikołaj II

Wracając do osoby samego Stołypina, należy stwierdzić, że po zamachu na niego 12 VIII 1906 roku na Wyspie Aptekarskiej, jego pozycja także na dworze bardzo wzrosła. Dotyczy to głównie stosunku do premiera samego Mikołaja II. Nie wiadomo dokładnie jak sytuacja wyglądała wcześniej. Po zamachu dysponujemy większą liczbą dowodów i faktów życzliwości i sympatii cara dla Stołypina. „Przede wszystkim Stołypin przeniósł się wraz z rodziną na prośbę cara do Pałacu Zimowego. Jako premier jeździł odtąd z materiałami sprawozdawczymi do Mikołaja II nie tylko do jego letniej siedziby w Peterhofie, lecz i do dalszych miejscowości, jeśli carowi wypadało w danym momencie w nich przebywać. W październiku car pisał do matki, że nie potrafi wprost wypowiedzieć, jak bardzo lubi i ceni Stołypina. Były to ważne atuty zwłaszcza w nowej sytuacji, bez względu na to, co się mówi, pisze i sądzi o Mikołaju II. Osobisty stosunek monarchy do premiera umożliwiał temu ostatniemu o wiele bardziej swobodne rozwijanie własnej działalności i stawiał go w znacznie korzystniejszej niż kiedykolwiek sytuacji chociażby wobec kolegów w gabinecie”[1].

Tymczasem monarchia straciła jednego ze swych wiernych obrońców – 2 IX 1906 roku na atak serca zmarł Dymitr Trepow. Na wieść o tym Mikołaj, który w tym czasie odbywał rejs wypoczynkowy z rodziną po Zatoce Fińskiej, zanotował w dzienniku: „Ciężka to strata najwierniejszego mi z ludzi i napisał chyba prawdę”. Gierasimow, naczelnik ochrany petersburskiej, wiąże „śmierć Trepowa z niepowodzeniem akcji stworzenia rządu koalicyjnego; fiasko akcji oznaczało utratę dotychczasowych wpływów i koniec kariery. Dla wszystkich stało się to jasne, gdy car wyjechał jachtem na dłuższy wypoczynek i nie wziął z sobą Trepowa, który wtedy zachorował i niedługo później umarł – właśnie na atak serca. Zaś Spirydowicz, naczelnik ochrany pałacowej twierdzi, że „Trepow miał już przed 12 sierpnia atak apoplektyczny i to z tego właśnie powodu”[2]. W ten sposób skończył jeden z najwierniejszych sług monarchii …

Tymczasem zamieszki na wsi trwały nadal. Aby rozładować sytuację Mikołaj II wydał 27 sierpnia 1906 roku dekret, „zapowiadający rozszerzenie areału ziemi, przeznaczonej do sprzedaży chłopom; wzięte miały być tu pod uwagę – tylko w Rosji europejskiej – wydzierżawione grunty państwowe w rozmiarze około 4 mln. dziesięcin ( w miarę wygasania umów dzierżawczych ) oraz około 3 mln. dziesięcin lasów”[3].

To i inne pociągnięcia rządu przyniosły powolne uspokojenie sytuacji w kraju. Dostrzeżono to także na dworze, czego dowodem był reskrypt cara na nazwisko Stołypina z 1 I 1907 roku. „Mikołaj II przypomniał w tym dokumencie, że powierzając Stołypinowi przed pięciu i pół miesiącami stanowisko przewodniczącego Rady Ministrów, wyznaczył jednocześnie dwa główne zadania rządu na następny okres: przywrócenie porządku społecznego i podjęcie działalności w kierunku zabezpieczenia najbardziej palących potrzeb ludności. I tak się też stało: porządek społeczny został znacznie wzmocniony na przekór zaciekłym usiłowaniom „wrogów Rosji”, a w toku ostatnich prac Rady Ministrów przygotowano wiele nowych projektów ustaw; najbardziej pilne z nich wprowadzono w życie od razu, na podstawie artykułu 87 ustaw zasadniczych. Reskrypt kończył się słowami podziękowania pod adresem Stołypina i ministrów oraz wyrażeniem nadziei, że izby ustawodawcze współpracować będą zgodnie z rządem”. Osobny reskrypt z wyrazami wdzięczności „otrzymał minister finansów – Włodzimierz Kokowcow” .

Oczywiście Mikołaj II dał również bardziej konkretne dowody swojego uznania: „W dniu 6 grudnia Stołypin otrzymał godność ochmistrza dworu i order św. Anny pierwszego stopnia; jednocześnie z przesłaniem mu reskryptu, 1 stycznia car powołał go w skład Rady Państwa. Nie ominęły go w tym czasie i inne honory: order otrzymany od emira Buchary ( 7 grudnia ), odznaka honorowa Czerwonego Krzyża za bardzo cenne usługi okazane Towarzystwu w Saratowie- – udzielanie pomocy rannym i chorym żołnierzom ( 31 I 1907 r. ) oraz – nieco później ( 9 III 1907 r. ) szczególnie ceniona godność członka honorowego w bardzo ekskluzywnym Imperatorskim Jachtklubie”[4] [5].

Jednym z najważniejszych dekretów, które Mikołaj II podpisał w czasie swych rządów, był ten z 9 XI 1906 roku, którego nazwa „brzmiała stosunkowo niewinnie i nie zapowiadała aż takich następstw: „O uzupełnienie niektórych postanowień obowiązującego prawodawstwa, dotyczących władania ziemią i korzystania z niej przez włościan”. Jednak oznaczał on początek poważnych zmian w stosunkach agrarnych. W swoim czasie wywołał on sprzeczne reakcje nie tylko ze względu na swoją treść, ale i sposób realizacji. Nie jest to jednak przedmiotem naszych rozważań[6].

Referując spory wokół autorstwa dekretu Bazylow przytacza słowa Wasilczikowa – członka komisji pracującej nad dekretem o wspólnotach – który sam przeciwny ich rozwiązaniu przypomina „Słowa Mikołaja II sprzed czterech lat, że nigdy nie zlikwiduje wspólnoty gminnej jednym pociągnięciem pióra”[7]. Przeciwstawiał się on także, podobnie jak Oboleński i Kokowcow, wprowadzeniu tego dekretu na podstawie artykułu 87. Jednak podczas obrad Rady Ministrów inni członkowie opowiedzieli się za przyjęciem go w trybie nadzwyczajnym argumentując, że: „istniejące we wspólnotach gminnych formy władania ziemią uniemożliwiają szerokim warstwom społeczeństwa urobienie sobie prawidłowego poglądu na własność prywatną w ogóle”. Argument ten był słuszny „z punktu widzenia interesów ówczesnego systemu państwowego” i zapewne „tak też pewnie rozumiał to Mikołaj II, podpisując 9 listopada gotowy już dekret”[8].

Otwarcie obrad II Dumy 20 lutego 1907 roku, według Stołypina, który powiadomił o tym cara, przebiegło bez zakłóceń. „Mikołaj II przyjął do wiadomości notatkę Stołypina, z lekkim westchnieniem pokwitował wiadomość o wybraniu kadeta przewodniczącym, zapowiedział, że na następny dzień udzieli mu audiencji i zakończył krótkie podziękowanie pisemne dla premiera słowami: „Wielki jest Bóg ziemi rosyjskiej”[9].

Po wygłoszeniu 6 marca expose programowego, premier ponownie, zrelacjonował przebieg obrad monarsze. Jeszcze kilkakrotnie przemawiał on na posiedzeniach Dumy w tym miesiącu – „wszystko razem podnosiło go stale w oczach Mikołaja II, który pisał 29 marca do matki, że „dzięki przemówieniom Stołypina i Kokowcowa prestiż rządu znacznie wzrósł”. Skarżył się jednak w tymże liście, że każde słowo z sali obrad Dumy przenika w dniu następnym do gazet, jest chciwie czytane i niepotrzebnie podnieca znowu ludność”[10].

Jednak do połowy kwietnia, pomimo dyskusji w różnych kręgach na temat jej trwałości, nic nie wskazywało na możliwość szybkiego rozwiązania Dumy. „Skarżył się tylko coraz bardziej na Dumę Stołypin w swoich listach czy notatkach do cara, a Mikołaj II utwierdzał się w przekonaniu, że coś nie jest w porządku, jeśli przewodniczący Dumy nie odbiera głosu deputowanym z lewicy, nawet gdy przemówienia ich mają charakter „zaczepny i nieprzyzwoity”. Zaciągał się już firmament chmurami, ale jeszcze było daleko od burzy”[11].

Bezpośrednim impulsem do podjęcia decyzji o rozwiązaniu Dumy była zdaniem autora monografii, sprawa projektu ustawy o kontyngencie rekruta, rozpatrywana 16 IV 1907 roku . prawdopodobnie , to wówczas postanowiono rozwiązać II Dumę. „I przedtem, co najmniej od połowy marca, wywierano na Mikołaja II nacisk, by Dumę rozwiązał, były to jednak właściwie tylko postulaty, płynące z środowisk czarnosecińskich”. Czarę goryczy przechyliło przemówienie deputowanego socjaldemokratycznego Arszaka Zubotowa w dniu 16 kwietnia. Stwierdził on, że armia odrywa ludzi od pracy, a władza kieruje żołnierzy przeciw rodakom – takie siły zbrojne nie były w stanie ani bronić kraju, ani zwyciężać wroga. To sprawiło, że „pomyślano teraz o rozwiązaniu Dumy, ale jednocześnie także o zmianie ordynacji wyborczej – w rozmowach z carem Sołtypin domagał się tego uporczywie i Mikołaj II przyznał mu rację, co wynika z listu cara do Kokowcowa z 24 kwietnia”[12].

Bezpośrednim pretekstem rozwiązania Dumy, była sprawa rzekomego spisku wojskowego, który przy wsparciu przez organizację wojskową SDPRR miał na celu zbrojne obalenie władzy. Już 5 maja policja dokonała próby aresztowania spiskowców, lecz funkcjonariusze zbyt późno przybyli na miejsce zebrania i zastali tylko nietykalnych członków frakcji socjaldemokratycznej Dumy. Zebrane materiały pozwoliły udowodnić im powiązanie z wojskiem. W raporcie z: „30 maja Stołypin zawiadomił Mikołaja II, że w piątek ( 1 czerwca ) skierowany zostanie do Dumy postulat wyłączenia z jej składu 55 deputowanych socjaldemokratycznych i udzielenia zgody na aresztowanie 15 spośród nich; na wypadek odmowy wszystko jest przygotowane i rozwiązanie Dumy bezzwłocznie nastąpi”[13]. Rząd nie chciał aresztowania wszystkich 55 deputowanych, by nie uznano tego za odwet polityczny. W dniu 1 czerwca premier zgodnie z obietnicą zgłosił Dumie wniosek o aresztowanie 15 socjaldemokratycznych deputowanych. Miała go zaopiniować specjalna komisja, ale władze nie zamierzały na to czekać.

W tym czasie miały także miejsce inne wydarzenia związane z dobiegającą już końca rewolucją. O jednym z nich warto wspomnieć „ze względu na osobistą reakcję Mikołaja II”. Dotyczy ona reakcji na wypadki związane z akcją ekspropriacyjną na furgon pocztowy w Łodzi, dnia 4 V 1907 roku. Napastnicy szybko poradzili sobie z eskortą złożoną z kozaków 5 pułku dońskiego. Gdy wreszcie opanowano sytuację, cały pułk postawiono na nogi. Tragiczny finał całego zdarzenia rozegrał się w pobliskiej fabryce, skąd miano strzelać do kozaków. Dzielni wojacy dokonali pogromu pracujących tam robotników. „Mimo że miało to charakter wyraźnej zemsty za własne tchórzostwo i niedołęstwo, Mikołaj II nie omieszkał wyrazić w związku z masakrą łódzką swego entuzjazmu, pisząc na przedstawionym sobie sprawozdaniu: „Tylko tak można oduczyć tę publikę”[14].

Wracając do sprawy rozwiązania Dumy – ostatecznie wszystko rozstrzygnął manifest cara i dekret o nowej ordynacji wyborczej, wysłany przez monarchę 3 czerwca o drugiej w nocy z Peterhofu, przez umyślnego posłańca. Oba dokumenty opublikowano rano. „Manifest Mikołaja II zawierał próbę pewnego wytłumaczenia sytuacji i dlatego była w nim mowa o tym, że znaczna część Dumy „nie usprawiedliwiła naszych oczekiwań”. Znalazły się tam i zarzuty pozornie bardziej konkretne: że negatywnie ustosunkowano się do szerokich zamierzeń rządu w kierunku reform, że prawo do interpelacji zamieniono na metodę walki z rządem i wreszcie – że część deputowanych wzięła udział w spisku przeciwko państwu i władzy monarszej”. Termin zwołania nowej Dumy wyznaczono na 1 XI 1907 roku, zawieszając jednocześnie pracę Rady Państwa. „Manifest kończył się oświadczeniem, że Duma będzie musiała być rosyjska także z ducha; inne narodowości powinny mieć w Dumie swoich przedstawicieli, ale nie w takiej liczbie, ażeby móc decydować o sprawach czysto rosyjskich. Tam zaś, gdzie ludność, nie wykazuje jeszcze odpowiedniego rozwoju poczucia obywatelskiego, wybory nie będą się na razie odbywać”[15].

Nie będę tutaj omawiał zmian w ordynacji wyborczej, gdyż nie jest to tematem mojej pracy. Należy tylko wspomnieć, że zerwano z systemem proporcjonalności, a podział na kurie przeprowadzono tak, że wybrano niewielu opozycyjnych deputowanych . Co nie mniej ważne, czerwiec 1907 roku, kończy w Rosji okres rewolucyjny – a rozpoczyna czas „stabilizacji stosunków wewnętrznych”. Co ciekawe, nowo wybrana III Duma, była jedyną „która potrafiła przetrwać całą swoją pięcioletnią kadencję”[16].

Symptomatyczne jest to, że: „Otwarcie obrad Dumy w dniu 1 XI 1907 roku odbyło się bez żadnych uroczystości. Car nie uległ Stołypinowi, gdy ten chciał go nakłonić do przyjęcia delegacji poselskiej na specjalnej audiencji. Nie oznaczało to całkowitego odżegnania się od jakichkolwiek kontaktów z Dumą, Mikołaj II chciał jednak uprzednio przekonać się, czy prace Dumy ocenić będzie można pozytywnie jeśli chodzi o współpracę z rządem”[17].

Do sporu doszło już jednak w pierwszych dniach obrad „przy układaniu adresu powitalnego dla monarchy”. Kością niezgody stała się sprawa umieszczenia w tekście słowa „samowładztwo”, czego domagali się prawicowi deputowani. Ostatecznie wysłali oni osobny adres podpisany przez 114 członków Dumy[18]. Przedmiotem dyskusji w Dumie były później i inne sprawy, premier jednak stosując tak charakterystyczną dla okresu jego rządu politykę lawirowania pomiędzy ziemiaństwem a burżuazją, początkowo potrafił przeforsować proponowane przez siebie reformy. Wynikało to z tego, że w tym czasie (1907 rok) odnosił on swoje największe sukcesy na arenie politycznej, a poważniejsze problemy zaczęły się dopiero w pierwszych miesiącach 1909 roku. Wszystko to doprowadziło do wzrostu jego autorytetu, „z którym car liczył się stale”.

Dowodem mogą być wspomniane wcześniej awanse i odznaczenia, których nie żałowano mu nadal. „1 I 1908 r. Sołypin został sekretarzem stanu a, 29 III 1909 otrzymał order Białego Orła, zresztą w okresie swojej bardzo ciężkiej choroby”[19]. Już wkrótce jednak miały miejsce pierwsze wydarzenia, które nie świadczą może o zachwianiu pozycji premiera, ale uważnym obserwatorom nasuwały pewne wątpliwości. Stołypin, np. przyjął delegację z Tuły. Przewodniczący, gubernialny marszałek szlachty Aleksy Arsjenjew, przeczytał adres szlachty do cara. Według premiera taki sposób postępowania wyrażał „pośrednio brak zaufania do rządu. Arsjenjew nie zaprzeczył. Mikołaj II przyjął ten adres życzliwie, Stołypin znalazł się w niezręcznej sytuacji i podał się do dymisji, której jednak nie przyjęto”[20].

Najlepszym komentarzem do powyższego zdarzenia jest opinia Bazylowa: „I rzecz w ówczesnych warunkach może najważniejsza- poparcie cara miało zawsze charakter względny, co nie pozostaje w żadnej sprzeczności z faktem, że Mikołaj II długo potrzebował Stołypina, liczył się z nim i ulegał jego naciskowi”[21].

Do poważnego kryzysu gabinetowego doszło dopiero w marcu i kwietniu 1909 roku. Doprowadził do tego spór o kompetencje w związku ze sprawą etatów w sztabie generalnym marynarki. Już wcześniej Duma na wniosek ministra marynarki zaaprobowała jego wniosek „dotyczący kredytów na etaty sztabu i samych etatów”. Podczas powtórnego rozpatrywania tej sprawy wywierano naciski, aby nie łączyć tych dwóch zagadnień. To właśnie był spór o kompetencje. Co gorsze żadna ze stron nie chciała ustąpić. W Radzie Państwa – -19 III 1909 r. – po usilnych naleganiach Stołypina przyjęto projekt, uchwalony w poprzednim brzmieniu przez Dumę. Sytuację skomplikował jeszcze otwarty atak przywódcy oktiabrystów Aleksandra Guczkowa na dowództwo wojskowe. Minister spraw wojskowych Roediger, zgodził się z postulatem zmian kadrowych na najwyższym szczeblu, zaznaczając jednak, że trzeba się liczyć z ograniczeniami wynikającymi z ograniczonej liczby kandydatów. Ta niezręczna i niezgodna z prowadzoną polityką wypowiedź spowodowała, że Mikołaj II nie zgadza się „ze stanowiskiem swego ministra” i „dał 11 marca Roedigerowi dymisję”. Nowym ministrem został generał Włodzimierz Suchomlinow. „Po przyjęciu przez Radę Państwa ustawy o etatach musiał ją oczywiście zatwierdzić car. Tymczasem mijały tygodnie, a Mikołaj II żadnego stanowiska nie zajmował”[22]. Sytuacja stawała się coraz bardziej napięta. Pikanterii całej sprawie dodawał fakt, iż w tym czasie Stołypin ciężko chorował na przewlekłą grypę, a na rekonwalescencję wyjechał na Krym. Zaczęto nawet spekulować, że dni jego gabinetu są policzone.

Nic takiego jednak nie nastąpiło. „Po powrocie z Krymu, 27 IV 1909 r. otrzymał list z Carskiego Sioła – Mikołaj II zawiadamiał w nim premiera, że po głębokim namyśle zdecydował się nie zatwierdzać projektu ustawy o etatach sztabu generalnego marynarki. Z największym naciskiem podkreślił ponadto, iż w ogóle nie dopuszcza myśli o czyimkolwiek ustąpieniu … Jednocześnie Stołypin otrzymywał polecenie, aby wespół z ministrami spraw wojskowych i marynarki opracować w ciągu miesiąca dokładne przepisy, które by zapobiegały na przyszłość wszelkim niejasnością w interpretacji projektów odnoszących się do zagadnień wojskowych”. Postawiło to wszystkich uczestników wydarzeń w kłopotliwej sytuacji. A przecież: „Mikołaj II mógł zapobiec wielu komplikacjom zatwierdzając projekt, choćby z jakimś zaznaczeniem, że czyni to w trybie wyjątkowym, lecz miłość własna i przywiązanie do tych form, które przynajmniej na papierze zbliżały jego władzę do dawnego absolutyzmu – były znacznie silniejsze”[23]. Nie zakończyło to sporów wokół spraw wojskowych . Nadal, np. toczyły się boje o budowę floty, bo o budżecie decydowała Duma. Problem rozwiązano w ten sposób, że „w przerwie między sesjami Dumy Mikołaj wydał rozkaz przystąpienia do budowy czterech wielkich jednostek morskich i wtedy Duma, gdy sprawę przedstawiono jej ex post, dawała zgodę nie chcąc wstrzymywać zaawansowanych już prac”[24].

Kolejnym spornym zagadnieniem „była tzw. reorganizacja systemu obronnego na wypadek wojny z Niemcami”. W omawianym okresie zwyciężyła koncepcja opuszczenia Królestwa w razie wojny. „W połowie 1910 r. imperator Rosji wyraził zgodę na zmianę planów mobilizacyjnych i likwidację czterech twierdz w Królestwie”. Całą akcję przeprowadzono „z zachowaniem głębokiej tajemnicy”. Co ciekawe, nic o tym nie wiedzieli ani wiceminister spraw wojskowych Aleksiej Poliwanow, ani sam premier. O ile znane są motywy takiego sposobu postępowania w stosunku do Poliwanowa – był przeciwny tej koncepcji – o tyle trudno domyślić się czemu podobnie potraktowano szefa rządu. Gdy wreszcie Stołypin dowiedział się o wszystkim od wiceministra zażądał wyjaśnień od jego przełożonego. Odpowiedź była co najmniej zaskakująca. Suchomlinow utrzymywał, że to „tylko teoretyczne pociągnięcia przygotowawcze”, a on „sam też niczego nie wie, bo tylko podpisuje to, co mu podsuwają. Gdy niedługo później doszło do rozmowy Stołypina z carem, Mikołaj II także miał powiedzieć, że zatwierdzony przez niego samego wniosek ministra spraw wojskowych odnosi się do dalszej przyszłości i że wydał polecenie, aby o wszystkich tych zamierzeniach został zawczasu powiadomiony francuski sztab generalny – wszelkie kontakty z nim powinny być utrzymywane przy współudziale przewodniczącego Rady Ministrów i ministra spraw zagranicznych”. W rzeczywistości pewne prace wykonano nie informując o nich nikogo. Tuż przed wojną zaczęto ponownie odbudowywać twierdze, a plany wojenne uległy pewnej modyfikacji[25].

Innym przykładem niejasnych gier politycznych w Rosji, była sprawa sztucznego napięcia w stosunkach z Japonią. Wywołały je meldunki generał – gubernatora amurskiego Pawła Unterbergera, o pogarszającej się sytuacji, braku sił i środków do obrony prowincji. Zamieszanie pogłębił Suchomlinow przyznając przed carem, że gubernator ma rację. Zapytany przez monarchę minister finansów, Kokowcow, stanowczo zaprzeczał, jakoby ograniczono kredyty na ten cel. „Teraz już nikt niczego nie rozumiał i każdy był równie zaniepokojony. Mikołaj II także”. Wysłał więc Kokowcowa w podróż inspekcyjną na Daleki Wschód. Pomimo tego incydentu stosunki dwustronne układały się jednak dobrze. Dowodem może być porozumienie rosyjsko – japońskie z 21 VI 1910 roku o utrzymaniu dotychczasowego podziału Mandżurii[26].

Wspominając o kłopotach z Dumą Bazylow pisze także o działaczu oktiabrystowskim Aleksandrze Guczkowie, człowieku o wielkich ambicjach i niezwykle drażliwym. Według niektórych relacji miał on żywić nienawiść nawet do samego Mikołaja II.

Przyczyną tego stanu rzeczy miało być chłodne przyjęcie na audiencji dnia 9 III 1910 r., po wyborze dzień wcześniej na przewodniczącego Dumy. Powodem ubiegania się o to stanowisko, miała być chęć wywierania wpływu na cara, głównie w sprawach wojskowych, podczas składanych osobiście sprawozdań . Nigdy jednak nie doszło do bliższej współpracy tych dwóch ludzi. Uczucie nienawiści miał Guczkow kultywować przez lata, ale jako przywódca partii monarchistycznej nie mógł tego okazywać. „Dopiero 2 III 1917 r. otrzymał satysfakcję, gdy wespół z Wasilijem Szulginem odbierał w Pskowie z rąk Mikołaja II akt jego abdykacji” . Niestety jak przyznaje sam autor cała sprawa nie jest tak jednoznaczna jakby się wydawało na pierwszy rzut oka.

Jak wiadomo Stołypin dążył do wzmocnienia fundamentów monarchii poprzez reformę stosunków na wsi. Dążył on do stworzenia silnych i samodzielnych ekonomicznie gospodarstw chłopskich. Częścią tego planu miała być kolonizacja Syberii. Aby lepiej poznać tamtejsze warunki i zbadać możliwości realizacji swoich planów, udał się nawet we wrześniu 1910 r. w podróż na Syberię. „Nie wiadomo, w jakim stopniu sprawy te były uzgodnione z carem, czy przynajmniej przedstawione mu w formie perspektyw, raczej jednak tak, o czym świadczy m.in. jeden z listów Mikołaja II do Stołypina”. Chodzi o list nadesłany z zamku Friedberg w Hesji, gdzie car wyjechał z rodziną w połowie 1910 roku[27] [28] [29].

Jednym z największych skandali ostatnich lat Rosji carskiej, który kompromitował nie tylko aparat policyjny, ale i cały system – była sprawa prowokatora ochrony Eugeniusza Azefa. W istocie był on „podwójnym agentem”, pracował dla policji i jednocześnie dokonywał, przez swoich ludzi z Organizacji Bojowej partii eserowskiej, zamachów na swych mocodawców (patrz: min. spraw wew. Plehwe) i członków rodziny cesarskiej (w. ks. Sergiusz). Do jego zdemaskowania, na przełomie 1908 i 1909 roku, przyczynił się kronikarz rosyjskiego ruchu rewolucyjnego Włodzimierz Burcew oraz były dyrektor Departamentu Policji Aleksy Łopuchin. Ten ostatni został zresztą za to skazany po rozprawie przed sądem senackim, ale później go ułaskawiono i powrócił on do pracy w bankowości . Nas jednak interesują bardziej pewne aspekty sprawy Azefa, które wiążą się „z niektórymi członkami domu cesarskiego.

Osobistości te miały jakoby wykorzystywać ochronę, aby uczynić z cara posłuszne narzędzie w swoich rękach i dlatego uprzątano z drogi nawet tych, którzy dzięki własnej energii i sprężystości umacniali pośrednio pozycję Mikołaja II, a więc np. Plehwego ( ! ) i w. ks. Sergiusza ( !! sam był członkiem rodziny cesarskiej ! ). Nawet przygotowany przez Azefa ostatni zamach na cara ( „na Ruryku” ) miał wynikać z intencji tajemniczych mocodawców, w tym wypadku zresztą nie tajemniczych – bo chodziło podobno o w. ks. Włodzimierza, który w ten sposób jakoby torował drogę do tronu swojemu najstarszemu synowi, Cyrylowi. Nie ma jednak wiarygodnych dowodów na potwierdzenie tych sensacji”[30]. Takie pogłoski nie umacniały jednak powagi i autorytetu władz, a tym bardziej samego monarchy.

Do kolejnego zamętu i to także w sferach rządowych, doprowadziła sprawa przeniesienia z Carycyna do klasztoru św. Ducha w powiecie nowosielskim, na początku 1911 roku – jeromonacha Heliodora. Był on sławny w całej Rosji ze swej pobożności. Naciski w tej sprawie na oberprokuratora Synodu Sergiusza Łukianowa, wywierał oprócz gubernatora saratowskiego Stremouchowa, sam Stołypin. Synod powziął odpowiednią uchwałę. Mnich jednak wraz ze swymi sympatykami rozpoczął kampanię protestów. Wtedy „Mikołaj II uznał, że w całej tej sprawie nie potrafił postępować z należytą zręcznością oberprokurator i postanowił dać mu dymisję”. Wówczas Stołypin przekonany, że przez niego Łukianow może stracić stanowisko, napisał 26 II 1911 roku list do monarchy w jego obronie. Wysunął w nim sugestię, że „mnich ten wywyższał się ponad cara i państwo i że należało koniecznie położyć temu kres, bo najgorzej, jeśli pobłażanie poczytają za słabość”. Premier prosił cara o odroczenie „decyzji do wiosny, lub początku lata. Mikołaj II spełnił formalnie tę prośbę – dopiero 2 V 1911 r. objął urzędowanie nowy oberprokurator, Włodzimierz Sabler”. Heliodor przejściowo zwyciężył: „po różnych jeszcze perypetiach, car pozwolił mu (1kwietnia ) pozostawić w Carycynie”[31].

Dowodem na słabnięcie pozycji Stołypina była dyskusja w Radzie Państwa nad projektem wprowadzenia ziemstw w sześciu guberniach zachodnich. W trzech powiatach: dyneburskim, rzeżyckim i lucyńskim – proponował on wprowadzenia podziału na kurię: rosyjską i drugą, do której zaliczono pozostałych wyborców. Podczas obrad w dniu 4 III 1911 r. pomysł wprowadzenia kurii odrzucono. Stołypin przekonany, że było to wynikiem intryg przeciw niemu: „Następnego dnia, 5 III 1911 r. pojechał do Carskiego Sioła ze sprawozdaniem i oświadczył Mikołajowi II, że rezygnuje ze stanowiska”. Szczególną rolę odegrały w tych wydarzeniach dwie osoby: brat Dymitra – Włodzimierz Trepow i były minister spraw wewnętrznych Piotr Durnowo. Ich zachowanie było wynikiem osobistej niechęci do premiera. „Czuwał jednak i Stołypin, przewidując z tej strony opór i trudności; na jego prośbę Mikołaj II przekazał prawicowcom z Rady Państwa ( za pośrednictwem przewodniczącego rady, Akimowa ) zlecenie, ażeby głosowali za projektem”.

Pomimo to nie ugięli się oni. „W ostatniej już niemal chwili Włodzimierz Trepow uzyskał audiencję w Carskim Siole i zapytał cara wprost, czy przekazane przez Akimowa zalecenia należy traktować jako rozkaz. I wtedy Mikołaj II odpowiedział że nie, że wszyscy członkowie Rady Państwa mogą głosować zgodnie z sumieniem”. Rezultatem była porażka szefa rządu 4 marca . „Rozmowa cara ze Stołypinem miała przebieg niemal dramatyczny. Mikołaj II nie chciał przyjąć do wiadomości zamierzeń Stołypina, zwracając mu uwagę, że są to racje o charakterze indywidualnym, domagając się jakiegoś innego wyjścia”. Ten zaproponował wówczas rozwiązanie na kilka dni obu Izb i wydanie dekretu „o wprowadzeniu ziemstw w sześciu guberniach zachodnich” na podstawie paragrafu 87. „Mikołaj II aż się przeraził tej myśli i próbował odwieść od niej Stołypina, przedstawiając mu wszystkie ujemne następstwa, których się w żadnym wypadku nie da uniknąć, m.in. niezadowolenie Dumy. Stołypin jednak nie ustępował i wreszcie car oświadczył, że da odpowiedź po namyśle”. Prawdopodobnie wtedy również premier miał pierwszy raz zasugerować monarsze ukaranie Trepowa i Durnowo. Po audiencji zwołał on posiedzenie rządu i przedstawił jej przebieg. Poparli go tylko Kriwoszein i Szczegłowitow.

Po obradach Kokowcow zwrócił szefowi rządu uwagę, że represje wobec Trepowa i Durnowo mogą odnieść odwrotny skutek od zamierzonego. „Jeśli car zgodzi się na represje, będzie jasne dla wszystkich, że uczynił to pod naciskiem – a tego Mikołaj II nigdy Stołypinowi nie wybaczy. To samo powiedziała nieco później, w rozmowie z Kokowcowem carowa – matka, która zresztą chciała, ażeby Stołypin utrzymał się przy władzy, lecz nie tym kosztem”. Na posiedzeniu Rady Państwa 11 marca ponownie odrzucono projekt ustawy o ziemstwach. Kolejny raz postanowiono się zebrać 16 III . Już jednak 10 marca Stołypin podczas wizyty w Carskim Siole, uzyskał zgodę cara na proponowane wcześniej warunki. „Podpisany został dekret o przerwaniu sesji obu Izb od 12 do 14 marca, a Durnowo i Trepow otrzymali polecenie wyjazdu ze stolicy, z zakazem uczęszczania na posiedzenia Rady Państwa do końca roku”. Sam „dekret cesarski o wprowadzeniu ziemstw w Kraju Zachodnim w trybie paragrafu 87 ustaw zasadniczych”, został opublikowany 14 marca 1911 roku . Nie trzeba oczywiście dodawać, że taki sposób postępowania wywołał powszechne oburzenie, np. w Dumie[32] [33].

Taki bieg spraw spowodował, że „zaczęły Mikołaja II dręczyć wątpliwości, przede wszystkim jeśli chodzi o Piotra Durnowo – pewnie i wpływy postronne musiały tu odegrać jakąś rolę”. Trepow tymczasem zrezygnował sam z wszystkiego. „Jeszcze lojalny wobec Stołypina, car musiał podzielić się z nim swoimi wątpliwościami i zadać mu pytanie, jakby się zapatrywał na „ułaskawienie” Durnowo. Stołypin w swym liście do cara z 1 V 1911 roku, negatywnie odniósł się do tej propozycji, prosząc w zakończeniu o odłożenie decyzji do jesieni, gdy Izby rozpoczną obrady. Car przychylił się do tej prośby[34].

W dalszej części książki autor, pisząc o posiedzeniu Rady Ministrów z 12 lipca 1911 r., które poświęcone było projektowi reformy policji, wspomina o tym, że tylko w tzw. „miejscowościach pałacowych” ( „dworcowyje goroda” ), przystosowanych do dłuższego przebywania monarchy i jego rodziny, a więc w Peterhofie, Carskim Siole i w Jałcie, policja miała podlegać ministrowi dworu cesarskiego”[35].

Tymczasem zbliżał się termin uroczystości kijowskich. Głównym punktem programu było odsłonięcie pomnika twórcy ziemstw – Aleksandra II, połączone z paradą wojskową i innymi imprezami. Car przybył z rodziną do Kijowa 28 sierpnia. Początkowo Stołypin nie przewidywał, ani nie odczuwał zmiany sposobu jego traktowania. Lecz po przyjeździe monarchy dostrzegł, że jest wyraźnie ignorowany i zaniedbywany, np. nie dawano mu ekwipażu dworskiego. Nie przydzielono mu także miejsca na statku, którym car miał płynąć do Czernichowa, uczyniono to dopiero później. Wbrew pozorom nie była to nagła zmiana, ten „niechętny czy obojętny stosunek do tak potężnego jeszcze niedawno premiera sięgał swoimi początkami co najmniej dni marcowych tegoż 1911 roku. W niektórych kręgach nie lubiano go i przedtem, a od marca datują się pierwsze przejawy niełaski, a raczej możliwości niełaski, bo nie od razu Mikołaj II dał to po sobie poznać. Wystarczyło jednak kilka miesięcy, żeby car przestał się krępować i właśnie w okresie uroczystości kijowskich widać to jak najbardziej wyraźnie. Nie rozporządzamy żadnymi konkretnymi dowodami, można jednak przypuszczać bez większej obawy popełnienia pomyłki, że Mikołaj II musiał po prostu w jakiś sposób upoważnić niektórych przynajmniej ludzi do takiego właśnie traktowania premiera. Mogły to być wypowiedzi ogólnikowe, może nawet tylko półsłówka; nie należałoby jednak sądzić, że w innym wypadku pozostawiono by Stołypina zupełnie bez urzędowej ochrony, ostatecznie całkiem naturalnej i zawsze stosowanej”[36] [37] [38] [39]. To doprowadziło bowiem do tragicznych wydarzeń 1 września w teatrze miejskim w Kijowie.

Relacje o zamachu na Stołypina pozostawił także sam car. Odnajdujemy je w „jego liście do matki – z tym, że Mikołaj II nie opisuje – rzecz jasna – scen, których nie widział, a więc samego momentu zabójstwa. Widział natomiast, jak niektórzy widzowie tłukli schwytanego Bogrowa ( zamachowca – przyp. aut. ) i wyraził żal, że wyrwała go z rąk tej rozwścieczonej grupy policja”. Co ciekawe: „Mikołaj II do rannego Stołypina sam nie podszedł” . Nikt z rodziny carskiej, ani świty monarchy (on sam był na manewrach w Owrzeczu ) nie przyszedł na nabożeństwo w intencji wyzdrowienia Stołypina, odprawiane 2 września. Sam Mikołaj II wieczorem rozmawiał tylko z żoną premiera. Rannego nie odwiedził, gdyż ten zaczął tracić przytomność – zmarł 5 września wieczorem. Przychylając się do życzenia zmarłego, za zgodą Mikołaja II pochowano Stołypina w Kijowie w Ławrze Peczerskiej .

Co jeszcze bardziej intrygujące, pomimo powołania komisji, która miała przeprowadzić kontrolę funkcjonowania i działalności ochrony w Kijowie – „w związku z zamachem na życie Stołypina”, nikogo nie skazano, a „całej sprawie położył kres Mikołaj II, wydając polecenie jej umorzenia” .

„O tym, że wszelkie sympatie Mikołaja II czy w ogóle dworu wobec osoby Stołypina musiały już wcześniej minąć bez śladu, świadczą też np. różne, oficjalne i kameralne rozmowy z nowym przewodniczącym Rady Ministrów”. Pierwsza taka rozmowa miała miejsce, gdy jako zastępca Stołypina zaczął on dopiero pełnić tę funkcję. „Na peronie dworca kijowskiego ministrowie żegnali cara odjeżdżającego na Krym i wtedy Mikołaj II zaoferował Kokowcowowi po raz pierwszy stanowisko premiera, uzyskując ( nie od razu, dopiero po naleganiach ) jego zgodę. Wtedy car, dziękując, wyraził życzenie, by Kokowcow nie naśladował swego poprzednika, który stale chciał sobą przesłaniać monarchę”.[40]

Po miesiącu w Liwadii – 5 X 1911 r. – po śniadaniu u cara, przyjęła go na audiencji caryca. Również ona – w tym czasie, coraz bardziej mieszając się do polityki, stwierdziła: „Mamy nadzieję, że nigdy nie wejdzie pan na drogę tych okropnych partii politycznych, które tylko myślą o tym, żeby zagarnąć władzę lub też zmusić rząd do podporządkowania ich woli”. Kokowcow odpowiedział, że jego sytuacja jest trudniejsza niż położenie poprzednika, ponieważ brak mu poparcia ze strony jakiegoś ugrupowania. Carowa uznała wówczas, że przywiązuje on zbyt wiele uwagi „do osoby i działalności Stołypina”. Nie ma potrzeby tak żałować tych, którzy odeszli, których rola się skończyła. „Życie wciela się stale w nowe formy i nie należy ślepo naśladować tego, co robił poprzednik. Przekonana jestem – zakończyła dyskurs carowa – że Stołypin umarł by ustąpić panu miejsca, i że stało się tak dla dobra t)  Rosji”[41].

Wracając jeszcze do sprawy umorzenia śledztwa w sprawie działalności ochrony w Kijowie Bazylow stwierdza, że winni zaniedbań, zapłacili za to tylko swoimi stanowiskami, dzięki carowi. „Mikołaj II zaś umorzył sprawę po pierwsze, dlatego że znienawidził już Stołypina, po drugie kierował się osobistymi sympatiami, bardzo lubił zwłaszcza Spirydowicza, i po trzecie: odsłanianie całego rzeczywistego oblicza systemu policyjnego nie leżało ostatecznie w interesie państwa”[42].

Jednak: „Śmierć Stołypina była dla caratu w dosłownym sensie katastrofą”. I chociaż w dotychczasowej literaturze chciano w nim „widzieć tylko „wieszatiela” i nic więcej. Dzieje jego życia, wielkości i upadku – świadczą o tym, że problem jest o wiele bardziej złożony; jeśli droga ówczesna była ostatnią możliwą dla caratu, to Stołypin był ostatnim rosyjskim mężem stanu w służbie caratu, który się przynajmniej nadawał do podejmowania prób na tej drodze” . Niewykorzystanie tej szansy przez samego cara i ludzi z jego otoczenia doprowadziło do obalenia caratu, co jest tematem ostatniej monografii Ludwika Bazylowa[43].


[1]  A. F. Bierieżnow, Carskaja cenzura i borba bolszewikow za swobodu pieczati (1895-1914), Leningrad 1967, s. 167-168.

[2] Tamże, s. 177.

[3] Tamże, s. 179.

[4]  Tamże, s. 192.

[5] Tamże, s. 193.

[6] Szerzej tym problemem zajął się Ludwik Bazylow na stronach 196-209.

[7] Mowa tutaj o reakcji na memoriał gubernatora pskowskiego z 1902 r., co ciekawe z gubernatorem pskowskim w owym czasie był sam Wasiliczkow.

[8] Tamże, s. 206-207.

[9] Tamże, s. 233.

[10] W swym przemówieniu programowym premier użył słynnych słów „nie zapugajetie” – „nie zastraszycie nas”. Więcej na s. 234-240.

[11] Tamże, s. 246.

[12] Tamże, s. 251.

[13] Tamże, s. 258.

[14] Tamże, s. 259-260.

[15] Tamże, s. 266-267.

[16] Tamże, s. 272.

[17] Tamże, s. 275.

[18] Tamże, s. 275-276.

[19] Tamże, s. 285-286.

[20] Tamże, s. 287-288.

[21]  Tamże, s. 288-289.

[22] Tamże, s. 306-307.

[23]  Tamże, s. 308.

[24]  Tamże, s. 313.

[25] Tamże, s. 313-315.

[26] Tamże, s. 315-316.

[27] Tamże, s. 325-326.

[28] Tamże, s. 329.

[29] Dokładnie kulisy I przebieg wydarzeń opisuje L. Bazylow na s. 372-381.

[30]  Tamże, s. 381.

[31] Tamże, s. 400-401.

[32]  Tamże, s. 403-407.

[33]  Tamże, s. 408-415.

[34] Tamże, s. 415-416.

[35] Tamże, s. 423-424.

[36] Tamże, s. 430-431.

[37] Tamże, s. 435-436.

[38] Tamże, s. 443-444.

[39] Tamże, s. 448-450.

[40] Tamże, s. 450-451.

[41] Tamże, s. 459.

[42] Tamże, s. 463.

[43] L. Bazylow, Obalenie caratu, Warszawa 1976.

5/5 - (9 votes)

Mikołaj II w polskiej literaturze pamiętnikarskiej

Przystępując do zbierania materiałów do tego rozdziału miałem świadomość, że informacje zawarte w pamiętnikach polskich autorów – a dotyczące postaci ostatniego cara Rosji Mikołaja II – choć niezwykle ważne i cenne jako źródła historyczne, mają mniejszą wartość niż pamiętniki rosyjskie. Wynika to z tego, iż autorzy tych drugich z racji pełnionych funkcji oraz możliwości bliższej obserwacji opisywanych wydarzeń byli znacznie lepiej poinformowani o wielu faktach. Nie umniejsza to jednak wartości poznawczej polskich pamiętników, ważnych ze względu na inne swoje cechy, o których piszę później.

W większości z nich Mikołaj II jest wspominany raczej mimochodem, np. gdy mowa o zagranicznej lub wewnętrznej polityce rosyjskiej lub jeśli piszący pamiętnikarz sam zetknął się z carem w jakiejś sytuacji. I tak Ludwik Krzywicki, znakomity skądinąd pamiętnikarz pisze o Mikołaju II tylko we fragmencie o liberalizacji stosunków w zaborze rosyjskim, bezpośrednio po objęciu rządów przez nowego władcę. I to w dodatku w formie ironicznej uwagi: „Panujący był tylko z dwiema pałkami w tytule swoim, zamiast trzech, które przypadły ojcu”[1].

Temu samemu zagadnieniu nieco więcej uwagi poświęcił Wincenty Jastrzębski, wiceminister Opieki Społecznej II RP. W swych wspomnieniach, sygnalizuje on fakt skasowania przez cara, w pierwszych latach po objęciu tronu więzienia politycznego w Twierdzy Szlisselburskiej. Ponownie przywrócono mu ten status w czasie rewolucji 1905 roku[2].

Wartość poznawcza cytowanych powyżej, jak i pozostałych jeszcze nie omówionych pamiętników i wspomnień, związana jest z ich większym obiektywizmem niż ich rosyjskich odpowiedników. Co spowodowane zostało, np. innym stosunkiem emocjonalnym do cesarza, oddaleniem od centrów decyzyjnych czy odmiennym typem wychowania. Dlatego w wielu polskich pamiętnikach można znaleźć często przejawy sympatii ze strony piszącego w stosunku do osoby Mikołaja II. Częściej niż ludzie z jego bezpośredniego otoczenia, Polacy potrafili dostrzec w nim zwykłego człowieka, a nie tylko monarchę. Pozwala to na wysunięcie wniosku, że polska literatura wspomnieniowa jest równie przydatna w badaniach nad oceną działań i charakterystyką ostatniego Romanowa na tronie Rosji, jak rosyjska.

Według jednego z badaczy tego zagadnienia profesora Jana Sobczaka z Olsztyna liczy ona sobie ponad sto pozycji, a jego zdaniem to jeszcze nie wszystko[3] [4] [5]. Przy korzystaniu jednak z tego typu źródeł jak zawsze należy zachować duży krytycyzm. Wiąże się to z tym, iż zawierają one wiele nie sprawdzonych naukowo faktów i subiektywnych sądów, choć świetnie pozwalają wczuć się w atmosferę epoki.

Oczywiście najwięcej i najciekawsze fakty znajdziemy w pamiętnikach Polaków związanych bezpośrednio z życiem dworskim Petersburga, działających na rosyjskiej scenie politycznej, bądź też z innych względów związanych z Rosją.

Jednymi z ciekawszych są wspomnienia generała Jana Jacyny, który z racji zajmowanych stanowisk ( profesor artylerii w głównym komitecie technicznym ministerstwa marynarki, wykładowca trzech synów wielkiego księcia Włodzimierza – stryja Mikołaja II), świetnie znał wielu czołowych ówczesnych polityków i dobrze orientował się w nastrojach panujących w stolicy cesarstwa. Podaje on wiele ciekawych szczegółów dotyczących zarówno wyglądu jak i charakteru cara oraz sposobu jego wychowania . Znajdziemy w jego relacji również nawiązanie do nadziei społeczeństwa rosyjskiego na „nowy kurs” w polityce wewnętrznej po objęciu tronu przez Mikołaja. Ten jednak szybko je rozwiał, gdy dziękując za adresy ziemstw z okazji wstąpienia na tron: „polecił porzucić niedoścignione marzenia” . Jacyna twierdzi także, że tylko żona cesarza Aleksandra Fiodorowa miała wpływ na decyzje monarchy[6]. Nie zabrakło u naszego pamiętnikarza, również opisów reakcji na często przywoływane w innych wspomnieniach takie wydarzenia jak tragedia na placu Chadyńskim[7], wizyta cara w Warszawie w 1897 roku[8] [9], ogłoszenie manifestu z 17 października 1905 roku . Na kartkach pamiętnika gen. Jacyny jawi się nam ostatni car jako człowiek kochający życie rodzinne. „Cesarz Mikołaj II lubił spędzać czas w otoczeniu dzieci”[10] i o skromnych potrzebach[11]. Znajdujemy także wiadomości o niechęci opinii publicznej do cesarzowej Niemki oraz o sprawie Rasputina i jej wpływie na losy dynastii[12].

Pomimo krytycznego stosunku do osoby cara gen. Jacyna, pisząc o wydaniu pamiętników Mikołaja, na podstawie dostępnych mu informacji, bierze go w obronę i twierdzi „że nie był on wcale takim napół-kretynem, jak go złośliwie odmalowano w owych, niby autentycznych wspomnieniach”[13]. Podaje również wiadomość o losach rodziny carskiej po rewolucji lutowej i październikowej oraz o jak go nazywa „ohydnym mordzie w Jekaterynburgu” .

Wiele elementów pozytywnych do oceny postaci Mikołaja II wnoszą wspomnienia kronikarza życia dworu wiedeńskiego Mariana Rosco-Bogdanowicza. Opisał on wizytę cara wraz z małżonką u cesarza Franciszka Józefa, która miała miejsce w 1896 roku . Pamiętnikarz miał wówczas okazję krótko porozmawiać z monarchą rosyjskim. Wrażenie jakie odniósł po tej konwersacji ujął w następujących słowach: „Z tego jedynego w życiu spotkania odniosłem o Mikołaju jako człowieku miłe wrażenie. Sąd o tym, jakim był jako car i samodzierżawca wypowiedziała już historia doby ostatniej”[14] [15] [16] [17] [18].

Na szczególną uwagę zasługuje jednak niedawno wydany pamiętnik Matyldy Krzesińskiej. Była ona przez pewien okres czasu blisko, uczuciowo związana z wówczas jeszcze następcą tronu Mikołajem Aleksandrowiczem. Znajduje to odzwierciedlenie w jej opisie wizerunku najpierw carewicza, a potem cesarza Mikołaja II. Autorka wręcz go idealizuje . Swoje wspomnienia napisała jednak Krzesińska dopiero po siedemdziesięciu latach na emigracji w Paryżu. Rodzi to podejrzenia, iż nie wszystkie szczegóły odpowiadają prawdzie. Najlepszym dowodem tego może być sugerowanie przez nią, że następca tronu gotów był zrzec się dla niej swych praw do korony i władzy. W rzeczywistości nic takiego nie miało miejsca. Cesarzewicz, bowiem zdawał sobie sprawę z dzielącej ich przepaści i był świadomy ciążących na nim obowiązków. Nie zamierzał narażać na szwank prestiżu dynastii oraz swej własnej przyszłości dla związku z tancerką. Pomija również Matylda Krzesińska niezbyt dla niej korzystne wydarzenia czy to dotyczące kariery artystycznej, czy też próby z jej strony skłócenia Mikołaja z przyszłą żoną Alicją heską. Wyjaśnienia wymaga też kontrowersyjna sprawa jej przynależności narodowej. Niewątpliwie z pochodzenia i wychowania była Polką, lecz jej późniejsza kariera zawodowa, a później małżeństwo z jednym z Romanowów na trwałe związało ją z kulturą rosyjską. Niezwykle wartościowe dla określenia stosunku cesarza do spraw polskich są wspomnienia Hipolita Korwina Milewskiego. Dostrzega on bowiem życzliwość i przychylność zamierzeń i projektów Mikołaja wobec Polaków. Czego wyrazem jest jego wyznanie „jeśli mamy w całym państwie rosyjskim jednego rzeczywiście życzliwego do nas usposobionego człowieka, to tym człowiekiem jest Mikołaj II. Tak było (może dzięki słodkim wspomnieniom o Warszawiance Krzesińskiej), dopóki nasi warszawscy mędrcy sami nie urządzili mu w 1907 roku grubiańskiego afrontu, którego żaden monarcha, szczególnie żaden Romanow, ani zapomnieć, ani przebaczyć nie mógł” . Chodziło o niefortunne według autora zachowanie członków Koła Polskiego w czasie inauguracji II Dumy Państwowej. Wówczas to, mimo iż niektórzy z nich posiadali tytuły dworskie, żaden z nich nie powstał podczas czytania pozdrowień i życzeń monarchy dla Dumy. Co zdaniem Hipolita Milewskiego „w oka mgnieniu przerobiło jedynego w Rosji pewnego naszego przyjaciela w zaciętego, skrytego, lecz nieubłaganego wroga”[19] [20] [21] [22].

Inną oznaką sympatii cara dla Polaków zdaniem autora, było polecenie wybudowania, na koszt państwa, w Kijowie drugiego kościoła dla wyznawców rzymskokatolickich. Po tym jak dowiedział się on, że kilkadziesiąt tysięcy wiernych modli się tylko w jednej świątyni. Podobnie życzliwie Mikołaj zachował się, gdy usłyszał od hrabiny Marii Branickiej, iż polscy ziemianie płacą jeszcze kontrybucję ustanowioną trzydzieści lat temu przez Murawiowa-Wieszatiela, jako karę za udział w powstaniu styczniowym. „Po kilku innych słowach wypowiedzianych również głośno cesarz oddalił się i niebawem kontrybucję kazał znieść” . Zawierają jednak wspomnienia Milewskiego także zwykłe plotki, np. o sporach z matką cesarzową – wdową Marią Fiodorowną, a także o przygotowanym przez nią i jej otoczenie spisku przeciw młodemu cesarzowi .

Natomiast relacje z I wojny światowej, pomimo całego swego bogactwa, nie zawierają zbyt wielu cennych informacji o samym Mikołaju. Są tam oczywiście wzmianki ciekawe, jak choćby o wizycie cara w zdobytym Lwowie i Przemyślu, reakcję na odezwę wielkiego księcia Mikołaja Mikołajewicza do Polaków itp., ale o nim samym autorzy wypowiadają się rzadko i lakonicznie.

W pamiętniku księżnej Marii Lubomirskiej znajdujemy jednak ciekawą wzmiankę o życzliwym stosunku monarchy rosyjskiego do hrabiego Zygmunta Wielopolskiego podczas rozmowy z września 1914 roku o potrzebie większej samodzielności Królestwa Polskiego: „Cesarz był wzruszony i na pożegnanie go (hr. Zygmunta Wielopolskiego) uściskał, potem odstąpił o parę kroków, zrobił znak krzyża i obiecał z pomocą Bożą, nie zapomnieć o Polsce w godzinie rachunku” . Ale osoba samego cara nie wzbudzała u pamiętnikarki sympatii. Czego potwierdzeniem jest następująca opinia o nim: „Mikołaj II jest człowiekiem małym, tragicznie ironicznie zestawionym z wypadkami olbrzymami. Żadnego gestu, żadnej postawy. Podczas swych podróży podobno kryje się za firankami wagonu, zamiast pokazać się, wyjść naprzeciw tłumowi wojskowych, którzy czekają na niego na stacjach, zamiast ich uszczęśliwić. Zbliżają się wybrani do tego Pomazańca Bożego, przeciskając się wąskimi korytarzami wagonu cesarskiego”[23].

Pomimo to wieści o opuszczonym przez większość dawnych sług i uwięzionym Mikołaju wzbudzały u niej litość. Obok różnych zasłyszanych plotek, przytacza słowa rosyjskich chłopów o ich byłym monarsze: „Głupi był, to pewno, ale odsiedział, odpokutował, czas mu już wracać”. Podaje również niejasne wiadomości o próbach ratowania cara przez księcia Władysława Lubomirskiego. Wszystko to skłoniło księżno do zadumy nad losami ostatniego Romanowa: „Po raz pierwszy żal mi niedołężnego cesarza Mikołaja. Co za upokorzenie. Czy chociaż umiał być wielkim w tej ostatniej godzinie podobnej do śmierci. Można tak sądzić gdy się czyta jego słowa pożegnalne i jego ostatnią wolę” . Cały dziennik tej arystokratki daje doskonały obraz wyzbywania się przez Polaków nadziei wiązanych z caratem i osobą samego Mikołaja II.

Kilka informacji o cesarzu z lat I wojny światowej znajduje się w dzienniku walczącego w Legionach hrabiego Augusta Krasickiego. Znajdujemy u niego wiadomości o pobycie monarchy we Lwowie i Przemyślu, o odwołaniu w. ks.Mikołaja Mikołajewicza z funkcji naczelnego wodza i objęciu jej przez samego Mikołaja. Odnotował on również, że w czasie przyjęcia u gen. Beselera na zamku warszawskim na stole: „Nakrycie było porcelanowe białe z cyfrą „N” tj. cara Mikołaja II” .

Również w „Pamiętniku” Stanisława Grabowskiego znajdziemy kilka istotnych spostrzeżeń dotyczących osoby Mikołaja II. Początkowo autor był socjalistą, później zmienił orientację polityczną i został czołowym współpracownikiem Romana Dmowskiego. W II RP sprawował funkcję ministra wyznań religijnych i oświecenia publicznego, a podczas II wojny światowej przewodniczył Radzie Narodowej w Londynie. Z jego wspomnień dowiadujemy się m.in. o wydaniu przez cara manifestu konstytucyjnego z 17 października 1905 roku, o jego pobycie we Lwowie po zajęciu go w 1915 roku oraz o obawach wielu Rosjan, że zwycięstwo w wojnie może wzmocnić dążenia absolutystyczne Mikołaja. Interesująco prezentuje również Stanisław Grabski starania Władysława i Zygmunta Wielopolskich o pozytywne załatwienie sprawy polskiej w najwyższych kręgach dworskich. Według niego efektem tych zabiegów było wydanie rozkazu do armii i floty, w którym była mowa o „utworzeniu wolnej Polski, złożonej z wszystkich trzech jej dziś rozdartych dzielnic”. Podziela on istniejący wówczas pogląd, iż przyczyną upadku monarchii w Rosji było niezadowolenie z sytuacji jaka panowała w otoczeniu cara oraz intrygi i spiski różnych grup wpływów. Dał w swym pamiętniku także krótki opis przebiegu rewolucji lutowej i abdykacji Mikołaja. Dostrzegł również rozziew między pragnieniem ludu rosyjskiego, który „chciał być tylko dobrze rządzonym i to mocną ręką”, ponieważ on „szanuje tylko silną władzę”, a Mikołaj był „słaby i chwiejny” i nie potrafił sobie poradzić z zaistniałymi problemami. Bardzo często sytuacja przerastała go .

Niekiedy niezwykle ciekawe fakty można znaleźć w pozycjach, które bynajmniej nie są pamiętnikami sensu stricto. Ich autorzy jakby na marginesie dzielą się z czytelnikami swymi osobistymi rozważaniami. Świetnym tego przykładem jest dzieło programowe Romana Dmowskiego „Polityka polska i odbudowa państwa”. Rozważając politykę rosyjską przed wojną z Japonią 1905 roku nadmienia on „właśnie [24] [25] [26] ta krytyczna dla Rosji doba zastała na jej tronie człowieka najmniej stworzonego na monarchę. Czuły mąż i ojciec, zajęty więcej rodziną niż państwem, arystokrata do szpiku kości – nawet w lepszym znaczeniu tego słowa, bo posiadający poczucie honoru i uczciwości w polityce, ale mający wyraźny wstręt do ludzi nowych – słaby i nieśmiały, ulegający łatwo wpływom, a jednocześnie nieufny, bojący się ludzi mocnych, bo mu działali na nerwy – nie był zdolny do wytknięcia sobie jakiejkolwiek linii politycznej, a nie umiał się oddać w ręce jakiegoś jednego męża stanu, który by tę linię mógł dać Rosji. Uginał się pod ciężarem swego fikcyjnego samowładztwa, ale uważał je za dziedzictwo, które miał obowiązek nienaruszone przekazać swemu następcy”. Swoje rozważania kończy Dmowski jakże celną konkluzją: „Jedna z najtragiczniejszych postaci na tronie – nie będąc ani zły, ani głupi, stał się Mikołaj II nieszczęściem Rosji”[27] [28]. Trafność jej zadziwia, zwłaszcza że autor, jak sam przyznaje, przy okazji omawiania prób zaprezentowania carowi polskich postulatów przez działaczy polskich po ukazaniu się odezwy w. ks. Mikołaja Mikołajewicza, sam nigdy nie spotkał cara osobiście . Wspomina on także o uporze monarchy, aby prowadzić wojnę nadal mimo olbrzymich strat, gdyż czuł, „że wojna podtrzymuje jego pozycję w społeczeństwie rosyjskim”. Jako odpowiedź na propozycję negocjacji pokojowych ze strony Niemiec, Mikołaj wydał cytowany przez Grabowskiego rozkaz do armii i floty z 25 grudnia 1916 roku. Dmowski dostrzega także coraz większy wpływ Rasputina na politykę[29].

Niewiele nowego do oceny wizerunku ostatniego Romanowa wnoszą „Pamiętniki” socjalisty Bolesława Limanowskiego. Poza wspomnieniami o nadziejach związanych z liberalizacją polityki wobec narodu polskiego po wstąpieniu na tron i wizycie cara w Warszawie, pisze on o manifeście koronacyjnym, który zezwalał emigrantom na powrót do kraju[30].


[1]  L. Krzywicki, Wspomnienia, t. III, Warszawa 1959, s. 178-179.

[2] W. Jastrzębski, Wspomnienia 1885-1919, Warszawa 1966, s. 347-348.

[3]  Zob. J. Sobczak, Postacie dwóch ostatnich carów Wszechrosji – Aleksandra III i Mikołaja II – w polskiej literaturze pamiętnikarskiej, w: Oblicza Wschodu w kulturze polskiej, oprac. G. Kotlarski, M. Figura (redakcja ogólna), Poznań 1999, s. 79.

[4] J. Jacyna, 30 lat w stolicy Rosji, Warszawa 1926, s. 15-16.

[5] Tamże, s. 16.

[6] Tamże, s. 17.

[7]   Tamże, s. 18-19.

[8]   Tamże, s. 19-20.

[9]   Tamże, s. 26.

[10] Tamże, s. 40.

[11] Tamże, s. 41-42.

[12] Tamże, s. 74-80.

[13] Tamże, s. 76

[14] Tamże, s. 87-88, 129-132.

[15]  M. Rosco-Bogdanowicz, Wspomnienia, t. II, Kraków 1959, s. 107-123.

[16] Tamże, s. 118.

[17] Zob. M. Krzesińska, Wspomnienia. Romans z carem Mikołajem i lata następne…, Warszawa 1996.

[18]  H. Korwin-Milewski, Siedemdziesiąt lat wspomnień (1885-1925), Poznań 1930, s. 193.

[19] Tamże, s. 259.

[20] Tamże, s. 153.

[21] Tamże, s. 152-153.

[22]  Pamiętnik księżnej Zdzisławowej Lubomirskiej, 1914-1918, do druku przygotował J. Pajewski, Poznań 1997, s. 61.

[23] Tamże, s. 82,86

[24] Tamże, s. 482-483, 490, 504-505, 557 i 593.

[25] A. Krasicki, Dziennik z kompanii rosyjskiej 1914-1916, Warszawa 1988, s. 232, 335, 338.

[26]  S. Grabski, Pamiętniki, t. I, Warszawa 1989, s. 158, 268, 297, 305-306: t. II, Warszawa 1989, s. 5-9, 32.

[27]  R. Dmowski, Polityka polska i odbudowanie państwa, t. I , Warszawa 1988, s. 83-84.

[28] Tamże, s. 224-225.

[29] Tamże, s. 314, 332.

[30]  B. Limanowski, Pamiętniki, t. I, b. m. 1958, s. 482, 484, 498.

Oceń tę pracę

Zagon na Koziatyn

Wiosną 1920 r. liczebność armii polskiej nie pozwalała na obsadzenie w całości zagrożonej przez Rosję Radziecką wschodniej granicy państwa. Bierne czekanie na rozwój wypadków, a więc oddanie inicjatywy nieprzyjacielowi, z całą pewnością poskutkowałoby przełamaniem przez niego nikłej obrony i w konsekwencji wymusiłoby na wojskach polskich odwrót w celu skrócenia linii frontu. Takie działanie dla młodego państwa, którego losy na arenie międzynarodowej polityki jak i na scenie militarnej dopiero się ważyły, mogło być tragiczne w skutkach. Dlatego też naczelny wódz Józef Piłsudski zdecydował się na uprzedzenie spodziewanego ataku.
Ofensywa która dowiodła wojska Polskie do Kijowa rozpoczęła się w końcu kwietnia 1920 roku. Początek jej wyznaczył zagon Dywizji Jazdy na Koziatyn. Była to operacja, mająca na celu poprzez działanie na głębokich tyłach przeciwnika, opanowanie ważnego węzła kolejowego i przez to zamknięcie drogi odwrotu wojskom sowieckim, co pozwolić miało na ich całkowite zniszczenie.

Jednostka kawalerii która podołałaby takiemu zadaniu musiała posiadać odpowiednią siłę. Działanie bez współpracy z piechotą wymagało sformowania związku taktycznego silniejszego od stosowanych dotychczas brygad jazdy. Już zimą 1920 r. rozpoczęto zatem wycofywanie znacznej części pułków jazdy z działań bojowych, celem ich organizacji w Dywizję Jazdy (DJ).

Organizacja Dywizji Jazdy

Dowództwo dywizji zorganizowano dopiero niespełna dwa tygodnie przed rozpoczęciem działań, nie dając mu wystarczającej ilości czasu potrzebnego do wypracowania płynności współdziałania z brygadami. Dowódcą DJ został gen. ppor. Jan Romer. Co prawda nie dowodził on wcześniej kawalerią, ale za jego kandydaturą przemawiał fakt, iż był doświadczonym oficerem sztabu generalnego. 12 kwietnia przybyły na Wołyń pierwsze oddziały przerzuconej z Pomorza 5. Brygady Jazdy (BJ). Znajdowała się ona w stosunkowo dobrym stanie organizacyjnym, jednak w dniu 20 IV 1920 r. stan wypełnienia jej etatów pozostawiał wiele do życzenia. Wynikało to w znacznej mierze z kłopotów związanych z przerzuceniem wojska na dużą odległość. 4. BJ również nie posiadała pełnego stanu organizacyjnego. Etaty pułków obu brygad odbiegały od regulaminowych, kłopoty sprawiało także niejednolite uzbrojenie oddziałów. Na plus zaliczyć natomiast można duże nasycenie oddziałów doświadczoną kadrą oficerska, podoficerską i zaprawionymi w boju żołnierzami.

Stan na dzień 20 kwietnia przedstawiał się następująco:

Dowództwo DJ: (12 oficerów / 130 szeregowych, dowódca gen. ppor. Romer).

4. BJ: dowództwo (8 / 184, płk Sulimirski), 8. puł. (21 / 710, mjr Brzezowski), 9. puł. (23 / 825, rtm. Dunin – Borkowski), 14. puł. (31 / 875, ppłk Plisocki), 4. DAK (9 / 305, rtm. Prażmowski).

5. BJ: dowództwo (18 / 420, ppłk Orzechowski), 2. pszwol. (23 / 910, pełniący obowiązki dowódcy por. Karski), 1. puł. (25 / 885, ppłk Dziewicki), 16. puł. (14 / 772, płk Pasławski), 5. DAK (8 / 324, kpt. Wąsowicz).

Razem stan wyżywienia dywizji wynosił 192 oficerów i 6260 szeregowych oraz 5881 koni, stan bojowy natomiast 96 oficerów, 2989 szeregowych, 16 dział (8 rosyjskich 3-calowych i 8 włoskich 75 mm) oraz 69 karabinów maszynowych. W stanie bojowym z powodu braku danych nie uwzględniono liczby oficerów i szeregowych artylerii konnej.

Pierwszy dzień zagonu

Wymarsz DJ nastąpił dnia 25 kwietnia o godzinie 4.00. Straż przednią stanowił 9. puł. i towarzyszący mu dyon 14. puł. oraz bat. 4. DAK. Przekraczające rzekę Słucz siły główne dywizji przedefilowały przed Józefem Piłsudskim, który przybył na Wołyń w celu kontrolowania przebiegu ofensywy. Główny rzut oddziałów dywizji uformowany został w sposób następujący: dyon 14. puł., 8. puł., 2. bat. 4. DAK, 1. puł., 2. pszwol., 16. puł., 5. DAK. Początkowo nie nawiązano żadnego kontaktu z nieprzyjacielem. Jedyne trudności powodowało duże tempo posuwania się, które nie wpływało dodatnio na porządek marszowy. Szczególnie dotyczyło to artylerii, która niejednokrotnie musiała się zatrzymywać celem usunięcia zarośli blokujących leśną drogę.

Do pierwszego starcia z nieprzyjacielem doszło około godziny 8.00, a więc dopiero po 4 godzinach marszu. Idący w straży przedniej 9. puł. został ostrzelany silnym ogniem z miejscowości Prutówka, w której znajdowała się sowiecka brygada 17. Dywizji Kawalerii (94. i 100. pułk, siła około 800 szabel). Dowódca 9. puł. rtm. Józef Dunin – Borkowski wydał 2. dyonowi rozkaz pieszego natarcia na wieś. Jednocześnie skierował 1. dyon do miejscowości Biełki, celem obejścia Prutówki od południa. Spieszone natarcie prowadzone w otwartym terenie i ogniu broni maszynowej nie przyniosło jednak powodzenia. Moment zamarcia polskiego ataku Rosjanie wykorzystali do przeprowadzenia częścią swoich sił kontrataku. Została przeprowadzona szarża na lewe skrzydło nacierającego dyonu. Atak ten, podobnie jak następny, nie osiągnął powodzenia dzięki skutecznemu ogniowi polskich karabinów maszynowych. Tymczasem 1. dyon na skutek trudności w poruszaniu się w ciężkim bagiennym terenie i zmylenia drogi przez dowódcę, nie zdołał jeszcze oskrzydlić nieprzyjaciela.

Powstała sytuacja w której żadna ze stron nie mogła uzyskać przewagi wystarczającej do szybkiego pokonania przeciwnika. W związku z tym, z uwagi na wysokie prawdopodobieństwo utraty znacznej ilości decydującego dla powodzenia operacji czasu, gen. Romer wydał rozkaz wysunięcia plutonu artylerii i ostrzelania ogniem bezpośrednim zachodniej części Prutówki gdzie rozlokowano większość broni maszynowej wroga. Jednocześnie wzmocnił natarcie 2. dyonu 9. puł. dyonem 14. puł. To wreszcie przyniosło rezultaty i zmusiło przeciwnika do wycofania się na południowy wschód. Tam jednak natknął się na ogień 1. dyonu 9. puł, któremu wreszcie udało się osiągnąć nakazane na początku starcia pozycje. Wymusiło to na sowieckiej kawalerii zmianę kierunku odwrotu na bardziej wschodni – w kierunku na Nowy Zawód. W ślad za nim wysłano dla utrzymania styczności pluton 9. puł.

Po zakończeniu starcia i półgodzinnym odpoczynku dywizja ruszyła dalej. W Tartaku Cudnowskim po raz kolejny napotkano oddział rosyjski, była to kompania saperów skierowana do budowy okopów. Poddała się niemal bez walki. Z Tartaku Cudnowskiego wysłano w kierunku na Godychę dyon 14. puł. z plutonem artylerii, powierzając mu zadanie pełnienia straży bocznej i rozpoznania brodu na rzece Teterewie w tej wsi.

O godz. 15.00 straż przednia DJ przekroczyła nie broniony bród na Teretwie w Nowej Rudni. Po kolejnym odpoczynku, o godz. 17.30 podjęto dalszy marsz. Podczas tego etapu zagonu pojawiły się znowu problemy związane z przejezdnością drogi, najpierw napotkano grząski piach i pagórkowaty teren, potem zaś tereny podmokłe. Późną nocą DJ dotarła do Rudni gdzie ubezpieczając się od strony Trojanowa (przewidywanego miejsca postoju nieprzyjaciela) zatrzymała się na nocleg. Nakazano zachować całkowitą ciszę, palenie ognisk było zabronione.

Mimo trudności w marszu spowodowanych głównie złym stanem drogi, w dniu 25 kwietnia DJ przebyła 80 kilometrowy jej odcinek. Średnia prędkość marszu wyniosła 6 km/h.

Drugi dzień zagonu

Odcinek który wyznaczono do przebycia następnego dnia ponownie wyniósł około 80 km. Zaplanowano marsz przez Gwozdkowo, Siemiaki, Skakówkę, Krasówkę i Białopol by jeszcze za dnia zająć pozycje wyjściowe do ataku na Koziatyn. W dniu tym awangardę stanowił 1. Pułk Ułanów z baterią 5. DAK, siły główne uformowane zostały w następujący sposób: reszta 5. BJ z 16. puł na czele, za nią 4. BJ. Straż tylną stanowił 9. puł. osłaniający lekki tabor dywizji. Dowództwo znajdowało się przy artylerii sił głównych, w pobliżu czoła kolumny. Ponadto wysłano liczne patrole, w tym jeden dla nawiązania łączności z posuwającą się za DJ 15. Dywizją Piechoty. Rejon postoju nocnego opuszczono o godz. 4.00. Przekroczono rzekę Gniłopiat i wkroczono na dobrej jakości drogę pozwalająca na zwiększenie prędkości marszowej. Rozkaz gen. Romera nakazywał przebycie 2/3 drogi kłusem (10 min. kłusem, 5 min. stępa). Posuwanie się szpicy było utrudnione ze względu na brak map terenu, w zaistniałej sytuacji musiano posługiwać się pomocą przewodników, ich znalezienie przysparzało dowódcy szpicy por. Milewskiemu znacznych trudności, zwłaszcza że nadawali się tylko tacy którzy potrafili jeździć konno.

O godz. 7.30 straż przednia dotarła do stacji Reja i wykonała zniszczenia na torze kolejowym Żytomierz – Koziatyn na północ i na południe od Siemianek. Zniszczono także urządzenia stacyjne i linię telegraficzną. Miało to na celu udaremnienie próby odsieczy Koziatyna przez pociąg pancerny. Następnie w rejonie Skakówki straż przednia i siły główne dywizji zatrzymały się na godzinny odpoczynek. Ubezpieczenie stanowiła straż przednia, która obsadziła Chmielszcze.

Tymczasem oddziały końcowe ugrupowania, przekraczające tor kolejowy w Siemiankach zostały zaatakowane przez przybyły od strony Berdzyczowa pociąg pancerny. Do akcji wszedł jako pierwszy 9. puł. Ze wsi Hulczuyńce wraz z plutonem artylerii otworzył ogień do załogi pociągu pancernego, która wyszła na jego dach by obserwować skutki ostrzału kolumny wozów. Ogień polskich dział i broni ręcznej zmusił nieprzyjaciela do wycofania się i umożliwił taborowi przekroczenie toru. Podczas tej akcji ucierpiały stojące za wsią koniowody 9. puł., zginął jeden koniowodny podoficer i kilka koni. W taborze było kilku rannych woźniców oraz zabitych i rannych koni. W czasie walki nad jej miejsce nadleciał polski samolot rozpoznawczy. Błędna ocena sytuacji przez jego załogę spowodowała złożenie przez nią mylnego meldunku o rozbiciu i wycofywaniu się Dywizji Jazdy.

Wkrótce ruszono w dalszy marsz. W celu zniszczenia mostu kolejowego na torze do Żytomierza został wysłany podjazd w składzie plutonu 1. puł. i niewielkiej liczby pionierów. Po krótkiej walce w której nie odniesiono strat zadanie wykonano.

Atak na Koziatyn

O godz. 13.00 osiągnięto Białopole, na skutek walki pod Siemiankami 9. puł. dołączył dopiero o 15.00. W Białopolu zatrzymano się na trzygodzinny odpoczynek, zaplanowano też szczegółowo natarcie na Koziatyn. Gen. Romer licząc na zaskoczenie zamierzał przez Jankowce przejść na południowy skraj lasu pod Koziatynem, następnie w galopie przebyć kilometrowy odcinek dzielący miasto od lasu i w pierwszych zabudowaniach spieszyć się i natrzeć na oba dworce kolejowe. Akcja miała zostać przeprowadzona jeszcze za dnia. Cel stanowiły dworzec towarowy i osobowy. Ten pierwszy atakować miały: wschodnią część 14. puł., środkową część 1. puł., zachodnią część 16. puł. Dworzec osobowy stanowił zaś cel 2. pszwol. Wszystkim tym pułkom przydzielono jako wsparcie po plutonie artylerii konnej. Odwód stanowić miały 8. i 9. puł. oraz dwie baterie 4. DAK. Poza tym z 14., 16., i 1., puł. oraz 2. pszwol. wyznaczono oddziały mające na celu wykonanie zniszczeń torów i połączeń telefonicznych.

Jako pierwsza wyruszyła 4. BJ wraz z 2. pszwol. Reszta DJ zatrzymała się w Wernyhorodku. Jeszcze przed osiągnięciem tej miejscowości wysłano oddziały odpowiedzialne za dokonanie zniszczeń. Pozycje wyjściowe do natarcia osiągnięto o 18.00. Dowódca 4. BJ nie zdecydował się jednak na rozpoczęcie ataku w szyku konnym i wydał rozkaz przygotowania natarcia w spieszeniu. Gen. Romer gdy przybył na miejsce postoju 4. BJ anulował ten rozkaz. Spowodowało to utratę cennego czasu, oddziały były gotowe do natarcia dopiero o 20.30. Wobec zapadających ciemności niemożliwe stało się osiągnięcia miasta w szyku rozproszonym. Dywizja ruszyła w kolumnie i tak ugrupowana, prowadzona przez przewodnika wkroczyła do miasta. Na czele znajdował się 2. pszwol, który miał atakować dworzec osobowy. Pułk ten odłączył się od dywizji i rozpoczął natarcie na swój cel. Silnie broniony, między innymi przez pociąg pancerny, dworzec nie został zdobyty z marszu. 2. pszwol. cofnął się i wysłał do dowództwa meldunek z prośbą o wsparcie artylerii. Ostrzał artyleryjski przyniósł oczekiwane rezultaty, pułk zajął pierwsze budynki dworca, kilka transportów i pociąg sanitarny. Wobec ryzyka przeciwnatarcia, które mogło zagrozić artylerii i trudności dalszej walki w ciemnościach dowódca pułku zdecydował się na powrót do pozycji wyjściowych i odłożenie ataku do rana. 2. pszwol. stracił jednego oficera i kilkunastu zabitych i rannych szeregowych.

Dworzec towarowy znajdował się na północny – wschód od osobowego i zajmował znaczny obszar rozciągnięty na przestrzeni 2 km. Właściwe natarcie rozpoczęło się o 21.30. Pierwszy uderzył idący na prawym skrzydle 16. puł, który opanował pierwsze budynki stacyjne i ogrodzenie dworca. Za pomocą granatów ręcznych unieszkodliwiono stojące na głównej rampie karabiny maszynowe. Wkrótce 16. puł zajął główny blok dworca wraz z sąsiednimi budynkami. Zajmując kolejne tory doszedł aż do wiszącego mostu, znajdującego się na kierunku dworca osobowego. Tu natarcie zostało zatrzymane, dlalszy jego ciąg miał się odbyć rano. Wkrótce udało się nawiazać łączność z 2. pszwol. i 1. puł. Nowe siły pozwoliły na przedłużenie lini polskich stanowisk, przebiegającej teraz od głównej rampy towarowej poprzez czterystametrowy odcinek toru do Kijowa, do placówek 14. puł., który o godz 22.00 prawie bez walki zajął nakazaną część dworca, osłaniając lewe skrzydło dywizji.

O 24.00 szwadron 14. puł. wraz z drużyną ckm uderzył na południe celem opanowania parowozowni, którą to o godzinie 2.30 przejściowo opanował. O 3.30 Rosjanie podjęli na tym odcinku kontrnatarcie. Pułk poniósł straty kilku zabitych i rannych i został odrzucony na pozycje wyjściowe (godz 5.30).

Wobec nieosiągnięcia powodzenia działań w nocy z 26 na 27 kwietnia. O godzinie 6.00 27 kwietnia podjęto atak mający na celu ostateczne zajęcie obu dworców. Rozpoczął do 14. puł. ponownym atakiem na parowozownię, wsparcia udzieliła mu bat. 4. DAK. W kolejności ruszyły następnie 16. i 1. puł., które do późnych godzin nocnych odpierały ataki sowieckiego pociągu pancernego. Rozpoczął się szturm na pozycje nieprzyjaciela w wagonach transportów kolejowych. Walka ta miała specyficzny charakter. Potworzyły się małe grupki strzelców walczących osobno o każdy wagon, zebranie większych oddziałów i dowodzenie nimi na zatłoczonym wagonami dworcu było niemożliwe. Parowozownia atakowana przez 14. i część 1. puł. ułanów została tymczasem zdobyta. Podczas tych walk 1. puł. opanował południową część dworca spychając nieprzyjaciela do lasu. W ten sposób zajęto cały dworzec towarowy.

Równolegle walczono o dworzec osobowy. Zajmujący tu pozycje 2. pszwol. został wzmocniony 9. puł., który wspierany ogniem 7. DAK rozpoczął natarcie. Brawurowy atak z użyciem granatów ręcznych powoduje kapitulację około dwutysięcznej obsady głównego budynku dworca. Na lewym skrzydle 9. puł podjął atak 2. pszwol., który także zajął nakazany obszar. Kontratakujący pociąg pancerny został zmuszony do odwrotu przez 9. puł. za pomocą prowadzonego z bardzo małej odległości ognia karabinów maszynowych. Po zakończeniu walk o dworzec towarowy do walki o stację osobową włączył się 14. puł., który uderzył od wschodu. To ostatecznie przeważyło szalę sukcesu na stronę polska i doprowadziło o godz. 7.45 do całkowitego opanowania węzła kolejowego i miasta Koziatyn.

Na tym etapie operacji konieczne się stało zapewnienie obrony zdobytych pozycji do czasu nadciągnięcia własnej piechoty. Miały ją zapewnić 1., 9., i 14. puł. Pierwsze oddziały kawalerii zostały zluzowane przez batalion 15. DP wieczorem 27 kwietnia (9. puł.), ostatecznie zaś cała dywizja 30 kwietnia. W okresie tym 8. puł. i 2. pszwol. zajęte były wyłapywaniem jeńców rozbitych sowieckich 58. i 44. Dywizji Strzelców.

Wynik zagonu

Podsumowując wynik zagonu, należy go uznać za całkowicie udany. Działania na tyłach sowieckiej 12. Armii spowodowało dezorganizację jej południowego skrzydła i rozbicie 44. Dywizji Strzelców oraz 1. Brygady Strzelców Siczowych. Rosjanie utracili swą główną podstawę operacyjną jaką stanowiła linia rokadowa na zachód od Dniepru. Bezpośrednim wynikiem zagonu było wzięcie do niewoli 8000 jeńców, około 500 koni, ponad 200 wozów, 120 lokomotyw (w tym 25% zdatnych do natychmiastowego użytku), ponad 3000 wagonów, około 30 dział, pociąg pancerny, 7 pociągów sanitarnych, 170 karabinów maszynowych, kilkanaście samochodów oraz znaczne ilości amunicji i materiałów sanitarnych. Do osobliwych zdobyczy należał zdobyty w Koziatynie przez 14. puł. wielbłąd, który to został przekazany jako dar tegoż pułku do warszawskiego ogrodu zoologicznego. Straty DJ były nikłe. Wynosiły 2 oficerów i 7 szeregowców zabitych oraz 3 oficerów i 30 szeregowców rannych.

5/5 - (5 votes)