Historia po Edykcie Mediolańskim

Po Edykcie Mediolańskim wpływy chrześcijańskie nie przemieniły momentalnie całego życia społecznego. Np. dalej zakuwano w kajdany zbiegłych colonów itp. Niemniej jednak dało się odczuć  pewien wpływ pojęć chrześcijańskich. Już Konstantyn Wielki chciał znieść walki gladiatorów, ale jego rozporządzeń nikt oczywiście nie słuchał. Zniesiono prawo mówiące, że ojciec jest właścicielem swych dzieci. Od tego momentu ojciec odpowiadał sądownie za zabicie swego dziecka.[1] Aby zlikwidować zjawisko sprzedaży dzieci w wśród warstw uboższych ustanowiono państwowe subwencje na ich wychowanie. Nie udzielano jednak wsparcia dzieciom nieślubnym. Żonatym zostały zakazane konkubinaty, legitymować potomstwo nieślubne mógł tylko mężczyzna nieżonaty i to tylko dzieci spłodzone z kobietą wolną. Przyczyny umożliwiające rozwody ograniczono do najcięższych przewinień, prawo do wystąpienia o rozwód nabyła również kobieta! Uwiedzenie i cudzołóstwo uznano za przestępstwa publiczne. Dało się też odczuć pewne polepszenie losu niewolnika.[2] Czasy te obfitowały jednak w ogromne pomieszanie rozwiązań prawnych wywodzących się z przeciwstawnych źródeł. Obok rozwiązań z ducha chrześcijańskich funkcjonowały te wywodzące się z pogaństwa czy też czystego barbarzyństwa. Wytworzyła się mechaniczna mieszanka. Chrześcijanie byli niezadowoleni z zaistniałej sytuacji, a nie mając zaufania do państwowego prawodawstwa i sądownictwa żądali sądownictwa biskupiego również w sprawach cywilnych. Żądaniom tym stało się zadość w 333 r.[3]

Na Wschodzie wszelki ruch społeczno‑polityczny przywdziewał szaty religijne i działał dopiero w tym przebraniu. Dwór cesarski zwracał baczną uwagę na sprawy religijne. Liczył się oczywiście z obozem silniejszym, ale sympatyzował z tymi, którzy zgadzali się na cezaropapizm np. arianie.[4]

W IV w. chrześcijaństwo nie obawiało się szkodliwych wpływów pochodzących z nauki i kultury grecko‑rzymskiej. Wchłaniało ono w siebie to wszystko, co było najlepszego w cywilizacji rzymskiej i hellenistycznej.[5] Św. Augustyn w swej De doctrina christiana dowodził, że wszystkie nauki mogą posłużyć dla lepszego zrozumienia Pisma św. i że w pismach pogańskich uczonych nie brak cennych uwag i stwierdzeń dla dobrego życia.[6] Dobrą ilustracją tego nurtu niech będą słowa św. Jana Damasceńskiego: A gdyby także u obcych (tj. pogan) udało się nam znaleźć coś pożytecznego, nie jest to zabronione. Lecz „bądźmy przezornymi bankierami”. Wybierajmy złoto wypróbowane i czyste, a podrobione odrzucajmy. Bierzmy od nich myśli niewątpliwie dobre, a śmieszne bóstwa i niedorzeczne mity zostawiajmy psom.[7] Podobne myśli znajdziemy też u św. Bazylego Wielkiego. W jednej ze swych homilii apeluje, aby z książek pogańskich autorów brać tylko to, co odpowiada chrześcijanom, co pokrewne jest prawdzie, a resztę trzeba odrzucić.[8]  Św. Hieronim wierzył w syntezę chrześcijaństwa z klasycznym wykształceniem. Dostrzegał literackie piękno Ksiąg natchnionych. Św. Grzegorz z Nazjanzu podobnie wysoko cenił naukę twierdząc, że praca umysłowa zbliża nas do niebiańskich rozkoszy i do pragnień  nieskończoności. Chrześcijańska poezja utrzymana w formie sztuki klasycznej przyczyniła się do odrodzenia poezji po upadku w III w.[9]

Chrześcijaństwo stopniowo zwyciężało, czego symbolem może być fakt usunięcia pogańskiego posągu bogini Victorii z Senatu w Rzymie. Niemniej jednak nie udało się zlikwidować igrzysk, czy ustaw głęboko niechrześcijańskich i niesprawiedliwych. W skutek nadmiernego fiskalizmu i uciążliwej biurokracji wiele obszarów uległo wyludnieniu.[10] Wśród ludzi Kościoła nie było jednak osób posiadających dostateczne wykształcenie społeczno‑polityczne, aby stworzyć jakiś program naprawy zaistniałej sytuacji, zresztą nikt w tamtym czasie nie dostrzegał nadciągającego załamania się państwa, społeczeństwa, całej cywilizacji.

Kościół potrafił być silną i zdecydowaną opozycją w sprawach ściśle religijnych czy moralnych. Zmuszenie do pokuty cesarza Teodozjusza przez św. Ambrożego za rzeź w Tesalonikach jest tego dobitną ilustracją. Po raz pierwszy ukorzyła się najwyższa władza państwowa przed władzą kościelną. Z tego rozwinęła się teza o najwyższej supremacji etyki, o przewadze pierwiastków duchowych nad fizycznymi. Ale na jej pełne rozwinięcie potrzeba było jeszcze poczekać dłuższy czas.[11] Na Zachodzie cezaropapizm nie został powszechnie przyjęty. W 356 r. ­biskup Kordoby Hozjusz wystąpił z tezą, że istnieją dwie władze od siebie niezależne: kościelna i świecka. Zanegował prawo wkraczania władzy świeckiej w sprawy kościelne. W tym czasie na Wschodzie panujący cesarz Konstancjusz uważał się za „biskupa biskupów” i domagał się od władz kościelnych posłuszeństwa, nakazywał wprost synodom to, co mają uchwalić.[12]

Etyki religijne w koncepcji Konecznego, jak to zostało już zaznaczone w poprzednim rozdziale, wywierają znaczący wpływ na rozwój i typ cywilizacji.[13] Dotyczy to również oddziaływania chrześcijańskiego na cywilizacje występujące w późnym antyku. Chrześcijaństwo odrzuciło wszelkie elementy cywilizacji klasycznej pozostające w sprzeczności z moralnością występującą w Ewangelii, chociaż tolerowało pozostałe. Podczas misji nawracania Rzymian Kościół czerpał ze skarbnicy kultury starożytnej. Temu zabiegowi nie towarzyszyły kompromisy w sprawach najistotniejszych dla wiary. W ten sposób chrześcijański Rzym okazał się kontynuatorem cywilizacji rzymskiej, z której wytworzył nową cywilizację łacińską. Chrześcijaństwo uratowało podstawowe zdobycze starożytnego Rzymu.[14] Rzym upadł pod ciężarem własnej niemocy i pod ciosami barbarzyńców. Ożywczy powiew który przyszedł wraz z chrześcijaństwem, dostrzegalny w sztuce, obyczajach czy rozwiązaniach prawnych zginął wraz Rzymem. Jednak dorobek poprzednich wieków nie poszedł zupełnie w zapomnienie. Na arenę dziejową wkroczyły nowe ludy mogące kontynuować upadłą cywilizację.

[1] Patria potestas władza ojcowska. W początkach państwa rzymskiego była niemal absolutna, gdyż obejmowała również prawo życia i śmierci (ius vitae ac necis). Z upływem czasu jednak ulegała stałemu osłabieniu przez prawo zwyczajowe i ustawodawstwa cesarskie. Mimo tych ograniczeń jeszcze Kodeks Justyniana gani ojców za stosowanie prawa życia i śmierci. Por. Prawo rzymskie. Słownik encyklopedyczny. Pod red. W. Wołodkiewicza, Warszawa 1986, s. 114.; A. Grześkowiak, Matka i jej dziecko. Macierzyństwo a prawo karne. Warszawa 1992, s. 11.

[2] Por. CB, s. 124.

[3] Por. tamże, s. 124-125.

[4] Por. tamże, s. 127.

[5] Por. tamże, s. 128-129.

[6] Por. tamże, s. 132.

[7] Św. Jan Damasceński, Wykład wiary prawdziwej, Warszawa, 1969, s. 236.

[8] Por. Św. Bazyli Wielki, Wybór homilij i kazań, Kraków, 1947, s. 217.

[9] Por. CB, s. 129.

[10] Por. tamże, s.131-132.

[11] Por. tamże, s. 134-135.

[12] Por. tamże, s. 127-128.

[13] Por. J. Kossecki, dz. cyt., s. 58.

[14] Z. Miedziński, dz. cyt.,  cz. 1, s. 15.

Oceń tę pracę