Uwagi o historiografii wczesnośredniowiecznej

Największą trudność w odtworzeniu dokładnego przebiegu najazdu Anglosasów na Wyspy Brytyjskie przysparza skąpa ilość źródeł pisanych. Dodatkowo te które istnieją, powstały dużo później od opisywanych przez nie wydarzeń.

Trudno oczekiwać, aby jakiekolwiek dzieło historyczne powstało w Brytanii w V w. n.e., kiedy były to czasy największego chaosu i nieodwracalnych zmian dla mieszkańców wysp. W ciągu V wieku także w całym Cesarstwie Zachodnim nie powstało dzieło, które mogłoby być uznane za pełną historię tego okresu. Być może po części można to wytłumaczyć tym, iż była to epoka niezwykle burzliwa. W całej Europie dokonywały się masowe przesunięcia różnych ludów, rozpadał się organizm polityczny Cesarstwa, dokonywały się gwałtowne zmiany etniczne, gospodarcze, kulturowe, religijne[1]. Ale choć brak jest poważnych dzieł historiograficznych, piśmiennictwo łacińskie nie zamarło.

V wiek dla literatury traktowany jest jako okres przejściowy. Trwały niezmiennie łacińskie, klasyczne formy literackie, ale pojawiały się nowe elementy nie tylko ze zmianami religijnymi czy politycznymi, ale przede wszystkim związane z nowymi językami. W historii literatury okres ten wyodrębniony został jako wczesne średniowiecze.

Okres ten nierozerwalnie jest związany z czasem barbarzyńskich migracji, a jego schyłek określa moment wykształcenia się literatur romańskich i nowego typu cywilizacji jaką one reprezentują (za kres wczesnego średniowiecza według historii literatury przyjmuje się więc wiek XI)[2].

Okres ten przejął od starożytnych prawo, struktury polityczne i społeczne łącząc je z pierwotną kulturą plemion barbarzyńskich. Ważnym czynnikiem tego przełomu stała się chrześcijańska religia oraz kształtująca się w Europie Zachodniej organizacja kościelna. Zetknięcie się powstałej na gruncie imperium rzymskiego, opartej na wzorach kultury chrześcijańskiej z pozbawionymi piśmiennictwa ludami barbarzyńskimi sprawiło z jednej strony, przejmowanie tejże kultury przez te ludy i jej rozwój, z drugiej zaś nie uniknęło obniżenia poziomu kultury literackiej świata antycznochrześcijańskiego. Upadek kultury literackiej szczególnie zaznaczył się w Galii, odstawała ona od budzących się kulturalnie w zakresie życia religijnego i intelektualnego wysp, najpierw Irlandii, a później Brytanii. Ale z czasem poziomy w zakresie gramatyki i umiejętności literackich obniżyły się, a pisarze świadomi swoich braków pocieszali się jedynie moralną słusznością postawionych sobie celów, i jest to odzwierciedlone w kronikach z początków średniowiecza[3].

Ale głównym językiem wczesnego średniowiecza pozostawała wciąż łacina, mimo iż narody germańskie wprowadzały do literatury europejskiej nowe języki i nową tematykę. Przed autorami łacińskimi stanęły natomiast inne zadania. Kontynuowali oni tradycje wykształcenia klasycznego, uczyli sztuk wyzwolonych, zbierali materiały do historii oraz objaśniali je, zachowali klasyczne formy poezji i prozy, służyli Kościołowi przy wykładaniu teologii. Przy czym literatura łacińska nie była wyłączną własnością tego okresu, zaczyna się długo przed jego rozpoczęciem i trwa znacznie dłużej po jego zakończeniu. Także dużo później, literatury w językach narodowych stworzyły wiele dzieł, których problematyka i idee należą w istocie do kultury łacińskiej. Nie wszystkie utwory literatur w językach narodowych są oryginalne, wiele z nich to tłumaczenia bądź adaptacje popularyzujące wiedzę łacińską[4].

Nie jest więc łatwe dokonanie podziału wczesnego średniowiecza, ponieważ daty powstania dzieł w językach narodowych rzadko bywają pewne. Faktem o pierwszorzędnym znaczeniu dla literatury łacińskiej jest jej upadek i odrodzenie w czasach między Grzegorzem Wielkim a Karolem Wielkim. Po tym okresie stale wzrasta liczba wykształconych ludzi, a historia łaciny jest jednocześnie historią szkolnictwa i związana jest z wielkimi szkołami tego okresu. Niezbędne jest połączenie w niniejszej pracy, historii literatury z dziejami politycznymi, ponieważ szukamy śladów wydarzeń politycznych w dziełach autorów wykształconych w tych właśnie szkołach. Łączyły je te same wzorce- Irlandię i wyspę Iona z Jarrow i Yorkiem, a dalej z dworem Karola Wielkiego. Szkoły Reichenau i St. Gallen związane były z Fuldą i ze szkołami z Irlandii, Beda z Jarrow był nauczycielem Egberta z York, ten uczył Alkuina z Tours, ten z kolei Hrabana z Fuldy. Te zależności najlepiej pokazują jak uniwersalna była literatura wczesnego średniowiecza, z jednej strony powielająca stare wzorce, z drugiej rozwijająca nowe, oryginalne elementy związane z nowymi językami[5].

Wszystkie powyższe uwagi odnoszą się także do dzieł historycznych tego okresu. Dzieła historyczne wczesnego średniowiecza jednak bardziej niż jakiekolwiek inne ujawniają indywidualne cechy poszczególnych pisarzy. Pisząc dzieło historyczne, często dotyczące wydarzeń współczesnych, autor musi wypowiadać własne opinie na temat przedstawianych wydarzeń i wybierać własne formy wypowiedzi. Historycy czerpali oczywiście, o ile było to możliwe, z dzieł napisanych wcześniej, ale sam charakter ich pracy zmuszał ich do oryginalności. Mimo, iż kronikarze i historycy posługiwali się łaciną, używają podobnych zwrotów stylistycznych, tej samej gramatyki i zwrotów, ale widzenie historii jest już indywidualną sprawą, tak jak ich własne sympatie i osądy. Dzieła historyczne należały do prozy naukowej, autorzy zajmowali się nie tylko opisywaniem wydarzeń, ale często jednocześnie pisali traktaty filozoficzne, komentatorskie, interpretacyjne[6].

Wszystkie źródła, za pomocą których można pokusić się o odtworzenie przebiegu najazdu Anglosasów na Wyspy Brytyjskie, są nierozerwalnie związane z ogólnoeuropejską wczesnośredniowieczną literaturą. Dzieje ówczesnej Brytanii często są traktowane w sposób zupełnie odmienny niż inne regiony dawnego cesarstwa rzymskiego. Ale należy je rozpatrywać na tle sytuacji reszty Europy, opierając się na bazie źródłowej, której formy są uniwersalne dla całej zachodniej Europy.

Na podstawie tych zachowanych kilku źródeł można spróbować odtworzyć nie tylko dzieje przybycia Anglosasów na wyspy, ale także historię całego wieku V na Wyspach Brytyjskich. Należy cały czas pamiętać, że źródła z tego okresu są bardzo skąpe, a rekonstrukcji wydarzeń dokonuje się na podstawie materiałów z wieków późniejszych, często trudnych do interpretacji. Poniżej postaramy się zanalizować fragmenty tych źródeł zachowując chronologię ich powstania.

Chronologia powstania źródeł ma tutaj znaczenie zasadnicze. Im większy dystans czasowy dzieli autora od opisywanych wydarzeń, tym większe jest prawdopodobieństwo, że jego relacja zawiera elementy późniejszej tradycji, legendy, genealogii dynastycznej albo interpretacji wynikającej z potrzeb politycznych epoki, w której żył. Nie oznacza to oczywiście, że źródła późniejsze są pozbawione wartości. Mogły one przechować wiadomości pochodzące z wcześniejszych, obecnie zaginionych przekazów. Trudność polega na tym, że bardzo rzadko jesteśmy w stanie oddzielić taką dawną informację od dodatków autora lub kolejnych kopistów. W badaniach nad V-wieczną Brytanią jest to szczególnie istotne, ponieważ zasadnicza część narracji o początkach osadnictwa anglosaskiego została zapisana dopiero wtedy, gdy królestwa anglosaskie funkcjonowały już od kilku stuleci.

Najwcześniejszym autorem brytyjskim, którego dzieło ma zasadnicze znaczenie dla tego zagadnienia, pozostaje Gildas. Jego De excidio Britanniae powstało w VI wieku, chociaż dokładne datowanie utworu nadal nie jest całkowicie pewne. Jest to jednocześnie źródło szczególne, ponieważ Gildas nie pisał kroniki w późniejszym rozumieniu tego pojęcia. Jego głównym zamiarem było napiętnowanie grzechów współczesnych mu władców i duchownych. Historia służyła jako dowód działania Opatrzności: powodzenie Brytów było następstwem właściwego postępowania, a ich klęski stawały się karą za odstępstwo od zasad chrześcijańskich. Moralizatorski charakter dzieła jest bardzo wyraźny i wpływa na sposób przedstawiania poszczególnych wydarzeń.

Nie można więc odczytywać Gildasa tak, jak współczesnego kronikarza zapisującego rok po roku wydarzenia polityczne. Autor rzadko podaje dokładne daty, nie interesuje go także precyzyjna geografia działań wojennych. Zdumiewające jest, że nie wymienia nawet z imienia wielu osób, których identyfikacja byłaby dla dzisiejszego historyka niezwykle cenna. Tam, gdzie spodziewalibyśmy się informacji o dowódcach, miejscach bitew czy układach politycznych, Gildas znacznie chętniej przedstawia moralną ocenę postępowania stron. Z tego powodu jego dzieło jest jednocześnie źródłem bezcennym i bardzo niewygodnym.

Szczególną wagę posiada przekaz Gildasa dotyczący sprowadzenia germańskich wojowników przez Brytów. Według niego mieli oni zostać zaproszeni jako pomoc przeciwko napastnikom z północy, a następnie zwrócić się przeciwko gospodarzom. Motyw ten stał się podstawą późniejszej opowieści o początkach anglosaskiego podboju. Nie mamy jednak pewności, czy Gildas opisywał jedno konkretne wydarzenie, czy też uprościł bardziej złożony proces trwający przez dłuższy czas. Jego narracja przedstawia dramatyczny ciąg: zagrożenie, błędną decyzję Brytów, sprowadzenie barbarzyńców, ich bunt oraz karę spadającą na grzeszne społeczeństwo. Taka konstrukcja bardzo dobrze odpowiada moralnemu celowi dzieła.

Następnym problemem jest sama tradycja rękopiśmienna. Nie dysponujemy autografem Gildasa ani kopią pochodzącą bezpośrednio z czasu powstania utworu. Zachowane rękopisy są późniejsze o kilka stuleci. Nie jest to sytuacja niezwykła w przypadku literatury wczesnośredniowiecznej, ale przypomina, że pomiędzy autorem a zachowanym tekstem znajdowało się wiele pokoleń kopistów. Każdy etap przepisywania mógł prowadzić do drobnych zmian, błędów albo prób poprawiania tekstu.

Drugim niezwykle ważnym autorem jest Beda Czcigodny. Jego Historia ecclesiastica gentis Anglorum, ukończona w VIII wieku, powstała już w zupełnie innych warunkach. Beda żył w świecie ustabilizowanych królestw anglosaskich i rozwiniętego Kościoła. Dysponował znacznie szerszym warsztatem niż Gildas: wykorzystywał wcześniejsze dzieła, dokumenty, listy, przekazy kościelne i informacje uzyskiwane od korespondentów. Jego podejście do materiału historycznego było staranne jak na warunki epoki, ale i on nie pisał historii w sposób wolny od określonej wizji ideowej. Pozostawał przede wszystkim chrześcijańskim uczonym, dla którego historia miała również wymiar moralny i religijny.

Trzeba ponadto pamiętać, że wydarzenia związane z pierwszym przybyciem Anglosasów dzieliły od Bedy niemal trzy stulecia. W przypadku historii VII i początku VIII wieku mógł on korzystać z relacji znacznie bliższych wydarzeniom. Przy opisywaniu V wieku jego sytuacja była zupełnie inna. Jednym z głównych źródeł był właśnie Gildas. Oznacza to, że zgodność Bedy z Gildasem nie może być automatycznie traktowana jako potwierdzenie informacji przez dwa niezależne świadectwa. Często mamy w rzeczywistości do czynienia z jedną tradycją, którą późniejszy autor uporządkował, uzupełnił i wpisał w szerszą historię powstania chrześcijańskiego ludu Anglów.

Właśnie u Bedy opowieść o początkach osadnictwa germańskiego przyjmuje znacznie bardziej konkretną postać. Pojawiają się nazwy Anglów, Sasów i Jutów, pojawiają się Hengest i Horsa, a wydarzenia uzyskują bardziej uporządkowaną chronologię. Dla historyka powstaje jednak podstawowe pytanie: które z tych wiadomości pochodziły ze starszych tradycji, a które były próbą uporządkowania przez Bedę przeszłości według wiedzy dostępnej w VIII wieku? Nie można zakładać, że większa liczba szczegółów automatycznie oznacza większą wiarygodność. Czasami jest wręcz odwrotnie: najstarsze źródło jest bardzo ogólne, podczas gdy źródła późniejsze stopniowo wypełniają jego opowieść imionami i datami.

Dobrym przykładem są Hengest i Horsa. W tradycji anglosaskiej stali się oni pierwszymi przywódcami przybyszy osadzonych w Kent. Nie jest niemożliwe, że u podstaw opowieści znajdowały się rzeczywiste postacie. Problem polega na tym, że wraz z upływem czasu ich biografie zostają coraz dokładniej rozbudowane, a oni sami zostają wpisani w genealogie dynastyczne. Zjawisko to jest typowe dla wczesnośredniowiecznej historiografii. Genealogia nie była wyłącznie próbą zachowania pamięci rodzinnej. Stanowiła narzędzie legitymizacji władzy, pozwalające królowi wykazać starożytność dynastii oraz jej szczególne prawa do panowania.

Jeszcze większy dystans od wydarzeń V wieku dzieli od nich autora lub autorów Historia Brittonum. Dzieło to powstało w IX wieku i jest tradycyjnie przypisywane Nenniuszowi, choć jego autorstwo i sposób powstania są bardziej skomplikowane. Znaczenie tego źródła jest jednak ogromne, ponieważ zawiera ono tradycje brytyjskie, których nie znajdziemy w tej samej postaci ani u Gildasa, ani u Bedy.

Historia Brittonum pokazuje jednocześnie wszystkie trudności związane z wykorzystywaniem późniejszych źródeł. Autor zestawiał materiał bardzo różnego pochodzenia: tradycje historyczne, genealogie, opowieści o początkach ludów, wiadomości biblijne, elementy legend oraz przekazy ustne. Dla człowieka wczesnego średniowiecza nie były to kategorie tak wyraźnie rozdzielone jak dla współczesnego historyka. Wiarygodność opowieści nie zależała wyłącznie od możliwości sprawdzenia jej za pomocą dokumentu. Liczyła się także jej zgodność z pamięcią wspólnoty, tradycją dynastyczną oraz religijnym rozumieniem historii.

W Historia Brittonum po raz pierwszy tak wyraźnie pojawia się również Artur jako wojownik walczący przeciwko Sasom. Zostaje mu przypisana seria bitew zakończonych zwycięstwem pod Badon. Jest to informacja bardzo interesująca, ale jednocześnie problematyczna, ponieważ źródło powstało kilka stuleci po okresie, z którym wiąże tę postać. Nie oznacza to, że wiadomości te należy odrzucić. Bardzo możliwe, że kompilator wykorzystywał tradycje znacznie starsze niż jego własna epoka. Problemem pozostaje brak możliwości prześledzenia drogi, którą przebyła konkretna informacja.

Jeżeli między wydarzeniem a jego zapisem minęły trzy lub cztery stulecia, przekaz ustny mógł zachować nazwę osoby lub miejsca, ale mógł również całkowicie zmienić wzajemne związki między wydarzeniami. Bohater kilku różnych bitew mógł stać się jednym wodzem, wydarzenia z różnych okresów mogły zostać połączone, a lokalne tradycje mogły zostać podporządkowane ogólnobrytyjskiej opowieści o walce z Sasami. Z tego względu postać Artura jest bardzo dobrym przykładem problemu, przed którym staje historyk korzystający z późnych źródeł dotyczących V i VI wieku.

Podobne zastrzeżenia trzeba zgłosić w odniesieniu do Kroniki anglosaskiej. Jej najstarsza redakcja powstała dopiero pod koniec IX wieku, w czasach Alfreda Wielkiego. Od wydarzeń V wieku dzieliło więc kronikarzy około czterystu lat. Dla czasów Alfreda kronika może być źródłem niemal współczesnym, natomiast jej najstarsze roczniki należy oceniać zupełnie inaczej.

Wczesne partie Kroniki anglosaskiej zawierają dokładne daty przybycia kolejnych wodzów, bitew, śmierci królów i powstawania dynastii. Na pierwszy rzut oka mogą więc sprawiać wrażenie najbardziej użytecznego materiału do stworzenia chronologii podboju. Byłoby jednak błędem przyjmowanie tych dat bez zastrzeżeń. Kompilatorzy wykorzystywali wcześniejsze źródła, w tym Bedę, genealogie królewskie, listy dynastyczne oraz lokalne tradycje. W efekcie data umieszczona obok wydarzenia z V wieku nie musi pochodzić z V wieku. Może być wynikiem późniejszej kalkulacji chronologicznej albo próbą uporządkowania tradycji przekazanej bez dokładnej daty.

Szczególnie ostrożnie należy podchodzić do wiadomości przedstawiających początki poszczególnych królestw jako serię wypraw prowadzonych przez konkretnych przodków późniejszych dynastii. Tak skonstruowana przeszłość była politycznie użyteczna. Wyjaśniała, dlaczego określona dynastia posiada prawa do danego kraju, wskazywała jej założyciela i tworzyła wizję ciągłości władzy. Historyczna rzeczywistość migracji i powstawania królestw była najprawdopodobniej znacznie bardziej skomplikowana. Władza mogła przechodzić między różnymi grupami, dynastie mogły powstawać dopiero po zakończeniu migracji, a genealogie łączyć je później z legendarnymi przodkami.

Już samo zestawienie Gildasa, Bedy, Historia Brittonum i Kroniki anglosaskiej pokazuje, jak powstawał obraz anglosaskiego podboju. Najstarszy autor przedstawia stosunkowo ogólną historię zaproszenia barbarzyńców, ich buntu, zniszczeń i późniejszego oporu Brytów. Beda porządkuje ten schemat, nadając mu bardziej określone ramy etniczne i polityczne. Źródła IX-wieczne dodają kolejne imiona, genealogie, daty, bitwy i tradycje regionalne. Im dalej jednak oddalamy się od V wieku, tym bogatsza staje się opowieść. Sam ten fakt powinien wzbudzać ostrożność.

Nie wolno też zapominać, że każda z tych relacji powstała z innej perspektywy. Gildas był Brytem piszącym o grzechach i nieszczęściach własnego społeczeństwa. Beda był anglosaskim mnichem tworzącym dzieje Kościoła i ludu angielskiego. Autor Historia Brittonum przedstawiał natomiast przeszłość z punktu widzenia tradycji brytyjskiej funkcjonującej już w świecie, w którym większość dawnej rzymskiej Brytanii znajdowała się pod panowaniem Anglosasów. Kronika anglosaska powstawała zaś w środowisku związanym z królestwem Wessexu, które w IX wieku prowadziło walkę z wikingami i coraz wyraźniej pretendowało do politycznego przywództwa nad Anglosasami. Każde dzieło odpowiadało zatem nie tylko na pytanie o przeszłość, lecz również na potrzeby czasu, w którym je spisywano.

To rozróżnienie pomiędzy przeszłością opisywaną a teraźniejszością autora jest jedną z najważniejszych zasad przy analizie historiografii wczesnośredniowiecznej. Tekst może nam powiedzieć bardzo wiele nawet wtedy, gdy jego opis V wieku jest niepewny. Historia Brittonum może być słabym świadectwem dla konkretnej bitwy stoczonej kilkaset lat wcześniej, ale znakomitym świadectwem tego, jak Brytowie IX wieku rozumieli swoją przeszłość i stosunki z Anglosasami. Podobnie genealogie królewskie nie zawsze pozwalają ustalić rzeczywisty ciąg władców V wieku, ale pokazują sposoby legitymizowania monarchii w późniejszych stuleciach.

Osobną grupę stanowią źródła hagiograficzne. Żywoty świętych były przede wszystkim tekstami religijnymi, których celem było przedstawienie świętości bohatera, jego cudów oraz działalności duszpasterskiej. Nie powstawały po to, aby rejestrować wydarzenia polityczne. Mimo to mogą zawierać niezwykle cenne informacje o strukturach społecznych, miastach, podróżach, władcach czy działaniach wojennych. Dobrym przykładem jest Vita Germani Konstancjusza z Lyonu opisująca podróże Germanusa z Auxerre do Brytanii. Ponieważ tekst powstał znacznie bliżej V wieku niż dzieła Bedy czy autorów IX-wiecznych, ma szczególną wartość, choć i w jego przypadku trzeba uwzględniać konwencję żywota świętego.

Nie można więc zastosować jednej metody oceny do wszystkich zachowanych przekazów. Inaczej należy czytać moralizatorskie dzieło Gildasa, inaczej kościelną historię Bedy, inaczej kompilację tradycji zawartych w Historia Brittonum, a jeszcze inaczej rocznikarskie zapiski Kroniki anglosaskiej. Współczesny historyk musi za każdym razem pytać nie tylko, co autor napisał, lecz również dlaczego to napisał, skąd mógł posiadać daną informację, dla kogo pisał i jakie cele chciał osiągnąć.

Szczególnej ostrożności wymaga próba stworzenia na podstawie tych tekstów precyzyjnej chronologii V wieku. Pokusa jest duża, ponieważ późniejsze źródła dostarczają gotowych dat. Nie zawsze jednak istnieje podstawa, aby przyjmować je z dokładnością do jednego roku. W przypadku wielu wydarzeń właściwsze jest wskazanie szerszego przedziału czasowego niż stworzenie pozornie precyzyjnego kalendarium. Dokładność przekazu średniowiecznego nie może być większa niż dokładność źródeł, z których korzystał jego autor.

Dlatego materiał pisany powinien być stale konfrontowany z archeologią, numizmatyką, badaniami osadnictwa, językoznawstwem i toponomastyką. Źródła pisane przedstawiają przede wszystkim świat elit: królów, wojowników, biskupów i świętych. Archeologia pozwala natomiast dostrzec procesy, których kronikarze w ogóle nie opisują, takie jak zmiany sposobu budowania domów, pochówków, ceramiki, użytkowania ziemi czy zasięgu osadnictwa. Sama archeologia również nie daje jednak prostych odpowiedzi. Określonego rodzaju przedmiot nie musi automatycznie oznaczać obecności przedstawiciela określonego ludu, podobnie jak zmiana obrządku pogrzebowego nie zawsze jest dowodem całkowitej wymiany ludności.

Właśnie wzajemne porównywanie różnych kategorii świadectw pozwala odejść od dawnego modelu, w którym historię V-wiecznej Brytanii odtwarzano niemal wyłącznie na podstawie późniejszych kronik. Opowieść o kolejnych flotach Anglów, Sasów i Jutów lądujących w konkretnych latach oraz zakładających kolejne królestwa jest zbyt uporządkowana, aby bez zastrzeżeń przyjąć ją za wierne odbicie wydarzeń. Bardziej prawdopodobny wydaje się proces rozciągnięty w czasie, złożony z najazdów, osadzania najemników, migracji rodzin, walk wewnętrznych, powstawania lokalnych centrów władzy i stopniowej zmiany struktury politycznej wyspy.

Historiografia wczesnośredniowieczna pozostaje jednak niezastąpiona. Bez Gildasa niemal nic nie wiedzielibyśmy o brytyjskiej interpretacji wydarzeń VI wieku. Bez Bedy nie posiadalibyśmy spójnej narracji o rozwoju królestw anglosaskich i chrystianizacji Anglii. Bez Historia Brittonum zaginęłaby znaczna część brytyjskiej tradycji historycznej, natomiast bez Kroniki anglosaskiej rekonstrukcja dziejów anglosaskiej Anglii od IX wieku byłaby znacznie uboższa. Wartość tych dzieł nie polega na tym, że przekazują czyste fakty, lecz na tym, że zachowały fragmenty tradycji, dokumentów i pamięci, które bez nich nie przetrwałyby do naszych czasów.

Z tego właśnie powodu analiza najazdu Anglosasów musi rozpoczynać się od analizy źródeł, a nie od układania z nich gotowej narracji. Najpierw trzeba ustalić czas i miejsce powstania tekstu, następnie możliwe źródła informacji autora, jego zależność od wcześniejszych dzieł oraz cel napisania utworu. Dopiero później można próbować wyodrębnić informacje, które z większym lub mniejszym prawdopodobieństwem odnoszą się do rzeczywistych wydarzeń V wieku. Taka metoda nie pozwala zawsze odpowiedzieć na pytanie, co dokładnie wydarzyło się w konkretnym roku, ale chroni przed znacznie poważniejszym błędem – uznaniem za wydarzenie historyczne tego, co w rzeczywistości mogło być późniejszą legendą, literackim schematem lub tradycją dynastyczną.

W przypadku początków anglosaskiej Brytanii należy więc pogodzić się z istnieniem dużych obszarów niepewności. Nie znamy dokładnej liczby przybyszy, nie jesteśmy w stanie precyzyjnie datować wszystkich etapów migracji, a nawet znaczenie wielu imion występujących w późniejszych źródłach pozostaje przedmiotem dyskusji. Można natomiast odtworzyć ogólny kierunek przemian oraz wskazać miejsca, w których różne kategorie materiału zaczynają się wzajemnie potwierdzać. Dopiero takie zestawienie przekazów pisanych z pozostałymi świadectwami daje podstawę do dalszej próby rekonstrukcji wydarzeń. W tym sensie skąpość wczesnośredniowiecznych źródeł nie uniemożliwia badań nad V-wieczną Brytanią, lecz wymusza znacznie większą ostrożność niż w przypadku epok posiadających obfitą i współczesną wydarzeniom dokumentację.


[1] A. K r a w c z u k, Upadek Rzymu. Księga wojen., Wrocław-Warszawa- Kraków-Gdańsk 1978, s.8-9.

[2] W. P. K e r, Wczesne średniowiecze. Zarys historii literatury., Wrocław-Warszawa- Kraków- Gdańsk -Łódź 1987, s.14-15.

[3] L. A. T y s z k i e w i c z, Słowianie w historiografii wczesnego średniowiecza od połowy VI do połowy VII wieku, Wrocław 1994, s. 93-96.

[4] W. P. K e r, op. cit., s. 16-17.

[5] Ibidem, s.23-24., J. S u l o w s k i, Szkolnictwo kościelne we wczesnym średniowieczu [w:] Katolicyzm wczesnośredniowieczny, red. J Keller, Warszawa 1973, s. 507-561

[6] W.P. K e r, op. cit., s. 36-37, 79-80.

5/5 - (1 vote)