Święta inkwizycja w Polsce

Polskie polowanie na czarownice zaczęło nabierać dynamiki pod koniec XVII wieku. Powodem takiego stanu rzeczy był między innymi zanik tolerancji, jaką cieszyły się inne wyznania w dobie „złotego wieku”. Walki wyznaniowe w Polsce miały niewątpliwy wpływ na nasilenie się częstotliwości rozpatrywanych procesów o czary. Zarzuty takie wysuwano często pod adresem przeciwników religijnych. Wydaje się, że była to broń obosieczna i zarzuty padały z każdej strony. Janusz Tazbir twierdzi, że oskarżenia takie rzucano na katolików, gdy w ofensywie było stronnictwo protestanckie, a odwrotnie działo się, gdy prądy kontrreformacyjne rekatolizowały kraj. Najgorliwsi na polu walk religijnych jezuici byli także autorami traktatów skierowanym przeciwko czarom. W Polsce na tym polu najbardziej cenione były prace Martina Del Rio oraz Wojciecha Tylkowskiego. Traktat tego pierwszego był na tyle przekonywujący, że wykorzystywany był przez samych protestantów, którzy chociaż niechętni Katolikom, podzielali ich entuzjazm w zwalczaniu „sług szatana”.

W pierwszej połowie XVII wieku w Wielkopolsce oraz na Pomorzu coraz częściej zdarzały się te procesy, a w Małopolsce odnotowujemy pierwsze takie przypadki. Arenami tych spraw były nie tylko większe miasta, lecz teren całej zachodniej Małopolski. W tym okresie podczas rozpraw pojawiały się zeznania dotyczące lotów, sabatów i paktów świadczące o rozpowszechnieniu na terenie Polski diabelskiej teorii czarów. Nie oznaczało to zupełnego zniknięcia doktryny czarów niszczycielskich i miłosnych, które nadal pojawiały się w zeznaniach, lecz powstanie nowego, odrębnego przestępstwa.

Najczęściej doktryna zabobonów była włączana i sądzona jak przestępstwo czarów satanistycznych, niekiedy jednak gusła traktowane były jako łagodniejsza odmiana czarów, które karano rózgami i karami pieniężnymi. Zwłaszcza w prawie wiejskim współistniały oba typy przestępstwa. Również osoby krytykujące w latach późniejszych procesy o czary, żądały od sędziów rozróżniania „czarownic” od „zabobonnic” i domagały się łagodniejszego tych ostatnich traktowania.

Zwiększająca się liczba procesów była związana z rozpowszechnieniem się wyżej opisanej doktryny czarów satanistycznych. Znakomity na tym polu wpływ miała prowadzona w XVII wieku systematyczna akcja misyjna. W wyniku tego procesu uległy likwidacji „żywe” niekiedy ogniska pogańskiej wiary przodków. Akcja rekatolizacji w małym stopniu natrafiła na wpływy protestanckie na wsiach polskich i w głównej mierze spełniła zadania dechrystianizacji, wyrwania ludu z kręgów na wpół pogańskich wyobrażeń na temat mocy nadprzyrodzonych. Dużo miejsca w kazaniach poświęcono roli diabła, który musiał wypełnić lukę powstałą po wygnaniu z wyobrażeń ludowych duchów, zjaw i innych elementów folkloru słowiańskiego. Postać ta scaliła w sobie te wszystkie siły, które nie były związane z Trójcą świętą oraz pozostałymi świętymi.

Zmagania wyznaniowe miedzy szlachtą a duchowieństwem wpływały na wzrost ilości procesów czarownic również w sposób mniej bezpośredni. Pod wpływem takich procesów Reformacji jak rekwizycja dóbr kościelnych, zauważalny jest zanik skuteczności działań katolickich form opieki społecznej. W oczach Kościoła katolickiego drogą do zbawienia były uczynki miłosierne, a wśród nich także jałmużna, które musiały mieć swoich odbiorców – czyli ubogich. Protestanci ostro krytykowali średniowieczną doktrynę charytatywną; wspieranie biednych jałmużną nie było bowiem w ich mniemaniu otwieraniem sobie wrót niebieskich, lecz szkodliwą tolerancj ą dla społecznego pasożytnictwa. Zarówno Kalwin, jak i Luter nie uznawali ubóstwa jako cnoty i niezależnie od tego, kto miał jałmużnę otrzymać, potępiali takie postępowanie. Zmniejszenie skuteczności instytucji charytatywnych zaowocowało zwiększeniem liczby ubogich, w tym starych kobiet oraz zmianą społecznego do nich stosunku. Stara kobieta bez środków do życia, oraz bez oparcia w strukturze społecznej budziła niepokój, gdyż nie mając normalnych środków do życia mogła, w mniemaniu społecznym, w celu ułatwienia sobie egzystencji posługiwać się nadnatural­nymi sposobami. Osoba taka, żyjąca poza strukturą rodzinną, pozbawiona instytucjonalnych form opieki, egzystowała w zasadzie poza społecznością. Mogła ona łatwo paść ofiarą oskarżenia o czary i spełnić dla społeczności rolę „kozła ofiarnego”, który wziąłby na siebie winy za klęski spotykające populację danego ośrodka

Historycy podnoszą w dotychczasowych badaniach związek procesów o czary z walką klasową na wsi polskiej. Oskarżenia na tym tle mogły być rzeczywiście związane z konfliktami społecznymi, a procesy czarownic były traktowane jako broń obosieczna. Z jednej strony pan usuwał opornych i buntowniczych chłopów, a z drugiej środki magiczne, czy oskarżenie rzucone na żonę czy córkę dziedzica, były o wiele skuteczniejszym sposobem w walce ze znienawidzonym panem niż dotychczasowe, klasyczne środki. Paolo Lombardi twierdzi jednak, że wytworzenie postaci czarownicy nie mogło być konsekwencj ą napięć społeczno – politycznych. Biorąc po uwagę inne płaszczyzny prowadzenia sporów klasowych w Polsce, procesy o czary wydają się mieć niewielkie znaczenie. Formy oporu ludności wobec ucisku panów ziemskich czy administracji państwowej były zróżnicowane. Najbardziej znaczącą z nich było zbiegostwo do innych majątków. Bystroń twierdzi, że gdy warunki życia na wsiach były zbyt ciężkie, następowała tak szeroka fala migracji, że przybierała formy klęski gospodarczej. Chłopi najczęściej kryli się po lasach, uprawiali rozbój nictwo, bądź też szukali służby w mieście lub uciekali w kierunku Ukrainy, gdzie liczne swobody gospodarcze były dla nowych osadników bardzo nęcące. Chłopi mieli do dyspozycji także inne formy walki klasowej takie jak zbiorowe, solidarne odmowy pracy, skargi na starostów do sądu referendarskiego, a niekiedy nawet powstawały bunty i rozruchy. Szlachta natomiast posiadała szeroki wachlarz praw, które mogła stosować w celu przywrócenia zbiegów, bądź przywołania niezadowolonych do porządku. Innym sposobem panowania nad masami chłopskimi, była pomoc przy przeprowadzaniu oraz doraźne stosowanie jezuickich działań misyjnych. Kaznodzieje w kazaniach niejednokrotnie wskazywali na obowiązek posłuszeństwa wobec pana ziemskiego i surowo zakazywały przeciw niemu buntów. Mając tak rozległe i skuteczne możliwości wątpliwe wydaje się założenie, by do tego celu wykorzystywane były także procesy o czary. Nie można tego czynnika zupełnie wykluczyć i prowadząc dalsze, oparte już na materiale źródłowym badania, należy zwrócić na tą kwestię baczniejszą uwagę, pamiętając iż w każdej dzielnicy ówczesnej Rzeczypospolitej stosunki miedzy stanami układały się nieco inaczej.

Procesy o czary były zawsze wykorzystywane jako narzędzia walki o władzę, zarówno w skali makro – jak przy procesie Templariuszy – jak i w skali mikro – przy procesach wiejskich. Trafnie pod tym względem analizuje tą kwestię Jules Michelet w swojej pracy dotyczącej czarownic. Schemat polowania na czarownice z powodu słabej pozycji władców polskich nie był wykorzystywany jako środek w walce o wzmocnienie władzy monarszej. Natomiast wachlarz przywilejów, jakimi dysponowała szlachta, był na tyle szeroki, że często posługiwano się tym środkiem w walkach o wpływy na dworze.

W drugiej połowie XVII wieku przypadki procesów były powszechne na ziemiach całej Korony. Nasilenia się w tym okresie tych przypadków Bohdan Baranowski upatruje w zniszczeniach na niwie gospodarczej, jakie powstały po potopie szwedzkim, kryzysie gospodarki folwarczno – pańszczyźnianej oraz narastającej nietolerancji ówczesnych wobec innowierców, którymi byli także najeźdźcy.

Apogeum prześladowania czarownic w Polsce przypadło na ostanie ćwierćwiecze XVII i pierwsze XVIII wieku. Niemożliwe jest jednak wyznaczenie rejonu Polski, w którym były one najczęstsze. Sporadycznie tylko występowały na Lubelszczyźnie. Wszystkie pozostałe dzielnice zanotowały w tym okresie wzrost przypadków palenia „służebnic szatańskich”. W następnym dwudziestopięcioleciu procesy nadal były na porządku dziennym, jednakże na obszarach większych miast zanotowujemy gwałtowny spadek ich liczby. Przyczyn zaistniałego stanu rzeczy Bohdan Baranowski doszukuje się w przebudowie gospodarczej kraju oraz pierwszych oznakach zbliżającego się do Polski oświecenia.

W kolejnych latach osiemnastego stulecia procesy takie są coraz rzadsze. Jedynie w małych miasteczkach urzędnicy wykazują na tym polu aktywność. Na ziemiach Żmudzi akty palenia wiedźm zdarzały się od XVI wieku i do XVIII wieku przypadki takie były dość częste. Mimo iż znamiona przestępstwa różniły się tam od tych karanych na ziemiach polskich, to jednak przewód sądowy miał taki sam charakter jak w Koronie. Różnice polegały na tym, że na ziemiach żmudzkich jeszcze w siedemnastym wieku zachowały się dość silne elementy kultu przodków. Znamiona więc były podobne do tych jakie miało przestępstwo czarów rozpatrywane przed średniowiecznymi sądami duchownymi. Na terenie Wielkiego Księstwa Litewskiego przypadki takich procesów zdarzały się znacznie częściej i tylko w okolicach zamieszkałych przez ludność katolicką.

5/5 - (1 vote)