Od uczonych fantazji do demonów: świat niższych wierzeń Słowian

Pisarze nasi XVI w. chętnie puszczali wodze swojej fantazji, aby wymyślić niby to staropolskie bóstwa. Już Maciej Miechowita (1521) napisał o Polakach, że ,,czczą oni Lecie, matkę Kastora i Polluksa, i bliźnięta z jednego zrodzonego jaja, Kastora i Polluksa, co się słyszy dzisiaj u śpiewających najdawniejsze pieśni Luda, Luda, I leli, Heli Poleli klaskaniem i biciem w ręce. Ladą przezywając Ledę, nie Marsa, Kastora Leli, Poleli Polluksa” (w przekładzie Błażowskiego). W innych słowach mówi to Marcin Kromer (a raczej jego tłumacz, M. Błażowski, w wyd. Kroniki w 1767 r.): „Są którzy bogom słowiańskim Lela i Polotu przydają, których słyszemy, że i tych czasów pod pijany wieczór wspominają i rozumieją, że ci Kastorem i Polluksem są”55. Jest rzeczą oczywistą, że jak księża w XV w. uznali za imiona bogów kilka okrzyków w pieśniach wesel­nych, tak też zrobili ich następcy w XVI w. Wyraz ludo „narzeczony, oblubieniec” w języku polskim zaginął, znano go jedynie na pograniczu ruskim z pieśni weselnych, w których nie zawsze był dostrzegalny jego sens (np. O ludo, lado, za ogródeńkiem dyle, albo: Oj lado, lado, drużebka z weselem); tym łatwiej można go było uznać za imię własne — boga.

Jeszcze późniejsi pisarze już bez najmniejszych ceregieli, może dla żartów, wymyślili diabła imieniem Kafel (kufel), Hejdaz, Muchawiec, Bajor, Czeczol, Smolisz, Paskuda, Rogatce, Rorowiec, Boriila. Tak samo postępują dzisiejsi pisarze, którzy w książeczkach dla dzieci wymyślają imiona domowych skrzatów. Wszystko to nie ma nic wspól­nego z dawnym pogaństwem56.

Nie ma też nic wspólnego z pogaństwem wiadomość podana (i do dziś powtarzana) w Powieści o klasztorze łysogórskich (1550 r.), że na Łysej Górze (Łysicy) czczono trzy bóstwa ,,które zwano Ludo, Bodą. Leli, do których prości ludzie schadzali się pierwszego dnia maja modły im czynić”. Wiemy już, co myśleć o Ładzie i Leli, Bodą zaś to chyba błąd zamiast boho; huho. bobo, hubak, bobak — to nazwy nocnego ducha. którym w całej Polsce straszono dzieci. Nazwa ta zapewne pochodzi z łac. bulw „sowa puchacz”, jak strzyga od strix „sowa”57.

Wcześniej niż bóstwa wyższego rzędu czcił człowiek demony. Sło­wem tym obejmujemy mityczne istoty człekokształtne, wyjątkowo leż podobne do zwierząt, ale i wtedy wywodzące się od duszy człowieczej i ukazujące się czasem w ludzkiej czy częściowo ludzkiej postaci. W języku ludowym obejmuje się te istoty nazwą „duchów”. Człowiek pierwotny personifikował i ubóstwiał zjawiska przyrody, traktował przedmioty jakby były żywe i obdarzone ukryta mocą, personifikował przyczynę zjawisk, uważał, że dusze zmarłych zamieszkują przyrodę. Tak miała powstać wiara w demony, a następnie przez wybitną indywi­dualizację niektórych z nich (np. siły ożywczej ognia i słońca) oraz przez sublimację wyobrażeń powstało pojęcie bóstwa wyższego rzędu. Inne pozostały, czym były — demonami. Wszystkie one wchodzą w kontakt z człowiekiem, pomagają mu lub szkodzą, a z drugiej strony człowiek może do pewnego stopnia je sobie podporządkować lub zjednać. Wyobrażenia ludowe o demonach są często mgliste i zmienne; zwykle w wierzeniach o pewnym demonie można uchwycić jakieś podstawowe jądro, a obok niego wierzenia drugorzędne, które mogą równocześnie lub w innym miejscu wiązać się z jakimś innym demonem.

Wiara w demony powstała w niezmiernie zamierzchłych czasach, lecz nie zginęła, choć z czasem rozwinęła się koncepcja boga wyższego rzędu i utrzymała się nawet w okresie chrześcijańskim; przeżytki spoty­kamy jeszcze dziś. Być może nawet, iż świat demonów bogatszy był w chrześcijańskim średniowieczu niż w dobie pogańskiej, bo do starych, odziedziczonych po prasłowiańskich przodkach wierzeń dołączyły się nowe, przybywające bądź to z zachodu, bądź ze wschodu. Specjalnie silne były wpływy germańskie, w nich zaś niemieckie, bo z Niemcami kontakty ludnościowe były najżywsze. Świat demonów można podzielić na kilka grup: demony domowe, leśne, demony doli, chorób i śmierci, demony wywodzące się od ludzi zmarłych przedwczesną lub gwałtowną śmiercią, demony zła i istoty półdemoniczne58.

Demony domowe są najczęściej duchami zmarłych przodków, nie­kiedy jednak niezależną od nich duszą domu. Niekiedy można je zoba­czyć w postaci człowieczka, podobnego do obecnego lub dawniejszego gospodarza, czasem w postaci węża. Wiara w nie rozpowszechniona jest w całej Słowiańszczyźnie pod różnymi nazwami, jak (duch) domowy, domowik, dziad. W średniowiecznym polskim kazaniu zanocowano nazwę ubożę. Staropolska nazwa poszła w zapomnienie (resztka tych wierzeń u ludu), jej zaś miejsce zajęły inne, rodzime, jak podziomek, latawiec, krasnoludek, lub pochodzenia obcego, jak skrzat (z germ. skral „demon leśny”).

Jakieś inne demony zamieszkiwały lasy, jak np. znany z legend polskich horuta czyli borowiec. Wodzą one ludzi po manowcach, śpie­wają bez słów, krzyczą, śmieją się, mają władzę nad zwierzętami, mogą rzucić chorobę na człowieka, co się w las zapuścił. Ukazują się w postaci wilka, puchacza i innych59.

Lud personifikował dolę człowieczą. Jest to duch, który się opiekuje ludźmi lub domem. Są dole troskliwe, są też niedbałe i nieżyczliwe. Niekiedy dola ma odmienne upodobania niż człowiek, któremu towa­rzyszy od kolebki do grobu, a wtedy musi dojść do nieszczęścia. Osobne demony miały wyznaczać długość życia, szczęście lub nieszczęścia; są one dobrze poświadczone z Rusi i południowej Słowiańszczyzny, po części z Czech, pod nazwą rodzanic i sudzienic; w Polsce istnieją tylko słabe poszlaki, z czego by można wnosić, że wiara w demony losu nie rodzima, lecz pochodząca w istocie od obcych ludów, nie zdążyła do niej dotrzeć60.

Duchy pokazywały się i działały przede wszystkim nocą, ale żyła też wiara w ducha żeńskiego, który się pojawiał w samo południe i był niebezpieczny dla ludzi, zwłaszcza zaś kobiet. Nazywano go południcą i przypofudnicą, poludniówką, a nawet latawcem i wieczornicą. Widocznie pomieszały się różne tradycje. Nasz wielki stownikarz, Grzegorz Knapski, tak o niej napisał: „Przypołudnica est spectrum meridie apparens, feminae habitu (widziadło pokazujące się w południe w niewieścim odzieniu)”. Uważano też południce za boginki.

Istnieje podejrzenie, że nazwa południca i samo wyobrażenie pojawi­ło się pod wpływem wezwania modlitewnego ,,a daemone meridiano libera nos, domine” i wersetu psalmu 90, 5—6: „non timebis a timore nocturno, a sagitta volante in die, a negotio ambulante in tenebris, ab incursu et daemone meridiano” (nie będziesz się bał strachu nocnego, strzały lecącej za dnia, osoby przechodzącej w ciemności, napastliwego diabła południowego)61. Demona straszącego po nocach nazywa się po prostu stryszkiem (gwarowe strosek, bo stroso). Podstawą tej wiary, jak i wiary w zmory, w strzygi, strzygonie, były przykre sensacje sercowe (duszności) u osób chorych na serce lub przemęczonych.

Osobna grupa demonów wywodzi się od dusz ludzi zmarłych przed­wczesną lub gwałtowną śmiercią. Duchy te zazdroszczą żyjącym, doku­czają im, a nawet doprowadzają do śmierci. Tak np. topielice i wodniki, duchy ludzi, którzy się utopili, wciągają kąpiących się pod wodę. Szczególnie wiele wątków oplotło się wokół dusz dziewcząt zmarłych przed ślubem, a więc ze zmarnowanym życiem. Znane są one najlepiej pod nazwą rusałek. Wyraz rusalia (od łacińskiego rosalia) był nazwą święta umarłych, potem masek występujących w dzień święta, potem duchów dziewczęcych. W czysto polskich gwarach wyraz ten nigdy nie był znany. Choć nazwa jest obcego pochodzenia, sama wiara jest dawna. Pierwotną nazwą była może boginka, znana dobrze w Polsce, może jakaś inna, coś w rodzaju ruskiej hrzegini. Boginkami nazywa się także demony porywające małe dzieci, a podrzucające własne, pokraczne odmieńce. Dlatego położnica i jej dziecko musiały być ota­czane szczególną ochroną, dziecku zaś nadawano nieraz imię odstrasza­jące jak Wilk, Niedźwiedź, lub wprowadzające w błąd jak Niemej, Nieluh, Niedróg, tzn. nielubiany itp. Dzisiejsze odrażające opisy bogi­nek (motyw obwisłych piersi zarzucanych przez ramię na plecy) są może wątkiem dopiero w chrześcijańskich czasach doczepionym. Wy­raz boginka jest przecież pochodzeniem związany z wyrazem bóg, ten zaś nie mógł oznaczać ani istoty złej, ani też brzydkiej. Losy tych wyrazów musiały się w chrześcijaństwie rozejść: wyraz bóg został odniesiony do bóstwa jedynego, a dla bóstwa żeńskiego boginki miejsca w niebie chrześcijańskim nie było. Musiała zostać zeszpecona fizycznie i czynić zło zamiast dobra.

Od prawieku utrzymywała się wiara, że trupy pewnych ludzi mogą wstawać z grobu, aby pić ludzką krew. Zapobiegano temu, przebijając kołkiem lub gwoździem albo paląc. Przyjęło się nazywać te istoty upiorami czyli wampirami. Może jednak nazwa ta oznaczała dawniej innego demona, bo zastanawia, że według ruskich źródeł wampirom składano ofiary, zamiast je prześladować; może wampir był pierwotnie demonem podobnym raczej do topielca czy rusałek. Nazwa strzygi i wierzenia z nią związane są wyraźnie obcego pochodzenia (z ła­cińskiego strix — sowa). Wierzono w wilkolaki czyli wilkolki, tzn. w ludzi, którzy umieli się zamieniać w wilki i z powrotem przybie­rać postać ludzką. Wiara ta zwracała uwagę sąsiadów. Być może, iż wiara w wilkołaki odbiła się dalekim echem w kronice Herodota, w jego opowieści o Neurach przemieniających się raz na rok w wilki.

Ogólnym nazwaniem złego ducha był wyraz czart, odnoszący się głównie do demona kusego, tj. kulawego czy bezogoniastego. Inną słowiańską nazwą demona zła był bies; wyraz ten jednak musiał wcześnie zaginąć w dialektach, z których pochodzi język polski. Wszedł on później do polszczyzny z języka ukraińskiego lub białoruskiego, pojawia się bowiem u pisarzy kresowych. Świadczy też o tym postać dźwiękowa wyrazu: bies zamiast oczekiwanego teoretycznie bias.

Oba te wyrazy świadczą, że Słowianom znane było pojęcie demona zła, ale byłoby z pewnością przesadą przypisywać im wiarę w walkę pierwiastka dobrego i złego. Krótką wzmiankę Helmolda o Diable czyli Czarnobogu uczeni dość zgodnie uważają za przesadną; nie uprawnia ona jeszcze do zbudowania tezy o dualizmie słowiańskiej religii62.

Przypisy do tekstu źródłowego

  1. Marcina Kromera nauka o tradycji, Tarnów 1988, s. 89.
  2. A. Gieysztor, op. cit., s. 158.
  3. Ibidem, s. 167.
  4. W. Antoniewicz, Religia dawnych Słowian, [w:] Religia świata; Warszawa 1957, s. 32.
  5. Ibidem, s. 33.
  6. S. Urbańczyk, Dawni…, s. 101.
  7. Pismo Święte Nowego Testamentu, wstęp, nowy przekład z Wulgaty, komentarz Eugeniusz Dąbrowski, Poznań 1973.
  8. W. Antoniewicz, O religii…, s. 55.
Oceń tę pracę

Dodaj komentarz