Obraz Brytanii po wycofaniu legionów

Okres, który nastał po opuszczeniu Brytanii przez legiony, omówiliśmy pokrótce już wyżej. Różnie jest on interpretowany w historiografii. J. Z. Kędzierski dość jednoznacznie pisze o nim jako o okresie chaosu, jakby wyprowadzenie kilku legionów drastycznie zmieniło stosunki panujące na wyspie[1]. Ale nie można przecież twierdzić, że obecność legionów na wyspie była jedyną gwarancją pokoju. W III i IV wieku „pax Romana” w Brytanii był wynikiem tego, iż ludność celtycka i rzymska do pewnego stopnia połączyły się w jedną społeczność, której nadzieje na dalszy pokój opierały się na tej jedności. Interesy Celtów i Rzymian były teraz zbieżne, a przyszłość zależała od przeciwdziałania obcym najazdom spoza granic ich świata i trwałemu osiedlaniu się obcej ludność na ich terenach[2].

Jednak po odejściu Rzymian Celtowie podjęli na nowo swój dawny styl życia. Poza południowo-wschodnią częścią wyspy (zwyczajowo określaną jako Dolna Brytania), rzymska cywilizacja niemal nie dotknęła głębszych warstw życia społeczności. Głównie tam znajdowały się villae rzymskie i większe miasta. Poza tym wciąż trwało społeczeństwo plemienne, a dawne królestwa celtyckie przetrwały jako civitates, „okręgi” samorządowe rządzone przez ordo, czyli stałą radę, składającą się z dawnych urzędników wybranych przez miasto[3].

Należy więc cały czas pamiętać, iż koniec panowania rzymskiego na wyspie nie jest jednoznaczny z początkiem panowania saskiego. Pojawił się pewien rodzaj „interwału”, gdzie rządy sprawowali nie Rzymianie, nie Sasi, lecz Brytowie. Aby dokładnie określić tę fazę istnieją nawet dowody. Gdy święty Germanus z Auxerre przybył po raz pierwszy do Brytanii, by zwalczać pelagianizm w 429 roku stanął na czele lokalnych wojsk i poprowadził je do zwycięstwa z barbarzyńskimi najeźdźcami. Były więc to wojska zorganizowane przez Brytów, skończyła się czysto rzymska administracja. A do roku 446, czyli do listu do Aecjusza, Brytowie, choć zagrożeni najazdami, wciąż rządzili się sami[4]. Także relacja z życia świętego Germanusa dotycząca jego drugiej pielgrzymki na wyspę w roku 447 pokazuje, że Brytowie nie stali się jeszcze poddanymi barbarzyńskich panów[5]. Wszystkie te drobne informacje są najbardziej wiarygodne jako uzupełnienie dzieła Gildasa w miejscu gdzie ono zawodzi, a więc przy określeniu chronologii najazdu saskiego.

Dokładna data „ewakuacji” legionów ma w tym momencie niewielkie znaczenie. Zagrożenie najazdami ze strony zachodniej, północnej i wschodniej istniało już dużo wcześniej. Ludy z dalekiej północy i zachodu nabierały odwagi do podejmowania wypraw, która rosła, w miarę jak słabła siła Rzymu. Należy zwrócić uwagę, że te dwa procesy są ze sobą powiązane. Najazdy Piktów i Szkotów jeszcze w IV wieku zmuszały do dramatycznej obrony, zrodziły obrońców, z których najważniejszy był Magnus Maximus. Powstrzymał on najeźdźców ( pod rokiem 388 w anonimowej „Chronica Gallica” napisano: „Incursantes Pictos et Scottos Maximus strenue superavit” [6] ), ale zapewne te sukcesy sprawiły, że wojsko stacjonujące w Brytanii ogłosiło go cesarzem i przeprawiło się z nim do Galii. Stał się on więc jednym z licznych uzurpatorów władzy cesarskiej, którzy stali się jedną z przyczyn osłabienia i upadku cesarstwa rzymskiego. Wydaje się, że rozumiał to Gildas. W swoim dziele wspomina Maximusa, pisząc o nim jako o tyranie ( „insuper etiam imperatoris insignibus, quae nec decenter usquam gessit, non legitime, sed ritu tyrannico” [7] ).

Gildas mówi, że Brytowie zbuntowali się przeciw Rzymowi i wysłali Maximusa do Galii. W tym czasie ich kraj został najechany przez Piktów i Szkotów. Po raz pierwszy wtedy wysłali list do Rzymu z błaganiem o pomoc. Rzymianie musieli odpowiedzieć pozytywnie i wysłali pomoc, która pomogła wybudować mur mający chronić przed powtórnymi najazdami. Lecz okazało się to nie wystarczające i najeźdźcy wdarli się znów do kraju. I znów prośba o pomoc została wysłana do Rzymu, i znów pomoc przybyła i znów była nieskuteczna. Po raz trzeci Brytowie zwrócili się o pomoc w liście do konsula Aecjusza (o tym niżej), lecz tym razem została ona odrzucona.

Tak opisuje to Gildas. W literaturze ta forma literacka to tradycyjna walijska „triada”, mogłaby nosić nazwę „trzy jęki Brytanii”, lecz autor najwyraźniej miesza tutaj fakty z fikcją literacką. Pierwsze dwie „interwencje” Rzymian nie mają potwierdzenia, lecz trzecia prośba skierowana do Aecjusza w 446 roku, roku jego trzeciego konsulatu, mogła być prawdziwa, choć bezowocna[8].

Niewątpliwie jednak całkowite wycofanie jednostek armii rzymskiej z wyspy, sprawiło iż stała się ona przedmiotem zmasowanych najazdów ze strony okolicznych plemion, przede wszystkim Irlandczyków i Piktów z zachodu i północy oraz plemion germańskich ze wschodu. Zadaniem władców brytyjskich stała się samodzielna obrona przed napastnikami. Pierwszym i najważniejszym obowiązkiem władców było ustanowienie silnej obrony, która aby była skuteczna powinna być dowodzona przez jednego władcę[9].

Jest niezmiernie trudno jednoznacznie ocenić jak wyglądała władza cywilna na wyspie po „odejściu” Rzymian. Gildas opisuje ten okres jako klęskę Brytanii:

„Exin Britannia omni armato milite, militaribus copiis, rectoribus licet immanibus, ingeni iuventute spoliata,quae comitata vestigiis supra dicti tyranni domum nusquam ultra rediit, et omnis belli usus ignara penitus, duabus primum gentibus trasmarinis vehementer saevis, Scotorum a circione, Pictorum ab aquilone calcabilis, multos stupet gemitque annos” [10]

Przekaz Gildasa jest niezwykle sugestywny, ale nie powinien być odczytywany jako dokładny opis sytuacji politycznej i społecznej Brytanii pierwszej połowy V wieku. Autorowi nie chodziło przede wszystkim o stworzenie uporządkowanej kroniki wydarzeń. Jego dzieło miało charakter moralizatorski. Klęski dotykające Brytów przedstawiał jako konsekwencję ich grzechów, złych rządów i odejścia od chrześcijańskich zasad. Stąd charakterystyczne dla jego narracji obrazy całkowitego upadku, bezradności oraz kraju wydanego na łup barbarzyńców. Nie oznacza to, że informacje Gildasa należy odrzucić. Pozostaje on jednym z podstawowych źródeł do dziejów Brytanii tego okresu, lecz jego wiadomości wymagają ostrożnej interpretacji i konfrontowania z innymi przekazami oraz materiałem archeologicznym. Także późniejszy Beda korzystał z jego dzieła, co przyczyniło się do utrwalenia przedstawionego przez Gildasa obrazu upadku rzymskiej Brytanii.

Samo odejście administracji cesarskiej nie mogło oznaczać natychmiastowego zniknięcia całej organizacji społecznej stworzonej podczas niemal czterech stuleci rzymskich rządów. Nie było momentu, w którym wraz z ostatnim oddziałem odpływającym na kontynent przestały istnieć miasta, drogi, majątki ziemskie, miejscowe elity i struktury kościelne. Pozostali ludzie, którzy wcześniej pełnili funkcje w lokalnej administracji, właściciele ziemscy, duchowni, rzemieślnicy i mieszkańcy dawnych civitates. Przez pewien czas musieli oni próbować funkcjonować w ramach znanych sobie stosunków, choć zniknęła instancja nadrzędna w postaci administracji cesarskiej i regularnej armii.

Znacznie poważniejsze od samego braku legionów było stopniowe załamywanie się mechanizmów gospodarczych i administracyjnych, które utrzymywały prowincję w ramach cesarstwa. Rzymska Brytania była częścią rozbudowanego systemu podatkowego, monetarnego i handlowego. Armia stanowiła wielkiego odbiorcę żywności, ubrań, wyrobów metalowych i innych produktów. Administracja zapewniała natomiast przepływ pieniądza i organizowała część infrastruktury. Gdy państwo rzymskie przestało spełniać te funkcje, nastąpiło gwałtowne ograniczenie gospodarki pieniężnej oraz produkcji prowadzonej wcześniej na większą skalę. Badania archeologiczne wskazują na zasadnicze osłabienie wielu gałęzi wytwórczości związanych z rozwiniętą gospodarką rzymską, a w pierwszych dziesięcioleciach V wieku załamaniu uległ także wcześniejszy model życia miejskiego.

Nie oznaczało to jednak wyludnienia wszystkich dawnych miast. Część z nich nadal była zamieszkana, ale zmienił się sposób wykorzystywania ich przestrzeni. Monumentalne budowle publiczne, łaźnie czy systematycznie utrzymywane ulice straciły znaczenie, ponieważ nie istniała już administracja zdolna finansować ich konserwację. W niektórych miejscach ludzie żyli pośród pozostałości rzymskiej zabudowy jeszcze przez wiele dziesięcioleci. Krajobraz V wieku w dalszym ciągu musiał być pełen budowli, murów, dróg i ruin przypominających o okresie rzymskim, choć funkcje tych obiektów coraz mniej odpowiadały tym, dla których zostały pierwotnie zbudowane.

Podobne zjawisko można zaobserwować w przypadku villae. Wielkie gospodarstwa wiejskie należące do zamożnych warstw społeczeństwa stanowiły jeden z najbardziej charakterystycznych elementów gospodarki późnorzymskiej Brytanii. Ich funkcjonowanie było jednak ściśle związane z rynkiem, systemem podatkowym oraz istnieniem miast i armii. W pierwszej połowie V wieku znaczna część tych majątków utraciła dawną funkcję. Nie musi to oznaczać, że właściciele zostali wymordowani lub natychmiast wypędzeni. Bardziej prawdopodobne jest stopniowe przechodzenie do gospodarki o charakterze lokalnym, w której rozbudowane rezydencje i produkcja nastawiona na większy rynek przestawały być potrzebne.

Właśnie ta przemiana utrudnia posługiwanie się pojęciem „upadku” bez dodatkowych wyjaśnień. Z punktu widzenia administracji cesarskiej i gospodarki rzymskiej niewątpliwie nastąpił upadek. Zniknął jednolity aparat państwowy, wojsko zawodowe, system monetarny i duża część miejskiego sposobu życia. Z perspektywy miejscowych społeczności mogło chodzić jednak o przystosowanie się do nowych warunków. Ludność nie zniknęła. Nadal uprawiała ziemię, prowadziła hodowlę, wytwarzała potrzebne przedmioty i organizowała swoją obronę. Coraz większe znaczenie musiały przy tym zdobywać więzi lokalne, przywódcy wojskowi oraz właściciele ziemscy zdolni utrzymywać własnych ludzi.

Rozpad jednolitej administracji rzymskiej prowadził zapewne do politycznego rozdrobnienia wyspy. Na obszarach zamieszkanych przez Brytów zaczęły powstawać lub odradzać się mniejsze organizmy polityczne. Niektóre mogły nawiązywać do wcześniejszych civitates, inne do tradycji plemiennych sprzed podboju rzymskiego, jeszcze inne tworzyły się wokół lokalnych wodzów posiadających odpowiednią siłę militarną. Granice tych organizmów trudno dzisiaj odtworzyć. Źródła pisane są skąpe, a późniejsze genealogie i tradycje walijskie powstawały już w zupełnie innych warunkach politycznych.

Nie należy również zakładać, że wszyscy miejscowi przywódcy uznawali zwierzchnictwo jednego władcy. Potrzeba wspólnej obrony przed Piktami, Szkotami i napastnikami germańskimi mogła prowadzić do okresowego powierzania większych kompetencji szczególnie wpływowemu wodzowi, ale nie oznaczało to istnienia jednolitej monarchii brytyjskiej. Gildas sam wspomina o licznych królach i władcach, których później poddaje ostrej krytyce. Wydaje się zatem, że V-wieczna Brytania była raczej mozaiką mniejszych jednostek politycznych niż państwem posiadającym jeden trwały ośrodek władzy.

W takiej sytuacji podstawową kwestią pozostawało bezpieczeństwo. Jeszcze w okresie późnego cesarstwa Brytania była atakowana z kilku kierunków. Piktowie działali od północy, irlandzcy Szkoci atakowali zachodnie wybrzeża, natomiast germańscy piraci docierali od strony Morza Północnego. Rzymianie dysponowali systemem fortyfikacji, flotą oraz możliwością przemieszczania oddziałów pomiędzy prowincjami. Lokalne władze brytyjskie takich możliwości nie miały. Mogły korzystać z części dawnych fortyfikacji oraz organizować własne siły, lecz ich potencjał był znacznie mniejszy.

Brak regularnej armii rzymskiej nie oznaczał przy tym całkowitego zaniku wiedzy wojskowej, jak sugerowałby dosłownie odczytany przekaz Gildasa. W Brytanii pozostawali ludzie posiadający doświadczenie wojskowe, a lokalne elity były zdolne do tworzenia oddziałów. Przytoczony wcześniej przykład Germanusa wskazuje właśnie na istnienie miejscowych sił, które można było zebrać i poprowadzić przeciw napastnikom. Relacja o zwycięstwie Germanusa posiada wprawdzie charakter hagiograficzny, ale sam fakt, że autor mógł przedstawić biskupa jako osobę obejmującą dowództwo nad miejscową armią, dobrze odpowiada rzeczywistości, w której Brytowie musieli już sami organizować obronę.

Z problemem obronności związana jest jedna z najbardziej znanych opowieści dotyczących początków osadnictwa anglosaskiego. Według tradycji zapisanej przez Gildasa, a rozwiniętej później przez Bedę, Brytowie mieli zdecydować się na sprowadzenie germańskich wojowników, aby wykorzystać ich jako najemników przeciwko Piktom i innym napastnikom. Decyzję tę łączono później z władcą nazywanym Vortigernem. Początkowo przybysze mieli wypełniać swoje obowiązki wojskowe, następnie zażądali większych świadczeń, zbuntowali się i zwrócili przeciwko tym, którzy ich sprowadzili.

Nie sposób dzisiaj stwierdzić, ile w tej historii zachowało się rzeczywistych wydarzeń. Sam pomysł wykorzystywania barbarzyńskich oddziałów w charakterze sprzymierzeńców nie był czymś niezwykłym. Późne Cesarstwo Rzymskie wielokrotnie osadzało grupy wojowników na swoim terytorium i zobowiązywało je do służby wojskowej. Brytyjscy przywódcy wychowani w świecie rzymskim mogli więc sięgnąć po rozwiązanie doskonale im znane. Jeżeli rzeczywiście zatrudniono wojowników pochodzących z kontynentu, nie musiało to początkowo oznaczać zgody na masowe osadnictwo ani oddania im części kraju.

Właśnie w tym miejscu tradycyjny obraz nagłej „inwazji Sasów” wymaga szczególnej ostrożności. Archeologia potwierdza obecność w V wieku na wschodnich i południowych obszarach Brytanii ludności posługującej się przedmiotami należącymi do kultury określanej jako wczesnoanglosaska. Znane są między innymi rozległe cmentarzyska oraz osady datowane na V i VI wiek. Sam materiał archeologiczny nie pozwala jednak zawsze stwierdzić, w jaki dokładnie sposób doszło do pojawienia się tej kultury ani jak szybko następowała zmiana struktury ludności.

Proces mógł obejmować zarówno migrację z kontynentu, jak też podporządkowywanie miejscowej ludności, mieszanie się grup oraz przejmowanie nowych wzorców kulturowych. Jeszcze trudniejsze jest automatyczne utożsamianie określonego typu pochówku czy ozdoby z konkretną „narodowością”. Współczesne badania archeologiczne wskazują, że sposób ubierania zmarłych i wyposażania grobów w V-wiecznej Brytanii nie musi być prostym zapisem pochodzenia etnicznego. Dlatego starsza wizja całkowitego zastąpienia jednej ludności przez drugą w krótkim czasie nie wyjaśnia całego złożonego procesu przemian.

Nie należy też wyobrażać sobie wschodniej Brytanii jako obszaru, który jednego dnia był jeszcze rzymsko-brytyjski, a następnego stał się anglosaski. Zmiana następowała przez wiele dziesięcioleci i mogła wyglądać odmiennie w poszczególnych regionach. Niektóre grupy germańskie mogły początkowo pozostawać w służbie miejscowych władców, inne przybywały później jako osadnicy, a jeszcze inne jako uczestnicy wypraw wojennych. Dopiero z czasem powstały większe obszary znajdujące się pod kontrolą przywódców anglosaskich.

Równie istotny był fakt, że przemiany przebiegały inaczej na zachodzie i północy wyspy. W Walii, Kornwalii i części północnej Brytanii społeczności brytyjskie zachowały swoją odrębność przez następne stulecia. Tam ciągłość miejscowej tradycji politycznej i językowej była znacznie silniejsza. Powstawały królestwa, których elity wywodziły swoje pochodzenie od dawnych brytyjskich rodów. Niektóre z nich utrzymywały kontakty z Irlandią oraz kontynentalną Bretanią. Świat brytyjski nie zniknął więc wraz z pojawieniem się Anglosasów, lecz przez długi okres funkcjonował obok nich i prowadził z nimi wojny.

Ważnym elementem ciągłości pozostawało również chrześcijaństwo. Religia chrześcijańska była obecna w Brytanii jeszcze pod koniec okresu rzymskiego, a wycofanie administracji cesarskiej nie oznaczało zniknięcia Kościoła. Misje Germanusa pokazują, że w V wieku istniały miejscowe wspólnoty chrześcijańskie oraz duchowieństwo zdolne uczestniczyć w sporach doktrynalnych. Sam fakt, że jednym z poważniejszych problemów miało być zwalczanie pelagianizmu, wskazuje na istnienie środowiska, w którym kwestie teologiczne pozostawały żywe.

Kościół mógł zresztą przejąć część funkcji pełnionych wcześniej przez aparat państwowy. Biskupi należeli do najlepiej wykształconych ludzi, dysponowali autorytetem społecznym oraz kontaktami z Galią. W świecie, w którym dawne urzędy traciły znaczenie, pozycja duchownych mogła wzrastać. Chrześcijaństwo stawało się również jednym z elementów odróżniających Brytów od części przybyszy germańskich, którzy początkowo pozostawali poganami. Dopiero późniejsze misje prowadzone wśród Anglosasów doprowadziły do ich chrystianizacji.

Nie można jednak utożsamiać wszystkiego, co brytyjskie, z prostą kontynuacją cywilizacji rzymskiej. Po odejściu administracji cesarskiej następowała wyraźna regionalizacja kultury. Łacina przetrwała w Kościele i wśród części elit, ale codziennym językiem znacznej części miejscowej ludności pozostawały języki brytyjskie. Stare celtyckie tradycje mogły teraz ponownie odgrywać większą rolę. Rzymska fasada administracyjna znikała, odsłaniając społeczeństwo, które przez okres panowania cesarstwa nie utraciło całkowicie wcześniejszej tożsamości.

Zmieniało się również pojmowanie władzy. Rzymski urzędnik sprawował urząd z nadania cesarza i stanowił część większej hierarchii. Władca brytyjski V wieku musiał natomiast opierać swą pozycję przede wszystkim na kontroli określonego terytorium, osobistym autorytecie, posiadaniu wojowników oraz zdolności do zapewnienia bezpieczeństwa. Powstawał system bardziej osobisty, w którym lojalność wobec konkretnego wodza zaczynała mieć większe znaczenie niż posłuszeństwo wobec abstrakcyjnego aparatu państwa.

Przemiana ta była jednym z najważniejszych skutków końca panowania rzymskiego. Brytania nie została bowiem pozbawiona tylko legionów. Przestała być częścią ogromnego organizmu politycznego, który dawał jej mieszkańcom dostęp do rynku obejmującego znaczną część Europy i basenu Morza Śródziemnego, zapewniał jednolitą monetę, system prawny, zawodową armię oraz administrację. Lokalni przywódcy mogli przejąć część funkcji państwa rzymskiego, lecz nie byli w stanie odtworzyć tego systemu w całości.

Dlatego pewne elementy opisu Gildasa odpowiadają rzeczywistemu kryzysowi, nawet jeśli autor nadał mu przesadnie dramatyczną formę. Załamanie gospodarki charakterystycznej dla późnorzymskiej Brytanii oraz zanikanie klasycznego urbanizmu są wyraźnie widoczne w materiale archeologicznym. Nie był to jednak koniec społeczeństwa jako takiego. Następowała raczej głęboka reorganizacja, w wyniku której miejsce jednej prowincji imperium zajmowała grupa lokalnych organizmów politycznych.

Z czasem presja ze strony przybyszy germańskich stawała się coraz większa. Gildas opisuje okres ciężkich walk, zakończonych zwycięstwem Brytów pod Mons Badonicus, czyli górą Badon. Dokładna lokalizacja bitwy pozostaje niepewna, podobnie jak jej data. Samo wspomnienie Gildasa jest jednak istotne, ponieważ pokazuje, że ekspansja anglosaska nie przebiegała nieprzerwanie. Brytowie byli zdolni nie tylko do obrony, ale także do zadania przeciwnikowi poważnej klęski i zahamowania jego postępów na pewien czas.

W późniejszej tradycji wydarzenia tego okresu zostały związane z postacią Artura. Problem polega jednak na tym, że Gildas, będący źródłem najbliższym chronologicznie wydarzeniom, nie wymienia go w związku z bitwą pod Badon. Dopiero późniejsze źródła zaczęły przypisywać Arturowi rolę wielkiego wodza Brytów walczącego z Sasami. Z tego powodu wykorzystanie tradycji arturiańskiej do rekonstrukcji wydarzeń V i VI wieku jest bardzo problematyczne. Możliwe, że późniejsze opowieści zachowały jakieś wspomnienie rzeczywistych wojen, ale nie można traktować ich jako dokładnego świadectwa historycznego.

Najbezpieczniej jest więc mówić o pierwszej połowie V wieku jako o okresie przejściowym. Nie była to już rzymska Brytania, ale nie była to jeszcze również anglosaska Anglia. Istniały miejscowe władze brytyjskie, nadal działał Kościół, funkcjonowały lokalne siły wojskowe, a znaczna część ludności pozostawała na swoich ziemiach. Jednocześnie zanikała rzymska gospodarka, słabły miasta i rozpoczął się proces osiedlania grup germańskich, który w kolejnych pokoleniach doprowadził do głębokiej zmiany politycznej, językowej i kulturowej dużej części wyspy.

Stąd określanie całego okresu po wycofaniu legionów mianem „chaosu” jest zbyt daleko idącym uproszczeniem. Chaos niewątpliwie występował w sensie politycznym i militarnym: nie istniało jedno centrum władzy, najazdy stanowiły stałe zagrożenie, a dawne mechanizmy państwowe przestały funkcjonować. Nie oznacza to jednak całkowitego zerwania ciągłości życia społecznego. Ludność brytyjska przez kilka następnych dziesięcioleci samodzielnie organizowała własne struktury i stawiała opór przeciwnikom. Dopiero długi proces migracji, wojen, asymilacji i powstawania nowych królestw doprowadził do sytuacji, w której większa część południowej i wschodniej Brytanii znalazła się pod panowaniem Anglosasów.

Obraz wyspy po odejściu legionów powinien zatem znajdować się gdzieś pomiędzy dwiema skrajnymi interpretacjami. Nie była to spokojna kontynuacja późnorzymskiej prowincji, ponieważ rzeczywiście doszło do głębokiego kryzysu gospodarczego, militarnego i administracyjnego. Nie była to jednak także całkowicie bezbronna kraina, która natychmiast po odpłynięciu ostatnich wojsk została zajęta przez barbarzyńców. Pomiędzy rzymską Brytanią a powstaniem anglosaskich królestw istniał kilkudziesięcioletni okres samodzielnych rządów Brytów. To właśnie w nim należy szukać źródeł zarówno późniejszych królestw walijskich i brytyjskich, jak też konfliktów, których pamięć w następnych stuleciach przekształciła się w opowieści o heroicznej walce Brytów przeciw Sasom.

(„Następnie Brytania zostaje wyzuta z wojska i to co do jednego dowódcy i co do jednego żołnierza, a także pozbawiona większej części swej młodzieży, która dołączyła się do pochodu wszechwładnego tyrana, i która nigdy już nie wróci do domu. Sama nie znająca się na rzemiośle wojennym, od lat drętwieje i jęczy deptana przez dwie dzikie nacje: zamorskich Szkotów z zachodu i Piktów z północy” ) tł. W. Lipoński


[1] J. Z. K ę d z i e r s k i, op. cit., s.38-39.

[2] M. D i l l o n, N. K. C h a d w i c k, op. cit., s.40-43.

[3] Ibidem, s.52., W. L i p o ń s k i, op. cit., s.166-167.

[4] R. G. C o l l i n g w o o d, J. N. L. M y r e s, op. cit., s. 301, 306-307; także W. L i p o ń s k i, op. cit., 167-168

[5] F. M. S t e n t o n, op. cit., s. 1.

[6] Chronica Gallica, MGH AA, T. IX, Berlin 1892, s.646.

[7] G i l d a s, 13.

[8] R. G. C o l l i n g w o o d, J. N. L. M y r e s, op. cit., s.293-294

[9] M. D i l l o n, N. K. C h a d w i c k, op. cit., s.52.

[10] G i l d a s, 14

5/5 - (1 vote)