Sprawa wygląda lepiej ze znaleziskami rzeźbionych wizerunków bogów, chociaż archeologom nierzadko grozi niebezpieczeństwo, że padną ofiarą mistyfikacji. Znana jest np. historia tzw. idoli z Prillwitz, metalowych figurek z napisami runicznymi, które w końcu XVII wieku miał rzekomo odkryć pastor Gideon Sponholz w wielkim kotle na brzegu Jeziora Dołęskiego (Tollen-see). Już w roku 1834 Kari Lewezow udowodnił, że są to falsyfikaty; mimo to jednak obrońcy ich autentyczności pojawiali się jeszcze na początku XX wieku30.
Za autentyczny można jednak uważać drewniany posąg, znaleziony na południowym brzegu jeziora Ruppiner opodal słowiańskiego grodu Altfriesack. Co prawda, z początku nie było pewne, czy bożek jest istotnie pochodzenia słowiańskiego; jednak archeologowie wezwali na pomoc fizyków, którzy w roku 1967, stosując metodę radiowęglową, datowali figurę na drugą połowę VI wieku – czas, w którym rozpoczęło się słowiańskie osadnictwo tych terenów. Mimo woli przychodzą na myśl legendy staroczeskie, jak je zanotował praski kronikarz Kosmas, gdzie powiada się o bożkach, niesionych .na ramionach przez pierwszych Czechów, zajmujących kraj. Bóstwo z Altfriesack wyrzeźbione jest w dębowym drewnie; przedstawia ono zaskakująco szczupłą sylwetkę męską z otworem na fallus, wtykany, okazjonalnie, zapewne jako atrybut bóstwa płodności. Podobne idole znaleziono w pobliżu znanego nam już grodziska w Behren-Lubchine oraz w Braaku koło Eutina. Falliczny kult. płodności, o którym mamy również .wzmianki pisane na przykład u Słowian wschodnich, udowodniony jest znaleziskiem fallusa z drewna dębowego – w centralnej Polsce, w Łęczycy31.
Bałwany wykonywano także z innych materiałów. Znany jest np. kamień Swiętowita, tkwiący w murze kościoła w Altenkirchen opodal Arkony, przedstawiający płaskorzeźbioną postać męską, trzymającą ogromny róg (naczynie do picia), symbol Swiętowita; również podobny kamień w Bergen na Rugii, także tkwiący w kościelnym murze, albo kamień Jarowita z Wołogoszczy (dziś Wolgast) z prymitywnym wyobrażeniem miejscowego bóstwa, dzierżącego włócznię jako atrybut funkcji wojskowej32.
Obok tych wielkich figur z pewnością kultowy charakter miały także niewielkie rzeźby, jak np. ołowiana figurka, znaleziona w grobie koło Weggun (pow. Prenziau), brązowy posążek mężczyzny z nadodrzańskiego grodziska Schwedt czy kościana główka z Merseburga i inne. Nie brak także zwierząt kultowych; np. ołowiane amulety z wyobrażeniem ryby z Wustrow nad jeziorem Tollensee albo z Fergitz koło Prenziau, wąż rzeźbiony w jelenim rogu, znaleziony w Górkę koło Anklam, a zwłaszcza figurki koni, atrybuty bóstw wojny; takim prawdopodobnie był brązowy konik z Brandenburga33.
Wiele uwagi poświęcono niedawnemu odkryciu dwóch idoli dębowych w obronnej osadzie, położonej na Fischerinsel (jezioro Tollensee, na południe od Neubrandenburga). Osada pochodzi z XI—XII wieku. Jeden z posągów, o wysokości 165 cm, wyobraża bóstwo kobiece z głową jedynie naznaczoną, ale z wyolbrzymionymi cechami płci żeńskiej. Interesujące, że posąg wyrzeźbiono tak, by widz mógł patrzeć nań skośnie z przodu — a więc najpewniej jego miejsce, jako pomniejszego bóstwa, było w kącie świątyni. Drugi wyobrażał dwugłowe bóstwo męskie, wysokości 170 cm, stojące na graniastym słupie. Obie jego głowy, osadzone na wspólnych ramionach, odznaczają się przede wszystkim wielkimi, zwisającymi wąsami. Wielogłowość bogów należy do powszechnych, ale dotąd niezadowalająco wyjaśnionych cech pogaństwa słowiańskiego nad Bałtykiem. Ze świadectw kronikarzy wiadomo, że Swiętowit i Porenut mieli po cztery głowy, Trzygłów ze Szczecina, Wolina i Brandenburga — po trzy, Porewit pięć, a Rujewit — znany tylko z Gardźca (dziś Garz) na Rugii — aż siedem. W Europie zjawisko to jest raczej rzadkie, zdarza się np. u Celtów lub Rzymian — za to wielogłowe posągi bardzo przypominają stare bóstwa indyjskie, gdzie podobne wyobrażenia dotychczas są stosowane. Z tego więc powodu nie możemy wykluczyć związku z dawnym pniem indoeuropejskim, którego relikty w pogaństwie słowiańskim można prześledzić także w innych dziedzinach, np. w rytuale pogrzebowym.
Wierzenia religijne wymarłych Słowian północno-zachodnich, tak długo opierających się naporowi z zewnątrz i próbom chrystianizacji, są niewątpliwie jedną z najciekawszych kart historii europejskiej kultury duchowej. Jest rzeczą zrozumiałą, że obecność zatwardziałych pogan w centrum Europy jeszcze w XI—XII wieku odczuwana była przez zachodnie chrześcijaństwo jako anomalia, którą należało jak najszybciej usunąć. Stąd wytrwałe, ciągnące się przez całe stulecia zabiegi, by zlikwidować ów gorszący stan rzeczy. Najczęściej stosowano przemoc. W roku 1147 pod wpływem apelu św. Bernarda z Clairvaux zorganizowano nawet, zamiast do Ziemi Świętej, wielką wyprawę krzyżową przeciw Obodrzycom i Wieletom. Pod dowództwem Henryka Lwa, Albrechta Niedźwiedzia, arcybiskupów z Magdeburga i Bremy, papieskiego legata Anzelma oraz innych wybitnych wielmożów tamtych czasów uczestniczyły w niej wojska saskie, duńskie (wraz z flotą), czeskie i polskie. Nie odniosła ona co prawda zbyt wielkich sukcesów militarnych — lecz pustosząc kraj i dziesiątkując ludność nadwerężyła potęgę plemion nadbałtyckich w takim stopniu, że w ciągu niewielu dziesięcioleci pokonano je zupełnie. Ich pogańska „ideologia” nie mogła w swej schyłkowej i atawistycznej formie utrzymać się wobec wyżej rozwiniętej cywilizacji chrześcijańskiej34.
Jak czytać materialne ślady słowiańskiego kultu?
Zabytki opisane wyżej są szczególnie cenne dlatego, że równoważą słabość przekazów pisanych. Większość relacji o religii przedchrześcijańskich Słowian powstała dopiero w okresie konwersji lub po niej, a ich autorami byli zazwyczaj chrześcijańscy obserwatorzy z zewnątrz. Dlatego posąg, fragment rzeźby czy relikt budowli nie stanowią prostego „dowodu” na treść konkretnego mitu. Zyskują znaczenie dopiero w zestawieniu z miejscem odkrycia, datowaniem, układem przestrzennym stanowiska oraz opisami kronikarzy. Taki sposób pracy nie usuwa niepewności, lecz pozwala oddzielić to, co rzeczywiście znaleziono, od późniejszych prób nazwania bóstwa albo odtworzenia całego obrzędu na podstawie jednego przedmiotu.
Dodatkową trudnością jest sam materiał. Drewniane konstrukcje grodów i świątyń ulegały zniszczeniu, a wały z drewna i ziemi z czasem osiadały lub znikały pod powierzchnią. Na przylądku Arkona problem pogłębia erozja klifu: część dawnego obszaru pochłonęło morze. Brak pełnego rzutu świątyni nie oznacza zatem, że przekaz Saxona jest bezwartościowy; oznacza jedynie, że opis pisany i pozostałości terenowe trzeba czytać razem, ze świadomością luk. Współczesne opracowania Arkony rozdzielają analizę topografii, materiału zabytkowego, wykopalisk oraz samego sanktuarium, co dobrze pokazuje, jak wiele odrębnych pytań kryje się za pozornie prostym stwierdzeniem, że „odkryto świątynię”.
Podobna ostrożność dotyczy figur antropomorficznych. Wielogłowość, wyolbrzymione cechy płciowe czy atrybuty wojenne mogą mieć znaczenie religijne, ale ich interpretacja zależy od kontekstu. Przedmiot wydobyty z warstwy osadniczej, bagna, grobu albo wtórnie użyty w murze kościoła niesie za każdym razem inny rodzaj informacji. Nie każda niewielka figurka była idolem świątynnym; mogła pełnić funkcję amuletu, przedmiotu domowego kultu albo znaku o znaczeniu, którego dziś nie potrafimy odtworzyć. Również podobieństwo do wyobrażeń z odległych kultur nie rozstrzyga samo w sobie o wspólnym pochodzeniu motywu. Jest wskazówką do porównania, a nie końcem argumentacji.
Najbardziej przekonujący obraz powstaje więc tam, gdzie spotykają się trzy rodzaje świadectw: kronika, archeologia i analiza porównawcza. Kronika może nazwać bóstwo i opisać rytuał, wykopaliska pokazują realną przestrzeń i przedmioty, a porównanie z innymi tradycjami podpowiada możliwe znaczenia. Każde z tych źródeł ma jednak własne ograniczenia. Tak rozumiana ostrożność nie odbiera znaleziskom atrakcyjności. Przeciwnie, pozwala zobaczyć je nie jako gotowe ilustracje znanych opowieści, lecz jako samodzielne świadectwa, które czasem potwierdzają teksty, czasem im przeczą, a czasem pozostawiają pytanie bez odpowiedzi.
Przypisy do tekstu źródłowego
- W. Antoniewicz, O religii dawnych Słowian, Światowid; t. 20, Warszawa 1957, s. 32.↩
- J. Gąssowski, Schyłkowe pogaństwo na ziemiach polskich w świetle odkryć Archeologicznych, Światowit 1995, s. 169.↩
- Ibidem, s. 181.↩
- G. Labuda, Słowiańszczyzna pierwotna, wybór tekstów, Warszawa 1954, s. 188.↩
- A. Bruckner, Dzieje kultury polskiej; t. l . – od czasów przedhistorycznych do roku 1506, Kraków 1930, s. 55.↩