Bogowie dawnych Słowian: Swaróg, Swarożyc, Dadzbóg, Perun i Świętowit

Na szczególną uwagę zasługuje Swarożyc, jedyne bóstwo wspomnia­ne lak przez źródła zachodniosłowiańskie, jak ruskie. Pisze o nim najszczegółowiej Thietmar (VI 23): „Jest w kraju Redarów pewien gród […] zwany Radogoszcz […]. W grodzie tym znajduje się tylko jedna świątynia, zbudowana misternie z drzewa i spoczywająca na fundamen­cie z rogów dzikich zwierząt. Jej ściany zewnętrzne zdobią różne wize­runki bogów i bogiń — jak można zauważyć patrząc z bliska — w prze­dziwny rzeźbione sposób; wewnątrz zaś stoją bogowie zrobieni ludzką ręką w straszliwych hełmach i pancerzach, każdy z wyrytym u spodu imieniem. Pierwszy pośród nich nazywa się Swarożyc i szczególnej doznaje czci u wszystkich pogan. Znajdują się tam również sztandary, których nigdzie stąd nie zabierają, chyba że są potrzebne na wyprawę wojenną i wówczas niosą je piesi wojownicy”46.

Uczeni nie chcą wierzyć ani w bogate wyposażenie świątyni, ani tym bardziej w podpisy pod posągami — wszak Słowianie nie posiadali sztuki pisania. Nas w tej chwili martwi to, że o samym Swarożycu nie podał kronikarz nic poza wiadomością, że miał pierwsze miejsce przed innymi (przykład henoteizmu). Nie mówi, czego był bogiem, co o nim opowiadali wierzący. W rezultacie musimy się odwołać do źródeł ruskich, co jest połączone z pewnym ryzykiem, bo przecież nie mamy pewności, że wierzenia ruskie były w tym wypadku identyczne. Tak zwane Słowo Christoluhca mówi o złych chrześcijanach, dwuwiercach, którzy się modlą do ognia, zwąc go Swarożycem. Również Słowo św. Grigorija króciutko pisze: „ogniowi Swarożycowi modlą się”. W dal­szym ciągu Słowa znajduje się zdanie, które jest jakby uzasadnieniem tego kultu: „ogień stwarza urodzaj, suszy i daje dojrzałość (war.: ogień bóg, gdy schnie zboże, wtedy stwarza urodzaj), dlatego czczą przeklęci południe i biją pokłony, zwróciwszy się na południe”47.

Językoznawcza analiza imienia podsuwa nowe skojarzenia. Swaro­życ — to syn Swaroga, a sławna interpolacja w kronice Malali mówi dziwnym trafem, że Swaróg (utożsamiony przez kronikę z Hefajstosem) miał syna słońce, zwanego Dadzbogiem48. Mielibyśmy więc prawo uwa­żać, że Dadzbóg i Swarożyc to dwa nazwania tego samego boga. Swaro­życ w tym rozumieniu nie byłby właściwym imieniem, lecz określeniem odojcowskim. Jest to wprawdzie tylko hipoteza, ale kontrargumentu dotąd nie znaleziono. Pogląd odmienny, że Swarożyc jest pieszczotliwą namiastką Swaroga jest o tyle słabo uzasadniony, że spieszczająca funkcja przyrostka -ic byłaby czymś wyjątkowym. Analogia z księży­cem, którą podaje Bruckner, jest wątłym oparciem, bo etymologia księżyca nie jest w szczegółach jasna: czy to jest „mały książę” wobec słońca — „dużego księcia”, czy też księżyc jest tu rozumiany jako „syn słońca — dużego księcia”. Gdyby nawet pierwsza możliwość była fak­tem, to i tak byłby to fakt jednostkowy, odosobniony i późny (bo ogólnosłowiańska nazwa – to miesiąc), podczas gdy patronimika na -ic są niesłychanie liczne. Wybierając więc to, co uzasadnione licznymi przykładami, ponad przypuszczenie oparte na wyjątkowym przykła­dzie, uważam Swarożyca za syna Swaroga, identycznego z Dadzbo­giem, jak twierdzi kronika Malali. Równocześnie w opowieści inter­polatora tej kroniki o związku rodzinnym zachodzącym między Swarogiem i Dadzbogiem można widzieć nikły ślad słowiańskiej mitologii49.

Zajmując takie stanowisko, przyjmuję równocześnie, że był czas. kiedy nasi przodkowie wierzyli nie tylko w Swarożyca, ale i w Swaroga. bóstwo osobne, czy jednak jego kult i imię dochowały się do czasów Mieszka I, tego powiedzieć nie można, ponieważ brak jakichkolwiek na to dowodów. Aby uzasadnić kult Swaroga na ziemiach polskich powo­ływano się na nazwy miejscowe, jak Swarożyn, Swaryszewo i in„ jednak po pierwsze nic wiemy na pewno, czy te nazwy rzeczywiście pochodzą od imienia bóstwa, a nie powstały niezależnie od niego od jakiegoś wyrazu pospolitego, po wtóre nie wiemy, z jakiego one pochodzą czasu.

Etymologia imienia Swaróg nie jest jasna. Część uczonych wywodzi je po prostu od słowiańskiego czasownika uwarzyć się. Bóg Swaróg byłby w lej interpretacji bogiem gniewającym się, bogiem gniewnego, burzliwego nieba. Przeważa jednak inna opinia, według której imię boga, zapewne z samą koncepcją bóstwa, zostało przejęte od jakiegoś szczepu irańskiego. Podstawą imienia byłby rdzeń swar-, znany nam z sanskrytu jako mar „blask, niebo, słońce” i z języka Awestyw „światło nieba, słońce”. Pożyczka taka jest o tyle prawdopodobna, że na losach podstawowego terminu bóg zaważył właśnie wpływ irański50.

Wobec tego, że Dadzhóg jest tylko drugim imieniem Swarożyca, musimy go uważać również za boga ognia, ognia ziemskiego i może niebieskiego. Drugie imię uwydatnia zapewne jakąś szczególną i chara­kterystyczną cechę: etymologowie, którzy przyjmują rodzime pocho­dzenie tego imienia, wykładają je jako „dawca bogactwa”, „dawca szczęścia” lub „bóg dawca”. Gdy sobie przypomnimy, że cytowane źródło ruskie nazywa ogień dawca urodzaju, to personifikacja tego ognia, Dadzbóg, słusznie mógłby być nazwany dawcą bogactwa. Inne etymologie, jako mniej uznawane, tu się pomija51.

Między naczelnymi bóstwami słowiańskimi wymienia się jeszcze Peruna. Jest on jako bóg wymieniany tylko w źródłach ruskich. Jego kult wydźwignął Włodzimierz Wielki, on mu również postawił obok własnego dworu w Kijowie wspaniały posąg. On też potem, gdy przyjął chrześcijaństwo, tępił kult Peruna. Że kult nie był ograniczony tylko do Rusi, tego dowodzono występowaniem w innych krajach nazw miejscowych, urobionych od tego imienia, a w Polsce — istnieniem wyrazu piorun. Równocześnie inni uczeni powątpiewali w te argumenty, twierdząc, że kult tego boga został przyniesiony na Ruś przez Normanów, czcicieli Tora, boga piorunu. Perun miał być według nich tylko zupełnie nową, rodzimą nazwą Tora, przeniesieniem pospolitej nazwy gromu na boga normańskiego52.

Poważne trudności sprawia etymologia imienia. Litewski Perkunas „bóg gromu”, nordyjska Fiórgynn (starsze Perkiina), matka Tora, prze­mawiały za tym, że słowiańska nazwa powinna brzmieć Perkyn. Pogo­dzenie teoretycznie oczekiwanej formy Perkyn z faktycznie istniejącą — Perun wymagało dość zawiłych kombinacji. Dopiero w ostatnich latach zaszła radykalna zmiana. Stwierdzono mianowicie, że już w głębokiej przeszłości indoeuropejskiej istniały dwa warianty dialektyczne tego wy­razu, różniące się właśnie obecnością lub brakiem k. W szczególności w hetyckim eposie występuje bogini Perunasz, dosłownie skała, której syn ma pokonać wrogów ojca. Skądinąd wiadomo, że kult boga gromu był w dawnych czasach związany z kultem kamienia; m. in. tak było w wypa­dku litewskiego Peruna. Nawet w przekonaniu polskich chłopów skamie­niałe belemnity są strzałami pioruna. Dokładnym, choć zamaskowanym odpowiednikiem formy Perun jest także greckie Epauvoq „błyskawica”. Wszystko to pozwala uważać, że Perun był rzeczywiście pradawnym bogiem Słowian. Niejasne jest tylko, czyjego kult przetrwał w Polsce do czasu przyjęcia chrześcijaństwa. Ta okoliczność, że przetrwał w języku polskim wyraz piorun, jako pospolita nazwa gromu, mogłaby przema­wiać za tym, że jako nazwa boga wyraz ten u schyłku pogaństwa już nie był używany. W przeciwnym razie Kościół byłby tępił i wiarę, i samo słowo.

Źródła pomorskie przekazały nam kilka imion bożych, które robią wrażenie zupełnie nowych, zastępujących jakieś starsze. Są to może dodatkowe przydomki, które z czasem usunęły w cień i skazały na zapomnienie dawne, właściwe imiona np. Swaroga czy Peruna. Być może do tej serii należy imię Świętowit, tzn. silny i pan, imię boga otoczonego szczególnym kultem w Arkonie na Rugii53. Sugestywny opis jego posągu, wierzeń z nim związanych i świątecznych obchodów spra­wiły, że wokół niego osnuto później wiele poetyckich opowieści. Imię to występuje w niefachowej literaturze w przekręconych, nieautentycznych wersjach, jak Światowit czy Swuntewit. Fakt, że na Rugii. więc na północny zachód od ziem polskich czczono Świętowita o czterech twa­rzach, i że na południowy zachód, w Zbruczu, wydobyto kamienny posąg także o czterech twarzach, daje poważne podstawy, aby przyjąć, iż kult takiego bóstwa znany był też plemionom prapolskim.

Na podobnie nowe zastępcze nazwy wyglądają imiona Jarowit i Rujewil. Pierwszy z nich czczony był w Wołogoszczu i Hawelbergu, drugi w Gardźcu na Rugii.

W Szczecinie, a także w Wolinie czczone więc było bóstwo o trzech twarzach — Trzygłów. I to jest zapewne imię zastępcze, informujące o zewnętrznym wyglądzie. Trzy głowy miały być symbolem władzy nad trzema królestwami: nieba, ziemi i podziemia. Musimy się jednak liczyć z tym, że informacja ta pochodzi z 1124 r., a więc z czasu, kiedy w Polsce już istniało silnie ugruntowane chrześcijaństwo, które mogło wpływać na wierzenia pogańskie. Trzeba też pamiętać, że władza pierwszych Piastów nieraz sięgała po ujście Odry, a wraz z nią szło chrześcijaństwo. Może to stąd pochodzi wyobrażenie o bogu, władcy nieba i ziemi, efekt symbiozy pogaństwa i chrześcijaństwa54.

Kronikarze wszystkie bóstwa pomorskie uważają za wojenne. Pod­kreślają, że w świątyniach przechowywano słonice — plemienne sztan­dary wojenne, u stóp zaś posągów leżały lub wisiały na ścianach tarcze, miecze i siodła. Byłoby na pewno błędem tak zacieśniać rolę tych bóstw. Szczególnie to, co kronikarz Sakso opowiada o święcie dożynek w Ar­konie, poucza, że Świętowit był przede wszystkim bogiem wegetacji, dawcą urodzaju i płynącego stąd szczęścia. Jego zatem kompetencje były te same co Swarożyca-Dadzboga. To tylko aktualna sytuacja polityczna, nieustająca walka Pomorzan z najazdami Niemców i Duń­czyków, w której pomoc najwyższego boga była niezbędna, chwilami przesadnie uwydatniała — ze szkodą innych — militarne jego możli­wości. Na Rusi sytuacja była inna, toteż tam źródła nie wspominają nic o związkach bogów z wojną. Ruski Swarożyc jest bogiem ognia i urodzaju, pomorski jest wyraźnie wojownikiem, bo jego posąg ma na głowie „straszliwy hełm”, a w świątyni przechowy­wane są stanice wojenne. Dla swoich pomorskich wyznawców miał jednak Swarożyc na pewno inne, dobrotliwe oblicze.

Pomija się w tym artykule inne bóstwa, wymieniane w pomorskich źródłach, ale w postaci napomknięć, a często w takiej szacie ortogra­ficznej, że trudno z niej odgadnąć właściwe brzmienie. Trzeba za to omówić bóstwa wspomniane w źródłach ruskich, które być może czczo­ne były leż na ziemiach polskich. Wyżej była mowa o trzech: Swarogu, Swarożycu-Dadzbogu i Perunie. Chodzi jeszcze o Wolosa-Welesa, Mokosz, Cliorsa, Strzylioga, Siemu i Rgla. Wszystko tu jest niestety sporne: i brzmienie tych imion, i pochodzenie, i wyobrażenie o nich. Np. nie jest pewne, czy Siem i Rgieł to dwa bóstwa czy jedno — Siemargl. Być może za kultem Rgła w Polsce przemawiają nazwy miejscowe Rgielsko i Rgilewo. Na rzecz innych nic właściwie nie prze­mawia, nie będziemy się więc nimi zajmować. Nawiasem tylko warto dodać, że między licznymi etymologiami imion Chora i Strzyhóg najbar­dziej pociągające są nawiązania do wyrazów irańskich, co jeszcze bardziej uwydatnia zakres wpływów irańskich na kulturę Słowian.

Bóstwa wymienione przez Długosza należy po części zaliczyć do uczonych fantazji, a więc rzekomego Marsa-Lailę, Jowisza-Jeszę i Dziecizilele, także przez późniejszych historyków wymyślonego Lelum Polelum. Po części zaś — Pogodę i Murzune — trzeba włączyć do rzędu demonów.

Przypisy do tekstu źródłowego

  1. M. Kowalczyk, Wierzenia pogańskie za pierwszych Piastów, Łódź 1968, s. 49.↩
  2. Ibidem, s. 50.↩
  3. Ibidem, s. 51.↩
  4. A. Gieysztor, Mitologia słowiańska, Warszawa 1983, s. 134.↩
  5. S. Urbańczyk, Dawni Słowianie. Wiara i kult, Wrocław-Warszawa-Kraków 1991, s. 77.↩
  6. Ibidem, s. 79.↩
  7. Ibidem, s. 81.↩
  8. Z. Vana, op. cit., s. 155.↩
  9. W. Hensel, Polska przed tysiącem lat, Wrocław 1964, s. 66.↩
5/5 - (1 vote)

Od uczonych fantazji do demonów: świat niższych wierzeń Słowian

Pisarze nasi XVI w. chętnie puszczali wodze swojej fantazji, aby wymyślić niby to staropolskie bóstwa. Już Maciej Miechowita (1521) napisał o Polakach, że ,,czczą oni Lecie, matkę Kastora i Polluksa, i bliźnięta z jednego zrodzonego jaja, Kastora i Polluksa, co się słyszy dzisiaj u śpiewających najdawniejsze pieśni Luda, Luda, I leli, Heli Poleli klaskaniem i biciem w ręce. Ladą przezywając Ledę, nie Marsa, Kastora Leli, Poleli Polluksa” (w przekładzie Błażowskiego). W innych słowach mówi to Marcin Kromer (a raczej jego tłumacz, M. Błażowski, w wyd. Kroniki w 1767 r.): „Są którzy bogom słowiańskim Lela i Polotu przydają, których słyszemy, że i tych czasów pod pijany wieczór wspominają i rozumieją, że ci Kastorem i Polluksem są”55. Jest rzeczą oczywistą, że jak księża w XV w. uznali za imiona bogów kilka okrzyków w pieśniach wesel­nych, tak też zrobili ich następcy w XVI w. Wyraz ludo „narzeczony, oblubieniec” w języku polskim zaginął, znano go jedynie na pograniczu ruskim z pieśni weselnych, w których nie zawsze był dostrzegalny jego sens (np. O ludo, lado, za ogródeńkiem dyle, albo: Oj lado, lado, drużebka z weselem); tym łatwiej można go było uznać za imię własne – boga.

Jeszcze późniejsi pisarze już bez najmniejszych ceregieli, może dla żartów, wymyślili diabła imieniem Kafel (kufel), Hejdaz, Muchawiec, Bajor, Czeczol, Smolisz, Paskuda, Rogatce, Rorowiec, Boriila. Tak samo postępują dzisiejsi pisarze, którzy w książeczkach dla dzieci wymyślają imiona domowych skrzatów. Wszystko to nie ma nic wspól­nego z dawnym pogaństwem56.

Nie ma też nic wspólnego z pogaństwem wiadomość podana (i do dziś powtarzana) w Powieści o klasztorze łysogórskich (1550 r.), że na Łysej Górze (Łysicy) czczono trzy bóstwa ,,które zwano Ludo, Bodą. Leli, do których prości ludzie schadzali się pierwszego dnia maja modły im czynić”. Wiemy już, co myśleć o Ładzie i Leli, Bodą zaś to chyba błąd zamiast boho; huho. bobo, hubak, bobak — to nazwy nocnego ducha. którym w całej Polsce straszono dzieci. Nazwa ta zapewne pochodzi z łac. bulw „sowa puchacz”, jak strzyga od strix „sowa”57.

Wcześniej niż bóstwa wyższego rzędu czcił człowiek demony. Sło­wem tym obejmujemy mityczne istoty człekokształtne, wyjątkowo leż podobne do zwierząt, ale i wtedy wywodzące się od duszy człowieczej i ukazujące się czasem w ludzkiej czy częściowo ludzkiej postaci. W języku ludowym obejmuje się te istoty nazwą „duchów”. Człowiek pierwotny personifikował i ubóstwiał zjawiska przyrody, traktował przedmioty jakby były żywe i obdarzone ukryta mocą, personifikował przyczynę zjawisk, uważał, że dusze zmarłych zamieszkują przyrodę. Tak miała powstać wiara w demony, a następnie przez wybitną indywi­dualizację niektórych z nich (np. siły ożywczej ognia i słońca) oraz przez sublimację wyobrażeń powstało pojęcie bóstwa wyższego rzędu. Inne pozostały, czym były — demonami. Wszystkie one wchodzą w kontakt z człowiekiem, pomagają mu lub szkodzą, a z drugiej strony człowiek może do pewnego stopnia je sobie podporządkować lub zjednać. Wyobrażenia ludowe o demonach są często mgliste i zmienne; zwykle w wierzeniach o pewnym demonie można uchwycić jakieś podstawowe jądro, a obok niego wierzenia drugorzędne, które mogą równocześnie lub w innym miejscu wiązać się z jakimś innym demonem.

Wiara w demony powstała w niezmiernie zamierzchłych czasach, lecz nie zginęła, choć z czasem rozwinęła się koncepcja boga wyższego rzędu i utrzymała się nawet w okresie chrześcijańskim; przeżytki spoty­kamy jeszcze dziś. Być może nawet, iż świat demonów bogatszy był w chrześcijańskim średniowieczu niż w dobie pogańskiej, bo do starych, odziedziczonych po prasłowiańskich przodkach wierzeń dołączyły się nowe, przybywające bądź to z zachodu, bądź ze wschodu. Specjalnie silne były wpływy germańskie, w nich zaś niemieckie, bo z Niemcami kontakty ludnościowe były najżywsze. Świat demonów można podzielić na kilka grup: demony domowe, leśne, demony doli, chorób i śmierci, demony wywodzące się od ludzi zmarłych przedwczesną lub gwałtowną śmiercią, demony zła i istoty półdemoniczne58.

Demony domowe są najczęściej duchami zmarłych przodków, nie­kiedy jednak niezależną od nich duszą domu. Niekiedy można je zoba­czyć w postaci człowieczka, podobnego do obecnego lub dawniejszego gospodarza, czasem w postaci węża. Wiara w nie rozpowszechniona jest w całej Słowiańszczyźnie pod różnymi nazwami, jak (duch) domowy, domowik, dziad. W średniowiecznym polskim kazaniu zanocowano nazwę ubożę. Staropolska nazwa poszła w zapomnienie (resztka tych wierzeń u ludu), jej zaś miejsce zajęły inne, rodzime, jak podziomek, latawiec, krasnoludek, lub pochodzenia obcego, jak skrzat (z germ. skral „demon leśny”).

Jakieś inne demony zamieszkiwały lasy, jak np. znany z legend polskich horuta czyli borowiec. Wodzą one ludzi po manowcach, śpie­wają bez słów, krzyczą, śmieją się, mają władzę nad zwierzętami, mogą rzucić chorobę na człowieka, co się w las zapuścił. Ukazują się w postaci wilka, puchacza i innych59.

Lud personifikował dolę człowieczą. Jest to duch, który się opiekuje ludźmi lub domem. Są dole troskliwe, są też niedbałe i nieżyczliwe. Niekiedy dola ma odmienne upodobania niż człowiek, któremu towa­rzyszy od kolebki do grobu, a wtedy musi dojść do nieszczęścia. Osobne demony miały wyznaczać długość życia, szczęście lub nieszczęścia; są one dobrze poświadczone z Rusi i południowej Słowiańszczyzny, po części z Czech, pod nazwą rodzanic i sudzienic; w Polsce istnieją tylko słabe poszlaki, z czego by można wnosić, że wiara w demony losu nie rodzima, lecz pochodząca w istocie od obcych ludów, nie zdążyła do niej dotrzeć60.

Duchy pokazywały się i działały przede wszystkim nocą, ale żyła też wiara w ducha żeńskiego, który się pojawiał w samo południe i był niebezpieczny dla ludzi, zwłaszcza zaś kobiet. Nazywano go południcą i przypofudnicą, poludniówką, a nawet latawcem i wieczornicą. Widocznie pomieszały się różne tradycje. Nasz wielki stownikarz, Grzegorz Knapski, tak o niej napisał: „Przypołudnica est spectrum meridie apparens, feminae habitu (widziadło pokazujące się w południe w niewieścim odzieniu)”. Uważano też południce za boginki.

Istnieje podejrzenie, że nazwa południca i samo wyobrażenie pojawi­ło się pod wpływem wezwania modlitewnego ,,a daemone meridiano libera nos, domine” i wersetu psalmu 90, 5—6: „non timebis a timore nocturno, a sagitta volante in die, a negotio ambulante in tenebris, ab incursu et daemone meridiano” (nie będziesz się bał strachu nocnego, strzały lecącej za dnia, osoby przechodzącej w ciemności, napastliwego diabła południowego)61. Demona straszącego po nocach nazywa się po prostu stryszkiem (gwarowe strosek, bo stroso). Podstawą tej wiary, jak i wiary w zmory, w strzygi, strzygonie, były przykre sensacje sercowe (duszności) u osób chorych na serce lub przemęczonych.

Osobna grupa demonów wywodzi się od dusz ludzi zmarłych przed­wczesną lub gwałtowną śmiercią. Duchy te zazdroszczą żyjącym, doku­czają im, a nawet doprowadzają do śmierci. Tak np. topielice i wodniki, duchy ludzi, którzy się utopili, wciągają kąpiących się pod wodę. Szczególnie wiele wątków oplotło się wokół dusz dziewcząt zmarłych przed ślubem, a więc ze zmarnowanym życiem. Znane są one najlepiej pod nazwą rusałek. Wyraz rusalia (od łacińskiego rosalia) był nazwą święta umarłych, potem masek występujących w dzień święta, potem duchów dziewczęcych. W czysto polskich gwarach wyraz ten nigdy nie był znany. Choć nazwa jest obcego pochodzenia, sama wiara jest dawna. Pierwotną nazwą była może boginka, znana dobrze w Polsce, może jakaś inna, coś w rodzaju ruskiej hrzegini. Boginkami nazywa się także demony porywające małe dzieci, a podrzucające własne, pokraczne odmieńce. Dlatego położnica i jej dziecko musiały być ota­czane szczególną ochroną, dziecku zaś nadawano nieraz imię odstrasza­jące jak Wilk, Niedźwiedź, lub wprowadzające w błąd jak Niemej, Nieluh, Niedróg, tzn. nielubiany itp. Dzisiejsze odrażające opisy bogi­nek (motyw obwisłych piersi zarzucanych przez ramię na plecy) są może wątkiem dopiero w chrześcijańskich czasach doczepionym. Wy­raz boginka jest przecież pochodzeniem związany z wyrazem bóg, ten zaś nie mógł oznaczać ani istoty złej, ani też brzydkiej. Losy tych wyrazów musiały się w chrześcijaństwie rozejść: wyraz bóg został odniesiony do bóstwa jedynego, a dla bóstwa żeńskiego boginki miejsca w niebie chrześcijańskim nie było. Musiała zostać zeszpecona fizycznie i czynić zło zamiast dobra.

Od prawieku utrzymywała się wiara, że trupy pewnych ludzi mogą wstawać z grobu, aby pić ludzką krew. Zapobiegano temu, przebijając kołkiem lub gwoździem albo paląc. Przyjęło się nazywać te istoty upiorami czyli wampirami. Może jednak nazwa ta oznaczała dawniej innego demona, bo zastanawia, że według ruskich źródeł wampirom składano ofiary, zamiast je prześladować; może wampir był pierwotnie demonem podobnym raczej do topielca czy rusałek. Nazwa strzygi i wierzenia z nią związane są wyraźnie obcego pochodzenia (z ła­cińskiego strix – sowa). Wierzono w wilkolaki czyli wilkolki, tzn. w ludzi, którzy umieli się zamieniać w wilki i z powrotem przybie­rać postać ludzką. Wiara ta zwracała uwagę sąsiadów. Być może, iż wiara w wilkołaki odbiła się dalekim echem w kronice Herodota, w jego opowieści o Neurach przemieniających się raz na rok w wilki.

Ogólnym nazwaniem złego ducha był wyraz czart, odnoszący się głównie do demona kusego, tj. kulawego czy bezogoniastego. Inną słowiańską nazwą demona zła był bies; wyraz ten jednak musiał wcześnie zaginąć w dialektach, z których pochodzi język polski. Wszedł on później do polszczyzny z języka ukraińskiego lub białoruskiego, pojawia się bowiem u pisarzy kresowych. Świadczy też o tym postać dźwiękowa wyrazu: bies zamiast oczekiwanego teoretycznie bias.

Oba te wyrazy świadczą, że Słowianom znane było pojęcie demona zła, ale byłoby z pewnością przesadą przypisywać im wiarę w walkę pierwiastka dobrego i złego. Krótką wzmiankę Helmolda o Diable czyli Czarnobogu uczeni dość zgodnie uważają za przesadną; nie uprawnia ona jeszcze do zbudowania tezy o dualizmie słowiańskiej religii62.

Przypisy do tekstu źródłowego

  1. Marcina Kromera nauka o tradycji, Tarnów 1988, s. 89.↩
  2. A. Gieysztor, op. cit., s. 158.↩
  3. Ibidem, s. 167.↩
  4. W. Antoniewicz, Religia dawnych Słowian, [w:] Religia świata; Warszawa 1957, s. 32.↩
  5. Ibidem, s. 33.↩
  6. S. Urbańczyk, Dawni…, s. 101.↩
  7. Pismo Święte Nowego Testamentu, wstęp, nowy przekład z Wulgaty, komentarz Eugeniusz Dąbrowski, Poznań 1973.↩
  8. W. Antoniewicz, O religii…, s. 55.↩
5/5 - (1 vote)

Początki chrześcijaństwa na ziemiach polskich: źródła i granice rekonstrukcji

Rok 966, rok oficjalnego przyjęcia przez Polskę chrześcijaństwa, jakkolwiek z pewnością w życiu religijnym przełomowy, nie był żelazną, szczelną przegrodą między przeszłością a przyszłością. Z jednej strony chrześcijaństwo przenikało na ziemie Polski od dziesiątków lat, z dru­giej strony pogaństwo utrzymywało się jeszcze bardzo długo po roku 966. Wszak należy się liczyć z przenikaniem chrześcijaństwa do Mało­polski już koło 880 roku, jak się to wnosi ze wzmianki w Żywocie św. Metodego35, musimy się z nim liczyć także na Śląsku, który, podobnie jak Małopolska, należał jakiś czas do chrześcijańskich Czech, zanim został podbity przez Piastów. A zatem jakieś elementy wierzeń i kultu chrześ­cijańskiego mogły już przed rokiem 966 zakorzenić się dosyć mocno wśród plemion południowopolskich, przekształcając czy powiększając tradycyjny zapas wierzeń i obrzędów. Całkowitą czy prawie całkowitą nowością mogło być chrześcijaństwo w 966 r. dla plemion wielko­polskich, mazowieckich i pomorskich. Oficjalnie przyjęte chrześci­jaństwo naruszyło oczywiście najpierw poglądy wyższych warstw spo­łecznych, tego wszystkiego, co było lepiej widoczne z tronu książęcego i biskupiego; wpłynęło leż z pewnością na mieszkańców grodów i pod­grodzi bez względu na ich pozycję społeczną, bo i oni łatwiej podlegali kontroli władzy. Pogaństwo zaś utrzymywało się najłatwiej na wsi i na odległych peryferiach państwa. W roku 1038 zerwało się ostatni raz do beznadziejnej walki z nową wiarą.

Nas interesuje oczywiście ten świat wierzeń, który się kruszył w cią­gu X i Xl w. pod działaniem misji chrześcijańskiej. Chodzi o przed­stawienie wszystkiego, co na ten temat wiemy. Nie ma powodu ukry­wać, że wiemy stosunkowo niewiele i że dawne stosunki rekonstruujemy z wielkim trudem, najczęściej w sposób hipotetyczny. Że tak jest, nauka nic nie winna. Podstawą przecież historycznej rekonstrukcji są źródła, a tych nam właśnie los poskąpił. Nasza wiedza o tamtych czasach oparta jest głównie na rocznikach, te zaś ograniczały się niestety do suchych wiadomości o zdarzeniach zewnętrznych, o bitwach, wielkich klęskach żywiołowych, o śmierci sławnych ludzi, czasem o drobiazgach z najbliższego otoczenia rocznikarza. Gdy nawet rocznik zapisze, że Polska się ochrzciła, ani słówkiem nie wspomni o świecie wierzeń, który przez ten fakt został skazany na śmierć. Milczą na ten temat i inne źródła, jak Żywoty św. Wojciecha36. Niemiecki kronikarz Thietmar, bar­dzo interesujący się Polską, widocznie nic nie słyszał o przeżytkach pogaństwa w Polsce, bo chyba przez prostą złośliwość byłby o tym opowiedział. Gdy Gali koło 1113 r. pisał swoje dzieło, było już właśnie za późno. Pogaństwo mogło wtedy istnieć tylko w postaci wiary w jakieś podrzędne demony i w zabobon. Pamięć o bogach wyższych zaginęła, bo w nią przede wszystkim godziła propaganda chrześcijańska. W jeszcze trudniejszej sytuacji był Kadłubek, a tym bardziej Długosz.

Długosz jednak pojmował swoje zadanie w sposób bardziej nauko­wy niż jego poprzednicy. Jemu zależało na pełnym obrazie kraju i jego kultury od samego początku. W źródłach, które tak pilnie zbierał. znalazł wzmianki o bogach ruskich, może i pomorskich, to go zaś skłoniło do próby rekonstrukcji polskiego pogaństwa. Złożyło się przy tym lak szczęśliwie, że we współcześnie krążących zbiorach kazań i ustawach synodalnych znalazły się po imieniu wymienione jakby autentyczne polskie bóstwa. Długosz poddał je jeszcze swoiście naukowej obróbce, tworząc z pomocą mitologii klasycznej polski olimp37. Na wy­krycie pomyłki trzeba było czekać przeszło 500 lat, na Aleksandra Brucknera, który udowodnił, że mało zrozumiałe okrzyki z pieśni ludowych naiwni duchowni wzięli za imiona pogańskich bogów38. U następców Długosza wytwór jego uczoności spotykał się z pełnym zrozumieniem. Listę bogów i demonów powiększono, czerpiąc w zna­komitej części z tego samego źródła, tj. z niezrozumiałych przyśpiewek, w mniejszej części z autentycznych wierzeń ludowych. Czym późniejszy autor, czym dalszy od okresu pogańskiego, tym więcej ma do powiedze­nia na temat pogaństwa39.

Tymczasem cóż miał do powiedzenia wiek XVI o wierze przodków sprzed pół tysiąca lat o tzw. wyższej religii, tj. o bogach mogli wiedzieć akurat tyle, co dzisiejszy analfabeta o zdarzeniach za życia Długosza, np. o poglądach husytów. Mogli oni byli zebrać przykłady ludowego zabobonu, gdyby byli mieli zmysł naukowy etnografa. Na to zdobył się dopiero wiek XIX. Właśnie zapiski etnografów XIX i XX w. są jedną z podstaw do rekonstrukcji wierzeń naszych przodków. Jest to zresztą źródło nieraz zmącone z winy zbieraczy, czasem nie dość systematycz­nych, nie dość starannych, czasem dyletantów-fantastów. Nowoczesny krytyczny etnograf ma wiele trudności z oddzieleniem prawdy od zanie­czyszczeń; osobną trudność stanowi odróżnienie wierzeń rodzimych (rodzimych w tym przynajmniej sensie, że istniały u nas nie później jak w chwili przyjęcia chrześcijaństwa) od obcych, nowszych naleciałości. Nie ulega przecież żadnej wątpliwości, że wiele wątków wierzeniowych przyszło z kolonizacją niemiecką, z literaturą straganową XVI i XVII w., a nawet średniowieczni duchowni chrześcijańscy swoimi kazaniami zaszczepili niejeden włoski, francuski czy niemiecki zabobon. Krytycz­na ocena i krytyczne wyzyskanie źródeł etnograficznych dla historii kultury nie jest jeszcze ukończone.

Drugi zespół źródeł — to wzmianki historyczne o wierzeniach są­siednich Słowian, a takich nie brak. Są to wzmianki o bóstwach Słowian pomorskich i ruskich. O pogaństwie na Rusi mówią krótkie ustępy w rękopisach kroniki tzw. Nestora, wstawki interpolowane przez ko­pistów do przekładów z literatury greckiej oraz kazania, rzucające gromy na przeżytki pogaństwa. Dla nas najważniejsze są źródła pomor­skie, bo dotyczą naszych najbliższych pobratymców językowych, któ­rzy po części byli kiedyś obywatelami państwa piastowskiego, a obecnie ziemia przez nich zamieszkała wchodzi w skład naszego państwa. Oto ważniejsze z nich. Najstarsze — to kronika Thietmara, biskupa merseburskiego, który wiele mówi o sprawach pomorskich i polskich. Przekazał on wiadomość o czci oddawanej przez. Ślązaków górze So­bótce, a przede wszystkim opisał świątynię Swarożyca w Radogoszczu (około 100 km na zachód od Szczecina)40. Bardzo cenne są trzy za­chowane żywoty św. Ottona, apostoła Pomorzan (wyprawy misyjne w roku 1124 i 1128), które przedstawiają stosunki w Szczecinie, Woli­nie, Bialogrodzie, Kołobrzegu, a także na Pomorzu za Odrą41. One to mówią o kulcie Trzygłowa w Szczecinie i Wolinie, a Jarowita w Ołogoszczu za Odrą. Nieco później żył Helmold, proboszcz słowiańskiej wsi w Holsztynie, autor kilku subtelnych spostrzeżeń (pisał koło roku 1168). Ostatnim z serii kronikarzy był Duńczyk, Sakson Gramatyk, który odmalował upadek Arkony. Jakkolwiek każdy z nich pozostawił bardzo cenne informacje, to jednak żaden nie starał się o bezstronny i pełny obraz wierzeń i obrzędów. Z luźnych wzmianek musimy sami dokonać rekonstrukcji tego, co minęło42.

Tu jednak mogą się nasunąć wątpliwości, czy mamy prawo roz­ciągać te informacje także na ziemie polskie. Wszak mogły być różnice, tak jak i dziś istnieją pomiędzy Słowianami poważne różnice kulturalne. Niektórzy autorzy są zdania, iż właśnie w okresie zetknięcia się z chrześ­cijaństwem i pod jego wpływem wierzenia i obrzędy Słowian weszły w stadium szybkich przemian. Na ten czas przerzucają niektórzy m. in. powstanie pojęcia bóstw wyższych. Pojęcie boga miało jakoby powstać w związku z rozwojem państw feudalnych — jeden władca feudalny miał być wzorem dla koncepcji jednego boga i w ogóle boga wyższego rzędu. Gdyby tak było, to istotnie mógł ten rozwój inaczej przebiegać u Słowian ruskich, inaczej u pomorskich, a jeszcze inaczej u polskich.

Takie stanowisko jest z pewnością zbyt pesymistyczne. Miesza się tu pojęcia boga z pojęciem jedynego czy najwyższego boga narodowego. Że pojęcie boga istniało już w okresie indoeuropejskim, to wynika z porównawczej historii religijnej. Już wtedy ponad demonami, tj. istotami mitycznymi, człekokształtnymi, stosunkowo słabymi, wyras­tali bogowie, tj., istoty o wielkiej mocy, stałym charakterze, wybitnie zindywidualizowane, wyższe ponad prawa natury. Wyraźnie o takim bogu wspomina historyk grecki Prokopiusz w VI wieku przedstawiając wierzenia bałkańskich Słowian43; o takim mówi w odniesieniu do Pomo­rzan kronikarz Helmold. Oni obaj przeciwstawiają bóstwa wyższe niż­szym, czyli demonom. Myślę, że to wszystko razem jest dostateczną podstawą do przyznania wszystkim Słowianom, w tym rzędzie i plemio­nom polskim, tego pojęcia. Prawdopodobnie był to tzw. henoteizm, tzn. dominowanie jednego boga ponad innymi. Henoteizm można by uwa­żać za stadium pośrednie między politeizmem a monoteizmem44.

Religia Słowian uległa w drugiej połowie pierwszego tysiąclecia p.n.e. poważnym przekształceniom pod wpływem kultury ludów irań­skich, które żyły nad Morzem Czarnym. Zaginęły stare terminy religij­ne, np. pierwotny indoeuropejski wyraz oznaczający pojęcie boga, ten sam, co występuje w litewskim dievus, łacińskim deus, greckim Dzeus, oznaczający personifikowaną jasność nieba. Jego miejsce zajął termin bóg, który pierwotnie oznaczał bogactwo, szczęśliwy los. Przesunięcie znaczenia z bogactwa na boga, tj. dawcę szczęśliwego losu, które stwier­dzono w językach irańskich i w słowiańskich, zaszło zapewne najpierw w irańskich, a pod ich wpływem — w prasłowiańskim. Podobne przesu­nięcie znaczeniowe — od świeckiego do religijnego — zaszło zgodnie w pewnej ilości wyrazów w językach irańskich i prasłowiańskim, i to jest podstawa do opinii, że wierzenia Irańczyków oddziałały na świat wie­rzeń Prasłowian.

Są poważne podstawy aby twierdzić, że bogiem, wybijającym się ponad inne, był bóg, personifikacja jasnego nieba, słońca i ognia. Jeszcze do ostatnich czasów słońce i ogień otoczone były u chłopów religijną czcią. Również w historycznych źródłach wyraźnie rysują się objawy kultu słońca, ognia i piorunu, bóstwa zaś, które się w źródłach wysuwają przed inne, dadzą się powiązać właśnie czy to z niebem, czy ze słońcem, piorunem lub ogniem. Są to Swaróg, Swarożyc, Dadzbóg i Peniń45. Szczegóły wiary nie są jasne; źródła podają wiadomości mętne, czasem sprzeczne. Nie powinno to dziwić. Nasi przodkowie nie byli teologami, dzielącymi włos na czworo, wszystkie zaś wiadomości po­chodzą od ludzi obcych, nieżyczliwych pogaństwu, mało znających świat słowiańskich wierzeń albo, co gorsza, powstały w czasach, kiedy pogaństwo istniało w formie reliktu, ukrywającego się po lasach, nie­chętnie przyznającego się do istnienia i niechętnie mówiącego o sobie.

Przypisy do tekstu źródłowego

  1. Żywoty Konstantyna i Metodego, przeł. i przypisami opatrzył Tadeusz Lehr-Spławiński, Warszawa 2000, s. 254.↩
  2. Księga żywota świętego Wojciecha, przekł. na jęz. pol. dokonał oraz przedm. i koment. opatrzył Aleksander Wojciech Mikołajczak, Gniezno 1997, s. 143.↩
  3. Jana Długosza Roczniki czyli Kroniki sławnego Królestwa Polskiego, Warszawa 1985, s. 32.↩
  4. A. Bruckner, Mitologia słowiańska i polska, Warszawa 1985, s. 111.↩
  5. Jana Długosza Roczniki…, s. 35.↩
  6. Kronika Thietmara…, s. 221.↩
  7. G. Bojar-Fijałkowski, Święty Otton z Bambergu, Warszawa 1986, s. 44.↩
  8. W. Antoniewicz, O religii…, s. 48.↩
  9. Prokopiusz z Cezarei, Historia sekretna, Warszawa 1998, s. 229.↩
  10. Według encyklopedii henoteizm forma politeizmu, w której jedno z bóstw zajmuje dominujące miejsce w kulcie, stając się obiektem monolatrii; termin użyty po raz pierwszy 1860 przez F.M. Müllera dla określenia wedyzmu (wczesnej fazy hinduizmu), Encyklopedia PWN w trzech tomach, Warszawa 1999.↩
  11. M. Kowalczyk, Wierzenia pogańskie za pierwszych Piastów, Łódź 1968, s. 44.↩
5/5 - (1 vote)

Słowiaństwo i jego pogańskie religie: posągi, idole i schyłek pogaństwa

Sprawa wygląda lepiej ze znaleziskami rzeźbionych wizerun­ków bogów, chociaż archeologom nierzadko grozi niebezpieczeń­stwo, że padną ofiarą mistyfikacji. Znana jest np. historia tzw. idoli z Prillwitz, metalowych figurek z napisami runicznymi, któ­re w końcu XVII wieku miał rzekomo odkryć pastor Gideon Sponholz w wielkim kotle na brzegu Jeziora Dołęskiego (Tollen-see). Już w roku 1834 Kari Lewezow udowodnił, że są to fal­syfikaty; mimo to jednak obrońcy ich autentyczności pojawiali się jeszcze na początku XX wieku30.

Za autentyczny można jednak uważać drewniany posąg, zna­leziony na południowym brzegu jeziora Ruppiner opodal słowiańskiego grodu Altfriesack. Co prawda, z początku nie było pewne, czy bożek jest istotnie pochodzenia słowiańskiego; jednak archeologowie wezwali na pomoc fizyków, którzy w roku 1967, stosując metodę radiowęglową, datowali figurę na drugą połowę VI wieku – czas, w którym rozpoczęło się słowiańskie osadnic­two tych terenów. Mimo woli przychodzą na myśl legendy staroczeskie, jak je zanotował praski kronikarz Kosmas, gdzie po­wiada się o bożkach, niesionych .na ramionach przez pierwszych Czechów, zajmujących kraj. Bóstwo z Altfriesack wyrzeźbione jest w dębowym drewnie; przedstawia ono zaskakująco szczu­płą sylwetkę męską z otworem na fallus, wtykany, okazjonalnie, zapewne jako atrybut bóstwa płodności. Podobne idole znalezio­no w pobliżu znanego nam już grodziska w Behren-Lubchine oraz w Braaku koło Eutina. Falliczny kult. płodności, o którym mamy rów­nież .wzmianki pisane na przykład u Słowian wschodnich, udo­wodniony jest znaleziskiem fallusa z drewna dębowego – w cen­tralnej Polsce, w Łęczycy31.

Bałwany wykonywano także z innych materiałów. Znany jest np. kamień Swiętowita, tkwiący w murze kościoła w Altenkirchen opodal Arkony, przedstawiający płaskorzeźbioną postać mę­ską, trzymającą ogromny róg (naczynie do picia), symbol Swięto­wita; również podobny kamień w Bergen na Rugii, także tkwiący w kościelnym murze, albo kamień Jarowita z Wołogoszczy (dziś Wolgast) z prymitywnym wyobrażeniem miejscowego bóstwa, dzierżącego włócznię jako atrybut funkcji wojskowej32.

Obok tych wielkich figur z pewnością kultowy charakter mia­ły także niewielkie rzeźby, jak np. ołowiana figurka, znaleziona w grobie koło Weggun (pow. Prenziau), brązowy posążek męż­czyzny z nadodrzańskiego grodziska Schwedt czy kościana głów­ka z Merseburga i inne. Nie brak także zwierząt kultowych; np. ołowiane amulety z wyobrażeniem ryby z Wustrow nad je­ziorem Tollensee albo z Fergitz koło Prenziau, wąż rzeźbiony w jelenim rogu, znaleziony w Górkę koło Anklam, a zwłaszcza figurki koni, atrybuty bóstw wojny; takim prawdopodobnie był brązowy konik z Brandenburga33.

Wiele uwagi poświęcono niedawnemu odkryciu dwóch idoli dę­bowych w obronnej osadzie, położonej na Fischerinsel (jezioro Tollensee, na południe od Neubrandenburga). Osada pochodzi z XI—XII wieku. Jeden z posągów, o wysokości 165 cm, wyob­raża bóstwo kobiece z głową jedynie naznaczoną, ale z wyolbrzy­mionymi cechami płci żeńskiej. Interesujące, że posąg wyrzeźbiono tak, by widz mógł patrzeć nań skośnie z przodu — a więc najpewniej jego miejsce, jako pomniejszego bóstwa, było w ką­cie świątyni. Drugi wyobrażał dwugłowe bóstwo męskie, wysoko­ści 170 cm, stojące na graniastym słupie. Obie jego głowy, osa­dzone na wspólnych ramionach, odznaczają się przede wszystkim wielkimi, zwisającymi wąsami. Wielogłowość bogów należy do powszechnych, ale dotąd niezadowalająco wyjaśnionych cech pogaństwa słowiańskiego nad Bałtykiem. Ze świadectw kronikarzy wiadomo, że Swiętowit i Porenut mieli po cztery głowy, Trzygłów ze Szczecina, Wolina i Brandenburga — po trzy, Porewit pięć, a Rujewit — znany tylko z Gardźca (dziś Garz) na Rugii — aż siedem. W Europie zjawisko to jest raczej rzadkie, zdarza się np. u Celtów lub Rzymian — za to wielogłowe posągi bardzo przypominają stare bóstwa indyjskie, gdzie podobne wyobraże­nia dotychczas są stosowane. Z tego więc powodu nie możemy wykluczyć związku z dawnym pniem indoeuropejskim, którego relikty w pogaństwie słowiańskim można prześledzić także w in­nych dziedzinach, np. w rytuale pogrzebowym.

Wierzenia religijne wymarłych Słowian północno-zachodnich, tak długo opierających się naporowi z zewnątrz i próbom chrys­tianizacji, są niewątpliwie jedną z najciekawszych kart historii europejskiej kultury duchowej. Jest rzeczą zrozumiałą, że obec­ność zatwardziałych pogan w centrum Europy jeszcze w XI—XII wieku odczuwana była przez zachodnie chrześcijaństwo jako ano­malia, którą należało jak najszybciej usunąć. Stąd wytrwałe, cią­gnące się przez całe stulecia zabiegi, by zlikwidować ów gorszący stan rzeczy. Najczęściej stosowano przemoc. W roku 1147 pod wpływem apelu św. Bernarda z Clairvaux zorganizowano nawet, za­miast do Ziemi Świętej, wielką wyprawę krzyżową przeciw Obodrzycom i Wieletom. Pod dowództwem Henryka Lwa, Albrechta Niedźwiedzia, arcybiskupów z Magdeburga i Bremy, papieskiego le­gata Anzelma oraz innych wybitnych wielmożów tamtych czasów uczestniczyły w niej wojska saskie, duńskie (wraz z flotą), czes­kie i polskie. Nie odniosła ona co prawda zbyt wielkich sukce­sów militarnych — lecz pustosząc kraj i dziesiątkując ludność nadwerężyła potęgę plemion nadbałtyckich w takim stopniu, że w ciągu niewielu dziesięcioleci pokonano je zupełnie. Ich pogań­ska „ideologia” nie mogła w swej schyłkowej i atawistycznej for­mie utrzymać się wobec wyżej rozwiniętej cywilizacji chrze­ścijańskiej34.

Jak czytać materialne ślady słowiańskiego kultu?

Zabytki opisane wyżej są szczególnie cenne dlatego, że równoważą słabość przekazów pisanych. Większość relacji o religii przedchrześcijańskich Słowian powstała dopiero w okresie konwersji lub po niej, a ich autorami byli zazwyczaj chrześcijańscy obserwatorzy z zewnątrz. Dlatego posąg, fragment rzeźby czy relikt budowli nie stanowią prostego „dowodu” na treść konkretnego mitu. Zyskują znaczenie dopiero w zestawieniu z miejscem odkrycia, datowaniem, układem przestrzennym stanowiska oraz opisami kronikarzy. Taki sposób pracy nie usuwa niepewności, lecz pozwala oddzielić to, co rzeczywiście znaleziono, od późniejszych prób nazwania bóstwa albo odtworzenia całego obrzędu na podstawie jednego przedmiotu.

Dodatkową trudnością jest sam materiał. Drewniane konstrukcje grodów i świątyń ulegały zniszczeniu, a wały z drewna i ziemi z czasem osiadały lub znikały pod powierzchnią. Na przylądku Arkona problem pogłębia erozja klifu: część dawnego obszaru pochłonęło morze. Brak pełnego rzutu świątyni nie oznacza zatem, że przekaz Saxona jest bezwartościowy; oznacza jedynie, że opis pisany i pozostałości terenowe trzeba czytać razem, ze świadomością luk. Współczesne opracowania Arkony rozdzielają analizę topografii, materiału zabytkowego, wykopalisk oraz samego sanktuarium, co dobrze pokazuje, jak wiele odrębnych pytań kryje się za pozornie prostym stwierdzeniem, że „odkryto świątynię”.

Podobna ostrożność dotyczy figur antropomorficznych. Wielogłowość, wyolbrzymione cechy płciowe czy atrybuty wojenne mogą mieć znaczenie religijne, ale ich interpretacja zależy od kontekstu. Przedmiot wydobyty z warstwy osadniczej, bagna, grobu albo wtórnie użyty w murze kościoła niesie za każdym razem inny rodzaj informacji. Nie każda niewielka figurka była idolem świątynnym; mogła pełnić funkcję amuletu, przedmiotu domowego kultu albo znaku o znaczeniu, którego dziś nie potrafimy odtworzyć. Również podobieństwo do wyobrażeń z odległych kultur nie rozstrzyga samo w sobie o wspólnym pochodzeniu motywu. Jest wskazówką do porównania, a nie końcem argumentacji.

Najbardziej przekonujący obraz powstaje więc tam, gdzie spotykają się trzy rodzaje świadectw: kronika, archeologia i analiza porównawcza. Kronika może nazwać bóstwo i opisać rytuał, wykopaliska pokazują realną przestrzeń i przedmioty, a porównanie z innymi tradycjami podpowiada możliwe znaczenia. Każde z tych źródeł ma jednak własne ograniczenia. Tak rozumiana ostrożność nie odbiera znaleziskom atrakcyjności. Przeciwnie, pozwala zobaczyć je nie jako gotowe ilustracje znanych opowieści, lecz jako samodzielne świadectwa, które czasem potwierdzają teksty, czasem im przeczą, a czasem pozostawiają pytanie bez odpowiedzi.

Przypisy do tekstu źródłowego

  1. W. Antoniewicz, O religii dawnych Słowian, Światowid; t. 20, Warszawa 1957, s. 32.↩
  2. J. Gąssowski, Schyłkowe pogaństwo na ziemiach polskich w świetle odkryć Archeologicznych, Światowit 1995, s. 169.↩
  3. Ibidem, s. 181.↩
  4. G. Labuda, Słowiańszczyzna pierwotna, wybór tekstów, Warszawa 1954, s. 188.↩
  5. A. Bruckner, Dzieje kultury polskiej; t. l . – od czasów przedhistorycznych do roku 1506, Kraków 1930, s. 55.↩
Oceń tę pracę

Słowiaństwo i jego pogańskie religie: Arkona, Retra i świątynie bogów

Mitologia pogańskich Słowian wyrosła z tego samego indoeuropejskiego pnia, co wyobrażenia starożytnych Greków, Rzy­mian, Celtów czy Germanów21. Wiemy jednak o niej bez porów­nania mniej niż o życiu duchowym reszty dawnych Europejczy­ków. Dzieje się tak nie dlatego, że kultura duchowa Słowian była uboższa, lecz dlatego że weszli oni stosunkowo późno na wi­downię dziejów, nie istnieli zatem w świadomości narodów cy­wilizowanych. Nie mieli więc swego Cezara czy Tacyta, który pisałby o nich bezstronnie, jak np. było to w przypadku Celtów albo Germanów. Gdy Słowianie pojawili się na scenie, kulturalna Europa już była chrześcijańska i dlatego nie interesowała się zbytnio religiami barbarzyńców, na których patrzała z pogardą, starając się przyłączyć ich jak najszybciej do społeczności chrze­ścijańskiej. Dokonywało się to czasem tak szybko i tak całko­wicie, że po wierzeniach pierwotnych nie pozostawało nic, oprócz przeżytków w folklorze. Tak było na przykład z przodkami Czechów, Słowaków, Polaków czy Jugosłowian. Bliższe infor­macje zachowały się jedynie o wschodnich Słowianach, bardziej wykształconych; znaleźć je można w miejscowych, już chrze­ścijańskich źródłach, przede wszystkim w jedenastowiecznym Latopisie Kijowskim. Jednak stosunkowo najwięcej wiemy o re­ligii wymarłych Słowian połabskich i nadbałtyckich, chociaż na ogół za pośrednictwem obcych księży, którzy często nie rozu­mieli różnych subtelności; podawali więc informacje uproszczone lub niejasne, zwłaszcza jeśli idzie o istotę i funkcję poszczegól­nych bóstw22.

Zgadzają się oni np. co do tego, że najważniejszym ze wszy­stkich słowiańskich bogów na północy, deus deorum, był Swiętowit, a ośrodkiem jego kultu wyspa -Rugia, gdzie stała prze­sławna świątynia w Arkonie. Proboszcz z Bożowa (dziś Bosau) Helmold, żyjący w drugiej połowie XIII wieku w słowiańskiej Wagrii, nie opodal jeziora Płońskiego (dziś Plónersee), opowiada w swojej Chronica Slavorum (Kronika Słowiańska), że wieszczby kapłana Swiętowita cieszyły się największym zaufaniem, i dla­tego do jego świątyni słano dary ze wszystkich ziem słowiań­skich, a nawet od niesłowiańskich sąsiadów, jak o tym świadczy wspaniały puchar, darowany przez duńskiego króla Swena. Ido­lowi Swiętowita składano co roku także ofiary z ludzi, a mia­nowicie z pojmanych chrześcijan. Mieszkańcy Rugii mieli opinię najzatwardzialszych pogan; oni to najdłużej ze wszystkich Sło­wian bronili się przed chrześcijaństwem23.

Dokładne dane o kulcie Swiętowita i jego zaniku podał duński ksiądz Saxo Grammaticus, który zmarł na początku XIII wieku. Spod jego pióra wyszedł sugestywny opis świątyni postawionej na płaskowyżu, pośrodku obwarowanego miasta Arkona, znaj­dującego się na północnym cyplu wyspy. Świątynię otaczało ogrodzenie zdobione starannie wykonanymi rzeźbami i nieporad­nymi malowidłami. Było w nim tylko jedno wejście. Właściwą świątynię zbudowano z drewna; krył ją czerwony dach, we­wnętrzne ściany zaś tworzyły wspaniałe tkaniny, zawieszone na czterech słupach. W środku stał drewniany bożek o nadludzkich wymiarach, mający cztery głowy, z których dwie zwrócone były w przód, a dwie w tył. W prawej ręce trzymał metalowy róg, który obsługujący kapłan napełniał corocznie winem, by potem wieszczyć zeń urodzaj w przyszłym roku. Obok posągu leżało wędzidło, siodło i inne liczne atrybuty, pośród których budził podziw ogromny miecz z pięknie wyklepaną srebrną rękojeścią i pochwą. Oprócz tego Swiętowitowi poświęcony był śnieżno­biały koń, na którym mógł jeździć tylko kapłan. Wierzono, że nocą Swiętowit odbywał na nim wyprawy wojenne, ponieważ rano zastawano konia zgrzanego i ubłoconego, jak gdyby wrócił z dalekiej drogi. Za pomocą konia wróżono też zwycięstwo lub klęskę planowanych wypraw wojennych. Jeśli koń przekroczył rzędy włóczni, rozłożone przed świątynią, najpierw prawą nogą, był to dobry znak; w przeciwnym razie rezygnowano z wypra­wy. Do świętego przybytku mógł wejść tylko jeden kapłan, ale nie wolno mu było tam oddychać — dla każdego nabrania po­wietrza musiał biec do wyjścia. Na ofiarę składano wino i wielki okrągły miodowy placek, po zakończeniu zaś obrzędu następo­wała wspaniała uczta, po której nikt nie mógł pozostać trzeźwy. Dla swej ochrony miał Swiętowit drużynę trzystu konnych; do ich zadań należało również pomnażanie świątynnego skarbca. Swiętowit przypomina więc swymi atrybutami rzymskiego boga wojny Marsa, chociaż spełniał, jak na to wskazuje obrzęd z ro­giem, także inne funkcje24.

Ponieważ lokalizacja Arkony jest dobrze znana — resztki jej masywnych wałów na kredowych falezach przylądka Arkona do dnia dzisiejszego opierają się falom Bałtyku — nic więc dziw­nego, że przykuwała ona uwagę archeologów. W roku 1921 roz­począł tutaj badania jeden z czołowych archeologów niemiec­kich, Kari Schuchhardt. Kierując się opisem Saxona, penetro­wał niewielkie wzniesienie w hipotetycznym centrum grodu, obecnie już w większej części pochłoniętym przez morze. Schuchhardtowi udało się ustalić fundamenty budowli na planie kwa­dratu z czterema słupami wewnętrznymi i śladem kamiennego cokołu idola; ogłosił więc bez najmniejszych wątpliwości, że ów obiekt jest poszukiwaną świątynią. Świat naukowy przyjął ten pogląd, chociaż wkrótce zaczęły pojawiać się wątpliwości, zwłaszcza po drugiej wojnie światowej, kiedy udoskonaliła się znacznie technika badawcza i system dokumentacji. Według po­jęć dzisiejszych Kari Schuchhardt nie prowadził badań zbyt pre­cyzyjnie; dokonywał tylko wąskich cięć zamiast szerokoprzestrzennych odkrywek, dających dokładny wgląd w stanowisko ar­cheologiczne25. Owe wątpliwości sformułował konkretnie i stanowczo w roku 1959 archeolog duński Ejnar Dyggve. Poddał on wyniki badań Schuchhardta drobiazgowej analizie, m.in. stwierdzając znaczne niezgodności z opisem Saxona Grammaticusa zarówno co do rozmiarów budowli, jak i jej architektury. Doszedł do wniosku, że obiekt odkryty przez Schuchhardta mógł być co najwyżej resztkami duńskiej świątyni misyjnej, postawionej w miejscu pogańskiego ośrodka kultowego, jak to ówczesny Ko­ściół powszechnie praktykował. Owa sporna kwestia została roz­strzygnięta w latach 1969—1970 przez archeologa niemieckiego Hansdietera Berlekampa, który w miejscu sondaży Schuchhardta przeprowadził badania kontrolne stwierdzając jedynie resztki obwarowań zewnętrznych. Świątynia musiała więc znajdować się dalej na wschód — tam gdzie dziś przewalają się fale Bał­tyku. Jej dokładnej lokalizacji nie ustalimy już nigdy i dlatego musimy zadowolić się opisem kronikarza duńskiego26.

Podobny los spotkał również inne domniemane odkrycie Schuchhardta, drugiej co do ważności świątyni Słowian nadbał­tyckich — Retry. O tej głównej świątyni plemienia Redarów donosi nam przede wszystkim biskup merseburski Thietmar, któ­ry zmarł w roku 1018. Według jego opisu pośrodku świętego gaju stała wspaniale zdobiona świątynia drewniana, wzniesiona na rogach zwierzęcych, a w niej cały zastęp uzbrojonych boż­ków. Pośród nich wyróżniał się zwłaszcza Swarożyc, uznawany najprawdopodobniej za syna boga Słońca, Swaroga, znanego rów­nież z panteonu Słowian wschodnich. Był on obok Swiętowita czczony przez wszystkich Słowian północnych. Składano mu tak­że ofiary z ludzi, np. w roku 1066 taki los spotkał biskupa Jana z Marienburga. Również i Swarożycowi poświęcony był święty koń, służący kapłanom do wieszczby. W roku 1068, kiedy świą­tynię definitywnie zburzono, jechał na nim — ku hańbie pogan — biskup Burchard, wracając do swej siedziby w Halberstadt27.

Thietmar pisze niezbyt jasno, że miasto Retra było „trzyrogie” (tricomis) i że miało trzy bramy. Wobec wielkiej liczby grodów na północy, dość podobnych do siebie, archeologowie szukali Retry co najmniej w dwudziestu miejscach. Najpowszechniej jednak przyjął się pogląd Karla Schuchhardta, który w roku 1922 podjął niewielkie badania na obwarowanej Górze Zamko­wej koło Feldbergu nad Jeziorem Feldberskim i ogłosił, że wła­śnie to miejsce jest poszukiwaną Retrą, której „trzyroga” forma da się według niego wytłumaczyć wieżami trzech bram28.

Imponujące położenie Góry Zamkowej, gęsto zarośniętej lasem bukowym, narzucało wprost ową hipotezę, ale również zachę­cało współczesnych nam archeologów do podjęcia badań kontrol­nych. Rozpoczął je w roku 1967 uczony berliński Joachim Herrmann: jego prace rzeczywiście potwierdziły, że istniało tu ważne centrum plemienne, w którym, sądząc po gęstości zabudowy, mieszkało stale 600—1200 osób. Odkryto tu także świątynię, ale nie na szczycie Góry Zamkowej, jak przypuszczał Schuchhardt, lecz na bocznej odnodze wzniesienia nad jeziorem, w terenie oddzielonym fosą. Ale znaleziska wykazały w sposób niewątpli­wy, że gród Feldberg istniał już w VII—IX wieku, podczas gdy po czasach największej chwały Retry, udokumentowanych hi­storycznie, czyli z X—XI wieku, nie ma ani śladu. I w tym wypadku trzeba więc było — przynajmniej na razie — zre­zygnować z wysnuwania ostatecznych wniosków i szukać dalej. Jak widać, archeolodzy nie mieli szczęścia do pogańskich świątyń północno-zachodnich Słowian — mimo że kronikarze z; XI—XII wieku pozostawili o nich tak wiele konkretnych informacji. Również badania Herrmanna w Feldbergu przyniosły zaledwie stwierdzenie, że istotnie stała tam jakaś prostokątna budowla, rozczłonkowana na kilka pomieszczeń i oddzielona rowem od grodu właściwego. Nieco dokładniejsze wyobrażenie mamy, o ano­nimowych, prymitywnych miejscach ofiarnych, poświęconych kultowi lokalnych bóstw, których — jak twierdzą źródła pisane — było bardzo wiele29. W latach 1931—1933 udało się Janowi Malotkiemu, kustoszowi muzeum w Trzebiatowie, odkryć dwa takie obiekty w tej miejscowości na Pomorzu Zachodnim. Od­krył on mianowicie rowy, tworzące dwa owalne kręgi, oddalone od siebie o 65 m, a wobec swej niewielkiej głębokości (0,5—l m) i szerokości (1—1,5 m) dające ochronę jedynie symboliczną. Po­środku mniejszego owalu (8X10 m) było tylko jedno palenisko, wewnątrz większego (10X13 m) mieściły się dwa paleniska oraz trzy jamy słupowe, prawdopodobnie po posągach wkopa­nych w ziemię. Paleniska są pozostałością ogni ofiarnych, które, sądząc po znalezionych węgielkach, płonęły także w rowach. Oba miejsca ofiarne miały związek z osadą, datowaną znaleziskami na IX—X wiek. Podobny obiekt kultowy odkryli archeologowie radzieccy we wschodniosłowiańskiej Pieryni koło Nowogrodu Wielkiego.

Przypisy do tekstu źródłowego

  1. H. Łowmiański, Religia Słowian i jej upadek, Warszawa 1986, s. 34.↩
  2. Ibidem, s. 36.↩
  3. Z. Vana, op. cit., s. 143.↩
  4. L. E. Stefański, Wyrocznia słowiańska: Magiczny Krąg Świętowita, Białystok 2000, s. 39.↩
  5. H. Łowmiański, Religia Słowian…, s. 62.↩
  6. Ibidem, s. 68.↩
  7. L. E. Stefański, op. cit., s. 132.↩
  8. Kronika Thietmara, Poznań 1953, s. 488.↩
  9. W. Antoniewicz, O religii dawnych Słowian, Światowid; t. 20, Warszawa 1957, s. 31.↩
5/5 - (1 vote)