Święte miejsca, życie po śmierci i magia dawnych Słowian

Wszyscy Słowianie odnosili się z religijną czcią do niektórych drzew, źródeł i gór. Zwykle wierzono, że takie drzewo czy źródło jest miesz­kaniem jakiegoś bóstwa.

Spotykamy tu charakterystyczne elementy: ręką ludzką nietknięty gaj, miejsce ofiar i świąt, ale zarazem zebrań sądowych i azylu. Nazwa boga (Prowe) budzi różne wątpliwości. Odczytuje się go po prostu jako prawo; część badaczy widzi tu zniekształcone imię Piorun.

Thietmar zaś opisuje cudowne źródło w kraju Głomaczów: ,,W kra­ju Gtomaczów jest źródło „Glomuzi” (nie wiemy, jak to należy czytać), oddalone nie więcej jak dwie mile od Łaby, które, rodząc z siebie bagno. cuda często działa, co mieszkańcy jako prawdę podają, a wielu naocznie stwierdziło. Gdy mieszkańców czeka dobry pokój i ziemia nie zawiedzie plonów, ono, obfite w żyto, owies i żołędzie, rozwesela serca sąsiednich mieszkańców, często ku niemu napływających. Kiedy zaś grozi sroga burza wojenna, krwią i popiołem daje nieomylną zapowiedź przyszłego nieszczęścia. Więc je każdy mieszkaniec czci i lękiem otacza bardziej niż kościoły”63.

Zdaniem uczonych czerwony kolor pochodzi o mikroskopij­nych alg, pojawiających się w wodach jeziora w pewnych określonych warunkach atmosferycznych.

Tenże kronikarz twierdzi, że czcią religijną otaczano górę Ślężę, czyli Sobótkę na Śląsku: „Leży Niemcza w ziemi śląskiej, nazwanej tak niegdyś od pewnej góry bardzo wysokiej i rozległej. A ta dla swoich przymiotów i wielkości otaczana była przez mieszkańców wielką czcią, gdyż tam przeklęte pogaństwo odbywało nabożeństwa”64.

Można śmiało kult przyrody przypisać plemionom prapolskim, tym bardziej, że jeszcze teraz lub do niedawna można było widzieć resztki czci oddawanej obiektom przyrody przez naszych chłopów. Tak np. w Kieleckiem modlono się do pewnego dębu o uwolnienie od bólu zębów, pod Międzyrzeczem zaś zwracano się do bzu: „święty bzie, weź moje bolenie (zębów) pod swoje korzenie”. Przetrwała też u naszego ludu cześć pewnych kamieni, którym przypisywano szczególną moc, zwłaszcza leczącą lub użyczającą płodności. Szacunkiem i nietykal­nością cieszyły się przede wszystkim kamienie z miseczkowatymi wyżłobieniami, które kiedyś służyły pewnie jako ołtarze ofiarne.

Przodkowie nasi od praczasów wierzyli w życie poza grobem, ale szczegóły, jak w wielu innych sprawach, nie są jasne. Twierdzi nawet kronikarz Thietmar, że w przekonaniu Słowian ze śmiercią wszystko się kończy. Zapewne mamy tu do czynienia z nieporozumieniem na tle różnic między pojęciami chrześcijańskimi i pogańskimi. Życie poza­grobowe miało być w zasadzie podobne do ziemskiego, dość trudne, toteż zmarłym potrzebna była pomoc w postaci darów składanych do grobu, a potem w formie uczestnictwa w posiłkach urządzanych na pogrzebie i później przez całe lata w określonych terminach. Smutne życie pozagrobowe było właśnie przyczyną złośliwości demonów, które pochodzą od dusz przedwcześnie zmarłych ludzi i biorą odwet za to, że nie użyły świata65.

Świat tamten był określany wyrazami naw i raj. Odejść do nowi znaczyło tyle co umrzeć. Raj jest może pożyczką z irańskiego, jak tyle innych wyrazów ze sfery religijnej. Irański odpowiednik oznaczał „bo­gactwo, szczęście”, może „kraj ciepły”. Dzisiejsze znaczenie rozwinęło się bez wątpienia pod wpływem pojęć chrześcijańskich. Wyraz pieklo jest pewnie wytworem czasów chrześcijańskich. Wierzono, że gdzieś na krańcach świata płynie rzeka, przez którą dusze zmarłych bądź są przewożone na łódkach, bądź też muszą przejść po kładkach lub po moście. Dlatego to po czyjejś śmierci przerzucano gdziekolwiek przez wodę kładkę. Powrót do domu utrudniano: wynoszono ciało z domu nie przez drzwi, lecz przez okno lub przez rozebrany dach. Grzebano za wodą. Powracający z pogrzebu kładli pod progiem popioły z jakimś odstraszającym narzędziem, zapewne ostrym, co miało budzić lęk w zmarłym. Ciało zmarłych najczęściej palono na stosie. Zdarzały się jednak, w związku z odmiennymi poglądami na śmierć lub obcymi wpływami, wypadki grzebania zwłok bez spalania. W jednym i drugim wypadku wyposażano grób przedmiotami, które zmarły lubił albo któ­re mogły mu być na tamtym świecie potrzebne.

Aby zmarłym dopomóc w ich ciężkiej doli, a równocześnie ich udobruchać, co pewien czas zaprasza się ich na posiłki i do rozgrzewają­cych ogni. Polskie kazanie z XV w. gromi tych, co „w Wielki Czwartek palą ognie, zapalając gromadki (tj. stosy) według obrządku pogańskiego ku pamięci dusz swoich kochanych. Są też tacy, co zmyślają, co mówią, że dusze przychodzą do tego ognia, grzejąc się przy nim. Albowiem nikt nie wraca, co raz tam przyszedł”. Wcale szczegółowe opisy świąt ku czci zmarłych przekazały źródła ruskie. Być może, charakterystyczne jajko wielkanocne było pierwotnie związane ze świętem umarłych. O świętach ku czci zmarłych interesująco mówi kronika Kosmasa: (Książę Brzetysław) „wytępił pogrzeby urządzane po lasach i polach, oraz budki, które pogańskim obrządkiem stawiali na rozdrożach, jakoby na miejsce odpoczynku dla dusz; także i igrzyska pogańskie, które odprawiali nad owymi zmarłymi, przyzywając cienie przodków i tańcząc, wdziawszy na twarz maski”66.

Ogromnie ważnym składnikiem wierzeń słowiańskich była wiara w magię, czyli w cudowne działanie pewnych słów lub gestów i przed­miotów, co więcej, była ona składnikiem niezmiernie żywotnym, jako że dotrwała do naszych czasów mało osłabiona. Wierzono więc w zabez­pieczającą od zła moc amuletów, które znane były jeszcze w średnio­wieczu pod rodzimą nazwą nawęzów. Wierzono, że złym spojrzeniem lub słowem można rzucić czar, „urok”, słowami można zakląć, tj. zmusić do uległości. Istnieli specjaliści od tych spraw, zwani czarow­nikami, czarodziejami, wróżami, wieszczymi i wiedźmami, oni to właśnie umieli zaklinać, zamawiać choroby i leczyć. Czasem przygodna wzmia­nka kronikarska wydobywa z mroku przeszłości jakieś zaskakujące zdarzenia i zdumiewające znaczenie polityczne wróżbiarzy. Oto notatka kronikarska opowiada pod rokiem 1209, że ,,mieli Polacy za wodza na wyprawie jakąś wróżkę, która niosąc w przetaku wodę zaczerpniętą z rzeki, ale nie spływającą, jak zapewniano, szła przed wojskiem i tym znakiem im przyrzekała zwycięstwo. Nie ukryło się przed margrabią ich przybycie, ale swoich szybko uzbroiwszy i uszykowawszy zabiegł drogę i śmiałym natarciem wszystkich zmusił do ucieczki; wróżka na początku poległa”67.

Przepowiadali oni przyszłość czy to rzucając losy, czy dokonując innych zabiegów. Synod wrocławski z XIV w. zabrania wróżyć z ręki, z wosku i ołowiu, ognia i wody. Kazania z następnego wieku potępiają wróżenia ze snu, z rzuconych losów, z głosów i lotu ptaków, z przyjścia i odejścia ludzi, ubywania soli i in. Są to przesądy znane dziś powszech­nie. Niektóre z nich mogły być obcego pochodzenia. O obcych wpły­wach świadczy staropolski wyraz hurtowac „czarować”, pochodzenia litewskiego; o wpływach klasycznych świadczą takie sztuczne wyrazy XV w. jak czusofuslnik, plakoprawnik i swiętousinik68.

W pogańskich czasach mogły te praktyki być bardziej rozwinięte i instytucjonalnie zorganizowane. Można by tak sądzić pod wpływem tego, co kronikarze piszą o stosunkach pomorskich. Tam przy świąty­niach były zorganizowane wróżby jako instytucje stałe. W Szczecinie hodowano wyłącznie do wróżb czarnego konia, w Arkonie — białego. Do wróżb używano również konia w Radogoszczu. Kapłani przepro­wadzali konia przez specjalnie ułożone włócznie. Żadnej ogólnej sprawy, np. wyprawy wojennej, nie godziło się zaczynać bez pomyślnej wróżby. Wróżono też, rzucając jakieś czarno-białe drewienka (w Arkonie i Szczecinie) albo licząc kreski wyznaczane patykiem w popiele (w Arko­nie). W Arkonie wyciągano co do urodzaju wnioski, obserwując za­chowanie się wina w pucharze wetkniętym w rękę posągu Świętowita.

Ostrożność w odtwarzaniu dawnych wierzeń

Zestawienie kultu przyrody, wyobrażeń o zmarłych i praktyk magicznych pokazuje, dlaczego rekonstrukcja religii Słowian wymaga łączenia wielu dyscyplin. Ten sam zwyczaj może zachować bardzo dawny motyw, ale mógł też zostać przekształcony przez chrześcijaństwo albo przejęty od sąsiadów. Zbieżność późnego przekazu etnograficznego ze średniowiecznym tekstem jest ważna, lecz nie pozwala automatycznie przenieść całej praktyki do czasów przed 966 rokiem. Najbezpieczniej oddzielać trzy poziomy: bezpośrednio poświadczony fakt, interpretację badacza oraz hipotezę porównawczą. Dzięki temu można korzystać z opowieści o świętych drzewach, duszach zmarłych czy wróżbach bez przedstawiania każdej z nich jako niezmiennego, ogólnosłowiańskiego dogmatu. Właśnie ograniczona i nierównomierna baza źródłowa sprawia, że ostrożny język — „prawdopodobnie”, „być może”, „na podstawie tego przekazu” — jest tu oznaką rzetelności, a nie słabości opisu.

Przypisy do tekstu źródłowego

  1. Kronika Thietmara…, s. 291. ↩
  2. Ibidem, s. 293. ↩
  3. J. Strzelczyk, Mity, Podania i Wierzenia Dawnych Słowian, Poznań 1998, s. 155. ↩
  4. W. Hensel, Polska starożytna, Wrocław 1988, s. 321. ↩
  5. J. Strzelczyk, Mity, Podania…, s. 166. ↩
  6. Ibidem, s. 171. ↩
Oceń tę pracę

Dodaj komentarz