Święta, ofiary i miejsca kultu u dawnych Słowian

W skład życia religijnego wchodziły jeszcze różne obchody świątecz­ne. Łączyły się one z porami roku — nadejściem wiosny lub lala, z siewem i żniwami oraz z kultem zmarłych. Pewne z nich przetrwały, w zmienionej formie, do późnych czasów, wywołując oburzenie ducho­wieństwa. Kazania XV w. gromią jakieś klaskania i śpiewy, praktyko­wane ku czci pogańskich bogów w Zielone Święta, żalą się, że dziew­częta potrafią cały rok nie chodzić do kościoła, ale przyjdą na pogańskie zabawy w Zielone Święta. Długosz opisuje taką zabawę w Zielone Święta, zwaną stadem, podczas której gromady ludzi podzielone na stada zabawiają się tańcami, grami, popadając w rozpustę. Czym się wówczas kaznodzieje gorszyli, świadczą m. in. następujące fragmenty rękopiśmiennego kazania z XV w., odkrytego przez dr Marię Kowalczykównę”: „Ponieważ zaś sam taniec jest według Izydora [z. Sewilli] pod opieką Libera i Wenery, tzn. ofiarą dla demonów i służbą diabelską po obiedzie, jak msza służbą bożą przed obiadem, można go tak przed­stawić: Taniec jest służbą diabelską, bo się odbywa na znak posłu­szeństwa diabłu […] w niektóre dni, zwłaszcza w niedzielę […] według formy przez diabła ustanowionej i wymyślonej”.

Są kraje, gdzie kobiety „nie mieszają się między mężczyzn jak bez­wstydnie u nas, czego nie ma nawet u Wołochów, lecz oddzielnie mężczyźni i oddzielnie kobiety, chociaż są poganami, zwykli się bawić”.

W ogóle nie powinno się chodzić na tańce lub widowiska w soboty i niedziele, ale jednak „kobiety tańczące obracają soboty na ubliżanie Stwórcy, wabiąc i wzywając obecnych do rozpusty słowami, śpiewem i gestami […]69”

Dawne uroczystości dotrwały, bardzo już okiełznane, do naszych dni pod nazwą sobótek (zob. jeszcze artykuł pt. Opilo et Ohyacilo).

Takim spadkiem po pogańskiej przeszłości może być obrzęd wyno­szenia ze wsi do rzeki bałwana, zwanego marzanną, symbolem zimy i śmierci. Długoszowi nazwa tego obrzędu dała podnietę do stworzenia osobnego, chyba nigdy nie istniejącego bóstwa słowiańskiego. Marzan­ny. Elementy obce dominują w obrzędzie dyngusu, czyli śmigusu (z niem. Dingnus i Schmeckostern}. Obrzęd ten polegał na polewaniu wodą, wtrącaniu do rzeki czy stawu, na biciu rózgami, od czego się można było wykupić podarunkami.

Obrzędy w rodzaju turonia mogą być echem pogańskich świąt ku czci zmarłych, których uczestnicy nosili maski.

Święta ściągały tłumy ludzi z dalekich stron. Żywot św. Ottona Bamberskiego wspomina o święcie w Pyrzycach, na które się zeszło jakoby 4 tysiące ludzi, co na owe czasy było liczbą ogromną, jeżeli kronikarz nie przesadził. Interesujący opis dożynek obchodzonych w Arkonie ku czci Świętowita przekazała kronika Saksona Gramatyka: obecne plony chować na przyszły czas. Jeżeli nic nie ubyło ze zwykłej miary obfitości, przepowiadał nadejście urodzaju. Wedle tej wróżby przestrzegał, by plonów bieżącego roku oszczędnie lub swobodniej używać. Potem stare wino u stóp posągu w ofierze wylawszy, nowym opróżniony puchar napełniał i, udanym przepijaniem uczciwszy posąg, w uroczystych słowach prosił o powodzenie tak dla siebie, jak dla ojczyzny, oraz o wzrost mienia i zwycięstw dla obywateli. Ukończywszy je jednym haustem, nadzwyczaj szybko pijąc wysuszał róg przytknięty do ust, po czym napełniony winem z powrotem bogu wkładał do prawej ręki. Przynoszono też na ofiarę placek na miodzie zrobiony, okrągły, a tak wielki, że dorównywał prawie wzrostowi ludzkiemu. Kapłan zaś, stawiając go między sobą a ludem, zwykł był pytać, czy go (kapłana) Rujanie widzą. Gdy oni od­powiadali, że widzą, życzył im, aby go na przyszły rok widzieć nie mogli. Tak wyrażoną modlitwą prosił nie o śmierć swoją lub ludu, lecz o powiększenie nowych zbiorów. Następnie w imieniu bałwana pozdrawiał tłum zebrany i dłuższą przemową wzywał do uprawiania czci tegoż bóstwa przez pilne składanie ofiar, przyrzekając jako zupełnie pewną nagrodę zwycięstwa na lądzie i morzu. Po takich obrzędach resztę dnia spędzano na wystawnym goclowaniu, same nawet dania ofiarne obracając na potrzebę uczty i nasyce­nie gardła, każąc ofiarom bogu złożonym służyć swojej niewstrzemiężliwości. Na tej to uczcie pogwałcenie trzeźwości uchodziło za pobożność, a jej zachowanie za grzech70.

W przytoczonym opisie spotykamy się z ofiarą składaną bogu. Składają w tym wypadku kapłan, ale nie zdaje się, aby to było regułą. O kapłanach, zajmujących się zawodowo służbą religijną, mamy wiado­mości tylko z Pomorza. Oni to opiekowali się świątyniami, świętymi końmi, wróżbami, składaniem ofiar w imieniu społeczności. Wyróżniali się długimi włosami i brodą, podczas gdy inny byli ogoleni i podstrzyże-ni. Oni podtrzymywali w ludzie ducha oporu przeciw nowej wierze. Wydaje się jednak, że do wytworzenia zawodowego kapłaństwa dopro­wadziła na Pomorzu wyjątkowa sytuacja, parowiekowy kontakt z chrześcijaństwem i walka z nim. Przedtem funkcje kapłańskie spełniali zapewne starsi rodziny lub rodu, wodzowie plemienni, zależnie od sytuacji, może starcy obdarzeni talentem od improwizowania — w ra­mach ustalonych tradycją — dłuższych modlitw. Źródła historyczne i etnograficzne słowiańskie podają jedynie króciutkie teksty. Na przykład według podróżnika arabskiego ,,wysiewają (Słowianie) przeważnie so­czewicę. Gdy nadejdą żniwa, wtedy nabierają soczewicy na łopatkę, podnoszą ku niebu i mówią: O Panie, któryś nam dawał pożywienie, daj nam go teraz w obfitości”71. Podobny charakter mają chłopskie modlitwy z okazji różnych czynności gospodarskich.

W ofierze składano płody roli i zwierzęta: woły, cielęta, świnie, owce, kozy, chleb, ser, miód, kaszę. Rodzaj ofiary zależny był z pewnoś­cią od pory roku, od celu modlitwy, od charakteru boga i zamożności ofiarującego. Część darów spalano, resztą pożywiali się zebrani. Po­zostałością uczt obrzędowych były pewnie jeszcze w XIX w. zdarzające się „boże obiady”. Potajemne ofiary dla demonów utrzymywały się w średniowieczu dość szeroko jak świadczą kazania72.

Ofiary z ludzi, o których źródła napomykają, należały z pewnością do wyjątków; na pewno pomnożył je krwawy sposób nawracania Pomorzan przez Niemców i Duńczyków.

Wyraz ofiara jest obcego pochodzenia (niem. Opfer z łac. offero); terminy słowiańskie to trzeba, obiata i żertwa. Drugi z tych wyrazów pojawia się jeszcze w polskich średniowiecznych tekstach; po trzecim pa­miątką jest staropolski wyraz żyrzec „ofiarnik”, „starosta weselny”. Wy­raz trzeba nie zachował w polszczyźnie ani śladu kultowego znaczenia.

Ofiary składano w miejscu, gdzie bóg mieszkał: domowemu bogu, czyli ubozu ofiarowano w domu, boginkom wodnym — nad rzeką czy jeziorem. Jak można się przekonać z cytatów na poprzednich stronach, niektóre źródła, jeziora lub drzewa cieszyły się szczególnym uznaniem. Miejscem ofiar zbiorowych były przede wszystkim święte gaje; jeden z nich opisał Helmold. On zresztą wyraźnie podkreślił zróżnicowanie kultu u Pomorzan: „Słowianie w różny sposób cześć bogom swoim oddają; nie wszyscy bowiem zgadzają się na jedne obrządki pogańskie. Jedni stawiają w świątyniach posągi fantastycznych kształtów, jak na przykład posąg płoński, nazywający się Podaga; inni (bogowie) zamie­szkują lasy lub gaje, jak na przykład Prowe, bóg stargardzki. I takich bogów jest mnóstwo wizerunków. Wielu rzeźbią z dwiema, trzema lub więcej głowami”73. Można ostatecznie śmiało powiedzieć, że do końca gaje, a nie świątynie były głównymi miejscami kultu. Świątynie istniały na pewno na Pomorzu — źródła historyczne wiele o tym mówią — ale są chyba zjawiskiem nowym. Z innych stron Słowiańszczyzny nie mamy równie pewnych dowodów. Za późnym pojawieniem się świątyń prze­mawia słowiańskie słownictwo: brak w nim wspólnej nazwy dla świątyni. W szczególności wszystkie polskie nazwy są nowe: cerkiew i kosciół przyszły z chrześcijaństwem, świątynia została zapożyczona w XV w. z czeskiego, chrom — późna pożyczka z cerkiewnego — pojawił się dopiero w XIX w., gontyna, wyraz sztuczny, zrodził się również w XIX w.; jest to dowolna przeróbka pomorskiego wyrazu kalina, w polskiej fonetyce — kącina, wyrazu, którym żywoty św. Ottona określają pomorskie świątynie. Język polski posiada wyraz pokrewny, kucza i kuczka, na oznaczenie lichego domu, szałasu. Ostatecznie więc musimy uznać, że jeżeli nawet tu i ówdzie istniały w Polsce pogańskie świątynie, były zjawiskiem nietypowym. Wszelkie tradycje, mówiące o istnieniu tych świątyń w różnych punktach kraju, są albo w ogóle dość późnym wymysłem, albo nawiązują w istocie do świętych gajów74.

Podobnie mało rozpowszechniony był zwyczaj figuralnego wyobra­żania bogów. I w tym wypadku brak starych, ogólnosłowiańskich określeń na posągi. Są to albo obce pożyczki, jak bałwan, albo twory nowe, lokalne próby nazwania rzeczy mało znanej lub zgolą nowej. Jedynie z Pomorza i Rusi mamy konkretne dowody istnienia wielkich posągów; skądinąd mamy tylko nieliczne, ubogie i niezupełnie pewne wykopaliska. Sławny posąg „Światowida”, znaleziony w korycie Zbrucza, a przechowywany w Krakowie, wchodzi w obręb kultury staroruskiej, a nie polskiej. Jedynie to, że w Arkonie czczono posąg Świętowita o czterech twarzach, pozwala sądzić, że mogły podobne istnieć, na pewno w charakterze wyjątku — również i w Polsce75.

W naszym przeglądzie doszliśmy do końca. Wynika z niego, że wierzenia pogańskie były przez całe stulecia po 966 r. ogromnie ważnym składnikiem poglądu na świat. Wiemy, jak wielką rolę w poglądach naszego ludu odgrywała do bardzo niedawna wiara w demony i w ma­gię. Gdy zaś przy tym zważymy, że jeszcze w XIX w. społeczeństwo polskie było, od ilościowej strony biorąc, chłopskie, to możemy wysu­nąć zaskakujące, ale uzasadnione twierdzenie, że świat wierzeń naszych przodków był na pół pogański, a na pół tylko chrześcijański. Z chrześci­jaństwa wzięto religię tzw. wyższą, z pogaństwa — tzw. niższą, ale w życiu codziennym nie mniej ważną. Bieg ludzkiego życia i bieg pracy rolniczej, od której zależał ogólny dobrobyt, zależał wprawdzie od Boga, królującego w niebie i na ołtarzu, ale w ogromnym stopniu od dziwnych, ukrytych, „pogańskich” mocy, działających w domu i przyrodzie76.

Przypisy do tekstu źródłowego

  1. J. Strzelczyk, Mity, Podania i Wierzenia Dawnych Słowian, Poznań 1998, s. 182. ↩
  2. W. Szafrański, Pradzieje religii w Polsce, Warszawa 1970, s. 92. ↩
  3. J. Strzelczyk, Mity, Podania…, s. 171. ↩
  4. H. Łowmiański, Religia Słowian…, s. 202. ↩
  5. J. Gąsowski, Religia pogańskich Słowian i jej przeżytki, we wczesnym średniowieczu, Archeologia Polski 1971 , t. 16, s. 23. ↩
  6. Ibidem, s. 24. ↩
  7. J. Gąssowski, Dzieje i kultura dawnych Słowian, Warszawa 1964, s. 144. ↩
  8. Ibidem, s. 147. ↩
Oceń tę pracę

Dodaj komentarz