Rok 966, rok oficjalnego przyjęcia przez Polskę chrześcijaństwa, jakkolwiek z pewnością w życiu religijnym przełomowy, nie był żelazną, szczelną przegrodą między przeszłością a przyszłością. Z jednej strony chrześcijaństwo przenikało na ziemie Polski od dziesiątków lat, z drugiej strony pogaństwo utrzymywało się jeszcze bardzo długo po roku 966. Wszak należy się liczyć z przenikaniem chrześcijaństwa do Małopolski już koło 880 roku, jak się to wnosi ze wzmianki w Żywocie św. Metodego35, musimy się z nim liczyć także na Śląsku, który, podobnie jak Małopolska, należał jakiś czas do chrześcijańskich Czech, zanim został podbity przez Piastów. A zatem jakieś elementy wierzeń i kultu chrześcijańskiego mogły już przed rokiem 966 zakorzenić się dosyć mocno wśród plemion południowopolskich, przekształcając czy powiększając tradycyjny zapas wierzeń i obrzędów. Całkowitą czy prawie całkowitą nowością mogło być chrześcijaństwo w 966 r. dla plemion wielkopolskich, mazowieckich i pomorskich. Oficjalnie przyjęte chrześcijaństwo naruszyło oczywiście najpierw poglądy wyższych warstw społecznych, tego wszystkiego, co było lepiej widoczne z tronu książęcego i biskupiego; wpłynęło leż z pewnością na mieszkańców grodów i podgrodzi bez względu na ich pozycję społeczną, bo i oni łatwiej podlegali kontroli władzy. Pogaństwo zaś utrzymywało się najłatwiej na wsi i na odległych peryferiach państwa. W roku 1038 zerwało się ostatni raz do beznadziejnej walki z nową wiarą.
Nas interesuje oczywiście ten świat wierzeń, który się kruszył w ciągu X i Xl w. pod działaniem misji chrześcijańskiej. Chodzi o przedstawienie wszystkiego, co na ten temat wiemy. Nie ma powodu ukrywać, że wiemy stosunkowo niewiele i że dawne stosunki rekonstruujemy z wielkim trudem, najczęściej w sposób hipotetyczny. Że tak jest, nauka nic nie winna. Podstawą przecież historycznej rekonstrukcji są źródła, a tych nam właśnie los poskąpił. Nasza wiedza o tamtych czasach oparta jest głównie na rocznikach, te zaś ograniczały się niestety do suchych wiadomości o zdarzeniach zewnętrznych, o bitwach, wielkich klęskach żywiołowych, o śmierci sławnych ludzi, czasem o drobiazgach z najbliższego otoczenia rocznikarza. Gdy nawet rocznik zapisze, że Polska się ochrzciła, ani słówkiem nie wspomni o świecie wierzeń, który przez ten fakt został skazany na śmierć. Milczą na ten temat i inne źródła, jak Żywoty św. Wojciecha36. Niemiecki kronikarz Thietmar, bardzo interesujący się Polską, widocznie nic nie słyszał o przeżytkach pogaństwa w Polsce, bo chyba przez prostą złośliwość byłby o tym opowiedział. Gdy Gali koło 1113 r. pisał swoje dzieło, było już właśnie za późno. Pogaństwo mogło wtedy istnieć tylko w postaci wiary w jakieś podrzędne demony i w zabobon. Pamięć o bogach wyższych zaginęła, bo w nią przede wszystkim godziła propaganda chrześcijańska. W jeszcze trudniejszej sytuacji był Kadłubek, a tym bardziej Długosz.
Długosz jednak pojmował swoje zadanie w sposób bardziej naukowy niż jego poprzednicy. Jemu zależało na pełnym obrazie kraju i jego kultury od samego początku. W źródłach, które tak pilnie zbierał. znalazł wzmianki o bogach ruskich, może i pomorskich, to go zaś skłoniło do próby rekonstrukcji polskiego pogaństwa. Złożyło się przy tym lak szczęśliwie, że we współcześnie krążących zbiorach kazań i ustawach synodalnych znalazły się po imieniu wymienione jakby autentyczne polskie bóstwa. Długosz poddał je jeszcze swoiście naukowej obróbce, tworząc z pomocą mitologii klasycznej polski olimp37. Na wykrycie pomyłki trzeba było czekać przeszło 500 lat, na Aleksandra Brucknera, który udowodnił, że mało zrozumiałe okrzyki z pieśni ludowych naiwni duchowni wzięli za imiona pogańskich bogów38. U następców Długosza wytwór jego uczoności spotykał się z pełnym zrozumieniem. Listę bogów i demonów powiększono, czerpiąc w znakomitej części z tego samego źródła, tj. z niezrozumiałych przyśpiewek, w mniejszej części z autentycznych wierzeń ludowych. Czym późniejszy autor, czym dalszy od okresu pogańskiego, tym więcej ma do powiedzenia na temat pogaństwa39.
Tymczasem cóż miał do powiedzenia wiek XVI o wierze przodków sprzed pół tysiąca lat o tzw. wyższej religii, tj. o bogach mogli wiedzieć akurat tyle, co dzisiejszy analfabeta o zdarzeniach za życia Długosza, np. o poglądach husytów. Mogli oni byli zebrać przykłady ludowego zabobonu, gdyby byli mieli zmysł naukowy etnografa. Na to zdobył się dopiero wiek XIX. Właśnie zapiski etnografów XIX i XX w. są jedną z podstaw do rekonstrukcji wierzeń naszych przodków. Jest to zresztą źródło nieraz zmącone z winy zbieraczy, czasem nie dość systematycznych, nie dość starannych, czasem dyletantów-fantastów. Nowoczesny krytyczny etnograf ma wiele trudności z oddzieleniem prawdy od zanieczyszczeń; osobną trudność stanowi odróżnienie wierzeń rodzimych (rodzimych w tym przynajmniej sensie, że istniały u nas nie później jak w chwili przyjęcia chrześcijaństwa) od obcych, nowszych naleciałości. Nie ulega przecież żadnej wątpliwości, że wiele wątków wierzeniowych przyszło z kolonizacją niemiecką, z literaturą straganową XVI i XVII w., a nawet średniowieczni duchowni chrześcijańscy swoimi kazaniami zaszczepili niejeden włoski, francuski czy niemiecki zabobon. Krytyczna ocena i krytyczne wyzyskanie źródeł etnograficznych dla historii kultury nie jest jeszcze ukończone.
Drugi zespół źródeł — to wzmianki historyczne o wierzeniach sąsiednich Słowian, a takich nie brak. Są to wzmianki o bóstwach Słowian pomorskich i ruskich. O pogaństwie na Rusi mówią krótkie ustępy w rękopisach kroniki tzw. Nestora, wstawki interpolowane przez kopistów do przekładów z literatury greckiej oraz kazania, rzucające gromy na przeżytki pogaństwa. Dla nas najważniejsze są źródła pomorskie, bo dotyczą naszych najbliższych pobratymców językowych, którzy po części byli kiedyś obywatelami państwa piastowskiego, a obecnie ziemia przez nich zamieszkała wchodzi w skład naszego państwa. Oto ważniejsze z nich. Najstarsze — to kronika Thietmara, biskupa merseburskiego, który wiele mówi o sprawach pomorskich i polskich. Przekazał on wiadomość o czci oddawanej przez. Ślązaków górze Sobótce, a przede wszystkim opisał świątynię Swarożyca w Radogoszczu (około 100 km na zachód od Szczecina)40. Bardzo cenne są trzy zachowane żywoty św. Ottona, apostoła Pomorzan (wyprawy misyjne w roku 1124 i 1128), które przedstawiają stosunki w Szczecinie, Wolinie, Bialogrodzie, Kołobrzegu, a także na Pomorzu za Odrą41. One to mówią o kulcie Trzygłowa w Szczecinie i Wolinie, a Jarowita w Ołogoszczu za Odrą. Nieco później żył Helmold, proboszcz słowiańskiej wsi w Holsztynie, autor kilku subtelnych spostrzeżeń (pisał koło roku 1168). Ostatnim z serii kronikarzy był Duńczyk, Sakson Gramatyk, który odmalował upadek Arkony. Jakkolwiek każdy z nich pozostawił bardzo cenne informacje, to jednak żaden nie starał się o bezstronny i pełny obraz wierzeń i obrzędów. Z luźnych wzmianek musimy sami dokonać rekonstrukcji tego, co minęło42.
Tu jednak mogą się nasunąć wątpliwości, czy mamy prawo rozciągać te informacje także na ziemie polskie. Wszak mogły być różnice, tak jak i dziś istnieją pomiędzy Słowianami poważne różnice kulturalne. Niektórzy autorzy są zdania, iż właśnie w okresie zetknięcia się z chrześcijaństwem i pod jego wpływem wierzenia i obrzędy Słowian weszły w stadium szybkich przemian. Na ten czas przerzucają niektórzy m. in. powstanie pojęcia bóstw wyższych. Pojęcie boga miało jakoby powstać w związku z rozwojem państw feudalnych — jeden władca feudalny miał być wzorem dla koncepcji jednego boga i w ogóle boga wyższego rzędu. Gdyby tak było, to istotnie mógł ten rozwój inaczej przebiegać u Słowian ruskich, inaczej u pomorskich, a jeszcze inaczej u polskich.
Takie stanowisko jest z pewnością zbyt pesymistyczne. Miesza się tu pojęcia boga z pojęciem jedynego czy najwyższego boga narodowego. Że pojęcie boga istniało już w okresie indoeuropejskim, to wynika z porównawczej historii religijnej. Już wtedy ponad demonami, tj. istotami mitycznymi, człekokształtnymi, stosunkowo słabymi, wyrastali bogowie, tj., istoty o wielkiej mocy, stałym charakterze, wybitnie zindywidualizowane, wyższe ponad prawa natury. Wyraźnie o takim bogu wspomina historyk grecki Prokopiusz w VI wieku przedstawiając wierzenia bałkańskich Słowian43; o takim mówi w odniesieniu do Pomorzan kronikarz Helmold. Oni obaj przeciwstawiają bóstwa wyższe niższym, czyli demonom. Myślę, że to wszystko razem jest dostateczną podstawą do przyznania wszystkim Słowianom, w tym rzędzie i plemionom polskim, tego pojęcia. Prawdopodobnie był to tzw. henoteizm, tzn. dominowanie jednego boga ponad innymi. Henoteizm można by uważać za stadium pośrednie między politeizmem a monoteizmem44.
Religia Słowian uległa w drugiej połowie pierwszego tysiąclecia p.n.e. poważnym przekształceniom pod wpływem kultury ludów irańskich, które żyły nad Morzem Czarnym. Zaginęły stare terminy religijne, np. pierwotny indoeuropejski wyraz oznaczający pojęcie boga, ten sam, co występuje w litewskim dievus, łacińskim deus, greckim Dzeus, oznaczający personifikowaną jasność nieba. Jego miejsce zajął termin bóg, który pierwotnie oznaczał bogactwo, szczęśliwy los. Przesunięcie znaczenia z bogactwa na boga, tj. dawcę szczęśliwego losu, które stwierdzono w językach irańskich i w słowiańskich, zaszło zapewne najpierw w irańskich, a pod ich wpływem — w prasłowiańskim. Podobne przesunięcie znaczeniowe — od świeckiego do religijnego — zaszło zgodnie w pewnej ilości wyrazów w językach irańskich i prasłowiańskim, i to jest podstawa do opinii, że wierzenia Irańczyków oddziałały na świat wierzeń Prasłowian.
Są poważne podstawy aby twierdzić, że bogiem, wybijającym się ponad inne, był bóg, personifikacja jasnego nieba, słońca i ognia. Jeszcze do ostatnich czasów słońce i ogień otoczone były u chłopów religijną czcią. Również w historycznych źródłach wyraźnie rysują się objawy kultu słońca, ognia i piorunu, bóstwa zaś, które się w źródłach wysuwają przed inne, dadzą się powiązać właśnie czy to z niebem, czy ze słońcem, piorunem lub ogniem. Są to Swaróg, Swarożyc, Dadzbóg i Peniń45. Szczegóły wiary nie są jasne; źródła podają wiadomości mętne, czasem sprzeczne. Nie powinno to dziwić. Nasi przodkowie nie byli teologami, dzielącymi włos na czworo, wszystkie zaś wiadomości pochodzą od ludzi obcych, nieżyczliwych pogaństwu, mało znających świat słowiańskich wierzeń albo, co gorsza, powstały w czasach, kiedy pogaństwo istniało w formie reliktu, ukrywającego się po lasach, niechętnie przyznającego się do istnienia i niechętnie mówiącego o sobie.
Przypisy do tekstu źródłowego
- Żywoty Konstantyna i Metodego, przeł. i przypisami opatrzył Tadeusz Lehr-Spławiński, Warszawa 2000, s. 254.↩
- Księga żywota świętego Wojciecha, przekł. na jęz. pol. dokonał oraz przedm. i koment. opatrzył Aleksander Wojciech Mikołajczak, Gniezno 1997, s. 143.↩
- Jana Długosza Roczniki czyli Kroniki sławnego Królestwa Polskiego, Warszawa 1985, s. 32.↩
- A. Bruckner, Mitologia słowiańska i polska, Warszawa 1985, s. 111.↩
- Jana Długosza Roczniki…, s. 35.↩
- Kronika Thietmara…, s. 221.↩
- G. Bojar-Fijałkowski, Święty Otton z Bambergu, Warszawa 1986, s. 44.↩
- W. Antoniewicz, O religii…, s. 48.↩
- Prokopiusz z Cezarei, Historia sekretna, Warszawa 1998, s. 229.↩
- Według encyklopedii henoteizm forma politeizmu, w której jedno z bóstw zajmuje dominujące miejsce w kulcie, stając się obiektem monolatrii; termin użyty po raz pierwszy 1860 przez F.M. Müllera dla określenia wedyzmu (wczesnej fazy hinduizmu), Encyklopedia PWN w trzech tomach, Warszawa 1999.↩
- M. Kowalczyk, Wierzenia pogańskie za pierwszych Piastów, Łódź 1968, s. 44.↩