[dzisiaj praca magisterska z historii literatury]
Mit czarnoleski uległ zdecydowanemu przewartościowaniu w okresie mistycznym przede wszystkim w twórczości Słowackiego. Idylla życia ziemiańskiego, do której ten poeta tęsknił najbardziej, była już nie do przyjęcia w nowym okresie silnych tęsknot irracjonalnych, kształtowania swojej osobowości w duchu wewnętrznej przemiany. Słowacki rozumiał, że wielki mit Czarnolasu ma znaczenie nie tylko patriotyczne, lecz również terapeutyczne – ratował bowiem ludzi przed rozbiciem wewnętrznym.
W latach wielkiej transfiguracji mistycznej Słowackiemu niepotrzebny był już mit Czarnolasu, ale poeta rozumiał, że potrzebny jest on zwykłym ludziom, którzy w kraju żałoby i zesłań muszą mieć w końcu jakieś swoje normalne szczęście. Odzwierciedleniem tego przekonania jest
poemat „Poeta i Natchnienie” (1843) gdzie czytamy:
„Mój Ukraińcu! nie wołaj tam Jana,
Niech śpi pod swoją lipą czarnoleską,
Cóż jego biedna lutnia – siostra dzbana,
Pod kopułą złotą … pod niebieską,
[ . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ]
Innego trzeba w Rzymie przewodnika,
I ten już idzie … duch prawdy i wiary …”[1].
„Tradycja – powiada Słowacki – należy do przeszłości, zwłaszcza tradycja ziemiańska, daleka od rycerskich uniesień i bohaterskich czynów.[2]
Stanowisko to, mimo, że Słowacki nie opublikował tekstu, musimy uznać za ważne, ponieważ koresponduje z zasadniczymi elementami światopoglądu poetyckiego poety. Zrozumiał, że w oczach romantyków lutnia Kochanowskiego, zbyt ściśle przynależna do sielsko-swojskiego krajobrazu, zbyt przyziemna i ludyczna (jako „siostra dzbana”) nie mogła pasować go na poetę – wieszcza.
Czarnoleska poezja wraz z jej głębszymi treściami filozoficznymi i z problemami samowiedzy poetyckiej odkryta została przez Cypriana Kamila Norwida w genialnej metaforze: Rzecz Czarnoleska. Pochodzi ona z wiersza „Moja Piosnka I” powstałej w roku 1844, ogłoszonej w „Bibliotece Warszawskiej” w rok później:
„Lecz nie kwiląc jak dziecię
Raz wywalczę się przecie;
Złotostrunna nie opuść mię lutni!
Czarnoleskiej ja rzeczy
Chcę – ta serce uleczy
I zagrałem i jeszcze mi smutniej”[3].
Norwid od najwcześniejszych lat swego życia rozczytywał się w literaturze staropolskiej. Wacław Potocki świadczył w roku 1841 „cały oddany dawnym autorom Kochanowskiego i Opalińskiego na pamięć umie”[4].
To rozczytanie się i głębokie przeżycie dorobku czarnoleskiego widoczne jest u Norwida na każdym miejscu w twórczości poetyckiej. Także wówczas, gdy natchnienie do szeregu utworów czerpie z poezji mistrza Jana, kładąc motta z „Fraszek”, „Trenów”.
„Moja Piosnka I” została napisana pod wpływem zawodu miłosnego, jest doskonałym przykładem ujawniającym proces transpozycji uczuć i wrażeń na płaszczyznę ogólniejszej zobiektywizowanej refleksji. Lekarstwa na smutek szuka poeta kolejno w zabawie, w sferze własnej uczuciowości, a wreszcie w prawdziwej wielkiej poezji. Znakiem tej właśnie wielkiej poezji jest „rzecz czarnoleska”. Doskonała poprzez swoją uniwersalność ideową i estetyczną, terapeutyczna siłą nieprzemijającej ekspresji.
„Rzecz” jest w leksyce Norwida pojęciem wieloznacznym i stosowanym elastycznie. Jak pisze Mieczysław Jastrun: „owe rzeczy u Norwida są kształtem prawdy, wyrażanie prawdy jest obowiązkiem i posłannictwem artysty”[5].
W „Mojej piosnce I” Norwida spotykamy się z intymnym wyznaniem; o uczuciach mówi się tu językiem stereotypów i poetyckich banałów: zawód miłosny jest nicią, depresja psychiczna przybiera kształt czarnej pętli, próby wyzwolenia ze stanu frustracji dokonują się przy pomocy wieńca i pucharu. Ale także przy pomocy złotostrunnej lutni i znamiennej z nią – czarnoleskiej rzeczy. Anna Niewolak-Krzywda pisze: „to właśnie rzecz czarnoleska przenosi sens tego wiersza na płaszczyznę doświadczeń poetyckich i artystycznych. W pojęciu rzeczy czarnoleskiej mieści się humanistyczna koncepcja losu ludzkiego. Przede wszystkim rzecz czarnoleska to „rzecz poetycka”, świadomość własnej sztuki i artystycznego rzemiosła, manifest wolności poety i program jego społecznej służby”[6].
Po raz drugi odwołał się poeta do autorytetu Kochanowskiego w poemacie „Tęcza” (pierwodruk „Kłosy” 1884, nr 995), gdzie w partii wstępnej tłumaczy prawo do odmienności własnej twórczości, do odejścia od romantycznej kreacji poety „w pielgrzymiej tunice”, powołując na arbitrów nie tylko trójcę wieszczów romantycznych, ale na pierwszym miejscu Jana Kochanowskiego:
„Co nam kołyskę
Dawidowymi psalmy odśpiewał (…)”[7].
Sięgnięcie po świadectwo Kochanowskiego to przede wszystkim odwołanie się w sprawie tak ważnej, jak wykładnia własnego światopoglądu poetyckiego, do autorytetu twórcy języka polskiej poezji i pisarza przyswajającego polszczyźnie arcydzieło literatury światowej. Dopowiedzieć także wypada, że koncept poetycki – polegający na użyciu autorytetu klasyka w obronie istotnych racji (patriotycznych, estetycznych, ideowych) – jest mocno związany z tradycją czarnoleską.
W podobnym ujęciu pojawia się Kochanowski w „Rzeczy o wolności słowa”; w partii poematu, traktującej o kulturotwórczej, społecznej i moralnej sile języka narodowego, znajdziemy:
„Gminny, sielski, uczony, kmiecy i królewski –
Ten kasztelański Jana język Czarnoleski (…)”[8].
Z misternego łańcucha określeń łatwo odczytujemy intencję autora: język czarnoleski, czyli język Jana Kochanowskiego, to najczystsza postać języka narodowego. Swym dwuwierszem wpisał się Norwid na długą listę admiratorów autora „Fraszek”, jako twórcy literackiej polszczyzny.
Słynną lipę czarnoleską wspomina Norwid w wierszu adresowanym do znanego skrzypka i kompozytora Nikodema Biernackiego. Autor zapytuje go:
„A ty skąd wziąłeś na te skrzypce deski,
Jeśli nie z lipy bogdaj czarnoleskiej –
I smyk Twój jestże czarodziejstwem żywy
Z białego konia arabskiego grzywy?…
I struny Twoje – czy Ty ręką lewą
Spod serce wysnułeś na skrzypców Twych drzewo”[9].
Lipa jawi się w tym utworze jako materiał do wyrobu skrzypiec, a nie jako najsłynniejsze drzewo poezji polskiej.
Wśród dziewiętnastowiecznych pisarzy zainteresowanych spuścizną Jana z Czarnolasu na osobną uwagę zasługuje Teofil Lenartowicz. Powody tego zainteresowania były dwojakiej natury. Po pierwsze; bibliograficznej. Badacze twórczości „lirnika mazowieckiego” Wojciech Grochowski, Czesław Zgorzelski, a przede wszystkim Jan Nowakowski, ze spuścizny poety i materiałów źródłowych Jego dotyczących – wydobyli i zestawili wszystkie fakty potwierdzające szczególne zainteresowanie autora „Kaliny” Janem Kochanowskim. Są to: zwłaszcza wycieczki do Czarnolasu, inspiracje intelektualne Wójcickiego, a później także Kraszewskiego i wreszcie wykłady o literaturze polskiej w latach 1879-1885.
Jak pisze Jan Nowakowski: „Niełatwo orzec, czy zbliżenie Teofila Lenartowicza do Kochanowskiego nastąpiła pod urokiem jego utworów i skierowało go na drogę do Czarnolasu, czy też przeciwnie – postawienie stopy na ziemi czarnoleskiej, wejście w atmosferę nasyconą tradycją Kochanowskiego poruszyło głęboko jego wyobraźnię, wzbudzając emocje – także twórcze, a przybliżając dzieła”[10].
Andrzej Martyniak zbadał, że symbolicznym znaczeniem lipy zainteresował się Lenartowicz podczas wędrówki po Łużycach około roku 1849.[11]
Na podobieństwo Jana z Czarnolasu drzewu temu wystawił Lenartowicz piękny liryczny pomnik w apostroficznym wierszu „Na lipę słowiańską”, co wymownie świadczy o uczuciu, jakim je darzył:
„Lipo zielona! Drzewo ojczyste,
co na mnie kwiaty strząsasz złociste
I cień daleki rzucasz dokoła
Drzewo rodzinne, ozdobo sioła:
Twoich gałęzi mnogie ramiona
Jako słowiańskie nasze plemiona
W jednym pniu silnym w ziemi się łączą,
Jeden kwiat sypią i miody sączą.
Gdy Niemiec z ciebie skórę obdziera,
Gdy cię waragska rąbie siekiera,
Ty jednak silna, w następnym lecie
Znowu też same rozrzucasz kwiecie.
Ludy Słowiańskie! Toż my podobnie
Jak nasza lipa rostąc nadobnie
Przetrwali długie dziejowe burze,
Pioruny, grady i wichry duże.
Z gałęzi naszych cóż nie zrobiono!
Spójrzcie na Polskę na grób schyloną
[ . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ]
Lipo słowiańska! Gdzie twoje chwała?
Czyś ty już, nasza lipo, spróchniała?
Nicże już więcej z ciebie nie będzie,
Jak krzyż i warsztat na naszej grzędzie?
Oj cicho, pisklę! Ucisz swe płacze!
Z mojego drzewa skrzypki prostacze
Nastrój na nutę wielką, podniosłą,
Żeby w tym ludu serce urosło,
Żeby zagrały wszystkie krwi krople,
Żeby ta chwała co leży w Gople,
Buchnęła w niebo z swojej mogiły,
Żeby się słońca dwa rozświeciły:
Jedno – to jasne na modrej fali,
Drugie – słowiańskie z słowa i stali!”[12].
Jest to jedna z pierwszych wypowiedzi Lenartowicza w duchu słowianofilskim. Dla poety lipa jest symbolem Polski, a nawet całej słowiańszczyzny.
Słowiańszczyzna jest jak ścięte drzewo, jak lipa, której korę Niemiec obdziera, rąbie Wareg, a która jednak jest silna i każdego lata okrywa się kwiatem. Złota barwa przypomina o świętości tego drzewa. Słowianie przetrwali długie burze dziejowe. Polska stoi schylona nad grobem, mogiły sterczą na polu Kosowym, w Czechach Światosławnych w Wielkiej Morawie, popłynęła krew obfita. Pomorze Niemiec zmienił w swe warsztaty – i czyżby już nic nie miało stać się z tej lipy jak tylko krzyż.
Lipa uosabia ideę zjednoczenia się narodów słowiańskich w walce przeciw najeźdźcy. Drzewo odpowiada, że koniec jeszcze nie nadszedł. Należy z lipowego drewna wykonać skrzypce, które poruszą serce ludu, a ten przywróci dni chwały drzewu-słowiańszczyźnie. Lipa jest wyznacznikiem rodzinnego krajobrazu, poeta czyni z niej symbol Polski, a nawet całej słowiańszczyzny.
Duże znaczenie dla Lenartowicza ma także motyw czarnoleskiego drzewa, w którego cieniu tworzył Kochanowski. W tym kontekście przywołuje staropolskie obyczaje oraz pochwałę twórczości renesansowego mistrza jako wartości, które chciałby zamknąć w swojej poezji.
W twórczości Teofila Lenartowicza pierwszym literackim śladem zainteresowania poetą czarnoleskim jest wiersz zatytułowany „Jan Kochanowski”. Jan Nowakowski uważa, że utwór ten powstał po odwiedzinach Czarnolasu w roku 1844. Wiersz ten dokładnie objaśnia stosunek Lenartowicza do wartości czarnoleskiej poezji. Parafrazując najpopularniejsze utwory mistrza Jana i wykorzystując cytaty z fraszek i pieśni, wkłada poeta w usta swego podmiotu mówiącego wykład renesansowej filozofii życia godziwego; pochwałę mierności, stoickiej zgody na los i patriotyzmu. W tych wartościach upatruje Lenartowicz wielkości czarnoleskiej poezji, żywotności tradycji szlacheckiej:
”Pójdź gościu, w moje progi, otwarte ci wrota,
Wita cię stara prawość i stara prostota
Zrzuć zbroję i rumaka pachołkowi oddaj,
A zwyczajom się naszym staropolskim poddaj.”28
Utwór to znamienny dla recepcji poezji Kochanowskiego ze strony Lirnika mazowieckiego. Można stwierdzić, że ustala się pewien motyw persewerujący odtąd w utworach Lenartowicza, ilekroć przywołuje twórczość Jana z Czarnolasu. Motywem tym jest obraz imaginacyjny samego gospodarza dworu, jak stojąc przy nim, zwraca się w stronę gościa – by go powitać, gdy nadchodzi, albo pożegnać, gdy znów wybiera się w dalszą drogę.
Motyw lipy w twórczości romantyków staje się przykładem toposu, który może oznaczać zarówno walory sztuki poetyckiej, jak też uroki tradycyjnego dworku ziemiańskiego, wsi arkadyjskiej, gdzie lipa rozłożysta jest znakiem gościnności, radosnego nastroju, przyjaźni:
„Pod cienie lipy mojej, gościu pożądany,
Śpiesz się, tu cię pokrzepi mój dzban polewany,
Złota przywita lutnia i ubogie progi (…)”29.
Lenartowicz był jedną z wielu osób odwiedzających Czarnolas. Dzięki Czesławowi Zgorzelskiemu30 wiadomo, że odbył taką podróż w 1845 roku, czego dowodem jest stwierdzony przez badacza wpis do księgi pamiątkowej Czarnolasu z dnia 30 lipca tego roku, wpis wiersza od słów:
„Gdzież ta lipa ukochana,
Kędyż Jana dom ubogi?
[ . . . . . . . . . . . . . . . . ]
Gdzież ta lutnia złotodźwięczna
I pieśni polska taka wdzięczna?
[ . . . . . . . . . . . . . . . . ]
Twoja lipa obalona
Ale sława ciebie strzeże
Śród wieczności skamieniona
Po wiek wieki cześć swą bierze.”31
Wiersz jest wyrazem uwielbienia dla twórczości Kochanowskiego oraz świadectwem na to, że topos czarnoleskiej lipy, uosabiającej ideę twórczych sił poezji, był ważny dla Lenartowicza i działał inspirująco na jego wyobraźnię.
Obraz czarnoleskiego dworu – stwierdza Jan Nowakowski – wśród zieleni drzew, motyw spokojnego trwania z dala od zgiełku i krzątanin królewskiego czy pańskiego dworu, świadomej izolacji, z którą niesprzeczna uciecha w szczupłym gronie przyjaciół – oto charakterystyczne składniki wizji czarnoleskiego „Tusculum”, która na trwałe wpisuje się w pamięć i twórczość Lenartowicza. Pozostanie też w długie lata tułaczki motywem nostalgii (…) konstruując idealny obraz kraju, motyw towarzyszący wyrazom tęsknoty za oddaloną ojczyzną.32
Z podobnego wpisu poetyckiego z roku 1848 pochodzi poświadczenie ponownych odwiedzin Czarnolasu, jak i następny utwór Lenartowicza poświęcony pamięci Kochanowskiego:
Oj, daleka moja drogo!
[ . . . . . . . . . . . . . . . . . ]
Zda mi się, że widzę oto
Czarnoleski dworzec dawny
A pod lipą śpiewak sławny
Stoi z lutnią szczerozłotą
J krzyż na powietrzu kryśli,
I pierzchają smutne myśli.
[ . . . . . . . . . . . . . . . . . . ]
Z dala spod tej lipy swojej
Błogosławi drodze mojej.33
Szczególną postać przyjmuje arkadyjski mit szczęśliwego bytowania na ojczystej ziemi w „Małym Światku”, wierszu powstałym w 1851 roku, kiedy poeta przemykał się między sieciami zastawionymi na niego przez władze pruskie w Wielkopolsce.
Wiersz ten jest rekonstrukcją pożegnalnej Arkadii, utworzonej z wizerunków Polski, gdzie „modrzewiowy dwór ojcowy” ozdobiony rozłożystą lipą, wtopiony w obraz Polski chłopskiej, gdzie „po drodze stare stoją chałupy”:
„Jak to ja sobie
Domek ozdobię
Ten modrzewiowy
Dworzec ojcowy!
Naprzód przed dzwiami
Lipę zasadzę (…)”34.
Drzewo rosnące przy domostwie budzi skojarzenie z twórczością czarnoleskiego poety, który dokonał nobilitacji zacisznego lipowego ustronia.
Motyw czarnoleskich odwiedzin wraz z wyobrażeniem gospodarza domu – poety, powróci jeszcze parokrotnie, nawet w latach znacznie późniejszych, w perspektywie „kraju utraconego”, więc w „Dzwonie Zygmuntowskim” z 1869 roku, w wierszu „Torkwatowi Tasso” z 1870 roku i jeszcze znacznie później, w wierszu na 300-lecie zgonu Kochanowskiego: „O Satyrze albo leśnym mężu, Jana Kochanowskiego powierniku.” W pierwszym z tych utworów – „Dzwon Zygmuntowski” – dany jest wyraz daremnemu marzeniu:
O! Janie, ojcze polskiej pieśni,
[ . . . . . . . . . . . . . . . . . ]
W tej czarnoleskiej lip ustroni
Może cień ujrzę skroni twojej,
Jak tam opiera się na dłoni.35
Teofil Lenartowicz był piewcą dawnej wsi, harmonii jej krajobrazu, moralnego ładu bytowania normowanego prawami natury. Korzeni poetyckiego światopoglądu doszukiwał się w tradycji czarnoleskiej. Kilkakrotnie powraca w spuściźnie Lenartowicza motyw odwiedzin domu Kochanowskiego, scena spotkania z poetą. Dla dziewiętnastowiecznego autora jest to swoisty powrót do Arkadii – do krainy prostych praw moralnych i prostych wzruszeń estetycznych.36
Oceniając rangę Kochanowskiego w kulturze narodowej Lenartowicz stwierdzał, że:
„Natychmiastowa popularność poezji Jana bardziej jest wymowna niż wszystkie pochwały, jakimi można by ją obdarzyć. Wiersze jego, tak jak wielkich klasyków, stały się przysłowiami – a popularność nie przychodzi nigdy bez racji.”37
W światopoglądzie poetyckim Teofila Lenartowicza zwrot ku poezji czarnoleskiej stanowił odwołanie do wyidealizowanej wizji utraconej ojczyzny. Wierna pamięć o poetyckim mistrzu owocowała konkretnymi walorami popularyzatorskimi wśród bardzo licznego grona polskich czytelników jednego z najpopularniejszych twórców drugiej połowy XIX wieku. Sposób widzenia tradycji czarnoleskiej przez Lenartowicza odcisnął swe piętno na utworach innych poetów ubiegłego stulecia.
Kreacja Jana Kochanowskiego jako poety – wieszcza – i to wieszcza szczęśliwego, ponieważ żyjącego w wolnej ojczyźnie i tworzącego na pożytek i chwałę wolnego narodu – utrwala się również na kartkach twórczości Wincentego Pola w utworach poświęconych czarnoleskiemu poecie: „Do Jana Kochanowskiego”, oraz we fragmentach poematów „Szajne – katarynka” i „Pieśni Janusza”.
Pol uważał Kochanowskiego za „poetę natchnionego”, a jego spuściznę za „perłę narodową” dla potomnych, przy czym dobitnie podkreśla polski charakter tej twórczości, ponieważ Kochanowski „śpiewał chwałę polskiej wioski.”38
Ludowość zatem jako postulat ideowy i estetyczny pokolenia romantyków krajowych, znalazła oparcie w tradycji poezji ziemiańskiej, podpartej autorytetem moralnym i artystycznym staropolskiego wieszcza. W doborze tej tradycji dokonała się uniwersalizacja pojęcia wiejskości; społeczny aspekt poezji ziemiańskiej, czy szerzej – szlacheckiej, dostrzegali jeszcze radykalni krytycy z pierwszego pokolenia romantyków.39
Zasadniczym motywem wierszy Pola poświęconych Kochanowskiemu jest zestawienie sytuacji dawnego poety, tzn. żyjącego w czasach świetności Rzeczpospolitej z warunkami historyczno-społecznymi, w jakich przyszło żyć autorowi. W wierszu „Do Jana Kochanowskiego” czytamy:
Ale serce ci zazdrości
Żeś na piękne trafił żniwo,
Żeś ojczyznę znał szczęśliwą
W czasach sławy i wielkości!
Żeś znał Polskę jeszcze wolną
I pobożną i orężną –
I poczciwą, prostą, rolną,
Światłą w Bogu i potężną .40
Po klęskach romantycznych zrywów, w warunkach narastających represji zaborców, utrwaliła się – zaszczepiona przez wielkich romantyków – szczególna rola społeczna poetów i poezji. W odniesieniu do twórców krajowych należy mówić tu nie tyle o rolach przywódców duchowych narodu, co o pozycji autorytetu moralno-społecznego i funkcji nauczyciela.
Jak pisze Stanisław Pigoń: „istotną sprawą była możliwość odwołania się do takich wartości, które stanowić by mogły skuteczną przeciwwagę dla zagrożenia bytu narodu. Te wartości odnajdywano w historii, a zwłaszcza w epoce ostatnich Jagiellonów.”41
Wiersze Pola poświęcone Kochanowskiemu są przykładem postępującej mitologizacji polskiego złotego wieku. Zasadniczym elementem kształtowania takiej tradycji musiała zostać poezja czarnoleska:
Cała Polska rozkochana
Uwielbiała swego czasu
Wieszcza Jana z Czarnolasu,
Co tak rosiał po dąbrowie
Skarby ducha w ojców mowie.
Dziś już pewno ani szczypy
Z czarnoleskiej owej lipy (…)42.
Świadomość dawnej świetności stwarzała szansę optymistycznej wykładni współczesności:
Ale naród mówi sobie:
„Żywe duchem, żywe w grobie
I nie zginie wśród zapasu!43
Również istotnym, powodem kreowania Kochanowskiego do roli wieszcza narodowego były dwie przesłanki. Pierwsza – zasługi poety dla polszczyzny, bowiem on „najpierwszy w polskiej mowie”:
„Większe skarby nam odpisał
Wieszcz natchniony z Czarnolasu
Co też słodycz z masy wyssał
Nie złożyli u przystani
Wielcy króle i hetmani!”44
Druga przesłanka – to wzgląd na „poczciwą sławę” mistrza u współczesnych i potomnych, na powszechną znajomość jego twórczości i – co więcej – powszechną akceptację treści w niej zawartych:
„Boć twa sława i twe słowo
dziś już perłą narodową
Boć twym czarem my czarujem,
Boć twym sercem my dziś czujem (…)”45.
W twórczości Wincentego Pola otwiera się nowy nurt czarnoleskiej tradycji. Jego wiersze rozpoczynają cykl okolicznościowych utworów pochwalnych, pisanych z okazji rocznic czy uroczystości związanych z kultem poety i kult ten pomnażających.
Strofy Pola poświęcone Kochanowskiemu uznać należy za poważny wkład w dzieło popularyzacji spuścizny czarnoleskiej, a w konsekwencji kultury staropolskiej. Poezja czarnoleska jako nosicielka uniwersalnych idei, ładu, harmonii jednoczących cały naród jest pomostem pomiędzy przeszłością a współczesnością.
—
[1] J. Słowacki, „Poeta i Natchnienie” [w:], W kręgu rzeczy czarnoleskiej, A. Niewolak-Krzywda, Rzeszów 1987, s. 35
[2] ibidem
[3] C. K. Norwid, Moja Piosnka I, [w:] C. K. Norwid, Pisma wszystkie, Zebrał i wstępem opatrzył W. Gomulicki. Warszawa 1971-1976; tom. I, s. 66
[4] C. K. Norwid, Pisma wszystkie, op. cit., s. 37
[5] M. Jastrun – Norwid – poeta nieznany [w:] M. Jastrun Wizerunki, Warszawa 1956, s. 26
[6] A. Niewolak-Krzywda, W kręgu rzeczy czarnoleskiej, Rzeszów 1987, s. 102
[7] C. K. Norwid, Pisma wszystkie, zebrał, tekst ustalił, wstępem i uwagami krytycznymi opatrzył W. Gomulicki, Warszawa 1971-1976; t. I, s. 66
[8] ibidem
[9] C. K. Norwid, Do Nikodema Biernackiego [w:] J. C. Norwid Pisma wszystkie, zebrał, tekst wstępem i uwagami opatrzył J. W. Gomulicki, Warszawa 1971-1976; tom. I, s. 89
[10] Jan Nowakowski, Pod urokiem Czarnolasu. Jan Kochanowski – Teofila Lenartowicza [w:] Rocznik
Świętokrzyski Kieleckiego Towarzystwa Naukowego, Kraków 1981, s. 241
[11] A. S. Martyniak – Fakty i domysły na temat związków Marii Konopnickiej i T. Lenartowicza z
Łużyczanami [w:] Liryka Teofila Lenartowicza wobec pieśni ludowej, Warszawa 1983, s. 15
[12] T. Lenartowicz „Na lipę słowiańska” [w:] T. Lenartowicz, Wybór poezji, Wrocław 1972, seria B.N.,
- 34
28 T. Lenartowicz, Jan Kochanowski [w:] Wybór poezji, oprac. Jan Nowakowski, Kraków 1972, BN I
nr 5, s. 21
29 ibidem
30 Cz. Zgorzelski, Sycyna, Czarnolas i Zwoleń w opisach wędrówek po kraju. [w:] „Alma Mater Vilnensis” Wilno 1930; z. 9; według przedruku: Kochanowski, z dziejów badań i recepcji twórczości, oprac. M. Korolko, Warszawa 1980, s. 142
31 ibidem
32 J. Nowakowski, Pod urokiem Czarnolasu. Jan Kochanowski – Teofila Lenartowicza [w:] Janowi Kochanowskiemu ziemia rodzina, Rocznik Świętokrzyski, Kraków 1981, s. 243-244
33 Cz. Zgorzelski, op. cit. s. 143.
34 T. Lenartowicz „Mały światek” Poezje, wybór i oprac. J. Nowakowski, Warszawa 1968, s. 21
35 T. Lenartowicz – Dzwon Zygmuntowski, [w:] Poezje, wybór, wybrał i oprac. J. Nowakowski, Warszawa 1968, Biblioteka Poezji i Prozy, s. 666
36 A. Niewolak-Krzywda, W kręgu rzeczy czarnoleskiej, Rzeszów 1987, s. 47
37 T. Lenartowicz, O charakterze poezji polsko-słowiańskiej, Warszawa 1978, s. 107
38 W. Pol, Do Jana Kochanowskiego, cyt za: Poeci polscy o Kochanowskim, Kielce 1931, s. 14
39 A. Niewolak-Krzywda, op. cit., s. 48
40 W. Pol, op. cit., s. 14
41 St. Pigoń, Jan Kochanowski w sądach romantyków, [w:] Pamiętnik Zjazdu Naukowego im. Jana
Kochanowskiego, opr. W. Walecki, Warszawa 1976, s. 301
42 W. Pol, Szajne –Katarynka op. cit. s. 36
43 ibidem
44 ibidem
45 W. Pol, op. cit., s. 36