świetna praca magisterska z historii prawa
W latach siedemdziesiątych XVIII wieku zgłaszane były projekty zniesienia tortur w procesie karnym. Pierwsze takie wystąpienie Bohdan Baranowski przypisuje w 1774 roku wojewodzie gnieźnieńskiemu Augustowi Sułkowskiemu. Badacz ten twierdzi, że echa wielkich procesów rozgrywających się w tym okresie, na czele z tym, który odbył się w Doruchowie i podczas którego spalono czternaście czarownic, miały spowodować wprowadzenie takiej ustawy. Stanisław Waltoś w swojej pracy dowodzi, że przyczyny uchwalenia w 1776 roku przez sejm konstytucji o zniesieniu tortur w Polsce były zgoła odmienne i przekonywująco podważa autentyczność całego procesu doruchowskiego oraz jego wpływ na wyżej wymienioną ustawę.
Opis procesu doruchowskiego znamy z Relacji naocznego świadka o straceniu razem 14-stu mniemanych czarownic w drugiej połowie XVIII wieku, nieznanego autorstwa. Waltoś twierdzi, że Bohdan Baranowski dołączył do grupy badaczy, w której znajduj ą się takie sławy jak: E. Raczyński, J. T. Tripplin, O. Kolberg, J. Rafacz, S. Pszenic, J. Putek i Z. Zdrójkowski, która dała wiarę temu, iż wspomniany wyżej proces przyczynił się zniesienia mąk w Polsce. Jako pierwszy w 1966 roku podważył autentyczność tej sprawy Janusz Tazbir, przypisując autorstwo opisującej ten proces Relacji badaczowi Konstantemu Majeranowskiemu, który był sprawcą wielu mistyfikacji historycznych. Jedynym śladem w dokumentach, który potwierdza fakt zaistnienia owego procesu jest wzmianka odkryta przez Baranowskiego w aktach ostrzeszowskich z dnia 10 lipca 1783 roku, mówiąca o tym, że sędziowie zostali złożeni z urzędu za niekompetentne prowadzenie procesu, w efekcie którego sześć kobiet zostało spalonych na stosie. Uwagę badacza zwraca też fakt, iż sędziowie zostali ukarani dopiero w siedem lat po procesie i że liczba ofiar nie zgadzała się wersją przedstawioną w Relacji.
Z ostrzeszowskich akt grodzkich wynika, że w interesującym nas okresie wieś Doruchowo podzielona była między Michała Wierzbiętę Doruchowskiego, Mariannę Doruchowską i Eustachego Skórzewskiego. Kolejni zajmujący się tą sprawą badacze ustalili, że zamiast wymienionej wyżej dziedziczki, współwłaścicielem był niejaki Wiewiórowski. Dodatkowe zamieszanie wprowadza Stanisław Wasylewski, który w swojej pracy Sprawy ponure przytacza fragment nieznanego pamiętnika z XVIII wieku, twierdząc że żoną dziedzica wsi Doruchowo była pani z Rejczyńskich Stokowska, która będąc osobą zabobonną nakazała pojmanie i spalenie czternastu wieśniaczek zajmujących się czarami. Za Wasylewskim nazwiska dziedziców odpowiedzialnych za tragedię powtarzają kolejni badacze. Waltoś odnalazł w aktach nazwisko dziedziców Stokowskich, lecz dopiero piętnaście lat po procesie, gdy nazwiska poprzednio ustalonych właścicieli wsi z nich znikaj ą. Najprawdopodobniej Relacja powstała na bazie wyżej wymienionego pamiętnika.
Wysoce wątpliwym jest też argument wpływu sprawy doruchowskiej na wydanie ustawy znoszącej tortury. Badając materiały sejmowe z 1776 roku nie znajdujemy żadnych dowodów świadczących, że wiadomość o procesie nieszczęśliwych kobiet wywołała oburzenie w Warszawie „odbiła się od ścian sali sejmowej”. Nie ma też dowodów na to w Diariuszu sejmowym z tego roku czy w pamiętnikach zamieszczanych w prasie.
Niemożliwym zatem jest by sprawa, która miała być tak opiniotwórcza nie pozostawiła śladów w archiwach warszawskich.
Przyczyny uchwalenia konstytucji znoszącej torturowanie przesłuchiwanych upatruje Stanisław Waltoś w sprzyjającej królewskiej inicjatywie atmosferze, która nastąpiła po butnym wystąpieniu Seweryna Rzewuskiego, przemawiającego wtedy w obronie swojego szwagra księcia Karola Radziwiłła. Obraza majestatu monarchy przez mówcę wywołała nastroje solidarności z królem na sali sejmowej. Władca wykorzystując sprzyjające mu nastroje w ciele ustawodawczym, postanowił zgłosić projekt wyżej wymienionej ustawy, która została przez szlachtę zaakceptowana.
Do respektowania zakazu tortur na terenie państwa polskiego przyczyniła się też Rada Nieustająca, która starała się objąć nadzorem wszystkie sądy Rzeczpospolitej i nakazać im stosowanie się do praw obowiązujących. Nie bez wpływu pozostało tu też na pewno podniesienie poziomu nauczania, opierające się głownie na pijarskiej reformie edukacji.
Oprócz działalności intelektualnej mającej na celu rozpowszechnienie krytyki idei procesów i błędów sądowych, niebagatelną rolę odegrał Kościół katolicki, który cały czas walczył o odzyskanie jurysdykcji. Dzięki energicznym działaniom biskupów kolejne diecezje uzyskiwały reskrypty od władców zabraniające rozpoznawania spraw o czary sądom miejskim pod karą 1000 dukatów, a sądom wiejskim pod groźbą kary śmierci dla sędziów. Dokumenty takie uzyskała diecezja kujawska w 1703 roku, płocka w 1727 i chełmińska w 1745 roku.
Powodem tak długiego utrzymywania się procesów o czary i stosunkowo późnego zniesienia tortur był fakt, iż warstwa która ustalała prawo w Polsce – to jest szlachta – dzięki zdobytym przywilejom stanowym znajdowała się poza zasięgiem tych procedur sądowych. Nie była ona w zasadzie osobiście narażona na dolegliwości związane z przesłuchaniami bolesnymi, a dzięki stosowaniu prawa ziemskiego, które nie regulowało przestępstwa czarów, stała poza oskarżeniami. Innym czynnikiem wpływającym na powolne i późne, w stosunku do reszty kontynentu zanikanie spraw o czary był fakt, iż wyniszczana cały czas konfliktami zbrojnymi Rzeczypospolita była krajem podupadłym i gospodarczo zacofanym. W takich warunkach strach spowodowany niepewnością jutra, potrzeba zrzucenia odpowiedzialności za klęski i nieszczęścia co rusz to spadające na społeczeństwo oraz chęć poprawienia swojej sytuacji finansowej często popychały ludzi do oskarżeń o czary i powodowały, że Polska była cały czas areną takich procesów
W roku 1795 miejsce miał trzeci rozbiór Polski. Od tego momentu kraj nasz kraj znajdował się pod okupacją trzech mocarstw: Rosji, Austro – Węgier i Prus. W państwach tych nie prowadzono już „polowań na czarownice” i zniesiono stosowanie tortur w postępowaniu karnym. W Prusach odbyło się to w 1740 roku, w Monarchii Habsburskiej w 1776, a w Rosji natomiast dopuszczano nadal stosowanie kaźni, jednak procesy o czary, które pojawiały się w XVI i XVII wieku, były tam w istocie sprawami politycznymi i dotyczyły przestępstw na szkodę państwa. Stąd właśnie wynikała specyfika takich rozpraw w tym kraju, gdzie większością oskarżonych byli zajmujący się polityką mężczyźni, a karą był stos lub zsyłka na Sybir.
Jednak rozbudzone w polskim społeczeństwie nastroje nie tak szybko uległy uspokojeniu. Pod koniec XVIII wieku i przez całe następne stulecie napotykamy wzmianki o samosądach dokonywanych przez ludność wsi na domniemanych czarownicach. W 1793 roku na przykład urzędnicy pruscy odnaleźli niedaleko nadgranicznego miasteczka zwęglone pale, a przepytywani na tą okoliczność mieszkańcy twierdzili, iż były to pozostałości stosu dwóch czarownic, które rzucały uroki na bydło. Sprawa ta nagłaśniana przez niemieckich uczonych była dosyć niejasna, ponieważ nie podali oni źródła, ani nazwy miasteczka, w którym samosąd ten się zdarzył. Kolejną głośną w całej Europie sprawą był samosąd dokonany na Krystynie Ceynowej, w nadmorskiej miejscowości Chałupy. Została ona oskarżona przez miejscowego znachora i dwukrotnie poddawania próbie pławienia, bita, a w końcu utopiona w morzu. Znany jest też przypadek z galicyjskiej wsi Dżurkowo, gdzie podczas długotrwałej suszy w 1872 roku zdesperowany zastępca wójta zarządził publiczne pławienie wszystkich kobiet, by wykryć domniemaną czarownicę. Podobnych samosądów można by w XIX wieku odnaleźć więcej. Mimo iż nie były to przypadki częste, świadczyły o głęboko zakorzenionej wierze w moce czarownic, rozpowszechnionej wśród prostego ludu.
Zabory niewątpliwie wpłynęły na przyśpieszenie wygasania procesów o czary w Polsce, ponieważ monarchie absolutne, jakimi były państwa zaborcze skutecznie narzuciły okupowanym terenom swoje zasady prawne, a dzięki silnemu aparatowi policyjno – sądowniczemu dysponowały odpowiednimi środkami, by ukrócić same procesy oraz karać sprawców samosądów. Nie należy jednak przypisywać zaborcom wyłącznej zasługi, jaką niewątpliwie było powstrzymanie procesów o czary, gdyż wspomniana już przez nas ustawa z 1776 roku, znosząca zakaz stosowania tortur w postępowaniu sądowym jednoznacznie określiła stosunek władz polskich do takich środków dowodowych, co zburzyło fundamenty instytucji procesu o czary.
Było to potwierdzenie ogólnoeuropejskich tendencji w tym zakresie, gdyż na terenie całego starego kontynentu procesy czarownic w tym okresie zanikają. Od końca XVII wieku daje się zauważyć wśród sędziów sceptycyzm, co do skuteczności magii. Z podobnym niedowierzaniem zaczęto traktować pakty diabelskie oraz dowody szatańskiego piętna. Wszystko to spowodowało wprowadzenie ściślejszych zasad prawnych, określających stosowanie tortur oraz ocenie dowodów dzięki nim uzyskanych. Takie rozporządzenia wprowadziła między innymi Hiszpania już w 1614 roku, Włochy w sześć lat później, a w Szkocji miało to miejsce w 1660 roku. Podobne ograniczenia wprowadziły niektóre państwa niemieckie. Powoli zaczęto też wprowadzać całkowite zakazy stosowania kaźni. Jako pierwsza zrobiła to Szkocja w 1709, a później Prusy (1740) i Saksonia (1770). Dodatkowo obok tych konstytucji wydawano ustawy dążące do zredukowania lub wyeliminowania procesów o czary. Akt taki wydał pierwszy Ludwik XIV w 1682 roku, który zarządził dla czarowników kary cielesne, a praktyki magiczne zaklasyfikował jako zabobon. Podobne postanowienie wprowadzały dekrety pruskie, które miały ogromny wpływ na ograniczenie liczby procesów.
Krajami które później niż Polska wprowadziły zakazy stosowania tortur były między innymi Belgia, Szwajcaria i Bawaria. Nie jest też prawdą, iż tak jak chcieliby niektórzy niemieccy historycy, w naszym kraju odbył się ostatni europejski proces o czary. Podają oni na przykład, że ostatni w Europie proces odbył się w 1793 roku w Poznaniu, gdy tymczasem – jeżeli nawet przyjmiemy podważaną już przeze mnie wyżej autentyczność procesu w Doruchowie – to miało to miejsce w 1776 roku. Niezgodność ta wynikała prawdopodobnie z potraktowania wspomnianego już, a niepotwierdzonego źródłami historycznymi samosądu przy granicy pruskiej jako działania prawnego, dokonanego przez uprawniony do tego organ. Źródła polskie o takim procesie nie wspominają. Rzeczywistym, ostatnim przypadkiem procesu o czary w Europie było spalenie na stosie Anny Geldi, skazanej prawomocnym wyrokiem sądu w Szwajcarii w 1782 roku.
Jednak nie da się zaprzeczyć, iż Polska jako ostatni kraj w Europie poradziła sobie z problemem procesów o czary. Porównując procesy w Polsce z tymi prowadzonymi przykładowo w Hiszpanii, dostrzec można w jaki sposób oddziaływał brak skutecznej, centralnej kontroli prawnej na charakter i długość tego zjawiska. Mimo, że nasze państwo było organizmem dość jednolitym, to jednak partykularyzm prawny, jaki był udziałem każdego stanu, przyczynił się do przewlekłości występowania interesujących nas procedur. Hiszpania natomiast, choć zdecentralizowana pod względem politycznym, składająca się z królestw, jedynie pozornie zjednoczonych pod władzą jednego monarchy, posiadała jednak dobrą organizację sądową, sprawującą kontrolę nad większością procesów o czary. Skutkiem tego liczba procesów w tamtym kraju była znacznie niższa. Wpłynął na to także fakt, iż w Polsce w zasadzie nie istniała możliwość apelacji do sądów niższego szczebla, jak to miało miejsce na przykład we Francji, gdzie tylko 24 procent wszystkich rozpatrywanych przez drugą instancj ę praw zatwierdzono. Przyczyną takiego stanu rzeczy możemy upatrywać w wyższym poziomie kultury prawnej wśród sędziów rozpatrujących odwołania, a także w prowadzeniu takich spraw przez profesjonalistów.
Słaba władza centralna, której uwaga absorbowana była konfliktami stanowymi, nie potrafiła zneutralizować procesu polowania na czarownice oraz skutecznie nałożyć na niego ograniczeń. Dopiero działania Rady Nieustającej oraz króla Stanisława Augusta Poniatowskiego zmierzały do obj ęcia nadzorem wszystkich sądów Rzeczypospolitej oraz narzucenia im konieczności stosowania się do prawa obowiązującego. W tym też celu zostały wydane Uniwersały królewskie w 1775 i 1776 roku. W tym świetle zjawisko polowania na czarownice jawi się jako niepowodzenie unowocześnienia organizmu państwowego. Nowożytne mocarstwa, jak choćby państwa zaborcze wcześniej niż nasz kraj rozwiązały problem procesów o czary. Były to państwa absolutne, dysponujące aparatem urzędniczym, w których centralny rząd sprawował zwierzchnią władzę nad wszystkimi obszarami terytorium. Aby zaistniało silne państwo konieczne było narzucenie woli ośrodka centralnego wszystkim jego prowincjom i zjawisko wygasania procesów o czary było dobrym wskaźnikiem tej ewolucji.
Większość jednak państw Europy u progu ery nowożytnej nie osiągnęła jeszcze takiego etapu centralizacji, a skutkiem tego było przekazanie pewnego zakresu autonomii władzy lokalnej, a dotyczyło to także możliwości rozstrzygania spraw o czary. Było tak między innymi i w przypadku Polski. Próby zbudowania monarchii oświeceniowej w naszym kraju świadczą o gotowości odzyskania tych kompetencji dla władz centralnych, gwałtowny kres naszej autonomii, jaki nastąpił pod koniec XVIII wieku, nie pozwolił jednak na ukończenie tego procesu.
Chociaż sprawy sądowe o czary w Europie formalnie zakończyły się u progu XIX wieku, to jednak niektóre z ich aspektów cyklicznie wracają w historii całego świata. Ilustrują to niektóre praktyki polityczne, które co jakiś czas pojawiają się na arenie dziejów. Przykładem takiego mechanizmu może być chociażby działanie komisji senackich w latach pięćdziesiątych w Stanach Zjednoczonych, mające na celu wykrycie domniemanych szpiegów komunistycznych. Zjawiska takie pokazują, iż często maksyma Historia mater studiorum est, pozostaje tylko pustym zwrotem. Tematyka polowania na czarownice oraz procesów inkwizycyjnych jest zjawiskiem dość obszernym i jak już wspominano nie zawsze dostatecznie opracowanym. Uważam, iż luki takie należałoby szybko wypełnić, gdyż badając historię ewolucji tych procedur możemy dowiedzieć się wiele na temat ówczesnych zwyczajów prawnych czy też stosowanych rozwiązań jurystycznych. Zjawisko to było nie tylko odbiciem panujących w Polsce i w Europie prądów prawno – religijnych oraz ówczesnego poziomu edukacji, lecz także czynnikiem aktywnie kształtującym instytucje prawno – państwowe w naszym kraju. Mam nadzieję, że praca ta zainicjuje na nowo dyskusję na temat roli procesów o czary w kształtowaniu kultury prawnej na całym starym kontynencie, a interdyscyplinarność tego zagadnienia, które łączy w sobie wiele dziedzin nauki, jak: teologię, filozofię, prawo, politologię czy etnografię pomoże w lepszym zrozumieniu historii ewolucji kultury europejskiej.