Koncepcja filozofii historii Feliksa Konecznego

Profesor Feliks Koneczny swoje rozważania z filozofii cywilizacji rozpoczyna od wyrażenia zdziwienia „że mając coraz więcej do czynienia z rozmaitością cywilizacji, nie zadano sobie pytania: skąd się bierze, z czego powstaje ta rozmaitość? Dlaczego Japończyk a Szwed, chociaż jednako telefonują, inaczej jednakże myślą i działają? Dlaczego wszyscy ludzie nie należą do jednej cywilizacji? Czemu różnią się nietylko szczeblami, ale rodzajami rozmaitych cywilizacji?”[1][2] Koneczny miał pragnienie znalezienia praw historii (jeśli takowe istnieją). Do ich poszukiwania wykorzystał cały dostępny aparat naukowy i swoją olbrzymią wiedze historyczną. Odrzucił na początku metode „medytacyjną” tzn. arbitralnego wymyślenia, lub wydedukowania tych praw z uprzednio posiadanych zapatrywań.[2][3] Prawa dziejów muszą pochodzić z indukcji historycznej[3][4] tzn. należy poszukiwać w dziejach mechanizmów rządzących, prawideł, podobieństw itp. Temu służy abstrakcja – poszukiwanie tego, co wspólne i łączy ludzi. Zadanie to nastręcza wiele problemów wobec olbrzymich różnic. Koneczny ogranicza zakres badań do ludów umiejących rozpalać ogień i hodować zwierzęta, bo tylko te ludy postąpiły na drodze dalszego rozwoju. Następnie stwierdza, że wspólne dla tych wszystkich ludzi jest posiadanie jakiejś tradycji i jakiejś etyki[4][5]. Bywały i bywają one bardzo różne. Zwyczaje, prawa i pojęcia obowiązujące w danej społeczności określają metodę jej życia. Zatem źródłem tej rozmaitości jest odmienność metod życia.[5][6] Koneczny nigdzie nie znalazł w dziejach jakiejś wspólnej całej ludzkości metody. Gdyby taka istniała, to ludzkie wspólnoty różniłyby się tylko stopniem rozwoju, a nie rodzajem. „Takiej wspólnej osi dla całej ludzkości nie ma, i dotychczas nigdy nie było. Nigdy bowiem >ludzkość< nie istniała ani historycznie ani socjologicznie;”[6][7]

Każde ludzkie zrzeszenie posiada charakterystyczny dla siebie układ prawa rodzinnego, spadkowego i majątkowego. Koneczny nazwał go trójprawem. Jego elementy wzajemnie się przenikają, łączą i wywierają na siebie znaczący wpływ, tak, że tworzą spójny (koherentny) system. Zjawisko to nazwane zostało współmiernością.[7][8]  Prawo rodzinne określa stosunek do dzieci (czyją są własnością), kto ma władze w rodzie i jaki jest jej zakres? Poligamia wiedzie do rozpróżniaczenia kobiet (praca rozkłada się na wiele osób). Mężczyźni też temu ulegają i przerzucają prace na żony i nałożnice. Stąd słabość materialna poligamistów i przeświadczenie, że „praca hańbi”; dochodzi do tego przygnębienie i niepewność kobiety permanentnie zagrożonej rozwodem itp.[8][9] Prawo majątkowe przystosowane do rodzinnego daje prawo spadkowe.[9][10] Gdyby nie zachodziła współmierność to doszłoby do chaosu, spowodowanego konfliktami między różnymi obszarami życia. Społeczeństwo dopuszczające niewspółmierność muszą zaniknąć.[10][11]

Koneczny stwierdza, że człowiek składa się z duszy i z ciała.[11][12] Zatem życie społeczności aby było pełne i wartościowe, musi obejmować obie te dziedziny człowieczeństwa. W wielości pojęć, sądów i zwyczajów Koneczny odkrywa pięć kategorii bytu ludzkiego, które najpełniej zawierają wszystkie dziedziny i przejawy aktywności indywidualnej i społecznej.[12][13] Są to prawda, dobro, zdrowie, dobrobyt i piękno, dwie pierwsze tyczą się sfery duchowej w człowieku, następne dwie cielesnej, a ostatnia jest pośrednia, łączy oba te zakresy. Te kategorie nazywa quincunxem (QU). O ile trójprawo daje tylko zewnętrzny wygląd cywilizacji, to QU pozwala (przez swą pełnię) uchwycić jej najgłębszą istotę.[13][14] Poszczególne kategorie nie tworzą społeczeństw, one wynikają z natury człowieka, z jego potrzeb. QU pozwala dokonać klasyfikacji ustrojów wg. pojęć w nim panujących. Koneczny, skoro odrzucił hipotezę o formowaniu ducha ludzkiego wyłącznie przez przyrodę[14][15], bezwzględny prymat daje kategoriom duchowym. Twierdzi wręcz, że historią rządzą abstrakty, bo już ludy prymitywne walczyły nie tylko dla łupu, ale i o wpływy.[15][16] Nędza moralna i poniewierka bardziej bywały odczuwane niż materialne ubóstwo.[16][17] Dla niego „walka o byt” jest potrójna: moralna, intelektualna i materialna. „Cały pęd życia polega na tym, by się utrzymać na powierzchni, lub dojść w górę, jako jednostka szanowana, uważana za godną przyjaźni ludzkiej, żeby rozwinąć jak najbardziej swój intelekt, tudzież zapewnić sobie chleb powszedni i wygody życia.”[17][18] Koneczny nie traktuje wszystkich ustrojów jednakowo. Życie zbiorowe stoi tym wyżej im pełniej zawiera w sobie byt człowieka, im  więcej obejmuje kategorii, a w nich im więcej działów i im większa panuje między nimi harmonia.[18][19] Stopień rozwoju zależy od ścisłej współmierności i od trafności metody zrzeszenia.[19][20] Konkretne systemy QU pochodzą z rozmaitych trójpraw, są ich rozszerzeniem, rozbudowanym w miarę rozwoju społeczności.Te pięć kategorii organizuje się w spójne systemy. Koneczny kładł duży nacisk na konieczność współmierności. Uważał ją za jeden z najważniejszych warunków pomyślnego rozwoju społeczeństw. Pogląd swój oparł na następującym rozumowaniu. Nieskończona jest ilość kombinacji w obrębie kategorii QU. Od czego zatem zależy, aby te kombinacje składały się tak, żeby mogło się wytworzyć zrzeszenie zdolne do rozwoju?[20][21] „Czy mogłoby rozwijać się i kwitnąć zrzeszenie, w którem panowałyby rozmaite a wykluczające się wzajemnie poglądy na moralność, a w konsekwencji pojawiłaby się niezgodność poglądów na sprawiedliwość, na wychowanie dzieci, (…) wreszcie na wzajemny stosunek płci i na samą istotę rodziny? Gdzie w takich zasadniczych zagadnieniach rozłam, cóż to za zrzeszanie się? Chyba po to, żeby się nawzajem wytępić? (…) Jeżeli życie zbiorowe ma być trwałe i skuteczne, musi zachodzić współmierność struktury zrzeszenia, to znaczy, że pomyślność zrzeszenia jest tym większa, im bardziej członkowie tegoż trzymają się jednakowej metody w urządzaniu życia.”[21][22] W przeciwnym wypadku (tzn. przy współmierności częściowej), gdy pewne dziedziny życia są urządzone wg jednej metody, a inne wg drugiej, to w takim społeczeństwie upada kultura czynu „zrzeszeni nie zdołają się zdobyć na żaden czyn rozumny”[22][23] (nie mogą dojść do wspólnego jasnego celu). Te rozwiązania w pojedynkę, w osobnych społecznościach mogą występować, ale naraz w jednym żadną miarą! Z tego wynika jedno z fundamentalnych praw dziejowych wysnutych przez Konecznego, że „nie można być cywilizowanym na dwa sposoby”[23][24], bo byłaby to swoista schizofrenia. Natomiast „w życiu najlepiej urządzonym panuje harmonia wszystkich pięciu kategorii”[24][25] To, jak dane społeczeństwo rozumie zło, dobro, prawdę, jakie ma pojęcia o zdrowiu i dobrobycie, co podoba się lub nie jego członkom, określa po prostu jak ta społeczność żyje, jaka jest jej metoda i ustrój. Taki kompletny i jednorodny system pojmowania kategorii QU Koneczny nazywa cywilizacją. „Cywilizacja – to suma wszystkiego, co pewnemu odłamowi ludzkości jest wspólne; a zarazem suma tego wszystkiego , czem się taki odłam różni od innych. (…)  Cywilizacja jest to metoda ustroju życia zbiorowego.”[25][26] Koneczny wyróżnia siedem historycznych (dużych) cywilizacji: chińska, arabska, turańska, żydowska, bramińska, bizantyńska i łacińska. Następnie analizuje, jakie czynniki mogły doprowadzić do takiego zróżnicowania wśród ludzi. Odrzuca rasę jako taki czynnik.[26][27] Język też[27][28] (jako czynnik główny), ale stwierdza, że język jest narzędziem, od niego zależy szczebel cywilizacyjny (subtelniejszy język jest bardziej zdatny do wyrażania pojęć abstrakcyjnych).[28][29] Wpływ religii na cywilizację jest bardziej skomplikowany. Religia stwarza cywilizacje, gdy jej prawodawstwo sakralne obejmuje dziedziny pięciu kategorii bytu (np. cyw. żydowska i bramińska). Buddyzm w ogóle nie ingeruje w świat (uznając go za niegodny zainteresowania), przystosowuje się do cywilizacji otoczenia.[29][30] Chrześcijaństwo zsakralizowało tylko jedną dziedzinę – małżeństwo. Katolicyzm i Prawosławie zbliżone dogmatycznie, lecz między krajami, gdzie dominują, istnieje ogromna przepaść cywilizacyjna. Kościół Katolicki gdziekolwiek się pojawił, domagał się: monogamicznego i nierozerwalnego małżeństwa oraz swojej całkowitej niezależności od państwa.[30][31] Bizantynizm i Nestorianizm nie uznawały ostatniego postulatu.[31][32] Katolicyzm domagając się ponadto przejęcia przez państwowe sądownictwo zemsty rodowej był czynnikiem państwowotwórczym.[32][33] Cywilizacja łacińska ukształtowała się na chrześcijańskim katechizmie i na trwałych zdobyczach filozofii i kultury starożytnych. Wszystkie cywilizacje zachowujące warunek współmierności są zdatne do trwania. Jednak Koneczny nie traktuje wszystkich cywilizacji na jednakowym poziomie – istnieje hierarchia. Historią rządzą abstrakty, siły duchowe mają prymat nad materialnymi. W samym ustroju społeczności tkwią pewne ograniczenia, bez ich przezwyciężenia nie można wznieść się na wyższy poziom rozwoju np. żadne zrzeszenie poligamiczne nie zdołało zarzucić ustroju rodowego.[33][34] Systematyka Konecznego oparta jest na czterech czynnikach. O poziomie danej cywilizacji świadczy to, jak dane zagadnie jest rozwiązane (jeżeli w ogóle występują problemy tego typu). Pierwszym kryterium jest postawa wobec czasu – jego opanowanie. „Opanowanie przestrzeni rozwija inteligencje, opanowanie zaś czasu pociąga za sobą postęp moralny”[34][35] Oznaczając sobie terminy zobowiązujemy się do ich przestrzegania, ograniczamy własną swobodę co jest niezbędne dla rozwoju cnót społecznych. Drugim kryterium jest stosunek między prawem publicznym a prywatnym. Wiele państw, zwłaszcza w cywilizacji turańskiej, opiera się na prawie prywatnym panującego, jako właściciela wszystkiego i wszystkich. W bizantynizmie natomiast wszystko było przejawem państwowości. Społeczeństwu wolno było cokolwiek robić o ile państwo na to zezwoliło. Aby mógł istnieć wzajemny stosunek państwa i społeczeństwa, musi istnieć organizacja społeczna. Społeczność staje się społeczeństwem przy odpowiednim zróżnicowaniu (wykształceniu różnych warstw i struktur).[35][36] To wystąpiło tylko w cywilizacji łacińskiej, czyli w tych społeczeństwach, które zostały „wychowane” przez Kościół. Trzecim kryterium jest zagadnienie źródeł prawa. Etyka jest wcześniejsza od prawa. Prawo w pierwotnych zrzeszeniach nadawało sankcje uznanym postulatom etycznym (prawo aposterioryczne). Prawo sztuczne pragnęło urządzić społeczeństwo wg innych, nowych pojęć (prawo aprioryczne). [36][37] Koneczny zauważa, że bezetyczność w życiu publicznym panuje w tych cywilizacjach, w których państwo nie jest oparte na społeczeństwie i w których prawem jest wola władcy (turańska, bizantyńska)[37][38] Cywilizacja łacińska nie tworzyła sobie własnej etyki, lecz uznała za swoją etykę katolicką. Ostatnim kryterium jest występowanie poczucia narodowego, występuje ono tylko w cywilizacji łacińskiej. W bizantynizmie jest tylko wspólny język urzędowy i poczucie państwowo-legalistyczne (wśród biurokracji). Ludy w cywilizacji turańskiej łączą się na zasadzie wojskowej zjednoczeni osobą wodza. Wg Konecznego historia nie może mieć praw analogicznych do praw fizycznych czy biologicznych.[38][39] W historii nie występuje żaden rytm ani cykl. Kluczem do historii jest zrozumienie walk między cywilizacjami, bo syntezy są niemożliwe.[39][40] Możliwe są tylko mechaniczne mieszanki, ale wtedy zwycięża ta o niższym poziomie[40][41] (wyższe są trudniejsze, bardziej wymagające i nie wytrzymują konkurencji). Zróżnicowanie sposobów życia ludzkiego spowodowane jest posiadaniem przez tych ludzi różnych koncepcji i zapatrywań. Poglądy te, zastosowane w praktyce dają różnorakie metody ustroju życia zbiorowego – cywilizacje. W ustrojach tych widać wyraźnie hierarchię, bo nie wszystkie przekonania są zgodne z ludzką naturą zatem nie gwarantują prawidłowego rozwoju ludzkich społeczności. Historią rządzą abstrakty, kto posiadł ich więcej i im były one trafniejsze, tym osiągnął wyższy poziom rozwoju. Filozofia cywilizacji mówi, że istnieją spójne programy zagospodarowania całego życia ludzkich społeczeństw, i istnieją ich realizacje w postaci konkretnych metod życia. Dzieje w takim systemie są rozumiane jako wzajemne oddziaływanie, walka i przenikanie tych programów wśród ludzi. Brak jest jakiejkolwiek determinacji. Za którym systemem opowiedzą się społeczeństwa zadecydują wybory poszczególnych ich członków. Muszą natomiast w wyborze być konsekwentni, bo nie można być cywilizowanym na dwa sposoby.

    [1][2] Feliks Koneczny, „O wielości cywilizacji”, Kraków 1935, s. 10.

    [2][3] Tamże, s. 46.

    [3][4] Feliks Koneczny, „Prawa dziejowe”, Wydawnictwo Towarzystwa im. Romana Dmowskiego, Londyn 1982, t.1, s. 16.

    [4][5] „O wielości cywilizacji”, dz. cyt., s. 133-134.

    [5][6] Tamże, s. 153.

    [6][7] Tamże.

    [7][8] Tamże, s. 95.

    [8][9] Tamże, s.116.

    [9][10] Tamże, s. 125.

    [10][11] Tamże, s. 93.

    [11][12] Tamże, s. 134.

    [12][13] Tamże, s. 139.

    [13][14] Antoni Hilckman, „Wschód i zachód”, w: Dodatek do Feliks Koneczny, „O Ład  w historii”, Londyn 1977, s. 91.

    [14][15] „O wielości cywilizacji”, dz. cyt. s. 10.

    [15][16] A. Hilckman, dz.cyt. s. 93.

    [16][17] „O wielości cywilizacji”, dz. cyt. s. 158.

    [17][18] Tamże, s.157.

    [18][19] Tamże, s. 139.

    [19][20] Tamże, s. 152.

    [20][21] Tamże, s. 145.

    [21][22] Tamże, s. 147.

    [22][23] Tamże.

    [23][24] „Prawa dziejowe”, dz. cyt. s.17.

    [24][25] „O wielości cywilizacji”, dz. cyt. s. 138.

    [25][26] Tamże, s. 154.

    [26][27] Tamże, s. 167-204.

    [27][28] Tamże, s. 205-235.

    [28][29] Tamże, s. 233.

    [29][30] Tamże, s. 255.

    [30][31] A. Hilckman, dz. cyt. s. 96.

    [31][32] Tamże s.98

    [32][33] Feliks Koneczny, „Kościół jako polityczny wychowawca narodów”, Instytut Narodowy im. Romana Dmowskiego, s. 2.

    [33][34] A. Hilckman, dz. cyt. s. 91

    [34][35] Tamże, s. 99.

    [35][36] „O wielości cywilizacji”, dz. cyt. s. 289.

    [36][37] Tamże, s.140.

    [37][38] Tamże, s. 299.

    [38][39] A. Hilckman, dz. cyt. s.102

    [39][40] „Prawa Dziejowe”, dz. cyt. s.  95-121.

    [40][41] Tamże, s. 163-192.

Oceń tę pracę

Zabójstwo Rasputina

Zabójstwo Rasputina „nie mogło zmienić biegu historii” – z nim lub bez niego – „Rosja carska nie będzie w stanie sprostać atakowi ze strony tych sił społecznych, które z arystokracją nie miały i nie chciały mieć nic wspólnego”. W komentarzach: „Podkreślano też czasem, że dużo stracił na tym sam Mikołaj II, jako że różne błędne pociągnięcia dawniej przypisywano wpływom Rasputina, a od połowy grudnia 1916 nie można już było chować się za tym parawanem”. W tym czasie wzrosła także znaczenie rola Protopopowa[1].

Jego nominacja na min. spr. wewn. 20 XII 1916 r. wywołała niemałą burzę, szczególnie w Dumie. Niektórzy sugerowali, że był to „wstępny krok przy wchodzeniu na platformę zaufania społecznego. Nawet Mikołaj II pozwolił sobie na sprecyzowanie takiej aluzji w rozmowie z ambasadorem angielskim…” Objąwszy stanowisko Protopopow „już się nie cofnie”. Nie ustąpił pomimo „aktów i gróźb”, choroby – co gorsze – „w obliczu katastrofy już tak jasnej jak niebo rozwarte błyskawicami, jeszcze zapewniał carową, że do niczego nie dopuści, wszystko zdławi, każdą sytuację opanuje. Może rzeczywiście uwierzył w swoją misję ocalenia monarchistycznej Rosji”. „Pisząc o tym, trzeba jeszcze raz podkreślić: mógł uwierzyć Protopopow, może czasem carowa, ale już nie car. Mikołaj II nie usunął Protopopowa mimo nacisku i namów, ale za „zbawcę samowładztwa” go chyba nie uważał”[2].

Tym bardziej, że nowemu ministrowi nic nie wychodziło „na nowym stanowisku”. Dowodem może być próba poznania nastrojów armii. Jego resort nie mógł sam nic w tej sprawie zrobić, gdyż te zagadnienia podlegały władzą wojskowym. „Protopopow rozmawiał o tym z Mikołajem II, który pokazywał mu resorty dowództwa wojskowego, wszystkie pozytywne i uspakajające. Minister miał wprawdzie wątpliwości i kilkakrotnie podobno dawał im wyraz, nie tylko przed carem, ale bez rezultatu”[3].

Wspomina także autor książki o różnego rodzaju koncepcjach, deklaracjach, programach nadsyłanych do cara, których autorzy, z kręgów monarchistycznych, sugerowali najróżniejsze zmiany w celu naprawy sytuacji. Napływały także telegramy i adresy wiernopoddańcze, „które tylko komplikowały sytuację caratu, stwarzając iluzję masowego poparcia polityki rządu”. „W literaturze spotkać można twierdzenia, że to Protopopow” sam organizował takie kampanie[4].

Choć po zabójstwie Rasputina działał on „przez pewien czas energicznie, jak nigdy”, to szczególnie na początku roku 1917 w czasie audiencji różne osoby naciskały na cara, aby się go pozbył, m.in. Pokrawski, Golicyn, a nawet sam ambasador angielski Buchanan[5].

[1] Tamże, s. 257-258.

[2] Tamże, s. 266-268.

[3] Tamże, s. 274.

[4] Tamże, s. 276-280.

[5]    Tamże, s. 282-283.

Oceń tę pracę

Europejczycy i Nowy Świat

Epoka wielkich odkryć geograficznych zmieniła dotychczasowe pojmowanie świata. Mimo to poglądy wypracowane na ten temat jeszcze przez długi czas utrzymywały się w świadomości Europejczyków. Lęk i wyobrażenia o „odmiennych istotach” zamieszkujących odległe krainy były elementem mocno zakorzenionym w świadomości ówczesnych ludzi, aby to prześledzić należy przytoczyć pokrótce, jak od starożytności do epoki wielkich odkryć kształtowała się w mentalności Europejczyków refleksja geograficzna.

Rozważania na temat kształtu ziemi i wyglądu świata sięgaj ą w myśli europejskiej starożytnej Grecji. Myśl kosmologiczna zapoczątkowana została przez przedsokratyków . Pierwszym rozpowszechnionym przekonaniem była wiara w to, że Ziemia jest płaską tarczą zanurzoną w oceanie. Pogląd ten zapożyczony został od Mędrców Wschodu . Dopiero około V w. p.n.e. Parmenides jako pierwszy dowodził kulistości Ziemi i dokonał jej podziału na pięć sfer równoleżnikowych. Za tą teorią opowiedziało się wielu innych filozofów, między innymi: Arystoteles, Eratostenes, Hipparch, Marinos z Tyru i Ptolemeusz z Aleksandrii . Mimo to poglądy te nie miały dużego wpływu na średniowieczną myśl geograficzną, gdyż odkryte zostały dopiero w XII-XIII, a nawet w XV w. Dużą rolę natomiast odegrały przekonania Kratesa z Mallos. Myśliciel ten żyj ący w II w. przed Chrystusem, na zasadzie czystej spekulacji, podzielił Ziemię na cztery części dwoma krzyżującymi się oceanami. Według tego przekonania Ziemia składała się z czterech odizolowanych od siebie wysp. Krates był przekonany, że wydzielone przez niego obszary mimo, że odizolowane od siebie są zamieszkane. Uważał on, że Ziemia zamieszkana jest przez cztery ludy (rasy), którym nadał nazwy: „ „nasza” ekumena to kontynent Synejków, na jej „odwrocie” mieszkają Periojkowie, na półkuli południowej, na południe od nas Antojkowie, a na stronie od nich przeciwnej – Antychtoni”[1] [2] [3] [4]. Poglądy te zostały spopularyzowane przez Rzymian około IV w. n.e. Marcjan Kapella jeden z myślicieli rzymskich, zmodyfikował nieco poglądy Kratesa stwierdzając, że po drugiej stronie Ziemi żyje lud, który nazwał Antypodami. Przekonanie to znalazło swój oddźwięk w średniowiecznych pismach Ojców Kościoła. Co prawda początkowo rozważano myśl o płaskim kształcie ziemi, jednak elita intelektualna tamtych czasów skłaniała się w stronę jej kulistości[5]. Argument ten był stosunkowo łatwy do zaakceptowania. Gorzej było z problemem innych ras, które rzekomo miały zamieszkiwać odległe ziemie. Kłóciło się to bowiem z naukami kościoła i zawartym w Biblii dogmacie o pochodzeniu ludzkości od Adama i Ewy.

Wiara w istnienie Antypodów była poważnie rozważna przez wielu myślicieli tej epoki, takich jak św. Augustyn lub Izydor z Sewilli. Pod koniec XII w. pojawiają się świadectwa przenikania się ludowych podań germańskich i celtyckich o istotach podziemnych z ówczesnymi „naukowymi” przekonaniami o Antypodach. Teratologia, czyli wiedza o odmiennych istotach ludzkich cieszyła się dużym powodzeniem zarówno ludzi wykształconych, jak i gawiedzi. Często

fantastyczne przekonania „uczonych” zabarwiane były przez plotki, folklor, stare podania i wyobraźnię prostych ludzi. Opowieści podróżników – łgarzy oraz autentyczne obserwacje zdarzających się w każdej społeczności anomalii były pożywką dla teratologii. Relacje ze spotkań z odmiennymi antropologicznie ludami (Murzyni i Pigmeje) czy też z małpami, takimi jak goryle i orangutany budziły naturalną ciekawość i cieszyły się nie słabnącym zainteresowaniem prostego ludu[6] [7]. Powtarzane z ust do ust strzępki sensacyjnych informacji dopełniane nierzadko rodzimymi mitologiami szybko były przyswajane tworząc w prostej świadomości obraz nieludzkich potworów i odmieńców zamieszkujących dalekie krainy. Te przekonania i wierzenia przykuwały również zainteresowanie uczonych. Święty Augustyn tak oto pisał o innych ludach: „Mówi się, że pewni ludzie maj ą tylko jedno oko pośrodku czoła; że stopy niektórych zwrócone są do tyłu; że niektórzy są istotami dwupłciowymi, prawą pierś mają męską, a lewą niewieścią, łączą się ze sobą tak lub odwrotnie, na zmianę płodząc i rodząc; że inni nie maj ą ust i żyj ą tylko z wciąganego przez nozdrza oddechu; że jeszcze inni osiągają tylko łokieć wzrostu” . Mimo to św. Augustyn uważał, że wszystkie te opisane istoty jeżeli istniej ą maj ą swoje określone miejsce w dziele Bożym. Inaczej już do tego przekonania podchodzi epoka wielkich odkryć geograficznych. „Dla istot nienormalnych, które nadal (a nawet jeszcze bardziej, w wyniku bezprzykładnego rozszerzenia się horyzontu geograficznego) pobudzały wyobraźnię, zaczęło brakować miejsca w światopoglądzie „oświeconych” […]. Nie czyniono przy tym różnicy pomiędzy, dajmy na to, cielęciem z podwójna głową i dzieckiem lub człowiekiem odstającym w sposób widomy od normy”[8]. Te przekonania wpasowane były doskonale w podejście do nowo napotkanych ludów. Te odmienne, bezbożne istoty można było traktować nieludzko, bez wyrzutów sumienia, zmuszać ich do ciężkiej pracy i zabijać w imię Boże. Dobitnym przykładem mogą być słowa Ginesa de Sepulveda, który w 1544 r. tak pisał o Aztekach: „To, że Mexikowie potrafią wytwarzać piękne przedmioty, nie dowodzi wcale ich moralnej dobroci. Niektóre drobne stworzenia jak pszczoły i pająki, tworzą takie dzieła sztuki jakich zrobić nie potrafi żaden człowiek”[9].

Z takim bagażem kulturowych przed sądów wyruszały pierwsze wyprawy odkrywców. Ich obserwacje zawarte w listach z podróży często tylko wzmacniały przekonania o odmiennych cieleśnie istotach. Przeświadczenie, że na innych lądach żyj ą istoty odmienne i potworne znajduje swoje odzwierciedlenie w listach Krzysztofa Kolumba. W jednym z nich pisze on: „Na żadnej z owych wysp, aż po ostatnią, nie spotkałem ludzi potworów, jak wielu się spodziewało […]”[10] [11]. Samo to zapewnienie doskonale obrazuje oczekiwania i lęki Europejczyków uczestniczących w pierwszych odkryciach. Jednak wyprawa Kolumba pokazuje także inny obraz tubylca i Nowego Lądu. Świat odkryty staje się niemalże ziemskim rajem, gdzie „[…] ludzie chodzą nago, mężczyźni i niewiasty jak matka ich zrodziła, choć niektóre niewiasty zakrywaj ą sobie jedno miejsce źdźbłem trawy bądź skrawkiem bawełny […]” . Opisany, tchnący harmonią świat, gdzie ludzie żyją w spokoju i zgodzie „nie znają żelaza, ni stali, ni broni”[12] musiał silnie oddziaływać na wyobraźnię i przyciągać swoim urokiem. Perspektywy wyprawy były tym bardziej kuszące, gdyż w Hiszpanii na skutek powiększającej się hodowli owiec zaczynało brakować areału ziem uprawnych[13]. Drugim takim czynnikiem był pogłębiający się kryzys w latach 1502-1508[14]. Nowe ziemie dawały również możliwość ucieczki od obowiązków wobec panów, biskupów i silnych zakonów rycerskich[15] [16]. Wyprawa dawała więc możliwość diametralnej odmiany swego losu i rozpoczęcia nowego życia. Silna podbudowa filozoficzna w postaci chrześcijaństwa upewniała w podjętych zamiarach dając konkwistadorom poczucie misji, a niejednokrotnie usprawiedliwiała morderstwa, grabieże i gwałty. W końcu wszystko to robione było dla rozpowszechniania wiary katolickiej. Silnie pobudzały wyobraźnie pierwsze drukowane powieści i ballady. Jak pisze H. Thomas: „Pojawiły się też romanse rycerskie […] w których pierwsze pokolenie masowych odbiorców powieści znajdowało nadzwyczajne historie […] konkwistadorzy zabierali je ze sobą tak jak książeczki do nabożeństwa. […] Drukowane dzieła sir Johna Mandeville i innych przekonywały żeglarzy i konkwistadorów z „pokolenia 1500” o istnieniu dwugłowych ludzi, Amazonek i

źródła wiecznej młodości […]. Nawet racjonalnie myślący ludzie spodziewali się znaleźć to wszystko w Ameryce, tuż za najbliższym cyplem” . Słowa te dobrze obrazują podejście Hiszpanów do nowo odkrytych ludów. Należy pamiętać, że większość konkwistadorów rekrutowała się z prostego ludu lub ze zubożałej szlachty[17], czyli z warstw gdzie przesądy ludowe mieszały się z pseudo naukowymi koncepcjami dotyczącymi autochtonów nowo odkrytych ziem. Rzutowało to bezpośrednio na postrzeganie cielesności i ciała napotykanych plemion indiańskich. Zabobony i wizje roztaczane przez autorów fantastycznych książek w połączeniu z nieznanymi wcześniej obyczajami nowych ludów, nierzadko były przyczyną generowania różnych wyobrażeń na temat ciała Indian. Obrazują to opisy Bernala Diaz del Castillo, który w swoim Pamiętniku żołnierze Kortesa przedstawia wizję cielesności tubylców Ameryki z punktu widzenia prostego najemnika, którym był. Jednakże wśród Europejczyków kolonizujących nowe ziemie znajdowali się ludzie inteligentni i światli, tacy jak Bernardino Shagun lub Bartolomeo de las Casas, których obserwacje były dokładne i w miarę obiektywne. Prześledzenie tych, nierzadko sprzecznych i ambiwalentnych, relacji pozwoli nam ukazać, jak w świadomości pierwszych Europejczyków kształtował się obraz cielesności i ciała Azteków.

[1]    Jerzy Strzelczyk, „ Contra naturam „? Czwarty kontynent i problem antypodów w starożytności i średniowieczu, „Czas kultury”, nr 2, 2002, s. 12.

[2]    Ibidem.

[3]    Ibidem, s. 12.

[4]    Ibidem, s. 13.

[5]    Ibidem, s. 14-15.

[6]    J. Strzelczyk, op. cit, s. 17, 20.

[7]    Ibidem, s. 21.

[8]    Ibidem, s. 23-24.

[9]    H. Thomas, op.cit., s. 275.

[10]   Krzysztof Kolumb, Listy do Luisa Santagela, [w:] Listy o odkryciu Ameryki, (red.) Jan Kieniewicz, Bronisław Nowak, Gdańsk 1995, s. 9.

[11]   Ibidem, s. 5.

Ibidem.

Thomas, op. cit, s. 63.

Ibidem.

Ibidem, s. 64.

Ibidem, s. 66.

Ibidem, s. 63.

Oceń tę pracę

Car Mikołaj II w historiografii międzywojnia

Prace z tego okresu dotyczące cara Mikołaja II, niewiele wnoszą do zasobu naszej wiedzy o tej ciekawej i nie poddającej się jednoznacznym ocenom postaci. Wynika to z tego, że autorzy opracowań polskich oraz obcojęzycznych, a tłumaczonych na polski – nie szukali rzetelnej wiedzy o minionych wydarzeniach, lecz żerując na ludzkiej tragedii i nieszczęściu, wszędzie wietrzyli sensację, powtarzając niesprawdzone plotki i pomówienia. Ale każdy uczciwy i sumienny badacz problemu ma obowiązek wspomnieć o tych pozycjach.

Jednym z takich opracowań jest książka Melchiora Wańkowicza „Kaźń Mikołaja II oraz członków rodziny Romanowych”, wydana po raz pierwszy w okresie międzywojennym i wznowiona w 1990 roku. Autor jak piszą sami wydawcy opierał się pisząc ją, na ogłoszonych w 1925 roku w Berlinie dokumentach śledztwa sędziego śledczego Sokołowa, książce korespondenta „Times’a” R.A. Wiltona i pamiętniku nauczyciela dzieci carskich, P. Gilliarda.

Wańkowicz opisuje los rodziny carskiej od wybuchu rewolucji lutowej do tragicznego końca w Jekaterynburgu, Ałapajewsku, Permie. Nie jest to jednak praca naukowa, lecz raczej broszura sensacyjna, którą czyta się z zapartym tchem ( liczy ona zaledwie 50 stron – przyp. aut.) .

O stosunku piszącego do opisywanej postaci najlepiej świadczy komentarz do zachowania cara w chwili wybuchu rewolucji: „Ale car, słabowolny i uparty, co nierzadko się łączy, zasięga zdania osoby, która wywiera na nim wpływ całkowity i przemożny – żony swej Alicji Teodorówny”. I dalej o samej carycy: „W gruncie rzeczy była to kobieta histeryczna, opętana mistycznymi zabobonami, po swojemu przejęta nawet Rosją i prawosławiem, będąca jednak bezświadomym narzędziem w ręku szajki niemieckich szpiegów.

I oto do tej półnormalnej istoty w chwili, kiedy olbrzymie Imperium zadrżało, udaje się po poradę Imperium jego pan samowładny i władca”[1].

Gdy car z rodziną został przewieziony do Tobolska Wańkowicz tak opisuje jego zachowanie: „Uderza to, że wobec tej czerni Mikołaj nie umiał znaleźć się z dostateczną godnością. To trzymał się, śmiesznych w jego sytuacji, dawnych nawyczek, witając np. protekcjonalnie spotkanych wartowników „zdrowo, striełok”, na co otrzymywał odpowiedzi „ja nie striełok, ja towarzysz”, albo jeszcze gorzej; to znowuż wpadał w inną krańcowość,   „lazł   z   łapą”,  podawał rękę,  której nie przyjmowano. To czasem wystroił się w czerkiskę ze szlifami pułkownikowskimi i kindżałem za pasem, który musiał natychmiast zdejmować wobec wycia czerni, żądającej żeby się rozbroił; to znowuż zachodził, nie wiadomo po co do wartowni grać w warcaby z żołnierzami.

Na koniec warto także przytoczyć komentarz autora dotyczący zamordowania carskiej rodziny, bo chociaż uważa to za akt sprawiedliwości, to nawet dla niego sposób w jaki to uczyniono był odrażający. „Ale jeśli powiedzieliśmy sobie nawet, że stracenie ich było rewolucyjną koniecznością, to sposób w jaki dokonane zostało budzi grozę i wstręt. Nie tak ginął Ludwik XVI i Maria Antonina”. I dalej: „Cara Mikołaja II stracono milczkiem, w suterenie, moralnie niszczono jego i jego rodziny ciała, wyłgiwano się kłamliwymi komunikatami”. A uczynili to: „Menerzy bolszewiccy, będący prawnymi przedstawicielami narodu, dzierżący wodze władzy siłą i terrorem, nie zdobyli się na ów akt jawny, za który bierze się odpowiedzialność. Woleli skrytobójczy mord, którego obrzydliwość jest równa temu wszystkiemu, co potem zrobili z Rosją i co by zamierzali zrobić z całym światem”[2].

Również Adam Powojski w swej publikacji „Car Mikołaj II. Szkice i obrazy”, pisze o ostatnim carze niezbyt przychylnie i z pewną dozą sensacji. Powtarza stereotypowe sądy np. o wykształceniu Mikołaja. „Ograniczony umysłowo ojciec ( mowa o Aleksandrze II – przyp. aut.) nie rozumiał zgoła potrzeby zapewnienia zarówno następcy jak i innym dzieciom gruntownego wykształcenia.

Troskano się przede wszystkim o wychowanie w kierunku sportowym i dzięki temu synowie carscy od lat najmłodszych doskonale jeździli konno, wiosłowali, strzelali do celu”[3]. I dalej: „Nad całokształtem wychowania górowali popi, uroczystości cerkiewne, parady wojskowe, maskarady mundurowe, słowem to wszystko co mogło tylko obniżyć intelekt przyszłego monarchy.

Rzecz prosta, iż wśród takiego otoczenia, Mikołaj wcześnie począł ujawniać przesadność i skłonność do zabobonów, które czasem… przybrały cudaczne rozmiary”.[4]

Komentarz jest jeszcze bardziej dosadny: „Dzięki tym warunkom, Mikołaj, doszedłszy do lat młodzieńczych, stał na poziomie rozwoju umysłowego przeciętnego oficera gwardji ze wszystkimi jego nałogami i ignorancją, gotowego zawsze do wydania sądów pod kątem widzenia człowieka kastowego i uprzywilejowanego”. [5]

Pisząc o służbie wojskowej przyszłego monarchy Powojski stwierdza: „Tryb życia oficerów przypadł do smaku Mikołajowi; bierze on udział w hulankach i uczestniczy nieraz do białego dnia w orgiach”[6]. Taki tryb życia miał sprawić, że: „… organizm jego zatruwał zwolna jad alkoholu, cera twarzy żółkła, pod oczyma tworzyły się obrzęki, właściwe typowym alkoholikom. Życie realne pozostawało dlań zamkniętą
kartą”. Dalej pisze autor: „Nurzając się w rozpuście, nie gardził on bynajmniej homoseksualizmem, co złamało życie jego żonie”[7].

Zupełnie już wyssane z palca i nieprawdopodobne fakty przytacza Powojski, gdy wspomina o przygodach erotycznych następcy tronu. „O życiu erotycznym Mikołaja i jego miłostkach w okresie lat młodzieńczych krążyły liczne wersje. Faktem jest, iż jako dziewiętnastoletni młodzieniec, stronił jeszcze od kobiet.

Uświadamiano sobie wyraźnie, że należy przedsięwziąć odpowiednie zarządzenia celem uleczenia młodzieńca”. „Poczęto prowadzać młodzieńca na przedstawienia balowe i za kulisy, a tańczące hurysy roztaczały przed władcą wschodu czary swych wdzięków”[8] [9] [10].

Gdy mowa o romansie carewicza z Matyldą Krzesińską autor stwierdza: „Dziewczyna była pociągająca, a przede wszystkim zdobiła ją niewinność, co nadawało szczególny wdzięk baletnicy. Ten właśnie wdzięk pociągnął szczególnie zepsutego następcę tronu, opromieniając miłostkę aureolą romantycznego uroku” .

Absurdalnym i pozbawionym wszelkich dowodów, wypada nazwać wniosek, jaki autor wyciągnął po opisaniu ataku szalonego Japończyka na następcę tronu podczas jego dalekowschodniej podróży. Powstała w jego wyniku: „Rana, jakkolwiek powierzchowna, nie przeszła, bez następstw, powodując rozrost kości, i od tej pory Mikołaj odczuwa ucisk na lewą półkulę mózgu, co niezaprzeczalnie odbija się na jego czynnościach psychicznych” .

W podobny sposób skomentowane zostało postępowanie Mikołaja, wtedy już cara po tragedii chodyńskiej: „Car zareagował na katastrofę w sposób szczególny. Zamiast przerwać uroczystość i ogłosić powszechną żałobę, ucztował dalej, a wieczorem udał się na bal do posła francuskiego”[11].

Pisze także Powojski o rzekomym konflikcie młodego monarchy z carową – matką, która dążyła jakoby do odsunięcia syna od władzy i ogłoszenia siebie regentką[12].

Na kolejnych stronach swojej publikacji przytacza on dowody pogłębiającego się alkoholizmu rosyjskiego imperatora[13] [14] [15]. Nie omieszkał także wspomnieć o roli Rasputina. Błędnie jednak zidentyfikował chorobę następcy tronu w. ks. Aleksieja – jako gruźlicę kości . Przytacza również plotkę o romansie carycy z gen. Orłowem . Jednym słowem cała ta publikacja to zbiór pomówień i oszczerstw, chociaż sam autor na wstępie zastrzega: „…iż nie kreśląc zasadniczo historii, szkice nasze opieramy jednak na materiale dziejowym”[16], jakim tego już niestety nie podaje. A powinien wysuwając takie zarzuty.

Pośrednio o Mikołaju II pisze również w książce „Święty Demon Rasputin i kobiety” przetłumaczonej przez W. Bernarda, Rene Fulupmiller. Chociaż jest ona w zasadzie sensacyjną opowieścią o Grzegorzu Rasputinie, to jednak znajdujemy w niej i ciekawe wiadomości o potężnym mocodawcy czy raczej jego ofierze, ostatnim carze Rosji. Autor informuje np., że Mikołaj II nazwał swoją małżonkę „… swojem „Słoneczkiem”. I : „Zawsze po załatwieniu uciążliwych spraw państwowych, … udawał się jak młody, zakochany małżonek, pośpiesznie do swojej Aliks, jakgdyby się nie mógł doczekać tej chwili, aż będzie mu wolno wrócić pod jej cichy, przytulny dach.

Obowiązki panującego odczuwał jako przykre i uciążliwe. Zniechęcony przesiadywał godzinami nad sprawozdaniami, podpisywał dokumenty,… . Jego codzienne urzędowanie przeważnie było stałą walką z wielką górą aktów na biurku, rosnącą w zastraszający sposób, skoro raz się zaniedbał i nie załatwił regularnego przepisywanego sobie pensum.

Od czasu, jak tylko wstąpił na tron, dzielił regularnie każdy dzień między przykre obowiązki panowania, a przyjemne godziny w pożyciu z rodziną”[17].

Gdy mowa jest o wzajemnych relacjach obojga małżonków Fulupmiller pisze: „Nigdy, nawet w czasie swych krótkotrwałych nieporozumień, nie padało między małżonkami żadne nieprzyjazne słowo; oboje zawsze przejęci najserdeczniejszą wzajemną troską o siebie, starali się nie ubliżać sobie, bodaj nawet spojrzeniem. Od samego początku małżeństwa aż do wspólnego tragicznego ich końca, mieli w tonie i obejściu coś z nowożeńców i gorąca ich miłość wzajemna nigdy nie traciła na sile”[18]. Najlepszym

tego odbiciem jest dziennik cara, którego fragmenty cytuje w swej biografii także autor. [19]

O jego miłości do dzieci świadczą najlepiej następujące cytaty: „Sam car także lubił bawić się z dziećmi i spędzał dużo czasu w ich towarzystwie. Polecił zarezerwować jedną z wielkich sal marmurowych na zamku w Carskiem Siole na zabawy dla dzieci. Tam też urządzono dla nich długi, parkietowany tor spadzisty z draperjami z jedwabiu”. I dalej: „…nawet w czasie ciężkich zaburzeń politycznych zjeżdżał wdół z dziećmi codziennie przez godzinę lub dwie, niezliczoną ilość razy po gładkiej, drewnianej rynnie”[20].

Opisany został także szczegółowy rozkład dnia władcy jednej szóstej świata[21]. Wspomina autor również o zamiłowaniu Mikołaja II do wszelkich form aktywności fizycznej: „Car lubiał wszelkiego rodzaju ćwiczenia cielesne; był znakomitym wioślarzem, piechurem, cyklistą i tenisistą. Szczególnie tenisowa gra należała do jego największych przyjemności, uprawiał ją też z prawdziwą namiętnością”. „Z wielką przyjemnością uprawiał też polowanie. W dzienniku znajduje się dużo zapisków, tyczących się najdrobniejszych szczegółów tych polowań, ilości ubitej zwierzyny”[22]. Pisze także autor „Świętego Demona” o rzekomym fatum i pechu cara urodzonego w dniu św. Hioba: „Car, z dawna oddany zabobonom, od czasu wstąpienia na tron miał zawsze dręczące uczucie, że nie potrafi żadnego przedsięwzięcia doprowadzić do skutku, urodził się przecież w dniu wielkiego męczennika Hioba”[23] [24] [25]. Wspomina o radości z narodzin następcy tronu i o późniejszym bólu i trosce cesarskich rodziców, gdy okazało się, że ich ukochane dziecko jest nieuleczalnie chore na hemofilię . Fulupmiller stwierdza, że izolacja od otoczenia w Carskim Siole i pozornie panująca tam sielanka: „nie były cyniczną prowokacją, ani też nie świadczyły o wyniosłej obojętności dla cierpień narodu, ale była to raczej ucieczka dwojga słabych, przez fatum prześladowanych, strachem przejętych ludzi, którzy w swem ciasnem i od świata odciętem „szczęściu” szukali schronienia przed przeznaczeniem” . I dopóki: „… obracali się w tem „magicznem kole”, byli pięknymi, wesołymi, dobrymi i miłymi ludźmi”. „Kto ich jednak widział poza kółkiem rodzinnem, lub stykał się z nimi na przyjęciach, uroczystościach i przy innych oficjalnych okazjach, ten, ulegając czarowi pozorów, natychmiast poznawał, że ma przed sobą dwoje nieśmiałych, lękliwych i wiecznie zaambarasowanych ludzi”[26] [27].

Nie mógł autor pisząc o Rasputinie , nie wspomnieć o wpływach różnego rodzaju „świętych mężów”, szarlatanów i uzdrowicieli, którzy zyskali wpływy na dworze przed nim. On jednak przebił swym znaczeniem wszystkich pozostałych. A to dzięki temu, że potrafił powstrzymać krwawienie i przyniósł ulgę w cierpieniu małego następcy tronu w. ks. Aleksieja. Tak życzliwy stosunek do tego typu ludzi wynikał z tradycji dworu cesarskiego. Dowodem mogą być następujące słowa: „Car chyba najmniej sprzeciwiał się fantazjom swojej małżonki, skoro sam, już jako młody mężczyzna lgnął do religijnego mistycyzmu, w czem przypominał jednego z swych przodków, Aleksandra I. To usposobienie znajdowało jeszcze poparcie w domu rodzicielskim, gdyż Aleksander III również wierzył w cudowną moc natchnionych przez Boga ludzi”[28].

Ten stosunkowo niewielki rozdział ukazuje jednak niewielką, ale znaczącą ewolucję poglądów na osobę i dokonania cara Mikołaja II. Po początkowym uporczywym szukaniu sensacji, w okresie późniejszym przychodzi czas na refleksję i bardziej obiektywne spojrzenie. Choć i tu nie brak pewnych elementów sensacyjnych i tendencyjnych. Trudno się dziwić ich autorom, przecież opisywali wydarzenia, rzec można „na gorąco”, które miały miejsce stosunkowo niedawno. Brak więc im do nich dystansu. A przecież jak zostanie to ukazane w dalszej części niniejszej pracy i w latach późniejszych, wielu badaczy z najróżniejszych powodów, nie będzie umiało zachować bezstronności wobec opisywanych faktów.

[1] Wańkowicz, Kaźń Mikołaja II oraz członków rodziny Romanowych, Gdańsk 1990, s. 5-6.

[2] Tamże, s. 49-50.

[3] Powajski, Car Mikołaj II. Szkice i obrazy, Warszawa 1917, s. 6.

[4] Tamże, s. 7-8.

[5] Tamże, s. 8.

[6] Tamże, s. 9.

[7]   Tamże, s. 10.

[8]   Tamże, s. 11.

[9]   Tamże, s. 14.

[10] Tamże, s. 24.

[11] Tamże, s. 34.

[12] Tamże, s. 36-38.

[13] Tamże, s. 60-61.

[14] Tamże, s. 61.

[15] Tamże, s. 59.

[16] Tamże, s. 4.

[17]  R. Fulupmiller, Święty Demon Rasputin i kobiety, Katowice 1932, s. 75.

[18] Tamże, s. 77.

[19] Tamże, s. 77-78.

[20] Tamże, s. 79.

[21] Tamże, s. 79-80.

[22] Tamże, s. 80-81.

[23] Tamże, s. 83.

[24] Tamże, s. 85-88.

[25] Tamże, s. 93.

[26] Tamże, s. 94.

[27]  O jego stopniowo rosnących wpływach i znaczeniu na ss. 133-167.

[28] Tamże, s. 116-132.

Oceń tę pracę

Cywilizacja bizantyńska

fragment pracy magisterskiej

Wprowadzenie

Cywilizacja bizantyńska, znana również jako Cesarstwo Bizantyńskie lub Bizancjum, była kontynuacją Cesarstwa Rzymskiego na wschodzie, po upadku zachodniej części imperium w 5. wieku n.e. Jego stolica, Konstantynopol (obecnie Istambul), została założona przez cesarza Konstantyna Wielkiego w 330 roku n.e.

Cesarstwo Bizantyńskie odgrywało kluczową rolę jako most między Zachodem a Wschodem, zarówno pod względem kulturalnym, jak i handlowym. Wiedza starożytnych Greków i Rzymian była przechowywana i przekazywana dalej w czasach Bizancjum, a jej wpływ rozciągał się na tereny tak odległe jak Słowiańszczyzna, Półwysep Arabski i Zachodnia Europa.

Cywilizacja bizantyńska nie jest tworem jednolitym, powstałym w wyniku jednego zdarzenia, czy pod wpływem jednej przyczyny. Jest ona zrostem historycznym z „długich wieków i licznych ludów”[1] Bizantynizm jest zakorzeniony w starożytnym Bliskim Wschodzie i w Egipcie. Pewne przekonania, koncepcje przetrwały i po nieznacznym zmodyfikowaniu stały się podwalinami pod nową metodę życia zbiorowego. Po prostu część ludzi w tamtych czasach uznało je za słuszne i zaczęło według nich żyć. W ten sposób powstała cywilizacja bizantyńska. Mogło się to stać, bo „przekonania, zapatrywania, mniemania są pierwszorzędnymi faktami historycznymi, albowiem abstrakty kierują historią.”[2]

Bizancjum „dzięki swemu położeniu geograficznemu i stanowisku handlowo-politycznemu, miało następnie posłużyć za stolicę cywilizacji, wytworzonej poza nim, a nazwanym jego imieniem z powodu zbiegu okoliczności historycznych.”[3]

Starożytna deifikacja władcy

Faraon egipski był inkarnacją bóstwa. W Babilonie władca nie był wprost boską emanacją. Swoją >boskość< udowadniał na drodze podbojów – gdy odnosił sukcesy to jako „boży wybraniec” był niepokonany. Gdy przegrywał oznaczało to, że kapryśne bóstwo przeniosło swoje sympatie na jego przeciwnika. Rozszerzanie wszechwładztwa Boga-Króla i szerzenie tego poglądu to postać ówczesnego „uniwersalizmu”.[4]

Król perski nie był wcieleniem bóstwa, ale narzędziem Ormuzda do walki z Arymanem. Z tej misji wynikały postulaty: opanowywania świata i rządów absolutnych.[5][46] Jeszcze Filip Macedoński posiadał orientalny pogląd na uniwersalizm.[6][47] „Uniwersalizm polegał atoli długo – bo aż do Aleksandra Wlk. – na samym tylko podboju i gnębieniu podbitych. Panowanie ludu zwycięskiego rozumiano nadto, jako narzucenie mu praw zaborcy.”[7][48]

Nowy typ uniwersalizmu miał polegać na syntezie, na sztucznym zlaniu się i zgodnym współżyciu różnych ludów. Aleksander Wielki odrzucał hegemonie jednych, a nie wyobrażając sobie wielości odrębnych organizmów mniemał, że te często sprzeczne ze sobą organizmy zleją się w jeden uniwersalny lud. Powstały wtedy sztuczny mechanizm mógł być utrzymany  tylko przymusem.[8][49] Nic więc dziwnego, że rozpadł się zaraz po śmierci swojego twórcy. Od Aleksandra W. bierze się nowa koncepcja królowania, według której cała polityka należała do władcy. Dlatego w Aleksandrii nie zajmowano się naukami społecznymi.[9][50] Cele państwa hellenistycznego ograniczyły się do utrzymania dynastii i do ekspansji. W hellenizmie nastąpił nawrót sakralizmu – władca był potomkiem Boga. Władcy oparli się na sile fizycznej[10][51] żołnierza zaciężnego. Zaczynają wykluwać się już nowe zasady uniwersalizmu: tolerancja religijna i samorząd dla ludu. Armia zaś i skarb zastrzeżony dla panującego.[11][52] Rzym w swych kontaktach ze wschodem nie ustrzegł się pewnych wpływów, które miały zmienić i wypaczyć jego ustrój.

Od Kartaginy nauczono się wiarołomstwa i okrucieństwa.[12][53] Ponadto ze Wschodu przyswojono sobie praktykę deportacji ludności, rozwiązłość i „konsumpcjonizm”.[13][54] Ścisłe powiązanie legionów z osobą wodza spowodowało to, że zwycięzca wywłaszczał dotychczasowych właścicieli ziemi, aby na niej osadzić swoich weteranów.[14][55] W polityce panował całkowity brak skrupułów.[15] Juliusz Cezar planował nawet przeniesienie stolicy do Aleksandrii i zaprowadzenie w całym państwie rządów na wzór „faraoński”. Wtedy różnica była jeszcze istotna: w Rzymie władza realizowała cele społeczeństwa, a na wschodzie tylko własne – społeczeństwo było wyłączone z życia publicznego.[16]

Ustrój Imperium Rzymskiego degenerował się dalej pod wschodnimi wpływami. Cesarzowi przyznano prawo nad życiem i śmiercią obywateli.[17][58] Państwem kierowała centralistyczna administracja.[18][59] Ubóstwienie cesarzy i mordy w rodzinie panującej dobitnie świadczą o orientalizacji życia.[19][60] Zaprowadzono kasty w społeczeństwie poprzez przymusowe dziedziczenie zawodów w rzemiośle i rolnictwie.[20][61] Chrześcijańska kontestacja państwa rzymskiego wynikała z protestu przeciw ubóstwieniu władcy i niemoralności życia publicznego.[21]

Po „Edykcie Mediolańskim” Kościół Katolicki domagał się od władców przestrzegania zasad moralnych. Np. św. Ambroży zmusił do publicznej pokuty cesarza Teodozjusza.[22][63] Jednak wszystkie sekty i herezje popierają cezaropapizm i przyznają władcy wszelkie uprawnienia.[23][64] Papież Galeriusz wymagał od cesarza posłuszeństwa w sprawach wiary i pomocy w zwalczniu herezji.[24][65] Mimo tego władcy uroili sobie, że należy im się też władza nad Kościołem, jako że są „Bożymi namiestnikami”. W Bizancjum państwo nie było oparte o społeczeństwo, ale je pochłaniało. Na zachodzie barbarzyńcy zniszczyli ustrój bizantyński: kastowość, biurokracje i przeżytki kultów orientalnych[25][66], ale na wschodzie bizantynizm pozostał on i bujnie się rozwinął.

Kultura i osiągnięcia

Cywilizacja bizantyńska wywarła ogromny wpływ na rozwój sztuki, literatury, filozofii, prawa, architektury i muzyki. Bizantyńczycy wykształcili unikalny styl artystyczny, który łączył elementy chrześcijańskie z tradycją grecką i rzymską. Ich malarstwo, zwłaszcza ikony, jest uważane za jedno z największych osiągnięć tej kultury.

Zakodowanie prawa rzymskiego przez cesarza Justyniana I w tzw. Kodeksie Justyniana miało wpływ na rozwój systemów prawnych na całym świecie. Bizantyńczycy byli też znani z rozbudowanej administracji, dyplomacji i wyrafinowanej retoryki.

Religia

Religią dominującą w Bizancjum było chrześcijaństwo, ze szczególnym naciskiem na dogmaty i ceremonie. Cesarstwo było miejscem licznych sporów teologicznych, które miały wpływ na rozwój chrześcijaństwa. W 1054 roku doszło do Wielkiej Schizmy, która podzieliła chrześcijaństwo na Kościół katolicki na Zachodzie i Kościół prawosławny na Wschodzie.

Koniec Cesarstwa Bizantyńskiego

Cesarstwo Bizantyńskie zakończyło swoje istnienie w 1453 roku, kiedy Konstantynopol został zdobyty przez Imperium Osmańskie. Jednak jego dziedzictwo przetrwało w wielu kulturach, które zostały przez niego dotknięte, a także w Kościele prawosławnym. Jego wpływ można dostrzec w kulturach wschodniej Europy, Bliskiego Wschodu i w tradycjach prawosławnych na całym świecie.


 [1] Feliks Koneczny, „Cywilizacja bizantyńska”, Wydawnictwo Towarzystwa im. Romana Dmowskiego, Londyn 1973, s. 18.

 [2] Tamże, s. 19.

 [3] Tamże, s. 25.

 [4] Tamże, s. 19-20.

 [5][46] Tamże, s.21.

 [6][47] Tamże, s. 43.

 [7][48] Tamże, s. 39.

 [8][49] Tamże, s. 47.

 [9][50] Tamże, s. 58.

 [10][51] Tamże, s. 59.

 [11][52] Tamże, s. 60.

 [12][53] Tamże, s. 71.

 [13][54] Tamże, s. 75.

 [14][55] Tamże, s. 83.

 [15][56] Tamże, s. 82.

 [16][57] Tamże, s. 85.

 [17][58] Tamże, s. 86.

 [18][59] Tamże, s. 94.

 [19][60] Tamże, s. 95.

 [20][61] Tamże, s. 113.

 [21][62] Tamże, s. 105.

 [22][63] Tamże, s. 135.

 [23][64] Tamże, s. 123.

 [24][65] Tamże, s. 150.

 [25][66] Tamże, s. 153.

Oceń tę pracę