Car Mikołaj II w historiografii międzywojnia

Prace z tego okresu dotyczące cara Mikołaja II, niewiele wnoszą do zasobu naszej wiedzy o tej ciekawej i nie poddającej się jednoznacznym ocenom postaci. Wynika to z tego, że autorzy opracowań polskich oraz obcojęzycznych, a tłumaczonych na polski – nie szukali rzetelnej wiedzy o minionych wydarzeniach, lecz żerując na ludzkiej tragedii i nieszczęściu, wszędzie wietrzyli sensację, powtarzając niesprawdzone plotki i pomówienia. Ale każdy uczciwy i sumienny badacz problemu ma obowiązek wspomnieć o tych pozycjach.

Jednym z takich opracowań jest książka Melchiora Wańkowicza „Kaźń Mikołaja II oraz członków rodziny Romanowych”, wydana po raz pierwszy w okresie międzywojennym i wznowiona w 1990 roku. Autor jak piszą sami wydawcy opierał się pisząc ją, na ogłoszonych w 1925 roku w Berlinie dokumentach śledztwa sędziego śledczego Sokołowa, książce korespondenta „Times’a” R.A. Wiltona i pamiętniku nauczyciela dzieci carskich, P. Gilliarda.

Wańkowicz opisuje los rodziny carskiej od wybuchu rewolucji lutowej do tragicznego końca w Jekaterynburgu, Ałapajewsku, Permie. Nie jest to jednak praca naukowa, lecz raczej broszura sensacyjna, którą czyta się z zapartym tchem ( liczy ona zaledwie 50 stron – przyp. aut.) .

O stosunku piszącego do opisywanej postaci najlepiej świadczy komentarz do zachowania cara w chwili wybuchu rewolucji: „Ale car, słabowolny i uparty, co nierzadko się łączy, zasięga zdania osoby, która wywiera na nim wpływ całkowity i przemożny – żony swej Alicji Teodorówny”. I dalej o samej carycy: „W gruncie rzeczy była to kobieta histeryczna, opętana mistycznymi zabobonami, po swojemu przejęta nawet Rosją i prawosławiem, będąca jednak bezświadomym narzędziem w ręku szajki niemieckich szpiegów.

I oto do tej półnormalnej istoty w chwili, kiedy olbrzymie Imperium zadrżało, udaje się po poradę Imperium jego pan samowładny i władca”[1].

Gdy car z rodziną został przewieziony do Tobolska Wańkowicz tak opisuje jego zachowanie: „Uderza to, że wobec tej czerni Mikołaj nie umiał znaleźć się z dostateczną godnością. To trzymał się, śmiesznych w jego sytuacji, dawnych nawyczek, witając np. protekcjonalnie spotkanych wartowników „zdrowo, striełok”, na co otrzymywał odpowiedzi „ja nie striełok, ja towarzysz”, albo jeszcze gorzej; to znowuż wpadał w inną krańcowość,   „lazł   z   łapą”,  podawał rękę,  której nie przyjmowano. To czasem wystroił się w czerkiskę ze szlifami pułkownikowskimi i kindżałem za pasem, który musiał natychmiast zdejmować wobec wycia czerni, żądającej żeby się rozbroił; to znowuż zachodził, nie wiadomo po co do wartowni grać w warcaby z żołnierzami.

Na koniec warto także przytoczyć komentarz autora dotyczący zamordowania carskiej rodziny, bo chociaż uważa to za akt sprawiedliwości, to nawet dla niego sposób w jaki to uczyniono był odrażający. „Ale jeśli powiedzieliśmy sobie nawet, że stracenie ich było rewolucyjną koniecznością, to sposób w jaki dokonane zostało budzi grozę i wstręt. Nie tak ginął Ludwik XVI i Maria Antonina”. I dalej: „Cara Mikołaja II stracono milczkiem, w suterenie, moralnie niszczono jego i jego rodziny ciała, wyłgiwano się kłamliwymi komunikatami”. A uczynili to: „Menerzy bolszewiccy, będący prawnymi przedstawicielami narodu, dzierżący wodze władzy siłą i terrorem, nie zdobyli się na ów akt jawny, za który bierze się odpowiedzialność. Woleli skrytobójczy mord, którego obrzydliwość jest równa temu wszystkiemu, co potem zrobili z Rosją i co by zamierzali zrobić z całym światem”[2].

Również Adam Powojski w swej publikacji „Car Mikołaj II. Szkice i obrazy”, pisze o ostatnim carze niezbyt przychylnie i z pewną dozą sensacji. Powtarza stereotypowe sądy np. o wykształceniu Mikołaja. „Ograniczony umysłowo ojciec ( mowa o Aleksandrze II – przyp. aut.) nie rozumiał zgoła potrzeby zapewnienia zarówno następcy jak i innym dzieciom gruntownego wykształcenia.

Troskano się przede wszystkim o wychowanie w kierunku sportowym i dzięki temu synowie carscy od lat najmłodszych doskonale jeździli konno, wiosłowali, strzelali do celu”[3]. I dalej: „Nad całokształtem wychowania górowali popi, uroczystości cerkiewne, parady wojskowe, maskarady mundurowe, słowem to wszystko co mogło tylko obniżyć intelekt przyszłego monarchy.

Rzecz prosta, iż wśród takiego otoczenia, Mikołaj wcześnie począł ujawniać przesadność i skłonność do zabobonów, które czasem… przybrały cudaczne rozmiary”.[4]

Komentarz jest jeszcze bardziej dosadny: „Dzięki tym warunkom, Mikołaj, doszedłszy do lat młodzieńczych, stał na poziomie rozwoju umysłowego przeciętnego oficera gwardji ze wszystkimi jego nałogami i ignorancją, gotowego zawsze do wydania sądów pod kątem widzenia człowieka kastowego i uprzywilejowanego”. [5]

Pisząc o służbie wojskowej przyszłego monarchy Powojski stwierdza: „Tryb życia oficerów przypadł do smaku Mikołajowi; bierze on udział w hulankach i uczestniczy nieraz do białego dnia w orgiach”[6]. Taki tryb życia miał sprawić, że: „… organizm jego zatruwał zwolna jad alkoholu, cera twarzy żółkła, pod oczyma tworzyły się obrzęki, właściwe typowym alkoholikom. Życie realne pozostawało dlań zamkniętą
kartą”. Dalej pisze autor: „Nurzając się w rozpuście, nie gardził on bynajmniej homoseksualizmem, co złamało życie jego żonie”[7].

Zupełnie już wyssane z palca i nieprawdopodobne fakty przytacza Powojski, gdy wspomina o przygodach erotycznych następcy tronu. „O życiu erotycznym Mikołaja i jego miłostkach w okresie lat młodzieńczych krążyły liczne wersje. Faktem jest, iż jako dziewiętnastoletni młodzieniec, stronił jeszcze od kobiet.

Uświadamiano sobie wyraźnie, że należy przedsięwziąć odpowiednie zarządzenia celem uleczenia młodzieńca”. „Poczęto prowadzać młodzieńca na przedstawienia balowe i za kulisy, a tańczące hurysy roztaczały przed władcą wschodu czary swych wdzięków”[8] [9] [10].

Gdy mowa o romansie carewicza z Matyldą Krzesińską autor stwierdza: „Dziewczyna była pociągająca, a przede wszystkim zdobiła ją niewinność, co nadawało szczególny wdzięk baletnicy. Ten właśnie wdzięk pociągnął szczególnie zepsutego następcę tronu, opromieniając miłostkę aureolą romantycznego uroku” .

Absurdalnym i pozbawionym wszelkich dowodów, wypada nazwać wniosek, jaki autor wyciągnął po opisaniu ataku szalonego Japończyka na następcę tronu podczas jego dalekowschodniej podróży. Powstała w jego wyniku: „Rana, jakkolwiek powierzchowna, nie przeszła, bez następstw, powodując rozrost kości, i od tej pory Mikołaj odczuwa ucisk na lewą półkulę mózgu, co niezaprzeczalnie odbija się na jego czynnościach psychicznych” .

W podobny sposób skomentowane zostało postępowanie Mikołaja, wtedy już cara po tragedii chodyńskiej: „Car zareagował na katastrofę w sposób szczególny. Zamiast przerwać uroczystość i ogłosić powszechną żałobę, ucztował dalej, a wieczorem udał się na bal do posła francuskiego”[11].

Pisze także Powojski o rzekomym konflikcie młodego monarchy z carową – matką, która dążyła jakoby do odsunięcia syna od władzy i ogłoszenia siebie regentką[12].

Na kolejnych stronach swojej publikacji przytacza on dowody pogłębiającego się alkoholizmu rosyjskiego imperatora[13] [14] [15]. Nie omieszkał także wspomnieć o roli Rasputina. Błędnie jednak zidentyfikował chorobę następcy tronu w. ks. Aleksieja – jako gruźlicę kości . Przytacza również plotkę o romansie carycy z gen. Orłowem . Jednym słowem cała ta publikacja to zbiór pomówień i oszczerstw, chociaż sam autor na wstępie zastrzega: „…iż nie kreśląc zasadniczo historii, szkice nasze opieramy jednak na materiale dziejowym”[16], jakim tego już niestety nie podaje. A powinien wysuwając takie zarzuty.

Pośrednio o Mikołaju II pisze również w książce „Święty Demon Rasputin i kobiety” przetłumaczonej przez W. Bernarda, Rene Fulupmiller. Chociaż jest ona w zasadzie sensacyjną opowieścią o Grzegorzu Rasputinie, to jednak znajdujemy w niej i ciekawe wiadomości o potężnym mocodawcy czy raczej jego ofierze, ostatnim carze Rosji. Autor informuje np., że Mikołaj II nazwał swoją małżonkę „… swojem „Słoneczkiem”. I : „Zawsze po załatwieniu uciążliwych spraw państwowych, … udawał się jak młody, zakochany małżonek, pośpiesznie do swojej Aliks, jakgdyby się nie mógł doczekać tej chwili, aż będzie mu wolno wrócić pod jej cichy, przytulny dach.

Obowiązki panującego odczuwał jako przykre i uciążliwe. Zniechęcony przesiadywał godzinami nad sprawozdaniami, podpisywał dokumenty,… . Jego codzienne urzędowanie przeważnie było stałą walką z wielką górą aktów na biurku, rosnącą w zastraszający sposób, skoro raz się zaniedbał i nie załatwił regularnego przepisywanego sobie pensum.

Od czasu, jak tylko wstąpił na tron, dzielił regularnie każdy dzień między przykre obowiązki panowania, a przyjemne godziny w pożyciu z rodziną”[17].

Gdy mowa jest o wzajemnych relacjach obojga małżonków Fulupmiller pisze: „Nigdy, nawet w czasie swych krótkotrwałych nieporozumień, nie padało między małżonkami żadne nieprzyjazne słowo; oboje zawsze przejęci najserdeczniejszą wzajemną troską o siebie, starali się nie ubliżać sobie, bodaj nawet spojrzeniem. Od samego początku małżeństwa aż do wspólnego tragicznego ich końca, mieli w tonie i obejściu coś z nowożeńców i gorąca ich miłość wzajemna nigdy nie traciła na sile”[18]. Najlepszym

tego odbiciem jest dziennik cara, którego fragmenty cytuje w swej biografii także autor. [19]

O jego miłości do dzieci świadczą najlepiej następujące cytaty: „Sam car także lubił bawić się z dziećmi i spędzał dużo czasu w ich towarzystwie. Polecił zarezerwować jedną z wielkich sal marmurowych na zamku w Carskiem Siole na zabawy dla dzieci. Tam też urządzono dla nich długi, parkietowany tor spadzisty z draperjami z jedwabiu”. I dalej: „…nawet w czasie ciężkich zaburzeń politycznych zjeżdżał wdół z dziećmi codziennie przez godzinę lub dwie, niezliczoną ilość razy po gładkiej, drewnianej rynnie”[20].

Opisany został także szczegółowy rozkład dnia władcy jednej szóstej świata[21]. Wspomina autor również o zamiłowaniu Mikołaja II do wszelkich form aktywności fizycznej: „Car lubiał wszelkiego rodzaju ćwiczenia cielesne; był znakomitym wioślarzem, piechurem, cyklistą i tenisistą. Szczególnie tenisowa gra należała do jego największych przyjemności, uprawiał ją też z prawdziwą namiętnością”. „Z wielką przyjemnością uprawiał też polowanie. W dzienniku znajduje się dużo zapisków, tyczących się najdrobniejszych szczegółów tych polowań, ilości ubitej zwierzyny”[22]. Pisze także autor „Świętego Demona” o rzekomym fatum i pechu cara urodzonego w dniu św. Hioba: „Car, z dawna oddany zabobonom, od czasu wstąpienia na tron miał zawsze dręczące uczucie, że nie potrafi żadnego przedsięwzięcia doprowadzić do skutku, urodził się przecież w dniu wielkiego męczennika Hioba”[23] [24] [25]. Wspomina o radości z narodzin następcy tronu i o późniejszym bólu i trosce cesarskich rodziców, gdy okazało się, że ich ukochane dziecko jest nieuleczalnie chore na hemofilię . Fulupmiller stwierdza, że izolacja od otoczenia w Carskim Siole i pozornie panująca tam sielanka: „nie były cyniczną prowokacją, ani też nie świadczyły o wyniosłej obojętności dla cierpień narodu, ale była to raczej ucieczka dwojga słabych, przez fatum prześladowanych, strachem przejętych ludzi, którzy w swem ciasnem i od świata odciętem „szczęściu” szukali schronienia przed przeznaczeniem” . I dopóki: „… obracali się w tem „magicznem kole”, byli pięknymi, wesołymi, dobrymi i miłymi ludźmi”. „Kto ich jednak widział poza kółkiem rodzinnem, lub stykał się z nimi na przyjęciach, uroczystościach i przy innych oficjalnych okazjach, ten, ulegając czarowi pozorów, natychmiast poznawał, że ma przed sobą dwoje nieśmiałych, lękliwych i wiecznie zaambarasowanych ludzi”[26] [27].

Nie mógł autor pisząc o Rasputinie , nie wspomnieć o wpływach różnego rodzaju „świętych mężów”, szarlatanów i uzdrowicieli, którzy zyskali wpływy na dworze przed nim. On jednak przebił swym znaczeniem wszystkich pozostałych. A to dzięki temu, że potrafił powstrzymać krwawienie i przyniósł ulgę w cierpieniu małego następcy tronu w. ks. Aleksieja. Tak życzliwy stosunek do tego typu ludzi wynikał z tradycji dworu cesarskiego. Dowodem mogą być następujące słowa: „Car chyba najmniej sprzeciwiał się fantazjom swojej małżonki, skoro sam, już jako młody mężczyzna lgnął do religijnego mistycyzmu, w czem przypominał jednego z swych przodków, Aleksandra I. To usposobienie znajdowało jeszcze poparcie w domu rodzicielskim, gdyż Aleksander III również wierzył w cudowną moc natchnionych przez Boga ludzi”[28].

Ten stosunkowo niewielki rozdział ukazuje jednak niewielką, ale znaczącą ewolucję poglądów na osobę i dokonania cara Mikołaja II. Po początkowym uporczywym szukaniu sensacji, w okresie późniejszym przychodzi czas na refleksję i bardziej obiektywne spojrzenie. Choć i tu nie brak pewnych elementów sensacyjnych i tendencyjnych. Trudno się dziwić ich autorom, przecież opisywali wydarzenia, rzec można „na gorąco”, które miały miejsce stosunkowo niedawno. Brak więc im do nich dystansu. A przecież jak zostanie to ukazane w dalszej części niniejszej pracy i w latach późniejszych, wielu badaczy z najróżniejszych powodów, nie będzie umiało zachować bezstronności wobec opisywanych faktów.

[1] Wańkowicz, Kaźń Mikołaja II oraz członków rodziny Romanowych, Gdańsk 1990, s. 5-6.

[2] Tamże, s. 49-50.

[3] Powajski, Car Mikołaj II. Szkice i obrazy, Warszawa 1917, s. 6.

[4] Tamże, s. 7-8.

[5] Tamże, s. 8.

[6] Tamże, s. 9.

[7]   Tamże, s. 10.

[8]   Tamże, s. 11.

[9]   Tamże, s. 14.

[10] Tamże, s. 24.

[11] Tamże, s. 34.

[12] Tamże, s. 36-38.

[13] Tamże, s. 60-61.

[14] Tamże, s. 61.

[15] Tamże, s. 59.

[16] Tamże, s. 4.

[17]  R. Fulupmiller, Święty Demon Rasputin i kobiety, Katowice 1932, s. 75.

[18] Tamże, s. 77.

[19] Tamże, s. 77-78.

[20] Tamże, s. 79.

[21] Tamże, s. 79-80.

[22] Tamże, s. 80-81.

[23] Tamże, s. 83.

[24] Tamże, s. 85-88.

[25] Tamże, s. 93.

[26] Tamże, s. 94.

[27]  O jego stopniowo rosnących wpływach i znaczeniu na ss. 133-167.

[28] Tamże, s. 116-132.

Oceń tę pracę

Dodaj komentarz