Wizerunek cara Mikołaja II

Pozycjami, które mają fundamentalne znaczenie dla oceny wizerunku cara Mikołaja II, a powstały po 1945 roku są trzy monografie profesora Uniwersytetu Warszawskiego Ludwika Bazylowa . Dają one całościowy pogląd na sytuację głównie polityczną, ale również gospodarczą i w mniejszej mierze kulturalną pod panowaniem ostatniego Romanowa. To szerokie i wielopłaszczyznowe potraktowanie problemu przez badacza tego okresu jakim był profesor Bazylow, umożliwia czytelnikowi lepszą orientację, a także zmianę spojrzenia na krążące również w literaturze historycznej mity i legendy dotyczące zarówno osoby samego cara, jak i różnych wydarzeń czy faktów, które miały miejsce podczas sprawowania przez niego władzy. Dodatkowym ich atutem jest umiejętne wykorzystanie szerokiej i różnorodnej bazy źródłowej, oraz literatury problemu, zarówno rodzimej – rosyjskiej – jak i zachodniej. Dotyczy to zwłaszcza pamiętników. Jednak uważny czytelnik dostrzega pewien mankament, który wiąże się z występującymi w pewnych partiach tych trzech pozycji wpływami ideologii marksistowskiej. Prowadzi to czasami do przemilczenia pewnych niewygodnych faktów lub tendencyjnego przedstawiania, gdy są niezgodne z prezentowanym punktem widzenia. Dotyczy to głównie historii ruchu robotniczego i roli w nim Włodzimierza Ilijcza Lenina. W niewielkim stopniu dotyczy to badanego problemu – wizerunku Mikołaja II w polskiej literaturze historycznej po 1945 roku. Pisząc o tej kwestii autor starał się, wykorzystując dostępny mu materiał czy to w postaci źródeł czy w formie opracowań, podejść do tematu obiektywnie i odkryć przed czytającym całą prawdę o złożonej i niejednoznacznej postaci. Oczywiście przedstawiał cesarza tak na ile pozwalał mu na to stan wiedzy. Nie pretenduje on do miana alfy i omegi, jako rzetelny badacz przekazuje tylko sprawdzone fakty, zdając sobie sprawę, że dalsze badania mogą obalić i zweryfikować niektóre jego tezy.

Dla lepszego zrozumienia i właściwego ukazania perspektywy okresu panowania Mikołaja II w Rosji, w pierwszej z monografii dotyczącej polityki wewnętrznej caratu oraz przemian i ruchów społecznych początku XX wieku, Ludwik Bazylow kreśli we wstępie obraz przemian jakie miały miejsce w cesarstwie rosyjskim w wieku XIX.

Ich doniosłość wynika z faktu, że w sposób decydujący zaciążyły one na późniejszych dziejach tego olbrzymiego, pełnego sprzeczności i wewnętrznych kontrastów państwa. Mowa oczywiście o reformie rolnej i ruchu narodnickim. Zdaniem autora rządy Mikołaja II to w dziejach monarchii Romanowów okres imperializmu, który „przedstawia zespół wydarzeń i problemów bardzo bogaty, różnorodny i [1]
skomplikowany”[2]. Ta sytuacja to wynik wspomnianych powyżej zmian wewnątrz Rosji. Kraj ten wkraczał na drogę intensywnego, gwałtownego rozwoju przemysłu, gdy w rolnictwie panowały jeszcze często feudalne, sięgające głęboko wstecz stosunki między chłopem, a panem. Połowiczna i niezbyt przejrzysta reforma rolna z 1861 roku nie rozwiązała istniejących problemów, stając się przyczyną nowych konfliktów. Wyrazem niezadowolenia z istniejącego stanu rzeczy stał się ruch narodnicki w latach 1878-1881, który w innej formie odrodził się w początkach XX wieku.

Kolejni monarchowie i kierownicy nawy państwowej, miotali się od prób pewnej liberalizacji systemu jak Aleksander II, do powrotu do „ciężkiej i surowej reakcji politycznej” za Aleksandra III. Tą ojcowską politykę starał się kontynuować Mikołaj II. Do ustępstw, zresztą częściowych zmusiła go dopiero rewolucja 1905 roku .

Ten krótki rys sytuacyjny ( mam nadzieję) choć w pewnej mierze powinien uświadomić czytelnikowi, wobec jakiego kłębowiska problemów i wyzwań stanął nagle, w wyniku przedwczesnego zgonu swego ojca, Aleksandra III, młody, nie przygotowany do rządzenia tak olbrzymim państwem, a przede wszystkim nie przejawiający, ku temu chęci, Mikołaj II. Jego całe późniejsze postępowanie i postawę, cechuje ten sam stopień złożoności i sprzeczności – jaki charakteryzował sytuację państwa, na którego tronie zasiadł w 1894 roku.

Jak już wcześniej pisałem młody car starał się kontynuować dzieło ojca. Pomagali mu w tym przynajmniej na początku doradcy Aleksandra III, np. Konstanty Pobiedonoscew, Dymitr Tołstoj, ks. Włodzimierz Mieszczerski. Objął rządy „w dwa lata po strasznych klęskach głodowych”, ale ostatnie lata wieku XIX to już czas wielkiej koniunktury gospodarczej . Nie trwała ona jednak długo i na początku XX wieku nastąpił kolejny kryzys. Niezadowolenie społeczeństwa wywołała liczebność i koszty utrzymania aparatu policyjnego i policyjno – śledczego, a także sposób jego działania. Nie rozwiązany został problem agrarny. Armia mimo swej liczebności była kiepsko wyposażona technicznie. Kolejną bolączką tego olbrzymiego imperium była rozbudowana i skorumpowana biurokracja. Wszystkie te bolączki przyczyniały się do wzrostu nastrojów opozycyjnych wśród ludności, na początku panowania nowego cara, „kiedy to jak gdyby nie było widać chmur na horyzoncie”76.

Charakteryzując bazę źródłową i literaturę zagadnienia, Bazylow omawia pamiętnik Sergiusza Wittego i przytacza jego opinię o monarsza: „Przy pełnym czci stosunku do osoby Mikołaja II Witte nie tai jednak, że był to człowiek chwiejny i bez charakteru, podkreślając jednocześnie, że zdecydowanie rządziła nim kamaryla”.

Inne dzieło, które autor wziął pod uwagę przy pisaniu swojej monografii, to praca Sergiusza Oldenburga, monarchisty i historyka panowania Mikołaja II. Krytykę badacza wywołały cytowane tam opinie, jak np. ta, że car przerastał o głowę współczesnych sobie ludzi . Reszta książki podporządkowana jest tej wysuniętej na wstępie deklaracji, co nakazuje ostrożność w korzystaniu z niej. Można ją zaliczyć do literatury apologetycznej, gdyż i takiej w czasach Mikołaja II nie brakowało. Omawiając sytuację w Rosji na przełomie XIX i XX wieku, Bazylow przytacza kolejne opinie o monarsze rosyjskim, ale także charakteryzuje środowisko, w którym dorastał i wychowywał się.

Dowodem na chwiejność postawy i siłę wpływów otoczenia jest sprawa wprowadzenia ziemstw w 9 guberniach, tzw. Kraju Zachodniego. Początkowo pozytywnie nastawiony do tego zamierzenia, po silnej kampanii przeciw temu projektowi „Mikołaj II, przedtem nastawiony dość przychylnie do projektu wprowadzenia nowych ziemstw, zmienił ostatecznie zdanie” .

Sam car rezydujący na stałe z rodziną w Peterhofie lub Carskim Siole, gdzie udawali się ministrowie z raportami, był tylko jednym z licznie rozrodzonego rodu Romanowów. Każdy z nich posiadał własny dwór i dobra. Tryb życia wielu był powodem licznych skandali. Niestety, szczególnie stryjowie Mikołaja II mieli na niego ogromny wpływ, „zawsze ujemny”, i wpływ ten nierzadko dyskontowali. Było to wynikiem oddziaływania na nich samych grup wszelkiego autoramentu spekulantów i aferzystów, którzy pragnęli uzyskać dla siebie różnego rodzaju korzyści materialne. A w Rosji „rozstrzygał o wszystkim podpis cara, który jako absolutny monarcha mógł rozkazywać nawet bankom”[3] [4] [5] [6]. Nie pomagały wówczas nawet sprzeciwy ze strony ministrów, jeśli mieli na to dość odwagi, bo zazwyczaj kończyło się to ich dymisją. Lektura literatury dotyczącej osoby samego Mikołaja skłania Bazylowa do refleksji, że właściwie nikt, oprócz może ultramonarchistów, ale także nie bez zastrzeżeń, nie pisał o nim pozytywnie. „W świetle wszystkich innych charakterystyk ostatni car Rosji występuje jako człowiek w najlepszym wypadku bardzo przeciętny, według niektórych nawet ograniczony, nie przygotowany i nie nadający się do rządów, człowiek bardzo słabej woli, pasywny, łatwo ulegający obcym wpływom, kierowany w życiu rodzinnym i w sprawach państwowych przez żonę, obłudny, nie dotrzymujący słowa, w zasadzie obojętny na sprawy publiczne. Niektórzy podkreślają jego spokój i łagodność, możliwe w życiu osobistym, choć trudne od zaaprobowania wobec jego postawy w chwilach wielkich nieszczęść narodowych, np. w 1896 lub styczniu 1905” . Wpływ na to niewątpliwie miała atmosfera w jakiej rósł i wychowywał się przyszły następca tronu, a także osoba wychowawcy – Konstantego Pobiedonoscewa. Był to człowiek niewątpliwie inteligentny, ale jednocześnie zaciekły reakcjonista. Cały ten splot okoliczności spowodował, że Mikołaj II wstępując na tron był zupełnie do tego nie przygotowany, nie nadawał się na monarchę absolutnego, a poza tym ta forma sprawowania władzy była już wtedy anachronizmem . Ale według Bazylowa nie to jest najważniejsze: „Ważne jest co innego: nie mając zdolności, ani umiejętności, car tego nie rozumiał i uważał się za uświęconą, nieomylną i świętą osobę, powołaną przez opaczność do rządzenia Rosją; rządzić chciał w sposób nie różniący się od systemu „ojców i dziadów”. Pierwsze jednak zetknięcia z rządzonymi doprowadziły do nieobliczalnych w skutkach katastrof”[7] [8] [9] [10].

Mowa oczywiście o tragicznych wydarzeniach podczas uroczystości koronacyjnych w Moskwie w dniu 18 maja 1896 roku, na Polu Chodyńskim. Winnym zaistniałej sytuacji był stryj cara i generał-gubernator Moskwy w. ks. Sergiusz, który nie zabezpieczył dobrze terenu wydarzeń. „Zginęło ponad tysiąc osób, niemal drugie tyle odniosło rany”. Ale wielki książę nie poniósł żadnych konsekwencji swych działań, a raczej ich braku. Nadal zachowywał wpływ na bratanka, tym bardziej, że był podwójnie z nim spokrewniony: jako stryj i mąż rodzonej siostry carycy, Elżbiety. Co gorsza za wszystko zaczęto obwiniać cara, który pomimo protestów przedstawicieli kół dworskich, wziął udział w balu u ambasadora francuskiego. Zaczęto go od tej pory nazywać „Mikołajem Krwawym”. Fatalny wpływ na młodego cara mieli i inni stryjowie – w. ks. Włodzimierz, w. ks. Aleksy, czy w. ks. Paweł. Także w. ks. Michał, jeden z braci cara, swym małżeństwem z rozwiedzioną mieszczanką, kompromitował dynastię. Wpływy na dworze mieli także w. ks. Mikołaj i Piotr Mikołajewiczowie. W polityce liczył się tylko pierwszy z nich. Zarzucano mu, że choć był dobrym oficerem, niepotrzebnie mieszał się do spraw nie związanych z wojskiem i doprowadził przez to do upadku monarchii w Rosji. Niecodzienna rolę na dworze odgrywały natomiast małżonki obu wymienionych w. książąt, Anastazja (Stana) i Milica. To ich wpływom na carową zawdzięczał m.in. swoją karierę Grzegorz Rasputin[11].

Jedną z głównych bolączek Rosji carskiej był nierozwiązany, pomimo reformy 1861 roku problem agrarny. Czego dowodem może być suplika do cara chłopów z Kamienogorki w guberni kijowskiej. Władze nie miały jednak koncepcji jak znaleźć wyjście z sytuacji. Nie chciały, bowiem naruszać interesów obszarników, którzy stanowili podporę monarchii. Dodatkowe komplikacje powodowały klęski głodu, np. w 1901 roku. Wyrazem niezdecydowania kół dworskich i samego władcy, jest jego przemówienie na dworcu w Kursku z 29 VIII 1902 roku, do delegacji chłopów i ziemian, w którym chłopów straszył karami, szlachcie zaś obiecywał pomoc[12].

Jako ciekawostkę możemy potraktować informację podaną przez Bazylowa o utworzeniu kółka terrorystycznego w Moskwie na początku 1895 roku. Jego członkowie zafascynowani byli myślą narodnicką i rozważali możliwość dokonania zamachu bombowego na Mikołaja II[13] [14].

Niezadowolenie z panującej sytuacji można było zaobserwować na wyższych uczelniach. Przyczyną tego były panujący tam reżim i narzucane odgórnie zakazy, oraz przestarzały program zajęć. Początek wystąpień studenckich miał miejsce 8 lutego 1899 roku na uniwersytecie petersburskim. W tym dniu obchodzono rocznicę utworzenia uczelni. Czasami podczas tych uroczystości dochodziło do zakłócenia porządku przez bawiącą się młodzież. Rektor Wasyl Siergiejewicz, ostrzegł, że w przypadku, gdy dojdzie do naruszenia porządku będzie interweniowała policja. Wywołało to niezadowolenie studentów, którzy jednak nie przejawiali chęci konfrontacji z władzą. Policja mimo to zaatakowała rozchodzącą się młodzież. Co doprowadziło do eskalacji konfliktu i wystąpień na innych uczelniach. W odpowiedzi, car „kazał powołać komisję dla zbadania przyczyn fermentu wśród młodzieży” . Przewodnictwo jej objął generał Piotr Wannowski były minister wojny. Rezultatem jej działań był raport wskazujący jako winnych zaistniałej sytuacji – studentów, a nie policję. Wprowadzono tzw. „przepisy przejściowe”, które przewidywały natychmiastowe powołanie do wojska studentów, wykluczonych z uczelni za udział w rozruchach, nawet pomimo wcześniejszego zwolnienia ich z tego obowiązku lub mimo ich nieprzydatności do tejże[15] [16] [17] [18]. Doprowadziło to do protestów i w latach następnych. Młodzież „opracowała również petycję do Mikołaja II”9 . Ale zarówno ona jak i inne protesty uczonych i twórców nie odniosły skutku. Powołany na ministra oświaty generał Wannowski przeprowadził tylko kilka kosmetycznych zmian. To nie zadowoliło młodzieży, a doprowadziło do jego dymisji, którą Mikołaj motywował tym „że nie udało się osiągnąć głównego celu – uspokojenia „obałamuconej” młodzieży” . Z czasem ruchy studenckie straciły na sile, a na scenę polityczną wkroczyła inteligencja rosyjska i robotnicy.

Pisząc o dymisji Iwana Goremykina ze stanowiska ministra spraw wewnętrznych w 1899 roku i powołaniu Dymitra Sipiagina, autor monografii ukazuje sposób postępowania monarchy w stosunku do swoich urzędników. Dymisja Goremykina stała się w zainteresowanych kołach po prostu ewenementem, nikt jej nie oczekiwał, jego samego nie było wtedy w kraju, a Mikołaj II lubił podejmować decyzje pod nieobecność osób, do których te decyzje mogły się w sensie negatywnym odnosić” . Duży wpływ na cara miał w tym okresie jeszcze Pobiedonoscew i to z nim szukał on następcy Goremykina.

Potrzebny był ktoś kto umocniłby panujący reżim, a nawet jeszcze bardziej „przykręcił śrubę”. Ponieważ Pobiedonoscew nie obawiał się mówić otwarcie ze swym wychowankiem i swobodnie dobierał określenia, stwierdził wprost wysuwając kandydaturę Sipiagina i Plehwego, „że jeden jest kanalią, a drugi głupcem”, więc obojętne który obejmie stanowisko. Zaszokowało to Mikołaja II, ale rozmówca wyjaśnił mu, że tylko tacy ludzie są w stanie wypełnić stojące przed nimi zadania[19]. Jednym z nich było ograniczenie praw autonomicznych Finlandii. Zwiastunem zmian był manifest Mikołaja II z 3 II 1899 o ograniczeniu uprawnień instytucji ustawodawczych Wielkiego Księstwa Finlandzkiego oraz dekret o wydawaniu ustaw cesarskich dla całego imperium z Finlandią włącznie. Do cara z petycją o zniesienie manifestu chciała udać się delegacja, lecz monarcha nie chciał o tym słyszeć, a generałowi-gubernatorowi Finlandii Mikołajowi Bobrikowowi wysłał instrukcję, w której stwierdzał konieczność zmian. Pomimo wzrostu nastrojów opozycyjnych, wydano kolejne manifesty ograniczające autonomię Księstwa, np. o wprowadzeniu języka rosyjskiego „w korespondencji najwyższych instytucji w Finlandii”, o odbywaniu służby wojskowej. Wszystkie te posunięcia oraz wznowione represje, doprowadziły do zamachu na gen.-gubernatora Bobrikowa, a zamachowiec syn fińskiego senatora Eugeniusz Shuman, zostawił list do Mikołaja II, w którym demaskował kłamliwe doniesienia Plehwego i łamanie prawa przez Bobrikowa. Dotychczasowa polityka była jednak kontynuowana, aż do upadku caratu[20].

Przy okazji sprawy znanego pisarza i myśliciela Lwa Tołstoja, autor wysuwa bardzo prawdziwe twierdzenie. Autorytet tego twórcy był tak duży, że nikt nie ważył się go skrzywdzić. Znany i wpływowy wydawca Aleksy Suworin napisał nawet „w swoim dzienniku: dwóch mamy carów – Mikołaj II i Lew Tołstoj”[21] [22]. Wielki myśliciel napisał nawet list do cara, w którym ośmielił się wytknąć mu wszystkie jego błędy i zaniedbania, oraz ukazać fatalny stan państwa. Chociaż nic to nie zmieniło, mimo że adresat otrzymał list, to nadawca nie rozumiał tego, że: „Car nie mógł zmienić systemu rządzenia Rosją, a tym bardziej – stosunków społecznych” .

Pewna próbą wpłynięcia „na zacieśnienie jedności między carem i narodem” miała być sprawa kanonizacji Serafina Sarowskiego w 1903 roku. Jej inicjatorem był podobno sam Mikołaj II. Uroczystości trwały od 17 do 20 lipca. Udział w nich wziął car z małżonką i matką, w. ks. Sergiusz oraz Mikołaj i Piotr Mikołajewicze. Wywołały one jednak tylko przejawy „lokalnego entuzjazmu, poza tym: „Więcej było w Rosji kpin z tej okazji niż „utrwalania się jedności cara i narodu”[23].

W tym samym czasie doszło do zaostrzenia stosunków rosyjsko – japońskich na Dalekim Wschodzie. Wynikało to z nacisków na cara kliki złożonej z grupy dostojników wojskowych i aferzystów, którzy chcieli wzbogacić się na eksploatacji Mandżurii i Korei. Podobno ta grupa na czele z rzeczywistym radcą stanu Aleksandrem Biezobrazowem, wywierała wpływ na Mikołaja już od 1898 roku. Ich wizje przybrały postać tzw. „Wielkiego programu azjatyckiego” odzwierciedlającego idee imperializmu rosyjskiego na wschodzie. Jego zwolennikiem stał się także monarcha, który odrzucał rady Wittego i ministra spraw zagranicznych hrabiego Władimira Lamsdorffa, aby nie wywoływać wojny.

„Kółko Biezobrazowa” doprowadziło jednak do dymisji Wittego ze stanowiska ministra finansów. Zaś „zachęcony po Sarowie „wiarą w siły narodu rosyjskiego”. Mikołaj II wydał 30 VII 1903 dekret”, o przekształceniu generał – gubernatorstwa amurskiego i obwodu kwantuńskiego w namiestnictwo Dalekiego Wschodu. Namiestnik admirał Jewgienij Aleksiejew zyskał szerokie kompetencje wojskowe i cywilne. Utworzono koordynujący poczynania namiestnika ze sprawami ogólnopaństwowymi, Komitet Specjalny Dalekiego Wschodu, pod przewodnictwem cara, z udziałem wyznaczonych ministrów i namiestnika. Zaostrzyło to tylko niepotrzebnie stosunki dwustronne i pomimo pewnych ustępstw rosyjskich nie zapobiegło wybuchowi wojny. Japończycy niespodziewanie zaatakowali rosyjskie okręty w Porcie Artura 27 I 1904 roku. Tego samego dnia Mikołaj II ogłosił manifest „o wszczęciu działań wojennych przeciw Japonii”[24].

Aby zapobiec szerzeniu propagandy rewolucyjnej w szeregach wojska, a zarazem ugruntować swoją popularność. Jeździł też od początku wojny po różnych miastach, odbywając przegląd oddziałów wysyłanych na front, wygłaszając do żołnierzy przemówienia, udzielając im „błogosławieństwa” i szczodrze rozdając obrazki przedstawiające Serafina Sarowskiego[25].

Udany zamach Organizacji Bojowej Partii Socjalistów – Rewolucjonistów (eserowców) na min. spraw wewnętrznych Plehwego, spowodował konieczność znalezienia następcy. Cesarz, co dziwne długo zwlekał z obsadzeniem tego jakże ważnego dla państwa ministerstwa. Spekulowano, że być może brakuje zdecydowanego faworyta. „Ostatecznie jednak car – jak się można domyślać, zrobił wybór możliwie najgorszy i polecił przygotować nominację dla Borysa Sturmera”[26]. Nastąpiło to w wyniku intrygi z udziałem członka Rady Państwa hrabiego Sergiusza Szeremietiewa. Plany te pokrzyżowały zabiegi carowej-matki, Marii Teodorowny. Ponieważ: „ Stosunki między nią a Mikołajem II nie zawsze były nadto serdeczne, toteż dla przeprowadzenia swoich planów posłużyła się Maria Teodorowna osobą, którą car szczególnie lubił. Była to pani Miłaszewicz, córka w. księżny Marii (córki cara Mikołaja I) i jej drugiego męża, hrabiego Grzegorza Strogonowa”[27]. To właśnie ona dyskretnie zasugerowała monarsze liberalizację polityki wewnętrznej. Zasugerowała jednocześnie, że odpowiednią osobą byłby generał-gubernator wileński, Piotr Swiętopełk-Mirski. Tym sposobem 26 VIII 1904 roku otrzymał on nominację. Próbował dokonać pewnych zmian, ale nie mógł nagle, drastycznie zmienić kursu politycznego, a poza tym jego nominacja była dziełem przypadku i nie miał on sprecyzowanego programu działania. A co najważniejsze: „Nawet samowładztwo Mikołaja II było jednak samowładztwem” i monarcha ten nie zamierzał bez walki oddać władzy[28]. Minister pogrążył się poza tym w oczach cesarza, dając zgodę na pół legalny, co prawda zjazd działaczy ziemskich w Petersburgu. Gdy Swiętopełk-Mirski przedstawiał rezolucje zjazdu „zaskoczony car nie posiadał się podobno ze złości”. Wywo łało to spekulacje w kołach dworskich o jego rychłej dymisji. Jak pisze Bazylow inne źródła podają, iż „Mirski sam podał się do dymisji, której car jednak nie przyjął, polecając pechowemu ministrowi „wyprostować” linię, która w pewnym sensie z jego powodu uległa skrzywieniu”[29]. Niestety nie udało mu się to, a ostateczną przyczyną jego odwołania były wypadki „Krwawej Niedzieli”, które zapoczątkowały pierwszą rewolucję rosyjską.

—

[1]   W bogatym dorobku Bazylowa postaci Mikołaja II dotyczą następujące pozycje: Polityka wewnętrzna caratu i ruchy społeczne w Rosji na początku XX wieku, Warszawa 1966; Ostatnie lata Rosji carskiej. Rządy Stołypina, Warszawa 1972, Obalenie caratu, Warszawa 1976.

[2]   L. Bazylow, Polityka wewnętrzna caratu i ruchy społeczne w Rosji na początku XX wieku, Warszawa 1966, s.

[3]   Tamże, s. 31.

[4]   Tamże, s. 40.

[5]   Tamże, s. 41.

[6]   Tamże, s. 42.

[7]   Nie mogły mu dać doświadczenia przydatnego w rządzeniu hulanki pułkowe, romans z Matyldą Krzesińską, czy podróż dookoła świata.

3 Tamże, s. 43.

[9]   Tamże, s. 44.

[10] Tamże, s. 44.

[11] Tamże, s. 44-46.

[12] Tamże, s. 71, 73-74.

[13] Tamże, s. 96-97.

[14] Tamże, s. 177-180.

[15] Tamże, s. 181.

[16] Tamże, s. 192.

[17] Tamże, s. 202.

[18] Tamże, s. 253.

[19] Tamże, s. 253-254.

[20] Tamże, s. 257-259.

[21] Tamże, s. 260.

[22] Tamże, s. 259-262.

[23] Tamże, s. 279-280.

[24] Tamże, s. 280-282.

[25]   Tamże, s. 286-287.

[26]    Tamże, s. 296. Borys Sturmer był m.in. dyrektorem departamentu ogólnego min. spr. wew., gubernatorem jarosławskim, w czasie wojny jednym z ostatnich premierów Rosji.

[27]   Tamże, s. 296-297.

[28]  Tamże, s. 303.

[29]   Tamże, s. 319-320.

Oceń tę pracę

Wygląd zewnętrzny Azteków w ujęciu pierwszych Europejczyków

W kontaktach Hiszpanów z Aztekami na plan pierwszy wysuwa się obrzydzenie i szok wywołany ich wyglądem zewnętrznym. Dotyczy on przede wszystkim dziwnych ozdób i specyficznego wyglądu, którym odznaczali się głównie dostojnicy i kapłani. Stanowisko taki widać w opisie Korteza dotyczącym mieszkańców Meksyku: „[…] jedni przekłuwają sobie uszy i wsadzają w nie bardzo duże i brzydkie przedmioty, inni przekuwają nozdrza tak, że zwisają aż do warg, wtykają w nie wielkie kamienne krążki, podobne do lusterek; jeszcze inni dziurawią dolną wargę tak, że widać zęby, i zawieszają na niej krążki z kamienia lub złota, tak ciężkie, że warga opada i jest bardzo zniekształcona”[1] [2].

Wygląd taki bez wątpienia odbiegał od powszechnie przyjętego wyglądu człowieka. Ozdoby tego typu poumieszczane w tak nietypowych miejscach świadczyły, być może o dzikości i braku ogłady tubylców w świadomości konkwistadorów. Potwierdzałoby to zwrócenie przez Korteza uwagi na zniekształcenia twarzy i dokładne wyliczenie miejsc, w których umieszczone były kolczyki. Ważne również są wartościujące słowa użyte do opisu tych ozdób. Otóż, jak dowiadujemy się są one „bardzo duże i brzydkie”. W tych wartościujących słowach zawarte jest w pewien sposób oburzenie, a być może nawet szok konkwistadora, gdyż rzemiosło i zdobnictwo u Azteków stało na bardzo wysokim poziomie, co nie zgadzałoby się ze słowami Korteza. Podobne opisy przedstawia nam B. Diaz del Castillo, jeden z żołnierzy Korteza. Uwagę tego konkwistadora przykuwał przede wszystkim przerażaj ący wygląd kapłanów. „Owi kapłani mieli na sobie jakby całuny czarne na kształt tunik, długie do stóp, z kapturami jak dominikanie. Włosy które mieli długie do pasa, a nawet niektórzy do stóp, pełne były zakrzepłej krwi i tak zmierzwione, że nie można było je rozczesać; uszy mieli pocięte w strzępy […]” . Wygląd taki dla przeciętnego żołnierza musiał być przerażaj ący i wywoływać mistyczny niemal lęk. Nie trudno było skojarzyć tak demoniczną postać z czarami, z duchami w które powszechnie wierzono w tamtych czasach. Dredy sklejone krwią i czarny ubiór kapłanów symbolizowały kolory wiedzy. W licznych kodeksach czarny i czerwony jest dominującym kolorem, natomiast powiedzenie o kimś, że jest panem czarnego i czerwonego było równoznaczne z nazwaniem go mędrcem[3] [4] [5].

Jednak znaczenia te dla konkwistadorów były nieznane. Tu oddziaływały zewnętrzne spostrzeżenia i skojarzenia. Swoistą grozę i obrzydzenie wzbudzała głównie nietypowa fryzura kapłanów, co B. Diaz del Castillo ujmuje w kolejnym opisie, w którym ukazuje kapłanów: „[…] z włosami długimi i tak zmierzwionymi, że nie można było ich rozczesać ani rozdzielić. Prawie wszyscy mieli uszy obcięte na ofiarę, a włosy pełne krwi” . W wielu tekstach porównuje on kapłanów do rzeźników, natomiast świątynie do rzeźni. Mimo to konkwistador ten wypowiadał się stosunkowo dobrze o reszcie społeczeństwa, można nawet powiedzieć, że Pamiętnik żołnierza Korteza… obfituje w opisy zachwytu wywołanego wielobarwnym ubiorem dostojników azteckich. Ilustracją tego może być opis przybycia posłów azteckich: „Mieli pięknie haftowane opończe i portki, ich lśniące włosy były związane w czuby stojące na wierzchu głowy, każdy wąchał kilka róż które niósł w ręku […]” . Niejednokrotnie zachwyt ten dotyczy nietypowych ozdób tak negatywnie ukazanych przez Kortesa: „Po czym nadszedł z licznym orszakiem znakomitych Indian, a wszyscy mieli złote pierścienie u warg i bogate opończe”[6].

Bez wątpienia pochody powitalne i liczne ceremonie odprawiane na cześć Hiszpanów w wielu miastach imperium azteckiego musiały wywoływać silne wrażenie swoim kolorytem i niespotykanymi dotąd ozdobami. Należy wspomnieć, że duża część garderoby dostojników azteckich wykonana była z barwionych piór i nierzadko bogato zdobiona biżuterią i innymi dodatkami. Właśnie te elementy z naukową niemalże dokładnością badał zakonnik B. Shagun. W jego zapiskach oprócz licznych opisów obrzędów i zwyczajów znajdujemy dużo miejsca poświęconego strojom azteckim. Oddzielnie opisuje on ubiór męski, żeński i ubranie wojowników. Przy czym rozróżnia on kolejne typy noszonych ubrań i zwraca uwagę na sytuacj ę w których były one noszone. Przytoczenie kilku takich opisów może w pewien sposób umożliwić nam wyobrażenie całego splendoru jakim, charakteryzowały się wymienione grupy. Pozwoli to również prześledzić, w jaki sposób oddziaływały one na prostych hiszpańskich najemników.

Wśród ubrań wojennych B. Shagun zwraca uwagę na: „lekki pancerz z czerwonych piór, sięgający im do połowy uda, cały usiany złotymi muszelkami. […] Nosili naszyjniki z drogocennych, jednakowych i okrągłych kamieni, bardzo dobrego gatunku […] we włosy wpinali sobie zielone pióra, przeplatane złotymi wstęgami […]”  . O kunszcie i misternym wykonaniu tych ubiorów może świadczyć opisy ubioru dowódców wojskowych: „Nosili także panowie na plecach znaki zwane itzpapalotl; przedstawiały one diabła, wykonanego z piór, skrzydła i ogon były w kształcie motyla; wszystko z drogocennych piór, reszta: oczy, pazury, nogi i brwi, była ze złota, a na jego głowie umieszczali dwa pęki piór w formie rogów” . Taki koloryt i przepych musiały wzbudzać zachwyt a jednocześnie wzniecać u konkwistadorów chorą żądze posiadania. Stąd jasny staje się fakt, że B. Diaz del Castillo w większości swoich opisów dotyczących spotkań z dostojnikami azteckimi lub z powitalnymi korowodami zwraca uwagę na piękno ubioru: „[…] nim weszli do miast przyodziali piękne opończe i pióropusze […]” lub „Następnego dnia zjawiło się trzydziestu znakomitych Indian w pięknych opończach” . Powyższe przykłady wskazują na to, że strój nie budził kontrowersji, a nawet zachwycał. Możliwe, że taka akceptacja ubioru przez Hiszpanów wynikała z jego funkcji utylitarnych. Zasłaniał on miejsca „wstydliwe”, co dla pruderyjnych Europejczyków XVI w. mogło świadczyć o walorach moralnych Azteków.

Największą uwagę Hiszpanów, jak już można było zauważyć wcześniej w cytowanych słowach Korteza, zwracały odmienności w ozdobach cielesnych (kolczyki, przetyczki wargowe) jednak były one jeszcze do zaakceptowania. Być może wpłynęły na to ich walory artystyczne. Zauważyć można to w słowach B. de Shagun: „Także dolną wargę ozdabiali kolcem, z którego zwisał chalchihuitl oprawiony w złoto, […] niekiedy kolce te były z bardzo drogiego kryształu górskiego, a wewnątrz niego umieszczone były niebieskie pióra, sprawiające wrażenie szafirów. […] Wielcy panowie mieli także przekute nozdrza, a w nich bardzo cenne turkusy lub inne drogocenne kamienie […]”. Jednak wspomina on pełen refleksji, że „dziś już [ich] więcej nie noszą”[7] [8] [9] [10] [11] [12]. Podobnie podejście tyczy się malowania twarzy, o czym mówi z kolei B. D. del Castillo pisząc o wojownikach „z twarzami umalowanymi na biało lub kolorowo”[13].

Natomiast nietolerowanie i piętnowane przez Hiszpanów były elementy cielesności Azteków, których nie dało się wyjaśnić pragmatyczną użytecznością (np. włosy posklejane krwią i pokaleczone w samoofierze uszy kapłanów). Były one ściśle powiązane z magiczno – religijną świadomością Indian i w żaden sposób nie pasowały do kategorii cielesnych znanych i akceptowanych przez Hiszpanów. O ile płaszcze z piór Hiszpanie mogli porównać do opończy, a długie suknie do spodni, ozdoby twarzy i fryzury mogły być ujmowane jako dziwaczna, ale estetyczna fanaberia, o tyle włosy sklejone krwią i pokaleczone uszy mogły jedynie świadczyć w ich uj ęciu o niczym nieuzasadnionej dzikości Azteków.

Najprawdopodobniej ten ambiwalentny stosunek konkwistadorów oscylujący między zachwytem nad oryginalnością i kolorytem ubiorów, a budzącym lęk i obrzydzenie wyglądem kapłanów mogły prowadzić do podchodzenia z dużym dystansem do cielesności Azteków. Widać to szczególnie w relacjach B. Diaz del Castillo, kiedy opisuje Indian, którzy charakteryzowali się budzącymi podziw cechami fizycznymi: „Był to młodzieniec lat około dwudziestu pięciu, jak na Indianina szlachetnej postawy, bardzo mężny i tak srogi, że wszyscy przed nim drżeli”[14] [15].

Podobnie wypowiada się o kobietach, które „[…] jak na Indianki – wyglądały bardzo ładnie i były ślicznie przystrojone” . Widoczny jest w nich pewien dystans. Słowa „jak na Indianina” tyczące się urody, bądź cech fizycznych podkreślają również wyższość Hiszpanów nad Aztekami. Jednak o ile podejście taki widoczne jest w opisach zwykłych Indian, o tyle nie widać go w relacjach z Montezumą, władcą Azteków. Wypowiedzi B. Diaz del Castillo tchnął wręcz życzliwością i zachwytem: „Wielki Montezuma miał lat około czterdziestu, był wzrostu pięknego, zbudowany bardzo proporcjonalnie, chudy i suchy, cera jego niezbyt ciemna, miała barwę i matowość cery Indian, włosy niezbyt długie, ledwie zakrywały uszy, brodę miał rzadką czystą, pięknie ułożoną, oblicze trochę za szerokie, wesołe, cała jego postać tchnęła życzliwością, a gdy trzeba było powagą”[16] [17] [18].

Charakterystyczne jest tu wspomnienie o kolorze skóry Montezumy, jest ona „niezbyt ciemna”. Wskazywało to na podobieństwo wodza do białych i widocznie odróżniało go od reszty Indian. Być może właśnie to było jednym z powodów tak pozytywnego postrzegania wodza Azteków. Innym z nich mogła być szczególna dbałość o higienę, gdyż jak wspomina B. Diaz del Castillo Montezuma był „bardzo czysty i staranny, kąpał się codziennie po południu […]” . Dużą rolę mogła odegrać tu etykieta dworska i odmienność dworu władcy od realiów, z jakimi wcześniej zatchnęli się Hiszpanie. Sam Kortez pisze z pewnym podziwem o władcy Azteków, który „przebierał się cztery razy dziennie, za każdym razem w nowe szaty, nigdy nie wkładając ich po raz drugi” . Przepych, specyficzne maniery, oraz wygląd Montezumy mogły kojarzyć się z warunkami panuj ącymi na dworze królewskim w Hiszpanii i w pewien sposób wymuszać odpowiedni stosunek i pokorę względem azteckiego władcy. Warto wspomnieć, że dbałość o higienę i czystość cechowała całe społeczeństwo azteckie. Świadczyły o tym budowane przy domach łaźnie parowe, a także częste kąpiele w rzekach i jeziorach, podczas których zamiast mydła używano korzeni pewnych roślin.

Oprócz tych zewnętrznych cech cielesnych duży wpływ na kształtowanie się wizerunku cielesności Azteków w świadomości Hiszpanów miały obyczaje i rytuały. Nie miały one racjonalnego wytłumaczenia w mentalności Europejczyków i były generatorem silnych emocji, od zdziwienia i pobłażliwości, po silny lęk.


[1]    Hernan Cortes, Droga usiana trudnościami, Mieszkańcy wybrzeża, [w:] Kronikarze kultur prekolumbijskich, (red.) Maria Sten, Kraków 1988, s. 125.

[2]    Bernala Diaz del Castillo, Pamiętnik żołnierza Korteza czyli prawdziwa historia podboju Nowej Hiszpanii, Warszawa 1962, s. 82 – 83.

[3]    Miguel León – Portilla, Dawni Meksykanie, Kraków 1976, s. 123.

[4]B. Diaz del Castillo, op. cit, s. 156.

[5]    Ibidem, s. 74.

[6]    Ibidem, s. 71.

[7]    Fray Bernardino de Shagun, O ozdobach jakie panowie nosili podczas wojny, [w:] Kronikarze kultur prekolumbijskich, (red.) M. Sten, Kraków 1988, s. 194-195.

[8]Ibidem, s. 195.

[9]    B. D. del Castillo, op. cit., s. 231.

[10]   Ibidem, s. 54.

[11]   Fray B. de Shagun, O ozdobach używanych przez panów podczas areitos., [w:] Kronikarze kultur prekolumbijskich, (red.) M. Sten, Kraków 1988, s. 192.

[12]   Ibidem.

6 B. D. del Castillo, op. cit., s. 52.

[14]   Ibidem., s. 218.

[15]   Ibidem, s. 117.

[16]   Ibidem, s. 146.

[17]   Ibidem.

[18]   H. Cortes, O wspaniałościach na dworze Muteczumy, [w:] Kronikarze kultur prekolumbijskich, (red.) M. Sten, Kraków 1988, s. 138.

Oceń tę pracę

Zabójstwo Stołypina

Niemal jak usprawiedliwienie brzmi natomiast następujące zdanie: „Żaden z dawnych władców Rosji – ani Piotr, ani Katarzyna, ani Aleksander – nie mogli żywić nadziei na skuteczne sterowanie dezorientującymi zmianami społecznymi, gospodarczymi i politycznymi, jakie ogarnęły rosyjskie imperium, w czasie gdy wkraczało ono w XX wiek” . A samemu „…Mikołajowi brakowało nawet tak silnej ręki, jaką dysponowali jego bezpośredni poprzednicy. Był człowiekiem o łagodnym usposobieniu, a jego zmienny charakter skłaniał go zarówno do pochopnych postępków, jak i do demonstrowania uporu w najnieodpowiedniejszych momentach. Nieprawdą jest, że jak to się często twierdzi, że Mikołaj podzielał jedynie poglądy tej osoby, z którą ostatnio rozmawiał. To raczej jego doradcy popadali w rozterkę, gdyż nie byli zdolni rozpoznać, jakie czynniki pomagały imperatorowi w wyrobieniu sobie opinii. Czasem przypisywał on swe decyzje jakiemuś „wewnętrznemu głosowi”, ale istniały poważne podejrzenia, iż ważną rolę w tym odgrywał carowa lub – co gorsza – sam Rasputin” . Jeśli chodzi o relacje cara z jego dwoma najwybitniejszymi premierami, Siergiejem Witte i Piotrem Stołypinem, to były one „bardzo pouczające”, a ich istnienie dowodzi, że Rosja w tym czasie potrafiła wydać inteligentnych przywódców, „…rozumiejących liczne problemy swego kraju i opracowujących politykę, mającą je rozwiązywać. Mikołaj, zmuszony w dużym stopniu opierać się na nich, nie mógł ścierpieć owego poczucia słabości i ułomności, jakie fakt ten w nim budził”. Więc: „Zdymisjonował Wittego w 1906 roku, w okresie największego braku stabilności politycznej, a na zabójstwo Stołypina, czego był świadkiem w gmachu Opery Kijowskiej, zareagował niemal obojętnie.

Grzechem Wittego było przekonanie niechętnego temu cara, by w 1905 roku podpisał Manifest Październikowy…” (ograniczał on jego władzę autokratyczną – przyp. aut.). „Mikołaj zgodził się na to dopiero wtedy, gdy zapewniono go, iż jeśli nie dokona tego gestu, nie będzie możliwe zdławienie rewolucyjnego ruchu bez strasznego przelewu krwi”[1].

Z kolei Stołypin, oprócz stanowczych działań miał jeszcze „…program kontrolowanych reform wewnętrznych…”. „Był też ministrem, który z uporem chadzał własnymi drogami. Kilkakrotnie Mikołaj, postawiony w obliczu groźby dymisji ze strony Stołypina, musiał godzić się na politykę, do której nie żywił większego zaufania. Stołypin dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że car niezadowolony był z tego stanu rzeczy i z dnia na dzień oczekiwał zdymisjonowania” . Wcześniej dosięgła go jednak kula. Mikołaj „Krótko wyraził współczucie swemu umierającemu ministrowi, a następnie udał się na wojskową defiladę”       .

Trzeba także przyznać, że: „Kryzys 1905 roku ujawnił chwiejność Mikołaja i jego gotowość do akceptowania zaleceń, z którymi nie całkiem się zgadzał”(s. 18). Nie jest też żadną tajemnicą, że podobnie jak jego żona car nie cierpiał Dumy, gdyż nie sądził, „…iż od tych „pustych gadułów” w Dumie, mogło wyjść coś konstruktywnego”(s. 18). Wybuch I wojny światowej w 1914 roku spowodował, że: „W obliczu widma germańskiej dominacji, kraj skupił się wokół swego sztandaru i cara, jako żywego symbolu narodu. Mikołaj znalazł się na fali popularności, do czego nie przywykł” . Godne szacunku zdaniem autorów są intencje, którymi monarcha kierował się podejmując decyzję o przyjęciu stanowiska naczelnego wodza z rąk w. ks. Mikołaja Mikołajewicza, „Car chciał wziąć na siebie ryzyko i dzielić niebezpieczeństwa, jakie jego żołnierze przeżywali na froncie”. Jednak: „Car był powszechnie uważany za urodzonego pod złym znakiem pechowca, nie bez powodu urodził się w dniu obchodzonym przez cerkiew jako dzień Hioba. Powtarzające się klęski militarne mogły jedynie przyczynić się do skompromitowania dynastii i szerzenia zamętu” . O tym, że ostatni Romanow na tronie Rosji był patriotą i pragnął kontynuować walkę z Niemcami i Austro -Węgrami najlepiej świadczą dwa poniższe cytaty. „Kiedy Mikołaj usłyszał o zawieszeniu broni (rozpoczęły się pertraktacje bolszewików z Niemcami w Brześciu – przyp. aut.) zrozpaczony odnotował: „Hańba i okropność!”, a w kilka dni później zapisał, że „bolszewicy muszą zgodzić się na poniżające warunki niemieckiego rządu. W związku z faktem, iż wrogie wojska posuwają się naprzód i nic nie może ich powstrzymać!. Koszmar!”. „Kiedy znane stały się ostateczne dane o treści Traktatu Brzeskiego, Mikołaj zdołał tylko wykrztusić, jakby nie był w stanie uwierzyć: „A oni mnie nazywali zdrajcą”[2] [3] [4] [5] [6] [7].

W książce przytoczony został także opis cara, autorstwa Aleksandra Kiereńskiego, który jako minister sprawiedliwości Rządu Tymczasowego, „…pełnił z urzędu nadzór nad strażą, pilnując cara w Carskim Siole”. „Wspominał później, że car sprawiał wrażenie „sympatycznego, nieco pospolitego pułkownika gwardii, człowieka bardzo przeciętnego, zwracającego na siebie uwagę jedynie dzięki parze wspaniałych niebieskich oczu” .

W publikacji tej poruszona została także sprawa konta bankowego w Anglii o nazwie OTMA (Olga, Tatiana, Maria, Anastazja), gdzie miały się znajdować pieniądze na posag dla córek. Lecz problemy czasu wojny zmusiły Mikołaja II do ich wycofania i przewiezienia do Rosji. Zlecił to zadanie ostatniemu ministrowi finansów Piotrowi Barkowi. „Bark usiłował wyperswadować to carowi, ale – jak powiedział (ks. Pawłowi Czawczawadze – przyp. aut.) – był to jedyny wypadek, kiedy widział Mikołaja wpadającego we wściekłość”[8] [9] [10] [11] [12]. W ten sposób monarcha chciał dać przykład arystokracji, aby wspomogła ojczyznę i większość poszła za przykładem cara.

Niewiele informacji, lecz za to ciekawych znajdujemy w tłumaczonej przez Tomasza Kowalskiego i Mariusza Srokola, książce Petera Kurtha „Anastazja”. Pisząc o życiu rodziny carskiej po internowaniu w Carskim Siole, autor następująco scharakteryzował byłego władcę Rosji: „Car znany był jako szczęśliwy ojciec rodziny, który najprzyjemniejsze chwile życia spędza z żoną i dziećmi, czytając na głos, pracując w ogrodzie, układając niezliczone zdjęcia w rodzinnych albumach czy spokojnie rozważając mniejsze i większe wydarzenia dnia. Od wybuchu pierwszej wojny światowej takie szczęśliwe chwile były bardzo rzadkie. Car często przebywał na froncie, a jego żona przejęła w swoje ręce sprawy państwa” . Podobnie jak we wcześniejszych publikacjach także w tej, mowa jest o sprawie kont córek carskich w banku w Anglii i o wycofaniu wkładów podczas wojny: „… nie było pieniędzy w Anglii, bo car w 1914 roku nakazał, aby wszyscy członkowie rodziny cesarskiej wycofali swoje zagraniczne wkłady i pomogli rosyjskiemu wysiłkowi wojennemu na froncie domowym. Sam Mikołaj, jako „pierwszy obywatel kraju”, pierwszy podporządkował się własnemu rozkazowi”.

W kolejnej publikacji autorstwa Roberta K. Massie „Romanowowie – ostatni rozdział”, przetłumaczonej przez Monikę i Tomasza Lemów, mowa jest właściwie o próbie wyjaśnienia zagadki śmierci rodziny carskiej przez dwóch Rosjan – geologa Aleksandra Awdonina i reżysera filmowego oraz autora powieści detektywistycznych Gelije Riabowa. W drugiej części książki autor zajmuje się sprawą Anny Anderson, a w trzeciej części losami ocalałych Romanowów, którzy wyemigrowali z Rosji i na koniec opisuje ostatnie dni Mikołaja w domu Ipatiewa, na krótko przed egzekucją. Pomimo to znajdujemy i tutaj kilka ciekawych faktów dotyczących cara. Pisarz tak, np. opisał pięćdziesięcioletniego wówczas cesarza tuż przed śmiercią: „Mikołaj był co prawda tylko średniego wzrostu, lecz miał silne ramiona i wydatną klatkę piersiową”. A oto jak zareagował on na wiadomość, że za chwilę zostanie rozstrzelany wraz z rodziną: „Mikołaj spojrzał na swoją rodzinę, odwrócił się do Jurawskiego (to on był wykonawcą i organizatorem egzekucji – przyp. aut.) i spytał ze zdziwieniem:

Co… co…?

Jurawski szybko powtórzył, wyjął z kieszeni broń i zastrzelił cara” .

Autor wspomina także o pokrewieństwie między rodziną carską i angielską rodziną królewską: „Król Jerzy V, dziadek Elżbiety II (obecna królowa angielska – przyp. aut.), był kuzynem Mikołaja II. Pomiędzy kuzynami istniało tak duże podobieństwo, że na ślubie Jerzego często mylono Mikołaja z panem młodym. Król Jerzy był także kuzynem carowej Aleksandry”. Co ciekawe, gdy po abdykacji cara Rząd Tymczasowy złożył monarsze angielskiemu propozycję wysłania byłego monarchy wraz z rodziną do Anglii: „… król Jerzy V początkowo zgodził się na propozycję przewiezienia swoich rosyjskich kuzynów w bezpieczne miejsce. Później jednak obawiając się, że niepopularność byłego cara w Anglii mogłaby zszargać reputację monarchii brytyjskiej – zmienił zdanie i nie zgodził się na ich wyjazd. Tym samym przypieczętował los Mikołaja, jego żony i pięciorga dzieci” .

Na łamach tej pracy poruszona została również niezwykle drażliwa sprawa kanonizacji cara. Rosyjska Cerkiew Prawosławna stoi tu przed wielkim dylematem. Według Aleksandra Awdonina wynika to z tego, że: „- Wielu ludzi uważa, że winę za dopuszczenie do rewolucji ponosi Mikołaj II, a co za tym idzie sam w pewnym stopniu przyczynił się do swojej śmierci. Czy można go kanonizować przyjmując taki punkt widzenia? Jak zareagują na to ludzie? Przecież nie wolno nam zapominać, że nie są zachwyceni Mikołajem. Jego wizerunek niszczono przez siedemdziesiąt lat. Prawda jest taka, że był złym władcą. Był życzliwym człowiekiem, dobrym dla rodziny, ale to nie może usprawiedliwiać złego rządzenia krajem. Natomiast odrębną kwestią jest los tych, którzy zginęli wraz z nim. Oni z pewnością nie ponoszą żadnej winy, byli męczennikami” .

Inne stanowisko ma w tej kwestii Cerkiew Prawosławna na Obczyźnie: „Męczeństwo nie ma nic wspólnego z działaniem danej osoby przed śmiercią – wyjaśnia ojciec Włodzimierz Szyszkow z Cerkwi Prawosławnej na Obczyźnie – Dotyczy jedynie tego dlaczego i w jaki sposób pozbawiono ją życia. W wypadku Mikołaja II nie jest istotne, jakim był władcą i jakie były jego osiągnięcia i porażki. Car był męczennikiem – został zamordowany tylko dlatego, że stał na czele państwa”. Dalej stwierdza on: „­Prawda wygląda tak – uzasadnia Szyszkow – że gdy nasza Cerkiew na Obczyźnie postanowiła w 1981 roku kanonizować Mikołaja, wiele osób było temu przeciwnych, także duchowni. I przeciwko kanonizacji wysuwali także same argumenty, jakie padają obecnie” .

Opisując monotonne życie rodziny carskiej i towarzyszących im osób w domu Ipatiewa w Jekaterynburgu, Robert Massie przytacza wyznania jednego z byłych strażników. Jego słowa dowodzą, że niektórzy z nich z czasem zmieniali zdanie o pilnowanych więźniach. Oto słowa Anatola Jakirnowa: „Car nie był już młody, miał siwiejącą brodę… Ubrany w żołnierską koszulę, przepasany oficerskim pasem z żółtawą klamrą… Koszula szaro-zielona, podobnie jak spodnie i zniszczone buty. W [13] [14] [15] jego oczach była dobroć… i odniosłem wrażenie, że to poczciwy, dobry, szczery i rozmowny człowiek. Niekiedy wydawało mi się, że zamierzał się do mnie odezwać, wyglądało to tak, jakby chciał z nami porozmawiać”. I inny fragment: „Wszystkie złe myśli o carze z czasem zniknęły. Ponieważ widywałem ich tak często, zacząłem myśleć o nich zupełnie inaczej, zacząłem im współczuć. Współczułem im jako ludzkim istotom, taka jest prawda. Możecie mi wierzyć lub nie, ale powtarzałem sobie: Pozwól im uciec… Zrób coś, aby mogli uciec”[16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23]. Tak nie mówi się przecież o tyranie, człowieku złym i podstępnym, z tych słów otrzymujemy obraz zupełnie innego Mikołaja … Krwawego.

Jeszcze mniej do stanu naszej wiedzy o carze Mikołaju II, wnosi sensacyjna opowieść Wacława Gąsiorowskego „Królobójcy”. Brak w niej zupełnie aparatu naukowego. Autor przytacza w niej różne plotki, opowieści, o których sam pisze „a ile (w nich-przyp. aut.) prawdy dociec niepodobna” .

Przykładowo pisze on o zatargu między cesarzem Aleksandrem III, a następcą tronu Mikołajem. Syn, co wywołało zdziwienie, miał się przeciwstawić ojcu – chciał udowodnić mu, że ten nie wie często co podpisuje. Rozwścieczony cesarz miał nakazać cesarzewiczowi podróż na Daleki Wschód . Dziwne wiadomości miał także pisarz o wykształceniu przyszłego władcy Rosji: „Mikołaj II odebrał wykształcenie stosowne do czekającej go korony…” . Oczywiście nie zabrakło także wzmianek o prześladującym cara pechu i nadziejach związanych z nowym panowaniem: „Rosja nie zrażała się pierwszym manifestem Mikołaja II, zgadywała, że to był nie program, ale akt poszanowania pamięci ojca. Rosja sama usprawiedliwiała swego monarchę i nie chciała zakłócić chwili oczekiwania. Tymczasem złe wróżby objawiały się dla nowego panowania. Najpierw była katastrofa podczas koronacji…” . „Po katastrofie na Polu Chodyńskim zapanował głód” .

Nie najlepsze zdanie ma autor także o sile woli i zdolności podejmowania decyzji przez monarchę rosyjskiego: „Mikołaj II zgadzał się z każdym prądem, z każdym kierunkiem – co mimowolna humorystyka urzędowej depeszy o patriarchalnym życiu samowładcy zsumowała się w wiadomość: „Najjaśniejszy Pan ruszył w dniu dzisiejszym zabawić się z wysoko urodzonymi dziećmi w ciuciubabkę”. W innym miejscu znajdujemy fantastyczny opis zachowania cara w czasie rewolucji 1905 roku: „Mikołaj II ufortyfikował się w Carskim Siole i zszedł na dobrowolnego więźnia…”. Lub w innym miejscu: „Cesarz chronił się na odmianę do Peterhofu, zapadł między ciżbą kozacką i tu co dnia pił na zdrowie kozactwa, co dnia inny pułk obdarzał rublami, co dnia innemu pułkowi sprawiał libację”.

Szyderstwo dostrzegamy również w słowach komentarza dotyczących pisania aktu abdykacji przez ostatniego Romanowa: „Mikołaj II zrozumiał tym razem i z wezbranym sercem, z najwyższą troską o przyszłość ukochanej Rosji i drogiego mu narodu rosyjskiego, przepojony bólem na oczywisty dowód czarnej niewdzięczności, podpisał w imieniu swoim i w imieniu swego syna przejście w stan spoczynku” . Lecz pomimo to oddaje sprawiedliwość monarsze pisząc: „W ogóle, jak twierdzą naoczni świadkowie, Mikołaj II zachował się w te pamiętne dni z godną tej chwili powagą .

W końcowym fragmencie swej powieści Gąsiorowski następująco scharakteryzował osobę i losy rosyjskiego imperatora: „Mikołaj II był wielkim przestępcą. Był dobrym ojcem rodziny, był wzorowym mieszczuchem, ale był złym, był występnym monarchą, bo był słaby, bo był otoczony dworakami, bo był oszukiwany i chciał być oszukiwany, bo się wahał, bo stał się ofiarą intryg i podszeptów, bo przyrzekł i nie dotrzymał, bo nie miał woli, bo nie miał odwagi, bo do ostatniej minuty panowania swego nie rozumiał, że każdy jego błąd, każda jego chwiejność, każdy brak decyzji zmienia się w klęskę dla milionów, niesie zgubę tysiącom ludzi.

—

[1] Klier, H. Mingay, Anastazja Romanowa czy Anna Anderson, Warszawa 1998, s. 16. Tamże, s. 16-17.

[2]    Tamże, s. 17.

[3]    Tamże, s. 18.

[4]    Tamże, s. 19.

[5]    Tamże, s. 20.

[6]    Tamże, s. 32.

[7]    Tamże, s. 98.

[8]    Tamże, s. 130.

[9]     P. Kurth, Anastazja, Warszawa 1993, s. 12.

[10]   Szerzej zostało to opisane na ss. 271-274.

[11]   R. K. Massie, Romanowowie – ostatni rozdział, Warszawa 1997, s. 11.

[12]   Tamże, s. 12.

[13]   Tamże, s. 73-74.

[14]   Tamże, s. 111.

[15]   Tamże, s. 112.

Tamże, s. 225.

  1. Gąsiorowski, Królobójcy, Kraków 1998, s. 163.

Tamże, s. 163.

Tamże, s. 167.

Tamże, s. 172.

Tamże, s. 173.

Tamże, s. 181.

Tamże, s. 183.

Oceń tę pracę

Koncepcja filozofii historii Feliksa Konecznego

Profesor Feliks Koneczny swoje rozważania z filozofii cywilizacji rozpoczyna od wyrażenia zdziwienia „że mając coraz więcej do czynienia z rozmaitością cywilizacji, nie zadano sobie pytania: skąd się bierze, z czego powstaje ta rozmaitość? Dlaczego Japończyk a Szwed, chociaż jednako telefonują, inaczej jednakże myślą i działają? Dlaczego wszyscy ludzie nie należą do jednej cywilizacji? Czemu różnią się nietylko szczeblami, ale rodzajami rozmaitych cywilizacji?”[1][2] Koneczny miał pragnienie znalezienia praw historii (jeśli takowe istnieją). Do ich poszukiwania wykorzystał cały dostępny aparat naukowy i swoją olbrzymią wiedze historyczną. Odrzucił na początku metode „medytacyjną” tzn. arbitralnego wymyślenia, lub wydedukowania tych praw z uprzednio posiadanych zapatrywań.[2][3] Prawa dziejów muszą pochodzić z indukcji historycznej[3][4] tzn. należy poszukiwać w dziejach mechanizmów rządzących, prawideł, podobieństw itp. Temu służy abstrakcja – poszukiwanie tego, co wspólne i łączy ludzi. Zadanie to nastręcza wiele problemów wobec olbrzymich różnic. Koneczny ogranicza zakres badań do ludów umiejących rozpalać ogień i hodować zwierzęta, bo tylko te ludy postąpiły na drodze dalszego rozwoju. Następnie stwierdza, że wspólne dla tych wszystkich ludzi jest posiadanie jakiejś tradycji i jakiejś etyki[4][5]. Bywały i bywają one bardzo różne. Zwyczaje, prawa i pojęcia obowiązujące w danej społeczności określają metodę jej życia. Zatem źródłem tej rozmaitości jest odmienność metod życia.[5][6] Koneczny nigdzie nie znalazł w dziejach jakiejś wspólnej całej ludzkości metody. Gdyby taka istniała, to ludzkie wspólnoty różniłyby się tylko stopniem rozwoju, a nie rodzajem. „Takiej wspólnej osi dla całej ludzkości nie ma, i dotychczas nigdy nie było. Nigdy bowiem >ludzkość< nie istniała ani historycznie ani socjologicznie;”[6][7]

Każde ludzkie zrzeszenie posiada charakterystyczny dla siebie układ prawa rodzinnego, spadkowego i majątkowego. Koneczny nazwał go trójprawem. Jego elementy wzajemnie się przenikają, łączą i wywierają na siebie znaczący wpływ, tak, że tworzą spójny (koherentny) system. Zjawisko to nazwane zostało współmiernością.[7][8]  Prawo rodzinne określa stosunek do dzieci (czyją są własnością), kto ma władze w rodzie i jaki jest jej zakres? Poligamia wiedzie do rozpróżniaczenia kobiet (praca rozkłada się na wiele osób). Mężczyźni też temu ulegają i przerzucają prace na żony i nałożnice. Stąd słabość materialna poligamistów i przeświadczenie, że „praca hańbi”; dochodzi do tego przygnębienie i niepewność kobiety permanentnie zagrożonej rozwodem itp.[8][9] Prawo majątkowe przystosowane do rodzinnego daje prawo spadkowe.[9][10] Gdyby nie zachodziła współmierność to doszłoby do chaosu, spowodowanego konfliktami między różnymi obszarami życia. Społeczeństwo dopuszczające niewspółmierność muszą zaniknąć.[10][11]

Koneczny stwierdza, że człowiek składa się z duszy i z ciała.[11][12] Zatem życie społeczności aby było pełne i wartościowe, musi obejmować obie te dziedziny człowieczeństwa. W wielości pojęć, sądów i zwyczajów Koneczny odkrywa pięć kategorii bytu ludzkiego, które najpełniej zawierają wszystkie dziedziny i przejawy aktywności indywidualnej i społecznej.[12][13] Są to prawda, dobro, zdrowie, dobrobyt i piękno, dwie pierwsze tyczą się sfery duchowej w człowieku, następne dwie cielesnej, a ostatnia jest pośrednia, łączy oba te zakresy. Te kategorie nazywa quincunxem (QU). O ile trójprawo daje tylko zewnętrzny wygląd cywilizacji, to QU pozwala (przez swą pełnię) uchwycić jej najgłębszą istotę.[13][14] Poszczególne kategorie nie tworzą społeczeństw, one wynikają z natury człowieka, z jego potrzeb. QU pozwala dokonać klasyfikacji ustrojów wg. pojęć w nim panujących. Koneczny, skoro odrzucił hipotezę o formowaniu ducha ludzkiego wyłącznie przez przyrodę[14][15], bezwzględny prymat daje kategoriom duchowym. Twierdzi wręcz, że historią rządzą abstrakty, bo już ludy prymitywne walczyły nie tylko dla łupu, ale i o wpływy.[15][16] Nędza moralna i poniewierka bardziej bywały odczuwane niż materialne ubóstwo.[16][17] Dla niego „walka o byt” jest potrójna: moralna, intelektualna i materialna. „Cały pęd życia polega na tym, by się utrzymać na powierzchni, lub dojść w górę, jako jednostka szanowana, uważana za godną przyjaźni ludzkiej, żeby rozwinąć jak najbardziej swój intelekt, tudzież zapewnić sobie chleb powszedni i wygody życia.”[17][18] Koneczny nie traktuje wszystkich ustrojów jednakowo. Życie zbiorowe stoi tym wyżej im pełniej zawiera w sobie byt człowieka, im  więcej obejmuje kategorii, a w nich im więcej działów i im większa panuje między nimi harmonia.[18][19] Stopień rozwoju zależy od ścisłej współmierności i od trafności metody zrzeszenia.[19][20] Konkretne systemy QU pochodzą z rozmaitych trójpraw, są ich rozszerzeniem, rozbudowanym w miarę rozwoju społeczności.Te pięć kategorii organizuje się w spójne systemy. Koneczny kładł duży nacisk na konieczność współmierności. Uważał ją za jeden z najważniejszych warunków pomyślnego rozwoju społeczeństw. Pogląd swój oparł na następującym rozumowaniu. Nieskończona jest ilość kombinacji w obrębie kategorii QU. Od czego zatem zależy, aby te kombinacje składały się tak, żeby mogło się wytworzyć zrzeszenie zdolne do rozwoju?[20][21] „Czy mogłoby rozwijać się i kwitnąć zrzeszenie, w którem panowałyby rozmaite a wykluczające się wzajemnie poglądy na moralność, a w konsekwencji pojawiłaby się niezgodność poglądów na sprawiedliwość, na wychowanie dzieci, (…) wreszcie na wzajemny stosunek płci i na samą istotę rodziny? Gdzie w takich zasadniczych zagadnieniach rozłam, cóż to za zrzeszanie się? Chyba po to, żeby się nawzajem wytępić? (…) Jeżeli życie zbiorowe ma być trwałe i skuteczne, musi zachodzić współmierność struktury zrzeszenia, to znaczy, że pomyślność zrzeszenia jest tym większa, im bardziej członkowie tegoż trzymają się jednakowej metody w urządzaniu życia.”[21][22] W przeciwnym wypadku (tzn. przy współmierności częściowej), gdy pewne dziedziny życia są urządzone wg jednej metody, a inne wg drugiej, to w takim społeczeństwie upada kultura czynu „zrzeszeni nie zdołają się zdobyć na żaden czyn rozumny”[22][23] (nie mogą dojść do wspólnego jasnego celu). Te rozwiązania w pojedynkę, w osobnych społecznościach mogą występować, ale naraz w jednym żadną miarą! Z tego wynika jedno z fundamentalnych praw dziejowych wysnutych przez Konecznego, że „nie można być cywilizowanym na dwa sposoby”[23][24], bo byłaby to swoista schizofrenia. Natomiast „w życiu najlepiej urządzonym panuje harmonia wszystkich pięciu kategorii”[24][25] To, jak dane społeczeństwo rozumie zło, dobro, prawdę, jakie ma pojęcia o zdrowiu i dobrobycie, co podoba się lub nie jego członkom, określa po prostu jak ta społeczność żyje, jaka jest jej metoda i ustrój. Taki kompletny i jednorodny system pojmowania kategorii QU Koneczny nazywa cywilizacją. „Cywilizacja – to suma wszystkiego, co pewnemu odłamowi ludzkości jest wspólne; a zarazem suma tego wszystkiego , czem się taki odłam różni od innych. (…)  Cywilizacja jest to metoda ustroju życia zbiorowego.”[25][26] Koneczny wyróżnia siedem historycznych (dużych) cywilizacji: chińska, arabska, turańska, żydowska, bramińska, bizantyńska i łacińska. Następnie analizuje, jakie czynniki mogły doprowadzić do takiego zróżnicowania wśród ludzi. Odrzuca rasę jako taki czynnik.[26][27] Język też[27][28] (jako czynnik główny), ale stwierdza, że język jest narzędziem, od niego zależy szczebel cywilizacyjny (subtelniejszy język jest bardziej zdatny do wyrażania pojęć abstrakcyjnych).[28][29] Wpływ religii na cywilizację jest bardziej skomplikowany. Religia stwarza cywilizacje, gdy jej prawodawstwo sakralne obejmuje dziedziny pięciu kategorii bytu (np. cyw. żydowska i bramińska). Buddyzm w ogóle nie ingeruje w świat (uznając go za niegodny zainteresowania), przystosowuje się do cywilizacji otoczenia.[29][30] Chrześcijaństwo zsakralizowało tylko jedną dziedzinę – małżeństwo. Katolicyzm i Prawosławie zbliżone dogmatycznie, lecz między krajami, gdzie dominują, istnieje ogromna przepaść cywilizacyjna. Kościół Katolicki gdziekolwiek się pojawił, domagał się: monogamicznego i nierozerwalnego małżeństwa oraz swojej całkowitej niezależności od państwa.[30][31] Bizantynizm i Nestorianizm nie uznawały ostatniego postulatu.[31][32] Katolicyzm domagając się ponadto przejęcia przez państwowe sądownictwo zemsty rodowej był czynnikiem państwowotwórczym.[32][33] Cywilizacja łacińska ukształtowała się na chrześcijańskim katechizmie i na trwałych zdobyczach filozofii i kultury starożytnych. Wszystkie cywilizacje zachowujące warunek współmierności są zdatne do trwania. Jednak Koneczny nie traktuje wszystkich cywilizacji na jednakowym poziomie – istnieje hierarchia. Historią rządzą abstrakty, siły duchowe mają prymat nad materialnymi. W samym ustroju społeczności tkwią pewne ograniczenia, bez ich przezwyciężenia nie można wznieść się na wyższy poziom rozwoju np. żadne zrzeszenie poligamiczne nie zdołało zarzucić ustroju rodowego.[33][34] Systematyka Konecznego oparta jest na czterech czynnikach. O poziomie danej cywilizacji świadczy to, jak dane zagadnie jest rozwiązane (jeżeli w ogóle występują problemy tego typu). Pierwszym kryterium jest postawa wobec czasu – jego opanowanie. „Opanowanie przestrzeni rozwija inteligencje, opanowanie zaś czasu pociąga za sobą postęp moralny”[34][35] Oznaczając sobie terminy zobowiązujemy się do ich przestrzegania, ograniczamy własną swobodę co jest niezbędne dla rozwoju cnót społecznych. Drugim kryterium jest stosunek między prawem publicznym a prywatnym. Wiele państw, zwłaszcza w cywilizacji turańskiej, opiera się na prawie prywatnym panującego, jako właściciela wszystkiego i wszystkich. W bizantynizmie natomiast wszystko było przejawem państwowości. Społeczeństwu wolno było cokolwiek robić o ile państwo na to zezwoliło. Aby mógł istnieć wzajemny stosunek państwa i społeczeństwa, musi istnieć organizacja społeczna. Społeczność staje się społeczeństwem przy odpowiednim zróżnicowaniu (wykształceniu różnych warstw i struktur).[35][36] To wystąpiło tylko w cywilizacji łacińskiej, czyli w tych społeczeństwach, które zostały „wychowane” przez Kościół. Trzecim kryterium jest zagadnienie źródeł prawa. Etyka jest wcześniejsza od prawa. Prawo w pierwotnych zrzeszeniach nadawało sankcje uznanym postulatom etycznym (prawo aposterioryczne). Prawo sztuczne pragnęło urządzić społeczeństwo wg innych, nowych pojęć (prawo aprioryczne). [36][37] Koneczny zauważa, że bezetyczność w życiu publicznym panuje w tych cywilizacjach, w których państwo nie jest oparte na społeczeństwie i w których prawem jest wola władcy (turańska, bizantyńska)[37][38] Cywilizacja łacińska nie tworzyła sobie własnej etyki, lecz uznała za swoją etykę katolicką. Ostatnim kryterium jest występowanie poczucia narodowego, występuje ono tylko w cywilizacji łacińskiej. W bizantynizmie jest tylko wspólny język urzędowy i poczucie państwowo-legalistyczne (wśród biurokracji). Ludy w cywilizacji turańskiej łączą się na zasadzie wojskowej zjednoczeni osobą wodza. Wg Konecznego historia nie może mieć praw analogicznych do praw fizycznych czy biologicznych.[38][39] W historii nie występuje żaden rytm ani cykl. Kluczem do historii jest zrozumienie walk między cywilizacjami, bo syntezy są niemożliwe.[39][40] Możliwe są tylko mechaniczne mieszanki, ale wtedy zwycięża ta o niższym poziomie[40][41] (wyższe są trudniejsze, bardziej wymagające i nie wytrzymują konkurencji). Zróżnicowanie sposobów życia ludzkiego spowodowane jest posiadaniem przez tych ludzi różnych koncepcji i zapatrywań. Poglądy te, zastosowane w praktyce dają różnorakie metody ustroju życia zbiorowego – cywilizacje. W ustrojach tych widać wyraźnie hierarchię, bo nie wszystkie przekonania są zgodne z ludzką naturą zatem nie gwarantują prawidłowego rozwoju ludzkich społeczności. Historią rządzą abstrakty, kto posiadł ich więcej i im były one trafniejsze, tym osiągnął wyższy poziom rozwoju. Filozofia cywilizacji mówi, że istnieją spójne programy zagospodarowania całego życia ludzkich społeczeństw, i istnieją ich realizacje w postaci konkretnych metod życia. Dzieje w takim systemie są rozumiane jako wzajemne oddziaływanie, walka i przenikanie tych programów wśród ludzi. Brak jest jakiejkolwiek determinacji. Za którym systemem opowiedzą się społeczeństwa zadecydują wybory poszczególnych ich członków. Muszą natomiast w wyborze być konsekwentni, bo nie można być cywilizowanym na dwa sposoby.

—

    [1][2] Feliks Koneczny, „O wielości cywilizacji”, Kraków 1935, s. 10.

    [2][3] Tamże, s. 46.

    [3][4] Feliks Koneczny, „Prawa dziejowe”, Wydawnictwo Towarzystwa im. Romana Dmowskiego, Londyn 1982, t.1, s. 16.

    [4][5] „O wielości cywilizacji”, dz. cyt., s. 133-134.

    [5][6] Tamże, s. 153.

    [6][7] Tamże.

    [7][8] Tamże, s. 95.

    [8][9] Tamże, s.116.

    [9][10] Tamże, s. 125.

    [10][11] Tamże, s. 93.

    [11][12] Tamże, s. 134.

    [12][13] Tamże, s. 139.

    [13][14] Antoni Hilckman, „Wschód i zachód”, w: Dodatek do Feliks Koneczny, „O Ład  w historii”, Londyn 1977, s. 91.

    [14][15] „O wielości cywilizacji”, dz. cyt. s. 10.

    [15][16] A. Hilckman, dz.cyt. s. 93.

    [16][17] „O wielości cywilizacji”, dz. cyt. s. 158.

    [17][18] Tamże, s.157.

    [18][19] Tamże, s. 139.

    [19][20] Tamże, s. 152.

    [20][21] Tamże, s. 145.

    [21][22] Tamże, s. 147.

    [22][23] Tamże.

    [23][24] „Prawa dziejowe”, dz. cyt. s.17.

    [24][25] „O wielości cywilizacji”, dz. cyt. s. 138.

    [25][26] Tamże, s. 154.

    [26][27] Tamże, s. 167-204.

    [27][28] Tamże, s. 205-235.

    [28][29] Tamże, s. 233.

    [29][30] Tamże, s. 255.

    [30][31] A. Hilckman, dz. cyt. s. 96.

    [31][32] Tamże s.98

    [32][33] Feliks Koneczny, „Kościół jako polityczny wychowawca narodów”, Instytut Narodowy im. Romana Dmowskiego, s. 2.

    [33][34] A. Hilckman, dz. cyt. s. 91

    [34][35] Tamże, s. 99.

    [35][36] „O wielości cywilizacji”, dz. cyt. s. 289.

    [36][37] Tamże, s.140.

    [37][38] Tamże, s. 299.

    [38][39] A. Hilckman, dz. cyt. s.102

    [39][40] „Prawa Dziejowe”, dz. cyt. s.  95-121.

    [40][41] Tamże, s. 163-192.

Oceń tę pracę

Zabójstwo Rasputina

Zabójstwo Rasputina „nie mogło zmienić biegu historii” – z nim lub bez niego – „Rosja carska nie będzie w stanie sprostać atakowi ze strony tych sił społecznych, które z arystokracją nie miały i nie chciały mieć nic wspólnego”. W komentarzach: „Podkreślano też czasem, że dużo stracił na tym sam Mikołaj II, jako że różne błędne pociągnięcia dawniej przypisywano wpływom Rasputina, a od połowy grudnia 1916 nie można już było chować się za tym parawanem”. W tym czasie wzrosła także znaczenie rola Protopopowa[1].

Jego nominacja na min. spr. wewn. 20 XII 1916 r. wywołała niemałą burzę, szczególnie w Dumie. Niektórzy sugerowali, że był to „wstępny krok przy wchodzeniu na platformę zaufania społecznego. Nawet Mikołaj II pozwolił sobie na sprecyzowanie takiej aluzji w rozmowie z ambasadorem angielskim…” Objąwszy stanowisko Protopopow „już się nie cofnie”. Nie ustąpił pomimo „aktów i gróźb”, choroby – co gorsze – „w obliczu katastrofy już tak jasnej jak niebo rozwarte błyskawicami, jeszcze zapewniał carową, że do niczego nie dopuści, wszystko zdławi, każdą sytuację opanuje. Może rzeczywiście uwierzył w swoją misję ocalenia monarchistycznej Rosji”. „Pisząc o tym, trzeba jeszcze raz podkreślić: mógł uwierzyć Protopopow, może czasem carowa, ale już nie car. Mikołaj II nie usunął Protopopowa mimo nacisku i namów, ale za „zbawcę samowładztwa” go chyba nie uważał”[2].

Tym bardziej, że nowemu ministrowi nic nie wychodziło „na nowym stanowisku”. Dowodem może być próba poznania nastrojów armii. Jego resort nie mógł sam nic w tej sprawie zrobić, gdyż te zagadnienia podlegały władzą wojskowym. „Protopopow rozmawiał o tym z Mikołajem II, który pokazywał mu resorty dowództwa wojskowego, wszystkie pozytywne i uspakajające. Minister miał wprawdzie wątpliwości i kilkakrotnie podobno dawał im wyraz, nie tylko przed carem, ale bez rezultatu”[3].

Wspomina także autor książki o różnego rodzaju koncepcjach, deklaracjach, programach nadsyłanych do cara, których autorzy, z kręgów monarchistycznych, sugerowali najróżniejsze zmiany w celu naprawy sytuacji. Napływały także telegramy i adresy wiernopoddańcze, „które tylko komplikowały sytuację caratu, stwarzając iluzję masowego poparcia polityki rządu”. „W literaturze spotkać można twierdzenia, że to Protopopow” sam organizował takie kampanie[4].

Choć po zabójstwie Rasputina działał on „przez pewien czas energicznie, jak nigdy”, to szczególnie na początku roku 1917 w czasie audiencji różne osoby naciskały na cara, aby się go pozbył, m.in. Pokrawski, Golicyn, a nawet sam ambasador angielski Buchanan[5].

—

[1] Tamże, s. 257-258.

[2] Tamże, s. 266-268.

[3] Tamże, s. 274.

[4] Tamże, s. 276-280.

[5]    Tamże, s. 282-283.

Oceń tę pracę