Historia Wielkiej Brytanii – Odejście Rzymian

Często przyjmuje się za kres panowania rzymskiego w Brytanii dokładnie jeden moment- rok 407- wycofanie legionów rzymskich na kontynent . Miało to być spowodowane stałym, trwającym od połowy IV wieku, zagrożeniem całego imperium najazdami plemion barbarzyńskich. Także Brytania nie była wolna od tego zagrożenia. Gdy plemiona Piktów przełamywały Wał Hadriana, Szkoci z Irlandii napadali na zachodnie wybrzeże brytyjskie, piraci sascy wzmagali swoje napaści na południowe i wschodnie części wyspy. Cesarstwo zaabsorbowane zagrożeniem nad Dunajem i Renem, nie mogło zapewnić obrony prowincji położonej „na zewnątrz świata” . Przeciwnie, obrona wyspy została osłabiona poprzez rozkaz przeniesienia na kontynent legionów potrzebnych do walki z Gotami. Ale tylko jeden legion został wycofany z wyspy na bezpośredni rozkaz ówczesnego głównodowodzącego armii rzymskiej- Stylichona. Było to prawdopodobnie w 402 lub w 403 roku. Nie jest jednak pewne czy ewakuacja wojsk była całkowita. Nie ma pewności, że Brytania w tym momencie całkowicie „odpadła” od Imperium Rzymskiego.

Wydaje się, że równie poważnym problemem dla Brytanii w tym momencie nie było zagrożenie Rzymu ze strony barbarzyńców, ale właśnie ambicje uzurpatorów brytyjskich bądź stacjonujących w Brytanii, którzy przy pomocy swoich legionów połączonych z wojskami galijskimi chcieli po prostu uzyskać władzę albo na całym cesarstwem, albo nad jego znaczną częścią.
Bardzo ważnym problemem związanym ze sprawą wycofania legionów z Brytanii jest pytanie, czy wyspa pozostała poprzez takie działania dowódców rzymskich zupełnie bez obrony?
Trzeba tutaj zwrócić uwagę na skład etniczny legionów brytyjskich. Już dużo wcześniej zdano sobie sprawę, iż z powodu dużej odległości, Rzym nie będzie w stanie utrzymywać i stale uzupełniać swoich sił wojskowych, jeśli nie sięgnie po żołnierzy z krajów bliższych Brytanii. Tak więc w składzie wojsk na wyspie znaleźli się rekruci z Galii, Hiszpanii, dorzecza Renu i Dunaju. Także z biegiem czasu wojska zasilała ludność miejscowa i stanowiła ich coraz większą część. O militarnych zdolnościach ludności celtyckiej świadczy fakt, że skutecznie broniła ona, głównie zachodniego wybrzeża, przed irlandzkimi najazdami, a także to, że długo jeszcze po wycofaniu wojsk rzymskich odpierała próby podboju zachodnich części wyspy (przede wszystkim Walii) przez Anglosasów .
Tak więc wojsko, które pozostało na wyspie w tym czasie, okrzyknęło cezarem Konstantyna, swojego naczelnego dowódcę. Ten umocnił swoją pozycję, ale nie pozostał w Brytanii, lecz wzorem innych uzurpatorów liczył na zdobycie władzy w całym imperium. Wyruszył więc z ostatnimi już regularnymi wojskami na kontynent, do Galii, gdzie oczekiwał poparcia tamtejszych legionów w walce z aktualnym cesarzem Honoriuszem. Walkę tę jednak przegrał, poddał się i został stracony w Rawennie.

Brytowie nie mieli powodu do zadowolenia, gdyż imperator, którego oni sami obwołali, sprzeniewierzył ich interesy i opuścił ich. Zmuszeni zostali zwrócić się do cesarza Honoriusza o pomoc w obronie wyspy. Lecz w 410 roku Honoriusz nie mógł im pomóc, Alaryk maszerował na Rzym, Stylichon, główny filar obrony zachodniego cesarstwa stracił swoją pozycję i swoje życie. Brytowie musieli sami zadbać o swoje bezpieczeństwo. Od roku 410 Brytania przestała być częścią imperium rzymskiego. Choć jeszcze długo ówcześni pisarze z kontynentu traktowali wyspę jako składnik imperium, jak na przykład Prosper Tiro, który pokazał, że Brytania w latach 422-432 wciąż była nazywana „ rzymską wyspą”, lecz często jako przeciwwaga dla „barbarzyńskiej” Irlandii. Nie ma wątpliwości co do kontynuacji „rzymskości” na wyspie, lecz przerwana została w ten sposób rzymska administracja.

Dokładnie te wydarzenia sprawiły, że Brytania została „odcięta” od centrum imperium. Komunikacja między wyspą a kontynentem została przerwana, a rzymska władza utrzymywała się właściwie tylko na południowym wschodzie wyspy. Od tego momentu zaczął się nowy etap w historii Brytanii- okres anglosaski lub staroangielski . Udokumentowanie tego okresu, a w szczególności jego początków, poprzez źródła pisane jest niezmiernie trudne. Źródła do dziejów Brytanii są niezwykle skąpe i jednocześnie niezwykle trudne do interpretacji . Właśnie przez te trudności okres ten nazywany jest czasem „wiekami ciemności” (The Dark Ages).

Zanim jednak doszło do całkowitego opanowania wyspy przez ludy germańskie i osiedlenia się nowych przybyszów, po opuszczeniu wyspy przez wojska rzymskie nastąpił krótki okres samodzielnego „rządzenia się” przez, pozostałych bez nadzoru rzymskiego, pierwszych, a więc celtyckich, mieszkańców wyspy. Aby mówić o momencie przybycia Anglosasów do Brytanii należy przede wszystkim opisać, choć pokrótce, sytuację jaka zaistniała na wyspie po odejściu Rzymian oraz jakie przyczyny spowodowały, że plemiona anglosaskie w jednym momencie zdecydowały się na wyruszenie do Brytanii i podbój tych ziem w celu osiedlenia się tam.

Od momentu odejścia legionów ( rok 407), aż do połowy V wieku nastąpił krótki okres „niepodległości” celtyckiej. Między Brytanią rzymską a początkami Brytanii anglosaskiej rozciąga się okres, który nie był okresem chaosu i bezwładu ( jakby się mogło wydawać po opuszczeniu tych ziem przez sprawnych administratorów jakimi byli Rzymianie). Dzieje tego okresu, jak i samych początków osadnictwa anglosaskiego są niezwykle skomplikowane . Z tym okresem związany jest także spór o to, jak wiele pozostało w Brytanii z czasów panowania rzymskiego . Pewne jest to, że przywrócona została część dawnych tradycji i wartości celtyckich, ale na pewno w połączeniu z tym, co zostało trwałego z dorobku cywilizacyjnego okresu rzymskiego. Przede wszystkim to co było najbardziej trwałe i co miało największy wpływ na dalszą historię, także tę „anglosaską”, a więc chrześcijaństwo, które nie pozwoliło na powrót starej religii celtyckiej. Także znajomość łaciny pozwalała „zatrzymać” ciągłość kultury łacińskiej, a także ułatwiła wytworzenie się rodzimej elity intelektualnej na wyspie (późniejsi kronikarze i historiografowie, choć często pochodzenia celtyckiego, przejęli wzory z kultury łacińskiej).

Także Anglosasi ulegli wpływom tej kultury. Często krytycznie ocenia się poziom przybyszów wyżej stawiając zromanizowanych Brytów. A jednak w wielu dziedzinach przewyższali wyspiarzy, przede wszystkim w tych, związanych z wytapianiem i obróbką metali, a co za tym idzie z produkcją broni i narzędzi – to był pewnie sekret powodzenia inwazji. Z upływem czasu Anglosasi szybko się uczyli, powszechnie przyjęło się wśród nich chrześcijaństwo, to wszystko pozwoliło im przejąć „inicjatywę” cywilizacyjną.

Anglosascy przybysze nie napotkali na wyspie ludności jednolitej etnicznie. Jakkolwiek interesuje nas tutaj ta wielka migracja Anglosasów na wyspę w połowie V wieku i jej obraz w materiale źródłowym (o czym niżej), to należy przypomnieć, że nie był to początek ich obecności na wyspie. Germańscy najemnicy byli dużo wcześniej osadzani na wyspie, tworzyli osady wojskowe wzdłuż Wybrzeża Saksońskiego, aż na północ do okolic Eboracum (Yorku). Okres osiedlania się germańskich foederati w jeszcze rzymskiej Brytanii był najbardziej nasilony w IV wieku, a kulminację osiągnął w połowie V wieku w postaci zorganizowanego najazdu i podboju.


prezentację tej pracy magisterskiej będziemy jeszcze kontynuować…

Oceń tę pracę

Anglo-Saxon Chronicles

„Kroniki Anglosaskie” są jednym z najistotniejszych źródeł do badania dziejów Anglosasów na Wyspach Brytyjskich.

5.1. Czas powstania i autorzy dzieła

Anglo-Saxon Chronicle powstała za panowania Alfreda, króla Wessex (849-899). Wyjątkowo zgodnie jest ono oceniane jako najbardziej godne uwagi z bogatego dorobku pozostawionego przez Alfreda.
Nie jest przesadne twierdzenie, że chlubą okresu panowania Alfreda był sam Alfred . Łączył on w sobie władcę, żołnierza, prawodawcę i uczonego. Sprawował władzę w okresie nieustannych wojen z najeźdźcami- duńskimi i norweskimi Wikingami, ale udało mu się uratować kraj od całkowitego zalewu zaborczych Duńczyków.

Wielkie zasługi poczynił przede wszystkim do zachowania prawa, nauki i sztuki w kraju od kilkudziesięciu lat łupionym przez Wikingów. Kultura, na przykład Northumbrii (gdzie nauczał Beda), została zniszczona przez najazdy. Upadek był tak dotkliwy, że sam Alfred miał się wyrazić, iż w całym jego królestwie nie można znaleźć ani jednego uczonego, który by potrafił czytać łacińskie księgi liturgiczne.

Dlatego też Alfred zaczął sprowadzać z kontynentu uczonych do rozwijających się klasztorów, potrzeba było bowiem kompetentnych nauczycieli, sam także zaczął tłumaczyć dzieła łacińskie na język anglosaski, dokładnie na dialekt Wessexu.
Pierwszą jego przetłumaczoną księgą jest „Cura Pastoralis” napisanej w VI wieku przez Grzegorza Wielkiego. Być może dlatego, że było ono pomyślane jako swego rodzaju przewodnik kapłana, a więc było najlepszym podręcznikiem dla kleru, którego zadaniem było odbudowanie nauki na wyspie.

Alfred nie tylko dokonywał tłumaczeń, ale także podejmował się opracowywania dzieł. Dokonał tego w przypadku traktatu Pawła Orozjusza z V wieku- „Historia adversus Paganos”. Pominął on wątek polemiczny dzieła, lecz zachował wiadomości historyczne i geograficzne, ale dołożył wiele cennych dodatków; włączył pochodzące od samych podróżników opisy wypraw Ohthere’a i Wulfstana, którzy opłynęli Bałtyk i dotarli aż na Morze Białe.

Alfred pokusił się także o skrócone tłumaczenie „Historia ecclesiastica gentis Anglorum” Bedy, a także opracowanie „De consolatione philosophiae” Boecjusza. Alfred dokonał właściwie parafrazy dzieła poszerzając tekst o własne wierszowane modlitwy. Dokonał także przekładu „Soliloquiów” świętego Augustyna.

Być może Alfred, w toku wszystkich królewskich spraw nie był w stanie przetłumaczyć wszystkich tych obszernych dzieł. Zakłada się więc, iż większość tych przekładów wykonał zespół translatorów z najbliższego otoczenia króla, ale z pewnością ściśle z nim współpracujący, dokonujący poprawek zgodnie z jego wskazówkami.

Jednak jednym z najistotniejszych, tym razem nie translatorskich, lecz najzupełniej oryginalnych przedsięwzięć króla Alfreda, jest zapoczątkowanie Kroniki.

„Kronika Anglosaska” jest pierwszym wielkim dziełem prozy angielskiej, za najlepsze są uważane jej partie najwcześniejsze, dotyczące czasów Alfreda i prawdopodobnie jego ręką spisane. Mimo to styl całej kroniki jest różnorodny, ale wojny duńskie zrelacjonowane są w bardzo przejrzysty sposób, a pisarze tworzący kronikę od czasów Alfreda aż do podboju normańskiego zachowali bezpośredni i prosty styl. Opis lat 893-897 obejmujący zmagania z Duńczykami w południowej Anglii uchodzi za arcydzieło narracji historycznej. Wszystko to za sprawą żywego języka saskiego, w którym została ona spisana . Kronika jest niezmiernie cenna jako pierwsza spisana w sposób ciągły historia jednego kraju w jego własnym języku.
W niektórych klasztorach zapisywano od czasu do czasu najważniejsze wydarzenia, ale dopiero dzięki poleceniu Alfreda powstał pierwszy systematyczny przegląd ważniejszych zapisów oraz szerszy zarys historii przede wszystkim zachodniosaskiej.
Kronika w ostatecznej postaci nie jest dziełem jednolitym, jest złożone z kilku wersji rękopiśmiennych. Pierwotne jądro powstało w Winchester i dociera do roku 892, potem urywa się pierwszy charakter pisma; można przypuszczać, iż nad tym fragmentem pieczę sprawował sam Alfred.

Tak więc swój początek Kronika bierze pod koniec IX wieku, jako odbicie w dążeniu do odrodzenia nauki, ale i świadomości anglosaskiej za panowania Alfreda. Dwunastowieczny anglonormański kronikarz zanotował, że Alfred kazał pisać księgę w języku angielskim o prawach, o wydarzeniach, o bitwach i o królach, którzy toczyli wojny.

Choć jest też wysoce prawdopodobne, że Kronika mogła nie być osobiście inspirowana przez króla. Nie ma wątpliwości, że powstała w południowo-zachodniej części wyspy. Cały dokument został skomponowany na podstawie wielu różnych źródeł informacji. Podziw dla twórców Kroniki wzrasta, gdy uświadomimy sobie z jak szerokiej gamy różnorodnych źródeł korzystali, aby połączyć mnóstwo rozproszonych elementów tradycji dotyczących historii wyspy.

Kronika jest kolekcją między innymi; genealogii królów, listów i fragmentów pism ludzi Kościoła, wreszcie całej serii roczników spisanych na wyspie. Rozpoczyna się od momentu inwazji Juliusza Cezara na Brytanię, dalej daje krótki przegląd wydarzeń na świecie, aż do wstąpienia na tron Marcjana i Walentyniana III. Dalej zapiski Kroniki stają się oryginalnym zapisem wszystkich wiadomości jakie kompilatorzy zebrali o anglosaskim podboju Kentu, Sussex i Wessex. Z pewnością opierali się oni na „Historia ecclesiastica gentis Anglorum” Bedy, ale także na rocznikach z Wessex prowadzonych od podboju aż do połowy VIII wieku. Były one prowadzone prawdopodobnie w języku łacińskim, na wskazują błędy w tłumaczeniu na język anglosaski.

Dalszy materiał ma już bardziej „nierówny” charakter. Jest spisywany na podstawie różnych , czasem nawet kontynentalnych źródeł. Treść Kroniki od czasów Alfreda zachowała się w kilku manuskryptach, które w poważnym stopniu różnią się od siebie. Te różne wersje powstały lub były zmieniane lub uzupełniane przez różnych autorów i w różnych miejscach wyspy. Zgodnie z wolą Alfreda kopie ważnych dokumentów były przechowywane w różnych miejscach dla większego bezpieczeństwa. Archiwa znajdowały się w przy katedrach i w klasztorach, dlatego też Kronika krążyła po różnych miejscach będących centrami nauki lub regionalnymi ośrodkami władzy. Dlatego też, przy kopiowaniu ksiąg Kroniki, była ona często uzupełniana lokalnymi informacjami. Tak więc dzieło, które prosto nazywa się Kroniką Anglosaską, nie jest jednolitym tekstem, lecz zbiorem indywidualnych tekstów mających wspólne jądro, lecz lokalne wariacje.

Tak więc Kronika dotrwała do naszych czasów w siedmiu wersjach. Najważniejsza powstała w Peterborough i doprowadzona została aż do końca panowania króla Stefana w roku 1154. Pozostałe zanikły wcześniej, w latach 1100, 1110, 1121, 1130, a pod wpływem normandzkim wprowadziły teksty dwujęzyczne lub całkowicie przeszły na łacinę.

5.2. Adventus Saxonum w Kronice Anglosaskiej

Ze strony anglosaskich przybyszów nie zachowały się żadne współczesne najazdowi źródła, a to dlatego, że byli oni po prostu niepiśmienni. Wydaje się, że w Kronice znalazły się roczniki przyłączone do dat z V i VI wieku, które dają zarys historii osadnictwa w Kent, Sussex i Wessex, jednak ich badania przynoszą wiele wątpliwości, czy można w pełni je uznać za współczesne z momentem przybycia Anglosasów na wyspę. Roczniki te zawierały zachowane przez wiele pokoleń główne wątki tradycji ( często bardzo niepewnej, przekazanej ustnie; grupy różnych wydarzeń wyjęte z sag rodzin królewskich ) rozpięte na ramie zbudowanej z rocznych dat .

449. W tym roku Marcjan i Walentynian zasiedli na tronie i rządzili siedem lat. I w tych dniach Hengist i Horsa, zaproszeni przez Vortigerna- króla Brytów, znaleźli miejsce do lądowania w Brytanii, które nazywa się Ebba’s Creek., początkowo aby pomóc Brytom, lecz później walczyli przeciw nim. Król przykazał im walczyć przeciw Piktom i oni to uczynili i odnosili zwycięstwa gdziekolwiek się udali. Wysłali do Angeln po większą liczbę wojowników do pomocy, i aby opowiedzieli o bezsilności Brytów i o bogactwie kraju. Wtedy więc przysłano im większą pomoc.

Owi wojownicy przybyli z trzech plemion germańskich: ze Starej Saksonii [Old Saxons], z Anglów, z Jutów. Z Jutów pochodzą mieszkańcy Kentu i Wyspy Wight oraz mieszkańcy Wessex, których wciąż nazywa się plemieniem Jutów. Ze Starej Saxonii [Old Saxons] przybyli Wschodni Sasi [East Saxons] , Południowi Sasi [South Saxons] i Zachodni Sasi [West Saxons]. Z Angeln, krainy która pozostaje niezamieszkana, przybyli Wschodni Anglowie [East Angles], Środkowi Anglowie [Middle Angles], mieszkańcy Mercji i wszyscy mieszkańcy Northumbrii .

Sześć lat później, jak to jest wzmiankowane w Kronice, Horsa został zabity w bitwie, Hengist wraz z synem imieniem Oisc „zdobyli” królestwo. W 467 roku Hengist z synem walczyli z Brytami, wtedy Brytowie opuścili Kent i w wielkim strachu udali się do Londynu. Później następują wzmianki o kolejnych zbrojnych zmaganiach między Brytami, a dowódcami najeźdźców . Nic więcej nie jest wspomniane w Kronice o Hengiście, ale pod rokiem 488 znajduje się wzmianka o tym, że Oisc został królem w Kent i sprawował rządy przez 24 lata .

Jak wyraźnie widać krótkie wzmianki w Kronice pokrywają się z wcześniejszymi opisami, głównie Bedy. Po początkowym roku 449 wszystkie kolejne daty przyporządkowane do tych wydarzeń wydają się jednak bardzo niepewne, wszystko dlatego, że annaliści pisali blisko trzysta lat po wojnach toczonych przez Vortigerna i Hengista. Ale nie ma powodu wątpić, iż są one zgodne z autentyczną tradycją tych wojen. O tym, że wzmianki te muszą być starsze od momentu powstania Kroniki, t.j. IX wieku, świadczą niezmiernie trudne do identyfikacji nazwy miejscowe w nich zawarte (przykładowo- Ebba’s Creek to w oryginale Ypwines fleot ) .

Tak więc te lakoniczne wzmianki Anglo-Saxon Chronicles dotyczące przybycia Anglosasów, zebrane razem w jedną formę pod koniec IX wieku, pochodzą głównie z dzieła Bedy. Zawierają jednak topograficzne szczegóły bitew między najeźdźcami a Brytami, kilka z nich pochodzi z dawnych sag, bez wątpienia także z Kentu .

Przytoczony wyżej fragment dotyczy najazdu plemion germańskich początkowo tylko na ziemie Kentu. Niezmierne cenne dla badaczy jest to, że Kronika przynosi bowiem szczegóły dotyczące także innych rejonów wyspy, głównie Sussex i Wessex. Mimo sporych luk w chronologii wypadków jest to bezcenne źródło do odtworzenia przebiegu penetracji wyspy, jak i ostatecznego osiedlenia się przybyszów i utworzenia nowych królestw w Brytanii.

6. Inne źródła

Próba określenia dokładnej daty Adventus Saxonum może wydawać się niezbyt istotna, ponieważ miało to miejsce w dobie wielkiej wędrówki ludów w całej Europie. Na całym kontynencie przemieszczały się plemiona, a najazdy na Wyspy Brytyjskie były tylko jedną ich częścią.

Jednak data ta nie określa pierwszego barbarzyńskiego rajdu na Wyspy, te miały miejsce już dużo wcześniej niż w V wieku, ale była to pierwsza tak poważna wyprawa, która przyniosła ogromne efekty w postaci trwałego osadnictwa Germanów na Wyspie. Ta data wyznacza początek nowej epoki dla historii Wysp Brytyjskich.

Na podstawie omówionych wyżej źródeł nie można stwierdzić, w którym dokładnie roku Adventus Saxonum miało miejsce, jedynie można się pokusić o podanie przybliżonych dat.

Obecnie przede wszystkim odrzuca się błędne informacje, które przynosi w swej „Historii” Nenniusz. Przyjmuję się za bardziej rozsądną opinię Bedy, wahającą się między 446-7 a 450-55 rokiem. Twierdzenia Bedy potwierdza w pewnym stopniu Kronika Anglosaska, przypisująca to wydarzenie do momentu panowania Marcjana i Walentyniana III i umieszczająca je w roku 449.

Istnieją jednak jeszcze inne, bardzo istotne choć drobne, wzmianki mogące upewnić powyższe stwierdzenia.

Na kontynencie, w południowej Galii, powstały prawdopodobnie w tym samym czasie dwie kroniki, datujące niezbyt wyraźnie początek, lecz z pewnością zakończenie podboju saskiego w Brytanii.

Pierwsza pod rokiem 438-439 zapisała: „Brittaniae a Romanis amissae in dicionem Saxonum cedunt” . Kronika ta kończy się w roku 511.

Następna pod rokiem 441-442: „ Brittaniae usque ad hoc tempus variis cladibus eventibusque latae in dicionem Saxonum rediguntur”. Ta kronika kończy się w 452 roku.

Wydawać by się mogło, że te najbliższe wydarzeniom źródła powinny stać się najistotniejszym punktem rozważań i jednocześnie podważyć teorie Bedy, który mimo, iż ostrożny i uczony, żył blisko trzysta lat po najeździe. Ale owe krótkie wzmianki w kronikach należy dokładniej zanalizować. Do ostrożności przed bezkrytycznym ich przyjmowaniem zmusza precyzja określeń w tych wzmiankach. Autorzy pisząc „Brytania” musieli mieć na myśli całą prowincję, w znaczeniu –rzymską prowincję. W tych wzmiankach użyty został czas dokonany, a więc „Brytania znalazła się już pod saskim panowaniem”, lecz przecież wiadome jest, że Kornwalia nie została podbita aż do IX wieku, a większa część Walii pozostałą niezależna aż do czasów Edwarda I. Jakkolwiek powyższe wzmianki mogą zburzyć pewność co do daty, można jednak przyjąć także i te – lata między 438 a 442 rokiem – jako okres gdzie miały miejsce jakieś istotne etapy najazdu. Być może obroną tych kronik będzie właśnie to, iż powstały na kontynencie w sporej odległości od centrum opisywanych wydarzeń. Także może należy niezbyt dosłownie przyjmować to co zostało w nich dosłownie zapisane, lecz co chciały w tak lakonicznej formie wyrazić.

Kolejna dodatkową pomocą może być dla nas osoba świętego Germanusa i jego dwie misje do Brytanii, które odbył w dwukrotnie – w 429 i 447 roku. Gdy Germanus przybył po raz pierwszy powierzono mu zadanie tępienia herezji pelagiańskiej szerzącej się na wyspie, ale uczestniczył on także w synodzie w Verulamium. Fakt, że ów synod odbywał się bez zakłóceń, świadczy, że przynajmniej w tej części Brytanii panował pokój i nie była ona nękana najazdami Piktów ani Sasów. Podczas drugiej wizyty, jak wynika z dzieła Nenniusza, przybył by walczyć z poganinem – Vortigernem, królem który zaprosił Sasów do Brytanii, a teraz toczył z nimi wojny w obronie swojego kraju.

Oceń tę pracę

Gildas „De excidio et conquestu Britanniae”

Dzieło Gildasa zatytułowane „De excidio et conquestu Britanniae” ( „O za-gładzie i podboju Brytanii”) jest najstarszym zachowanym opisem zdarzeń dotyczą-cych ostatnich dziesięcioleci rzymskiej Brytanii i czasów, które nastąpiły po wycofa-niu rzymskich legionów z wyspy.
Nie zachowało się o Gildasie zbyt wiele informacji. Szczegóły jego życia przynoszą dwa żywoty spisane w XI i XII wieku przez zakonników dla upamiętnienia życia osoby kanonizowanej. Bardzo często święty Gildas określany jest przy-domkiem Sapientis (choć ten przydomek przy imieniu w tym okresie niekoniecznie wynikał z naturalnej mądrości, lecz wskazywał na ‘wysoko wykształconego człowieka’, osobę najczęściej stanu duchownego ), rzadziej Badonicus. Drugi przydo-mek pochodzi od jego prawdopodobnej daty urodzin, w dniu bitwy pod Mons Bado-nicus (Mount Badon), rzekomej dwunastej bitwy stoczonej przez legendarnego króla Artura. Datę urodzenia Gildasa ( rok ok. 516) przyjmuje się jako dość prawdopodobną, ponieważ on sam określił ją w swojej pracy („ (…) usque ad annum obsessionis Badonici montis, qui et meae nativitatis est.”) .
Gildas urodził się w Dumbarton (Alcluith) w Walii. Prawdopodobnie pocho-dził z królewskiego rodu . Część badaczy, wobec wielu wątpliwości co do jego pochodzenia, jest bardziej ostrożna i przyznaje tylko, że urodził się w Walii , część przyznaje mu szeroko rozumiane pochodzenie celtyckie nie lokalizując dokładnego miejsca pochodzenia , czasem ograniczające się do stwierdzenia, iż pochodzi on z zachodu wyspy . Pewna jest data jego śmierci w roku 570 .
Gildas był mnichem, a więc należał do wykształconej grupy społeczeństwa, jego zasługą miało być odrodzenie nauki i życia zakonnego w Brytanii. O ile bowiem uzyskany kiedyś przez ludy Brytanii dostęp do rzymskiej kultury ulegał stopniowemu osłabieniu, a zaczęły brać gorę cechy celtyckie, to religia chrześcijańska wręcz rozkwitała, głównie w Walii i Kornwalii. Wielką rolę odgrywały w nim zakony, a Gildas był uczniem i następcą sławnego nauczyciela- świętego Iltuta z południowej Walii, z Llanwit Major . Miało to ogromny wpływ na język pisarstwa Gildasa. Łacina, którą pisał była kwiecista, uznany został za mistrza patetycznej prozy łacińskiej. Jego elokwencja jest pełna temperamentu, ma ogromną zdolność w posługiwaniu się językiem biblijnym, cytaty z Biblii nie różnią się od jego własnych zdań.
Trudność sprawia także dokładne ustalenie daty powstania „De excidio”. Da-ty podawane w różnych opracowaniach są bardzo rozbieżne. Jest to związane także ze sposobem oceny charakteru dzieła. Część badaczy rozciąga okres powstawania dzieła na wiele lat VI wieku ( lata 525-550), traktując je jako luźny komentarz bieżących wydarzeń . Inni są bardziej precyzyjni; analizując opisane w nim fakty, przyjmują, że Gildas pisał po roku 516, a przed 547 . Inni „zaokrąglają” tę datę do roku „około” 540 . Wydaje się jednak pewne, że rokiem przed którym na pewno urywa się narracja, jest rok 547 .
Sporne jest też spojrzenie na dzieło Gildasa w kontekście jego formy literackiej. Gildas i jego praca bardzo często są stawiani w tym samym rzędzie co dzieła innych pisarzy- historyków VI wieku: Grzegorz z Tours i Jordanes . Ale jednocze-śnie większość dość zgodnie stwierdza, że nie jest ono kroniką historyczną. Jest ono traktatem umoralniającym, w którym wykorzystał Gildas pewne materiały historyczne w sposób świadomie tendencyjny. Dzieło jest formą prośby i jednocześnie gorzkiego wyrzutu. Wspanialsza jego część jest mozaiką cytatów z Pisma św., a historyczne informacje, które ono przynosi są prawie przypadkowe. Ważny jest tutaj cel jaki przyświecał autorowi. Wzywał on w swym traktacie, współczesnych mu wład-ców brytyjskich do żalu z powodu sytuacji w jakiej znalazła się Brytania . Ewidentnie jego traktat odnosi się do wydarzeń jemu współczesnych, nie jest on kroniką wydarzeń; nie opisuje momentu wycofania legionów rzymskich, sytuacji w Brytanii po „opuszczeniu” jej przez Rzym, zmasowanego najazdu Anglosasów w połowie V wieku. W czasach, gdy traktat ów powstawał trwał pochód plemion anglosaskich w głąb wyspy, Brytowie zostali częściowo zepchnięci na peryferie wyspy: do Walii, Kornwalii, Strathclyde i Szkocji, nie było już Imperium, istniało jedynie papiestwo, które mogło być także adresatem traktatu jako jedyne mogące pomóc chrześcijańskiej ludności wyspy nękanej przez pogańskich najeźdźców .
Jeszcze raz należy podkreślić, że nie jest to kronika historyczna. Część historyków lekceważy je i jego autora, uznając iż w rekonstrukcji wydarzeń nie należy na nim polegać. Gildas, według nich, prawi wszystkim kazania, więcej interesują go obyczaje i moralność lokalnych władców niż wypadki historyczne, a chronologia „nie jest jego mocną stroną”. Jeszcze inni doradzają daleko posunięty krytycyzm, ale uznają, iż jest to najistotniejsze źródło pomocne w odtworzeniu tamtych wydarzeń . Są też tacy, którzy bronią Gildasa pamiętając cały czas, że nie był on historykiem, pisał z pasją, a świat do którego adresował swoje pisarstwo był mały.
Najpozytywniej oceniony został przez historyków literatury, którzy docenili formę dzieła. Gildas wywodzi swoje morały z faktów historycznych i na ich tle jego oskarżenia nabierają ostrości.
Tekst Gildasa, jako jedno z nielicznych zachowanych źródeł do tamtej epoki, stał się podstawą większości informacji, jakie znajdą się we wszystkich późniejszych brytyjskich kronikach, pisanych zarówno przez Celtów (Nenniusz, Giraldus Cambrensis), jak i przez Anglosasów ( Beda, „Anglo-Saxon Chronicle”). Uzupełnili oni informacje przyniesione przez Gildasa za pomocą zachowanej tradycji, ale pisali w czasach dużo późniejszych niż odtwarzane wydarzenia. Dlatego też często omawiając dzieło Gildasa będziemy powoływać się na prace późniejsze. Jednak dzieło Gildasa pozostanie jedynym, które przynosi informacje „ z pierwszej ręki” .

Oceń tę pracę

Przybycie Anglosasów na Wyspy Brytyjskie w „Historia ecclesiastica gentis Anglorum” Bedy Wielebnego

Najważniejsze dzieło historyczne Bedy obejmuje okres między rokiem 60, a rokiem 731. Wbrew tytułowi, nie dotyczy wyłącznie historii kościelnej, lecz przeplatana jest faktami politycznymi. Całe dzieło jest spisane trzeźwym umysłem historyka- naukowca. Lecz także należy pamiętać, że był pod żywym wpływem politycznych wydarzeń swoich czasów. Jakkolwiek jest to dzieło niezmiernie przydatne do próby odtworzenia przebiegu najazdu anglosaskiego, jednak niestety powstało dwa wieki po erze najazdów. Także, mimo wielu przydatnych informacji dotyczących najazdów, a także historii anglosaskich królestw, które powstały na wyspie, Beda skupia się najbardziej nie na osadnictwie przybyszów, lecz na przebiegu nawracania królestw anglosaskich na chrześcijaństwo.

Na końcu swego dzieła umieścił Beda tabele chronologiczne będące podsumowaniem najważniejszych, według niego, wydarzeń. Niektóre można zweryfikować, są to między innymi dwa zaćmienia słońca, zanotował też dokładnie moment najazdu Alaryka na Rzym, koniec rzymskich „rządów” na wyspie, a także kilka niepewnych i niejasnych sygnałów dotyczących przybycia Anglów na wyspę. Niestety dla interesującego nas okresu najwcześniejszego osadnictwa Beda skoncentrował się nie na dokładnym datowaniu wydarzeń, lecz na w miarę pełnym ich zapisaniu[1].

Jest niestety bardzo niefortunnym, że Beda często odrzucał tradycję zdarzeń co do których nie mógł przypisać daty lub których okoliczności były niejasne. Lecz jemu zawdzięczać można uzupełnienie opisu przybycia Sasów na wyspę przechowaną przez Gildasa.

Do opisu Gildasa, który jak już zostało wspomniane, nie przedstawiał chronologii, Beda uzupełnia daty i stara się porządkować kolejność wydarzeń. Choć już wyżej udowodnione zostało, iż jest niemożliwe oczekiwać jednego, konkretnego roku, w którym miał miejsce najazd, który przyniósł trwałe osadnictwo najeźdźców na wyspach. Wiadomym jest, iż był to proces trwający w swoim natężeniu przez pewien okres czasu. Problem polega na tym, iż nie ma wątpliwości, że proces ten trwał w pierwszej połowie V wieku i osiągnął swój decydujący moment około roku 442, ale nawet dekadę później mógł być opisywany jako „Adventus Saxonum”[2]

Także Beda niejednoznacznie waha się w swojej ocenie- umieszcza te wydarzenia między latami 446-447, a także rozciąga je na kilka lat dalej, aż do okresu panowania Marcjana i Walentyniana III ( lata między 450 a 455 ). Tak więc Beda używa dwóch różnych dat, ale żadna nie daje jednoznacznej odpowiedzi.

Pierwszy okres- lata 446-447 oraz fakty, którymi się posiłkuje, aby je dokładnie sprecyzować, zaczerpnął niewątpliwie z dzieła Gildasa bazując przede wszystkim na wspominanym liście do konsula Aecjusza[3]. Wcześniej zamieścił Beda także, jakże podobny do Gildasa, opis sytuacji w Brytanii po odejściu rzymskich żołnierzy, kreśli taki sam obraz przerażających najazdów ludów z zachodu i z północy, braku pomocy ze strony Rzymian: „ Exin Britannia in parte Britonum omni armato milite, militaribus copiis universis, tota floridae iuventutis alacritate, spoliata, quae tyrannorum temeritate abducta nunquam ultra domum rediit, praedae tantum patuit, utpote omnis bellici usus prorsus ignara, denique subito duabus gentibus transmarinis vehementer saevis, Scotorum a circio, Pictorum ab aquilone, multos stupet gemitque per annos(…)”[4]. („ Od tego czasu południowa część Brytanii pozbawiona uzbrojonych żołnierzy, i całej swojej młodzieży, która została wyprowadzona przez nierozwagę tyranów i nigdy nie powrócili, została cała wystawiona na gwałt, będąca całkowicie nieświadoma jak używać broni. Po czym cierpiała przez wiele lat przez dwa dzikie narody; Szkotów z zachodu i Piktów z północy”)

Jakkolwiek Beda w wielu momentach opiera się na wiadomościach zaczerpniętych z Gildasa, należy jednak podkreślić ogromną różnicę jaka dzieli te dwa dzieła. Traktat Gildasa miał zupełnie inny cel, a wiadomości historyczne w nim zawarte miały na celu podkreślić moralną treść dzieła. Praca Bedy jest gruntownie przemyślaną kroniką historyczną opartą na bogatym materiale źródłowym. Kronikarską dbałość, ale i bardzo szerokie spojrzenie na historię nie tylko Wysp, ale i całego kontynentu pokazuje Beda właśnie w opisach najazdu obcych plemion na Wyspy.

Cytując, za Gildasem, fragment listu do Aecjusza skrupulatnie zaznacza, iż pełnił on konsulat wraz z Symmachem: „Anno autem regni eius vigesimo tertio Aetius, vir illustris, qui et patricius fuit, tertium cum Symmacho gessit consulatum”[5]. („W dwudziestym trzecim roku swojego panowania Aecjusz, sławna osoba, a także patrycjusz, dzielił urząd konsula wspólnie z Symmachem”).

Aecjusz nie mógł udzielić pomocy proszącym Brytom, ponieważ „był zaangażowany w najbardziej niebezpieczne wojny z Bledą i Attylą, królami Hunów”. („Necque haec tamen agentes quicquam ab illo auxilii imetrare quiverunt, utpote qui gravissimus eo tempore bellis cum Bledla et Attila, regibus Hunnorum, erat occupatus”)[6] .

Beda pisze dalej: „I chociaż rok wcześniej Bleda został zdradziecko zamordowany przez swego brata Attylę, Attyla teraz samodzielnie pozostał nieznośnym wrogiem Rzymu, zniszczył prawie całą Europę, nacierając i niszcząc zamki i miasta”. („Et quamvis, anno ante hunc proximo, Bledla Attilae fratris sui sit interemtus insidiis, Attila tamen ipse adeo intolerabilis reipublicae remansit hostis, ut totam pene Europam excisis invasisque civitatibus atque castellis, corroderet”)[7]. Świadczy ten opis o jego znakomitej znajomości wydarzeń nie tylko na swojej wyspie, lecz także na kontynencie. Kończąc ten rozdział wspomina głód, który zapanował w tym czasie w Konstantynopolu, plagi i zarazy, które dotknęły wiele miast, tysiące ludzi i bydło: „Quin et iisdem temporibus fames Constantionopolim invasit, nec mora, pestis secuta est, sed et plurimi eiusdem urbis muri cum quinquaginta septem turribus corruerunt, multis quoque civitatibus colapsis, fames et aerum pestifer odor plura hominum millia iumentorumque delevit.”[8]

W swoim dziele jeszcze kilka razy wymienia datę przybycia Sasów do Brytanii. Wspomina ten fakt w momencie opisywania misji świętego Augustyna na Wyspy Brytyjskie wysłanej przez papieża Grzegorza w roku 596. Beda pisze, że było to około 150 lat po przybyciu Germanów na wyspę, a Augustyn wyruszył właśnie do nich z misją głoszenia Słowa Bożego: „Qui [Gregorius] admonitus instinctu, adventus vero Anglorum in Britanniam anno circiter centisimo quinquagesimo, misit servum Dei Augutinum, et alios plures cum eo monachos timentes Dominum, praedicare verbum Dei Anglorum”[9].

W dalszej części jego dziejów Kościoła wśród Anglosasów ten moment stał się pewnego rodzaju odnośnikiem w chronologii: „Igitur accepit rex Edwinus cum cuntis gentis suae nobilibus ac plebe perplurima fide et lavacrum sancte regeneration, anno regni suo undecimo, qui est annus Dominicae incarnationis sexcentesimum vicesimum septimus, ab adventu vero Anglorum in Britanniam annus circiter centesimus octogesimus.”[10]. („ Król Edwin, zatem, wraz z całą szlachtą oraz z wielką liczbą ludu, przyjął wiarę i chrzest, w jedenastym roku swojego panowania, to jest w roku pańskim 627, co jest około sto osiemdziesiąt lat po przybyciu Anglów do Brytanii”).

Ta pierwsza data, określona według trzeciego konsulatu Aecjusza, mimo wszystko wydaje się bardzo nie precyzyjna. Beda przyjmuje opis Gildasa, który poza konsulatem nie wymienił żadnego innego „drogowskazu”, nie dał wyraźnie do zrozumienia jak długo mógł trwać okres, od wysłania listu do Aecjusza do całkowitego osłabienia Brytów, którzy wezwali Sasów na wyspę, aż do ich osiedlenia się we wschodniej części Brytanii[11].

Drugą datę, lata 450-455, musiał Beda zaczerpnąć z innego źródła, niezależnego od Gildasa, lecz opis który po niej następuje jest ciągle oparty na narracji Gildasa. Choć Beda ją w bardzo ważnym elemencie uzupełnia. Wymienia po raz pierwszy imię króla Vortigerna ( u Gildasa jako „superbus tyrannus” ) jako sprawcę sprowadzenia Sasów na wyspy. Umieszcza to wydarzenie w roku, gdy władza cesarska sprawowana była przez Marcjana i Walentyniana III; „Anno ab incarnatione Domini quadringentesimo quadragesimo nono, Marcianus cum Valentiniano, quadragesimus sextus ab Augusto, regnum adeptus, septem annis tenuit. Tunc Anglorum sive Saxonum gens, invitata a rege praefato, in Britanniam tribus longis navibus advehitur, et in orientali parte insulae, iubente eodem rege, locum manendi, quasi pro patria pugnatura, re autem vera hanc expugnatura, suscepit”.[12] ( „W roku pańskim 449, Marcjan i Walentynian, czterdziesty szósty od Augusta, sprawowali władzę przez siedem lat. Wtedy plemiona Anglów i Sasów, zaproszone przez wcześniej wspomnianego króla, przybyły do Brytanii na trzech okrętach i otrzymały od tego samego króla miejsce do osiedlenia się, we wschodniej części wyspy, ponieważ oni mieli walczyć w obronie wyspy, lecz ich prawdziwą intencją był jej podbój”)

Walentynian III sprawował władzę w zachodniorzymskim imperium w latach 425-455, Marcjan jako władca wschodniorzymski panował w latach 450-457[13]. Beda wyraźnie pisze, iż zaproszenie Sasów miało miejsce w czasie ich „wspólnych” rządów, a więc najprawdopodobniej w latach 450-455.

I znów jeszcze raz pojawia się ta data w dziele Bedy. Zawarta jest pod jego koniec, w pewnego rodzaju podsumowaniu ( zatytułowane „ Epitome sive recapitulatio chronica totius operis”), bardzo podobnym do zapisów rocznikarskich. Pod rokiem 449 zapisano: „ Marcianus cum Valentiniam imperium suscipiens septem annis tenuit, quorum tempore Angli a Britonibus accersiti Britaniam adierunt”[14]


[1] R. G. C o l l i n g w o o d, J. N. L. M y r e s, op. cit., s.328

[2] Ibidem, s.353

[3] B e d a, I 13; „Ad hunc pauperculae Britonum reliquiae mittunt epistolam, cuius hoc principium est: ‘Aetio ter consuli, gemitus Britannorum’, et in processu epistolae ita suas calamitates explicant:’ Repellunt barbari ad mare, repellit mare ad barbaros; inter haec oriuntur duo genera funerum, aut iugulamur, aut mergimur’”

[4] B e d a, I 12

[5] B e d a, I 13

[6] B e d a, I 13

[7] B e d a, I 13

[8] B e d a, I 13

[9] B e d a, I 23

[10] B e d a, II 14

[11] R. G. C o l l i n g w o o d, J. N. L. M y r e s, op. cit., s. 354-355

[12] B e d a, I 15

[13] tablice chronologiczne B. Z i e n t a r a, Historia powszechna średniowiecza, Warszawa 1968, s. 558-559

[14] B e d a, V 24

Oceń tę pracę

Archeologia a najazd anglosaski

Zanim omówione zostaną źródła pisane, w których przedstawiony został moment inwazji plemion anglosaskich, na podstawie których historycy spróbowali określić dokładną datę ich przybycia do Brytanii, należy choć pokrótce przedstawić obraz tego wydarzenia według innego rodzaju źródeł. Wątpliwości, które wystąpią przy analizowaniu zapisów kronikarskich, mogą zostać rozwiane przez badania archeologiczne. Należy więc przyjrzeć się bliżej pozostałościom kultury materialnej celtyckich mieszkańców Brytanii oraz temu, jakie nastąpiły zmiany, i jak były one głębokie, gdy na wyspę dotarły plemiona germańskie[1].

Przez cały IV wiek można wyraźnie odróżnić groby germańskich najemników –ciałopalne, pogańskie, od pochówków ludności miejscowej, celtycko-rzymskiej (Brytowie) – szkieletowych, często chrześcijańskich (głównie w miastach). Natomiast po zniszczeniu przez Anglosasów w V wieku organizacji kościelnej na podbitych terytoriach, w miastach wschodniej Anglii widoczne są już tylko cmentarzyska zwane anglosaskimi. Tak gwałtowna zmiana obrządku pogrzebowego nie znaczy jednak, że Brytowie z tych terenów zostali całkowicie wybici lub wypędzeni. Trzeba oczywiście uznać, że ulegli oni militarnej i politycznej dominacji przybyszów germańskich, głównie na obszarach Kentu, Norfolk, Suffolk (wschodnia Anglia), Essex, Sussex, Wessex, Yorkshire. Faktem jest także migracja z tych dzielnic najbardziej zromanizowanych mieszkańców, głównie miast, około połowy V wieku. Ale na pewno nie ogarnęła ona wszystkich mieszkańców, zwłaszcza wsi. Musieli podlegać oni procesom asymilacyjnym z nowo przybyłymi ludami[2].

Archeologia uzupełnia obraz zmian nie tylko etnicznych, ale i gospodarczych, i kulturowych tego czasu. Pozwala także potwierdzić chronologię wydarzeń opartą o analizę źródeł pisanych. Natomiast archeologiczne odkrycia nie są satysfakcjonującą bazą dla absolutnej chronologii. Nie wykazują wydarzeń, które zaszły między pierwszym przybyciem Sasów, a założeniem przez nich pierwszych królestw[3].

Rok 407 ( rok wycofania legionów) mimo, iż przyniósł poważne konsekwencję w przyszłości, nie spowodował od razu czytelnych zmian kulturowych. Widoczne wtedy były przemiany zapoczątkowane już wcześniej, w ciągu IV wieku. Na zachodzie wyspy następował wzrost elementów kultury iryjskiej, stale zasilanej najazdami irlandzkimi.

We wschodniej Anglii istniało już osadnictwo germańskie, a w środkowej i południowo-wschodniej części wyspy trwały miasta rzymskie i elementy późnorzymskiej, choć zwulgaryzowanej kultury.

Dopiero około połowy V wieku lub w początkach drugiej połowy tego stulecia widoczne są istotne zmiany. Nastąpiło dość gwałtowne przerwanie kontynuacji elementów kultury późnorzymskiej: upadają forty obrony wybrzeża, wiele miast zostaje opuszczonych, na mozaikowych posadzkach wiejskich domów widać ślady ognisk barbarzyńskich, przestały działać warsztaty garncarskie produkujące ceramikę typu prowincjonalno-rzymskiego. Na zachodzie wyspy natomiast umacniały się wpływy celtyckie widoczne w budowaniu nowych grodzisk. Także wtedy nastąpiła kulminacja emigracji Brytów z południowo-zachodniej części wyspy do Armoryki pod naporem wielkiego najazdu plemion germańskich. Całość tych zjawisk pozwala przyjąć połowę V wieku jako wyraźną cezurę dla Brytanii między starożytnością a średniowieczem[4]

Odejście legionów, jak już było wspomniane, wytworzyło dosyć specyficzną sytuację, gdy wyspa odzyskała niezależność jeszcze przed nadejściem plemion anglosaskich. Ciągle żywe byłe tradycje celtyckie, ale także pozostałości rzymskie. Gdy nie udało się mieszkańcom wyspy otrzymać pomocy od cesarstwa dla obrony przed kolejnymi najazdami, wyspiarze musieli sami zorganizować się militarnie. Zaktywizowały się polityczne siły celtyckie, głównie z zachodniej i północno-zachodniej części dawnej rzymskiej prowincji. Tworzyli oni królestwa starając się utrzymać system administracyjny na wzór rzymskiego.

Ale jednym ze sposobów ich obrony przed coraz liczniejszymi najazdami barbarzyńców (głównie Piktów z północy), było wezwanie najemników germańskich z plemion Anglów, Sasów i Jutów i próba ich osadzenia na granicach. Ale nie dotrzymanie zobowiązań płatniczych względem nich spowodowało, iż zwrócili się oni przeciw mocodawcom. Ten właśnie moment wezwania Anglosasów sprawił, że przybyli oni na wyspę w ogromnej liczbie i ostatecznie osiedlili się tam, choć nie zajęli całej Brytanii, a wzmocnili jedynie swój stan posiadania we wschodniej Anglii i Yorkshire. Natomiast na terenach, gdzie bardzo mocny był żywioł celtycki (na zachodzie wyspy) i gdzie był on wzmacniany wpływami z Irlandii, mieszkańcy długo bronili się przed ekspansją anglosaską[5]. Ich walka z najeźdźcami jest bardzo ważna, ponieważ wszelkie konflikty tak militarne, jak i kulturowe znalazły później wyraźne odzwierciedlenie w źródłach pisanych.

Rozpad jednolitej władzy rzymskiej nad prowincją brytyjską, powstawanie separatystycznych państewek celtyckich w zachodniej i północnej Brytanii, nacisk Piktów oraz osadników iryjskich spowodowały osłabienie tych wszystkich sił, które mogły się przeciwstawić się aneksji anglosaskiej i napływowi coraz to nowych fal osadników z kontynentu. Gdy zakończył się więc okres rzymskiego panowania, zmienił się typ germańskiego osadnictwa. Do około 400 roku było to osadnictwo wojskowe, akceptowane przez Brytów. Od roku 407 rozpoczyna się militarny podbój wyspy i idące za tym osadnictwo.

Taki obraz wydarzeń, choć długo dominował w historiografii, wymaga jednak pewnego doprecyzowania. Sama obecność przedmiotów charakterystycznych dla kultury germańskiej nie może być automatycznie utożsamiana z pojawieniem się dużej liczby nowych osadników. Archeologia pozwala stwierdzić zmianę kultury materialnej, sposobu grzebania zmarłych czy organizacji osad, ale znacznie trudniej na tej podstawie określić pochodzenie etniczne konkretnych ludzi. Miejscowa ludność mogła przejmować zwyczaje zwycięzców, podobnie jak wcześniej Brytowie przyjmowali elementy kultury rzymskiej, nie przestając być potomkami przedrzymskich mieszkańców wyspy. Z tego powodu pojęcie „anglosaskich cmentarzysk” należy rozumieć przede wszystkim jako określenie zespołu cech archeologicznych, a nie dowód, że wszyscy pochowani na takim cmentarzu przybyli z kontynentu.

Szczególnie ważne znaczenie mają cmentarzyska datowane na V i VI wiek. Występują na nich zarówno pochówki ciałopalne, jak i szkieletowe, często wyposażone w broń, ozdoby, naczynia i przedmioty codziennego użytku. Charakterystyczne typy zapinek, sprzączek, mieczy, grotów włóczni czy naczyń posiadają liczne analogie na terenach dzisiejszych północnych Niemiec, Holandii i Danii. Nie ulega więc wątpliwości, że istniały silne kontakty między tymi regionami a wschodnią Brytanią. Część ludności rzeczywiście musiała przybyć z kontynentu, ponieważ podobieństwa dotyczą nie tylko pojedynczych przedmiotów, ale całych zespołów kulturowych.

Rozmieszczenie znalezisk również nie jest przypadkowe. Największe ich skupiska występują w południowo-wschodniej i wschodniej części wyspy, a więc na terenach, które według późniejszych źródeł znalazły się najwcześniej pod kontrolą Anglosasów. Szczególnie dużo stanowisk odkryto w Kent, dolinie Tamizy, Anglii Wschodniej oraz na terenach dzisiejszego Lincolnshire i Yorkshire. Im dalej na zachód, tym materiał o takim charakterze staje się początkowo rzadszy. Rozkład ten w pewnym stopniu odpowiada więc późniejszemu podziałowi politycznemu wyspy, choć nie pozwala na proste odtworzenie kolejnych etapów podboju.

Ciekawym przypadkiem jest Kent, gdzie już we wczesnym okresie pojawia się bogata kultura materialna posiadająca wyraźne związki z kontynentem. Późniejsza tradycja wiązała ten obszar z Jutami i z działalnością Hengesta i Horsy. Archeologia potwierdza, że w V wieku dokonywały się tutaj istotne przemiany, jednak nie jest w stanie udowodnić prawdziwości opowieści o konkretnych wodzach. Nie da się bowiem połączyć określonego grobu czy osady z osobą znaną z późniejszej tradycji kronikarskiej. Można więc stwierdzić zgodność ogólnego kierunku przemian, ale nie zgodność szczegółowej narracji.

Podobny problem występuje przy próbie przyporządkowania konkretnych znalezisk Anglom, Sasom i Jutom. Beda w VIII wieku przedstawił dość wyraźny podział: Jutowie mieli osiedlić się między innymi w Kent, Sasi w południowych częściach kraju, a Anglowie w jego części środkowej i północnej. Archeologia nie potwierdza jednak tak prostego rozgraniczenia. Poszczególne typy przedmiotów występują na obszarach szerszych niż późniejsze granice królestw, a ich rozmieszczenie mogło wynikać zarówno z migracji, jak i z handlu, małżeństw czy naśladowania obcych wzorów.

Jeszcze większe trudności pojawiają się przy próbie określenia liczby przybyszy. Starsza historiografia często zakładała masowy podbój prowadzący do niemal całkowitego wyparcia Brytów z południowej i wschodniej części wyspy. Taki obraz dobrze współgrał z późniejszymi kronikami opisującymi krwawe walki i kolejne zwycięstwa germańskich wodzów. Materiał archeologiczny jest jednak znacznie mniej jednoznaczny. Obok świadectw migracji występują również liczne oznaki ciągłości osadniczej. Niektóre osady funkcjonowały nadal, choć zmieniał się charakter znajdujących się w nich budynków i używanych przedmiotów.

Należy też zwrócić uwagę na różnicę między upadkiem rzymskiej kultury materialnej a fizycznym zniknięciem ludności rzymsko-brytyjskiej. Koniec produkcji określonych typów ceramiki nie oznacza, że zniknęli ludzie, którzy wcześniej jej używali. Podobnie opuszczenie willi nie musi świadczyć o śmierci lub ucieczce jej mieszkańców. Mogło wynikać z rozpadu systemu gospodarczego, w którym tego rodzaju rezydencja miała sens. Wielkie wiejskie posiadłości funkcjonowały dzięki rozwiniętemu handlowi, gospodarce pieniężnej i zapotrzebowaniu ze strony miast oraz armii. Gdy te elementy przestały istnieć, zmieniał się także sposób życia właścicieli ziemskich.

Szczególnie widoczne jest zanikanie rzymskiej ceramiki produkowanej na większą skalę. W IV wieku naczynia pochodzące z wyspecjalizowanych warsztatów docierały na znaczne odległości. W V wieku ten system dystrybucji załamał się, a coraz większego znaczenia nabierała produkcja lokalna. Wczesna ceramika anglosaska była często wykonywana ręcznie, bez wykorzystania technologii typowej dla bardziej rozwiniętego rzemiosła rzymskiego. Nie świadczy to jednak automatycznie o całkowitym zaniku wcześniejszych umiejętności. Przede wszystkim przestały istnieć warunki gospodarcze pozwalające utrzymywać wyspecjalizowane zakłady i rozbudowaną sieć dystrybucji.

Podobną przemianę można obserwować w budownictwie. Monumentalna architektura kamienna okresu rzymskiego traciła znaczenie, a nowe osady składały się często z niewielkich budynków drewnianych. Charakterystycznym elementem były zagłębione budynki, określane zwykle jako grubenhäuser, których analogie występują na kontynencie. Mogły pełnić różne funkcje mieszkalne i gospodarcze. Ich pojawienie się wskazuje na odmienne tradycje budowlane, ale również na zmianę całej organizacji życia społecznego.

Miasta rzymskie stanowią osobny problem. Starszy obraz zakładał często ich gwałtowne zniszczenie przez germańskich najeźdźców. W rzeczywistości sytuacja mogła wyglądać różnie w poszczególnych ośrodkach. Część miast stopniowo się wyludniała jeszcze przed nasileniem migracji germańskiej. Inne mogły pozostawać zamieszkane, ale ich przestrzeń wykorzystywano w zupełnie inny sposób. Budynki publiczne przestawano naprawiać, ulice traciły dawne znaczenie, a wewnątrz ruin pojawiały się znacznie prostsze konstrukcje.

Niektóre rzymskie forty także były wykorzystywane w okresie porzymskim. Szczególne znaczenie miały forty tzw. Wybrzeża Saskiego, powstałe jeszcze w okresie cesarstwa jako element systemu ochrony południowo-wschodnich wybrzeży. Ich późniejsze dzieje są niejasne. W części z nich odkryto ślady działalności po formalnym zakończeniu rzymskich rządów. Mogły być użytkowane przez miejscowych Brytów, germańskich najemników, a następnie przez grupy osadnicze. Sam fakt znalezienia w takim miejscu przedmiotów anglosaskich nie pozwala więc dokładnie określić momentu przejęcia obiektu.

Archeologia pokazuje również, że kontakty między Brytanią a ludami germańskimi rozpoczęły się długo przed tradycyjną datą ich „najazdu”. Germańscy żołnierze służyli w armii rzymskiej, a kupcy i osadnicy mogli docierać na wyspę już w IV wieku. Cesarstwo wykorzystywało barbarzyńców jako najemników i osadzało ich na terenach, które mieli bronić. Dlatego pierwsze germańskie przedmioty odnajdywane w Brytanii nie muszą być śladem wrogiej inwazji. Mogą wiązać się właśnie z obecnością ludzi działających w ramach rzymskiego systemu wojskowego.

To rozróżnienie jest szczególnie ważne przy próbie ustalenia momentu przejścia od kontrolowanej obecności germańskich wojowników do samodzielnego osadnictwa i ekspansji politycznej. Nie istniała zapewne jedna data, w której najemnicy nagle stali się najeźdźcami. Proces mógł przebiegać odmiennie w różnych regionach. W jednym miejscu grupa wojowników mogła nadal służyć miejscowemu władcy, w innym przejmować kontrolę nad zajmowanym obszarem, a gdzie indziej na wyspę mogły przybywać kolejne grupy niezależnych osadników.

Równie ostrożnie należy interpretować pochówki z bronią. Obecność miecza, włóczni czy tarczy w grobie świadczy o znaczeniu wojownika w kulturze danej społeczności, ale nie oznacza, że człowiek ten koniecznie uczestniczył w podboju. Broń była również symbolem pozycji społecznej. W nowych społecznościach anglosaskich prestiż mężczyzny mógł być związany z jego funkcją wojskową, podobnie jak bogate wyposażenie grobów kobiet wskazywało na pozycję rodziny i kontakty z innymi regionami.

Cmentarzyska dostarczają ponadto informacji o strukturze społecznej. Wyraźne różnice w bogactwie grobów pokazują, że już w V i VI wieku kształtowały się hierarchie. Niektóre pochówki zawierają bogate uzbrojenie, importowane przedmioty czy kosztowną biżuterię, podczas gdy inne są bardzo skromne. Oznacza to, że osadnictwo nie tworzyło jednolitej społeczności wolnych wojowników. Stosunkowo szybko wykształcały się grupy posiadające większy majątek i władzę, z których mogły następnie wyłaniać się miejscowe dynastie.

Proces powstawania królestw anglosaskich nie może być jednak obserwowany bezpośrednio w materiale archeologicznym. Nie istnieje znalezisko, które pozwalałoby stwierdzić, że w konkretnym roku powstało królestwo Kentu, Sussex czy Wessexu. Archeologia pozwala raczej śledzić wzrost znaczenia określonych ośrodków, koncentrację bogactwa i pojawianie się elit. Dopiero zestawienie tych danych z późniejszymi źródłami pisanymi umożliwia próbę odtworzenia procesu formowania się organizmów politycznych.

Szczególnie ciekawy jest rozwój bogatych pochówków elitarnych w VI i VII wieku. Pokazują one, że początkowo rozproszone społeczności stopniowo organizowały się wokół coraz potężniejszych władców. Rosła zdolność elit do gromadzenia kosztownych przedmiotów i utrzymywania kontaktów na znaczne odległości. Zmiana ta dobrze odpowiada okresowi, w którym w źródłach pisanych zaczynają pojawiać się lepiej poświadczone królestwa i dynastie.

Archeologia pozwala również inaczej spojrzeć na kontakty między Anglosasami i Brytami. Jeżeli przyjąć późniejsze kroniki dosłownie, należałoby oczekiwać bardzo wyraźnej granicy między obiema ludnościami. Tymczasem materiał wskazuje na różnego rodzaju kontakty i wymianę. Niektóre elementy kultury materialnej posiadają charakter mieszany, a lokalne tradycje mogły oddziaływać na zwyczaje przybyszy. Z czasem również język i tożsamość mogły się zmieniać bez konieczności fizycznego zastąpienia całej ludności.

Zasadnicze znaczenie ma tutaj fakt, że tożsamość we wczesnym średniowieczu nie musiała mieć tak trwałego charakteru, jak zakładała starsza historiografia. Człowiek będący potomkiem Brytów mógł po kilku pokoleniach należeć do społeczności posługującej się językiem anglosaskim, przestrzegającej germańskich zwyczajów i uznającej władzę anglosaskiego króla. Archeologicznie mógłby więc wyglądać dokładnie tak samo jak potomek osadnika przybyłego z kontynentu.

Nie można również wykluczyć małżeństw między przedstawicielami różnych grup. Migracje wczesnośredniowieczne rzadko prowadziły do powstania całkowicie zamkniętych społeczności. Wspólne zamieszkiwanie tych samych terenów, handel i podporządkowanie polityczne sprzyjały stopniowej integracji. Z tego względu kultura anglosaska, która wykształciła się w Brytanii, nie powinna być traktowana jako proste przeniesienie kultury kontynentalnej. Powstawała już na wyspie i była wynikiem zetknięcia się różnych tradycji.

Inaczej sytuacja przedstawiała się na zachodzie. W Walii, Kornwalii i części północnej Brytanii znacznie dłużej utrzymywały się elementy kultury związanej z miejscową ludnością brytyjską. Rozwijano tam umocnione ośrodki, a część wcześniejszych grodzisk ponownie zajmowano. Nie oznacza to jednak prostego powrotu do przedrzymskiego świata celtyckiego. Również te społeczności przeszły przez kilka stuleci romanizacji i zachowały część elementów późnorzymskiego dziedzictwa, przede wszystkim chrześcijaństwo i niektóre formy organizacji politycznej.

Na zachodzie wyspy widoczne były także silne kontakty morskie. Importowane przedmioty wskazują na związki z Irlandią, Galią oraz regionami śródziemnomorskimi. Jest to szczególnie interesujące, ponieważ pokazuje, że upadek rzymskiej administracji nie oznaczał całkowitego odcięcia Brytanii od świata zewnętrznego. Zmieniły się kierunki i skala wymiany, ale niektóre lokalne elity nadal uczestniczyły w dalekosiężnych kontaktach handlowych.

W tym kontekście należy również rozpatrywać migrację Brytów do Armoryki. Jej ślady widoczne są nie tylko w źródłach pisanych, lecz także w języku i późniejszej nazwie Bretanii. Nie oznacza to jednak, że południowo-zachodnia Brytania została w połowie V wieku masowo opuszczona. Migracja mogła trwać przez dłuższy czas i obejmować różne grupy ludności. Część emigrantów mogła uciekać przed działaniami wojennymi, inni mogli korzystać z istniejących wcześniej kontaktów między obydwoma brzegami kanału.

Dość istotnym problemem pozostaje również związek między śladami zniszczeń a działaniami Anglosasów. Warstwa pożaru czy opuszczenie osady nie musi być automatycznie rezultatem najazdu. W okresie rozpadu państwa rzymskiego wiele ośrodków mogło upaść z powodów ekonomicznych albo wskutek lokalnych konfliktów między samymi Brytami. Dopiero wtedy, gdy różne rodzaje danych występują jednocześnie, można ostrożniej łączyć określone zjawisko z ekspansją grup germańskich.

Problem ten pokazuje podstawową różnicę między świadectwem archeologicznym i przekazem kronikarskim. Kronikarz może napisać, że w danym roku doszło do bitwy, przybyła flota lub zginął określony władca. Archeologia zwykle nie dostarcza tego rodzaju informacji. Pozwala natomiast rozpoznać długotrwałe przemiany, które nie musiały znaleźć odbicia w tekstach: zanikanie jednego sposobu gospodarowania, pojawianie się nowych form osadnictwa, zmianę obrządku pogrzebowego czy wzrost znaczenia nowych elit.

Właśnie dlatego źródła archeologiczne i pisane powinny być traktowane jako wzajemnie uzupełniające się, a nie konkurencyjne. Nie można oczekiwać, że archeologia potwierdzi każdą datę podaną przez Bedę czy Kronikę anglosaską. Może jednak wskazać, czy ogólny model wydarzeń przedstawiony w tekstach jest zgodny z materialnym obrazem przemian. W przypadku anglosaskiej migracji zgodność ta jest częściowa: rzeczywiście nastąpił napływ ludności z kontynentu i stopniowe rozszerzanie jej wpływów, ale trudno potwierdzić prosty obraz kilku wielkich fal inwazji rozpoczynających się w jednym określonym momencie.

Dlatego też określenie „najazd anglosaski” jest użyteczne jedynie wtedy, gdy pamiętamy o jego umownym charakterze. Pod tym pojęciem kryje się proces trwający przez kilka pokoleń i mający różną postać w poszczególnych częściach Brytanii. Obejmował służbę germańskich wojowników w armii rzymskiej i u brytyjskich władców, migrację osadników, zbrojne najazdy, zajmowanie ziem, podporządkowywanie ludności miejscowej i tworzenie nowych organizmów politycznych. Dopiero suma tych zjawisk doprowadziła do powstania anglosaskiej Anglii.

Archeologia potwierdza zatem głęboką zmianę, która dokonała się w V i VI wieku, ale jednocześnie skłania do odejścia od zbyt prostych wyjaśnień. Nie był to jednorazowy podbój całej wschodniej części wyspy, po którym ludność celtycka natychmiast zniknęła. Proces był regionalnie zróżnicowany i rozciągnięty w czasie. W jednych miejscach mógł mieć charakter gwałtowny, w innych znacznie bardziej pokojowy. Część Brytów emigrowała, część ginęła w walkach, ale zapewne bardzo duża grupa pozostała na miejscu i stopniowo weszła w skład nowych społeczności.

Materiał archeologiczny szczególnie dobrze pokazuje więc różnicę pomiędzy zmianą politycznej dominacji a zmianą ludności. W źródłach pisanych zwycięstwo jednego ludu nad drugim bywa przedstawiane jako gwałtowne i ostateczne. W rzeczywistym życiu podbój nie oznaczał jednak automatycznego usunięcia wszystkich mieszkańców zajętego obszaru. Dla większości ludności wiejskiej najważniejsza mogła być zmiana osoby pobierającej daniny, miejscowego władcy czy obowiązków wojskowych, podczas gdy podstawowy rytm życia gospodarczego trwał nadal.

Z tego względu wyniki badań archeologicznych są niezbędnym punktem odniesienia przy analizowaniu źródeł pisanych. Pozwalają przede wszystkim określić skalę przemian oraz ich geograficzny zasięg. Jednocześnie pokazują ograniczenia wszelkich prób ustanowienia jednej dokładnej daty rozpoczęcia anglosaskiego podboju. W materiale archeologicznym nie ma wyraźnej granicy pomiędzy dniem kończącym „Brytanię rzymską” a dniem rozpoczynającym „Anglię anglosaską”. Istnieje natomiast kilka dziesięcioleci stopniowej transformacji.

Połowa V wieku może być traktowana jako ważna cezura, ponieważ właśnie wtedy zmiany stają się szczególnie widoczne i w wielu regionach nabierają charakteru nieodwracalnego. Nie oznacza to jednak, że wcześniej nie było na wyspie Germanów ani że po tej dacie nagle zniknęli Brytowie. Jest to raczej moment, w którym proces rozpoczęty jeszcze w okresie późnorzymskim przyspieszył i zaczął prowadzić do powstania zupełnie nowego układu politycznego i kulturowego.

W tym sensie archeologia nie tyle rozstrzyga spory wynikające z przekazów kronikarskich, ile zmienia sposób stawiania pytań. Zamiast szukać jednej daty „przybycia Anglosasów”, należy pytać o kolejne fazy kontaktów, migracji i ekspansji. Zamiast próbować dokładnie oddzielić Brytów od Germanów na podstawie pojedynczych przedmiotów, trzeba badać przemiany całych społeczności. Dopiero w takim ujęciu materiał archeologiczny pozwala właściwie ocenić późniejsze źródła pisane i oddzielić ogólny historyczny proces od schematycznej narracji stworzonej przez średniowiecznych kronikarzy.


[1] Gruntowną analizę dotychczasowych badań archeologicznych i ich interpretacji dotyczących tego okresu dziejów Brytanii daje J. G ą s s o w s k i, op. cit., s.6-23,78-195. Zwraca on uwagę, że archeologia brytyjska długo wykazywała tendencje nacjonalistyczne w badaniach zajmując się głównie tematyką etniczną, a wykazując brak zainteresowania problemami gospodarczymi i społecznymi. Stara się on także porównać procesy zachodzące na wyspie, z tymi jakie miały miejsce na kontynencie.; dokładny opis znalezisk archeologicznych z najwcześniejszego okresu anglosaskiego na Wyspach w N. A a b e r g, The Anglo-Saxons in England during the early centuries after the invasion, Uppsala 1926

[2] J. G ą s s o w s k i, op. cit., s. 13-15, 18.

[3] F. M. S t e n t o n, Anglo-Saxon England, Oxford 1998, s.1-2.

[4] J. G ą s s o w s k i, op. cit., s.20-21.

[5] Ibidem, s. 83-91

5/5 - (1 vote)