Archeologia a najazd anglosaski

Zanim omówione zostaną źródła pisane, w których przedstawiony został moment inwazji plemion anglosaskich, na podstawie których historycy spróbowali określić dokładną datę ich przybycia do Brytanii, należy choć pokrótce przedstawić obraz tego wydarzenia według innego rodzaju źródeł. Wątpliwości, które wystąpią przy analizowaniu zapisów kronikarskich, mogą zostać rozwiane przez badania archeologiczne. Należy więc przyjrzeć się bliżej pozostałościom kultury materialnej celtyckich mieszkańców Brytanii oraz temu, jakie nastąpiły zmiany, i jak były one głębokie, gdy na wyspę dotarły plemiona germańskie[1].

Przez cały IV wiek można wyraźnie odróżnić groby germańskich najemników –ciałopalne, pogańskie, od pochówków ludności miejscowej, celtycko-rzymskiej (Brytowie) – szkieletowych, często chrześcijańskich (głównie w miastach). Natomiast po zniszczeniu przez Anglosasów w V wieku organizacji kościelnej na podbitych terytoriach, w miastach wschodniej Anglii widoczne są już tylko cmentarzyska zwane anglosaskimi. Tak gwałtowna zmiana obrządku pogrzebowego nie znaczy jednak, że Brytowie z tych terenów zostali całkowicie wybici lub wypędzeni. Trzeba oczywiście uznać, że ulegli oni militarnej i politycznej dominacji przybyszów germańskich, głównie na obszarach Kentu, Norfolk, Suffolk (wschodnia Anglia), Essex, Sussex, Wessex, Yorkshire. Faktem jest także migracja z tych dzielnic najbardziej zromanizowanych mieszkańców, głównie miast, około połowy V wieku. Ale na pewno nie ogarnęła ona wszystkich mieszkańców, zwłaszcza wsi. Musieli podlegać oni procesom asymilacyjnym z nowo przybyłymi ludami[2].

Archeologia uzupełnia obraz zmian nie tylko etnicznych, ale i gospodarczych, i kulturowych tego czasu. Pozwala także potwierdzić chronologię wydarzeń opartą o analizę źródeł pisanych. Natomiast archeologiczne odkrycia nie są satysfakcjonującą bazą dla absolutnej chronologii. Nie wykazują wydarzeń, które zaszły między pierwszym przybyciem Sasów, a założeniem przez nich pierwszych królestw[3].

Rok 407 ( rok wycofania legionów) mimo, iż przyniósł poważne konsekwencję w przyszłości, nie spowodował od razu czytelnych zmian kulturowych. Widoczne wtedy były przemiany zapoczątkowane już wcześniej, w ciągu IV wieku. Na zachodzie wyspy następował wzrost elementów kultury iryjskiej, stale zasilanej najazdami irlandzkimi.

We wschodniej Anglii istniało już osadnictwo germańskie, a w środkowej i południowo-wschodniej części wyspy trwały miasta rzymskie i elementy późnorzymskiej, choć zwulgaryzowanej kultury.

Dopiero około połowy V wieku lub w początkach drugiej połowy tego stulecia widoczne są istotne zmiany. Nastąpiło dość gwałtowne przerwanie kontynuacji elementów kultury późnorzymskiej: upadają forty obrony wybrzeża, wiele miast zostaje opuszczonych, na mozaikowych posadzkach wiejskich domów widać ślady ognisk barbarzyńskich, przestały działać warsztaty garncarskie produkujące ceramikę typu prowincjonalno-rzymskiego. Na zachodzie wyspy natomiast umacniały się wpływy celtyckie widoczne w budowaniu nowych grodzisk. Także wtedy nastąpiła kulminacja emigracji Brytów z południowo-zachodniej części wyspy do Armoryki pod naporem wielkiego najazdu plemion germańskich. Całość tych zjawisk pozwala przyjąć połowę V wieku jako wyraźną cezurę dla Brytanii między starożytnością a średniowieczem[4]

Odejście legionów, jak już było wspomniane, wytworzyło dosyć specyficzną sytuację, gdy wyspa odzyskała niezależność jeszcze przed nadejściem plemion anglosaskich. Ciągle żywe byłe tradycje celtyckie, ale także pozostałości rzymskie. Gdy nie udało się mieszkańcom wyspy otrzymać pomocy od cesarstwa dla obrony przed kolejnymi najazdami, wyspiarze musieli sami zorganizować się militarnie. Zaktywizowały się polityczne siły celtyckie, głównie z zachodniej i północno-zachodniej części dawnej rzymskiej prowincji. Tworzyli oni królestwa starając się utrzymać system administracyjny na wzór rzymskiego.

Ale jednym ze sposobów ich obrony przed coraz liczniejszymi najazdami barbarzyńców (głównie Piktów z północy), było wezwanie najemników germańskich z plemion Anglów, Sasów i Jutów i próba ich osadzenia na granicach. Ale nie dotrzymanie zobowiązań płatniczych względem nich spowodowało, iż zwrócili się oni przeciw mocodawcom. Ten właśnie moment wezwania Anglosasów sprawił, że przybyli oni na wyspę w ogromnej liczbie i ostatecznie osiedlili się tam, choć nie zajęli całej Brytanii, a wzmocnili jedynie swój stan posiadania we wschodniej Anglii i Yorkshire. Natomiast na terenach, gdzie bardzo mocny był żywioł celtycki (na zachodzie wyspy) i gdzie był on wzmacniany wpływami z Irlandii, mieszkańcy długo bronili się przed ekspansją anglosaską[5]. Ich walka z najeźdźcami jest bardzo ważna, ponieważ wszelkie konflikty tak militarne, jak i kulturowe znalazły później wyraźne odzwierciedlenie w źródłach pisanych.

Rozpad jednolitej władzy rzymskiej nad prowincją brytyjską, powstawanie separatystycznych państewek celtyckich w zachodniej i północnej Brytanii, nacisk Piktów oraz osadników iryjskich spowodowały osłabienie tych wszystkich sił, które mogły się przeciwstawić się aneksji anglosaskiej i napływowi coraz to nowych fal osadników z kontynentu. Gdy zakończył się więc okres rzymskiego panowania, zmienił się typ germańskiego osadnictwa. Do około 400 roku było to osadnictwo wojskowe, akceptowane przez Brytów. Od roku 407 rozpoczyna się militarny podbój wyspy i idące za tym osadnictwo.

Taki obraz wydarzeń, choć długo dominował w historiografii, wymaga jednak pewnego doprecyzowania. Sama obecność przedmiotów charakterystycznych dla kultury germańskiej nie może być automatycznie utożsamiana z pojawieniem się dużej liczby nowych osadników. Archeologia pozwala stwierdzić zmianę kultury materialnej, sposobu grzebania zmarłych czy organizacji osad, ale znacznie trudniej na tej podstawie określić pochodzenie etniczne konkretnych ludzi. Miejscowa ludność mogła przejmować zwyczaje zwycięzców, podobnie jak wcześniej Brytowie przyjmowali elementy kultury rzymskiej, nie przestając być potomkami przedrzymskich mieszkańców wyspy. Z tego powodu pojęcie „anglosaskich cmentarzysk” należy rozumieć przede wszystkim jako określenie zespołu cech archeologicznych, a nie dowód, że wszyscy pochowani na takim cmentarzu przybyli z kontynentu.

Szczególnie ważne znaczenie mają cmentarzyska datowane na V i VI wiek. Występują na nich zarówno pochówki ciałopalne, jak i szkieletowe, często wyposażone w broń, ozdoby, naczynia i przedmioty codziennego użytku. Charakterystyczne typy zapinek, sprzączek, mieczy, grotów włóczni czy naczyń posiadają liczne analogie na terenach dzisiejszych północnych Niemiec, Holandii i Danii. Nie ulega więc wątpliwości, że istniały silne kontakty między tymi regionami a wschodnią Brytanią. Część ludności rzeczywiście musiała przybyć z kontynentu, ponieważ podobieństwa dotyczą nie tylko pojedynczych przedmiotów, ale całych zespołów kulturowych.

Rozmieszczenie znalezisk również nie jest przypadkowe. Największe ich skupiska występują w południowo-wschodniej i wschodniej części wyspy, a więc na terenach, które według późniejszych źródeł znalazły się najwcześniej pod kontrolą Anglosasów. Szczególnie dużo stanowisk odkryto w Kent, dolinie Tamizy, Anglii Wschodniej oraz na terenach dzisiejszego Lincolnshire i Yorkshire. Im dalej na zachód, tym materiał o takim charakterze staje się początkowo rzadszy. Rozkład ten w pewnym stopniu odpowiada więc późniejszemu podziałowi politycznemu wyspy, choć nie pozwala na proste odtworzenie kolejnych etapów podboju.

Ciekawym przypadkiem jest Kent, gdzie już we wczesnym okresie pojawia się bogata kultura materialna posiadająca wyraźne związki z kontynentem. Późniejsza tradycja wiązała ten obszar z Jutami i z działalnością Hengesta i Horsy. Archeologia potwierdza, że w V wieku dokonywały się tutaj istotne przemiany, jednak nie jest w stanie udowodnić prawdziwości opowieści o konkretnych wodzach. Nie da się bowiem połączyć określonego grobu czy osady z osobą znaną z późniejszej tradycji kronikarskiej. Można więc stwierdzić zgodność ogólnego kierunku przemian, ale nie zgodność szczegółowej narracji.

Podobny problem występuje przy próbie przyporządkowania konkretnych znalezisk Anglom, Sasom i Jutom. Beda w VIII wieku przedstawił dość wyraźny podział: Jutowie mieli osiedlić się między innymi w Kent, Sasi w południowych częściach kraju, a Anglowie w jego części środkowej i północnej. Archeologia nie potwierdza jednak tak prostego rozgraniczenia. Poszczególne typy przedmiotów występują na obszarach szerszych niż późniejsze granice królestw, a ich rozmieszczenie mogło wynikać zarówno z migracji, jak i z handlu, małżeństw czy naśladowania obcych wzorów.

Jeszcze większe trudności pojawiają się przy próbie określenia liczby przybyszy. Starsza historiografia często zakładała masowy podbój prowadzący do niemal całkowitego wyparcia Brytów z południowej i wschodniej części wyspy. Taki obraz dobrze współgrał z późniejszymi kronikami opisującymi krwawe walki i kolejne zwycięstwa germańskich wodzów. Materiał archeologiczny jest jednak znacznie mniej jednoznaczny. Obok świadectw migracji występują również liczne oznaki ciągłości osadniczej. Niektóre osady funkcjonowały nadal, choć zmieniał się charakter znajdujących się w nich budynków i używanych przedmiotów.

Należy też zwrócić uwagę na różnicę między upadkiem rzymskiej kultury materialnej a fizycznym zniknięciem ludności rzymsko-brytyjskiej. Koniec produkcji określonych typów ceramiki nie oznacza, że zniknęli ludzie, którzy wcześniej jej używali. Podobnie opuszczenie willi nie musi świadczyć o śmierci lub ucieczce jej mieszkańców. Mogło wynikać z rozpadu systemu gospodarczego, w którym tego rodzaju rezydencja miała sens. Wielkie wiejskie posiadłości funkcjonowały dzięki rozwiniętemu handlowi, gospodarce pieniężnej i zapotrzebowaniu ze strony miast oraz armii. Gdy te elementy przestały istnieć, zmieniał się także sposób życia właścicieli ziemskich.

Szczególnie widoczne jest zanikanie rzymskiej ceramiki produkowanej na większą skalę. W IV wieku naczynia pochodzące z wyspecjalizowanych warsztatów docierały na znaczne odległości. W V wieku ten system dystrybucji załamał się, a coraz większego znaczenia nabierała produkcja lokalna. Wczesna ceramika anglosaska była często wykonywana ręcznie, bez wykorzystania technologii typowej dla bardziej rozwiniętego rzemiosła rzymskiego. Nie świadczy to jednak automatycznie o całkowitym zaniku wcześniejszych umiejętności. Przede wszystkim przestały istnieć warunki gospodarcze pozwalające utrzymywać wyspecjalizowane zakłady i rozbudowaną sieć dystrybucji.

Podobną przemianę można obserwować w budownictwie. Monumentalna architektura kamienna okresu rzymskiego traciła znaczenie, a nowe osady składały się często z niewielkich budynków drewnianych. Charakterystycznym elementem były zagłębione budynki, określane zwykle jako grubenhäuser, których analogie występują na kontynencie. Mogły pełnić różne funkcje mieszkalne i gospodarcze. Ich pojawienie się wskazuje na odmienne tradycje budowlane, ale również na zmianę całej organizacji życia społecznego.

Miasta rzymskie stanowią osobny problem. Starszy obraz zakładał często ich gwałtowne zniszczenie przez germańskich najeźdźców. W rzeczywistości sytuacja mogła wyglądać różnie w poszczególnych ośrodkach. Część miast stopniowo się wyludniała jeszcze przed nasileniem migracji germańskiej. Inne mogły pozostawać zamieszkane, ale ich przestrzeń wykorzystywano w zupełnie inny sposób. Budynki publiczne przestawano naprawiać, ulice traciły dawne znaczenie, a wewnątrz ruin pojawiały się znacznie prostsze konstrukcje.

Niektóre rzymskie forty także były wykorzystywane w okresie porzymskim. Szczególne znaczenie miały forty tzw. Wybrzeża Saskiego, powstałe jeszcze w okresie cesarstwa jako element systemu ochrony południowo-wschodnich wybrzeży. Ich późniejsze dzieje są niejasne. W części z nich odkryto ślady działalności po formalnym zakończeniu rzymskich rządów. Mogły być użytkowane przez miejscowych Brytów, germańskich najemników, a następnie przez grupy osadnicze. Sam fakt znalezienia w takim miejscu przedmiotów anglosaskich nie pozwala więc dokładnie określić momentu przejęcia obiektu.

Archeologia pokazuje również, że kontakty między Brytanią a ludami germańskimi rozpoczęły się długo przed tradycyjną datą ich „najazdu”. Germańscy żołnierze służyli w armii rzymskiej, a kupcy i osadnicy mogli docierać na wyspę już w IV wieku. Cesarstwo wykorzystywało barbarzyńców jako najemników i osadzało ich na terenach, które mieli bronić. Dlatego pierwsze germańskie przedmioty odnajdywane w Brytanii nie muszą być śladem wrogiej inwazji. Mogą wiązać się właśnie z obecnością ludzi działających w ramach rzymskiego systemu wojskowego.

To rozróżnienie jest szczególnie ważne przy próbie ustalenia momentu przejścia od kontrolowanej obecności germańskich wojowników do samodzielnego osadnictwa i ekspansji politycznej. Nie istniała zapewne jedna data, w której najemnicy nagle stali się najeźdźcami. Proces mógł przebiegać odmiennie w różnych regionach. W jednym miejscu grupa wojowników mogła nadal służyć miejscowemu władcy, w innym przejmować kontrolę nad zajmowanym obszarem, a gdzie indziej na wyspę mogły przybywać kolejne grupy niezależnych osadników.

Równie ostrożnie należy interpretować pochówki z bronią. Obecność miecza, włóczni czy tarczy w grobie świadczy o znaczeniu wojownika w kulturze danej społeczności, ale nie oznacza, że człowiek ten koniecznie uczestniczył w podboju. Broń była również symbolem pozycji społecznej. W nowych społecznościach anglosaskich prestiż mężczyzny mógł być związany z jego funkcją wojskową, podobnie jak bogate wyposażenie grobów kobiet wskazywało na pozycję rodziny i kontakty z innymi regionami.

Cmentarzyska dostarczają ponadto informacji o strukturze społecznej. Wyraźne różnice w bogactwie grobów pokazują, że już w V i VI wieku kształtowały się hierarchie. Niektóre pochówki zawierają bogate uzbrojenie, importowane przedmioty czy kosztowną biżuterię, podczas gdy inne są bardzo skromne. Oznacza to, że osadnictwo nie tworzyło jednolitej społeczności wolnych wojowników. Stosunkowo szybko wykształcały się grupy posiadające większy majątek i władzę, z których mogły następnie wyłaniać się miejscowe dynastie.

Proces powstawania królestw anglosaskich nie może być jednak obserwowany bezpośrednio w materiale archeologicznym. Nie istnieje znalezisko, które pozwalałoby stwierdzić, że w konkretnym roku powstało królestwo Kentu, Sussex czy Wessexu. Archeologia pozwala raczej śledzić wzrost znaczenia określonych ośrodków, koncentrację bogactwa i pojawianie się elit. Dopiero zestawienie tych danych z późniejszymi źródłami pisanymi umożliwia próbę odtworzenia procesu formowania się organizmów politycznych.

Szczególnie ciekawy jest rozwój bogatych pochówków elitarnych w VI i VII wieku. Pokazują one, że początkowo rozproszone społeczności stopniowo organizowały się wokół coraz potężniejszych władców. Rosła zdolność elit do gromadzenia kosztownych przedmiotów i utrzymywania kontaktów na znaczne odległości. Zmiana ta dobrze odpowiada okresowi, w którym w źródłach pisanych zaczynają pojawiać się lepiej poświadczone królestwa i dynastie.

Archeologia pozwala również inaczej spojrzeć na kontakty między Anglosasami i Brytami. Jeżeli przyjąć późniejsze kroniki dosłownie, należałoby oczekiwać bardzo wyraźnej granicy między obiema ludnościami. Tymczasem materiał wskazuje na różnego rodzaju kontakty i wymianę. Niektóre elementy kultury materialnej posiadają charakter mieszany, a lokalne tradycje mogły oddziaływać na zwyczaje przybyszy. Z czasem również język i tożsamość mogły się zmieniać bez konieczności fizycznego zastąpienia całej ludności.

Zasadnicze znaczenie ma tutaj fakt, że tożsamość we wczesnym średniowieczu nie musiała mieć tak trwałego charakteru, jak zakładała starsza historiografia. Człowiek będący potomkiem Brytów mógł po kilku pokoleniach należeć do społeczności posługującej się językiem anglosaskim, przestrzegającej germańskich zwyczajów i uznającej władzę anglosaskiego króla. Archeologicznie mógłby więc wyglądać dokładnie tak samo jak potomek osadnika przybyłego z kontynentu.

Nie można również wykluczyć małżeństw między przedstawicielami różnych grup. Migracje wczesnośredniowieczne rzadko prowadziły do powstania całkowicie zamkniętych społeczności. Wspólne zamieszkiwanie tych samych terenów, handel i podporządkowanie polityczne sprzyjały stopniowej integracji. Z tego względu kultura anglosaska, która wykształciła się w Brytanii, nie powinna być traktowana jako proste przeniesienie kultury kontynentalnej. Powstawała już na wyspie i była wynikiem zetknięcia się różnych tradycji.

Inaczej sytuacja przedstawiała się na zachodzie. W Walii, Kornwalii i części północnej Brytanii znacznie dłużej utrzymywały się elementy kultury związanej z miejscową ludnością brytyjską. Rozwijano tam umocnione ośrodki, a część wcześniejszych grodzisk ponownie zajmowano. Nie oznacza to jednak prostego powrotu do przedrzymskiego świata celtyckiego. Również te społeczności przeszły przez kilka stuleci romanizacji i zachowały część elementów późnorzymskiego dziedzictwa, przede wszystkim chrześcijaństwo i niektóre formy organizacji politycznej.

Na zachodzie wyspy widoczne były także silne kontakty morskie. Importowane przedmioty wskazują na związki z Irlandią, Galią oraz regionami śródziemnomorskimi. Jest to szczególnie interesujące, ponieważ pokazuje, że upadek rzymskiej administracji nie oznaczał całkowitego odcięcia Brytanii od świata zewnętrznego. Zmieniły się kierunki i skala wymiany, ale niektóre lokalne elity nadal uczestniczyły w dalekosiężnych kontaktach handlowych.

W tym kontekście należy również rozpatrywać migrację Brytów do Armoryki. Jej ślady widoczne są nie tylko w źródłach pisanych, lecz także w języku i późniejszej nazwie Bretanii. Nie oznacza to jednak, że południowo-zachodnia Brytania została w połowie V wieku masowo opuszczona. Migracja mogła trwać przez dłuższy czas i obejmować różne grupy ludności. Część emigrantów mogła uciekać przed działaniami wojennymi, inni mogli korzystać z istniejących wcześniej kontaktów między obydwoma brzegami kanału.

Dość istotnym problemem pozostaje również związek między śladami zniszczeń a działaniami Anglosasów. Warstwa pożaru czy opuszczenie osady nie musi być automatycznie rezultatem najazdu. W okresie rozpadu państwa rzymskiego wiele ośrodków mogło upaść z powodów ekonomicznych albo wskutek lokalnych konfliktów między samymi Brytami. Dopiero wtedy, gdy różne rodzaje danych występują jednocześnie, można ostrożniej łączyć określone zjawisko z ekspansją grup germańskich.

Problem ten pokazuje podstawową różnicę między świadectwem archeologicznym i przekazem kronikarskim. Kronikarz może napisać, że w danym roku doszło do bitwy, przybyła flota lub zginął określony władca. Archeologia zwykle nie dostarcza tego rodzaju informacji. Pozwala natomiast rozpoznać długotrwałe przemiany, które nie musiały znaleźć odbicia w tekstach: zanikanie jednego sposobu gospodarowania, pojawianie się nowych form osadnictwa, zmianę obrządku pogrzebowego czy wzrost znaczenia nowych elit.

Właśnie dlatego źródła archeologiczne i pisane powinny być traktowane jako wzajemnie uzupełniające się, a nie konkurencyjne. Nie można oczekiwać, że archeologia potwierdzi każdą datę podaną przez Bedę czy Kronikę anglosaską. Może jednak wskazać, czy ogólny model wydarzeń przedstawiony w tekstach jest zgodny z materialnym obrazem przemian. W przypadku anglosaskiej migracji zgodność ta jest częściowa: rzeczywiście nastąpił napływ ludności z kontynentu i stopniowe rozszerzanie jej wpływów, ale trudno potwierdzić prosty obraz kilku wielkich fal inwazji rozpoczynających się w jednym określonym momencie.

Dlatego też określenie „najazd anglosaski” jest użyteczne jedynie wtedy, gdy pamiętamy o jego umownym charakterze. Pod tym pojęciem kryje się proces trwający przez kilka pokoleń i mający różną postać w poszczególnych częściach Brytanii. Obejmował służbę germańskich wojowników w armii rzymskiej i u brytyjskich władców, migrację osadników, zbrojne najazdy, zajmowanie ziem, podporządkowywanie ludności miejscowej i tworzenie nowych organizmów politycznych. Dopiero suma tych zjawisk doprowadziła do powstania anglosaskiej Anglii.

Archeologia potwierdza zatem głęboką zmianę, która dokonała się w V i VI wieku, ale jednocześnie skłania do odejścia od zbyt prostych wyjaśnień. Nie był to jednorazowy podbój całej wschodniej części wyspy, po którym ludność celtycka natychmiast zniknęła. Proces był regionalnie zróżnicowany i rozciągnięty w czasie. W jednych miejscach mógł mieć charakter gwałtowny, w innych znacznie bardziej pokojowy. Część Brytów emigrowała, część ginęła w walkach, ale zapewne bardzo duża grupa pozostała na miejscu i stopniowo weszła w skład nowych społeczności.

Materiał archeologiczny szczególnie dobrze pokazuje więc różnicę pomiędzy zmianą politycznej dominacji a zmianą ludności. W źródłach pisanych zwycięstwo jednego ludu nad drugim bywa przedstawiane jako gwałtowne i ostateczne. W rzeczywistym życiu podbój nie oznaczał jednak automatycznego usunięcia wszystkich mieszkańców zajętego obszaru. Dla większości ludności wiejskiej najważniejsza mogła być zmiana osoby pobierającej daniny, miejscowego władcy czy obowiązków wojskowych, podczas gdy podstawowy rytm życia gospodarczego trwał nadal.

Z tego względu wyniki badań archeologicznych są niezbędnym punktem odniesienia przy analizowaniu źródeł pisanych. Pozwalają przede wszystkim określić skalę przemian oraz ich geograficzny zasięg. Jednocześnie pokazują ograniczenia wszelkich prób ustanowienia jednej dokładnej daty rozpoczęcia anglosaskiego podboju. W materiale archeologicznym nie ma wyraźnej granicy pomiędzy dniem kończącym „Brytanię rzymską” a dniem rozpoczynającym „Anglię anglosaską”. Istnieje natomiast kilka dziesięcioleci stopniowej transformacji.

Połowa V wieku może być traktowana jako ważna cezura, ponieważ właśnie wtedy zmiany stają się szczególnie widoczne i w wielu regionach nabierają charakteru nieodwracalnego. Nie oznacza to jednak, że wcześniej nie było na wyspie Germanów ani że po tej dacie nagle zniknęli Brytowie. Jest to raczej moment, w którym proces rozpoczęty jeszcze w okresie późnorzymskim przyspieszył i zaczął prowadzić do powstania zupełnie nowego układu politycznego i kulturowego.

W tym sensie archeologia nie tyle rozstrzyga spory wynikające z przekazów kronikarskich, ile zmienia sposób stawiania pytań. Zamiast szukać jednej daty „przybycia Anglosasów”, należy pytać o kolejne fazy kontaktów, migracji i ekspansji. Zamiast próbować dokładnie oddzielić Brytów od Germanów na podstawie pojedynczych przedmiotów, trzeba badać przemiany całych społeczności. Dopiero w takim ujęciu materiał archeologiczny pozwala właściwie ocenić późniejsze źródła pisane i oddzielić ogólny historyczny proces od schematycznej narracji stworzonej przez średniowiecznych kronikarzy.


[1] Gruntowną analizę dotychczasowych badań archeologicznych i ich interpretacji dotyczących tego okresu dziejów Brytanii daje J. G ą s s o w s k i, op. cit., s.6-23,78-195. Zwraca on uwagę, że archeologia brytyjska długo wykazywała tendencje nacjonalistyczne w badaniach zajmując się głównie tematyką etniczną, a wykazując brak zainteresowania problemami gospodarczymi i społecznymi. Stara się on także porównać procesy zachodzące na wyspie, z tymi jakie miały miejsce na kontynencie.; dokładny opis znalezisk archeologicznych z najwcześniejszego okresu anglosaskiego na Wyspach w N. A a b e r g, The Anglo-Saxons in England during the early centuries after the invasion, Uppsala 1926

[2] J. G ą s s o w s k i, op. cit., s. 13-15, 18.

[3] F. M. S t e n t o n, Anglo-Saxon England, Oxford 1998, s.1-2.

[4] J. G ą s s o w s k i, op. cit., s.20-21.

[5] Ibidem, s. 83-91

5/5 - (1 vote)

Dodaj komentarz