Chrześcijaństwo w Brytanii

znaleźliśmy jeszcze jeden fragment pracy magisterskiej o dziejach Wysp Brytyjskich


Opisanie początków chrześcijaństwa i jego wczesnego rozwoju w Brytanii jest niezbędne dla pełnego obrazu wyspy, poprzedzającego przybycie na nią plemion anglosaskich. Najeźdźcy  bowiem wkroczyli w świat odmiennie zorganizowany, a różnice religijne z jakimi mieli tam do czynienia wywarły ogromny wpływ na ich późniejszą historię. Istotnym jest twierdzenie, że w Brytanii miał miejsce taki sam proces jaki rozegrał się w innych częściach świata rzymskiego. To co straciło Imperium, odzyskiwał Kościół rzymski[1]. Dopóki panowanie rzymskie na wyspie było niezachwiane, nowa religia rzymska nie odegrała istotnej roli w historii wyspy. Później, gdy chrześcijaństwo stało się religią państwową, hierarchia kościelna na wyspie broniła w czasie walk z arianizmem wiary ortodoksyjnej. Potem, w wyniku łupieżczych najazdów barbarzyńskich plemion, a ostatecznie ich osiedlenia się na wyspie, organizacja kościelna właściwie upadła. Przetrwała tam, gdzie przetrwali Celtowie, przede wszystkim w Walii.

Nie jest do końca pewne w jaki sposób chrześcijaństwo dotarło na Wyspy Brytyjskie. Wzmianki źródłowe o początkach chrześcijaństwa w Brytanii pochodzą z początków III wieku. Wspominali o tym w swych pismach Orygenes i Tertulian, ale jednocześnie zwracali uwagę, że szerzy się ono tylko w obrębie panowania rzymskiego. Najdawniejsze znane i wiarygodne fakty związane z chrześcijaństwem brytyjskim dotyczą dwóch męczenników za wiarę. Pierwszym był biskup Londynu, Augulus, w ogóle pierwszy znany z imienia duchowny Brytanii. Jego imię związane jest bezpośrednio z miastem, ponieważ Londyn przejściowo nosił nazwę Augusta ( tytuł używany w dokumentach do 410 roku). Nieco więcej wiarygodnych informacji istnieje o bardziej znanym męczenniku, świętym Albanie. Wspomniany jest po raz pierwszy przez Gildasa, a później przez wszystkich kronikarzy Brytanii średniowiecznej, tak celtyckich, jak i anglosaskich. Część dzieł tych pisarzy będzie szerzej omówiona niżej, ze szczególnym uwzględnieniem informacji jakie niosą one o momencie przybycia plemion anglosaskich na wyspę.

Święty Alban miał być żołnierzem rzymskim, który zginął w ostatniej fali prześladowań chrześcijan. Nie był on jedynym męczennikiem, w źródłach pojawiają się jeszcze Aaron i Juliusz. Do 314 roku Kościół brytyjski rozrósł się znacznie, a w synodzie w Arles wzięło udział trzech biskupów brytyjskich : Eboriusz z Yorku, Restitut z Londynu, i Adelfiusz. Także później, w roku 359, na synod w Ariminium udało się znów trzech biskupów. Jednak chrześcijaństwo nie zdominowało całkowicie wierzeń mieszkańców wyspy. Wciąż jeszcze pojawiały się nowe świątynie pogańskie, a wpływy chrześcijaństwa w wyższych, bogatszych sferach nie były duże[2].

Na wyspę docierały także nauki uznawane przez synody za herezję. Mnich Pelagiusz, pochodzący z Brytanii, nauczał w Rzymie i Kartaginie, głosząc tezę, że człowiek może się uwolnić od zła dzięki własnej woli. Mimo potępienia znalazł zwolenników na Wschodzie, a w złagodzonej formie wśród mnichów galijskich. Z Galii herezja pelagiańska trafiła do Brytanii[3]. Papież Celestyn wysłał w 429 roku z misją biskupa Germanusa z Auxerre dla wzmocnienia tam wiary. Kościół rzymski interweniował więc w Brytanii, gdy cesarstwo w tym samym czasie nie było w stanie pomóc zagrożonej najazdami prowincji[4].

Celtyccy chrześcijanie z Walii zachowywali związki z kontynentem przez swoich pobratymców- uciekinierów z wyspy, którzy osiedlali się na Półwyspie Armoryka ( od przybyszów –Brytonów– zyskał on nazwę Bretańskiego). Przez nich jako pośredników docierały na Wyspy Brytyjskie wpływy z Akwitanii, Hiszpanii, a nawet dalekiego Orientu. Prawdopodobnie tym sposobem dotarły do Walii i Irlandii nowe formy życia religijnego i kościelnego. Charakteryzowały się one ascezą i łączyły monastycyzm z uczonością. Powodowało to, że Kościół walijski, a także irlandzki stał się kościołem monastycznym. Powstawały liczne klasztory, a wraz z nimi szkoły[5].

Niezbędnym jest wspomnieć o działalności misjonarskiej świętego Niniana w Brytanii, ale także świętego Patryka, mimo, że działał on w Irlandii. Zakładali oni klasztory w Irlandii i Szkocji i odegrali ważną rolę w rozwoju kulturalnym obszaru celtyckiego Wysp Brytyjskich. Chrześcijaństwo, które wytrwale tam krzewili miało oparcie w miejscowych tradycjach klanowych, co spowodowało wykształcenie się wielu odrębnych cech i właściwości, odmiennych od wzorców rzymskich. Kościołowi rzymskiemu niełatwo będzie je przełamać, szczególnie gdy chrześcijaństwo irlandzkie przenikać będzie na teren Anglii, głównie za sprawą założonego w VI wieku przez świętego Kolumbę klasztoru na wyspie Iona. Intensywna działalność mnichów irlandzkich sprawiła, że powstawały nowe klasztory, nie tylko w samej Irlandii, ale także w Brytanii. Kościół rzymski wysyłał misje z zadaniem nawracania nie tylko coraz liczniejszych, pogańskich Sasów, ale także dla wyjaśnienia różnic w liturgii, szczególnie w sprawie ustalania daty Wielkanocy[6].

Mimo, iż najazd plemion anglosaskich załamał ciągłość organizacji kościelnej w Brytanii, nie doprowadził do całkowitego jej upadku. Przeciwnie, Anglosasi szybko ulegli chrystianizacji, z jednej strony dzięki gorliwej działalności misjonarskiej mnichów irlandzkich, z drugiej, poprzez misje wysyłane z Rzymu, jak ta z 596 roku- misja mnicha benedyktyńskiego Augustyna- wysłana przez papieża Grzegorza[7]. Dlatego nie można jednoznacznie twierdzić, że Brytania po najeździe barbarzyńców utraciła łączność z cywilizowaną Europą. Wprost przeciwnie, zrodziły się tam nowe siły religijne i kulturalne, które zaczęły w poważnym stopniu oddziaływać na kontynent. Wynikało to z łączenia w kościele monastycznym ascezy ze studiami. Zachowana została kultura słowa pisanego, a doprowadziło do przyjęcia kultury antycznej i języka łacińskiego w jego klasycznej formie. Aby więc prowadzić działalność misyjną, mnisi musieli posługiwać się łaciną, stali się dobrze przygotowani do tego, by uczyć innych, także Anglosasów, którzy używali języka germańskiego. Iryjczycy i Anglosasi przez długi czas zachowali więc dziedzictwo wiedzy i kultury antycznej, a co najważniejsze krzewili je w całej Europie[8].

Zanim jednak doszło do tego, że Anglosasi zaczęli odgrywać tak istotną rolę dla kulturalnego rozwoju Europy, pozostawali plemieniem tak samo barbarzyńskim, jak te, których działania były jedną z przyczyn upadku Imperium Rzymskiego. Aby mówić o anglosaskiej historii wyspy, należy rozpatrzyć, w którym momencie skończyło się rzymskie panowanie w Brytanii.

—

[1] Ibidem, s.281.

[2] W. L i p o ń s k i, op. cit., s.141.; J. Z. K ę d z i e r s k i, op. cit., s.35.; R.G C o l l i n g w o o d, J.N.L. M y r e s, op. cit., s.270-272

[3] Ibidem, s.308-309

[4]J.Z. K ę d z i e r s k i, op. cit., s.35; J. V o g t, op. cit., s.281-282., R. C o l l i n s, op. cit.,s.82.

[5] B. Z i e n t a r a, Świt narodów europejskich, Warszawa 1985, s.107.,  J. V o g t, op. cit., s.282.

[6] J. Z. K ę d z i e r s k i, op. cit.,, s.35-36, 45-47 ; H.  Z i n s, op. cit., s.19.

[7] B. Z i e n t a r a, op. cit., s. 345.; F.M. S t e n t o n, Anglo-Saxon England, Oxford 1998, s.102-113

[8] J. V o g t, op. cit., s.283-284; R. C o l l i n s, op. cit., s.253-262.

Oceń tę pracę

Narodziny inkwizycji

Papież postanowił powierzyć sprawy poszukiwania i osądzania heretyków odpowiednio przygotowanym do tego ludziom, wyposażonym w pełnomocnictwa papieskich sędziów delegowanych. Pierwszym mianowanym w ten sposób sędzią – inkwizytorem był przeor klasztoru dominikanów w Ratyzbonie oddelegowany do tego zadania w 1231 roku. Grzegorz IX zezwolił przeorowi w razie potrzeby dobrać sobie kilku braci do pomocy. W następnych latach mianował papież kolejnych sędziów delegowanych dla ziem Langwedocji. W ten sposób doszło do utworzenia najsławniejszej chyba instytucji Kościoła katolickiego – inkwizycji papieskiej.

W tym miejscu należy zwrócić uwagę na dwoistość terminu „inkwizycja”, którym przez długi czas nazywano antyheretyckie działania, podejmowane przez inkwizytorów papieskich. Od XIII wieku oznaczał on zaś nowy typ postępowania sądowego, stosowany do ścigania z urzędu osób podejrzanych o herezje.

Zakonnicy – w największej mierze dominikanie, lecz później także franciszkanie – byli niejako predestynowani do funkcji inkwizytorów. Opinia o dominikanach jako, zgodnie z ich nazwą domini cannes – psach pańskich, zdawała się ustawicznie to potwierdzać. Byli ludźmi wykształconymi i absolutnie podporządkowanymi Stolicy Apostolskiej. Ponadto jako zakonnicy, nie byli związani z lokalnymi społecznościami, do których ich wysyłano. Na koniec warto dodać, że zakonnicy cieszyli się powszechnym autorytetem jako kaznodzieje i spowiednicy, przez co darzeni byli szacunkiem oraz poważaniem. Papież mianując inkwizytorów szukał ludzi, którzy najlepiej spełnialiby rolę zarówno zawodowych sędziów, jak i opiekunów – pasterzy społeczności.

Niestety, szeroki zakres kompetencji jakim obdarzeni byli inkwizytorzy okazał się zbyt wielkim ciężarem, nawet dla specjalnie dobieranych wysłanników papieskich. Tajemnica, którą objęte były postępowania, dawała prowadzącym proces szerokie uprawnienia do aresztowania czy uwięzienia (dzięki nadaniu mocy dowodowej zwykłej famie – sławie). Nie mieli oni też jakiegokolwiek obowiązku poinformowania oskarżonego o postawionych mu zarzutach i mogli zatajać przed nim imiona świadków. Oskarżonemu brak było możliwości korzystania z obrońców, odwołania się od wyroków, dopuszczalne i powszechne zaś stało się stosowanie tortur do wymuszenia spontanicznego przyznania. Wszystkie te czynniki sprawiły, że sprawiedliwy przebieg całego postępowania zależał od uczciwości prowadzącego całą sprawę, co stwarzało możliwości do zaspokojenia chciwości, politycznych ambicji, załatwienia sąsiedzkich porachunków czy wręcz sadyzmu.

Już w pierwszych latach działania inkwizytorów dochodziło do licznych nadużyć, bowiem od pokus władzy nie byli wolni nawet najroztropniejsi bracia. Przykładem takich inkwizytorów byli: Robert Le Bourge, mianowany w 1233 roku, w następnym roku odwołany, a w końcu osądzony i skazany. Działający w tych czasach w dolinie Renu Konrad z Marburga, za swoje nadużycia został zamordowany. W następnych latach ofiarą niedoszłych skazanych padł w warowni Montsegur Wilhelm Arnaud. W 1252 roku zamordowany został Piotr z Werony – późniejszy święty – pełniący obowiązki inkwizytora Lombardii.

Nie możemy jednak popadać w przesadę, ku której niewątpliwie kieruje nas literatura promująca czarną legendę inkwizycji, ukazująca sędziów inkwizycji jako wyuzdanych sadystów. Rozdarcie jakie było niewątpliwym udziałem każdego inkwizytora, wynikało z tego, iż z jednej strony musieli oni wykazać zawodową nieufność jako prokuratorzy, a z drugiej strony zawodowe zaufanie jako spowiednicy. Wszystko to zaś było dodatkowo obciążone odpowiedzialnością przed zwierzchnikami za efekty oraz przed społecznością wiernych, której ochrona była także jednym z zadań tych duchownych.

Schizofreniczne napięcie potęgował także swoisty etos zawodowy urzędników, których niejednokrotnie sława kary „biczów” i „młotów” na heretyków musiała być podtrzymywana, by działać prewencyjnie na niestałych w wierze oraz skłaniać świadków do zeznań i tym skuteczniej prowadzić do wykrywania niewygodnych Kościołowi organizacji i osób.

Początek walk z nadużyciami przyniósł rok 1242, kiedy to doświadczenia pierwszej dekady inkwizycji papieskiej zostały zebrane w postanowieniach synodu w Terragonie. Zdefiniowano wtedy pojęcie heretyka, którym od teraz był nie tylko ten, kto trwał uparcie w błędzie, ale także ten, kto akceptował poglądy innych heretyków, uczestniczył w ich nabożeństwach, nie informował o znanych sobie kacerzach, ukrywał, wspierał ich lub bronił. Synod zestawił katalog wszelkich możliwych kar, zarówno o charakterze pokutnym jak i krymi­nalnym oraz dokonał kompilacji ustawodawstwa Grzegorza IX i ustalił schemat procedury inkwizycyjnej.

Procedurę tą można odczytać z powstających w tym czasie podręczników inkwizytorskich. Zostanie ona przedstawiona w następnym rozdziale, jako procedura służąca zwalczaniu herezji i czarownictwa, obowiązująca na ziemiach polskich.

Następne korekty procedury inkwizycyjnej miały miejsce podczas soboru w Vienne w 1312 roku. Stanowisko w sprawie nadużyć inkwizytorów wyraził Kościół w dwóch dekretach, co świadczyło o szerokiej ogólnokościelnej skali tego zjawiska. Sobór zakazywał powierzania zakonnikom poniżej 40 roku życia funkcji inkwizytorskich. Ponadto zobowiązywał inkwizytorów do ścisłej współpracy z miejscowym biskupem. Poddanie kogoś torturom wymagało zgody tegoż biskupa, jeśli prowadził je inkwizytor oraz zgody inkwizytora, jeśli prowadził je biskup. Od podobnej zgody obu zależało zamknięcie kogoś w areszcie, przy czym w wypadku aresztu ścisłego (murus strictus) aresztowany miał pozostawać pod podwójną strażą, z jednej strony biskupią, a z drugiej inkwizycyjną. Inkwizytorom zakazano noszenia broni czy nadmiernego powiększania swojego orszaku ponad grono koniecznych urzędników.

Sobór w Vienne był ostatnim soborem, na którym znalazły się postanowienia dotyczące inkwizycji. Od XIV wieku głównym problemem Kościoła stało się nie zwalczanie kacerzy, a walka o jego wewnętrzną reformę.

To czy te same schematy prawne stosowane wobec heretyków, były również używane w celu zwalczania magii i czarów było w średniowieczu kwestią zmienną, zależną w dużej mierze od indywidualnego nastawienia każdego papieża. Tak zwany Canon Episkopi z roku 906 głosił, że właśnie wiara w czary jest herezją. Jeszcze papież Grzegorz VII panujący w latach 1073 – 1085, ostrzegał:

„Raczej uchrońcie się przed zemstą Boga stosowną pokutą, niż byście mieli daremnie, niczym drapieżne zwierzęta atakować owe niewiasty bez winy i tym właśnie sprowadzić na siebie gniew Boży”.

Na doniesienie wspomnianego wyżej Konrada z Marburga o wielu wykrytych przez siebie przypadkach oddawania czci szatanowi, odpowiedział Grzegorz IX ponagleniem, by z gorliwością przeciwstawił się szerzeniu zła. Jednak już papież Aleksander IV dwukrotnie, bo w latach 1258 i 1260 w odpowiedzi na podobne informacje zabronił inkwizytorom przepro­wadzania procesów osób podejrzanych o uprawianie czarów, chyba że jednocześnie były oskarżane o herezję.

Kolejne rozporządzenia przeciw czarownictwu wydał Jan XXII panujący w latach 1316­1334. Dnia 22 sierpnia 1320 roku, w Awinionie nakazał kardynałowi Williamowi Goudinie, by polecił trybunałowi inkwizycyjnemu w Carcassonne podjęcie działań przeciwko magom, czarownikom oraz tym, którzy zaklinają demony, sporządzają figurki z wosku bądź bezczeszczą święte sakramenty, jako heretykom i zarządził konfiskatę ich majątków.

Tym samym, chociaż jego poprzednicy również wydawali bulle skierowane przeciwko osobom uprawiającym praktyki magiczne, Jan XXII stał się pierwszym papieżem, który oficjalnie opowiedział się za koncepcją herezji czarnoksięstwa

„[…] pragnąc gorąco, by wszyscy złoczyńcy, którzy szkodzą owczarni Chrystusowej, zostali wygnani z domu Bożego, życzymy sobie, nakazujemy i polecamy ci, na mocy naszej władzy, byś wyszukiwał i aresztował, a także na inne sposoby działał przeciwko tym, którzy składają ofiary diabłom i oddają im cześć albo oddają się im w poddaństwo wręczając im dokument lub coś innego podpisanego ich własnym imieniem; tym, którzy zawierają otwarcie przymierze z diabłami, tym, którzy sporządzają lub każą sporządzać innym figurki z wosku lub z czegoś innego, aby w ten sposób, a także za pomocą przywoływania diabłów, zmusić je do popełniania wszelkiego rodzaju maleficiów, tym, którzy, nadużywając sakramentu chrztu, chrzczą albo powodują, by ochrzczone zostały figurki sporządzone z wosku lub z innych substancji, albo uciekając się do zaklinania złych duchów czynią lub powodują, że uczynione zostaje coś podobnego […], a także guślarzom i czarownikom, którzy posługują się sakramentem mszy świętej lub hostią, a także innymi sakramentami Kościoła lub jakimkolwiek z nich, czy to w jego formie, czy treści, dla praktyk magicznych i czarnoksięskich”.

Kilkakrotnie jeszcze w czasie swojego pontyfikatu Jan XXII potwierdził swoją politykę wobec czarownictwa. Bulla którą wydał w roku 1318, zezwalała na wytaczanie procesów zmarłym heretykom – „należy zatrzeć pamięć nawet o tych, którzy zmarli”. W napisanym w roku 1330 liście do inkwizytorów w Narbonne i Tuluzie traktował on magię i herezję jako równorzędne zbrodnie przeciwko Bogu. W bulli z roku 1326 (lub 1327) opisał szczegółowo zbrodnie popełniane przez czarownice, zapewniając za świętym Augustynem, że przestępstwa te były faktem rzeczywistym.

„Niektórzy ludzie, chrześcijanie z imienia jedynie, porzucili światło pierwszej prawdy na rzecz przymierza ze śmiercią i frymarku z piekłem. Składają ofiary diabłom i oddają im cześć; sporządzają sobie lub w inny sposób wchodzą w posiadanie figurek, pierścieni, zwierciadeł, flaszek i innych przedmiotów poprzez które – dzięki swej sztuce magicznej – rozkazują demonom, otrzymują od nich odpowiedzi na zadane pytania, proszą je o pomoc w realizacji swych potępieńczych celów, oddając się w jak najhaniebniejsze wobec nich poddaństwo, by cele te osiągnąć”.

Polityka łączenia przestępstwa herezji z czarownictwem, a w zasadzie traktowanie czarownictwa jako następnej sekty, potwierdzone zostało orzeczeniem Paryskiego Wydziału Teologii z roku 1398. Wyrok ten uznał wszelki rodzaj magii za heretycki, gdyż zakładający pakt z diabłem.

Sykstus IV był kolejnym papieżem, który w swoich trzech bullach, z lat 1473, 1478 i 1483, postawił wróżbiarstwo i czarną magię na jednej płaszczyźnie z herezją, utrwalając tym samym fundamenty pod nowożytne polowanie na czarownice.

Oceń tę pracę

Mit czarnoleski

[dzisiaj praca magisterska z historii literatury]

Mit czarnoleski uległ zdecydowanemu przewartościowaniu w okresie mistycznym przede wszystkim w twórczości Słowackiego. Idylla życia ziemiańskiego, do której ten poeta tęsknił najbardziej, była już nie do przyjęcia w nowym okresie silnych tęsknot irracjonalnych, kształtowania swojej osobowości w duchu wewnętrznej przemiany. Słowacki rozumiał, że wielki mit Czarnolasu ma znaczenie nie tylko patriotyczne, lecz również terapeutyczne – ratował bowiem ludzi przed rozbiciem wewnętrznym.

W latach wielkiej transfiguracji mistycznej Słowackiemu niepotrzebny był już mit Czarnolasu, ale poeta rozumiał, że potrzebny jest on zwykłym ludziom, którzy w kraju żałoby i zesłań muszą mieć w końcu jakieś swoje normalne szczęście. Odzwierciedleniem tego przekonania jest

poemat „Poeta i Natchnienie” (1843) gdzie czytamy:

„Mój Ukraińcu! nie wołaj tam Jana,

Niech śpi pod swoją lipą czarnoleską,

Cóż jego biedna lutnia – siostra dzbana,

Pod kopułą złotą … pod niebieską,

[ . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ]

Innego trzeba w Rzymie przewodnika,

I ten już idzie … duch prawdy i wiary …”[1].

„Tradycja – powiada Słowacki – należy do przeszłości, zwłaszcza tradycja ziemiańska, daleka od rycerskich uniesień i bohaterskich czynów.[2]

Stanowisko to, mimo, że Słowacki nie opublikował tekstu, musimy uznać za ważne, ponieważ koresponduje z zasadniczymi elementami światopoglądu poetyckiego poety. Zrozumiał, że w oczach romantyków lutnia Kochanowskiego, zbyt ściśle przynależna do sielsko-swojskiego krajobrazu, zbyt przyziemna i ludyczna (jako „siostra dzbana”) nie mogła pasować go na poetę – wieszcza.

Czarnoleska poezja wraz z jej głębszymi treściami filozoficznymi i z problemami samowiedzy poetyckiej odkryta została przez Cypriana Kamila Norwida w genialnej metaforze: Rzecz Czarnoleska. Pochodzi ona z wiersza „Moja Piosnka I” powstałej w roku 1844, ogłoszonej w „Bibliotece Warszawskiej” w rok później:

„Lecz nie kwiląc jak dziecię

Raz wywalczę się przecie;

Złotostrunna nie opuść mię lutni!

Czarnoleskiej ja rzeczy

Chcę – ta serce uleczy

I zagrałem i jeszcze mi smutniej”[3].

Norwid od najwcześniejszych lat swego życia rozczytywał się w literaturze staropolskiej. Wacław Potocki świadczył w roku 1841 „cały oddany dawnym autorom Kochanowskiego i Opalińskiego na pamięć umie”[4].

To rozczytanie się i głębokie przeżycie dorobku czarnoleskiego widoczne jest u Norwida na każdym miejscu w twórczości poetyckiej. Także wówczas, gdy natchnienie do szeregu utworów czerpie z poezji mistrza Jana, kładąc motta z „Fraszek”, „Trenów”.

„Moja Piosnka I” została napisana pod wpływem zawodu miłosnego, jest doskonałym przykładem ujawniającym proces transpozycji uczuć i wrażeń na płaszczyznę ogólniejszej zobiektywizowanej refleksji. Lekarstwa na smutek szuka poeta kolejno w zabawie, w sferze własnej uczuciowości, a wreszcie w prawdziwej wielkiej poezji. Znakiem tej właśnie wielkiej poezji jest „rzecz czarnoleska”. Doskonała poprzez swoją uniwersalność ideową i estetyczną, terapeutyczna siłą nieprzemijającej ekspresji.

„Rzecz” jest w leksyce Norwida pojęciem wieloznacznym i stosowanym elastycznie. Jak pisze Mieczysław Jastrun: „owe rzeczy u Norwida są kształtem prawdy, wyrażanie prawdy jest obowiązkiem i posłannictwem artysty”[5].

W „Mojej piosnce I” Norwida spotykamy się z intymnym wyznaniem; o uczuciach mówi się tu językiem stereotypów i poetyckich banałów: zawód miłosny jest nicią, depresja psychiczna przybiera kształt czarnej pętli, próby wyzwolenia ze stanu frustracji dokonują się przy pomocy wieńca i pucharu. Ale także przy pomocy złotostrunnej lutni i znamiennej z nią – czarnoleskiej rzeczy. Anna Niewolak-Krzywda pisze: „to właśnie rzecz czarnoleska przenosi sens tego wiersza na płaszczyznę doświadczeń poetyckich i artystycznych. W pojęciu rzeczy czarnoleskiej mieści się humanistyczna koncepcja losu ludzkiego. Przede wszystkim rzecz czarnoleska to „rzecz poetycka”, świadomość własnej sztuki i artystycznego rzemiosła, manifest wolności poety i program jego społecznej służby”[6].

Po raz drugi odwołał się poeta do autorytetu Kochanowskiego w poemacie „Tęcza” (pierwodruk „Kłosy” 1884, nr 995), gdzie w partii wstępnej tłumaczy prawo do odmienności własnej twórczości, do odejścia od romantycznej kreacji poety „w pielgrzymiej tunice”, powołując na arbitrów nie tylko trójcę wieszczów romantycznych, ale na pierwszym miejscu Jana Kochanowskiego:

„Co nam kołyskę

Dawidowymi psalmy odśpiewał (…)”[7].

Sięgnięcie po świadectwo Kochanowskiego to przede wszystkim odwołanie się w sprawie tak ważnej, jak wykładnia własnego światopoglądu poetyckiego, do autorytetu twórcy języka polskiej poezji i pisarza przyswajającego polszczyźnie arcydzieło literatury światowej. Dopowiedzieć także wypada, że koncept poetycki – polegający na użyciu autorytetu klasyka w obronie istotnych racji (patriotycznych, estetycznych, ideowych) – jest mocno związany z tradycją czarnoleską.

W podobnym ujęciu pojawia się Kochanowski w „Rzeczy o wolności słowa”; w partii poematu, traktującej o kulturotwórczej, społecznej i moralnej sile języka narodowego, znajdziemy:

„Gminny, sielski, uczony, kmiecy i królewski –

Ten kasztelański Jana język Czarnoleski (…)”[8].

Z misternego łańcucha określeń łatwo odczytujemy intencję autora: język czarnoleski, czyli język Jana Kochanowskiego, to najczystsza postać języka narodowego. Swym dwuwierszem wpisał się Norwid na długą listę admiratorów autora „Fraszek”, jako twórcy literackiej polszczyzny.

Słynną lipę czarnoleską wspomina Norwid w wierszu adresowanym do znanego skrzypka i kompozytora Nikodema Biernackiego. Autor zapytuje go:

„A ty skąd wziąłeś na te skrzypce deski,

Jeśli nie z lipy bogdaj czarnoleskiej –

I smyk Twój jestże czarodziejstwem żywy

Z białego konia arabskiego grzywy?…

I struny Twoje – czy Ty ręką lewą

Spod serce wysnułeś na skrzypców Twych drzewo”[9].

Lipa jawi się w tym utworze jako materiał do wyrobu skrzypiec, a nie jako najsłynniejsze drzewo poezji polskiej.

Wśród dziewiętnastowiecznych pisarzy zainteresowanych spuścizną Jana z Czarnolasu na osobną uwagę zasługuje Teofil Lenartowicz. Powody tego zainteresowania były dwojakiej natury. Po pierwsze; bibliograficznej. Badacze twórczości „lirnika mazowieckiego” Wojciech Grochowski, Czesław Zgorzelski, a przede wszystkim Jan Nowakowski, ze spuścizny poety i materiałów źródłowych Jego dotyczących – wydobyli i zestawili wszystkie fakty potwierdzające szczególne zainteresowanie autora „Kaliny” Janem Kochanowskim. Są to: zwłaszcza wycieczki do Czarnolasu, inspiracje intelektualne Wójcickiego, a później także Kraszewskiego i wreszcie wykłady o literaturze polskiej w latach 1879-1885.

Jak pisze Jan Nowakowski: „Niełatwo orzec, czy zbliżenie Teofila Lenartowicza do Kochanowskiego nastąpiła pod urokiem jego utworów i skierowało go na drogę do Czarnolasu, czy też przeciwnie – postawienie stopy na ziemi czarnoleskiej, wejście w atmosferę nasyconą tradycją Kochanowskiego poruszyło głęboko jego wyobraźnię, wzbudzając emocje – także twórcze, a przybliżając dzieła”[10].

Andrzej Martyniak zbadał, że symbolicznym znaczeniem lipy zainteresował się Lenartowicz podczas wędrówki po Łużycach około roku 1849.[11]

Na podobieństwo Jana z Czarnolasu drzewu temu wystawił Lenartowicz piękny liryczny pomnik w apostroficznym wierszu „Na lipę słowiańską”, co wymownie świadczy o uczuciu, jakim je darzył:

„Lipo zielona! Drzewo ojczyste,

co na mnie kwiaty strząsasz złociste

I cień daleki rzucasz dokoła

Drzewo rodzinne, ozdobo sioła:

Twoich gałęzi mnogie ramiona

Jako słowiańskie nasze plemiona

W jednym pniu silnym w ziemi się łączą,

Jeden kwiat sypią i miody sączą.

Gdy Niemiec z ciebie skórę obdziera,

Gdy cię waragska rąbie siekiera,

Ty jednak silna, w następnym lecie

Znowu też same rozrzucasz kwiecie.

Ludy Słowiańskie! Toż my podobnie

Jak nasza lipa rostąc nadobnie

Przetrwali długie dziejowe burze,

Pioruny, grady i wichry duże.

Z gałęzi naszych cóż nie zrobiono!

Spójrzcie na Polskę na grób schyloną

[ . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ]

Lipo słowiańska! Gdzie twoje chwała?

Czyś ty już, nasza lipo, spróchniała?

Nicże już więcej z ciebie nie będzie,

Jak krzyż i warsztat na naszej grzędzie?

Oj cicho, pisklę! Ucisz swe płacze!

Z mojego drzewa skrzypki prostacze

Nastrój na nutę wielką, podniosłą,

Żeby w tym ludu serce urosło,

Żeby zagrały wszystkie krwi krople,

Żeby ta chwała co leży w Gople,

Buchnęła w niebo z swojej mogiły,

Żeby się słońca dwa rozświeciły:

Jedno – to jasne na modrej fali,

Drugie – słowiańskie z słowa i stali!”[12].

Jest to jedna z pierwszych wypowiedzi Lenartowicza w duchu słowianofilskim. Dla poety lipa jest symbolem Polski, a nawet całej słowiańszczyzny.

Słowiańszczyzna jest jak ścięte drzewo, jak lipa, której korę Niemiec obdziera, rąbie Wareg, a która jednak jest silna i każdego lata okrywa się kwiatem. Złota barwa przypomina o świętości tego drzewa. Słowianie przetrwali długie burze dziejowe. Polska stoi schylona nad grobem, mogiły sterczą na polu Kosowym, w Czechach Światosławnych w Wielkiej Morawie, popłynęła krew obfita. Pomorze Niemiec zmienił w swe warsztaty – i czyżby już nic nie miało stać się z tej lipy jak tylko krzyż.

Lipa uosabia ideę zjednoczenia się narodów słowiańskich w walce przeciw najeźdźcy. Drzewo odpowiada, że koniec jeszcze nie nadszedł. Należy z lipowego drewna wykonać skrzypce, które poruszą serce ludu, a ten przywróci dni chwały drzewu-słowiańszczyźnie. Lipa jest wyznacznikiem rodzinnego krajobrazu, poeta czyni z niej symbol Polski, a nawet całej słowiańszczyzny.

Duże znaczenie dla Lenartowicza ma także motyw czarnoleskiego drzewa, w którego cieniu tworzył Kochanowski. W tym kontekście przywołuje staropolskie obyczaje oraz pochwałę twórczości renesansowego mistrza jako wartości, które chciałby zamknąć w swojej poezji.

W twórczości Teofila Lenartowicza pierwszym literackim śladem zainteresowania poetą czarnoleskim jest wiersz zatytułowany „Jan Kochanowski”. Jan Nowakowski uważa, że utwór ten powstał po odwiedzinach Czarnolasu w roku 1844. Wiersz ten dokładnie objaśnia stosunek Lenartowicza do wartości czarnoleskiej poezji. Parafrazując najpopularniejsze utwory mistrza Jana i wykorzystując cytaty z fraszek i pieśni, wkłada poeta w usta swego podmiotu mówiącego wykład renesansowej filozofii życia godziwego; pochwałę mierności, stoickiej zgody na los i patriotyzmu. W tych wartościach upatruje Lenartowicz wielkości czarnoleskiej poezji, żywotności tradycji szlacheckiej:

”Pójdź gościu, w moje progi, otwarte ci wrota,

Wita cię stara prawość i stara prostota

Zrzuć zbroję i rumaka pachołkowi oddaj,

A zwyczajom się naszym staropolskim poddaj.”28

Utwór to znamienny dla recepcji poezji Kochanowskiego ze strony Lirnika mazowieckiego. Można stwierdzić, że ustala się pewien motyw persewerujący odtąd w utworach Lenartowicza, ilekroć przywołuje twórczość Jana z Czarnolasu. Motywem tym jest obraz imaginacyjny samego gospodarza dworu, jak stojąc przy nim, zwraca się w stronę gościa – by go powitać, gdy nadchodzi, albo pożegnać, gdy znów wybiera się w dalszą drogę.

Motyw lipy w twórczości romantyków staje się przykładem toposu, który może oznaczać zarówno walory sztuki poetyckiej, jak też uroki tradycyjnego dworku ziemiańskiego, wsi arkadyjskiej, gdzie lipa rozłożysta jest znakiem gościnności, radosnego nastroju, przyjaźni:

„Pod cienie lipy mojej, gościu pożądany,

Śpiesz się, tu cię pokrzepi mój dzban polewany,

Złota przywita lutnia i ubogie progi (…)”29.

Lenartowicz był jedną z wielu osób odwiedzających Czarnolas. Dzięki Czesławowi Zgorzelskiemu30 wiadomo, że odbył taką podróż w 1845 roku, czego dowodem jest stwierdzony przez badacza wpis do księgi pamiątkowej Czarnolasu z dnia 30 lipca tego roku, wpis wiersza od słów:

„Gdzież ta lipa ukochana,

Kędyż Jana dom ubogi?

[ . . . . . . . . . . . . . . . . ]

Gdzież ta lutnia złotodźwięczna

I pieśni polska taka wdzięczna?

[ . . . . . . . . . . . . . . . . ]

Twoja lipa obalona

Ale sława ciebie strzeże

Śród wieczności skamieniona

Po wiek wieki cześć swą bierze.”31

Wiersz jest wyrazem uwielbienia dla twórczości Kochanowskiego oraz świadectwem na to, że topos czarnoleskiej lipy, uosabiającej ideę twórczych sił poezji, był ważny dla Lenartowicza i działał inspirująco na jego wyobraźnię.

Obraz czarnoleskiego dworu – stwierdza Jan Nowakowski – wśród zieleni drzew, motyw spokojnego trwania z dala od zgiełku i krzątanin królewskiego czy pańskiego dworu, świadomej izolacji, z którą niesprzeczna uciecha w szczupłym gronie przyjaciół – oto charakterystyczne składniki wizji czarnoleskiego „Tusculum”, która na trwałe wpisuje się w pamięć i twórczość Lenartowicza. Pozostanie też w długie lata tułaczki motywem nostalgii (…) konstruując idealny obraz kraju, motyw towarzyszący wyrazom tęsknoty za oddaloną ojczyzną.32

Z podobnego wpisu poetyckiego z roku 1848 pochodzi poświadczenie ponownych odwiedzin Czarnolasu, jak i następny utwór Lenartowicza poświęcony pamięci Kochanowskiego:

Oj, daleka moja drogo!

[ . . . . . . . . . . . . . . . . . ]

Zda mi się, że widzę oto

Czarnoleski dworzec dawny

A pod lipą śpiewak sławny

Stoi z lutnią szczerozłotą

J krzyż na powietrzu kryśli,

I pierzchają smutne myśli.

[ . . . . . . . . . . . . . . . . . . ]

Z dala spod tej lipy swojej

Błogosławi drodze mojej.33

Szczególną postać przyjmuje arkadyjski mit szczęśliwego bytowania na ojczystej ziemi w „Małym Światku”, wierszu powstałym w 1851 roku, kiedy poeta przemykał się między sieciami zastawionymi na niego przez władze pruskie w Wielkopolsce.

Wiersz ten jest rekonstrukcją pożegnalnej Arkadii, utworzonej z wizerunków Polski, gdzie „modrzewiowy dwór ojcowy” ozdobiony rozłożystą lipą, wtopiony w obraz Polski chłopskiej, gdzie „po drodze stare stoją chałupy”:

„Jak to ja sobie

Domek ozdobię

Ten modrzewiowy

Dworzec ojcowy!

Naprzód przed dzwiami

Lipę zasadzę (…)”34.

Drzewo rosnące przy domostwie budzi skojarzenie z twórczością czarnoleskiego poety, który dokonał nobilitacji zacisznego lipowego ustronia.

Motyw czarnoleskich odwiedzin wraz z wyobrażeniem gospodarza domu – poety, powróci jeszcze parokrotnie, nawet w latach znacznie późniejszych, w perspektywie „kraju utraconego”, więc w „Dzwonie Zygmuntowskim” z 1869 roku, w wierszu „Torkwatowi Tasso” z 1870 roku i jeszcze znacznie później, w wierszu na 300-lecie zgonu Kochanowskiego: „O Satyrze albo leśnym mężu, Jana Kochanowskiego powierniku.” W pierwszym z tych utworów – „Dzwon Zygmuntowski” – dany jest wyraz daremnemu marzeniu:

O! Janie, ojcze polskiej pieśni,

[ . . . . . . . . . . . . . . . . . ]

W tej czarnoleskiej lip ustroni

Może cień ujrzę skroni twojej,

Jak tam opiera się na dłoni.35

Teofil Lenartowicz był piewcą dawnej wsi, harmonii jej krajobrazu, moralnego ładu bytowania normowanego prawami natury. Korzeni poetyckiego światopoglądu doszukiwał się w tradycji czarnoleskiej. Kilkakrotnie powraca w spuściźnie Lenartowicza motyw odwiedzin domu Kochanowskiego, scena spotkania z poetą. Dla dziewiętnastowiecznego autora jest to swoisty powrót do Arkadii – do krainy prostych praw moralnych i prostych wzruszeń estetycznych.36

Oceniając rangę Kochanowskiego w kulturze narodowej Lenartowicz stwierdzał, że:

„Natychmiastowa popularność poezji Jana bardziej jest wymowna niż wszystkie pochwały, jakimi można by ją obdarzyć. Wiersze jego, tak jak wielkich klasyków, stały się przysłowiami – a popularność nie przychodzi nigdy bez racji.”37

W światopoglądzie poetyckim Teofila Lenartowicza zwrot ku poezji czarnoleskiej stanowił odwołanie do wyidealizowanej wizji utraconej ojczyzny. Wierna pamięć o poetyckim mistrzu owocowała konkretnymi walorami popularyzatorskimi wśród bardzo licznego grona polskich czytelników jednego z najpopularniejszych twórców drugiej połowy XIX wieku. Sposób widzenia tradycji czarnoleskiej przez Lenartowicza odcisnął swe piętno na utworach innych poetów ubiegłego stulecia.

Kreacja Jana Kochanowskiego jako poety – wieszcza – i to wieszcza szczęśliwego, ponieważ żyjącego w wolnej ojczyźnie i tworzącego na pożytek i chwałę wolnego narodu – utrwala się również na kartkach twórczości Wincentego Pola w utworach poświęconych czarnoleskiemu poecie: „Do Jana Kochanowskiego”, oraz we fragmentach poematów „Szajne – katarynka” i „Pieśni Janusza”.

Pol uważał Kochanowskiego za „poetę natchnionego”, a jego spuściznę za „perłę narodową” dla potomnych, przy czym dobitnie podkreśla polski charakter tej twórczości, ponieważ Kochanowski „śpiewał chwałę polskiej wioski.”38

Ludowość zatem jako postulat ideowy i estetyczny pokolenia romantyków krajowych, znalazła oparcie w tradycji poezji ziemiańskiej, podpartej autorytetem moralnym i artystycznym staropolskiego wieszcza. W doborze tej tradycji dokonała się uniwersalizacja pojęcia wiejskości; społeczny aspekt poezji ziemiańskiej, czy szerzej – szlacheckiej, dostrzegali jeszcze radykalni krytycy z pierwszego pokolenia romantyków.39

Zasadniczym motywem wierszy Pola poświęconych Kochanowskiemu jest zestawienie sytuacji dawnego poety, tzn. żyjącego w czasach świetności Rzeczpospolitej z warunkami historyczno-społecznymi, w jakich przyszło żyć autorowi. W wierszu „Do Jana Kochanowskiego” czytamy:

Ale serce ci zazdrości

Żeś na piękne trafił żniwo,

Żeś ojczyznę znał szczęśliwą

W czasach sławy i wielkości!

Żeś znał Polskę jeszcze wolną

I pobożną i orężną –

I poczciwą, prostą, rolną,

Światłą w Bogu i potężną .40

Po klęskach romantycznych zrywów, w warunkach narastających represji zaborców, utrwaliła się – zaszczepiona przez wielkich romantyków – szczególna rola społeczna poetów i poezji. W odniesieniu do twórców krajowych należy mówić tu nie tyle o rolach przywódców duchowych narodu, co o pozycji autorytetu moralno-społecznego i funkcji nauczyciela.

Jak pisze Stanisław Pigoń: „istotną sprawą była możliwość odwołania się do takich wartości, które stanowić by mogły skuteczną przeciwwagę dla zagrożenia bytu narodu. Te wartości odnajdywano w historii, a zwłaszcza w epoce ostatnich Jagiellonów.”41

Wiersze Pola poświęcone Kochanowskiemu są przykładem postępującej mitologizacji polskiego złotego wieku. Zasadniczym elementem kształtowania takiej tradycji musiała zostać poezja czarnoleska:

Cała Polska rozkochana

Uwielbiała swego czasu

Wieszcza Jana z Czarnolasu,

Co tak rosiał po dąbrowie

Skarby ducha w ojców mowie.

Dziś już pewno ani szczypy

Z czarnoleskiej owej lipy (…)42.

Świadomość dawnej świetności stwarzała szansę optymistycznej wykładni współczesności:

Ale naród mówi sobie:

„Żywe duchem, żywe w grobie

I nie zginie wśród zapasu!43

Również istotnym, powodem kreowania Kochanowskiego do roli wieszcza narodowego były dwie przesłanki. Pierwsza – zasługi poety dla polszczyzny, bowiem on „najpierwszy w polskiej mowie”:

„Większe skarby nam odpisał

Wieszcz natchniony z Czarnolasu

Co też słodycz z masy wyssał

Nie złożyli u przystani

Wielcy króle i hetmani!”44

Druga przesłanka – to wzgląd na „poczciwą sławę” mistrza u współczesnych i potomnych, na powszechną znajomość jego twórczości i – co więcej – powszechną akceptację treści w niej zawartych:

„Boć twa sława i twe słowo

dziś już perłą narodową

Boć twym czarem my czarujem,

Boć twym sercem my dziś czujem (…)”45.

W twórczości Wincentego Pola otwiera się nowy nurt czarnoleskiej tradycji. Jego wiersze rozpoczynają cykl okolicznościowych utworów pochwalnych, pisanych z okazji rocznic czy uroczystości związanych z kultem poety i kult ten pomnażających.

Strofy Pola poświęcone Kochanowskiemu uznać należy za poważny wkład w dzieło popularyzacji spuścizny czarnoleskiej, a w konsekwencji kultury staropolskiej. Poezja czarnoleska jako nosicielka uniwersalnych idei, ładu, harmonii jednoczących cały naród jest pomostem pomiędzy przeszłością a współczesnością.

—

[1] J. Słowacki, „Poeta i Natchnienie” [w:], W kręgu rzeczy czarnoleskiej, A. Niewolak-Krzywda, Rzeszów 1987, s. 35

[2] ibidem

[3] C. K. Norwid, Moja Piosnka I, [w:] C. K. Norwid, Pisma wszystkie, Zebrał i wstępem opatrzył W. Gomulicki. Warszawa 1971-1976; tom. I, s. 66

[4] C. K. Norwid, Pisma wszystkie, op. cit., s. 37

[5] M. Jastrun – Norwid – poeta nieznany [w:] M. Jastrun Wizerunki, Warszawa 1956, s. 26

[6] A. Niewolak-Krzywda, W kręgu rzeczy czarnoleskiej, Rzeszów 1987, s. 102

[7] C. K. Norwid, Pisma wszystkie, zebrał, tekst ustalił, wstępem i uwagami krytycznymi opatrzył W. Gomulicki, Warszawa 1971-1976; t. I, s. 66

[8] ibidem

[9] C. K. Norwid, Do Nikodema Biernackiego [w:] J. C. Norwid Pisma wszystkie, zebrał, tekst wstępem i uwagami opatrzył J. W. Gomulicki, Warszawa 1971-1976; tom. I, s. 89

[10] Jan Nowakowski, Pod urokiem Czarnolasu. Jan Kochanowski – Teofila Lenartowicza [w:] Rocznik

Świętokrzyski Kieleckiego Towarzystwa Naukowego, Kraków 1981, s. 241

[11] A. S. Martyniak – Fakty i domysły na temat związków Marii Konopnickiej i T. Lenartowicza z

Łużyczanami [w:] Liryka Teofila Lenartowicza wobec pieśni ludowej, Warszawa 1983, s. 15

[12] T. Lenartowicz „Na lipę słowiańska” [w:] T. Lenartowicz, Wybór poezji, Wrocław 1972, seria B.N.,

  1. 34

28 T. Lenartowicz, Jan Kochanowski [w:] Wybór poezji, oprac. Jan Nowakowski, Kraków 1972, BN I

nr 5, s. 21

29 ibidem

30 Cz. Zgorzelski, Sycyna, Czarnolas i Zwoleń w opisach wędrówek po kraju. [w:] „Alma Mater Vilnensis” Wilno 1930; z. 9; według przedruku: Kochanowski, z dziejów badań i recepcji twórczości, oprac. M. Korolko, Warszawa 1980, s. 142

31 ibidem

32 J. Nowakowski, Pod urokiem Czarnolasu. Jan Kochanowski – Teofila Lenartowicza [w:] Janowi Kochanowskiemu ziemia rodzina, Rocznik Świętokrzyski, Kraków 1981, s. 243-244

33 Cz. Zgorzelski, op. cit. s. 143.

34 T. Lenartowicz „Mały światek” Poezje, wybór i oprac. J. Nowakowski, Warszawa 1968, s. 21

35 T. Lenartowicz – Dzwon Zygmuntowski, [w:] Poezje, wybór, wybrał i oprac. J. Nowakowski, Warszawa 1968, Biblioteka Poezji i Prozy, s. 666

36 A. Niewolak-Krzywda, W kręgu rzeczy czarnoleskiej, Rzeszów 1987, s. 47

37 T. Lenartowicz, O charakterze poezji polsko-słowiańskiej, Warszawa 1978, s. 107

38 W. Pol, Do Jana Kochanowskiego, cyt za: Poeci polscy o Kochanowskim, Kielce 1931, s. 14

39 A. Niewolak-Krzywda, op. cit., s. 48

40 W. Pol, op. cit., s. 14

41 St. Pigoń, Jan Kochanowski w sądach romantyków, [w:] Pamiętnik Zjazdu Naukowego im. Jana

Kochanowskiego, opr. W. Walecki, Warszawa 1976, s. 301

42 W. Pol, Szajne –Katarynka op. cit. s. 36

43 ibidem

44 ibidem

45 W. Pol, op. cit., s. 36

Oceń tę pracę

Historia miasta Sopot

Poniżej przestawione zostały ważniejsze daty z dziejów Sopotu. W większym lub mniejszym stopniu miały one wpływ na charakter dzisiejszego miasta.

Trzecie tysiąclecie p.n.e.

Najstarsze znane dziś ślady pobytu człowieka na terenie Sopotu pochodzą właśnie z tego okresu. Kamienne narzędzia, pochodzące z młodszej epoki kamiennej, znaleziono w drugiej połowie XX w. w sąsiedztwie ulicy Okrężnej.

– II w. p.n.e.

Wykopaliska archeologiczne na terenie Górnego Sopotu w postaci licznych grobów wyposa­żonych w zdobione urny z przepalonymi szczątkami ludzkimi, wyroby z brązu oraz szklane i bursztynowe paciorki świadczą, że we wczesnej epoce żelaza na terenie Sopotu zamieszkiwa­ły plemiona zaliczane do ludów kultury urn twarzowych.

– IV w. n.e.

Ślady dużego skupiska osadniczego u wylotu Doliny Świemirowskiej, skarb srebrnych denarów rzymskich znaleziony w pierwszych latach XX w., pozostawiły po sobie plemiona kultury wielbarskiej, utrzymujące kontakty handlowe z Rzymem.

n.e.

W pobliżu Gręzowa, na gruntach ornych należących dziś do Leśnictwa Sopot oraz na terenie Grodziska, odkryto w drugiej połowie XX w. ślady słowiańskich osad otwartych.

Przełom VIII i IX w.

Na skraju Skarpy Sopockiej zbudowano drewniano — ziemną warownię zabezpieczającą istnie­nie otwartych osad, licznie powstających w tamtych czasach na terenie dzisiejszego Gdańska i Gdyni. Wczesnośredniowieczny gród w Sopocie był zamieszkiwany do X w. Zachowały się po nim ziemne wały , obronna fosa, grodowy majdan oraz wiele archeologicznych wykopalisk.

Około 1186 r.

Książe Pomorski Sambor I wyposażył nowo powstały klasztor cystersów w Oliwie w osady Stawowo i Gręzowo, leżące w granicach dzisiejszego Sopotu.

1212 – 1214 r.

Książe Mściwój I wyposażył klasztor żukowskich Norbertanek w osadę Świemirowo.

1283r.

Książe Pomorski Mściwój II, w zamian za ziemie utracone pod Gniewem na rzecz Zakonu Krzyżackiego, przekazał oliwskim cystersom 16 wsi, a wśród nich Sopot i Brodwino Żukowskie norbertanki, drogą wymiany dóbr, pozbyły się Świermirowa na rzecz cystersów z Oliwy.

1551r.

Bogaci gdańscy kupcy rozpoczęli proces wydzierżawiania od cystersów z Oliwy gruntów sopockiej wsi i wznoszenia na nich wystawnych rezydencji wypoczynkowych, zwanych dworami. W ciągu kilkudziesięciu lat uboga, klasztorna wieś chłopska, zmieniła się w wieś letniskową gdańskiego patrycjatu. Obok funkcji wypoczynkowych sopockie dwory pełniły również rolę ośrodków życia towarzyskiego i kulturalnego.

1660 r.

W sopockich dworach stacjonowały państwowe delegacje na rokowania pokojowe w Oliwie, po zakończeniu wojen ze Szwedami. Dwór w Karlikowie gościł polskiego króla Jana Kazimierza wraz z żoną Ludwiką Marią Gonzagą.

1714 r.

Królewski geometra Johannes Casparus Schirschmit sporządza na zamówienie sopockich posesorów , szczegółowy plan Sopotu i okolic.

1734 r.

Podczas wojny sukcesyjnej o koronę polską, pomiędzy zwolennikami Stanisława Leszczyńskiego i Augusta III, wojska rosyjskie oblegające Gdańsk spaliły (13 maja) wszystkie sopockie dwory. W kilka lat po pożarze odbudowano jedynie niektóre z nich i w skromniejszej postaci niż przed wojną.

1756 – 1760 r.

Większość sopockich ziem (8 dawnych dworów) przejmujął polski magnat, generał Józef Przependowski. Na Dworze Francuskim gospodaruje Joachim Deptowski, na Dworze Duńskim gdańszczanin Gotfryd Dehn, a w Karlikowie — Ludwig Gralatth. Sołtys Henryk Killer administrował skromną osadą rybacką nad brzegiem morza.

1772 r.

Po pierwszym rozbiorze Polski Sopot przyłączono do Prus. Administracja pruska sporządziła szczegółowy spis sopockich mieszkańców i żywego inwentarza. Teren dzisiejszego Sopotu zamieszkiwało wówczas 301 osób.

1774 r.

Skonfiskowany oliwskim cystersom majątek Stawowe, nabył gdański przedsiębiorca Muller i zbudował na jego terenie przydrożną oberżę.

Hrabia Kajetan Sierakowski z Waplewa (w pow. sztumskim), kupił od spadkobierców Piotra Killera grunty dawnego Dworu Sołeckiego i po czterech latach zamienił je z właścicielką Dworu Francuskiego na zabudowaną parcelę na skraju Skarpy Sopockiej. Na tej parceli zbu­dował zachowany do dziś klasycystyczny dwór letniskowy oraz założył park.

1804 r.

Dobra Przependowskich przejmujął gdańszczanin Karol Krzysztof Wegner. W centrum wsi wzniósł kolejny dwór, a obok niego urządził okazały Park Wiejski z siedmioma stawami na Potoku Środkowym.

Podczas oblężenia Gdańska bronionego przez Francuzów, stacjonowały w Sopocie wojska kozackie, które dopuściły się grabieży na miejscowej ludności.

Kajetan Sierakowski, sprzedał swą letnią rezydencję gdańskiemu kupcowi i bankierowi Danie­lowi Gotthelfowi Frantziusowi. We wsi stało wtedy 20 budynków mieszkalnych, w tym 4 bar­dziej okazałe.

1819 r.

Pierwsze próby uruchomienia kąpieliska morskiego w Sopocie, inspirowane działalnością (od 1808 r.) pobliskiego kąpieliska w Brzeźnie. Karol Krzysztof Wegner, właściciel największego sopockiego majątku, wzniósł na miejscu dzisiejszego Grand Hotelu skromny, drewniany bu­dynek kąpielowy z dwiema wannami i kotłem do podgrzewania morskiej wody oraz drewniana przebieralnię dla kąpiących się w morzu. W następnym roku zakład ten obsłużył 87 kuracju­szy, a po dwóch dalszych latach — 167. Władze pruskie przystąpiły do modernizacji głównej drogi prowadzącej przez Sopot z Gdańska do Berlina oraz wzniosły przy tej drodze między­wyznaniową szkołę.

1823 r.

Jan Jerzy Haffner z Colmaru, były lekarz armii napoleońskiej, osiadły w Gdańsku w 1808 r., wzniósł na uzyskanym od pruskiego ministerstwa skarbu nadmorskim terenie, murowany bu­dynek zakładu ciepłych kąpieli z 6 wannami oraz urządził wokół Królewskie Planty. Przy uj­ściu potoku Elizy (dziś Potok Haffnera) ustawił drewniane przebieralnie dla pań kąpiących się w morzu, a przy ujściu Potoku Kuźniczego — podobne przebieralnie dla panów. Wzdłuż Skar­py Sopockiej, na gruntach należących do dawnego Dworu Francuskiego, Meyerholdowie urządzają dostępny dla publiczności park, zwany Laskiem. W dawnym Dworze Hiszpańskim urządzono stację pocztową. Wydano pierwszy przewodnik po sopockim uzdrowisku, z za­twierdzonym przez władze regulaminem dla kąpieliskowych gości.

Rysunek 7 Jan Jerzy Haffner – portret

Źródło: Sopot Kronika XX wieku, s. 52

1824 r.

Obok Zakładu Kąpielowego powstał pierwszy Dom Zdrojowy.

1826 – 1827 r.

Ukazał się tygodnik Kallisto – gazeta kąpielisk Sopotu i Brzeźna. Zbudowano drewniany po­most spacerowy o długości 41 m, ustawiony na słupach wbitych w dno zatoki. Sopot liczący 570 stałych mieszkańców, obsłużył w ciągu sezonu 450 kuracjuszy.

1830 r.

Umiera Jan Jerzy Haffner. Jego spadkobiercy rozbudowali dom Zdrojowy o taras wsparty na 12 kolumnach i pokoje gościnne na poddaszu. Gdański geometra Schaper sporządził dokład­ny plan sopockiej wsi.

1842 r.

Przesunięto na rolkach (o 50 m na południe) murowany budynek Zakładu Kąpielowego, po czym rozbudowano Dom Zdrojowy o salę teatralną, taras widokowy od strony morza i ko­lumnowy ganek. Na miejscu dawnych przebieralni wybudowano Łazienki Południowe (dla pań) oraz Łazienki Północne (dla panów) z pomostami kąpielowymi i drewnianymi osłonami wprowadzonymi w morze. Wydano dwa obszerne przewodniki turystyczne po Sopocie

Fot. 6 Widok z lotu ptaka na Łazienki Południowe i pomsty kąpielowe w Sopocie istniało już 154 domów, zamieszkanych przez 930 stałych mieszkańców. W ciągu sezonu przebywało w kurorcie 1000 kuracjuszy. Zbliżony do tego stan utrzymywał się przez dalsze dwudziestopięciolecie.

Źródło: Dawny Sopot, s. 93

1870 r.

Nastąpiło uruchomienie linii kolejowej z Gdańska do Koszalina. Zbudowa pierwsze sopockie kościoły: neogotyckiej kaplicy dla katolików i kościółka protestanckiego w Parku Południo­wym. Następuje początek intensywnego rozwoju letniskowej osady i przekształcania jej w modne kąpielisko o charakterze miejskim.

1872 r.

Uruchomiono sieć wodociągową ze zbiornikiem u źródeł Potoku Kuźniczego.

1874 r.

Utworzono urząd gminny w Sopocie. Przyłączono do Sopotu: Karlikowo, Świemirowo i Sta- wowia. W wyniku tego przyłączenia liczba stałych mieszkańców Sopotu wzrosła z 2139 do 2834. Zbudowano nowy zakład ciepłych kąpieli z 26 wannami i pokojami zabiegowymi. Roz­budowano Łazieneki. Uruchomiono nowy zespół łazienek damskich przy ujściu Potoku Babi- dolskiego.

1877 r.

Władze gminy kupiły od spadkobierców Haffnera przedsiębiorstwo uzdrowiskowe. Zabudo­wa Dolnego Sopotu sięgnęła pod Skarpę. Wydano pierwszy przewodnik turystyczny po so­pockich lasach stanowiących spacerowe zaplecze uzdrowiska.

1880 r.

Zbudowano nowy, drewniany Dom Zdrojowy. Urządzono Skwer Kuracyjny, obramowany od strony morza galeriami spacerowymi i narożnymi pawilonami. Wydłużeno pomost spacerowey do 94 m i wyposażono go w prostokątną platformę z przystanią dla statków. Otwarto hotel Victoria w Górnym Sopocie.

1885 r.

Uruchomiono pierwszą sopocką gazownię.

1887 r.

Sopot liczył już4800 stałych mieszkańców i obsługiwał w ciągu sezonu 5280 kuracjuszy. Za­budowę stanowiło 573 budynki mieszkalnych, z których 148 stanowiły domy letnie, nieza- mieszkane w okresie zimowym. Ukazał się kolejny przewodnik turystyczny po Sopocie, autor­stwa miejscowej pisarki Elisy Puttner.

Przy ulicy Haffnera (dziś Sobieskiego) 35 powstało Sanatorium Bałtyckie.

Fot. 7 Sanatorium Bałtyckie

Źródło: Sopot Kronika XX wieku, s. 49

Budowa hotelu Werminghoffa u zbiegu ulic Morskiej i Południowej. Otwarto pierwsze korty tenisowe w sąsiedztwie Parku Północnego. Uruchomiono elektrownię. Ukazał się pierwszy numer Sopockiej Gazetki Kąpielowej, wydawanej trzy razy w tygodniu do 1902 r.

Otwarto pola wyścigów konnych w Karlikowie.

1900 – 1901 r.

Budowa protestanckiego Kościoła Zbawienia (Dziś Katolicki Kościół Garnizonowy) na Wzgórzu Morskim. Rada gminy wszczęła starania o nadanie praw miejskich Sopotowi. Dekret cesarski z 8 października 1901 r. uruchomił procedurę przekształcenia administracji w miejskie struktury. Sopot liczył już 10 000 stałych mieszkańców i obsługiwał w ciągu roku 12 500 kura­cjuszy.

1902 r.

1 kwietna nastąpiła uroczystość nadania praw miejskich Sopotowi. Powołano burmistrza i zarząd miasta. Rozpoczęcie budowy kościoła katolickiego p.w. NMP Gwiazdy Morza.

Fot. 8 Kościół p.w. NMP Gwiazdy Morza (stan obecny)

Źródło: Zbiory własne autorki

Otwarto nowy Zakład Wodoleczniczy.

1905 r.

Wydano monografię Chronik der Seebad Zoppot (historia Sopotu), autorstwa gdańskiego historyka Fritza Schultza.

Fot. 9 Strona tytułowa Kroniki Miasta Sopotu

Źródło: Sopot Kronika XX wieku, s. 28

Budowa Łazienek Południowych

Otwarcie pierwszego toru saneczkowego na stoku Wzgórza Trzech Gracji.

Otwarcie neobarokowego hotelu Metropol przy ulicy Morskiej (dzisiejsza Bohaterów Monte Casino). Pierwsze przedstawienie w nowo urządzonej Operze Leśnej. Rozbiórka drewnianego Domu Zdrojowego.

– 1912 r.

Budowa nowego Domu Zdrojowego wyposażonego w salę teatralną, sale dancingowe, restau­racje, czytelnie, winiarnie, pokoje hotelowe i tarasy widokowe. Wydłużenie mola do 315 m. otwarcie kolejnych tortów tenisowych i nowej siedziby klubu tenisowego. Budowa nowego ratusza. Otwarcie strzelnicy mieszczańskiej oraz nowego toru saneczkowego w sąsiedztwie Opery Leśnej

 

Źródło: Dawny Sopot, s. 12     Źródło: Zbiory własne autorki

1914 r.

Sopot liczył 17 000 mieszkańców stałych i obsłużył 20 100 kąpieliskowych gości. Wybuchła pierwsza wojna światowa.

W jednej z sal Domu Zdrojowego otwarto sopockie kasyno gry.

Na mocy Traktatu Wersalskiego Sopot wszedł (na prawach powiatu) w skład Wolnego Miasta Gdańska.

Uruchomiono coroczne Festiwale Wagnerowskie w Operze Leśnej.

Rozbudowano południowe skrzydło Domu Zdrojowego na siedzibę kasyna. Uroczyste ob­chody setnej rocznicy powstania kąpieliska morskiego w Sopocie. Rozpoczęto budowę Sta­dionu Stulecia w Dolinie Owczej.

Oddanie do użytku Stadionu Stulecia. Liczba stałych mieszkańców Sopotu przekracza 25 000 i utrzymuje się na tym poziomie aż do 1939 r.

Otwarto monumentalny Hotel Kasyno, zwany dziś Grand Hotelem.

Fot. 12 Grand Hotel w Sopocie

Źródło: Zbiory własne autorki

Rozbudowano molo do dzisiejszych rozmiarów (645 m).

Zamknięto Skwer Kuracyjny półkolistymi kolumnami spacerowymi.

1939 r.

Wybuch drugiej wojny światowej. Zagłada lub wypędzenie ludności żydowskiej i znaczącej części mieszkańców polskiego pochodzenia.

Wkroczenie wojsk radzieckich do Sopotu (23 marca). Spalano centrum uzdrowiska z Domem Kuracyjnym, Kasynem Gry, Hotelem Metropol i hotelem Werminghoffa. W całym Sopocie zniszczono w wyniku działań wojennych 135 budynków (10% zabudowy). Napływ osadników połączony z wysiedlaniem ludności niemieckiej. Umieszczenie w sopockim ratuszu siedziby urzędu wojewódzkiego i delegatury rządu do spraw odbudowy Wybrzeża. Powołanie nowego zarządu miejskiego, utworzenie Filharmonii Bałtyckiej, Wyższej Szkoły Sztuk Pięknych, Insty­tutu Muzycznego.

Przeniesienie siedziby urzędu wojewódzkiego do Gdańska

Otwarto Targi Gdańskie w drewnianych pawilonach wzniesionych na części przyziemia daw­nego domu Zdrojowego.

Pierwszy Festiwal Sztuk Plastycznych w Sopocie.

1950 r.

Sopot liczy 36 700 stałych mieszkańców – 2 200 spośród nich żyło tu również przed wojną.

Uruchomienie elektrycznej kolei miejskiej łączącej Sopot z Gdańskiem, a w roku następnym również z Gdynią.

1956 r.

Przeniesienie Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych do Gdańska.

1956 r.

Odbył się (pierwszy w Polsce) Międzynarodowy Festiwal Muzyki Jazzowej.

1961 r.

Pierwszy Międzynarodowy Festiwal Piosenki w operze Leśnej.

1971 – 1975 r.

Oddanie do użytku żelbetowych Łazienek Północnych. Wzniesienie kompleksu budynków sanatoryjno — hotelowych przy ulicy Bitwy pod Płowcami (Sanatorium Helios)

Wydano pierwszy numer Rocznika Sopockiego, stanowiącego do dziś jedno z podstawowych źródeł wiedzy o dziejach, życiu kulturalnym i współczesnych problemach miasta.

Sopot osiąga największą w swoich dziejach liczbę (54 000) stałych mieszkańców.

1979 r.

Urzędowe uznanie Sopotu za urbanistyczny zespół zabytkowy i poddanie go ochronie pań­stwowych służb konserwatorskich.

1991 r.

Rozpoczęto wydawanie Tygodnika Sopot, przeobrażonego po dwóch latach w Gazetę Miasta Sopot, ukazującą się raz w tygodniu.

1995 r.

Rozbudowa Łazienek Południowych i przekształcenie ich w zespół restauracyjno — hotelowy.

1997 r.

Uruchomienie ujęcia leczniczych wód solankowych. Prace związane z ustanowieniem Sopotu uzdrowiskiem.

19 luty 1999 r

Ukazanie się w Dz. U. Nr 10 poz. 94 informacji o tym, że od dnia 5 lutego 1999 Miasto Sopot oficjalnie uzyskuje Status Uzdrowiska.

5/5 - (1 vote)

Na północ od imperium rzymskiego. Kultura przeworska od II w. p.n.e. do V w. n .e.

dotyczyła głównie problematyki kultury przeworskiej, która na terenach naszego kraju istniała przez 700 lat. Była ona jedną z najciekawszych cywilizacji w historii Polski. Rozwijała się na południowej części kraju, w dużej mierze także na terenach dzisiejszego Śląska. Ważne jest to, że ludzie kultury przeworskiej ściśle związani byli z plemionami Lugiów i Wandali. Co za tym idzie badania przeprowadzone nad ta cywilizacją dostarczyły bardzo ciekawych znalezisk z terenów ówczesnego Cesarstwa Rzymskiego.

Na wystawie zaprezentowano 445 zabytków. Pośród nich znajdowały się naczynia gliniane, przedmioty metalowe z brązu i żelaza oraz monety. Ponadto pokazane zostały przedmioty użytku codziennego takie, jak: zapinki, klamry, sprzączki, okucia pasków, szpile, bransolety. Poza tym na wystawie zaprezentowana została broń w postaci mieczy, grotów, włóczni, oszczepów, strzał do łuku i innych. Pokazano, także przedmioty użytku domowego takie jak noże, szydła, nożyce, igły.

Większość zaprezentowanych zbiorów pochodziła z kolekcji własnej Muzeum w Gliwicach, reszta eksponatów została pokazana dzięki uprzejmości prywatnych kolekcjonerów. [1]

Kolejna z wystaw pokazywała regiony Gliwic w nieco inny sposób, typowy raczej dla galerii niż dla muzeum. Zwiedzający

dzięki niej mogli bliżej przyjrzeć się rzeczywistości, która otacza ich na co dzień. Wskutek tej ekspozycji osoby odwiedzające wystawę miały okazję z nieco innej strony spojrzeć na świat, który je otacza. Z drugiej strony wystawa zorganizowana w Zamku Piastowskim unaoczniła ludziom, że wszystko to co istnieje wokół nas jest „żywą historią” regionu. Pomogła im zauważyć to czego w codziennym „biegu” nie widzą, mianowicie piękno śląskiego krajobrazu, jego specyfikę i swoisty urok. Ekspozycja pt. „Bronisław Krawczuk-malarstwo” nauczyła ludzi szacunku dla przeszłości regionu śląskiego, pozwoliła zrozumieć, że historia to nie tylko czasy królów i rycerzy, ale także wybudowane 100 lat temu „familoki”, stare kopalnie, na które już nikt nie zwraca uwagi, a nawet starsi ludzie, którzy do dziś noszą w sercu piękne śląskie tradycje…

Autorem scenariusza oraz komisarzem wystawy, która odbyła się ona pod mecenatem Działu Etnografii w dniach od 16 kwietnia do 15 lipca roku 1997, była Pani mgr Bożena Kubit. Ona także wraz z Marcinem Gołaszewskim zajęła się oprawą plastyczną.

W czasie trwania wystawy zobaczyły ją 1032 osoby.[2]

Bronisław Krawczuk, któremu poświęcona była kolejna wystawa pochodził z Panasówki na Podolu, z której po wyjeździe w 1957 roku osiedlił się na stałe w Gliwicach. Tutaj także zaczął malować, a malarstwo stało się dla niego sposobem na oswojenie się ze śląską ziemią. Twórczość Bronisława Krawczuka była odzwierciedleniem jego miłości do ziemi śląskiej, jego dzieła przedstawiały najbardziej charakterystyczne śląskie krajobrazy. Twórczość Krawczuka była doceniana nie tylko w Polsce, a także zagranicą. Jego obrazy otrzymywały wiele nagród i wyróżnień, a jego biogramy zalazły się w licznych encyklopediach sztuki.

Wystawa zorganizowana przez Bożenę Kubit, była hołdem oddanym zmarłemu w 1995 roku Bronisławowi Krawczukowi. Wystawione zostały 44 prace, pochodzące z różnych okresów
jego twórczości od lat 60-tych do roku 1995. Przedstawiono pierwsze obrazy, namalowane przez Krawczuka zaraz po przyjeździe na Śląsk, a także te które zostały stworzone tuż przed śmiercią artysty. Zaprezentowane zostały charakterystyczne dla Krawczuka pejzaże tworzone w cyklu „wiosna-lato-jesień-zima”. Charakterystyczną częścią wystawy były duże obrazy patriotyczne, stanowiące ważną część w twórczości Krawczuka. Wśród nich godne zauważenia są „Pieta Śląska”, obraz poświęcony pamięci górników, poległych podczas pamiętnych wydarzeń w katowickiej kopalni, oraz powstały w 1994 roku tryptyk „Ks. Popiełuszko”. Warte podkreślenia jest to, że obraz ten otrzymał pierwszą nagrodę na katowickim przeglądzie ”Talent-Pasja-Intuicja” w 1994 roku. Tryptyk ten był ostatnim dziełem wykonanym przez artystę. Prace zaprezentowane zostały dzięki uprzejmości Muzeum Miejskiego w Zabrzu, Muzeum Górnośląskiemu w Bytomiu, które udostępniły prace artysty.

Następna wystawa, godna zauważenia, to ekspozycja przygotowana przez dział historii Muzeum w Gliwicach. Zwróciła ona uwagę, ponieważ niewiele z wystaw zorganizowanych przez gliwickie muzeum ukazało szeroki sposób tak wąski fragment historii.

—

[1]E. Piotrowska-Andruszków, E. Dębowska, K. Goczał, B. Kubit, A. Kwiecień, J. Wnuk, H. Wojciechowska, „Wystawy Muzeum w Gliwicach w latach 1997 i 1998”, [w] Rocznik Muzeum w Gliwicach tom XIV,

Gliwice 1999, s. 310

[2] Tamże, s. 312

Oceń tę pracę