Ślady kultury łużyckiej na Śląsku

Jak już wcześniej wspominałem w 1995 roku zbadano 20 grobów. Były to pochówki ludzi dorosłych oraz dzieci. Ciała ludzkie ułożone były bardzo płytko pod warstwą runa leśnego. Badane groby szkieletowe posiadały, duże prostokątne lub owalne jamy, usytuowane na linii północ-południe. Mogiły miały zabarwienie ciemno brunatne z ciemnymi plamami w miejscu, gdzie spoczywał szkielet. Zęby, fragmenty czaszki oraz kości, zachowały się jedynie w grobach wyposażonych w przedmioty z brązu, które wpływają konserwująco na szczątki kostne. Jamy grobowe osób dorosłych różniły się od dziecięcych wymiarami. Pierwsze dochodziły do długości 280 cm, a drugie do 190 cm W trakcie badań stwierdzono, że zmarłego składano bezpośrednio do dołu wykopanego w ziemi, czasami stosowano podkłady drewniane pod ozdoby. Stwierdzono, że na powierzchni grobów układano dwa rodzaje nagrobków. W pierwszym przypadku na uklepanej ziemi ustawiano naczynia: wazy, garnki, misy itp.

Na pozostałych mogiłach układano bruk z granitu. Zmarłego złożonego w grobie wyposażano go w gliniane naczynia, ozdoby z brązu, ołowiu oraz żelaza. W niektórych nagrobkach nie stwierdzono żadnego inwentarza. Zaobserwowano, że naczynia ustawiano w północnej części grobu, za głową zmarłego. W kilku grobach znaleziono wyposażenie ustawione także po przeciwległej stronie grobu. W skład naczyń układanych w grobach wchodziły: misy, czerpaki, czarki ustawione obok siebie lub jedno w drugim. W wyposażeniu grobu stwierdzono również dużą ilość ozdób wykonanych z brązu, żelaza, rzadziej z ołowiu. Były to naszyjniki, szpile, bransolety itp. Przy niektórych grobach odkryto paleniska, w których były węgle i przepalone kamienie. Były to ślady po ogniskach palonych podczas obrzędów pogrzebowych[1].

W trakcie badań w 1995 roku odkryto dwa groby w obrządku ciałopalnym. Należały one do mogił jamowych. W wypalenisku oprócz spalonych kości odkryto przepalone ozdoby żelazne oraz naczynia.

Cmentarzysko w Świbiu wyróżnia się bogactwem przedmiotów odkrytych głównie w grobach szkieletowych. Najliczniejszy zespół tworzą naczynia, zwłaszcza garnki. Druga dużą grupę znalezisk stanowią misy. Poza tym w grobach znaleziono inne naczynia, spośród których należy tutaj wymienić: miniaturowe wazy, znalezione w grobach dziecięcych, naczynia malowane, głównie rdzawo-kolorowe, misy z płaskim dnem oraz naczynia piętrowe, złożone z dwóch czarek o dwustożkowych brzuścach. Naczynia użytkowe to jednak nie wszystko co znaleziono w grobowcach cmentarzyska w Świbiu, dzięki tym wykopaliskom muzeum wzbogaciło się o cenną kolekcję ozdób z okresu kultury łużyckiej. Wydobyte przedmioty w większości zostały zrobione z brązu, oaz żelaza. Spośród nich należy wymienić zawieszki skroniowe. Z pozostałych ozdób jakie znaleziono na cmentarzysku, należy wymienić: naszyjniki wykonane z brązowego, płaskiego pręta oraz ołowiane ozdoby głowy. Do ciekawych egzemplarzy jakie wydobyto na uwagę zasługują żelazne bransolety. Podczas penetracji wydobyto dwa rodzaje tychże ozdób: otwarte i z końcami zagiętymi do środka. Obydwa ich rodzaje wykonane zostały pręta o owalnym lub półokrągłym przekroju[2].

Na podstawie wydobytych eksponatów archeolodzy dowiedzieli się wiele na temat kultury łużyckiej, znalezione eksponaty nie tylko znacząco wzbogaciły kolekcję muzeum, ale także pozwoliły zebrać wiele cennych informacji na temat historii Gliwic i okolic[3].

Swój udział w upowszechnianiu zagadnień archeologicznych dział zaznaczał także przez pracę propagandową wokół eksponowanych wystaw i prac wykopaliskowych, lekcje muzealne, wygłaszanie odczytów i pogadanek, współpracę z prasą, radiem i telewizja oraz organizacjami społecznymi. Tematyką odczytów i pogadanek związana była zazwyczaj z aktualnymi ekspozycjami i pracami terenowymi. Jednak najczęściej przewijały się tematy związane z pradziejami Śląska, a w szczególności z terenem Gliwic i okolic. Głównym odbiorcom zagadnień popularyzowanych przez dział była młodzież, która stanowi zasadniczy trzon zwiedzających. Innym typem akcji popularyzacji zagadnień prehistorycznych była praca ze szkolnymi kołami przyjaciół muzeum. W tym wypadku młodzież wykonywała różne prace przy zbiorach, uczestniczyła wykopaliskach, zwiedzała stanowiska z różnych okresów i kultur, a także zapoznawała się z fachową literaturą.

—

[1] Halina Wojciechowska, Wyniki badań na cmentarzysku kultury łużyckiej z okresu halsztyckiego w Świbiu, woj. katowickie,[w] Rocznik Muzeum w Gliwicach t.VI, , s.219-222

[2] Tamże, s.222-228

[3] Tamże, s. 229-230

Oceń tę pracę

Historyczne podłoże konfliktów zbrojnych w Afryce

[dzisiaj rozdział pracy licencjackiej na bardzo interesujący temat – Afrykańskie konflikty zbrojne]

Afryka, w starożytności Afryka Północna, była terenem najstarszych cywilizacji i organizmów państwowych. Afryka to kontynent, który położony jest po obu stronach równika. Od Europy oddzielona jest ona Morzem Śródziemnym (najmniejsza odległość w Cieśninie Gibraltarskiej 14 km), od Azji — Kanałem Sueskim i Morzem Czerwonym. Zachodnie wybrzeża Afryki oblewa Ocean Atlantycki, wschodnie — Ocean Indyjski. Skrajnymi punktami kontynentu są przylądki: Ras al-Ghiran na północy, Igielny na południu, Almadi na zachodzie i Hafun na wschodnim krańcu. Największa rozciągłość południkowa Afryki wynosi ok. 8000 km, równoleżnikowa — ok. 7500 km. Pod względem wielkości Afryka ma powierzchnię 30,3 mln km 2 i jest drugim, po Eurazji, kontynentem Ziemi. [Nowa encyklopedia powszechna PWN, Wydawnictwo Naukowe PWN SA, Warszawa, 2004]

Od połowy XV w. rozpoczęła się epoka europejskiej ekspansji w Afryce, którą zapoczątkowali Portugalczycy. W XVI w. zajęli oni wybrzeża królestwa Kongo oraz wybrzeża Afryki Wschodniej na terenie Mozambiku aż do Etiopii, a następnie utworzyli kolonie w Angoli i Mozambiku. Na początku XVII w. Anglicy podjęli penetrację Złotego Wybrzeża (ob. Ghana), a Francuzi osiedlili się u ujścia rzeki Senegal. W 1652 holenderska Zjednoczona Kompania Wschodnioindyjska założona w Afryce Południowej kolonię Kapsztad. Już w początku XVI w. zaczęto wywozić afrykańskich niewolników do Ameryki Południowej (później także Północnej) i basenu M. Karaibskiego. Handel niewolnikami był jednym z głównych magnesów przyciągających Europejczyków do Afryki. Według szacunkowych obliczeń kosztował on Afrykę ok. 100 mln ofiar, powodując dalekosiężne skutki dla afrykańskiej gospodarki, trwające do czasów współczesnych. Właściwy podbój kolonialny Afryki rozpoczął się dopiero w XIX w. Największymi mocarstwami kolonialnymi stały się W. Brytania i Francja. Od pierwszej połowy XIX w. Francuzi dążyli do opanowania terenów obecnej Algierii, Tunezji i Maroka, a Anglicy — Egiptu, co przyniosło rezultaty w roku 1847 (Algieria), 1881 (Tunezja) i 1910 (Maroko) oraz 1882 (W. Brytania narzuciła nieformalny protektorat Egiptowi).

Wcześniej, na przełomie XVIII i XIX w. W. Brytania opanowała Gambię, Sierra Leone i część obecnej Ghany (Złote Wybrzeże), a w 1806 roku zamieszkany przez Burów Kraj Przylądkowy w Afryce Południowej, który przekształciła w Kolonię Przylądkową. Od tego momentu zarysował się konflikt między W. Brytanią i Burami, którzy nie uznając brytyjskiej supremacji i zniesienia niewolnictwa (1834), opuścili Kolonię Przylądkową i udali się na Wielką Wędrówkę (Wielki Trek), aby w latach 1835–48 opanować obszary na pn. od rzeki Vaal i Oranje. Po krwawych walkach z ludami Bantu utworzyli 3 republiki: Natalię (1838), Transwal (w 1848, od 1856 roku Republikę Południowoafrykańską) i Wolne Państwo Orania (1854). W 1843 roku Natalia została zajęta zbrojnie przez W. Brytanię, która w 1852 roku uznała Transwal, a w 1854 roku Wolne Państwo Orania. Rywalizacja między Wielką Brytanią i Burami doprowadziła do I wojny angielsko-burskiej (1881), zakończonej porażką Anglików, a następnie II wojny (1899–1902), której wynikiem był podbój obu republik przez Wielką Brytanię. W Afryce Zachodniej Brytyjczycy ustanowili protektorat nad Lagosem (1851), wybrzeżem obecnej Nigerii, nazywanym Oil Rivers (1885) i północną Nigerią (1900) oraz opanowali po krwawych wojnach z Aszantami całe Złote Wybrzeże, w Afryce Wschodniej zaś w 1884 roku zajęli północną część obecnej Somalii, nazwaną Somali Brytyjskie, w 1894 roku narzucili protektorat Bugandzie, a w 1895 roku ogłosili wybrzeże obecnej Kenii Protektoratem Wschodnioafrykańskim. W Afryce Południowej podporządkowali sobie: 1886 Basuto (ob. Lesotho), 1889 Beczuanę (ob. Botswana), a 1903 Suazi, 1890–1900 zaś Rodezję Pd. (ob. Zimbabwe), Niasę (ob. Malawi) i Rodezję Pn. (ob. Zambia). [Tamże]

Kolonializm wycisnął piętno na Afryce, a jego skutki są widoczne do czasów współczesnych. Najstarsze, a zarazem najbardziej trwałe imperium kolonialne stworzyli Portugalczycy, którzy jeszcze w końcu XV w. podjęli podbój afrykańskich wybrzeży Oceanu Atlantyckiego i Indyjskiego. Rozpadło się ono dopiero w latach 70. XX wieku. O wiele większe imperia stworzyli Brytyjczycy i Francuzi, ale trwały one znacznie krócej — od końca XIX wieku do 2. połowy XX wieku Systemy kolonialne W. Brytanii, Francji, Belgii, Portugalii, Hiszpanii, Włoch i Niemiec miały wiele specyficznych cech, ale wspólną cechą było panowanie i utrzymywanie w zależności politycznych, gospodarczych i kulturowych krajów afrykańskich w celu zapewnienia sobie korzyści ekonomicznych przez eksploatację i wyzysk miejscowej ludności oraz bogactw naturalnych i płodów rolnych Afryki. Podbite terytoria dostarczały bowiem metropoliom surowców mineralnych i rolnych, a same były odbiorcami produktów wytwarzanych przez przemysł państw kolonizatorskich. Obszary kolonialne stały się też terenem ekspansji europejskich wzorców kulturowych i systemów wartości oraz działalności misyjnej Kościołów chrześcijańskich, która odbywała się pod hasłem cywilizacyjnej misji Europy na Czarnym Lądzie.

Wielkim trudnościom gospodarczym i politycznym towarzyszą w Afryce skomplikowane problemy społeczne, które są związane ze specyficzną „rewolucją narodowo- i klasotwórczą” oraz burzliwą urbanizacją. W ich toku rodzą się dopiero narody afrykańskie oraz zwarte klasy społeczne, a proces ten obfituje w wiele konfliktów i antagonizmów. [Tamże]

Procesy, które od początku lat dziewięćdziesiątych występowały na kontynencie afrykańskim, z jednej strony odzwierciedlały przemiany, będące wynikiem ewolucji sytuacji w samej Afryce, z drugiej – warunkowane były zmianami zachodzącymi w skali światowej po zburzeniu zimnowojennego ładu i stworzeniu przesłanek nowej architektury środowiska międzynarodowego. Na tym tle kształtowały się lokalne sprzeczności, ujawniały wyzwania i zagrożenia dla stabilności regionalnej, a także wypracowywane były koncepcje współpracy dla rozwoju państw regionu. Afryka w minionej dekadzie była areną krwawych konfliktów, które pociągnęły za sobą setki tysięcy istnień ludzkich (Burundi, Rwanda, Zair/Demokratyczna Republika Konga, Etiopia, Erytrea, Sudan i inne), ale także wydarzeń budzących nadzieję na trwały pokój oraz rozwój społeczno-gospodarczy. [Milewski J. J., Lizak W., 2002]

Oceń tę pracę

Święta inkwizycja w Polsce

Polskie polowanie na czarownice zaczęło nabierać dynamiki pod koniec XVII wieku. Powodem takiego stanu rzeczy był między innymi zanik tolerancji, jaką cieszyły się inne wyznania w dobie „złotego wieku”. Walki wyznaniowe w Polsce miały niewątpliwy wpływ na nasilenie się częstotliwości rozpatrywanych procesów o czary. Zarzuty takie wysuwano często pod adresem przeciwników religijnych. Wydaje się, że była to broń obosieczna i zarzuty padały z każdej strony. Janusz Tazbir twierdzi, że oskarżenia takie rzucano na katolików, gdy w ofensywie było stronnictwo protestanckie, a odwrotnie działo się, gdy prądy kontrreformacyjne rekatolizowały kraj. Najgorliwsi na polu walk religijnych jezuici byli także autorami traktatów skierowanym przeciwko czarom. W Polsce na tym polu najbardziej cenione były prace Martina Del Rio oraz Wojciecha Tylkowskiego. Traktat tego pierwszego był na tyle przekonywujący, że wykorzystywany był przez samych protestantów, którzy chociaż niechętni Katolikom, podzielali ich entuzjazm w zwalczaniu „sług szatana”.

W pierwszej połowie XVII wieku w Wielkopolsce oraz na Pomorzu coraz częściej zdarzały się te procesy, a w Małopolsce odnotowujemy pierwsze takie przypadki. Arenami tych spraw były nie tylko większe miasta, lecz teren całej zachodniej Małopolski. W tym okresie podczas rozpraw pojawiały się zeznania dotyczące lotów, sabatów i paktów świadczące o rozpowszechnieniu na terenie Polski diabelskiej teorii czarów. Nie oznaczało to zupełnego zniknięcia doktryny czarów niszczycielskich i miłosnych, które nadal pojawiały się w zeznaniach, lecz powstanie nowego, odrębnego przestępstwa.

Najczęściej doktryna zabobonów była włączana i sądzona jak przestępstwo czarów satanistycznych, niekiedy jednak gusła traktowane były jako łagodniejsza odmiana czarów, które karano rózgami i karami pieniężnymi. Zwłaszcza w prawie wiejskim współistniały oba typy przestępstwa. Również osoby krytykujące w latach późniejszych procesy o czary, żądały od sędziów rozróżniania „czarownic” od „zabobonnic” i domagały się łagodniejszego tych ostatnich traktowania.

Zwiększająca się liczba procesów była związana z rozpowszechnieniem się wyżej opisanej doktryny czarów satanistycznych. Znakomity na tym polu wpływ miała prowadzona w XVII wieku systematyczna akcja misyjna. W wyniku tego procesu uległy likwidacji „żywe” niekiedy ogniska pogańskiej wiary przodków. Akcja rekatolizacji w małym stopniu natrafiła na wpływy protestanckie na wsiach polskich i w głównej mierze spełniła zadania dechrystianizacji, wyrwania ludu z kręgów na wpół pogańskich wyobrażeń na temat mocy nadprzyrodzonych. Dużo miejsca w kazaniach poświęcono roli diabła, który musiał wypełnić lukę powstałą po wygnaniu z wyobrażeń ludowych duchów, zjaw i innych elementów folkloru słowiańskiego. Postać ta scaliła w sobie te wszystkie siły, które nie były związane z Trójcą świętą oraz pozostałymi świętymi.

Zmagania wyznaniowe miedzy szlachtą a duchowieństwem wpływały na wzrost ilości procesów czarownic również w sposób mniej bezpośredni. Pod wpływem takich procesów Reformacji jak rekwizycja dóbr kościelnych, zauważalny jest zanik skuteczności działań katolickich form opieki społecznej. W oczach Kościoła katolickiego drogą do zbawienia były uczynki miłosierne, a wśród nich także jałmużna, które musiały mieć swoich odbiorców – czyli ubogich. Protestanci ostro krytykowali średniowieczną doktrynę charytatywną; wspieranie biednych jałmużną nie było bowiem w ich mniemaniu otwieraniem sobie wrót niebieskich, lecz szkodliwą tolerancj ą dla społecznego pasożytnictwa. Zarówno Kalwin, jak i Luter nie uznawali ubóstwa jako cnoty i niezależnie od tego, kto miał jałmużnę otrzymać, potępiali takie postępowanie. Zmniejszenie skuteczności instytucji charytatywnych zaowocowało zwiększeniem liczby ubogich, w tym starych kobiet oraz zmianą społecznego do nich stosunku. Stara kobieta bez środków do życia, oraz bez oparcia w strukturze społecznej budziła niepokój, gdyż nie mając normalnych środków do życia mogła, w mniemaniu społecznym, w celu ułatwienia sobie egzystencji posługiwać się nadnatural­nymi sposobami. Osoba taka, żyjąca poza strukturą rodzinną, pozbawiona instytucjonalnych form opieki, egzystowała w zasadzie poza społecznością. Mogła ona łatwo paść ofiarą oskarżenia o czary i spełnić dla społeczności rolę „kozła ofiarnego”, który wziąłby na siebie winy za klęski spotykające populację danego ośrodka

Historycy podnoszą w dotychczasowych badaniach związek procesów o czary z walką klasową na wsi polskiej. Oskarżenia na tym tle mogły być rzeczywiście związane z konfliktami społecznymi, a procesy czarownic były traktowane jako broń obosieczna. Z jednej strony pan usuwał opornych i buntowniczych chłopów, a z drugiej środki magiczne, czy oskarżenie rzucone na żonę czy córkę dziedzica, były o wiele skuteczniejszym sposobem w walce ze znienawidzonym panem niż dotychczasowe, klasyczne środki. Paolo Lombardi twierdzi jednak, że wytworzenie postaci czarownicy nie mogło być konsekwencj ą napięć społeczno – politycznych. Biorąc po uwagę inne płaszczyzny prowadzenia sporów klasowych w Polsce, procesy o czary wydają się mieć niewielkie znaczenie. Formy oporu ludności wobec ucisku panów ziemskich czy administracji państwowej były zróżnicowane. Najbardziej znaczącą z nich było zbiegostwo do innych majątków. Bystroń twierdzi, że gdy warunki życia na wsiach były zbyt ciężkie, następowała tak szeroka fala migracji, że przybierała formy klęski gospodarczej. Chłopi najczęściej kryli się po lasach, uprawiali rozbój nictwo, bądź też szukali służby w mieście lub uciekali w kierunku Ukrainy, gdzie liczne swobody gospodarcze były dla nowych osadników bardzo nęcące. Chłopi mieli do dyspozycji także inne formy walki klasowej takie jak zbiorowe, solidarne odmowy pracy, skargi na starostów do sądu referendarskiego, a niekiedy nawet powstawały bunty i rozruchy. Szlachta natomiast posiadała szeroki wachlarz praw, które mogła stosować w celu przywrócenia zbiegów, bądź przywołania niezadowolonych do porządku. Innym sposobem panowania nad masami chłopskimi, była pomoc przy przeprowadzaniu oraz doraźne stosowanie jezuickich działań misyjnych. Kaznodzieje w kazaniach niejednokrotnie wskazywali na obowiązek posłuszeństwa wobec pana ziemskiego i surowo zakazywały przeciw niemu buntów. Mając tak rozległe i skuteczne możliwości wątpliwe wydaje się założenie, by do tego celu wykorzystywane były także procesy o czary. Nie można tego czynnika zupełnie wykluczyć i prowadząc dalsze, oparte już na materiale źródłowym badania, należy zwrócić na tą kwestię baczniejszą uwagę, pamiętając iż w każdej dzielnicy ówczesnej Rzeczypospolitej stosunki miedzy stanami układały się nieco inaczej.

Procesy o czary były zawsze wykorzystywane jako narzędzia walki o władzę, zarówno w skali makro – jak przy procesie Templariuszy – jak i w skali mikro – przy procesach wiejskich. Trafnie pod tym względem analizuje tą kwestię Jules Michelet w swojej pracy dotyczącej czarownic. Schemat polowania na czarownice z powodu słabej pozycji władców polskich nie był wykorzystywany jako środek w walce o wzmocnienie władzy monarszej. Natomiast wachlarz przywilejów, jakimi dysponowała szlachta, był na tyle szeroki, że często posługiwano się tym środkiem w walkach o wpływy na dworze.

W drugiej połowie XVII wieku przypadki procesów były powszechne na ziemiach całej Korony. Nasilenia się w tym okresie tych przypadków Bohdan Baranowski upatruje w zniszczeniach na niwie gospodarczej, jakie powstały po potopie szwedzkim, kryzysie gospodarki folwarczno – pańszczyźnianej oraz narastającej nietolerancji ówczesnych wobec innowierców, którymi byli także najeźdźcy.

Apogeum prześladowania czarownic w Polsce przypadło na ostanie ćwierćwiecze XVII i pierwsze XVIII wieku. Niemożliwe jest jednak wyznaczenie rejonu Polski, w którym były one najczęstsze. Sporadycznie tylko występowały na Lubelszczyźnie. Wszystkie pozostałe dzielnice zanotowały w tym okresie wzrost przypadków palenia „służebnic szatańskich”. W następnym dwudziestopięcioleciu procesy nadal były na porządku dziennym, jednakże na obszarach większych miast zanotowujemy gwałtowny spadek ich liczby. Przyczyn zaistniałego stanu rzeczy Bohdan Baranowski doszukuje się w przebudowie gospodarczej kraju oraz pierwszych oznakach zbliżającego się do Polski oświecenia.

W kolejnych latach osiemnastego stulecia procesy takie są coraz rzadsze. Jedynie w małych miasteczkach urzędnicy wykazują na tym polu aktywność. Na ziemiach Żmudzi akty palenia wiedźm zdarzały się od XVI wieku i do XVIII wieku przypadki takie były dość częste. Mimo iż znamiona przestępstwa różniły się tam od tych karanych na ziemiach polskich, to jednak przewód sądowy miał taki sam charakter jak w Koronie. Różnice polegały na tym, że na ziemiach żmudzkich jeszcze w siedemnastym wieku zachowały się dość silne elementy kultu przodków. Znamiona więc były podobne do tych jakie miało przestępstwo czarów rozpatrywane przed średniowiecznymi sądami duchownymi. Na terenie Wielkiego Księstwa Litewskiego przypadki takich procesów zdarzały się znacznie częściej i tylko w okolicach zamieszkałych przez ludność katolicką.

5/5 - (1 vote)

Powstanie procedury inkwizycyjnej w starożytnym Rzymie

Kolejnym warunkiem ważnym dla europejskich, a przez to również dla polskich procesów o czary był rozwój ustawodawstwa rzymskiego skierowanego przeciw czarom, heretykom i innowiercom oraz jego recepcja w dwunastowiecznej Europie. Rozwój tych regulacji, jak i późniejszej recepcji inspirowany był zarówno przez władze świeckie, jak i przez władze kościelne. Czynnikiem prawnym, który ukształtował średniowieczne, a później nowożytne procesowe prawo europejskie, były procedury sądownicze, które pod postacią cognitio extra ordinem zostały recypowane do systemu prawa Kościelnego w XII wieku.

Prawo karne przechodziło w Rzymie przez różne etapy rozwoju. Najstarszą zasadą było tak zwane legis actio, które polegało na tym, że jeden obywatel oskarżał drugiego przed pretorem. Urzędnik ten z listy sędziów wybierał osobę – był to judex bądź arbiter – który rozsądzał spór. Dowodów dla sprawy dostarczały obie strony procesowe, które później przez oratorów przedstawiały sędziemu sprawę. Proces szukania dowodów określany był terminem inąuisitio. Kolejnym stopniem rozwoju była tak zwana formula. Nazwa pochodzi stąd, że pretor sam wybierał formułę oskarżenia i przekazywał ją arbitrowi.

Kiedy republika zmieniła się w cesarstwo, nastąpiła także rewizja procedur penalnych. Ewolucja toczyła się równolegle do procesu centralizacji władzy przez cesarza. Teraz on wybierał urzędnika, który podejmował dochodzenie przeciw komuś z własnej inicjatywy. Robił to bez oskarżyciela prywatnego, sam zbierał dowody i sam wydawał wyrok. Był to proces nadzwyczajny, cognicio extraordinaria. W przeprowadzaniu inąuisitio, czyli poszukiwaniu dowodów, można było w pewnych przypadkach stosować tortury. Stosowane były one wobec niewolników, dopuszczano jednak uchylenie tej zasady i stosowanie ich na ludziach wolnych, ale tylko w przypadku oskarżenia o zdradę. W procesie tym, z którego później czerpało prawo kanoniczne, panowała też zasada ustności, w szczególności w postępowaniu dowodowym, zwłaszcza przy czynnościach takich jak: przysięga oraz zeznania świadków. W związku z tą zasadą, coraz większego znaczenia nabierały protokoły. Początkowo ich przedmiotem były wyroki, ale za czasów dominatu obowiązkowe było protokołowanie całych rozpraw. Obowiązywała także zasada jawności, chociaż następowało jej wyłączenie w przypadku narady sędziów i tortur. We wszystkich wyżej opisanych etapach procesu przestrzegana była także zasada bezpośredniości. Taki stan rzeczy utrzymał się do III w. naszej ery. Była to procedura obowiązująca cesarstwo do 313 roku, kiedy to Konstantyn Wielki ustanowił religię chrześcijańską religią obowiązującą, zmieniając Rzym w państwo chrześcijańskie.

Historię ustawodawstwa Starożytnego Rzymu regulującego kwestie czarów, możemy podzielić na dwa okresy: do IV wieku i po wieku IV, kiedy to chrześcijaństwo zyskało większy wpływ na decyzje faktycznego prawodawcy, jakimi byli cesarze. Władcy byli w tym czasie zazwyczaj chrześcijanami i przez to podatniejsi stali się na argumenty wysuwane przez kler. We wcześniejszych stuleciach prawo rzymskie karało za magię jedynie wówczas, gdy posługiwano się nią do wyrządzania krzywdy. Prawo Rzymu republikańskiego groziło surowymi karami, włącznie ze śmiercią, ludziom używającym magii do rozpętywania burz, kradzieży plonów czy przywoływania umarłych. Cesarz Tyberiusz, panujący w latach 14 – 47 n.e., rozciągnął na magów rozporządzenia stosowane wcześniej wobec trucicieli. Każdy kto stosując magię zagrażał życiu innych, mógł zostać skazany na śmierć. W latach późniejszych karze tej podlegała również magia miłosna.

Dopiero jednak po nawróceniu się cesarzy na chrystianizm, status przestępstwa zyskało w Rzymie paranie się wszelkimi rodzajami magii, w tym czarami wróżebnymi i leczniczymi. W roku 375 cesarz Konstantyn zagroził obcięciem głowy wszystkim, którzy zajmowali się jakąkolwiek magią czy wróżbiarstwem. Postanowienia te zostały potwierdzone przez następnych władców: w roku 438 przez Teodozjusza II oraz przez Justyniana w 529 roku. Kary zagrażały również ludziom noszącym amulety, czy radzącym się znachorów lub uzdrowicieli. Zaostrzenie polityki cesarskiej w sprawie czarów spowodowało, że obywatele chcąc uniknąć skandalu czy odpowiedzialności, sami pozbywali się magicznych książek, czy dzieł mogących choćby z daleka kojarzyć się z zabronionymi praktykami, zasilając nimi płomienie stosów wznoszonych przez cenzorów. Dym ten miał oczyścić społeczeństwo z zabobonów.

Po upadku organizacji państwowej cesarstwa zaprzestano rzecz jasna na jego obszarach stosowania prawa rzymskiego. Wyjątkiem na tym polu był Kościół, który kierował się zasadą Ecclesia vivit lege romana. Kwestia w jakiej mierze znano to prawo, pozostaje odrębnym problemem. Potwierdzonym jednak jest, że na długo przed XII wiekiem, w którym prawo rzymskie stało się podstawową dyscypliną uniwersytecką, odwoływano się do jego autorytetu w celu rozstrzygnięcia sporów wewnątrzkościelnych.

Oceń tę pracę

Wyspy Brytyjskie po Adventus Saxonum

Wydarzenia z połowy V wieku na trwałe zmieniły historię Wysp Brytyjskich. Mimo, iż pomieszanie plemion przybywających na wyspę było spore, ich liczba z czasem stała się tak wielka, że udało się im na stałe osiedlić na podbitych terenach. Jak zostało wspomniane wyżej, Brytowie w początkowym etapie najazdu próbowali stawiać opór, czego efektem miała być bitwa pod Mons Badonicus.

Ostatecznie jednak osadnictwo Anglosasów okazało się być bardzo trwałe, a od ich przybycia powstawały nowe królestwa tworzące nową historię wysp. Królestwa nowych mieszkańców były liczne, powstawały i upadały, choć różnice między nimi nie wynikały z przyczyn kulturalnych, językowych, czy z miejsca ich wcześniejszego czy późniejszego osiedlenia się.

Plemiona anglosaskie jeszcze na kontynencie tworzyły stosunkowo dobrze zorganizowane państewka. W trudnych czasach trwającego podboju nie byli w stanie od razu zorganizować królestw na podobieństwo tych kontynentalnych. Masa przybyszów, która w połowie V wieku uderzyła wielką falą na wyspy dochodząc aż do Morza Irlandzkiego, właśnie jeszcze wobec braku silnej struktury politycznej i militarnej zmuszona została do cofnięcia się. Budowanie przyszłych królestw wymagało czasu.

Potrzebna była przede wszystkim stabilizacja na opanowanych terenach. Wielkość takich obszarów zależna była od wielu różnych czynników; oporu miejscowych Brytów, siły militarnej Germanów, ich wewnętrznych struktur. Tak więc powstawanie wczesnych królestw mogło być związane z przekazywanie władzy w obrębie rodów lub szczepów. Ma to swoje odzwierciedlenie w źródłach, głównie w genealogiach rodów królewskich.

Czasem także najeźdźcy przyjmowali struktury podbitego terytorium. Początkowo wczesne królestwa cechowały się niewielkimi rozmiarami, z czasem przyłączały do siebie inne tereny poprzez ekspansję na tereny celtyckie, bądź podporządkowując swoich słabszych pobratymców[1].

W ciągu II połowy V wieku plemię południowych Sasów zdobyło sobie terytorium wzdłuż wybrzeża południowego na zachód od Kent, a nazwane od nich Sussex. Sasi wschodni osiedlili się na północ od kolonii w Kent, po północnej stronie ujścia Tamizy i utworzyli państwo Essex.

Dalej na północ od nich rozsiedlili się najliczniejsi, napływający w coraz większych rzeszach aż do około 550 roku, Anglowie, których nazwa wkrótce stała wspólną wszystkim germańskim mieszkańcom Wysp Brytyjskich. Nazywają siebie i swój język Englisc w wielu najstarszych zachowanych świadectwach.

Wiąże się z tą nazwą także piękna legenda przekazana przez Bedę, a także w „Żywocie świętego Grzegorza Wielkiego”. Otóż zanim Grzegorz został papieżem, na targu rzymskim spotkał niewolników o jasnej skórze i jasnych włosach. Zapytał się o ich pochodzenie, a oni odpowiedzieli: „ Nasz lud zwie się Angli”. Grzegorz miał odpowiedzieć: „ Nie Angli lecz Aniołowie” („Non Angli sed Anguli”) i wtedy to właśnie podjął myśl nawrócenia tego narodu[2]. Beda przekazując tą legendę, a także pisząc swoje dzieło, myślał o sobie także jako o Angliku.

Kolonie Anglów na Wyspach Brytyjskich, według zastępów i grup plemiennych, podzieliły się na okręgi. Do dziś dnia ślady tego podziału zachowały się w nazwach: Suffolk i Norfolk  – to „lud północny” i „lud południowy”. Dalej na północ inni Anglowie rozsiedli się po obu stronach szerokiego ujścia rzeki Humber, gdzie powstały dwa okręgi: Sudhymbre i Nordhymbre ( stąd nazwa Northumberland – Norhtumbria). Ci ostatni zapędzili się dalej na północ, nad rzekę Tweed i Zatokę Firth of Forth, tam powstały dwa królestwa Deira i Bernicja. Zaś południowi Humbryjczycy idąc wzdłuż rzek, pierwsi zapuścili się do Anglii środkowej, dotychczas bronionej bagnami i lasami, i tutaj po długich walkach założyli państwo zwane Mercia ( być może nazwa pochodzi od słowa mark – granica) rozciągające się na pograniczu z pozostałymi na zachodnim wybrzeżu państwami Brytów: Strathclyde i Walii.

Innym plemieniem, które miało odwagę odejść od wybrzeży w środek kraju, byli Sasi Zachodni, których państwo Wessex założone pod koniec V wieku, w kolejnych bardzo się rozrastało. Odcięli oni celtyckie państewka w Devon i Kornwalii od innych, wspomnianych wyżej. Jednak dzieło rozłamu resztek potęgi celtyckiej, dokończył król z Northumbrii- Aedelfried, w roku 612 podbijając Chester i odcinając w ten sposób Walię od Strathclyde. Tak rozpadły się na trzy grupy resztki Brytów i tylko Walia zdołała utrzymać się przez dłuższy czas, podbita dopiero w 1283 roku przez Edwarda I[3].

Pod koniec VI wieku z tych państw pozostają najsilniejsze: Kent, Essex, Sussex, Wessex, Mercja, Deira, Bernicja, Wschodnia Anglia. Ostatecznie Deira i Bernicja połączyły się w królestwo Northumbrii, a okres istnienia siedmiu królestw na wyspie w historiografii nosi nazwę heptarchii[4].

Przez kilka stuleci toczyła się nieustanna walka o hegemonię między poszczególnymi państwami. W miarę siły wybitnych indywidualności panujących kolejno zyskują przewagę między innymi Penda (626-655) i Offa (758-796) z Mercii, cały szereg królów z Northumbrii (617-670), która i kulturalnie panowała w VII i VIII wieku. Wreszcie w 828 roku król zachodnich Sasów- Egbert- definitywnie jednoczy wszystkich pod swoim panowaniem, odtąd datuje się monarchia angielska. Ta jedność okazuje się najbardziej potrzebna do walki z nową falą duńskich i norweskich najeźdźców na Wyspy, których pojawienie rozpoczyna już zupełnie nowy okres w dziejach Wysp Brytyjskich.

—

[1] W. L i p o ń s k i, op. cit., s. 278-280

[2] B. C o l g r a v e, The Earliest Life of St Gregory the Great, Written by a Whitby Monk [w:] Celt and Saxon, Studies…, s.123

[3] wskazówki dotyczące genezy nazw królestw R. D y b o s k i, op. cit., s.3-6

[4] W. L i p o ń s k i, op. cit., s.285-290; J.Z. K ę d z i e r k i, op. cit., s.49-50

Oceń tę pracę