Zbiorowość według Konecznego

Zbiorowość ujmuje Koneczny jako materialny substrat życia społecznego, które układa się w formy określone rodzajem więzi i charakterem zinstytucjonalizowanych stosunków wewnętrznych. Nazywa je Koneczny zrzeszeniami, nadając temu terminowi znaczenie bliskie raczej współczesnemu szerokiemu pojęciu społeczności.[1] Nie każda społeczność jest od razu społeczeństwem. Staje się nim dopiero po odpowiednim zróżnicowaniu,[2] tzn. po wytworzeniu szeregu różnorodnych, spełniających odmienne funkcje i zadania, warstw czy grup społecznych. Dla Konecznego nie będzie społeczeństwem grupa ludzi złożona np. z samych tylko rolników. Aby przekształciła się w społeczeństwo, powinna wykształcić inne warstwy trudniące się innymi profesjami, jak: kupcy, rzemieślnicy itp. Społeczeństwo nabiera mocy, w miarę jak przybywa (gdy ubywa to traci tę moc) członków niezależnych od niczyjej „łaski”. Takie społeczeństwo staje się coraz bardziej organizmem. Cechą organizmu jest jedność w rozmaitości.[3]

Kolejnym istotnym elementem struktury myśli Konecznego jest współmierność. W pojęciu tym chodzi o zgodność i wzajemną odpowiedniość poszczególnych elementów ustroju danej cywilizacji. Wszyscy komentatorzy posługują się tym przyjętym od Konecznego terminem. Zagadnienie to jest jednym z kluczowych momentów dla uchwycenia prezentowanej przez niego wizji dziejów. Sam Koneczny wielokrotnie wspomina o tym w różnych miejscach swych dzieł. Wymóg zachowania współmierności  formułuje bardzo stanowczo, gdy twierdzi, iż nie może istnieć, żyć i funkcjonować zrzeszenie urządzone według dwóch lub większej ilości trójpraw. Powiada, że w jednym zrzeszeniu może panować jedno i tylko jedno trójprawo.[4] Czy mogłoby rozwijać się i kwitnąć zrzeszenie, w którem panowałyby rozmaite a wykluczające się wzajemnie poglądy na moralność, a w konsekwencji pojawiłaby się niezgodność poglądów na sprawiedliwość, na wychowanie dzieci, (…) wreszcie na wzajemny stosunek płci i na samą istotę rodziny? Gdzie w takich zasadniczych zagadnieniach rozłam, cóż to za zrzeszanie się? Chyba po to, żeby się nawzajem wytępić? (…) Jeżeli życie zbiorowe ma być trwałe i skuteczne, musi zachodzić współmierność struktury zrzeszenia, to znaczy że pomyślność zrzeszenia jest tym większa, im bardziej członkowie tegoż trzymają się jednakowej metody w urządzaniu życia.[5] W przeciwnym wypadku (tzn. przy współmierności tylko częściowej), gdy pewne dziedziny życia są urządzone według jednej metody, a inne według drugiej, często odmiennej, to w takim społeczeństwie kultura czynu upada. Zrzeszeni nie zdołają się zdobyć na żaden czyn rozumny[6] (nie mogą porozumieć się co do wspólnego, jasno określonego celu). Te poszczególne instytucje i pojedyncze rozwiązania, mogą występować w osobnych społecznościach, ale jest to wykluczone w tym samym zrzeszeniu. Wynika z tego jedno z fundamentalnych praw dziejowych wysnutych przez Konecznego, głosi ono że nie można być cywilizowanym na dwa sposoby,[7] gdyż byłaby to swoista schizofrenia. Natomiast w dobrze urządzonym życiu panuje harmonia wszystkich kategorii i obszarów życia zbiorowego.[8] Aby życie społeczne było trwałe i skutecznie realizowało swe cele i ideały musi zachodzić współmierność struktury zrzeszenia. Wynika z tego, że pomyślność danego społeczeństwa jest tym większa, im bardziej jego członkowie trzymają się jednakowej metody w urządzaniu życia zbiorowego.[9] Koniecznym jednak tego warunkiem jest jeszcze, aby ta współmierność pochodziła z dobrowolnego uznania. Musi ona polegać nie tylko na samym prawie, lecz i na przekonaniach etycznych. W przeciwnym razie wszystko się rozpadnie.[10] Wymóg współmierności nie zamyka drogi dla rozwoju danej społeczności, czy ubogacania jej życia zbiorowego o nowe obszary. Pojawiające się nowe obszary życia, wzrastające skomplikowanie warunków są wyzwaniem dla niej. Jest to swoista próba konsekwencji metody życia. Nowy dział życia nie może być „ciałem obcym” w organizmie społecznym. Ta nowo wyłaniająca się rzeczywistość powinna być zasymilowana, tzn. winna spowodować nowe zastosowanie przyjętego sposobu życia, metody. W przeciwnym razie może pojawić się wyszczerbienie metody będące zarodkiem rozkładu.[11] Zasada współmierności nie jest tylko negatywną selekcją, która eliminuje nieodpowiednie instytucje, ale „wymusza” pojawienie się struktur zgodnych z „duchem” danego zrzeszenia. Prawo rodzinne może organizować rodzinę o strukturze monogamicznej, poligamicznej czy nawet poliandrycznej (nb. Koneczny uważa, iż pierwotna była monogamia a pozostałe odmiany powstały później wskutek wojen). Natomiast rodzaj rodziny wywiera znaczący wpływ na pozostałą strukturę społeczną: wyznacza stosunki pokrewieństwa, strukturę władzy, stosunek do pracy. Np. przy posiadaniu rodziny poligamicznej społeczeństwo nie jest w stanie wyjść poza strukturę rodową.[12] Psychologia społeczeństwa dopuszczającego poligamie jest zdecydowanie odmienna od psychologii społeczeństw opowiadających się zdecydowanie za monogamią. U ludów poligamicznych kobieta jest własnością mężczyzny. Z tego wynika zasada bezwzględnego podporządkowania słabszego silniejszemu. Pociąga to za sobą bezwględne podporządkowanie dzieci woli ojca i despotyczna władza państwa nad poddanymi. Ponadto nie istnieje własność prywatna, gdyż wszystko jest własnością władcy. Wobec tego nie ma potrzeby posiadania zasad tyczących się dziedziczeniu przez dzieci majątku rodziców.[13] Zasada współmierności wyznacza warunek możliwości zaistnienia cywilizacji.

Niewspółmierność jest dla Konecznego główną przeszkodą w realizacji postępu cywilizacyjnego. Twierdzi on, że pierwotnym zrzeszeniem ludzi był ród. Rozmaite rody zorganizowane były na bazie różnorakich układów trójprawa. Gdy po sąsiedzku mieszkały rody o odmiennych formach współżycia, to niemożliwe było pokojowe zrzeszenie się w większą całość. Powstanie wyższych form organizacji zawierających w sobie większą liczbę ludzi i większy obszar jest warunkiem ilościowym ukształtowania się cywilizacji.[14] K. Kurowska słusznie twierdzi, że wszystkie prawa dziejowe wynikają z tego prawa współmierności.[15] Również Z. Pucek przyznaje kluczową pozycję zasadzie współmierności.[16]

[1] Z. Pucek, Feliks Koneczny: teoria pluralizmu cywilizacyjnego, w: Szkice z historii socjologii polskiej, (praca zbiorowa), red. K. Z. Sowa, s. 163.

[2] Por. OWC, s. 289.

[3] Por. Cywilizacja łacińska. Cywilizacja chrześcijańska (Opracowano na podstawie dzieł Feliksa Konecznego), br. aut. Warszawa br. roku wyd. s. 23.

[4] Por. OWC, s. 146.

[5] Tamże, s. 147.

[6] Por. tamże.

[7] Por. PD, t. 2, s. 17.

[8] Por. OWC, s. 138.

[9] Por. tamże, s. 147

[10] Por. tamże, s. 150.

[11] Por. tamże, s. 151. Próbą większego czy mniejszego stopnia metodyczności, a zatem rozwoju danej społeczności, są nowo przybywające komplikację życia zbiorowego, przedtem nieznane. Nowy dział życia nie może stanowić ciała obcego w organizmie, bo zwróci się przeciwko organizmowi. Nowy dział życia winien być zasymilowany, a więc wywołać nowe zastosowanie przyjętej metody. Jeżeli jednak nastąpi wyszczerbienie metody, pociągnie to za sobą rozkład. Tamże.

[12] Por. K. Kurowska, dz. cyt., s. 82.

[13] Por. J. Kossecki, Podstawy nauki porównawczej o cywilizacjach, Kielce 1996, s. 72.

[14] Por. K. Kurowska, dz. cyt., s. 86-87.

[15] Por. tamże, s. 87.

[16] Por. Z. Pucek, dz. cyt., s. 181.

Oceń tę pracę

Znaczenie prawa rzymskiego

Ogromne znaczenie dla cywilizacji łacińskiej ma prawo rzymskie. Ponieważ ta cywilizacja opiera się na prawie rzymskim w nie mniejszym stopniu, niż na klasycznej sztuce, nauce i literaturze. Bez opanowania rzymskiego sposobu myślenia prawniczego nie może być mowy o nauce prawa w cywilizacji łacińskiej.[1]

Cywilizacja łacińska, zwana też we wcześniejszych dziełach przez Konecznego chrześcijańsko‑klasyczną, jest dalszym ciągiem rzymsko‑helleńskiej uprawianej na chrześcijańskim podłożu.[2] Z czasów jeszcze przedchrześcijańskich cywilizacja łacińska wywodzi trzy cechy: odrębność prawa publicznego od prywatnego; odrębność organizacji społecznej od państwowej i poczucie narodowe.[3]

Kwestie, czy chrześcijaństwo stanowi niezbędny warunek przynależenia do cywilizacji łacińskiej, oraz czy niechrześcijanie mogą się przejąć tą cywilizacją bez porzucania swoich wierzeń stanowią dla Konecznego dość istotne zagadnienie, jednak zabrakło mu materiału historycznego, aby udzielić jakiejś zadawalającej odpowiedzi. Wspomina o ruchu wśród chorwackich muzułmanów (zdecydowanie obstawali przy islamie) na początku naszego wieku, który kulturowo‑cywilizacyjnie przynależał do cywilizacji łacińskiej. Niemniej jednak islam wśród nich topniał z roku na rok. Ruch młodoturków również wydawał się obchodzić bez chrześcijaństwa, ale nie utrzymali się oni na scenie politycznej.[4] Przykład Japonii, dość powierzchownie przyswajającej zachodnie pojęcia, zadawalającej się głównie zachodnią techniką, skłaniał Konecznego do odpowiedzi negatywnej na to pytanie. Ale to działo się w roku 1921. Rozwój dalszych wydarzeń być może skłoniłby Konecznego do rewizji swych zapatrywań.[5]

Kossecki twierdzi, że tylko cywilizacja łacińska (a w starożytności helleńska i rzymska) rozwijały wszystkie dziedziny sztuki przywiązując znaczenie do indywidualności form. Jedynym według niego wymaganiem stawianym sztuce było posłuszeństwo normom etycznym (i wynikających z nich przepisów prawnych). Uważa on, iż w ramach cywilizacji łacińskiej nie stawia się przeszkód w zajmowaniu się pięknem ludzkiego ciała przy jednoczesnym tępieniu pornografii.[6] Podejście do zagadnienia zdrowia cywilizacja łacińska przejęła od Rzymu. Tam właśnie przywiązywano dużą wagę do zdrowotności np. osuszano bagna w celu wyeliminowania malarii. Najlepszą jednak ilustracją rzymskiej dbałości o zdrowie i higienę są akwedukty i łaźnie. W cywilizacji łacińskiej wymóg dbania o zdrowie został podniesiony do rangi nakazu etycznego a nawet prawnego (szczepienia obowiązkowe czy zwalczanie chorób wenerycznych). Jest to istotnym bodźcem do ogólno‑cywilizacyjnego rozwoju.[7]

[1] Por. PD, t. 2, s. 217.

[2] Por. PLE, t. 1, s. 9.

[3] Por. tamże, t. 2, s. 3.

[4] Por. tamże, s. 20.

[5] Por. tamże, s. 44-45.

[6] Por. J. Kossecki, dz. cyt., s. 36.

[7] Por. tamże, s. 39.

Oceń tę pracę

Dziedzictwo antyku w cywilizacji łacińskiej

W 529 r. cesarz Justynian promulgował zbiór praw zwany przez potomnych Kodeksem Justyniania. Jemu samemu marzyło się odnowienie uniwersalnego państwa rzymskiego. Dokładnie w tym samym czasie Benedykt z Nursji zakłada klasztor na Monte Cassino mający być symbolem nowej cywilizacji obchodzącej się bez cezaropapizmu i uniwersalizmu państwowego.[1] Monte Cassino aż do czasów obecnych symbolizuje jedność (mimo różnorodności) i ciągłość naszej łacińskiej cywilizacji.[2]

Kasjodor podczas wyprawy bizantyjskiego wodza Belizariusza skupiał wokół siebie zwolenników współdziałania z Gotami, opowiadał się za gockim panowaniem w Italii. Zdał sobie sprawę, że pomiędzy rzymskością a bizantynizmem zachodzi przepaść. Bizantyńczyków, mimo, że formalnie przyznawali się do spuścizny Rzymu, nie można uważać za współdziedziców cywilizacji rzymskiej. Łatwiej pozyskać barbarzyńców dla spuścizny Rzymu niż Bizancjum.[3] Cassiodor rozumiał, że cezaropapizm nie da się pogodzić z katolicyzmem a więc w konsekwencji musi utworzyć się rozłam, którego przykłady już były. Rozumiał, że dla utrzymania tradycji rzymskich katolicyzm jest niezbędny, że tylko Kościół rzymski może i chce utrzymać z cywilizacji rzymskiej to, co się da pogodzić z chrześcijaństwem. Barbarzyńcy mogą się nawrócić, lecz cezaropapizm nigdy nie może być katolickim, a zatem Bizancjum nie zdoła przechować spuścizny rzymskiej. Możebny był kompromis jakiś z potomkami barbarzyńców, lecz nie z Bizancjum. Cassiodor, wieloletni minister i znawca stosunków Zachodu i Wschodu, wiedział dobrze, jak dalece państwo bizantyńskie zależne jest od wschodu, a zatem nie może stać się katolickim, nie może tedy kontynuować cywilizacji rzymskiej.[4] Potwierdzeniem słuszności postawy Kasjodora była brutalność jaką okazali bizantyńczycy względem papieża Sylweriusza, którego uwięziono i wygnano. Kasjodor, rzymianin, jawnie wystąpił po stronie panowania gockiego w Italii przeciw Bizancjum! Tę kampanię orężną co prawda przegrał i usunął się od polityki, ale jak się później okazało było to z wielkim pożytkiem dla zachowania dziedzictwa antyku. W swych dobrach w Vivarium założył klasztor. W klasztorze tym Cassiodor nałożył na Benedyktynów obowiązek, żeby studiowali i przepisywali także dzieła treści świeckiej, żeby pielęgnowali znawstwo piśmiennictwa rzymskiego. Przykład dany z Vivarium naśladowano w Monte Cassino, gdzie pierwotnie praca umysłowa nie obowiązywała.[5] Kasjodor był romanizatorem władzy ostrogockiej. Dla niego znajomość piśmienniczej spuścizny rzymskiej literatury stanowiło niezbędne oparcie dla inteligencji katolickiej. Kasjodor określił właściwy stosunek, relację katolicyzmu do klasycyzmu. To właśnie, według Konecznego, jest jego największą zasługą.[6] Składa mu należny hołd pisząc: My wszyscy łacinnicy, jesteśmy jego potomstwem. U niego klasycyzm ma być korygowany przez katolicyzm.[7] Kasjodor planował założyć w Rzymie szkołę opartą na tradycji klasycznej przesiąkniętej jednak duchem chrześcijańskim. Jednak okoliczności historyczne nie pozwoliły mu na realizację tego zamierzenia.[8] Tworzyła się cywilizacja łacińska w przeciwieństwie do bizantyńskiej. Od Cassiodora poczynając, możemy uznać za ruch ten, który pragnął pozostać w granicach spadku po cywilizacji rzymskiej, a stanowczo przeciwstawiał się bizantynizmowi i coraz wyraźniej opowiadał się przy papiestwie, uznając supremację sił duchowych nad fizycznymi — ruch ten stanowił zawiązek nowej cywilizacji. Równocześnie wytwarzały się dwie cywilizacje nowe, sobie przeciwstawne. Nową cywilizację zachodnią, cywilizację Cassiodora będziemy nazywać cywilizację łacińską.[9]

[1] Flavius Magnus Aurelius Cassiodorus (ok. 490 – ok. 583), s. 159-160.

[2] Por. OWC, s. 159-160.

[3] Por. CB, s. 162.

[4] Tamże, s. 163.

[5] Tamże, s. 163.

[6] Por. tamże, s. 163.

[7] Tamże, s. 163.

[8] Por. tamże, s. 163.

[9] Tamże, s. 163-164.

Oceń tę pracę

Historia nie może posiadać praw analogicznych do praw fizyki

Prawdą jest, że historia nie może posiadać praw analogicznych do praw fizyki czy biologii. Daremny byłby trud badacza usiłującego odnaleźć takie prawa. Jeżeli mają istnieć jakiekolwiek prawa historii muszą one posiadać diametralnie odmienny charakter.[1] Historia powszechna składa się z dziejów stosunków międzycywilizacyjnych. Te zaś podlegają wielu prawidłowościom.[2] Mówiąc o prawach dziejowych mamy właśnie na myśli prawidłowości zachodzące w relacjach między koherentnymi systemami metod ustroju życia zbiorowego.[3] Syntezy pomiędzy cywilizacjami są niemożliwe. Możliwe jest tylko mechaniczne zmieszanie cywilizacji, ale wówczas powstaje „mieszanka cywilizacyjna” w której zwycięża ta o niższym poziomie[4] (wyższe są trudniejsze do utrzymania, bardziej wymagające i nie wytrzymują konkurencji). We wcześniejszym okresie Koneczny uważał jednak, iż w sytuacji pokoju zwycięża cywilizacja wyższa, w czasie wojny niższa.[5] Cywilizacje stykają się poprzez wojnę, handel lub piśmiennictwo.[6] Szerzenie cywilizacji może odbywać się tylko na drodze przykładu i naśladownictwa, gdy osoby inaczej cywilizowane uznają i przyjmą jej ideały.[7] Przyznać musimy jednak, iż pogląd o szkodliwości oddziaływania wzajemnego odmiennych cywilizacji jest bardzo kontrowersyjny.[8] W tej kwestii możemy obserwować pewną ewolucję postawy Autora. We wcześniejszych dziełach dostrzegał możliwość pozytywnych owoców krzyżowania się cywilizacji. Jako przykład podawał syntezę latynizmu z hellenizmem. Zastrzegał tylko, iż nie każde zmieszanie jest syntezą.[9] Mimo tak zdecydowanej postawy Koneczny dostrzegał, iż pewne wytwory cywilizacyjne nie należą w ścisłym znaczeniu do cywilizacji, będące niejako cywilizacyjnie „neutralne”. Chodziło mu głównie o elementy należące do kategorii dobrobytu: wytwory techniki, które mogą być w pewnych granicach przyswajane bez trudności w odmiennych cywilizacjach i do kategorii prawdy: odkrycia naukowe. Ich neutralność jest możliwa, gdyż nie godzą w strukturę celów żadnej cywilizacji.[10] Zagadnieniu praw dziejowych Koneczny poświęcił osobne, obszerne dzieło.[11]

[1] Por. A. Hilckman, Wschód i zachód Filozofia historii, w: OŁWH, s. 102-103.

[2] Por. OŁWH, s. 66.

[3]  Jedno z nich głosi, że każda cywilizacja dąży do ekspansji, drugie, że dwie cywilizacje występujące na tym samym terenie muszą ze sobą walczyć, trzecie, że niemożliwa jest synteza między cywilizacjami. Temu ostatniemu należałoby przypisać wagę najistotniejszą. Uzasadnienia dla niego dostarcza zasada współmierności. Synteza między cywilizacjami wiązałaby się z uznaniem dwu lub wielu metod życia zbiorowego za równoprawne, co prowadziłoby do niewspółmierności poszczególnych elementów nowej cywilizacji z tej syntezy powstałej tak dzieje się wtedy, gdy mamy do czynienia z wzajemnym wpływem geograficznie zazębiających się cywilizacji. Najogólniejsze prawo historyczne głosi: nie można być cywilizowanym na dwa sposoby. Widać stąd, że założenie o niemożliwości syntez cywilizacyjnych było dla Konecznego niezbędne, aby najogólniej ukonstytuować całość wewnątrz dziejów, a konkretniej aby nadać absolutnie obligujący charakter wartością wewnątrz cywilizacji. K. Kurowska, dz. cyt., s. 89-90.

[4] Por. PD, t. 2, s. 163-192.

[5] Por. PLE, T. 2, s. 82.

[6] Por. tamże, s. 1.

[7] Por. tamże, s. 122.

[8] Por. J. Zadencki, Wobec despotyzmu wolności, Kraków 1995, s. 109.

[9] Por. PLE, T. 2, s. 5.

[10] Por. J. Kossecki, dz. cyt., s. 19.

[11] Prawa Dziejowe.

Oceń tę pracę

Cywilizacja

Tu dochodzimy do kluczowego pojęcia myśli Konecznego — pojęcia cywilizacji. Powyższe rozważania wiodą do wniosku, że metoda określająca sposób życia stanowi podstawę zrzeszenia. Współmierność i konsekwencja w urządzaniu życia jest po prostu metodą. Wszelki rozwój domaga się takiej zgodności, z czego wynika dalszy wniosek, iż rozwijają się tylko te zrzeszenia, które opierają się na jakiejś metodzie. Dalej Koneczny stwierdza, że stopień rozwoju uzależniony jest od trafności i ścisłości tejże metody.[1] To, jak dane społeczeństwo rozumie zło, dobro, prawdę, jakie ma pojęcia o zdrowiu i dobrobycie, co podoba się lub nie jego członkom, określa po prostu jak ta społeczność żyje, jaka jest jej metoda i ustrój. Taki kompletny i jednorodny system pojmowania kategorii pięciomianu bytu Koneczny nazywa właśnie cywilizacją. Cywilizacja – to suma wszystkiego, co pewnemu odłamowi ludzkości jest wspólne; a zarazem suma tego wszystkiego, czem się taki odłam różni od innych. (…) Cywilizacja jest to metoda ustroju życia zbiorowego.[2] Cywilizacja określa po prostu stosunek, danego społeczeństwa do pięciu kategorii pięciomianu bytu.[3] Cywilizacja jest metodą życia zbiorowego, nie tylko publicznego, bo np. rodzina zdaniem Konecznego jest zbiorowością niepubliczną.[4] Cywilizacja to fenomen wyrastający na gruncie życia zbiorowego, a jednocześnie formujący to życie.[5] Różnice cywilizacyjne rodzą się dopiero w sferze stosunków międzyludzkich, a nie w różnicach opanowania środowiska przyrodniczego, tkwią one w dziedzinie odniesień do podstawowych wartości.[6] Dzieje świata nie stanowią jedności, lecz są dziejami poszczególnych odrębnie rozwijających się w czasie i przestrzeni cywilizacji.[7] Cywilizacja to układ kilku związanych ze sobą elementów.[8]

Koneczny wyróżnia siedem historycznych (dużych) cywilizacji: chińska, arabska, turańska, żydowska, bramińska, bizantyńska i łacińska. W dziejach istniały i istnieją jeszcze inne, ale albo zaginęły, albo są znikomo małe. J. Kossecki uważa, że cywilizacja w takim ujęciu stanowi poniekąd wartość samą w sobie. Koneczny co prawda wyróżnia cywilizacje wyższe i niższe, ale nie podaje ściśle naukowego kryterium dla dokonania takiego rozróżnienia.[9]

Koneczny uważał za metodologicznie nieuprawnione stosowanie prawideł rozwoju życia biologicznego w odniesieniu do rozwoju cywilizacyjnego. Dlatego odrzucał ideę cykliczności czy pogląd o nieuchronności starzenia się i śmierci cywilizacji. Przejawiał głęboki optymizm, iż wysoko rozwinięte cywilizacje (jak np. łacińska) nie muszą zmierzać ku własnemu zmierzchowi. Jako przykład tego podawał trwanie i rozwój starożytnych cywilizacji: chińskiej i żydowskiej.[10] Z. Miedziński również wskazuje na olbrzymie różnice w czasie trwania poszczególnych cywilizacji jako na źródło braku zgody ze strony Konecznego na twierdzenie o nieuchronności zagłady wszystkich cywilizacji.[11] Źródeł upadku (poza sytuacją zewnętrznej katastrofy, czy najazdu) cywilizacji upatruje Koneczny zupełnie gdzie indziej: Każda cywilizacja przedstawia się jako związek, ponieważ składa się z całości powiązanych ze sobą logicznie oraz nierozdzielnych. Zmierzch i koniec cywilizacji nie jest refleksem ślepej konieczności. (…) Śmierć cywilizacji następuje w wyniku nagromadzenia się błędów zbiorowych, więc upadek można powstrzymać, jeśli w porę dotrze się do źródła kryzysu.[12] Jako, że została odrzucona Spenglerowska teza o analogii rozwoju cywilizacji i organizmu biologicznego oraz widzimy obecnie żywotne trwanie starożytnych cywilizacji to również pogląd o istnieniu jednej ogólnoludzkiej cywilizacji, w mniemaniu Konecznego, uchodzi za nieporozumienie. Ludzkość jest rzeczywiście jedna, ale ludzie żyją w różnych cywilizacjach.[13] Pogląd o istnieniu jednej ogólnoludzkiej cywilizacji, różnice między ludźmi wyjaśniałby faktem występowaniem różnic tylko co do stopnia rozwoju, a nie rodzaju pomiędzy poszczególnymi odłamami ludzkości. Takiej wspólnej osi dla całej ludzkości nie ma, i dotychczas nigdy nie było. Nigdy bowiem >ludzkość< nie istniała ani historycznie ani socjologicznie; (…) Nie istnieje żaden ogólno-ludzki ustrój życia zbiorowego, ani też niema żadnej ogólnoludzkiej metody pod tym względem.[14] Rasa, język czy religia nie stanowią o istocie cywilizacji.[15] Koneczny poszukując przyczyn zróżnicowania cywilizacyjnego ludzi odrzuca zatem rasę[16], język[17] i warunki geograficzne jako czynniki decydujący o tym zróżnicowaniu. Odrzucenie biologizmu historycznego zaowocowało definicją cywilizacji jako metody struktury życia zbiorowego. Każda cywilizacja jest swoistym systemem zamkniętym, z którego nie da się wydzielić żadnego elementu, dającego zastąpić się przez obcym elementem wziętym z innej cywilizacji.[18] Obrona i ekspansja własnej cywilizacji jest według niego zjawiskiem zdrowym i normalnym. Z potępieniem jednak spotykają się wszelkie próby cywilizacyjnych kompromisów, gdyż jak wielokrotnie podkreślał, nie można być cywilizowanym na dwa sposoby.[19] Nawet bardzo życzliwie nastawiony komentator twierdzi, że Koneczny przesadzał twierdząc, że w stosunkach międzycywilizacyjnych panuje kopernikańskie prawo wypierania lepszej monety przez gorszą.[20] Możemy dalej stwierdzić, że cywilizacja nie jest czymś statycznym. Wewnętrzny dynamizm warunkuje jej przetrwanie i rozwój. Aktywizm i energia obejmująca wszystkie obszary życia jest gwarantem ciągłego doskonalenia. Upadek kultury czynu, bierność sprowadza ludy do stanu acywilizacyjnego, przedspołecznego. Bardzo łatwo jest popaść w taki stan, wystarczy nic nie robić.

[1] Por. tamże, s. 152.

[2] Tamże, s. 154.

[3] Por. J. Kossecki, dz. cyt., s. 18.

[4] Por. PLE, T.1, s. 7.

[5] Por. Z. Pucek, dz. cyt., s. 159.

[6] Por. tamże, s. 160.

[7] Por. T. Wituch, „Ład”, dz. cyt., s. 3.

[8] Por. Z. Pucek, dz. cyt., s. 162.

[9] Por. J. Kossecki, dz. cyt., s. 7.

[10] Por. Zarys dziejów …dz. cyt., s. 395.

[11] Por. Z. Miedziński, dz. cyt., cz. 1, s. 8.

[12] Tamże.

[13] Por. J. Bartyzel, dz. cyt., s. 9/10.

[14] OWC,  s. 153.

[15] Por. Zarys dziejów…, dz. cyt., s. 396.

[16] Por. OWC, s. 167-204.

[17] Por. tamże, s. 205-235.

[18] Por. Z. Miedziński, dz. cyt., cz.1, s. 10.

[19] Por. Zarys dziejów…, dz. cyt., s. 397.

[20] Por. J. Bartyzel, dz. cyt.,  s. 11.

Oceń tę pracę