Zainteresowanie osobowością i dokonaniami Mikołaja II badaczy po 1986 roku

początek rozdziału pracy magisterskiej

Na wstępie rozdziału chciałbym wyjaśnić, dlaczego jako umowną cenzurę czasową, przyjąłem rok 1986. Data ta jest bardziej znacząca w historii ówczesnego Związku Radzieckiego. Wiąże się ona z objęciem funkcji sekretarza generalnego KC KPZR, przez Michaiła Gorbaczowa. Rozpoczął on realizację „rewolucyjnych” jak na Rosję radziecką, reform zarówno politycznych oraz gospodarczych. Jego sztandarowymi hasłami były głasnost (jawność) i pierestrojka (przebudowa gospodarki). W jakim stopniu udało się Gorbaczowowi zrealizować swoje plany – potwierdzić mogą badania naukowe. Dla nas najważniejsze jest to, że w wyniku prowadzonego demontażu ustroju, którego jednym z trybów była również Polska, nastąpiła liberalizacja cenzury. Dzięki czemu zarówno w ZSRR jak i u nas zaczęło się pojawiać coraz więcej wartościowych pozycji dotyczących osoby ostatniego cara Rosji. Na naszym rynku wydawniczym były to jednak w większości tłumaczenia bądź z języka rosyjskiego, albo któregoś z języków zachodnich. Wartość naukowa i poznawcza wielu z nich jest wprawdzie często problematyczna, ale każdy rzetelny i uczciwy badacz nie może ignorować ich istnienia. Autorzy tych publikacji różnie podchodzą do tematu. Niektórzy formułują tezę już na samym początku starając się ją później udowodnić, inni obiektywnie przedstawiają problem pozostawiając czytelnikowi pewien margines interpretacyjny. Inni jednak traktują problem z całą powagą i starają się na ile to możliwe, obiektywnie go zanalizować i przedstawić czytelnikowi, aby ten sam wyciągnął wnioski i sformułował odpowiednie pytania.

Na kolejnych stronach rozdziału postaram się na podstawie zebranej literatury zaprezentować stopniową ewolucję poglądów badaczy na osobowość i dokonania cara Mikołaja II. Moim zdaniem taka analiza stanowi dowód na to, że prawda i rzetelność w nauce, wcześniej czy później, znajdą sobie drogę i potrafią się przebić oraz zweryfikować kaganiec ideologiczny, aby dać wiarygodne świadectwo przewagi, niezłomności ducha i wiary we własne przekonania i poglądy.

Jedną z publikacji, którą napisano wysuwając na wstępie tezę jest książka autorstwa Feliksa Beringa, pt. „Przekleństwo tronu Romanowów”. Należy zauważyć, że zupełnie brak w niej aparatu naukowego i czyta się ją raczej jak kronikę kryminalną niż dzieło naukowe. Przyjęte przez autora założenia, najlepiej oddają następujące słowa: „Historia zapoczątkowana skrytobójczym zamordowaniem Pawła I znalazła swój epilog w bestialskim mordzie latem 1918 roku cara Mikołaja II i jego rodziny, dokonanym przez bolszewików. Tak spełniło się przekleństwo cara Pawła I, wypowiedziane w chwili, gdy konał dławiony rękami swych dworaków i synów”[1] [2] [3]. Autor nie oszczędził czytelnikowi kolejnych krwawych opisów zamachów na carów oraz ich urzędników, na przestrzeni całego XIX i początku XX wieku, aż po wspomniany wyżej mord na ostatnim z Romanowów i jego rodzinie. Dość szczegółowo ukazana została także działalność największego prowokatora tego okresu (była o nim mowa w poprzednim rozdziale) Jewno Azefa. Bering opisał również kilka nieudanych zresztą prób zamachów na samego Mikołaja II. Zresztą większość z nich to prowokacja ochrany, które miały na celu wykazanie się czujnością przed monarchą. Nie pozbawił nas autor oczywiście możliwości przeczytania jego jakże plastycznych i dosadnych opisów zamordowania Rasputina oraz kresu drogi ostatniego cara. Niezwykła wydaje się – pomimo „lekkiego” charakteru książki – intuicja pisarza, która zawarta została w ostatnich zdaniach książki, stanowiących jakoby formy częściowej rehabilitacji dynastii Romanowów: „Tak zamknęło się koło historii. Pod kulami bolszewickich oprawców padł ostatni car – imperator, ale imperium, tym razem czerwone, już bez dwugłowych orłów miało się wkrótce odradzać w jeszcze bardziej nieludzkiej i groźnej dla świata formie” .

Inną pozycją, tłumaczoną z języka rosyjskiego jest książka rosyjskich dziennikarzy Jurija Buranowa i Władimira Chrustalowa „Zagłada dynastii Romanowów (1917­1919). Jak zaznacza sam wydawca jest to również opracowanie popularne. Autorzy postawili sobie w niej jednak bardzo ambitne zadanie, a mianowicie zrekonstruowanie losu ostatniego cara Mikołaja II i jego rodziny, od momentu aresztowania, aż do zamordowania ich w jekaterynburgskim domu Ipatiewa. Z dociekliwością i rzetelnością uczonych pasjonatów, prezentują bieg wydarzeń niemal co do godziny. Dzięki wykorzystaniu niezliczonych materiałów źródłowych (relacji prasy, dzienników samych Romanowów, dokumentów archiwalnych), które udało się im odnaleźć, wiemy, że wbrew podjętej przez bolszewików akcji dezinformacyjnej, która: „Towarzyszyła całej akcji zgładzenia Romanowów, czy to w Permie, czy w Jekaterynburgu, czy też w Ałapajewsku. Głównym jej celem było wypaczenie istoty tego, co się dzieje oraz ukrycie zbrodni” , o wszystkim wiedziała centrala w Moskwie i sam Lenin. Wyjaśniona została również sprawa prowokacji ze strony Czeki, w wyniku której śmierć ponieśli krewni ostatniego cara. Autorzy publikacji tak tłumaczą sens jej powstania: „Od zagłady dynastii Romanowów minęło 70 lat. Dziś Rosja znów znajduje się w przełomowym momencie historii (reformy Gorbaczowa, upadek ZSRR – przyp. aut.). Trwa proces przewartościowywania, reinterpretacji „legendarnego” okresu rewolucji i wojny domowej”.

„W ciągu całej historii ZSRR ostatni imperator Rosji przedstawiony był tendencyjnie, w negatywnym świetle, jako Mikołaj Krwawy – człowiek okrutny i przewrotny. Dokumenty zaś świadczą o tym, że „jedynowładca”, jak każdy śmiertelnik, miał cechy dobre i złe. Trzeba przyznać, że potrafił okazać silną wolę, rozwagę i szczery patriotyzm. Każdy czytelnik poznając te dramatyczne karty historii Rosji ma prawo dostrzec głównie to, co jest mu bliskie, co chciałby zobaczyć. My zaś staraliśmy się pokazać wydarzenia tak, jak były one postrzegane przez każdą z walczących stron, przy czym szczególnie interesował nas punkt widzenia członków rodziny carskiej, a nasze najważniejsze zadanie polegało na zrelacjonowaniu faktów na podstawie zachowanych dokumentów i relacji świadków”.

Zdaniem obu dziennikarzy, bezpodstawność wysuwanych wobec cara i jego małżonki zarzutów, wykazało śledztwo powołanej przez Rząd Tymczasowy komisji nadzwyczajnej, a poza tym: „Zrzucanie całej odpowiedzialności na Mikołaja II po jego odsunięciu stawało się z upływem czasu coraz mniej zasadne, skoro nastanie nowej władzy nie poprawiło, mówiąc delikatnie, sytuacji w kraju. Romanowów zepchnięto na margines, ale wykorzystywano ich w momentach największych napięć politycznych”[4].

Zaś : „Ze strony władz sowieckich od pierwszych dni czyniono wszystko, aby definitywnie zdyskredytować nawet pamięć o Romanowach. Do tego celu zmierzała, między innymi, wydana w 1922 r. w Twerze broszura Ostatnie dni ostatniego cara (Zgładzenie dynastii Romanowów). W rozdziale Romanowowie zgładzeni ostatecznie czytamy: „W oficjalnych źródłach radzieckich nie podano w swoim czasie do wiadomości pełnego tekstu rezolucji o rozstrzelaniu członków rodziny Romanowów. Okoliczność ta pozwoliła monarchistom mówić o ucieczce niektórych członków rodziny Romanowów, o pojawieniu się ich za granicą itd  Wszystko to, oczywiście, są brednie i kłamstwa. W lipcu 1918 roku robotnicy uralscy, wypełniając wolę całego proletariatu i chłopstwa Rosji, dostatecznie głęboko wbili osikowy kołek w trumnę ostatnich potomków romanowowskiej tyranii”[5].

Warto także przytoczyć dwa następujące cytaty, które dobrze oddają sens wydania omawianej publikacji: „W historii nie ma miejsca na gdybanie, nie sposób jej zawrócić wstecz i rozegrać od nowa. Wszystko dokonuje się raz na zawsze. Inną sprawą jest stosunek współczesnych i potomnych do wydarzeń. Z biegiem czasu ocena tych samych faktów zmienia się i bywa niejednoznaczna”[6]. „Dynastia Romanowów, uosabiająca w świadomości społecznej reakcyjne siły starego świata, pełniła rolę zakładnik politycznego w zbrojnym starciu dwóch nieprzejednanych obozów w przełomowym momencie historii Rosji. Mimo, że większość przedstawicieli domu Romanowów przystała na rolę zwykłych obywateli swojej ojczyzny, machina wojny domowej nie dała im żadnych szans. Krwawa rozprawa z dynastią i otoczeniem Romanowów w latach 1918-1919 pozostaje ciemną plamą w historii Rosji” . Jednak taka książka jak ta prezentowana pozwala mieć nadzieję, że przynajmniej szeroka opinia publiczna uzyska dostęp do rzetelnej i sprawdzonej wiedzy o minionych wydarzeniach.

Wiele napisano dotychczas o samym Mikołaju II, jego osobowości, losach o jego rodzinie, ale nikt „nie podjął do tej pory szczegółowiej losu utraconej „fortuny” Romanowów, nie starał się odpowiedzieć na pytanie, co się stało, w czyje ręce przeszły bogactwa, złoto, klejnoty oraz konta bankowe tej niegdyś najbogatszej dynastii europejskiej?” .

Lukę tę wypełnia książka londyńskiego dziennikarza i bankowca, Williama Clarke „Zagubiona fortuna carów” w przekładzie Aleksandry Misztal-Kania z przedmową Jana Sobczaka. Autor zaprezentował w niej rezultaty prowadzonego przez siebie przez ok. 20 lat „śledztwa w tej sprawie. Tekst książki często przypomina powieść detektywistyczną” . Jej zaletą jest to, że pisarz wykorzystał, np. dokumenty, listy i inne materiały z niedostępnych dotychczas archiwów rosyjskich, akt CIA, archiwów Watykanu. Dzięki temu wyjaśnił wiele zagadek dotąd nierozwiązanych, jak choćby losy „złota i klejnotów samego cara i jego najbliższej rodziny…”, „…dlaczego w brylanty i diademy cesarzowej Marii i Aleksandry, w precjoza sióstr cara, zdobi się przy uroczystych okazjach panująca dziś w Anglii rodzina królewska”. „Nowe dla szerszego odbiorcy są też informacje o opóźnionych, niestety próbach ratowania rodziny carskiej przez dwór brytyjski. Aspekty finansowe rzucają także nowe światło na samą postać ostatniego cesarza Wszechrosji, potwierdzając i od tej strony jego patriotyczną postawę podczas I wojny światowej i właściwą mu, co nie tak znów nagminnie zdarza się politykom – zgodność słów i czynów. Gdy nawoływał swych poddanych do określonej, narzuconej warunkami wojennymi dyscypliny finansowej, to starał się również i samemu postępować zgodnie ze swymi apelami”[7].

Warto podkreślić jeszcze jedno: „Autor książki nie jest historykiem profesjonalistą, wiele poruszonych mimochodem szczegółów z rosyjskiej historii wymagałoby być może uzupełniających wyjaśnień i komentarzy, niekiedy nawet sprostowań” . Tłumacz i konsultant czynili to jednak tylko wtedy, gdy było to konieczne. Pomimo to publikacja ta, wypełniając jeśli można to tak nazwać „pewien szczebel” wiedzy o pomijanej w dotychczasowych badaniach sprawie losów majątku dynastii Romanowów, stanowi ważne ogniwo na drodze do lepszego poznania i zrozumienia jej ostatniego zasiadającego na tronie Rosji członka.

Nie mniej ciekawa, choć tylko pośrednio nas interesująca, jest historia kobiety, szerzej znanej jako Anna Anderson, która podawała się za cudownie ocalałą córkę Mikołaja II – Anastazję. Oczywiście istniały inne osoby, które również podszywały się pod tę postać lub twierdziły, że są Aleksym – synem cara. Jednak ona była najbardziej znana a swym zachowaniem i wspomnieniami wzbudziła najwięcej sensacji. Liczne opisy jej losów są o tyle ważne, że niejako na marginesie całej sprawy, ich autorzy piszą o jej rzekomym ojcu carze Mikołaju . I tak na przykład w książce „Anastazja Romanowowa czy Anna Anderson? autorstwa Johna Kliera i Helen Mingay, znajdujemy następującą charakterystykę ostatniego Romanowa. „Los Aleksandry (żony cara – przyp. aut.) związany był z człowiekiem, o którym wiedziała, iż brak mu bezwzględności, jakiej wymaga autokratyczna władza…”


[1]     F. Bering, Przekleństwo tronu Romanowów, Warszawa 1998, s. 7.

[2]    Tamże, s. 320.

[3]    J. Buranow, W. Chrustalow, Zagłada dynastii Romanowów (1917-1919), Warszawa 1995, s. 219.

Tamże, s. 234.

Tamże, s. 235.

Tamże, s. 240-241. Tamże, s. 241. Tamże, s. 241-242.

Cytat powyższy podobnie jak w przypisach 10, 11, 12 pochodzi z przedmowy autorstwa Jana Sobczaka. W. Clarke, Zagubiona fortuna carów, Warszawa 1998, s. 11.

Tamże, s. 11.

Tamże, s. 12.

Tamże, s. 15.

Oceń tę pracę

W średniowiecznym Northampton rzeźbili szachy

Na warsztat, w którym w końcu XII w. wytwarzano szachy, natrafili archeolodzy z Museum of London Archaeology (MOLA) podczas wykopalisk w centrum Northampton.

Z prawej dwie nieudane figury szachowe znalezione w Northampton. Z lewej dwa elementy, które również mogą być niedokończonymi bierkami. Fot. MOLA

Najciekawszą pozostałością po warsztacie są dwie nieudane i wyrzucone bierki szachowe z rogu jelenia. Pierwsza ma 25 mm wysokości i 15 mm średnicy i tak naprawdę jest to tylko główka, która miała być połączona z korpusem. Na jej wierzchołku znajdował się wyryty krzyżyk, co miało przedstawiać koronę. Na niedokończonym królu bądź królowej są również schematycznie ukazane oczy. Rzemieślnik wyrzucił figurkę, ponieważ w trakcie rzeźbienia odsłonił gąbczastą część poroża.

Druga figura ma 42 mm wysokości i 28-32 mm średnicy. Na jej przodzie znajdują się dwie wypustki, co oznacza, że miał to być biskup (goniec), Jedna z nich jest jednak wyraźnie mniejsza. Zdaniem badaczy najpewniej oderwał się od niej kawałek rogu, co mogło być przyczyną wyrzucenia niedokończonej bierki.

O obecności warsztatu świadczy też parę innych obrobionych kawałków rogu, które mogły być wstępnym etapem wykonywania szachowych bierek. Archeolodzy znaleźli także kawałki poroża jelenia z odciętymi przez rzemieślnika fragmentami.

Kawałki poroża jelenia znalezione na terenie warsztatu. Fot. MOLA

To pierwszy odkryty w Anglii średniowieczny warsztat, w którym wytwarzano szachy. Gra ta trafiła do Europy z krajów arabskich najwcześniej w VIII/IX w. i szybko zyskała sporą popularność wśród elit. W efekcie bierki szachowe są dość częstym znaleziskiem, choć zazwyczaj występują pojedynczo. Najsłynniejszych szachowym odkryciem jest ponad 70 przepięknych bierek znalezionych w XIX w. na wyspie Lewis w archipelagu Hebrydów (Szkocja).

Do najwspanialszych znalezisk związanych z tą grą należy też prawie kompletny zestaw wykopany w latach 60. XX w. w Sandomierzu.

Na podstawie komunikatu MOLA.


artykuł pochodzi z kultowych archeowiesci.pl /opublikował Wojciech Pastuszka/, które niespodziewanie całkiem zniknęły z Internetu

5/5 - (3 votes)

Konkretne formy i rozwiązania historyczne

Sformułowanie nauki o predestynacji cesarza do władania należy przypisać patryjarsze Menasowi. Według niego cesarzowi trzeba pozostawić troskę o prawowierność dogmatyczną i etykę publiczną[1][75]. Był to katolicyzm „prywatny”, zrezygnował on z troski o moralność znacznych obszarów ludzkiej aktywności. Dlatego też życie społeczne obfitowało w nadużycia. „Piotr Barsymes („minister finansów” cesarza Justyniana – W.O) przez 17 lat (…) prowadził bezwstydnie handel urzędami i uprawiał skandaliczne spekulacje zbożem, ale nic mu to nie szkodziło w oczach cesarza, skoro tylko dostarczał pieniędzy na każde wezwanie.”[2][76] Fiskalizm i etatyzm czynił dalsze postępy, siejąc spustoszenie i ruinę gospodarczą. „Podatnicy uważali najazd nieprzyjacielski za mniej straszny od przybycia funkcjonariuszy fiskusa. (…) Bywały wypadki że poborcy nie znaleźli już pieniędzy, któreby odnieśli cesarzowi, bo nie było już ludzi do płacenia podatków. Tyrania finansowa rujnowała do reszty, czego (..) nie zdążyli zrujnować Persowie. (…) Toteż wyludnienie następowało coraz większe. Powzięto pomysł, żeby grunty opuszczone poprzyłączać do uprawnych, tworząc grupy katastralne i fiskalne, których członkowie byli gromadnie odpowiedzialni za podatki nałożone na całą grupę.

Znamy już całą długą listę podatków, obowiązujących za Justyniana, bezpośrednich i pośrednich, danin i świadczeń i taks; nie brak nowych, nałożonych dopiero za jego panowania. Przybywało też monopolów; ledwo wprowadzono prywatne jedwabnictwo, od razu zrobiono z niego nowy monopol. Etatyzm na wszystkie strony: regulowano wysokość zarobków, wkraczano pomiędzy dłużnika a wierzyciela, kontrolowano towar w handlu morskim itd. Nie brakło taryf maksymalnych. (…) Ale pieniędzy wciąż brakowało.”[3][77] „W Bizancjum uchodziło już za dobre wszystko, co się (…) udało. Supremacja siły fizycznej nad jakiemikolwiek względami duchowymi była już faktem dokonanym.”[4][78] Na przykład ludność Konstantynopola witała z entuzjazmem Phokasa (603-610), wyniesionego na tron wodza zbuntowanych oddziałów.[5][79] W bizantynizmie problemy społeczno-polityczne były ubierane w szaty religijne : separatyzm egipski związał się z monofizytyzmam.[6][80] Ekspansji islamu próbowano zaradzić przez stworzenie wspólnej dla wszystkich religii. Byłaby ona synkretyczną mieszanką elementów chrześcijańskich i muzułmańskich. Tak zadekretowano monoteletyzm (638). Papieże Seweryn i Jan IV protestowali przeciw temu.[7][81] Był to kompromis jednostronny, bo arabowie prowadzili podboje dla podbojów, a nie z pobudek religijnych. Główną przeszkodą dla takiej syntezy było papiestwo.  Niepowodzenia te nie zniechęciły następnych cesarzy do kolejnych syntez. Cesarz Leon III w 726 r. wydał zakaz kultu obrazów (obrazoburstwo) i spowodował tępienie sztuki malarskiej.[8][82] Miało to na celu upodobnienie się do islamu. Konflikt między zwolennikami i przeciwnikami kultu obrazów był walką o wierność chrześcijaństwu lub jego porzucenie dla czegoś nowego.[9][83] Walka o władze była bezwzględna – cesarzowa Irena w 797 r. kazała uwięzić i oślepić własnego syna![10][84] U podstaw schizmy Focjusza legły różnice cywilizacyjne. „Chodziło o odmienność poglądów na stosunek Kościół a państwo, i na państwo samo. Bizantyńczykom stają się coraz wstrętniejszymi zachodnie urządzenia społeczne i państwowe, tudzież rzymskie, papieskie o tym poglądy (…). Focjusz zrywa z rojeniami syntezy religijnej. Jego bizantynizm wymagał państwa nawskroś prawowiernego, z całkowitą ekskluzywnością bizantyńskiej ortodoksji, z nieodstępnym od niej cezaropapizmem. (…) Nienawiść do Rzymu i wszelkiego łaciństwa stanowi odtąd pierwszy warunek tej prawowierności.”[11][85] „Antagonizm ten był tak silny, iż naginał ludzi do wynajdywania różnicy religijnej. Odrębność obrządków wyzyskiwano do kopania przepaści, aż ją w końcu wykopano.”[12][86] Gdy cesarz Leon VI trzeci raz owdowiał, a nie miał męskiego potomka zapragnął pojąć czwartą żonę, na co nie pozwalało prawo Kościoła wschodniego.

Na zachodzie nie było takiego ograniczenia i dlatego zwrócił się do papieża. Patriarcha konstantynopolitański wolał więzienie, niż wpuścić do św. Zofii cesarza odwołującego się do powagi papieskiej.[13][87] „Ale w kilka dni potem synod biskupi udzielił szybko dyspensy na czwarte małżeństwo. Cesarzowi wolno tedy łamać kanony i dla cesarza obmyśli się zawsze jakieś wyjście. Zachodzi atoli jeden wyjątek: gdyby cesarz przychylał się w jakikolwiek sposób na stronę Rzymu. W Bizancjum szukano kompromisu z monofizytyzmem, potem nawet z islamem, lecz nie można godzić się z Rzymem. (…) Dla zwolenników papieskich nie było miejsca w Bizancjum.”[14][88] W X w. przychodzą rządy „wielkich” cesarzy. „Trzymają się nadal biurokracji zaostrzają fiskalizm, nie wynaleźli żadnego ulepszonego narzędzia rządów, ale nie kierują się osobistymi ambicjami, nie naginają państwa do swych osobistych zachcianek i nie uważają go za środek do osiągnięcia osobistych samolubnych celów.”[15][89] Wobec państwa wszystko inne jest bez znaczenia. Państwo to istota najwyższego rzędu. Wszystkie względy i okoliczności są obojętne – chodzi o państwo jako takie.[16][90] Jest obojętne co się dzieje w tym państwie ze społeczeństwem![17][91]

Znana nam jest tzw. „Księga Prefekta” tj. zbiór rozporządzeń z czasów Leona VI (886-911). Wg nich rzemiosło jest zorganizowane w korporacje przymusowe! Były one nadzorowane przez państwo i drobiazgowo kontrolowane. Urzędnik śledził i rewidował magazyny, przeglądał książki rachunkowe, liczył, ważył, mierzył – bo może skarbowi należało się coś więcej?[18][92] Powodowało to olbrzymie nadużycia i skorumpowanie administracji. „Grube ryby dostarczały zapewne grubszych >zarobków ubocznych<, lecz za to miały życie spokojne, nie nękane z dnia na dzień. Albowiem Carogród średniowieczny był rajem dla monopolów, przywilejów, protekcji. (…), gdzie urzędy wyznaczały nawet ilość ludzi uprawnionych do wykonywania każdego działu gospodarczego”[19][93] Niektórych towarów nie wolno było sprowadzać, aby nie robić konkurencji (np. mydła marsylskiego). Innych nie wolno było wywozić bez specjalnego zezwolenia. Bazyli II niczego w tym względzie nie zmienił. Pozostały nadal drobiazgowe przepisy w sprawach produkcji i handlu. Pozostało przymusowe dziedziczenie zawodów w rolnictwie i w rzemiośle. Rozszerzono ją nawet na niższych urzędników i żołnierzy.[20][94] Już za Focjusza wszechwładnie panował kosmopolityzm -zwłaszcza wśród warstwy rządzącej. Bez znaczenia było, czy ktoś jest Grekiem, Ormianinem czy Trakiem. Łączyła ich wspólna cywilizacja odziana w szatę języka greckiego. W takiej różnorodności etnograficznej nie wyrzekano się jednostajności. Dopuszczając do udziału w państwowości przedstawicieli różnych ludów coraz trudniej było utrzymać jednostajność. Trzeba ją było narzucać przemocą. Ostatecznie wszystko opierało się na armii zaciężnej, której wymagania finansowe wciąż wzrastały. Powodowało to konieczność fiskalizmu ze wszystkimi tego konsekwencjami.[21][95] Nienawiść do Zachodu nie osłabła nawet w obliczu śmiertelnego zagrożenia ze strony tureckiej. Cesarz Jan VIII (1425-48) udał się do Włoch aby uzyskać posiłki w zamian za unię kościelną. Unia florencka zatwierdzona w 1439 r. została promulugowana 12 listopada 1452 r.Ale wybuchły zamieszki pod hasłem „raczej turban niż tiara”. Temu wołaniu stało się zadość, Turcy zdobyli Konstantynopol 29 maja następnego roku.

—

    [1][75] „Cywilizacja bizantyńska”, dz. cyt. s. 162.

    [2][76] Tamże, s.165.

    [3][77] Tamże, s. 166.

    [4][78] Tamże, s. 168.

    [5][79] Tamże.

    [6][80] Tamże, s. 185.

    [7][81] Tamże, s. 185-186.

    [8][82] Tamże, s. 190.

    [9][83] Tamże, s. 191.

    [10][84] Tamże, s. 192.

    [11][85] Tamże, s. 204.

    [12][86] Tamże, s. 208-209.

    [13][87] Tamże, s. 213.

    [14][88] Tamże.

    [15][89] Tamże, s. 216.

    [16][90] Tamże.

    [17][91] Tamże, s. 217.

    [18][92] Tamże, s. 241.

    [19][93] Tamże, s. 242.

    [20][94] Tamże.

    [21][95] Tamże, s. 204.

Oceń tę pracę

Wizje dziejów profesora Konecznego

Zakończenie pracy magisterskiej

Wizje dziejów ukazaną przez Konecznego cechuje głęboki optymizm. Płynie on z przeświadczenia o prymacie ducha i o wolności człowieka nie zdeterminowanego czynnikami somatycznymi. Z faktu, że nie ma trwałych charakterów narodowych[1] wypływa wniosek, że możliwa jest zmiana na lepsze, poprawa. Upadek zaś nie jest konieczny. Cywilizacje nie mają zakodowanego „genu śmierci”. Koneczny „najwyższy sens ludzkiej aktywności kojarzył z podporządkowaniem wszystkich przejawów życia kategoriom etycznym.”[2]

Dlatego zaliczał siebie do chrześcijańskiej tradycji, według której nadaniem człowieka jest uduchowienie materii.[3]

Bizantynizm to typ życia prawie całkowicie zorganizowany wokoło państwa. Państwa, które jest absolutem. Państwowość ta zorganizowana jest centralistycznie. Biurokracja pochłania i organizuje działania leżące w kompetencjach niższych organizmów społecznych. Odbierając tym samym wolność jednostkom i zrzeszeniom. Zgodnie z prawem współmierności tendencje tego typu mogą się pojawić jako konieczność, gdyby ktoś ponownie uznał państwo za absolut. Albo zapragnął wszystkich ludzi zjednoczyć w jednolitym organiźmie państwowym, likwidując odrębności i zwyczaje lokalne. Ostatecznie będzie musiał dla osiągnięcia i utrzymania jednostajności używać siły, a nadzorować to będzie rozrastającą się biurokracją. Wydaje się, że wśród koncepcji dążących do zjednoczenia Europy dominują poglądy współmierne z pojęciami bizantyńskimi. Jednolita organizacja, centralistycznie sterowana przez już teraz niezmiernie rozrosłą kosmopolityczną biurokrację. Dążenie do unifikacji – ujednostajnienia jest próbą narzucenia wszystkim ludom jednolitego prawodawstwa (w tym także legalizującego aborcję), zwyczajów, oświaty. Już teraz aparat urzędniczy rości sobie pretensje do sterowania wszystkimi dziedzinami życia. Drobiazgowo ustala kontyngenty wwozowe i wywozowe, udziela pozwoleń i koncesji wg własnego uznania. Protekcjonizm nakazuje im odgrodzić się od świata barierą celną. Cywilizacja bizantyńska zawsze zgubnie oddziaływała na Europę. „Wedle tej cywilizacji, nie ma moralności w polityce. I nie ma  w działalności państwa. Tu leży rdzeń różnicy między cywilizacją bizantyńską, a łacińską. (…) To na tym polu bizantyńska wywiera szkodliwy i destrukcyjny wpływ na życie Europy i świata zachodniego. I to w tej dziedzinie cywilizacja łacińska musi się przed jej oddziaływaniem bronić.”[4]

Dzieło zaczęte przez Konecznego wymaga kontynuacji. On tylko rozpoczął badanie tych zagadnień i doszedł do wartościowych wniosków. Potrzeba jest, aby następne pokolenia badaczy, które krytycznie przyjrzawszy się jego osiągnięciom, zbadałyby obszary, do których Koneczny nie doszedł. Oczekując takiego stanu rzeczy często powtarzał słowa Kołłątaja : „zacznijmy bez oglądania się, kto nas potem poprawiać będzie.

Wizję dziejów stworzoną przez Feliksa Konecznego cechuje swoisty optymizm antropologiczny. Nie wynika on z przekonania, że rozwój społeczeństw przebiega nieuchronnie ku coraz doskonalszym formom życia, lecz z przeświadczenia o wolności człowieka i znaczeniu jego świadomych wyborów. W ujęciu Konecznego historia nie podlega mechanizmowi, który z góry przesądzałby o losach narodów i cywilizacji. Człowiek nie jest całkowicie zdeterminowany przez pochodzenie, warunki biologiczne, rasę czy środowisko. Istotną rolę odgrywają wartości, religia, etyka, organizacja życia zbiorowego oraz sposób rozumienia podstawowych kategorii ludzkiej egzystencji. Z tego założenia wynika możliwość zarówno rozwoju, jak i regresu. Żadna społeczność nie jest skazana na upadek, ale też żadna nie posiada gwarancji trwałego sukcesu.

Takie stanowisko prowadzi Konecznego do odrzucenia koncepcji zakładających istnienie niezmiennych charakterów narodowych. Narody mogą zmieniać swoje sposoby organizacji, hierarchie wartości, stosunek do prawa, państwa, religii czy gospodarki. Procesy historyczne zależą więc także od decyzji podejmowanych przez kolejne pokolenia. Upadek określonego społeczeństwa lub państwa nie musi oznaczać końca cywilizacji, podobnie jak sukces polityczny nie świadczy jeszcze o jej przewadze moralnej. Cywilizacja nie jest organizmem biologicznym, który musi przejść przez fazę narodzin, dojrzałości i śmierci. W tym miejscu Koneczny wyraźnie różnił się od historiozoficznych koncepcji Oswalda Spenglera, ujmujących cywilizacje jako organizmy podlegające stosunkowo regularnemu procesowi starzenia się i zanikania.

Szczególne znaczenie w jego refleksji posiadała etyka. Najwyższy sens aktywności człowieka Koneczny wiązał z podporządkowaniem poszczególnych dziedzin życia normom moralnym. Nie dopuszczał rozdzielenia etyki prywatnej od publicznej w taki sposób, aby działania uznawane za niemoralne w stosunkach między ludźmi stawały się dopuszczalne tylko dlatego, że podejmuje je państwo. Uważał, że polityka, administracja, gospodarka czy stosunki międzynarodowe również powinny podlegać ocenie etycznej. Właśnie w tym przekonaniu ujawniał się jego związek z tradycją chrześcijańską. Człowiek miał nie tylko wykorzystywać materię i organizować rzeczywistość społeczną, lecz również podporządkowywać ją wartościom wyższym.

Zasadniczym elementem teorii Konecznego było rozróżnienie cywilizacji według metod organizowania życia zbiorowego. Najwięcej miejsca poświęcał cywilizacji łacińskiej, bizantyńskiej, żydowskiej i turańskiej, choć wyróżniał również inne typy. Poszczególnych cywilizacji nie utożsamiał bezpośrednio z narodami ani państwami. Jeden naród mógł podlegać wpływom różnych cywilizacji, a na obszarze jednego państwa mogły współistnieć odmienne sposoby organizacji życia społecznego. Tym samym jego historiozofia nie sprowadzała się do prostego podziału świata według granic geograficznych.

Szczególną rolę w jego rozważaniach odgrywał konflikt pomiędzy cywilizacją łacińską i bizantyńską. Pierwszą Koneczny wiązał z autonomią społeczeństwa wobec państwa, pluralizmem organizacji społecznych, samorządnością, znaczeniem prawa prywatnego oraz podporządkowaniem polityki etyce. Druga miała opierać się na dominacji państwa, centralizacji, rozbudowanej administracji i przekonaniu o nadrzędności interesu aparatu państwowego nad spontaniczną aktywnością społeczeństwa. W takim modelu państwowość stawała się podstawową zasadą organizującą życie zbiorowe, natomiast niezależne zrzeszenia i jednostki były stopniowo podporządkowywane administracji.

Bizantynizm w rozumieniu Konecznego nie oznaczał przy tym jedynie historycznego Cesarstwa Bizantyjskiego. Był dla niego określonym sposobem organizowania życia społecznego, który mógł występować również w innych epokach i państwach. Jego istotą miało być uznawanie państwa za najwyższy punkt odniesienia oraz dążenie do rozwiązywania coraz większej liczby problemów poprzez decyzje administracyjne. W miarę rozwoju tego systemu biurokracja przejmowała zadania wcześniej wykonywane przez rodziny, wspólnoty lokalne, stowarzyszenia i inne samodzielne organizacje społeczne.

Właśnie w tym kontekście należy rozumieć koneczniańskie prawo współmierności. Poszczególne elementy życia społecznego nie funkcjonują według niego w całkowitej izolacji. Przyjęcie określonej zasady organizacyjnej w jednej dziedzinie rodzi konsekwencje w innych. Jeżeli państwo zostanie uznane za nadrzędnego organizatora życia zbiorowego, pojawi się tendencja do dalszego zwiększania zakresu jego kompetencji. Centralizacja administracji może następnie prowadzić do ujednolicania prawa, szkolnictwa czy działalności gospodarczej, a to z kolei wymaga coraz bardziej rozbudowanego aparatu kontrolnego.

W przedstawionym w pracy materiale szczególnej uwagi wymaga możliwość odnoszenia tych kategorii do współczesności. Próby interpretowania procesów integracyjnych, centralizacyjnych czy biurokratycznych za pomocą pojęć Konecznego mogą być interesujące poznawczo, ale wymagają ostrożności. Teoria cywilizacji została sformułowana w innych warunkach historycznych i nie może być automatycznie przenoszona na współczesne instytucje polityczne. Przykładowo utożsamienie rozwoju ponadnarodowych struktur europejskich z cywilizacją bizantyńską stanowi określoną interpretację wynikającą z przyjęcia koneczniańskiego aparatu pojęciowego, a nie bezsporny wniosek naukowy. Właśnie dlatego wykorzystując jego koncepcję do analizy zjawisk obecnych, należy oddzielać rekonstrukcję poglądów autora od ich współczesnego zastosowania i oceny.

Podobnej ostrożności wymaga koneczniańska teza o niemożności trwałej syntezy cywilizacji. Autor uważał, że odmienne metody organizowania życia zbiorowego mogą współistnieć, lecz próba ich trwałego połączenia prowadzi najczęściej do konfliktu lub dominacji jednej z nich. W jego ujęciu człowiek nie może jednocześnie podporządkować tej samej sfery życia kilku sprzecznym zasadom. Jeżeli na przykład jeden system zakłada pierwszeństwo autonomii społecznej, a drugi pełną nadrzędność państwa, ich połączenie musi prowadzić do napięcia.

Teza ta niewątpliwie stanowi jeden z najbardziej charakterystycznych elementów całej koncepcji Konecznego. Zarazem należy do tych jej części, które wymagają szczególnie krytycznej analizy. Historia dostarcza licznych przykładów przenikania się kultur, instytucji i tradycji prawnych. Nie zawsze prowadziło ono do rozpadu czy chaosu. Społeczeństwa wielokrotnie przejmowały rozwiązania pochodzące z innych kręgów kulturowych, dostosowując je do własnych warunków. Pytanie o granice takich procesów pozostaje jednak aktualne i stanowi jeden z powodów, dla których historiozofia Konecznego nadal może być przedmiotem zainteresowania.

Istotna jest również jego krytyka determinizmu. Koneczny nie zgadzał się z teoriami próbującymi wyjaśnić historię poprzez jeden podstawowy czynnik. Nie przyjmował poglądu, że los społeczeństw można wyprowadzić wyłącznie z gospodarki, geografii, biologii czy struktury rasowej. Historia była dla niego rezultatem działania wielu czynników, przy czym szczególne miejsce zajmowała sfera duchowa i aksjologiczna. Ludzie podejmują decyzje, tworzą instytucje, wybierają określone wartości i ponoszą konsekwencje tych wyborów.

W takim ujęciu historia pozostaje procesem otwartym. Nie istnieje punkt, do którego wszystkie społeczeństwa muszą nieuchronnie zmierzać. Koneczny odrzucał zarówno wizję automatycznego postępu, jak i koniecznego upadku. Rozwój techniczny nie musi oznaczać doskonalenia moralnego, podobnie jak potęga państwa nie jest dla niego dowodem wyższości określonej cywilizacji. Społeczeństwo może osiągać wielkie sukcesy militarne czy administracyjne, a jednocześnie rozwijać się w kierunku ocenianym przez Konecznego negatywnie z punktu widzenia wolności człowieka oraz etyki życia publicznego.

Optymizm jego wizji dziejów jest zatem optymizmem warunkowym. Możliwość poprawy istnieje, ponieważ człowiek jest wolny, ale właśnie ta wolność oznacza możliwość dokonania również wyborów błędnych. Nie istnieje mechanizm zabezpieczający społeczeństwa przed kryzysem. O trwałości cywilizacji decyduje zdolność kolejnych pokoleń do podtrzymywania zasad, które stanowią jej fundament.

W odniesieniu do cywilizacji łacińskiej oznaczało to przede wszystkim zachowanie etycznego charakteru życia publicznego, niezależności społeczeństwa wobec państwa oraz poszanowanie wielości autonomicznych wspólnot. Koneczny postrzegał jej rozwój jako wynik długiego historycznego procesu, w którym szczególne znaczenie miały chrześcijaństwo, prawo rzymskie oraz tradycje samorządności. Nie uważał jednak, że raz osiągnięte rozwiązania są nieodwracalne. Cywilizacja łacińska może zanikać tam, gdzie społeczeństwo rezygnuje z właściwych jej zasad.

Z tego punktu widzenia interesująca pozostaje koneczniańska krytyka nadmiernej centralizacji. Rozrastanie się aparatu administracyjnego autor traktował jako zjawisko mogące stopniowo ograniczać społeczną samodzielność. Nie oznacza to, że odrzucał istnienie silnego państwa jako takiego. Jego krytyka dotyczyła raczej sytuacji, w której państwo zaczyna zastępować społeczeństwo i przejmować funkcje, które mogą być wykonywane przez mniejsze wspólnoty.

Tak sformułowana refleksja może zachowywać znaczenie również niezależnie od przyjęcia całej teorii cywilizacji Konecznego. Pytanie o właściwe granice kompetencji państwa, relację pomiędzy administracją centralną i samorządem, a także zakres autonomii stowarzyszeń, rodzin i jednostek należy do podstawowych problemów teorii polityki. Koneczny udzielał na nie odpowiedzi zakorzenionej w jego własnej koncepcji cywilizacji, lecz sam problem pozostaje aktualny.

Podobnie trwałe znaczenie posiada jego postulat poddawania działalności politycznej ocenie moralnej. W przeciwieństwie do tradycji przyjmującej swoistą autonomię polityki, Koneczny konsekwentnie twierdził, że państwo nie może być zwolnione z przestrzegania norm etycznych. Nie powinno istnieć osobne pojęcie moralności dla jednostek i osobne dla instytucji publicznych. Państwo, które dla osiągania własnych celów dopuszcza działania uznawane za nieetyczne w życiu prywatnym, zaczyna według niego funkcjonować według odmiennego systemu wartości.

To właśnie w tej kwestii widział jedną z podstawowych różnic między cywilizacją łacińską a bizantyńską. Pierwsza miała wymagać od polityki podporządkowania zasadom moralnym, druga dopuszczać autonomię racji państwowej. Bez względu na ocenę historycznej trafności tak ostrego przeciwstawienia obu typów cywilizacyjnych, samo pytanie o relację etyki i polityki pozostaje jednym z najważniejszych problemów filozofii politycznej.

Przeprowadzona analiza pokazuje jednocześnie, że teoria Konecznego nie powinna być traktowana jako zamknięty i niepodlegający dyskusji system. Część jego twierdzeń wymaga konfrontacji z późniejszym stanem badań historycznych, antropologicznych i socjologicznych. Szczególnie ostrożnie należy podchodzić do szerokich generalizacji obejmujących całe cywilizacje oraz do przypisywania bardzo różnym społeczeństwom wspólnej, względnie trwałej „metody życia zbiorowego”. Tak rozległe konstrukcje interpretacyjne z natury rzeczy upraszczają wielowymiarowość procesów historycznych.

Nie zmienia to faktu, że wartość dorobku Konecznego polega między innymi na postawieniu pytań wykraczających poza opis kolejnych wydarzeń. Interesowało go nie tylko to, co wydarzyło się w przeszłości, lecz również dlaczego różne społeczności tworzyły odmienne systemy prawne, polityczne i moralne oraz jakie były długofalowe konsekwencje tych różnic. Historia stawała się dzięki temu materiałem do rozważań nad sposobami organizowania całego życia zbiorowego.

Na uwagę zasługuje również interdyscyplinarny charakter jego poszukiwań. Koneczny poruszał zagadnienia należące współcześnie do historii, socjologii, filozofii dziejów, nauk politycznych, prawa, religioznawstwa i antropologii kulturowej. Taka szerokość zainteresowań umożliwiała mu tworzenie rozległych syntez, choć zarazem zwiększała ryzyko nadmiernych uogólnień.

Jego koncepcja może być zatem traktowana bardziej jako propozycja interpretacyjna niż jako zbiór praw historycznych posiadających znaczenie porównywalne z prawami nauk przyrodniczych. Samo używanie przez Konecznego określenia „prawa dziejowe” nie rozstrzyga o ich uniwersalności. Współczesne badanie jego dorobku powinno pytać zarówno o wewnętrzną spójność systemu, jak i o jego zgodność z materiałem historycznym.

Szczególnie interesujące pozostaje pytanie o możliwość rozwinięcia badań rozpoczętych przez Konecznego. Nie chodzi jednak o mechaniczne stosowanie jego klasyfikacji do kolejnych państw i społeczeństw ani o traktowanie każdego nowego zjawiska jako potwierdzenia jednej z wcześniej wyróżnionych cywilizacji. Kontynuacja jego dzieła powinna oznaczać przede wszystkim krytyczną weryfikację postawionych problemów, porównanie jego założeń z późniejszymi teoriami cywilizacji oraz wykorzystanie współczesnych metod badawczych.

Należałoby więc ponownie rozważyć, na ile możliwe jest wyodrębnianie trwałych metod życia zbiorowego, jak długo mogą one funkcjonować, jakie mechanizmy odpowiadają za ich zmianę oraz czy kontakty między cywilizacjami rzeczywiście muszą prowadzić do konfliktu. Podobnego namysłu wymaga zależność pomiędzy religią, prawem, strukturą rodziny, gospodarką i organizacją państwa. Są to zagadnienia obecne w teorii Konecznego, które mogą stanowić punkt wyjścia do dalszych analiz.

Ostateczna ocena jego historiozofii nie powinna zatem sprowadzać się ani do jej bezkrytycznego przyjęcia, ani do prostego odrzucenia. Dorobek Konecznego wyrastał z konkretnej epoki, doświadczeń autora oraz dostępnego mu stanu wiedzy. Zawiera tezy dyskusyjne i generalizacje, które wymagają krytyki. Jednocześnie stanowi oryginalną próbę stworzenia rodzimej teorii cywilizacji i interpretacji dziejów powszechnych.

Najbardziej charakterystycznym elementem tej wizji pozostaje przekonanie, że człowiek jest podmiotem historii. Ani naród, ani państwo, ani cywilizacja nie są całkowicie podporządkowane nieuchronnym prawom biologicznego rozwoju. Historia pozostaje przestrzenią działania, decyzji i odpowiedzialności. Właśnie z tego wynika wspomniany na początku optymizm Konecznego.

Jeżeli nie istnieją niezmienne charaktery narodowe, społeczeństwa mogą przezwyciężać własne słabości. Jeżeli cywilizacje nie posiadają z góry określonego czasu życia, ich upadek nie musi być konieczny. Jeżeli polityka podlega ocenie etycznej, człowiek nie jest zwolniony z odpowiedzialności za kierunek rozwoju wspólnoty tylko dlatego, że działa poprzez państwo lub inną instytucję.

W takim rozumieniu dzieje nie są procesem dokonującym się ponad człowiekiem. Tworzą je ludzie, którzy wybierają określone wartości i sposoby organizowania życia społecznego. Zmiana może więc następować zarówno w kierunku uznawanym za rozwój, jak i w kierunku regresu. Zależy ona nie tylko od warunków zewnętrznych, ale także od jakości życia moralnego i społecznego.

Ta część myśli Konecznego pozostaje szczególnie istotna dla zrozumienia całego jego dorobku. Jego teoria cywilizacji była bowiem nie tylko próbą klasyfikacji społeczeństw, lecz również rozbudowaną refleksją nad warunkami trwałości określonego porządku społecznego. Historia miała uczyć, że instytucje, prawa i systemy polityczne nie funkcjonują w oderwaniu od wartości, które są akceptowane przez ludzi.

Dlatego dzieło rozpoczęte przez Konecznego może pozostawać przedmiotem dalszych badań, ale jego kontynuacja wymaga podejścia krytycznego. Współczesny badacz dysponuje znacznie większym materiałem porównawczym i innymi narzędziami metodologicznymi niż te, które pozostawały w dyspozycji autora. Pozwala to ponownie sprawdzić jego wnioski, wskazać ograniczenia, ale również dostrzec te pytania, które pomimo upływu czasu zachowały znaczenie.

Przeprowadzona w pracy analiza prowadzi zatem do wniosku, że historiozofia Feliksa Konecznego stanowi oryginalną i rozbudowaną propozycję interpretacji dziejów, której centralnym problemem jest zależność pomiędzy wartościami a organizacją życia zbiorowego. Jej znaczenie nie polega na dostarczeniu prostego klucza umożliwiającego jednoznaczne wyjaśnienie całej historii. Znacznie ważniejsza wydaje się próba zwrócenia uwagi na te elementy życia społecznego, których nie można sprowadzić wyłącznie do gospodarki, polityki czy biologicznych uwarunkowań człowieka.

Koneczny pozostawił system, w którym wolność i odpowiedzialność jednostki zajmują miejsce szczególne. Jego optymizm nie zakłada nieuchronnego triumfu dobra czy postępu. Zakłada jedynie, że przyszłość nie została z góry przesądzona. Możliwość zmiany pozostaje otwarta, ponieważ człowiek posiada zdolność wyboru. Zarazem właśnie dlatego ponosi odpowiedzialność za kształt instytucji, państwa i cywilizacji, które współtworzy. W tej perspektywie historia jest nie tyle zapisem nieuniknionych procesów, ile przestrzenią ludzkiej wolności, której konsekwencje ujawniają się w losach całych społeczeństw.


[1] „Cywilizacja Bizantyńska”, dz. cyt. s. 63.

[2] Z. Miedziński, dz. cyt. s. 8.

[3] Tamże, s. 9.

[4] Jędrzej Giertych, Przedmowa do „Cywilizacji bizantyńskiej”, dz. cyt. s. 14.

5/5 - (1 vote)

Asyria raczej nie przegrała z klimatem

Czy za upadkiem imperium asyryjskiego stały zmiany klimatu? Polski archeolog kontruje koncepcję badaczy z USA i Turcji.

Pod koniec pierwszej połowy VII w. p.n.e. Asyria była największym imperium, jakie dotąd widział świat. Obejmowało ono całą Mezopotamię, zachodnią część dzisiejszego Iranu, południowo-wschodnie tereny Turcji, a także ziemie Syrii, Libanu, Jordanii, Izraela i Egiptu. Po raz pierwszy jedno państwo kontrolowało wszystkie te ziemie. Zawdzięczało to potężnej, dobrze zorganizowanej armii, która była w stanie pokonać wojska każdego sąsiedniego kraju.

Jednak jeszcze w tym samym stuleciu Asyria przestała istnieć i już nigdy się nie odrodziła. Ten zadziwiająco szybki upadek superpotęgi od dawna intrygował badaczy. Niestety, jego wyjaśnienie nie było łatwe, gdyż zachowało się mało wzmianek z ostatnich lat istnienia imperium i prezentują one dość chaotyczny obraz.

Nieliczne źródła, którymi dysponujemy, pozwalały dopatrywać się przyczyn upadku w wojnach domowych o asyryjski tron (pierwsza z nich wybuchła w 652 r. p.n.e., a kolejne po 627 r. p.n.e.) i w licznych rebeliach. W ostatnich latach istnienia Asyrii jej ziemie pustoszyli też przybyli z północy konni nomadzi.

Ostateczny cios zadały Asyrii połączona siły Medów z północnego Iranu, Babilończyków, którzy korzystając z zawieruchy zrzucili asyryjskie jarzmo, i Scytów. W 612 r. p.n.e. sojusznicy zdobyli stolicę imperium Niniwę. 3-4 lata później zginął ostatni asyryjski król.

Adam Schneider z University of California-San Diego (USA) i Selim Adalı z tureckiego Centrum Badawczego Anatolijskich Cywilizacji dwa lata temu zaprezentowali tezę, wedle której wpływ na upadek Asyrii miał też klimat. Uzyskane dane paleoklimatyczne pokazały bowiem, że w połowie VII w. p.n.e. Bliski Wschód zaczęły dotykać susze. W tym samym czasie centralne tereny Asyrii były coraz gęściej zaludnione, gdyż władcy przesiedlali ludność z podbitych ziem. Jak uznali badacze, w takiej sytuacji nawet niewielkie pogorszenie zbiorów mogło doprowadzić do poważnych kłopotów z wyżywieniem ludności i znacząco osłabić władzę.

Doktor Arkadiusz Sołtysiak z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego znalazł w tej hipotezie słabe punkty i zaprezentował je na łamach magazynu „Climatic Change”.

Zdaniem polskiego badacza, położone w górnej Mezopotamii centralne tereny Asyrii raczej nie były w tamtych czasach przeludnione. Choć asyryjscy władcy przymusowo przesiedlali na te tereny tysiące ludzi to wciąż w górnej Mezopotamii żyło dużo mniej ludzi niż kilkaset lat wcześniej, czyli pod koniec epoki brązu. W niektórych regionach powierzchnia osad była wciąż kilka razy mniejsza.

Badacz wątpi także, aby okresowe susze były zaskoczeniem dla miejscowych rolników. Mieszkańcy górnej Mezopotamii wiedzieli, że niektóre lata mogą owocować niezwykle niskimi plonami i dlatego w całym regionie istniały ogromne kompleksy spichlerzy, które pozwalały tysiącom ludzi przetrwać gorszy sezon. Władcy i mieszkańcy Asyrii dbali także o rozbudowaną sieć irygacyjną, która łagodziła skutki suszy.

Polski archeolog wskazuje także, że nie mamy żadnych dowodów na klęskę głodu na terenach centralnej Asyrii w drugiej połowie VII w. p.n.e. Problemów z zapewnieniem dostatecznych ilości żywności nie potwierdzają chociażby ceny niewolników, które w czasie głodu powinny znacząco spaść.

Tymczasem, jak ustalił dr Sołtysiak w oparciu o 53 transakcje, które znamy ze starożytnych dokumentów, ceny niewolników były stabilne przez cały VII w. p.n.e. Co prawda, trochę mniej płacono za niewolników w połowie tego stulecia – jedne z najniższych kwot pojawiły się chociażby w dwóch transakcjach z 657 r. p.n.e., w którym według Schneidera i Adaliego doszło do pierwszej dużej suszy – jednak w kolejnych dekadach ceny były znowu wyższe i niewolnicy kosztowali tyle samo co na początku stulecia.

Nic więc nie wskazuje na to, aby imperium asyryjskie było pod koniec swego istnienia bardziej podatne na kaprysy klimatu. Co więcej, okresowe susze mogły zdaniem dr. Sołtysiaka wzmacniać władzę centralną, gdyż to ona kontrolowała większość zboża zgromadzonego w spichlerzach.

„Nie ma nawet jednego dowodu sugerującego, że zmiany klimatyczne przyczyniły się do upadku Asyrii” – stwierdza polski archeolog na łamach „Climatic Change”.


artykuł pochodzi z kultowych archeowiesci.pl /opublikował Wojciech Pastuszka/, które niespodziewanie całkiem zniknęły z Internetu

5/5 - (4 votes)