Dorobek Konecznego w opinii historyków

Bogaty dorobek Konecznego w opinii historyków utracił już co prawda swe walory dziejopisarskie, ale zachował nadal wartość jako obszerne i wielowątkowe dzieło historiozoficzne.[1] Można dostrzec, śledząc myśl Konecznego, że wierność niezmiennym zasadom etycznym zaowocowało w konkretnych okolicznościach specyficznymi rozwiązaniami.

Chrześcijaństwo w swym oddziaływaniu na życie zbiorowe preferowało drogę pośrednią: wpływanie pierw na wyobrażenia i działania jednostek, a następnie, w rezultacie niejako, następowała przemiana obyczajów, praw i struktur społecznych. Ten sposób był częstszy, niemniej jednak w sprawach szczególnej wagi dochodziło do bardziej bezpośrednich i stanowczych interwencji. Ten pierwszy sposób postępowania zachodził, gdy można było pozwolić sobie na sytuację stopniowego dojrzewania społeczeństwa (np. sprawa niewolnictwa), drugi natomiast możemy odnaleźć w podejściu do zagadnień małżeńskich.

Rozwój moralności, jej ciągłe doskonalenie i odkrywanie dla niej nowych obszarów jest głównym ideałem jaki etyka chrześcijańska wniosła do cywilizacji łacińskiej.

Pisarstwo Konecznego oprócz walorów naukowo‑badawczych posiada silny wydźwięk praktyczny. Można odczytać w nim apel o obronę i odnowę sposobu życia zwanego przez niego cywilizacją łacińską. Mimo obserwowanego prze niego kryzysu, cywilizacja łacińska nie musi zginąć! Nawet dostrzegając liczne zaniedbania i nieprawidłowości nie można wyciągać wniosku, że jest ona przestarzała czy skazana na śmierć przez nieuchronne procesy starzenia się. Jednak, aby to nie nastąpiło, jej uczestnicy powinni stosować się do praw właściwych tej cywilizacji. Nie trzeba wymyślać czegoś nowego, ale tylko powrócić do „swych własnych kolein” i to wystarczy.[2] Koneczny posiadał wielką wiarę w istnienie wewnętrznych siły drzemiących we wnętrzu tej cywilizacji. Można je wyzwolić. Myśl Konecznego uczy odpowiedzialności i optymizmu, bo nic przecież w świecie nie jest z góry przesądzone. Był on konsekwentnym zwolennikiem indeterminizmu w historii.[3]

W cywilizacji łacińskiej powołano do życia  i kształcono wszystkie siły człowieczeństwa, jakie tylko objawiły się, a wytwarzało się wciąż siły nowe. W tej cywilizacji człowiek rozrasta się.[4]

Liczne elementy cywilizacji łacińskiej powstały w sytuacji konfrontacji z bizantynizmem czy wpływami innych cywilizacji. Wiele praw, zwyczajów czy instytucji powstało na skutek potrzeby chwili, a nie w wyniku refleksji nad doktrynami. Ich „matką” była potrzeba.

Etyka cywilizacji łacińskiej jest etyką religijną. Obejmuje ona wszystkie obszary życia. Sama natomiast religia (chrześcijaństwo) swą bezpośrednią kuratelą objęło tylko instytucje małżeństwa. Pozostały obszar pozostawiony został możliwości ludzkiego rozwoju, oczywiście w zgodzie moralnością.[5] Personalizm, razem z osobistą odpowiedzialnością, należy uznać za szczególne znamię ludzi wyrosłych w duchu cywilizacji Zachodu, cywilizacji łacińskiej.

Być może nakreślony przez Konecznego obraz cywilizacji łacińskiej jest zbyt idealistyczny, co można by tłumaczyć potrzebą obrony jej zawartości, niemniej jednak jego koncepcja, jak i głoszone przez niego postulaty, wydają się wskazywać na te obszary, które nie powinny ujść naszej uwadze w poszukiwaniach korzeni europejskości. Mam na uwadze twierdzenie o Ewangelii jako o podstawowym źródle autentycznej tożsamości Europejczyka i wskazanie, aby również obszary życia publicznego jak: prawo, polityka czy życie ekonomiczne zostały podporządkowane postulatom etycznym.

—

[1] Por. J. Skoczyński, Wstęp, w: F. Koneczny O wielości cywilizacyj, Kraków 1996, s. VI-VII.

[2] Por. PD, t. 2, s. 218.

[3] Por. T. Wituch, „Ład”, dz. cyt. s. 3.

[4] PD, t. 1, s. 128.

[5] Jan Paweł II w encyklice Redemptoris missio z grudnia 1990 r. tak pisze: Kościół otwiera szeroko swe drzwi i staje się domem, do którego wszyscy mogą wejść i czuć się u siebie, zachowując własną kulturę i własne tradycje, byleby nie sprzeciwiały się one Ewangelii., nr 24.

Oceń tę pracę

Problem opanowania czasu

Problem opanowania czasu. Mierzenie czasu nie świadczy jeszcze o jego opanowaniu.[1] Opanowanie czasu wyraża się w tym, aby według własnego zamiaru, w oznaczonej chwili stało się, coś co może zależeć od ludzkiej woli.[2] Kluczową strukturą dla opanowania czasu jest historyzm. Nie jest on jednak prostą pamięcią pewnych przeszłych wydarzeń.[3] Historyzm to świadomość historyczna danego społeczeństwa wraz z wysnuwaniem z tego odpowiednich wniosków. Stanowi on szczytowe osiągnięcie w relacji człowieka do czasu i posiadła go tylko jedna z cywilizacji starożytnych, a mianowicie rzymska i przekazała jako dziedzictwo swym spadkobiercom.[4] Kwestia ta miała dla Konecznego bardzo doniosłe znaczenie skoro pisał: Władca czasu dzieli go i rozstawia na drogach swego życia według własnej woli. Termin jest w czasie tem, czem w przestrzeni meta i stanowi kryterium stopnia opanowania czasu. To zaś staje się rusztowaniem tradycji, przez co przyczynia się do wyrobienia historyzmu. (…) Wyznaczaniem terminu ogranicza człowiek swą swobodę, a zatem stanowi to ustęp z panowania nad sobą samym. Opanowywanie czasu wyrabia przeto wolę, zapładnia intelekt i wytwarza duchową siłę twórczą. Tędy droga, by stać się panem swego życia.[5] Opanowanie czasu wpływa na rozwój etyki. Dodaje jej nowych obszarów, wskazuje, iż moralność jest również zdolna do rozwoju i postępu. Całe obszary etyczne są niepojęte dla ludzi nie umiejących opanowywać czasu. A przecież w imię oszczędzania czasu rodzi się pilność, zapobiegliwość, oszczędność, wybieganie myślą w przyszłość, z którego powstaje poczucie obowiązku względem przyszłych pokoleń. Ludzie patrzący poza „własny zagon” umożliwiają postęp, bo pozwalają swym potomnym zaczynać w miejscu do którego doszli, bez potrzeby ponownego rozpoczynania budowanie od podstaw. Dalszym skutkiem opanowania czasu jest skłonność do poświęceń dla bliskich, uszlachetnienie myśli i czynu. Altruizm zdaniem Konecznego jest drugim, obok historyzmu, owocem opanowania czasu.[6] J. Skoczyński definiuje historyzm w ujęciu Konecznego jako zmysł historyczny, który wiąże teraźniejszość z przeszłością. (…) Posiadanie takiego zmysłu pozwala rozumieć zmienność rzeczywistości, w tym również zjawisko postępu.[7] Sam Koneczny przedstawia historyzm obrazowo jako: krępowanie współczesności przez przeszłość, jeżeli współcześni poddają mu się świadomie i chętnie.[8] Gdy braknie owego zmysłu, otaczający nas świat zaczyna się wydawać czymś stałym, niewzruszonym, apriorycznie danym z góry.[9] Koneczny twierdzi, że to tradycja jest kręgosłupem wszelkiej cywilizacji. Gdyby nie ona, każdy człowiek, każde pokolenie musiałoby rozpoczynać od początku, bez możliwości korzystania z osiągnięć poprzedników.[10] Pomostem pomiędzy historyzmem prywatnym a publicznym jest według Konecznego nazwisko dziedziczne.[11] Opanowanie czasu (lub jego brak) stanowi o różnicy cywilizacji, a nie tylko o jej stopniu.[12]

—

[1] Por. OWC, s.  282.

[2] Por. J. Kossecki, dz. cyt., s. 74.

[3] Por. OWC, s. 283.

[4] Por. tamże, s. 283-284.

[5] Tamże, s. 284-285.

[6] Por. tamże, s. 286-287. Wraz z opanowaniem czasu rozwija się etyka. Przysparza jej nowych działów, co stanowi dowód, jak moralność wcale nie jest pozbawiona zdatności do rozwoju i postępu. Całe dziedziny etyczne niezrozumiałe są dla ludzi, nie umiejących opanowywać czasu. Wytwarza się pilność w imię oszczędzania czasu, zapobiegliwość, oszczędność, oględność, myśl o dalszej przyszłości, wreszcie poczucie obowiązku względem następnych pokoleń. Ludzie patrzący poza własny zagon, a wykonujący zadania życia szybciej od innych, czynią możliwy postęp, bo pozwalają potomnym zaczynać już tam, dokąd sami zdążyli życie opracować. Wytwarza się chętna skłonność do poświęceń dla osób sercu drogich, wzrost uczucia, uszlachetnienie myśli i czynu. Obok historyzmu stanowi altruizm drugą koronę dzieła opanowania czasu. Tamże.

[7] J. Skoczyński, dz. cyt., s. 41.

[8] PLE, t. 1, s. 34.

[9] Por. tamże, s. 58.

[10] Por. OŁWH, s. 26.

[11] Por. tamże, s. 26-27.

[12] Por. OWC, s. 287.

Oceń tę pracę

Cywilizacja – metodą ustroju życia zbiorowego

Mówiąc o trójprawie Koneczny chciał wykazać, że już na najbardziej prymitywnych szczeblach rozwoju rozchodzą się myśli i pojęcia ludów.[1] Jako, że celem jego badań było poszukiwanie w dziejach mechanizmów nimi rządzących, prawideł i podobieństw, musiał uciec się do abstrakcji — poszukiwania tego, co wspólne i co łączy ludzi. Zadanie to nastręczało wiele problemów wobec ogromnych zróżnicowań. Dlatego w dalszych rozważaniach Koneczny ogranicza się do ludów umiejących rozniecać ogień i hodować zwierzęta.

W każdej kulturze musi wytworzyć się etyka i tradycja tzn. jakaś tradycja i jakaś etyka. Jednak przy bliższej obserwacji wyjdą pomiędzy nimi nie podobieństwa, ale różnice.[2] Następnie Koneczny czyni założenie odnośnie natury człowieka. Z ciała i z duszy składa się człowiek i wszystko, cokolwiek jest ludzkiego i co z człowiekiem pozostaje w jakimkolwiek związku; wszystko to posiada formę i treść, stronę zewnętrzną i wewnętrzną. Pełnia życia wymaga obydwóch, gdyż niedomagania jednej z nich sprowadzą wykolejenie całości.[3] Na wewnętrzną stronę duchową życia składają się pojęcia Dobra (moralności) i Prawdy, na cielesną zdrowia i dobrobytu; nadto istnieje kategoria Piękna, wspólna ciału i duszy. Niema takiego przejawu życia, któryby nie pozostawał w jakimś stosunku do którejś z tych kategorii, często do dwóch i więcej. Należy tu każdy fakt i każdy pogląd.[4] Każdy przejaw życia społecznego można zakwalifikować do którejś z tych pięciu kategorii. Niektóre natomiast zjawiska mogą równocześnie należeć do dwóch lub więcej kategorii np.: etyka gospodarcza należy do kategorii dobra i dobrobytu. Ekonomia zaś do prawdy i dobrobytu.[5] Te pięć kategorii nazywa Koneczny Quincunxem. Słowo to J. Skoczyński tłumaczy pojęciem pięciomianu bytu.[6]

Pomiędzy tymi pięcioma kategoriami występują nieustannie różnorakie relacje i wzajemne odniesienia, ich organizacja niejako.[7] Przeciwstawianie kategorii duchowych kategoriom cielesnym jest niewłaściwe, gdyż i te i tamte doskonale się uzupełniają, czego zresztą domaga się normalne życie.[8] Można zaryzykować twierdzenie, że mamy tu do czynienia ze swoistym układem „naczyń połączonych”, bo jakiekolwiek doskonalenie czy rozwój w jednej dziedzinie, pociąga za sobą następstwa w innej.[9] J. Skoczyński zauważa, że kategorie te nie mają nic wspólnego z transcendentaliami, ale wyrażają egzystencjalne potrzeby człowieka. Pozostają w ścisłym związku z sobą, tworząc jedną, dopełniającą się całość, gdzie cielesność nie jest przeciwstawiona duchowości.[10] O ile trójprawo daje tylko zewnętrzny wygląd cywilizacji, to pięciomian bytu pozwala uchwycić jej najgłębszą istotę.[11] Pozwala on dokonać klasyfikacji ustrojów według pojęć panujących w danej cywilizacji tzn. jak ludzie w danym społeczeństwie zapatrują się na te pojęcia, jakie mają o nich wyobrażenia. Cywilizacje różnią się od siebie właśnie tym odmiennym stosunkiem do owego pięciomianu. Wspomniane wyżej elementy łączą się ze sobą w system, jakim jest każda cywilizacja, zasada współmierności, stając się jej osią krystalizacyjną.[12] Co jednak oznacza to ustosunkowanie się i na jakiej podstawie można twierdzić, że właśnie ten zespół wartości jest konstytutywny dla wszystkich cywilizacji. W dziełach Konecznego nie znajdziemy odpowiedzi wprost na te pytania. Należy zatem systematycznie poszukiwać ich w rozproszonych wypowiedziach o istocie człowieka. Autor sam twierdzi, że do formuły owego pięciomianu bytu doszedł na drodze indukcyjnej porównując materiał historyczny. K. Kurowska powątpiewa w to, gdyż Autor nadał tej formule rangę prawa uniwersalnego, którego nie można uprawomocnić indukcyjnie. Spowodowane jest to trudnością wynikającą z tego, że nie mamy do czynienia z indukcją zupełną, gdyż sam Koneczny powiada, że nie przebadał wszystkich cywilizacji.[13]

[1] Por. OWC, s. 132.

[2] Por. tamże, s. 133.

[3] Tamże, s. 134.

[4] Tamże, s. 134-135.

[5] Por. J. Kossecki, dz. cyt., s. 17-18.

[6] Por. J. Skoczyński, dz. cyt., s. 52. W dalszym ciągu będę posługiwał się tym, zaproponowanym przez J. Skoczyńskiego, terminem.

[7] Por. OWC, s. 135.

[8] Por. tamże, s. 136.

[9] Por. tamże, s. 137.

[10] Por. J. Skoczyński, dz. cyt., s. 52.

[11] Por. A. Hilckman, dz. cyt., s. 91.

[12] K. Kurowska, dz. cyt., s. 86.

[13] Por. tamże, s, 80.

Oceń tę pracę

Zbiorowość według Konecznego

Zbiorowość ujmuje Koneczny jako materialny substrat życia społecznego, które układa się w formy określone rodzajem więzi i charakterem zinstytucjonalizowanych stosunków wewnętrznych. Nazywa je Koneczny zrzeszeniami, nadając temu terminowi znaczenie bliskie raczej współczesnemu szerokiemu pojęciu społeczności.[1] Nie każda społeczność jest od razu społeczeństwem. Staje się nim dopiero po odpowiednim zróżnicowaniu,[2] tzn. po wytworzeniu szeregu różnorodnych, spełniających odmienne funkcje i zadania, warstw czy grup społecznych. Dla Konecznego nie będzie społeczeństwem grupa ludzi złożona np. z samych tylko rolników. Aby przekształciła się w społeczeństwo, powinna wykształcić inne warstwy trudniące się innymi profesjami, jak: kupcy, rzemieślnicy itp. Społeczeństwo nabiera mocy, w miarę jak przybywa (gdy ubywa to traci tę moc) członków niezależnych od niczyjej „łaski”. Takie społeczeństwo staje się coraz bardziej organizmem. Cechą organizmu jest jedność w rozmaitości.[3]

Kolejnym istotnym elementem struktury myśli Konecznego jest współmierność. W pojęciu tym chodzi o zgodność i wzajemną odpowiedniość poszczególnych elementów ustroju danej cywilizacji. Wszyscy komentatorzy posługują się tym przyjętym od Konecznego terminem. Zagadnienie to jest jednym z kluczowych momentów dla uchwycenia prezentowanej przez niego wizji dziejów. Sam Koneczny wielokrotnie wspomina o tym w różnych miejscach swych dzieł. Wymóg zachowania współmierności  formułuje bardzo stanowczo, gdy twierdzi, iż nie może istnieć, żyć i funkcjonować zrzeszenie urządzone według dwóch lub większej ilości trójpraw. Powiada, że w jednym zrzeszeniu może panować jedno i tylko jedno trójprawo.[4] Czy mogłoby rozwijać się i kwitnąć zrzeszenie, w którem panowałyby rozmaite a wykluczające się wzajemnie poglądy na moralność, a w konsekwencji pojawiłaby się niezgodność poglądów na sprawiedliwość, na wychowanie dzieci, (…) wreszcie na wzajemny stosunek płci i na samą istotę rodziny? Gdzie w takich zasadniczych zagadnieniach rozłam, cóż to za zrzeszanie się? Chyba po to, żeby się nawzajem wytępić? (…) Jeżeli życie zbiorowe ma być trwałe i skuteczne, musi zachodzić współmierność struktury zrzeszenia, to znaczy że pomyślność zrzeszenia jest tym większa, im bardziej członkowie tegoż trzymają się jednakowej metody w urządzaniu życia.[5] W przeciwnym wypadku (tzn. przy współmierności tylko częściowej), gdy pewne dziedziny życia są urządzone według jednej metody, a inne według drugiej, często odmiennej, to w takim społeczeństwie kultura czynu upada. Zrzeszeni nie zdołają się zdobyć na żaden czyn rozumny[6] (nie mogą porozumieć się co do wspólnego, jasno określonego celu). Te poszczególne instytucje i pojedyncze rozwiązania, mogą występować w osobnych społecznościach, ale jest to wykluczone w tym samym zrzeszeniu. Wynika z tego jedno z fundamentalnych praw dziejowych wysnutych przez Konecznego, głosi ono że nie można być cywilizowanym na dwa sposoby,[7] gdyż byłaby to swoista schizofrenia. Natomiast w dobrze urządzonym życiu panuje harmonia wszystkich kategorii i obszarów życia zbiorowego.[8] Aby życie społeczne było trwałe i skutecznie realizowało swe cele i ideały musi zachodzić współmierność struktury zrzeszenia. Wynika z tego, że pomyślność danego społeczeństwa jest tym większa, im bardziej jego członkowie trzymają się jednakowej metody w urządzaniu życia zbiorowego.[9] Koniecznym jednak tego warunkiem jest jeszcze, aby ta współmierność pochodziła z dobrowolnego uznania. Musi ona polegać nie tylko na samym prawie, lecz i na przekonaniach etycznych. W przeciwnym razie wszystko się rozpadnie.[10] Wymóg współmierności nie zamyka drogi dla rozwoju danej społeczności, czy ubogacania jej życia zbiorowego o nowe obszary. Pojawiające się nowe obszary życia, wzrastające skomplikowanie warunków są wyzwaniem dla niej. Jest to swoista próba konsekwencji metody życia. Nowy dział życia nie może być „ciałem obcym” w organizmie społecznym. Ta nowo wyłaniająca się rzeczywistość powinna być zasymilowana, tzn. winna spowodować nowe zastosowanie przyjętego sposobu życia, metody. W przeciwnym razie może pojawić się wyszczerbienie metody będące zarodkiem rozkładu.[11] Zasada współmierności nie jest tylko negatywną selekcją, która eliminuje nieodpowiednie instytucje, ale „wymusza” pojawienie się struktur zgodnych z „duchem” danego zrzeszenia. Prawo rodzinne może organizować rodzinę o strukturze monogamicznej, poligamicznej czy nawet poliandrycznej (nb. Koneczny uważa, iż pierwotna była monogamia a pozostałe odmiany powstały później wskutek wojen). Natomiast rodzaj rodziny wywiera znaczący wpływ na pozostałą strukturę społeczną: wyznacza stosunki pokrewieństwa, strukturę władzy, stosunek do pracy. Np. przy posiadaniu rodziny poligamicznej społeczeństwo nie jest w stanie wyjść poza strukturę rodową.[12] Psychologia społeczeństwa dopuszczającego poligamie jest zdecydowanie odmienna od psychologii społeczeństw opowiadających się zdecydowanie za monogamią. U ludów poligamicznych kobieta jest własnością mężczyzny. Z tego wynika zasada bezwzględnego podporządkowania słabszego silniejszemu. Pociąga to za sobą bezwględne podporządkowanie dzieci woli ojca i despotyczna władza państwa nad poddanymi. Ponadto nie istnieje własność prywatna, gdyż wszystko jest własnością władcy. Wobec tego nie ma potrzeby posiadania zasad tyczących się dziedziczeniu przez dzieci majątku rodziców.[13] Zasada współmierności wyznacza warunek możliwości zaistnienia cywilizacji.

Niewspółmierność jest dla Konecznego główną przeszkodą w realizacji postępu cywilizacyjnego. Twierdzi on, że pierwotnym zrzeszeniem ludzi był ród. Rozmaite rody zorganizowane były na bazie różnorakich układów trójprawa. Gdy po sąsiedzku mieszkały rody o odmiennych formach współżycia, to niemożliwe było pokojowe zrzeszenie się w większą całość. Powstanie wyższych form organizacji zawierających w sobie większą liczbę ludzi i większy obszar jest warunkiem ilościowym ukształtowania się cywilizacji.[14] K. Kurowska słusznie twierdzi, że wszystkie prawa dziejowe wynikają z tego prawa współmierności.[15] Również Z. Pucek przyznaje kluczową pozycję zasadzie współmierności.[16]

—

[1] Z. Pucek, Feliks Koneczny: teoria pluralizmu cywilizacyjnego, w: Szkice z historii socjologii polskiej, (praca zbiorowa), red. K. Z. Sowa, s. 163.

[2] Por. OWC, s. 289.

[3] Por. Cywilizacja łacińska. Cywilizacja chrześcijańska (Opracowano na podstawie dzieł Feliksa Konecznego), br. aut. Warszawa br. roku wyd. s. 23.

[4] Por. OWC, s. 146.

[5] Tamże, s. 147.

[6] Por. tamże.

[7] Por. PD, t. 2, s. 17.

[8] Por. OWC, s. 138.

[9] Por. tamże, s. 147

[10] Por. tamże, s. 150.

[11] Por. tamże, s. 151. Próbą większego czy mniejszego stopnia metodyczności, a zatem rozwoju danej społeczności, są nowo przybywające komplikację życia zbiorowego, przedtem nieznane. Nowy dział życia nie może stanowić ciała obcego w organizmie, bo zwróci się przeciwko organizmowi. Nowy dział życia winien być zasymilowany, a więc wywołać nowe zastosowanie przyjętej metody. Jeżeli jednak nastąpi wyszczerbienie metody, pociągnie to za sobą rozkład. Tamże.

[12] Por. K. Kurowska, dz. cyt., s. 82.

[13] Por. J. Kossecki, Podstawy nauki porównawczej o cywilizacjach, Kielce 1996, s. 72.

[14] Por. K. Kurowska, dz. cyt., s. 86-87.

[15] Por. tamże, s. 87.

[16] Por. Z. Pucek, dz. cyt., s. 181.

Oceń tę pracę

Znaczenie prawa rzymskiego

Ogromne znaczenie dla cywilizacji łacińskiej ma prawo rzymskie. Ponieważ ta cywilizacja opiera się na prawie rzymskim w nie mniejszym stopniu, niż na klasycznej sztuce, nauce i literaturze. Bez opanowania rzymskiego sposobu myślenia prawniczego nie może być mowy o nauce prawa w cywilizacji łacińskiej.[1]

Cywilizacja łacińska, zwana też we wcześniejszych dziełach przez Konecznego chrześcijańsko‑klasyczną, jest dalszym ciągiem rzymsko‑helleńskiej uprawianej na chrześcijańskim podłożu.[2] Z czasów jeszcze przedchrześcijańskich cywilizacja łacińska wywodzi trzy cechy: odrębność prawa publicznego od prywatnego; odrębność organizacji społecznej od państwowej i poczucie narodowe.[3]

Kwestie, czy chrześcijaństwo stanowi niezbędny warunek przynależenia do cywilizacji łacińskiej, oraz czy niechrześcijanie mogą się przejąć tą cywilizacją bez porzucania swoich wierzeń stanowią dla Konecznego dość istotne zagadnienie, jednak zabrakło mu materiału historycznego, aby udzielić jakiejś zadawalającej odpowiedzi. Wspomina o ruchu wśród chorwackich muzułmanów (zdecydowanie obstawali przy islamie) na początku naszego wieku, który kulturowo‑cywilizacyjnie przynależał do cywilizacji łacińskiej. Niemniej jednak islam wśród nich topniał z roku na rok. Ruch młodoturków również wydawał się obchodzić bez chrześcijaństwa, ale nie utrzymali się oni na scenie politycznej.[4] Przykład Japonii, dość powierzchownie przyswajającej zachodnie pojęcia, zadawalającej się głównie zachodnią techniką, skłaniał Konecznego do odpowiedzi negatywnej na to pytanie. Ale to działo się w roku 1921. Rozwój dalszych wydarzeń być może skłoniłby Konecznego do rewizji swych zapatrywań.[5]

Kossecki twierdzi, że tylko cywilizacja łacińska (a w starożytności helleńska i rzymska) rozwijały wszystkie dziedziny sztuki przywiązując znaczenie do indywidualności form. Jedynym według niego wymaganiem stawianym sztuce było posłuszeństwo normom etycznym (i wynikających z nich przepisów prawnych). Uważa on, iż w ramach cywilizacji łacińskiej nie stawia się przeszkód w zajmowaniu się pięknem ludzkiego ciała przy jednoczesnym tępieniu pornografii.[6] Podejście do zagadnienia zdrowia cywilizacja łacińska przejęła od Rzymu. Tam właśnie przywiązywano dużą wagę do zdrowotności np. osuszano bagna w celu wyeliminowania malarii. Najlepszą jednak ilustracją rzymskiej dbałości o zdrowie i higienę są akwedukty i łaźnie. W cywilizacji łacińskiej wymóg dbania o zdrowie został podniesiony do rangi nakazu etycznego a nawet prawnego (szczepienia obowiązkowe czy zwalczanie chorób wenerycznych). Jest to istotnym bodźcem do ogólno‑cywilizacyjnego rozwoju.[7]

—

[1] Por. PD, t. 2, s. 217.

[2] Por. PLE, t. 1, s. 9.

[3] Por. tamże, t. 2, s. 3.

[4] Por. tamże, s. 20.

[5] Por. tamże, s. 44-45.

[6] Por. J. Kossecki, dz. cyt., s. 36.

[7] Por. tamże, s. 39.

Oceń tę pracę