Gildas „De excidio et conquestu Britanniae”

Dzieło Gildasa zatytułowane „De excidio et conquestu Britanniae” ( „O za-gładzie i podboju Brytanii”) jest najstarszym zachowanym opisem zdarzeń dotyczą-cych ostatnich dziesięcioleci rzymskiej Brytanii i czasów, które nastąpiły po wycofa-niu rzymskich legionów z wyspy.
Nie zachowało się o Gildasie zbyt wiele informacji. Szczegóły jego życia przynoszą dwa żywoty spisane w XI i XII wieku przez zakonników dla upamiętnienia życia osoby kanonizowanej. Bardzo często święty Gildas określany jest przy-domkiem Sapientis (choć ten przydomek przy imieniu w tym okresie niekoniecznie wynikał z naturalnej mądrości, lecz wskazywał na ‘wysoko wykształconego człowieka’, osobę najczęściej stanu duchownego ), rzadziej Badonicus. Drugi przydo-mek pochodzi od jego prawdopodobnej daty urodzin, w dniu bitwy pod Mons Bado-nicus (Mount Badon), rzekomej dwunastej bitwy stoczonej przez legendarnego króla Artura. Datę urodzenia Gildasa ( rok ok. 516) przyjmuje się jako dość prawdopodobną, ponieważ on sam określił ją w swojej pracy („ (…) usque ad annum obsessionis Badonici montis, qui et meae nativitatis est.”) .
Gildas urodził się w Dumbarton (Alcluith) w Walii. Prawdopodobnie pocho-dził z królewskiego rodu . Część badaczy, wobec wielu wątpliwości co do jego pochodzenia, jest bardziej ostrożna i przyznaje tylko, że urodził się w Walii , część przyznaje mu szeroko rozumiane pochodzenie celtyckie nie lokalizując dokładnego miejsca pochodzenia , czasem ograniczające się do stwierdzenia, iż pochodzi on z zachodu wyspy . Pewna jest data jego śmierci w roku 570 .
Gildas był mnichem, a więc należał do wykształconej grupy społeczeństwa, jego zasługą miało być odrodzenie nauki i życia zakonnego w Brytanii. O ile bowiem uzyskany kiedyś przez ludy Brytanii dostęp do rzymskiej kultury ulegał stopniowemu osłabieniu, a zaczęły brać gorę cechy celtyckie, to religia chrześcijańska wręcz rozkwitała, głównie w Walii i Kornwalii. Wielką rolę odgrywały w nim zakony, a Gildas był uczniem i następcą sławnego nauczyciela- świętego Iltuta z południowej Walii, z Llanwit Major . Miało to ogromny wpływ na język pisarstwa Gildasa. Łacina, którą pisał była kwiecista, uznany został za mistrza patetycznej prozy łacińskiej. Jego elokwencja jest pełna temperamentu, ma ogromną zdolność w posługiwaniu się językiem biblijnym, cytaty z Biblii nie różnią się od jego własnych zdań.
Trudność sprawia także dokładne ustalenie daty powstania „De excidio”. Da-ty podawane w różnych opracowaniach są bardzo rozbieżne. Jest to związane także ze sposobem oceny charakteru dzieła. Część badaczy rozciąga okres powstawania dzieła na wiele lat VI wieku ( lata 525-550), traktując je jako luźny komentarz bieżących wydarzeń . Inni są bardziej precyzyjni; analizując opisane w nim fakty, przyjmują, że Gildas pisał po roku 516, a przed 547 . Inni „zaokrąglają” tę datę do roku „około” 540 . Wydaje się jednak pewne, że rokiem przed którym na pewno urywa się narracja, jest rok 547 .
Sporne jest też spojrzenie na dzieło Gildasa w kontekście jego formy literackiej. Gildas i jego praca bardzo często są stawiani w tym samym rzędzie co dzieła innych pisarzy- historyków VI wieku: Grzegorz z Tours i Jordanes . Ale jednocze-śnie większość dość zgodnie stwierdza, że nie jest ono kroniką historyczną. Jest ono traktatem umoralniającym, w którym wykorzystał Gildas pewne materiały historyczne w sposób świadomie tendencyjny. Dzieło jest formą prośby i jednocześnie gorzkiego wyrzutu. Wspanialsza jego część jest mozaiką cytatów z Pisma św., a historyczne informacje, które ono przynosi są prawie przypadkowe. Ważny jest tutaj cel jaki przyświecał autorowi. Wzywał on w swym traktacie, współczesnych mu wład-ców brytyjskich do żalu z powodu sytuacji w jakiej znalazła się Brytania . Ewidentnie jego traktat odnosi się do wydarzeń jemu współczesnych, nie jest on kroniką wydarzeń; nie opisuje momentu wycofania legionów rzymskich, sytuacji w Brytanii po „opuszczeniu” jej przez Rzym, zmasowanego najazdu Anglosasów w połowie V wieku. W czasach, gdy traktat ów powstawał trwał pochód plemion anglosaskich w głąb wyspy, Brytowie zostali częściowo zepchnięci na peryferie wyspy: do Walii, Kornwalii, Strathclyde i Szkocji, nie było już Imperium, istniało jedynie papiestwo, które mogło być także adresatem traktatu jako jedyne mogące pomóc chrześcijańskiej ludności wyspy nękanej przez pogańskich najeźdźców .
Jeszcze raz należy podkreślić, że nie jest to kronika historyczna. Część historyków lekceważy je i jego autora, uznając iż w rekonstrukcji wydarzeń nie należy na nim polegać. Gildas, według nich, prawi wszystkim kazania, więcej interesują go obyczaje i moralność lokalnych władców niż wypadki historyczne, a chronologia „nie jest jego mocną stroną”. Jeszcze inni doradzają daleko posunięty krytycyzm, ale uznają, iż jest to najistotniejsze źródło pomocne w odtworzeniu tamtych wydarzeń . Są też tacy, którzy bronią Gildasa pamiętając cały czas, że nie był on historykiem, pisał z pasją, a świat do którego adresował swoje pisarstwo był mały.
Najpozytywniej oceniony został przez historyków literatury, którzy docenili formę dzieła. Gildas wywodzi swoje morały z faktów historycznych i na ich tle jego oskarżenia nabierają ostrości.
Tekst Gildasa, jako jedno z nielicznych zachowanych źródeł do tamtej epoki, stał się podstawą większości informacji, jakie znajdą się we wszystkich późniejszych brytyjskich kronikach, pisanych zarówno przez Celtów (Nenniusz, Giraldus Cambrensis), jak i przez Anglosasów ( Beda, „Anglo-Saxon Chronicle”). Uzupełnili oni informacje przyniesione przez Gildasa za pomocą zachowanej tradycji, ale pisali w czasach dużo późniejszych niż odtwarzane wydarzenia. Dlatego też często omawiając dzieło Gildasa będziemy powoływać się na prace późniejsze. Jednak dzieło Gildasa pozostanie jedynym, które przynosi informacje „ z pierwszej ręki” .

Oceń tę pracę

Przybycie Anglosasów na Wyspy Brytyjskie w „Historia ecclesiastica gentis Anglorum” Bedy Wielebnego

Najważniejsze dzieło historyczne Bedy obejmuje okres między rokiem 60, a rokiem 731. Wbrew tytułowi, nie dotyczy wyłącznie historii kościelnej, lecz przeplatana jest faktami politycznymi. Całe dzieło jest spisane trzeźwym umysłem historyka- naukowca. Lecz także należy pamiętać, że był pod żywym wpływem politycznych wydarzeń swoich czasów. Jakkolwiek jest to dzieło niezmiernie przydatne do próby odtworzenia przebiegu najazdu anglosaskiego, jednak niestety powstało dwa wieki po erze najazdów. Także, mimo wielu przydatnych informacji dotyczących najazdów, a także historii anglosaskich królestw, które powstały na wyspie, Beda skupia się najbardziej nie na osadnictwie przybyszów, lecz na przebiegu nawracania królestw anglosaskich na chrześcijaństwo.

Na końcu swego dzieła umieścił Beda tabele chronologiczne będące podsumowaniem najważniejszych, według niego, wydarzeń. Niektóre można zweryfikować, są to między innymi dwa zaćmienia słońca, zanotował też dokładnie moment najazdu Alaryka na Rzym, koniec rzymskich „rządów” na wyspie, a także kilka niepewnych i niejasnych sygnałów dotyczących przybycia Anglów na wyspę. Niestety dla interesującego nas okresu najwcześniejszego osadnictwa Beda skoncentrował się nie na dokładnym datowaniu wydarzeń, lecz na w miarę pełnym ich zapisaniu[1].

Jest niestety bardzo niefortunnym, że Beda często odrzucał tradycję zdarzeń co do których nie mógł przypisać daty lub których okoliczności były niejasne. Lecz jemu zawdzięczać można uzupełnienie opisu przybycia Sasów na wyspę przechowaną przez Gildasa.

Do opisu Gildasa, który jak już zostało wspomniane, nie przedstawiał chronologii, Beda uzupełnia daty i stara się porządkować kolejność wydarzeń. Choć już wyżej udowodnione zostało, iż jest niemożliwe oczekiwać jednego, konkretnego roku, w którym miał miejsce najazd, który przyniósł trwałe osadnictwo najeźdźców na wyspach. Wiadomym jest, iż był to proces trwający w swoim natężeniu przez pewien okres czasu. Problem polega na tym, iż nie ma wątpliwości, że proces ten trwał w pierwszej połowie V wieku i osiągnął swój decydujący moment około roku 442, ale nawet dekadę później mógł być opisywany jako „Adventus Saxonum”[2]

Także Beda niejednoznacznie waha się w swojej ocenie- umieszcza te wydarzenia między latami 446-447, a także rozciąga je na kilka lat dalej, aż do okresu panowania Marcjana i Walentyniana III ( lata między 450 a 455 ). Tak więc Beda używa dwóch różnych dat, ale żadna nie daje jednoznacznej odpowiedzi.

Pierwszy okres- lata 446-447 oraz fakty, którymi się posiłkuje, aby je dokładnie sprecyzować, zaczerpnął niewątpliwie z dzieła Gildasa bazując przede wszystkim na wspominanym liście do konsula Aecjusza[3]. Wcześniej zamieścił Beda także, jakże podobny do Gildasa, opis sytuacji w Brytanii po odejściu rzymskich żołnierzy, kreśli taki sam obraz przerażających najazdów ludów z zachodu i z północy, braku pomocy ze strony Rzymian: „ Exin Britannia in parte Britonum omni armato milite, militaribus copiis universis, tota floridae iuventutis alacritate, spoliata, quae tyrannorum temeritate abducta nunquam ultra domum rediit, praedae tantum patuit, utpote omnis bellici usus prorsus ignara, denique subito duabus gentibus transmarinis vehementer saevis, Scotorum a circio, Pictorum ab aquilone, multos stupet gemitque per annos(…)”[4]. („ Od tego czasu południowa część Brytanii pozbawiona uzbrojonych żołnierzy, i całej swojej młodzieży, która została wyprowadzona przez nierozwagę tyranów i nigdy nie powrócili, została cała wystawiona na gwałt, będąca całkowicie nieświadoma jak używać broni. Po czym cierpiała przez wiele lat przez dwa dzikie narody; Szkotów z zachodu i Piktów z północy”)

Jakkolwiek Beda w wielu momentach opiera się na wiadomościach zaczerpniętych z Gildasa, należy jednak podkreślić ogromną różnicę jaka dzieli te dwa dzieła. Traktat Gildasa miał zupełnie inny cel, a wiadomości historyczne w nim zawarte miały na celu podkreślić moralną treść dzieła. Praca Bedy jest gruntownie przemyślaną kroniką historyczną opartą na bogatym materiale źródłowym. Kronikarską dbałość, ale i bardzo szerokie spojrzenie na historię nie tylko Wysp, ale i całego kontynentu pokazuje Beda właśnie w opisach najazdu obcych plemion na Wyspy.

Cytując, za Gildasem, fragment listu do Aecjusza skrupulatnie zaznacza, iż pełnił on konsulat wraz z Symmachem: „Anno autem regni eius vigesimo tertio Aetius, vir illustris, qui et patricius fuit, tertium cum Symmacho gessit consulatum”[5]. („W dwudziestym trzecim roku swojego panowania Aecjusz, sławna osoba, a także patrycjusz, dzielił urząd konsula wspólnie z Symmachem”).

Aecjusz nie mógł udzielić pomocy proszącym Brytom, ponieważ „był zaangażowany w najbardziej niebezpieczne wojny z Bledą i Attylą, królami Hunów”. („Necque haec tamen agentes quicquam ab illo auxilii imetrare quiverunt, utpote qui gravissimus eo tempore bellis cum Bledla et Attila, regibus Hunnorum, erat occupatus”)[6] .

Beda pisze dalej: „I chociaż rok wcześniej Bleda został zdradziecko zamordowany przez swego brata Attylę, Attyla teraz samodzielnie pozostał nieznośnym wrogiem Rzymu, zniszczył prawie całą Europę, nacierając i niszcząc zamki i miasta”. („Et quamvis, anno ante hunc proximo, Bledla Attilae fratris sui sit interemtus insidiis, Attila tamen ipse adeo intolerabilis reipublicae remansit hostis, ut totam pene Europam excisis invasisque civitatibus atque castellis, corroderet”)[7]. Świadczy ten opis o jego znakomitej znajomości wydarzeń nie tylko na swojej wyspie, lecz także na kontynencie. Kończąc ten rozdział wspomina głód, który zapanował w tym czasie w Konstantynopolu, plagi i zarazy, które dotknęły wiele miast, tysiące ludzi i bydło: „Quin et iisdem temporibus fames Constantionopolim invasit, nec mora, pestis secuta est, sed et plurimi eiusdem urbis muri cum quinquaginta septem turribus corruerunt, multis quoque civitatibus colapsis, fames et aerum pestifer odor plura hominum millia iumentorumque delevit.”[8]

W swoim dziele jeszcze kilka razy wymienia datę przybycia Sasów do Brytanii. Wspomina ten fakt w momencie opisywania misji świętego Augustyna na Wyspy Brytyjskie wysłanej przez papieża Grzegorza w roku 596. Beda pisze, że było to około 150 lat po przybyciu Germanów na wyspę, a Augustyn wyruszył właśnie do nich z misją głoszenia Słowa Bożego: „Qui [Gregorius] admonitus instinctu, adventus vero Anglorum in Britanniam anno circiter centisimo quinquagesimo, misit servum Dei Augutinum, et alios plures cum eo monachos timentes Dominum, praedicare verbum Dei Anglorum”[9].

W dalszej części jego dziejów Kościoła wśród Anglosasów ten moment stał się pewnego rodzaju odnośnikiem w chronologii: „Igitur accepit rex Edwinus cum cuntis gentis suae nobilibus ac plebe perplurima fide et lavacrum sancte regeneration, anno regni suo undecimo, qui est annus Dominicae incarnationis sexcentesimum vicesimum septimus, ab adventu vero Anglorum in Britanniam annus circiter centesimus octogesimus.”[10]. („ Król Edwin, zatem, wraz z całą szlachtą oraz z wielką liczbą ludu, przyjął wiarę i chrzest, w jedenastym roku swojego panowania, to jest w roku pańskim 627, co jest około sto osiemdziesiąt lat po przybyciu Anglów do Brytanii”).

Ta pierwsza data, określona według trzeciego konsulatu Aecjusza, mimo wszystko wydaje się bardzo nie precyzyjna. Beda przyjmuje opis Gildasa, który poza konsulatem nie wymienił żadnego innego „drogowskazu”, nie dał wyraźnie do zrozumienia jak długo mógł trwać okres, od wysłania listu do Aecjusza do całkowitego osłabienia Brytów, którzy wezwali Sasów na wyspę, aż do ich osiedlenia się we wschodniej części Brytanii[11].

Drugą datę, lata 450-455, musiał Beda zaczerpnąć z innego źródła, niezależnego od Gildasa, lecz opis który po niej następuje jest ciągle oparty na narracji Gildasa. Choć Beda ją w bardzo ważnym elemencie uzupełnia. Wymienia po raz pierwszy imię króla Vortigerna ( u Gildasa jako „superbus tyrannus” ) jako sprawcę sprowadzenia Sasów na wyspy. Umieszcza to wydarzenie w roku, gdy władza cesarska sprawowana była przez Marcjana i Walentyniana III; „Anno ab incarnatione Domini quadringentesimo quadragesimo nono, Marcianus cum Valentiniano, quadragesimus sextus ab Augusto, regnum adeptus, septem annis tenuit. Tunc Anglorum sive Saxonum gens, invitata a rege praefato, in Britanniam tribus longis navibus advehitur, et in orientali parte insulae, iubente eodem rege, locum manendi, quasi pro patria pugnatura, re autem vera hanc expugnatura, suscepit”.[12] ( „W roku pańskim 449, Marcjan i Walentynian, czterdziesty szósty od Augusta, sprawowali władzę przez siedem lat. Wtedy plemiona Anglów i Sasów, zaproszone przez wcześniej wspomnianego króla, przybyły do Brytanii na trzech okrętach i otrzymały od tego samego króla miejsce do osiedlenia się, we wschodniej części wyspy, ponieważ oni mieli walczyć w obronie wyspy, lecz ich prawdziwą intencją był jej podbój”)

Walentynian III sprawował władzę w zachodniorzymskim imperium w latach 425-455, Marcjan jako władca wschodniorzymski panował w latach 450-457[13]. Beda wyraźnie pisze, iż zaproszenie Sasów miało miejsce w czasie ich „wspólnych” rządów, a więc najprawdopodobniej w latach 450-455.

I znów jeszcze raz pojawia się ta data w dziele Bedy. Zawarta jest pod jego koniec, w pewnego rodzaju podsumowaniu ( zatytułowane „ Epitome sive recapitulatio chronica totius operis”), bardzo podobnym do zapisów rocznikarskich. Pod rokiem 449 zapisano: „ Marcianus cum Valentiniam imperium suscipiens septem annis tenuit, quorum tempore Angli a Britonibus accersiti Britaniam adierunt”[14]


[1] R. G. C o l l i n g w o o d, J. N. L. M y r e s, op. cit., s.328

[2] Ibidem, s.353

[3] B e d a, I 13; „Ad hunc pauperculae Britonum reliquiae mittunt epistolam, cuius hoc principium est: ‘Aetio ter consuli, gemitus Britannorum’, et in processu epistolae ita suas calamitates explicant:’ Repellunt barbari ad mare, repellit mare ad barbaros; inter haec oriuntur duo genera funerum, aut iugulamur, aut mergimur’”

[4] B e d a, I 12

[5] B e d a, I 13

[6] B e d a, I 13

[7] B e d a, I 13

[8] B e d a, I 13

[9] B e d a, I 23

[10] B e d a, II 14

[11] R. G. C o l l i n g w o o d, J. N. L. M y r e s, op. cit., s. 354-355

[12] B e d a, I 15

[13] tablice chronologiczne B. Z i e n t a r a, Historia powszechna średniowiecza, Warszawa 1968, s. 558-559

[14] B e d a, V 24

Oceń tę pracę

Archeologia a najazd anglosaski

Zanim omówione zostaną źródła pisane, w których przedstawiony został moment inwazji plemion anglosaskich, na podstawie których historycy spróbowali określić dokładną datę ich przybycia do Brytanii, należy choć pokrótce przedstawić obraz tego wydarzenia według innego rodzaju źródeł. Wątpliwości, które wystąpią przy analizowaniu zapisów kronikarskich, mogą zostać rozwiane przez badania archeologiczne. Należy więc przyjrzeć się bliżej pozostałościom kultury materialnej celtyckich mieszkańców Brytanii oraz temu, jakie nastąpiły zmiany, i jak były one głębokie, gdy na wyspę dotarły plemiona germańskie[1].

Przez cały IV wiek można wyraźnie odróżnić groby germańskich najemników –ciałopalne, pogańskie, od pochówków ludności miejscowej, celtycko-rzymskiej (Brytowie) – szkieletowych, często chrześcijańskich (głównie w miastach). Natomiast po zniszczeniu przez Anglosasów w V wieku organizacji kościelnej na podbitych terytoriach, w miastach wschodniej Anglii widoczne są już tylko cmentarzyska zwane anglosaskimi. Tak gwałtowna zmiana obrządku pogrzebowego nie znaczy jednak, że Brytowie z tych terenów zostali całkowicie wybici lub wypędzeni. Trzeba oczywiście uznać, że ulegli oni militarnej i politycznej dominacji przybyszów germańskich, głównie na obszarach Kentu, Norfolk, Suffolk (wschodnia Anglia), Essex, Sussex, Wessex, Yorkshire. Faktem jest także migracja z tych dzielnic najbardziej zromanizowanych mieszkańców, głównie miast, około połowy V wieku. Ale na pewno nie ogarnęła ona wszystkich mieszkańców, zwłaszcza wsi. Musieli podlegać oni procesom asymilacyjnym z nowo przybyłymi ludami[2].

Archeologia uzupełnia obraz zmian nie tylko etnicznych, ale i gospodarczych, i kulturowych tego czasu. Pozwala także potwierdzić chronologię wydarzeń opartą o analizę źródeł pisanych. Natomiast archeologiczne odkrycia nie są satysfakcjonującą bazą dla absolutnej chronologii. Nie wykazują wydarzeń, które zaszły między pierwszym przybyciem Sasów, a założeniem przez nich pierwszych królestw[3].

Rok 407 ( rok wycofania legionów) mimo, iż przyniósł poważne konsekwencję w przyszłości, nie spowodował od razu czytelnych zmian kulturowych. Widoczne wtedy były przemiany zapoczątkowane już wcześniej, w ciągu IV wieku. Na zachodzie wyspy następował wzrost elementów kultury iryjskiej, stale zasilanej najazdami irlandzkimi.

We wschodniej Anglii istniało już osadnictwo germańskie, a w środkowej i południowo-wschodniej części wyspy trwały miasta rzymskie i elementy późnorzymskiej, choć zwulgaryzowanej kultury.

Dopiero około połowy V wieku lub w początkach drugiej połowy tego stulecia widoczne są istotne zmiany. Nastąpiło dość gwałtowne przerwanie kontynuacji elementów kultury późnorzymskiej: upadają forty obrony wybrzeża, wiele miast zostaje opuszczonych, na mozaikowych posadzkach wiejskich domów widać ślady ognisk barbarzyńskich, przestały działać warsztaty garncarskie produkujące ceramikę typu prowincjonalno-rzymskiego. Na zachodzie wyspy natomiast umacniały się wpływy celtyckie widoczne w budowaniu nowych grodzisk. Także wtedy nastąpiła kulminacja emigracji Brytów z południowo-zachodniej części wyspy do Armoryki pod naporem wielkiego najazdu plemion germańskich. Całość tych zjawisk pozwala przyjąć połowę V wieku jako wyraźną cezurę dla Brytanii między starożytnością a średniowieczem[4]

Odejście legionów, jak już było wspomniane, wytworzyło dosyć specyficzną sytuację, gdy wyspa odzyskała niezależność jeszcze przed nadejściem plemion anglosaskich. Ciągle żywe byłe tradycje celtyckie, ale także pozostałości rzymskie. Gdy nie udało się mieszkańcom wyspy otrzymać pomocy od cesarstwa dla obrony przed kolejnymi najazdami, wyspiarze musieli sami zorganizować się militarnie. Zaktywizowały się polityczne siły celtyckie, głównie z zachodniej i północno-zachodniej części dawnej rzymskiej prowincji. Tworzyli oni królestwa starając się utrzymać system administracyjny na wzór rzymskiego.

Ale jednym ze sposobów ich obrony przed coraz liczniejszymi najazdami barbarzyńców (głównie Piktów z północy), było wezwanie najemników germańskich z plemion Anglów, Sasów i Jutów i próba ich osadzenia na granicach. Ale nie dotrzymanie zobowiązań płatniczych względem nich spowodowało, iż zwrócili się oni przeciw mocodawcom. Ten właśnie moment wezwania Anglosasów sprawił, że przybyli oni na wyspę w ogromnej liczbie i ostatecznie osiedlili się tam, choć nie zajęli całej Brytanii, a wzmocnili jedynie swój stan posiadania we wschodniej Anglii i Yorkshire. Natomiast na terenach, gdzie bardzo mocny był żywioł celtycki (na zachodzie wyspy) i gdzie był on wzmacniany wpływami z Irlandii, mieszkańcy długo bronili się przed ekspansją anglosaską[5]. Ich walka z najeźdźcami jest bardzo ważna, ponieważ wszelkie konflikty tak militarne, jak i kulturowe znalazły później wyraźne odzwierciedlenie w źródłach pisanych.

Rozpad jednolitej władzy rzymskiej nad prowincją brytyjską, powstawanie separatystycznych państewek celtyckich w zachodniej i północnej Brytanii, nacisk Piktów oraz osadników iryjskich spowodowały osłabienie tych wszystkich sił, które mogły się przeciwstawić się aneksji anglosaskiej i napływowi coraz to nowych fal osadników z kontynentu. Gdy zakończył się więc okres rzymskiego panowania, zmienił się typ germańskiego osadnictwa. Do około 400 roku było to osadnictwo wojskowe, akceptowane przez Brytów. Od roku 407 rozpoczyna się militarny podbój wyspy i idące za tym osadnictwo.

Taki obraz wydarzeń, choć długo dominował w historiografii, wymaga jednak pewnego doprecyzowania. Sama obecność przedmiotów charakterystycznych dla kultury germańskiej nie może być automatycznie utożsamiana z pojawieniem się dużej liczby nowych osadników. Archeologia pozwala stwierdzić zmianę kultury materialnej, sposobu grzebania zmarłych czy organizacji osad, ale znacznie trudniej na tej podstawie określić pochodzenie etniczne konkretnych ludzi. Miejscowa ludność mogła przejmować zwyczaje zwycięzców, podobnie jak wcześniej Brytowie przyjmowali elementy kultury rzymskiej, nie przestając być potomkami przedrzymskich mieszkańców wyspy. Z tego powodu pojęcie „anglosaskich cmentarzysk” należy rozumieć przede wszystkim jako określenie zespołu cech archeologicznych, a nie dowód, że wszyscy pochowani na takim cmentarzu przybyli z kontynentu.

Szczególnie ważne znaczenie mają cmentarzyska datowane na V i VI wiek. Występują na nich zarówno pochówki ciałopalne, jak i szkieletowe, często wyposażone w broń, ozdoby, naczynia i przedmioty codziennego użytku. Charakterystyczne typy zapinek, sprzączek, mieczy, grotów włóczni czy naczyń posiadają liczne analogie na terenach dzisiejszych północnych Niemiec, Holandii i Danii. Nie ulega więc wątpliwości, że istniały silne kontakty między tymi regionami a wschodnią Brytanią. Część ludności rzeczywiście musiała przybyć z kontynentu, ponieważ podobieństwa dotyczą nie tylko pojedynczych przedmiotów, ale całych zespołów kulturowych.

Rozmieszczenie znalezisk również nie jest przypadkowe. Największe ich skupiska występują w południowo-wschodniej i wschodniej części wyspy, a więc na terenach, które według późniejszych źródeł znalazły się najwcześniej pod kontrolą Anglosasów. Szczególnie dużo stanowisk odkryto w Kent, dolinie Tamizy, Anglii Wschodniej oraz na terenach dzisiejszego Lincolnshire i Yorkshire. Im dalej na zachód, tym materiał o takim charakterze staje się początkowo rzadszy. Rozkład ten w pewnym stopniu odpowiada więc późniejszemu podziałowi politycznemu wyspy, choć nie pozwala na proste odtworzenie kolejnych etapów podboju.

Ciekawym przypadkiem jest Kent, gdzie już we wczesnym okresie pojawia się bogata kultura materialna posiadająca wyraźne związki z kontynentem. Późniejsza tradycja wiązała ten obszar z Jutami i z działalnością Hengesta i Horsy. Archeologia potwierdza, że w V wieku dokonywały się tutaj istotne przemiany, jednak nie jest w stanie udowodnić prawdziwości opowieści o konkretnych wodzach. Nie da się bowiem połączyć określonego grobu czy osady z osobą znaną z późniejszej tradycji kronikarskiej. Można więc stwierdzić zgodność ogólnego kierunku przemian, ale nie zgodność szczegółowej narracji.

Podobny problem występuje przy próbie przyporządkowania konkretnych znalezisk Anglom, Sasom i Jutom. Beda w VIII wieku przedstawił dość wyraźny podział: Jutowie mieli osiedlić się między innymi w Kent, Sasi w południowych częściach kraju, a Anglowie w jego części środkowej i północnej. Archeologia nie potwierdza jednak tak prostego rozgraniczenia. Poszczególne typy przedmiotów występują na obszarach szerszych niż późniejsze granice królestw, a ich rozmieszczenie mogło wynikać zarówno z migracji, jak i z handlu, małżeństw czy naśladowania obcych wzorów.

Jeszcze większe trudności pojawiają się przy próbie określenia liczby przybyszy. Starsza historiografia często zakładała masowy podbój prowadzący do niemal całkowitego wyparcia Brytów z południowej i wschodniej części wyspy. Taki obraz dobrze współgrał z późniejszymi kronikami opisującymi krwawe walki i kolejne zwycięstwa germańskich wodzów. Materiał archeologiczny jest jednak znacznie mniej jednoznaczny. Obok świadectw migracji występują również liczne oznaki ciągłości osadniczej. Niektóre osady funkcjonowały nadal, choć zmieniał się charakter znajdujących się w nich budynków i używanych przedmiotów.

Należy też zwrócić uwagę na różnicę między upadkiem rzymskiej kultury materialnej a fizycznym zniknięciem ludności rzymsko-brytyjskiej. Koniec produkcji określonych typów ceramiki nie oznacza, że zniknęli ludzie, którzy wcześniej jej używali. Podobnie opuszczenie willi nie musi świadczyć o śmierci lub ucieczce jej mieszkańców. Mogło wynikać z rozpadu systemu gospodarczego, w którym tego rodzaju rezydencja miała sens. Wielkie wiejskie posiadłości funkcjonowały dzięki rozwiniętemu handlowi, gospodarce pieniężnej i zapotrzebowaniu ze strony miast oraz armii. Gdy te elementy przestały istnieć, zmieniał się także sposób życia właścicieli ziemskich.

Szczególnie widoczne jest zanikanie rzymskiej ceramiki produkowanej na większą skalę. W IV wieku naczynia pochodzące z wyspecjalizowanych warsztatów docierały na znaczne odległości. W V wieku ten system dystrybucji załamał się, a coraz większego znaczenia nabierała produkcja lokalna. Wczesna ceramika anglosaska była często wykonywana ręcznie, bez wykorzystania technologii typowej dla bardziej rozwiniętego rzemiosła rzymskiego. Nie świadczy to jednak automatycznie o całkowitym zaniku wcześniejszych umiejętności. Przede wszystkim przestały istnieć warunki gospodarcze pozwalające utrzymywać wyspecjalizowane zakłady i rozbudowaną sieć dystrybucji.

Podobną przemianę można obserwować w budownictwie. Monumentalna architektura kamienna okresu rzymskiego traciła znaczenie, a nowe osady składały się często z niewielkich budynków drewnianych. Charakterystycznym elementem były zagłębione budynki, określane zwykle jako grubenhäuser, których analogie występują na kontynencie. Mogły pełnić różne funkcje mieszkalne i gospodarcze. Ich pojawienie się wskazuje na odmienne tradycje budowlane, ale również na zmianę całej organizacji życia społecznego.

Miasta rzymskie stanowią osobny problem. Starszy obraz zakładał często ich gwałtowne zniszczenie przez germańskich najeźdźców. W rzeczywistości sytuacja mogła wyglądać różnie w poszczególnych ośrodkach. Część miast stopniowo się wyludniała jeszcze przed nasileniem migracji germańskiej. Inne mogły pozostawać zamieszkane, ale ich przestrzeń wykorzystywano w zupełnie inny sposób. Budynki publiczne przestawano naprawiać, ulice traciły dawne znaczenie, a wewnątrz ruin pojawiały się znacznie prostsze konstrukcje.

Niektóre rzymskie forty także były wykorzystywane w okresie porzymskim. Szczególne znaczenie miały forty tzw. Wybrzeża Saskiego, powstałe jeszcze w okresie cesarstwa jako element systemu ochrony południowo-wschodnich wybrzeży. Ich późniejsze dzieje są niejasne. W części z nich odkryto ślady działalności po formalnym zakończeniu rzymskich rządów. Mogły być użytkowane przez miejscowych Brytów, germańskich najemników, a następnie przez grupy osadnicze. Sam fakt znalezienia w takim miejscu przedmiotów anglosaskich nie pozwala więc dokładnie określić momentu przejęcia obiektu.

Archeologia pokazuje również, że kontakty między Brytanią a ludami germańskimi rozpoczęły się długo przed tradycyjną datą ich „najazdu”. Germańscy żołnierze służyli w armii rzymskiej, a kupcy i osadnicy mogli docierać na wyspę już w IV wieku. Cesarstwo wykorzystywało barbarzyńców jako najemników i osadzało ich na terenach, które mieli bronić. Dlatego pierwsze germańskie przedmioty odnajdywane w Brytanii nie muszą być śladem wrogiej inwazji. Mogą wiązać się właśnie z obecnością ludzi działających w ramach rzymskiego systemu wojskowego.

To rozróżnienie jest szczególnie ważne przy próbie ustalenia momentu przejścia od kontrolowanej obecności germańskich wojowników do samodzielnego osadnictwa i ekspansji politycznej. Nie istniała zapewne jedna data, w której najemnicy nagle stali się najeźdźcami. Proces mógł przebiegać odmiennie w różnych regionach. W jednym miejscu grupa wojowników mogła nadal służyć miejscowemu władcy, w innym przejmować kontrolę nad zajmowanym obszarem, a gdzie indziej na wyspę mogły przybywać kolejne grupy niezależnych osadników.

Równie ostrożnie należy interpretować pochówki z bronią. Obecność miecza, włóczni czy tarczy w grobie świadczy o znaczeniu wojownika w kulturze danej społeczności, ale nie oznacza, że człowiek ten koniecznie uczestniczył w podboju. Broń była również symbolem pozycji społecznej. W nowych społecznościach anglosaskich prestiż mężczyzny mógł być związany z jego funkcją wojskową, podobnie jak bogate wyposażenie grobów kobiet wskazywało na pozycję rodziny i kontakty z innymi regionami.

Cmentarzyska dostarczają ponadto informacji o strukturze społecznej. Wyraźne różnice w bogactwie grobów pokazują, że już w V i VI wieku kształtowały się hierarchie. Niektóre pochówki zawierają bogate uzbrojenie, importowane przedmioty czy kosztowną biżuterię, podczas gdy inne są bardzo skromne. Oznacza to, że osadnictwo nie tworzyło jednolitej społeczności wolnych wojowników. Stosunkowo szybko wykształcały się grupy posiadające większy majątek i władzę, z których mogły następnie wyłaniać się miejscowe dynastie.

Proces powstawania królestw anglosaskich nie może być jednak obserwowany bezpośrednio w materiale archeologicznym. Nie istnieje znalezisko, które pozwalałoby stwierdzić, że w konkretnym roku powstało królestwo Kentu, Sussex czy Wessexu. Archeologia pozwala raczej śledzić wzrost znaczenia określonych ośrodków, koncentrację bogactwa i pojawianie się elit. Dopiero zestawienie tych danych z późniejszymi źródłami pisanymi umożliwia próbę odtworzenia procesu formowania się organizmów politycznych.

Szczególnie ciekawy jest rozwój bogatych pochówków elitarnych w VI i VII wieku. Pokazują one, że początkowo rozproszone społeczności stopniowo organizowały się wokół coraz potężniejszych władców. Rosła zdolność elit do gromadzenia kosztownych przedmiotów i utrzymywania kontaktów na znaczne odległości. Zmiana ta dobrze odpowiada okresowi, w którym w źródłach pisanych zaczynają pojawiać się lepiej poświadczone królestwa i dynastie.

Archeologia pozwala również inaczej spojrzeć na kontakty między Anglosasami i Brytami. Jeżeli przyjąć późniejsze kroniki dosłownie, należałoby oczekiwać bardzo wyraźnej granicy między obiema ludnościami. Tymczasem materiał wskazuje na różnego rodzaju kontakty i wymianę. Niektóre elementy kultury materialnej posiadają charakter mieszany, a lokalne tradycje mogły oddziaływać na zwyczaje przybyszy. Z czasem również język i tożsamość mogły się zmieniać bez konieczności fizycznego zastąpienia całej ludności.

Zasadnicze znaczenie ma tutaj fakt, że tożsamość we wczesnym średniowieczu nie musiała mieć tak trwałego charakteru, jak zakładała starsza historiografia. Człowiek będący potomkiem Brytów mógł po kilku pokoleniach należeć do społeczności posługującej się językiem anglosaskim, przestrzegającej germańskich zwyczajów i uznającej władzę anglosaskiego króla. Archeologicznie mógłby więc wyglądać dokładnie tak samo jak potomek osadnika przybyłego z kontynentu.

Nie można również wykluczyć małżeństw między przedstawicielami różnych grup. Migracje wczesnośredniowieczne rzadko prowadziły do powstania całkowicie zamkniętych społeczności. Wspólne zamieszkiwanie tych samych terenów, handel i podporządkowanie polityczne sprzyjały stopniowej integracji. Z tego względu kultura anglosaska, która wykształciła się w Brytanii, nie powinna być traktowana jako proste przeniesienie kultury kontynentalnej. Powstawała już na wyspie i była wynikiem zetknięcia się różnych tradycji.

Inaczej sytuacja przedstawiała się na zachodzie. W Walii, Kornwalii i części północnej Brytanii znacznie dłużej utrzymywały się elementy kultury związanej z miejscową ludnością brytyjską. Rozwijano tam umocnione ośrodki, a część wcześniejszych grodzisk ponownie zajmowano. Nie oznacza to jednak prostego powrotu do przedrzymskiego świata celtyckiego. Również te społeczności przeszły przez kilka stuleci romanizacji i zachowały część elementów późnorzymskiego dziedzictwa, przede wszystkim chrześcijaństwo i niektóre formy organizacji politycznej.

Na zachodzie wyspy widoczne były także silne kontakty morskie. Importowane przedmioty wskazują na związki z Irlandią, Galią oraz regionami śródziemnomorskimi. Jest to szczególnie interesujące, ponieważ pokazuje, że upadek rzymskiej administracji nie oznaczał całkowitego odcięcia Brytanii od świata zewnętrznego. Zmieniły się kierunki i skala wymiany, ale niektóre lokalne elity nadal uczestniczyły w dalekosiężnych kontaktach handlowych.

W tym kontekście należy również rozpatrywać migrację Brytów do Armoryki. Jej ślady widoczne są nie tylko w źródłach pisanych, lecz także w języku i późniejszej nazwie Bretanii. Nie oznacza to jednak, że południowo-zachodnia Brytania została w połowie V wieku masowo opuszczona. Migracja mogła trwać przez dłuższy czas i obejmować różne grupy ludności. Część emigrantów mogła uciekać przed działaniami wojennymi, inni mogli korzystać z istniejących wcześniej kontaktów między obydwoma brzegami kanału.

Dość istotnym problemem pozostaje również związek między śladami zniszczeń a działaniami Anglosasów. Warstwa pożaru czy opuszczenie osady nie musi być automatycznie rezultatem najazdu. W okresie rozpadu państwa rzymskiego wiele ośrodków mogło upaść z powodów ekonomicznych albo wskutek lokalnych konfliktów między samymi Brytami. Dopiero wtedy, gdy różne rodzaje danych występują jednocześnie, można ostrożniej łączyć określone zjawisko z ekspansją grup germańskich.

Problem ten pokazuje podstawową różnicę między świadectwem archeologicznym i przekazem kronikarskim. Kronikarz może napisać, że w danym roku doszło do bitwy, przybyła flota lub zginął określony władca. Archeologia zwykle nie dostarcza tego rodzaju informacji. Pozwala natomiast rozpoznać długotrwałe przemiany, które nie musiały znaleźć odbicia w tekstach: zanikanie jednego sposobu gospodarowania, pojawianie się nowych form osadnictwa, zmianę obrządku pogrzebowego czy wzrost znaczenia nowych elit.

Właśnie dlatego źródła archeologiczne i pisane powinny być traktowane jako wzajemnie uzupełniające się, a nie konkurencyjne. Nie można oczekiwać, że archeologia potwierdzi każdą datę podaną przez Bedę czy Kronikę anglosaską. Może jednak wskazać, czy ogólny model wydarzeń przedstawiony w tekstach jest zgodny z materialnym obrazem przemian. W przypadku anglosaskiej migracji zgodność ta jest częściowa: rzeczywiście nastąpił napływ ludności z kontynentu i stopniowe rozszerzanie jej wpływów, ale trudno potwierdzić prosty obraz kilku wielkich fal inwazji rozpoczynających się w jednym określonym momencie.

Dlatego też określenie „najazd anglosaski” jest użyteczne jedynie wtedy, gdy pamiętamy o jego umownym charakterze. Pod tym pojęciem kryje się proces trwający przez kilka pokoleń i mający różną postać w poszczególnych częściach Brytanii. Obejmował służbę germańskich wojowników w armii rzymskiej i u brytyjskich władców, migrację osadników, zbrojne najazdy, zajmowanie ziem, podporządkowywanie ludności miejscowej i tworzenie nowych organizmów politycznych. Dopiero suma tych zjawisk doprowadziła do powstania anglosaskiej Anglii.

Archeologia potwierdza zatem głęboką zmianę, która dokonała się w V i VI wieku, ale jednocześnie skłania do odejścia od zbyt prostych wyjaśnień. Nie był to jednorazowy podbój całej wschodniej części wyspy, po którym ludność celtycka natychmiast zniknęła. Proces był regionalnie zróżnicowany i rozciągnięty w czasie. W jednych miejscach mógł mieć charakter gwałtowny, w innych znacznie bardziej pokojowy. Część Brytów emigrowała, część ginęła w walkach, ale zapewne bardzo duża grupa pozostała na miejscu i stopniowo weszła w skład nowych społeczności.

Materiał archeologiczny szczególnie dobrze pokazuje więc różnicę pomiędzy zmianą politycznej dominacji a zmianą ludności. W źródłach pisanych zwycięstwo jednego ludu nad drugim bywa przedstawiane jako gwałtowne i ostateczne. W rzeczywistym życiu podbój nie oznaczał jednak automatycznego usunięcia wszystkich mieszkańców zajętego obszaru. Dla większości ludności wiejskiej najważniejsza mogła być zmiana osoby pobierającej daniny, miejscowego władcy czy obowiązków wojskowych, podczas gdy podstawowy rytm życia gospodarczego trwał nadal.

Z tego względu wyniki badań archeologicznych są niezbędnym punktem odniesienia przy analizowaniu źródeł pisanych. Pozwalają przede wszystkim określić skalę przemian oraz ich geograficzny zasięg. Jednocześnie pokazują ograniczenia wszelkich prób ustanowienia jednej dokładnej daty rozpoczęcia anglosaskiego podboju. W materiale archeologicznym nie ma wyraźnej granicy pomiędzy dniem kończącym „Brytanię rzymską” a dniem rozpoczynającym „Anglię anglosaską”. Istnieje natomiast kilka dziesięcioleci stopniowej transformacji.

Połowa V wieku może być traktowana jako ważna cezura, ponieważ właśnie wtedy zmiany stają się szczególnie widoczne i w wielu regionach nabierają charakteru nieodwracalnego. Nie oznacza to jednak, że wcześniej nie było na wyspie Germanów ani że po tej dacie nagle zniknęli Brytowie. Jest to raczej moment, w którym proces rozpoczęty jeszcze w okresie późnorzymskim przyspieszył i zaczął prowadzić do powstania zupełnie nowego układu politycznego i kulturowego.

W tym sensie archeologia nie tyle rozstrzyga spory wynikające z przekazów kronikarskich, ile zmienia sposób stawiania pytań. Zamiast szukać jednej daty „przybycia Anglosasów”, należy pytać o kolejne fazy kontaktów, migracji i ekspansji. Zamiast próbować dokładnie oddzielić Brytów od Germanów na podstawie pojedynczych przedmiotów, trzeba badać przemiany całych społeczności. Dopiero w takim ujęciu materiał archeologiczny pozwala właściwie ocenić późniejsze źródła pisane i oddzielić ogólny historyczny proces od schematycznej narracji stworzonej przez średniowiecznych kronikarzy.


[1] Gruntowną analizę dotychczasowych badań archeologicznych i ich interpretacji dotyczących tego okresu dziejów Brytanii daje J. G ą s s o w s k i, op. cit., s.6-23,78-195. Zwraca on uwagę, że archeologia brytyjska długo wykazywała tendencje nacjonalistyczne w badaniach zajmując się głównie tematyką etniczną, a wykazując brak zainteresowania problemami gospodarczymi i społecznymi. Stara się on także porównać procesy zachodzące na wyspie, z tymi jakie miały miejsce na kontynencie.; dokładny opis znalezisk archeologicznych z najwcześniejszego okresu anglosaskiego na Wyspach w N. A a b e r g, The Anglo-Saxons in England during the early centuries after the invasion, Uppsala 1926

[2] J. G ą s s o w s k i, op. cit., s. 13-15, 18.

[3] F. M. S t e n t o n, Anglo-Saxon England, Oxford 1998, s.1-2.

[4] J. G ą s s o w s k i, op. cit., s.20-21.

[5] Ibidem, s. 83-91

5/5 - (1 vote)

Uwagi o historiografii wczesnośredniowiecznej

Największą trudność w odtworzeniu dokładnego przebiegu najazdu Anglosasów na Wyspy Brytyjskie przysparza skąpa ilość źródeł pisanych. Dodatkowo te które istnieją, powstały dużo później od opisywanych przez nie wydarzeń.

Trudno oczekiwać, aby jakiekolwiek dzieło historyczne powstało w Brytanii w V w. n.e., kiedy były to czasy największego chaosu i nieodwracalnych zmian dla mieszkańców wysp. W ciągu V wieku także w całym Cesarstwie Zachodnim nie powstało dzieło, które mogłoby być uznane za pełną historię tego okresu. Być może po części można to wytłumaczyć tym, iż była to epoka niezwykle burzliwa. W całej Europie dokonywały się masowe przesunięcia różnych ludów, rozpadał się organizm polityczny Cesarstwa, dokonywały się gwałtowne zmiany etniczne, gospodarcze, kulturowe, religijne[1]. Ale choć brak jest poważnych dzieł historiograficznych, piśmiennictwo łacińskie nie zamarło.

V wiek dla literatury traktowany jest jako okres przejściowy. Trwały niezmiennie łacińskie, klasyczne formy literackie, ale pojawiały się nowe elementy nie tylko ze zmianami religijnymi czy politycznymi, ale przede wszystkim związane z nowymi językami. W historii literatury okres ten wyodrębniony został jako wczesne średniowiecze.

Okres ten nierozerwalnie jest związany z czasem barbarzyńskich migracji, a jego schyłek określa moment wykształcenia się literatur romańskich i nowego typu cywilizacji jaką one reprezentują (za kres wczesnego średniowiecza według historii literatury przyjmuje się więc wiek XI)[2].

Okres ten przejął od starożytnych prawo, struktury polityczne i społeczne łącząc je z pierwotną kulturą plemion barbarzyńskich. Ważnym czynnikiem tego przełomu stała się chrześcijańska religia oraz kształtująca się w Europie Zachodniej organizacja kościelna. Zetknięcie się powstałej na gruncie imperium rzymskiego, opartej na wzorach kultury chrześcijańskiej z pozbawionymi piśmiennictwa ludami barbarzyńskimi sprawiło z jednej strony, przejmowanie tejże kultury przez te ludy i jej rozwój, z drugiej zaś nie uniknęło obniżenia poziomu kultury literackiej świata antycznochrześcijańskiego. Upadek kultury literackiej szczególnie zaznaczył się w Galii, odstawała ona od budzących się kulturalnie w zakresie życia religijnego i intelektualnego wysp, najpierw Irlandii, a później Brytanii. Ale z czasem poziomy w zakresie gramatyki i umiejętności literackich obniżyły się, a pisarze świadomi swoich braków pocieszali się jedynie moralną słusznością postawionych sobie celów, i jest to odzwierciedlone w kronikach z początków średniowiecza[3].

Ale głównym językiem wczesnego średniowiecza pozostawała wciąż łacina, mimo iż narody germańskie wprowadzały do literatury europejskiej nowe języki i nową tematykę. Przed autorami łacińskimi stanęły natomiast inne zadania. Kontynuowali oni tradycje wykształcenia klasycznego, uczyli sztuk wyzwolonych, zbierali materiały do historii oraz objaśniali je, zachowali klasyczne formy poezji i prozy, służyli Kościołowi przy wykładaniu teologii. Przy czym literatura łacińska nie była wyłączną własnością tego okresu, zaczyna się długo przed jego rozpoczęciem i trwa znacznie dłużej po jego zakończeniu. Także dużo później, literatury w językach narodowych stworzyły wiele dzieł, których problematyka i idee należą w istocie do kultury łacińskiej. Nie wszystkie utwory literatur w językach narodowych są oryginalne, wiele z nich to tłumaczenia bądź adaptacje popularyzujące wiedzę łacińską[4].

Nie jest więc łatwe dokonanie podziału wczesnego średniowiecza, ponieważ daty powstania dzieł w językach narodowych rzadko bywają pewne. Faktem o pierwszorzędnym znaczeniu dla literatury łacińskiej jest jej upadek i odrodzenie w czasach między Grzegorzem Wielkim a Karolem Wielkim. Po tym okresie stale wzrasta liczba wykształconych ludzi, a historia łaciny jest jednocześnie historią szkolnictwa i związana jest z wielkimi szkołami tego okresu. Niezbędne jest połączenie w niniejszej pracy, historii literatury z dziejami politycznymi, ponieważ szukamy śladów wydarzeń politycznych w dziełach autorów wykształconych w tych właśnie szkołach. Łączyły je te same wzorce- Irlandię i wyspę Iona z Jarrow i Yorkiem, a dalej z dworem Karola Wielkiego. Szkoły Reichenau i St. Gallen związane były z Fuldą i ze szkołami z Irlandii, Beda z Jarrow był nauczycielem Egberta z York, ten uczył Alkuina z Tours, ten z kolei Hrabana z Fuldy. Te zależności najlepiej pokazują jak uniwersalna była literatura wczesnego średniowiecza, z jednej strony powielająca stare wzorce, z drugiej rozwijająca nowe, oryginalne elementy związane z nowymi językami[5].

Wszystkie powyższe uwagi odnoszą się także do dzieł historycznych tego okresu. Dzieła historyczne wczesnego średniowiecza jednak bardziej niż jakiekolwiek inne ujawniają indywidualne cechy poszczególnych pisarzy. Pisząc dzieło historyczne, często dotyczące wydarzeń współczesnych, autor musi wypowiadać własne opinie na temat przedstawianych wydarzeń i wybierać własne formy wypowiedzi. Historycy czerpali oczywiście, o ile było to możliwe, z dzieł napisanych wcześniej, ale sam charakter ich pracy zmuszał ich do oryginalności. Mimo, iż kronikarze i historycy posługiwali się łaciną, używają podobnych zwrotów stylistycznych, tej samej gramatyki i zwrotów, ale widzenie historii jest już indywidualną sprawą, tak jak ich własne sympatie i osądy. Dzieła historyczne należały do prozy naukowej, autorzy zajmowali się nie tylko opisywaniem wydarzeń, ale często jednocześnie pisali traktaty filozoficzne, komentatorskie, interpretacyjne[6].

Wszystkie źródła, za pomocą których można pokusić się o odtworzenie przebiegu najazdu Anglosasów na Wyspy Brytyjskie, są nierozerwalnie związane z ogólnoeuropejską wczesnośredniowieczną literaturą. Dzieje ówczesnej Brytanii często są traktowane w sposób zupełnie odmienny niż inne regiony dawnego cesarstwa rzymskiego. Ale należy je rozpatrywać na tle sytuacji reszty Europy, opierając się na bazie źródłowej, której formy są uniwersalne dla całej zachodniej Europy.

Na podstawie tych zachowanych kilku źródeł można spróbować odtworzyć nie tylko dzieje przybycia Anglosasów na wyspy, ale także historię całego wieku V na Wyspach Brytyjskich. Należy cały czas pamiętać, że źródła z tego okresu są bardzo skąpe, a rekonstrukcji wydarzeń dokonuje się na podstawie materiałów z wieków późniejszych, często trudnych do interpretacji. Poniżej postaramy się zanalizować fragmenty tych źródeł zachowując chronologię ich powstania.

Chronologia powstania źródeł ma tutaj znaczenie zasadnicze. Im większy dystans czasowy dzieli autora od opisywanych wydarzeń, tym większe jest prawdopodobieństwo, że jego relacja zawiera elementy późniejszej tradycji, legendy, genealogii dynastycznej albo interpretacji wynikającej z potrzeb politycznych epoki, w której żył. Nie oznacza to oczywiście, że źródła późniejsze są pozbawione wartości. Mogły one przechować wiadomości pochodzące z wcześniejszych, obecnie zaginionych przekazów. Trudność polega na tym, że bardzo rzadko jesteśmy w stanie oddzielić taką dawną informację od dodatków autora lub kolejnych kopistów. W badaniach nad V-wieczną Brytanią jest to szczególnie istotne, ponieważ zasadnicza część narracji o początkach osadnictwa anglosaskiego została zapisana dopiero wtedy, gdy królestwa anglosaskie funkcjonowały już od kilku stuleci.

Najwcześniejszym autorem brytyjskim, którego dzieło ma zasadnicze znaczenie dla tego zagadnienia, pozostaje Gildas. Jego De excidio Britanniae powstało w VI wieku, chociaż dokładne datowanie utworu nadal nie jest całkowicie pewne. Jest to jednocześnie źródło szczególne, ponieważ Gildas nie pisał kroniki w późniejszym rozumieniu tego pojęcia. Jego głównym zamiarem było napiętnowanie grzechów współczesnych mu władców i duchownych. Historia służyła jako dowód działania Opatrzności: powodzenie Brytów było następstwem właściwego postępowania, a ich klęski stawały się karą za odstępstwo od zasad chrześcijańskich. Moralizatorski charakter dzieła jest bardzo wyraźny i wpływa na sposób przedstawiania poszczególnych wydarzeń.

Nie można więc odczytywać Gildasa tak, jak współczesnego kronikarza zapisującego rok po roku wydarzenia polityczne. Autor rzadko podaje dokładne daty, nie interesuje go także precyzyjna geografia działań wojennych. Zdumiewające jest, że nie wymienia nawet z imienia wielu osób, których identyfikacja byłaby dla dzisiejszego historyka niezwykle cenna. Tam, gdzie spodziewalibyśmy się informacji o dowódcach, miejscach bitew czy układach politycznych, Gildas znacznie chętniej przedstawia moralną ocenę postępowania stron. Z tego powodu jego dzieło jest jednocześnie źródłem bezcennym i bardzo niewygodnym.

Szczególną wagę posiada przekaz Gildasa dotyczący sprowadzenia germańskich wojowników przez Brytów. Według niego mieli oni zostać zaproszeni jako pomoc przeciwko napastnikom z północy, a następnie zwrócić się przeciwko gospodarzom. Motyw ten stał się podstawą późniejszej opowieści o początkach anglosaskiego podboju. Nie mamy jednak pewności, czy Gildas opisywał jedno konkretne wydarzenie, czy też uprościł bardziej złożony proces trwający przez dłuższy czas. Jego narracja przedstawia dramatyczny ciąg: zagrożenie, błędną decyzję Brytów, sprowadzenie barbarzyńców, ich bunt oraz karę spadającą na grzeszne społeczeństwo. Taka konstrukcja bardzo dobrze odpowiada moralnemu celowi dzieła.

Następnym problemem jest sama tradycja rękopiśmienna. Nie dysponujemy autografem Gildasa ani kopią pochodzącą bezpośrednio z czasu powstania utworu. Zachowane rękopisy są późniejsze o kilka stuleci. Nie jest to sytuacja niezwykła w przypadku literatury wczesnośredniowiecznej, ale przypomina, że pomiędzy autorem a zachowanym tekstem znajdowało się wiele pokoleń kopistów. Każdy etap przepisywania mógł prowadzić do drobnych zmian, błędów albo prób poprawiania tekstu.

Drugim niezwykle ważnym autorem jest Beda Czcigodny. Jego Historia ecclesiastica gentis Anglorum, ukończona w VIII wieku, powstała już w zupełnie innych warunkach. Beda żył w świecie ustabilizowanych królestw anglosaskich i rozwiniętego Kościoła. Dysponował znacznie szerszym warsztatem niż Gildas: wykorzystywał wcześniejsze dzieła, dokumenty, listy, przekazy kościelne i informacje uzyskiwane od korespondentów. Jego podejście do materiału historycznego było staranne jak na warunki epoki, ale i on nie pisał historii w sposób wolny od określonej wizji ideowej. Pozostawał przede wszystkim chrześcijańskim uczonym, dla którego historia miała również wymiar moralny i religijny.

Trzeba ponadto pamiętać, że wydarzenia związane z pierwszym przybyciem Anglosasów dzieliły od Bedy niemal trzy stulecia. W przypadku historii VII i początku VIII wieku mógł on korzystać z relacji znacznie bliższych wydarzeniom. Przy opisywaniu V wieku jego sytuacja była zupełnie inna. Jednym z głównych źródeł był właśnie Gildas. Oznacza to, że zgodność Bedy z Gildasem nie może być automatycznie traktowana jako potwierdzenie informacji przez dwa niezależne świadectwa. Często mamy w rzeczywistości do czynienia z jedną tradycją, którą późniejszy autor uporządkował, uzupełnił i wpisał w szerszą historię powstania chrześcijańskiego ludu Anglów.

Właśnie u Bedy opowieść o początkach osadnictwa germańskiego przyjmuje znacznie bardziej konkretną postać. Pojawiają się nazwy Anglów, Sasów i Jutów, pojawiają się Hengest i Horsa, a wydarzenia uzyskują bardziej uporządkowaną chronologię. Dla historyka powstaje jednak podstawowe pytanie: które z tych wiadomości pochodziły ze starszych tradycji, a które były próbą uporządkowania przez Bedę przeszłości według wiedzy dostępnej w VIII wieku? Nie można zakładać, że większa liczba szczegółów automatycznie oznacza większą wiarygodność. Czasami jest wręcz odwrotnie: najstarsze źródło jest bardzo ogólne, podczas gdy źródła późniejsze stopniowo wypełniają jego opowieść imionami i datami.

Dobrym przykładem są Hengest i Horsa. W tradycji anglosaskiej stali się oni pierwszymi przywódcami przybyszy osadzonych w Kent. Nie jest niemożliwe, że u podstaw opowieści znajdowały się rzeczywiste postacie. Problem polega na tym, że wraz z upływem czasu ich biografie zostają coraz dokładniej rozbudowane, a oni sami zostają wpisani w genealogie dynastyczne. Zjawisko to jest typowe dla wczesnośredniowiecznej historiografii. Genealogia nie była wyłącznie próbą zachowania pamięci rodzinnej. Stanowiła narzędzie legitymizacji władzy, pozwalające królowi wykazać starożytność dynastii oraz jej szczególne prawa do panowania.

Jeszcze większy dystans od wydarzeń V wieku dzieli od nich autora lub autorów Historia Brittonum. Dzieło to powstało w IX wieku i jest tradycyjnie przypisywane Nenniuszowi, choć jego autorstwo i sposób powstania są bardziej skomplikowane. Znaczenie tego źródła jest jednak ogromne, ponieważ zawiera ono tradycje brytyjskie, których nie znajdziemy w tej samej postaci ani u Gildasa, ani u Bedy.

Historia Brittonum pokazuje jednocześnie wszystkie trudności związane z wykorzystywaniem późniejszych źródeł. Autor zestawiał materiał bardzo różnego pochodzenia: tradycje historyczne, genealogie, opowieści o początkach ludów, wiadomości biblijne, elementy legend oraz przekazy ustne. Dla człowieka wczesnego średniowiecza nie były to kategorie tak wyraźnie rozdzielone jak dla współczesnego historyka. Wiarygodność opowieści nie zależała wyłącznie od możliwości sprawdzenia jej za pomocą dokumentu. Liczyła się także jej zgodność z pamięcią wspólnoty, tradycją dynastyczną oraz religijnym rozumieniem historii.

W Historia Brittonum po raz pierwszy tak wyraźnie pojawia się również Artur jako wojownik walczący przeciwko Sasom. Zostaje mu przypisana seria bitew zakończonych zwycięstwem pod Badon. Jest to informacja bardzo interesująca, ale jednocześnie problematyczna, ponieważ źródło powstało kilka stuleci po okresie, z którym wiąże tę postać. Nie oznacza to, że wiadomości te należy odrzucić. Bardzo możliwe, że kompilator wykorzystywał tradycje znacznie starsze niż jego własna epoka. Problemem pozostaje brak możliwości prześledzenia drogi, którą przebyła konkretna informacja.

Jeżeli między wydarzeniem a jego zapisem minęły trzy lub cztery stulecia, przekaz ustny mógł zachować nazwę osoby lub miejsca, ale mógł również całkowicie zmienić wzajemne związki między wydarzeniami. Bohater kilku różnych bitew mógł stać się jednym wodzem, wydarzenia z różnych okresów mogły zostać połączone, a lokalne tradycje mogły zostać podporządkowane ogólnobrytyjskiej opowieści o walce z Sasami. Z tego względu postać Artura jest bardzo dobrym przykładem problemu, przed którym staje historyk korzystający z późnych źródeł dotyczących V i VI wieku.

Podobne zastrzeżenia trzeba zgłosić w odniesieniu do Kroniki anglosaskiej. Jej najstarsza redakcja powstała dopiero pod koniec IX wieku, w czasach Alfreda Wielkiego. Od wydarzeń V wieku dzieliło więc kronikarzy około czterystu lat. Dla czasów Alfreda kronika może być źródłem niemal współczesnym, natomiast jej najstarsze roczniki należy oceniać zupełnie inaczej.

Wczesne partie Kroniki anglosaskiej zawierają dokładne daty przybycia kolejnych wodzów, bitew, śmierci królów i powstawania dynastii. Na pierwszy rzut oka mogą więc sprawiać wrażenie najbardziej użytecznego materiału do stworzenia chronologii podboju. Byłoby jednak błędem przyjmowanie tych dat bez zastrzeżeń. Kompilatorzy wykorzystywali wcześniejsze źródła, w tym Bedę, genealogie królewskie, listy dynastyczne oraz lokalne tradycje. W efekcie data umieszczona obok wydarzenia z V wieku nie musi pochodzić z V wieku. Może być wynikiem późniejszej kalkulacji chronologicznej albo próbą uporządkowania tradycji przekazanej bez dokładnej daty.

Szczególnie ostrożnie należy podchodzić do wiadomości przedstawiających początki poszczególnych królestw jako serię wypraw prowadzonych przez konkretnych przodków późniejszych dynastii. Tak skonstruowana przeszłość była politycznie użyteczna. Wyjaśniała, dlaczego określona dynastia posiada prawa do danego kraju, wskazywała jej założyciela i tworzyła wizję ciągłości władzy. Historyczna rzeczywistość migracji i powstawania królestw była najprawdopodobniej znacznie bardziej skomplikowana. Władza mogła przechodzić między różnymi grupami, dynastie mogły powstawać dopiero po zakończeniu migracji, a genealogie łączyć je później z legendarnymi przodkami.

Już samo zestawienie Gildasa, Bedy, Historia Brittonum i Kroniki anglosaskiej pokazuje, jak powstawał obraz anglosaskiego podboju. Najstarszy autor przedstawia stosunkowo ogólną historię zaproszenia barbarzyńców, ich buntu, zniszczeń i późniejszego oporu Brytów. Beda porządkuje ten schemat, nadając mu bardziej określone ramy etniczne i polityczne. Źródła IX-wieczne dodają kolejne imiona, genealogie, daty, bitwy i tradycje regionalne. Im dalej jednak oddalamy się od V wieku, tym bogatsza staje się opowieść. Sam ten fakt powinien wzbudzać ostrożność.

Nie wolno też zapominać, że każda z tych relacji powstała z innej perspektywy. Gildas był Brytem piszącym o grzechach i nieszczęściach własnego społeczeństwa. Beda był anglosaskim mnichem tworzącym dzieje Kościoła i ludu angielskiego. Autor Historia Brittonum przedstawiał natomiast przeszłość z punktu widzenia tradycji brytyjskiej funkcjonującej już w świecie, w którym większość dawnej rzymskiej Brytanii znajdowała się pod panowaniem Anglosasów. Kronika anglosaska powstawała zaś w środowisku związanym z królestwem Wessexu, które w IX wieku prowadziło walkę z wikingami i coraz wyraźniej pretendowało do politycznego przywództwa nad Anglosasami. Każde dzieło odpowiadało zatem nie tylko na pytanie o przeszłość, lecz również na potrzeby czasu, w którym je spisywano.

To rozróżnienie pomiędzy przeszłością opisywaną a teraźniejszością autora jest jedną z najważniejszych zasad przy analizie historiografii wczesnośredniowiecznej. Tekst może nam powiedzieć bardzo wiele nawet wtedy, gdy jego opis V wieku jest niepewny. Historia Brittonum może być słabym świadectwem dla konkretnej bitwy stoczonej kilkaset lat wcześniej, ale znakomitym świadectwem tego, jak Brytowie IX wieku rozumieli swoją przeszłość i stosunki z Anglosasami. Podobnie genealogie królewskie nie zawsze pozwalają ustalić rzeczywisty ciąg władców V wieku, ale pokazują sposoby legitymizowania monarchii w późniejszych stuleciach.

Osobną grupę stanowią źródła hagiograficzne. Żywoty świętych były przede wszystkim tekstami religijnymi, których celem było przedstawienie świętości bohatera, jego cudów oraz działalności duszpasterskiej. Nie powstawały po to, aby rejestrować wydarzenia polityczne. Mimo to mogą zawierać niezwykle cenne informacje o strukturach społecznych, miastach, podróżach, władcach czy działaniach wojennych. Dobrym przykładem jest Vita Germani Konstancjusza z Lyonu opisująca podróże Germanusa z Auxerre do Brytanii. Ponieważ tekst powstał znacznie bliżej V wieku niż dzieła Bedy czy autorów IX-wiecznych, ma szczególną wartość, choć i w jego przypadku trzeba uwzględniać konwencję żywota świętego.

Nie można więc zastosować jednej metody oceny do wszystkich zachowanych przekazów. Inaczej należy czytać moralizatorskie dzieło Gildasa, inaczej kościelną historię Bedy, inaczej kompilację tradycji zawartych w Historia Brittonum, a jeszcze inaczej rocznikarskie zapiski Kroniki anglosaskiej. Współczesny historyk musi za każdym razem pytać nie tylko, co autor napisał, lecz również dlaczego to napisał, skąd mógł posiadać daną informację, dla kogo pisał i jakie cele chciał osiągnąć.

Szczególnej ostrożności wymaga próba stworzenia na podstawie tych tekstów precyzyjnej chronologii V wieku. Pokusa jest duża, ponieważ późniejsze źródła dostarczają gotowych dat. Nie zawsze jednak istnieje podstawa, aby przyjmować je z dokładnością do jednego roku. W przypadku wielu wydarzeń właściwsze jest wskazanie szerszego przedziału czasowego niż stworzenie pozornie precyzyjnego kalendarium. Dokładność przekazu średniowiecznego nie może być większa niż dokładność źródeł, z których korzystał jego autor.

Dlatego materiał pisany powinien być stale konfrontowany z archeologią, numizmatyką, badaniami osadnictwa, językoznawstwem i toponomastyką. Źródła pisane przedstawiają przede wszystkim świat elit: królów, wojowników, biskupów i świętych. Archeologia pozwala natomiast dostrzec procesy, których kronikarze w ogóle nie opisują, takie jak zmiany sposobu budowania domów, pochówków, ceramiki, użytkowania ziemi czy zasięgu osadnictwa. Sama archeologia również nie daje jednak prostych odpowiedzi. Określonego rodzaju przedmiot nie musi automatycznie oznaczać obecności przedstawiciela określonego ludu, podobnie jak zmiana obrządku pogrzebowego nie zawsze jest dowodem całkowitej wymiany ludności.

Właśnie wzajemne porównywanie różnych kategorii świadectw pozwala odejść od dawnego modelu, w którym historię V-wiecznej Brytanii odtwarzano niemal wyłącznie na podstawie późniejszych kronik. Opowieść o kolejnych flotach Anglów, Sasów i Jutów lądujących w konkretnych latach oraz zakładających kolejne królestwa jest zbyt uporządkowana, aby bez zastrzeżeń przyjąć ją za wierne odbicie wydarzeń. Bardziej prawdopodobny wydaje się proces rozciągnięty w czasie, złożony z najazdów, osadzania najemników, migracji rodzin, walk wewnętrznych, powstawania lokalnych centrów władzy i stopniowej zmiany struktury politycznej wyspy.

Historiografia wczesnośredniowieczna pozostaje jednak niezastąpiona. Bez Gildasa niemal nic nie wiedzielibyśmy o brytyjskiej interpretacji wydarzeń VI wieku. Bez Bedy nie posiadalibyśmy spójnej narracji o rozwoju królestw anglosaskich i chrystianizacji Anglii. Bez Historia Brittonum zaginęłaby znaczna część brytyjskiej tradycji historycznej, natomiast bez Kroniki anglosaskiej rekonstrukcja dziejów anglosaskiej Anglii od IX wieku byłaby znacznie uboższa. Wartość tych dzieł nie polega na tym, że przekazują czyste fakty, lecz na tym, że zachowały fragmenty tradycji, dokumentów i pamięci, które bez nich nie przetrwałyby do naszych czasów.

Z tego właśnie powodu analiza najazdu Anglosasów musi rozpoczynać się od analizy źródeł, a nie od układania z nich gotowej narracji. Najpierw trzeba ustalić czas i miejsce powstania tekstu, następnie możliwe źródła informacji autora, jego zależność od wcześniejszych dzieł oraz cel napisania utworu. Dopiero później można próbować wyodrębnić informacje, które z większym lub mniejszym prawdopodobieństwem odnoszą się do rzeczywistych wydarzeń V wieku. Taka metoda nie pozwala zawsze odpowiedzieć na pytanie, co dokładnie wydarzyło się w konkretnym roku, ale chroni przed znacznie poważniejszym błędem – uznaniem za wydarzenie historyczne tego, co w rzeczywistości mogło być późniejszą legendą, literackim schematem lub tradycją dynastyczną.

W przypadku początków anglosaskiej Brytanii należy więc pogodzić się z istnieniem dużych obszarów niepewności. Nie znamy dokładnej liczby przybyszy, nie jesteśmy w stanie precyzyjnie datować wszystkich etapów migracji, a nawet znaczenie wielu imion występujących w późniejszych źródłach pozostaje przedmiotem dyskusji. Można natomiast odtworzyć ogólny kierunek przemian oraz wskazać miejsca, w których różne kategorie materiału zaczynają się wzajemnie potwierdzać. Dopiero takie zestawienie przekazów pisanych z pozostałymi świadectwami daje podstawę do dalszej próby rekonstrukcji wydarzeń. W tym sensie skąpość wczesnośredniowiecznych źródeł nie uniemożliwia badań nad V-wieczną Brytanią, lecz wymusza znacznie większą ostrożność niż w przypadku epok posiadających obfitą i współczesną wydarzeniom dokumentację.


[1] A. K r a w c z u k, Upadek Rzymu. Księga wojen., Wrocław-Warszawa- Kraków-Gdańsk 1978, s.8-9.

[2] W. P. K e r, Wczesne średniowiecze. Zarys historii literatury., Wrocław-Warszawa- Kraków- Gdańsk -Łódź 1987, s.14-15.

[3] L. A. T y s z k i e w i c z, Słowianie w historiografii wczesnego średniowiecza od połowy VI do połowy VII wieku, Wrocław 1994, s. 93-96.

[4] W. P. K e r, op. cit., s. 16-17.

[5] Ibidem, s.23-24., J. S u l o w s k i, Szkolnictwo kościelne we wczesnym średniowieczu [w:] Katolicyzm wczesnośredniowieczny, red. J Keller, Warszawa 1973, s. 507-561

[6] W.P. K e r, op. cit., s. 36-37, 79-80.

5/5 - (1 vote)

Obraz Brytanii po wycofaniu legionów

Okres, który nastał po opuszczeniu Brytanii przez legiony, omówiliśmy pokrótce już wyżej. Różnie jest on interpretowany w historiografii. J. Z. Kędzierski dość jednoznacznie pisze o nim jako o okresie chaosu, jakby wyprowadzenie kilku legionów drastycznie zmieniło stosunki panujące na wyspie[1]. Ale nie można przecież twierdzić, że obecność legionów na wyspie była jedyną gwarancją pokoju. W III i IV wieku „pax Romana” w Brytanii był wynikiem tego, iż ludność celtycka i rzymska do pewnego stopnia połączyły się w jedną społeczność, której nadzieje na dalszy pokój opierały się na tej jedności. Interesy Celtów i Rzymian były teraz zbieżne, a przyszłość zależała od przeciwdziałania obcym najazdom spoza granic ich świata i trwałemu osiedlaniu się obcej ludność na ich terenach[2].

Jednak po odejściu Rzymian Celtowie podjęli na nowo swój dawny styl życia. Poza południowo-wschodnią częścią wyspy (zwyczajowo określaną jako Dolna Brytania), rzymska cywilizacja niemal nie dotknęła głębszych warstw życia społeczności. Głównie tam znajdowały się villae rzymskie i większe miasta. Poza tym wciąż trwało społeczeństwo plemienne, a dawne królestwa celtyckie przetrwały jako civitates, „okręgi” samorządowe rządzone przez ordo, czyli stałą radę, składającą się z dawnych urzędników wybranych przez miasto[3].

Należy więc cały czas pamiętać, iż koniec panowania rzymskiego na wyspie nie jest jednoznaczny z początkiem panowania saskiego. Pojawił się pewien rodzaj „interwału”, gdzie rządy sprawowali nie Rzymianie, nie Sasi, lecz Brytowie. Aby dokładnie określić tę fazę istnieją nawet dowody. Gdy święty Germanus z Auxerre przybył po raz pierwszy do Brytanii, by zwalczać pelagianizm w 429 roku stanął na czele lokalnych wojsk i poprowadził je do zwycięstwa z barbarzyńskimi najeźdźcami. Były więc to wojska zorganizowane przez Brytów, skończyła się czysto rzymska administracja. A do roku 446, czyli do listu do Aecjusza, Brytowie, choć zagrożeni najazdami, wciąż rządzili się sami[4]. Także relacja z życia świętego Germanusa dotycząca jego drugiej pielgrzymki na wyspę w roku 447 pokazuje, że Brytowie nie stali się jeszcze poddanymi barbarzyńskich panów[5]. Wszystkie te drobne informacje są najbardziej wiarygodne jako uzupełnienie dzieła Gildasa w miejscu gdzie ono zawodzi, a więc przy określeniu chronologii najazdu saskiego.

Dokładna data „ewakuacji” legionów ma w tym momencie niewielkie znaczenie. Zagrożenie najazdami ze strony zachodniej, północnej i wschodniej istniało już dużo wcześniej. Ludy z dalekiej północy i zachodu nabierały odwagi do podejmowania wypraw, która rosła, w miarę jak słabła siła Rzymu. Należy zwrócić uwagę, że te dwa procesy są ze sobą powiązane. Najazdy Piktów i Szkotów jeszcze w IV wieku zmuszały do dramatycznej obrony, zrodziły obrońców, z których najważniejszy był Magnus Maximus. Powstrzymał on najeźdźców ( pod rokiem 388 w anonimowej „Chronica Gallica” napisano: „Incursantes Pictos et Scottos Maximus strenue superavit” [6] ), ale zapewne te sukcesy sprawiły, że wojsko stacjonujące w Brytanii ogłosiło go cesarzem i przeprawiło się z nim do Galii. Stał się on więc jednym z licznych uzurpatorów władzy cesarskiej, którzy stali się jedną z przyczyn osłabienia i upadku cesarstwa rzymskiego. Wydaje się, że rozumiał to Gildas. W swoim dziele wspomina Maximusa, pisząc o nim jako o tyranie ( „insuper etiam imperatoris insignibus, quae nec decenter usquam gessit, non legitime, sed ritu tyrannico” [7] ).

Gildas mówi, że Brytowie zbuntowali się przeciw Rzymowi i wysłali Maximusa do Galii. W tym czasie ich kraj został najechany przez Piktów i Szkotów. Po raz pierwszy wtedy wysłali list do Rzymu z błaganiem o pomoc. Rzymianie musieli odpowiedzieć pozytywnie i wysłali pomoc, która pomogła wybudować mur mający chronić przed powtórnymi najazdami. Lecz okazało się to nie wystarczające i najeźdźcy wdarli się znów do kraju. I znów prośba o pomoc została wysłana do Rzymu, i znów pomoc przybyła i znów była nieskuteczna. Po raz trzeci Brytowie zwrócili się o pomoc w liście do konsula Aecjusza (o tym niżej), lecz tym razem została ona odrzucona.

Tak opisuje to Gildas. W literaturze ta forma literacka to tradycyjna walijska „triada”, mogłaby nosić nazwę „trzy jęki Brytanii”, lecz autor najwyraźniej miesza tutaj fakty z fikcją literacką. Pierwsze dwie „interwencje” Rzymian nie mają potwierdzenia, lecz trzecia prośba skierowana do Aecjusza w 446 roku, roku jego trzeciego konsulatu, mogła być prawdziwa, choć bezowocna[8].

Niewątpliwie jednak całkowite wycofanie jednostek armii rzymskiej z wyspy, sprawiło iż stała się ona przedmiotem zmasowanych najazdów ze strony okolicznych plemion, przede wszystkim Irlandczyków i Piktów z zachodu i północy oraz plemion germańskich ze wschodu. Zadaniem władców brytyjskich stała się samodzielna obrona przed napastnikami. Pierwszym i najważniejszym obowiązkiem władców było ustanowienie silnej obrony, która aby była skuteczna powinna być dowodzona przez jednego władcę[9].

Jest niezmiernie trudno jednoznacznie ocenić jak wyglądała władza cywilna na wyspie po „odejściu” Rzymian. Gildas opisuje ten okres jako klęskę Brytanii:

„Exin Britannia omni armato milite, militaribus copiis, rectoribus licet immanibus, ingeni iuventute spoliata,quae comitata vestigiis supra dicti tyranni domum nusquam ultra rediit, et omnis belli usus ignara penitus, duabus primum gentibus trasmarinis vehementer saevis, Scotorum a circione, Pictorum ab aquilone calcabilis, multos stupet gemitque annos” [10]

Przekaz Gildasa jest niezwykle sugestywny, ale nie powinien być odczytywany jako dokładny opis sytuacji politycznej i społecznej Brytanii pierwszej połowy V wieku. Autorowi nie chodziło przede wszystkim o stworzenie uporządkowanej kroniki wydarzeń. Jego dzieło miało charakter moralizatorski. Klęski dotykające Brytów przedstawiał jako konsekwencję ich grzechów, złych rządów i odejścia od chrześcijańskich zasad. Stąd charakterystyczne dla jego narracji obrazy całkowitego upadku, bezradności oraz kraju wydanego na łup barbarzyńców. Nie oznacza to, że informacje Gildasa należy odrzucić. Pozostaje on jednym z podstawowych źródeł do dziejów Brytanii tego okresu, lecz jego wiadomości wymagają ostrożnej interpretacji i konfrontowania z innymi przekazami oraz materiałem archeologicznym. Także późniejszy Beda korzystał z jego dzieła, co przyczyniło się do utrwalenia przedstawionego przez Gildasa obrazu upadku rzymskiej Brytanii.

Samo odejście administracji cesarskiej nie mogło oznaczać natychmiastowego zniknięcia całej organizacji społecznej stworzonej podczas niemal czterech stuleci rzymskich rządów. Nie było momentu, w którym wraz z ostatnim oddziałem odpływającym na kontynent przestały istnieć miasta, drogi, majątki ziemskie, miejscowe elity i struktury kościelne. Pozostali ludzie, którzy wcześniej pełnili funkcje w lokalnej administracji, właściciele ziemscy, duchowni, rzemieślnicy i mieszkańcy dawnych civitates. Przez pewien czas musieli oni próbować funkcjonować w ramach znanych sobie stosunków, choć zniknęła instancja nadrzędna w postaci administracji cesarskiej i regularnej armii.

Znacznie poważniejsze od samego braku legionów było stopniowe załamywanie się mechanizmów gospodarczych i administracyjnych, które utrzymywały prowincję w ramach cesarstwa. Rzymska Brytania była częścią rozbudowanego systemu podatkowego, monetarnego i handlowego. Armia stanowiła wielkiego odbiorcę żywności, ubrań, wyrobów metalowych i innych produktów. Administracja zapewniała natomiast przepływ pieniądza i organizowała część infrastruktury. Gdy państwo rzymskie przestało spełniać te funkcje, nastąpiło gwałtowne ograniczenie gospodarki pieniężnej oraz produkcji prowadzonej wcześniej na większą skalę. Badania archeologiczne wskazują na zasadnicze osłabienie wielu gałęzi wytwórczości związanych z rozwiniętą gospodarką rzymską, a w pierwszych dziesięcioleciach V wieku załamaniu uległ także wcześniejszy model życia miejskiego.

Nie oznaczało to jednak wyludnienia wszystkich dawnych miast. Część z nich nadal była zamieszkana, ale zmienił się sposób wykorzystywania ich przestrzeni. Monumentalne budowle publiczne, łaźnie czy systematycznie utrzymywane ulice straciły znaczenie, ponieważ nie istniała już administracja zdolna finansować ich konserwację. W niektórych miejscach ludzie żyli pośród pozostałości rzymskiej zabudowy jeszcze przez wiele dziesięcioleci. Krajobraz V wieku w dalszym ciągu musiał być pełen budowli, murów, dróg i ruin przypominających o okresie rzymskim, choć funkcje tych obiektów coraz mniej odpowiadały tym, dla których zostały pierwotnie zbudowane.

Podobne zjawisko można zaobserwować w przypadku villae. Wielkie gospodarstwa wiejskie należące do zamożnych warstw społeczeństwa stanowiły jeden z najbardziej charakterystycznych elementów gospodarki późnorzymskiej Brytanii. Ich funkcjonowanie było jednak ściśle związane z rynkiem, systemem podatkowym oraz istnieniem miast i armii. W pierwszej połowie V wieku znaczna część tych majątków utraciła dawną funkcję. Nie musi to oznaczać, że właściciele zostali wymordowani lub natychmiast wypędzeni. Bardziej prawdopodobne jest stopniowe przechodzenie do gospodarki o charakterze lokalnym, w której rozbudowane rezydencje i produkcja nastawiona na większy rynek przestawały być potrzebne.

Właśnie ta przemiana utrudnia posługiwanie się pojęciem „upadku” bez dodatkowych wyjaśnień. Z punktu widzenia administracji cesarskiej i gospodarki rzymskiej niewątpliwie nastąpił upadek. Zniknął jednolity aparat państwowy, wojsko zawodowe, system monetarny i duża część miejskiego sposobu życia. Z perspektywy miejscowych społeczności mogło chodzić jednak o przystosowanie się do nowych warunków. Ludność nie zniknęła. Nadal uprawiała ziemię, prowadziła hodowlę, wytwarzała potrzebne przedmioty i organizowała swoją obronę. Coraz większe znaczenie musiały przy tym zdobywać więzi lokalne, przywódcy wojskowi oraz właściciele ziemscy zdolni utrzymywać własnych ludzi.

Rozpad jednolitej administracji rzymskiej prowadził zapewne do politycznego rozdrobnienia wyspy. Na obszarach zamieszkanych przez Brytów zaczęły powstawać lub odradzać się mniejsze organizmy polityczne. Niektóre mogły nawiązywać do wcześniejszych civitates, inne do tradycji plemiennych sprzed podboju rzymskiego, jeszcze inne tworzyły się wokół lokalnych wodzów posiadających odpowiednią siłę militarną. Granice tych organizmów trudno dzisiaj odtworzyć. Źródła pisane są skąpe, a późniejsze genealogie i tradycje walijskie powstawały już w zupełnie innych warunkach politycznych.

Nie należy również zakładać, że wszyscy miejscowi przywódcy uznawali zwierzchnictwo jednego władcy. Potrzeba wspólnej obrony przed Piktami, Szkotami i napastnikami germańskimi mogła prowadzić do okresowego powierzania większych kompetencji szczególnie wpływowemu wodzowi, ale nie oznaczało to istnienia jednolitej monarchii brytyjskiej. Gildas sam wspomina o licznych królach i władcach, których później poddaje ostrej krytyce. Wydaje się zatem, że V-wieczna Brytania była raczej mozaiką mniejszych jednostek politycznych niż państwem posiadającym jeden trwały ośrodek władzy.

W takiej sytuacji podstawową kwestią pozostawało bezpieczeństwo. Jeszcze w okresie późnego cesarstwa Brytania była atakowana z kilku kierunków. Piktowie działali od północy, irlandzcy Szkoci atakowali zachodnie wybrzeża, natomiast germańscy piraci docierali od strony Morza Północnego. Rzymianie dysponowali systemem fortyfikacji, flotą oraz możliwością przemieszczania oddziałów pomiędzy prowincjami. Lokalne władze brytyjskie takich możliwości nie miały. Mogły korzystać z części dawnych fortyfikacji oraz organizować własne siły, lecz ich potencjał był znacznie mniejszy.

Brak regularnej armii rzymskiej nie oznaczał przy tym całkowitego zaniku wiedzy wojskowej, jak sugerowałby dosłownie odczytany przekaz Gildasa. W Brytanii pozostawali ludzie posiadający doświadczenie wojskowe, a lokalne elity były zdolne do tworzenia oddziałów. Przytoczony wcześniej przykład Germanusa wskazuje właśnie na istnienie miejscowych sił, które można było zebrać i poprowadzić przeciw napastnikom. Relacja o zwycięstwie Germanusa posiada wprawdzie charakter hagiograficzny, ale sam fakt, że autor mógł przedstawić biskupa jako osobę obejmującą dowództwo nad miejscową armią, dobrze odpowiada rzeczywistości, w której Brytowie musieli już sami organizować obronę.

Z problemem obronności związana jest jedna z najbardziej znanych opowieści dotyczących początków osadnictwa anglosaskiego. Według tradycji zapisanej przez Gildasa, a rozwiniętej później przez Bedę, Brytowie mieli zdecydować się na sprowadzenie germańskich wojowników, aby wykorzystać ich jako najemników przeciwko Piktom i innym napastnikom. Decyzję tę łączono później z władcą nazywanym Vortigernem. Początkowo przybysze mieli wypełniać swoje obowiązki wojskowe, następnie zażądali większych świadczeń, zbuntowali się i zwrócili przeciwko tym, którzy ich sprowadzili.

Nie sposób dzisiaj stwierdzić, ile w tej historii zachowało się rzeczywistych wydarzeń. Sam pomysł wykorzystywania barbarzyńskich oddziałów w charakterze sprzymierzeńców nie był czymś niezwykłym. Późne Cesarstwo Rzymskie wielokrotnie osadzało grupy wojowników na swoim terytorium i zobowiązywało je do służby wojskowej. Brytyjscy przywódcy wychowani w świecie rzymskim mogli więc sięgnąć po rozwiązanie doskonale im znane. Jeżeli rzeczywiście zatrudniono wojowników pochodzących z kontynentu, nie musiało to początkowo oznaczać zgody na masowe osadnictwo ani oddania im części kraju.

Właśnie w tym miejscu tradycyjny obraz nagłej „inwazji Sasów” wymaga szczególnej ostrożności. Archeologia potwierdza obecność w V wieku na wschodnich i południowych obszarach Brytanii ludności posługującej się przedmiotami należącymi do kultury określanej jako wczesnoanglosaska. Znane są między innymi rozległe cmentarzyska oraz osady datowane na V i VI wiek. Sam materiał archeologiczny nie pozwala jednak zawsze stwierdzić, w jaki dokładnie sposób doszło do pojawienia się tej kultury ani jak szybko następowała zmiana struktury ludności.

Proces mógł obejmować zarówno migrację z kontynentu, jak też podporządkowywanie miejscowej ludności, mieszanie się grup oraz przejmowanie nowych wzorców kulturowych. Jeszcze trudniejsze jest automatyczne utożsamianie określonego typu pochówku czy ozdoby z konkretną „narodowością”. Współczesne badania archeologiczne wskazują, że sposób ubierania zmarłych i wyposażania grobów w V-wiecznej Brytanii nie musi być prostym zapisem pochodzenia etnicznego. Dlatego starsza wizja całkowitego zastąpienia jednej ludności przez drugą w krótkim czasie nie wyjaśnia całego złożonego procesu przemian.

Nie należy też wyobrażać sobie wschodniej Brytanii jako obszaru, który jednego dnia był jeszcze rzymsko-brytyjski, a następnego stał się anglosaski. Zmiana następowała przez wiele dziesięcioleci i mogła wyglądać odmiennie w poszczególnych regionach. Niektóre grupy germańskie mogły początkowo pozostawać w służbie miejscowych władców, inne przybywały później jako osadnicy, a jeszcze inne jako uczestnicy wypraw wojennych. Dopiero z czasem powstały większe obszary znajdujące się pod kontrolą przywódców anglosaskich.

Równie istotny był fakt, że przemiany przebiegały inaczej na zachodzie i północy wyspy. W Walii, Kornwalii i części północnej Brytanii społeczności brytyjskie zachowały swoją odrębność przez następne stulecia. Tam ciągłość miejscowej tradycji politycznej i językowej była znacznie silniejsza. Powstawały królestwa, których elity wywodziły swoje pochodzenie od dawnych brytyjskich rodów. Niektóre z nich utrzymywały kontakty z Irlandią oraz kontynentalną Bretanią. Świat brytyjski nie zniknął więc wraz z pojawieniem się Anglosasów, lecz przez długi okres funkcjonował obok nich i prowadził z nimi wojny.

Ważnym elementem ciągłości pozostawało również chrześcijaństwo. Religia chrześcijańska była obecna w Brytanii jeszcze pod koniec okresu rzymskiego, a wycofanie administracji cesarskiej nie oznaczało zniknięcia Kościoła. Misje Germanusa pokazują, że w V wieku istniały miejscowe wspólnoty chrześcijańskie oraz duchowieństwo zdolne uczestniczyć w sporach doktrynalnych. Sam fakt, że jednym z poważniejszych problemów miało być zwalczanie pelagianizmu, wskazuje na istnienie środowiska, w którym kwestie teologiczne pozostawały żywe.

Kościół mógł zresztą przejąć część funkcji pełnionych wcześniej przez aparat państwowy. Biskupi należeli do najlepiej wykształconych ludzi, dysponowali autorytetem społecznym oraz kontaktami z Galią. W świecie, w którym dawne urzędy traciły znaczenie, pozycja duchownych mogła wzrastać. Chrześcijaństwo stawało się również jednym z elementów odróżniających Brytów od części przybyszy germańskich, którzy początkowo pozostawali poganami. Dopiero późniejsze misje prowadzone wśród Anglosasów doprowadziły do ich chrystianizacji.

Nie można jednak utożsamiać wszystkiego, co brytyjskie, z prostą kontynuacją cywilizacji rzymskiej. Po odejściu administracji cesarskiej następowała wyraźna regionalizacja kultury. Łacina przetrwała w Kościele i wśród części elit, ale codziennym językiem znacznej części miejscowej ludności pozostawały języki brytyjskie. Stare celtyckie tradycje mogły teraz ponownie odgrywać większą rolę. Rzymska fasada administracyjna znikała, odsłaniając społeczeństwo, które przez okres panowania cesarstwa nie utraciło całkowicie wcześniejszej tożsamości.

Zmieniało się również pojmowanie władzy. Rzymski urzędnik sprawował urząd z nadania cesarza i stanowił część większej hierarchii. Władca brytyjski V wieku musiał natomiast opierać swą pozycję przede wszystkim na kontroli określonego terytorium, osobistym autorytecie, posiadaniu wojowników oraz zdolności do zapewnienia bezpieczeństwa. Powstawał system bardziej osobisty, w którym lojalność wobec konkretnego wodza zaczynała mieć większe znaczenie niż posłuszeństwo wobec abstrakcyjnego aparatu państwa.

Przemiana ta była jednym z najważniejszych skutków końca panowania rzymskiego. Brytania nie została bowiem pozbawiona tylko legionów. Przestała być częścią ogromnego organizmu politycznego, który dawał jej mieszkańcom dostęp do rynku obejmującego znaczną część Europy i basenu Morza Śródziemnego, zapewniał jednolitą monetę, system prawny, zawodową armię oraz administrację. Lokalni przywódcy mogli przejąć część funkcji państwa rzymskiego, lecz nie byli w stanie odtworzyć tego systemu w całości.

Dlatego pewne elementy opisu Gildasa odpowiadają rzeczywistemu kryzysowi, nawet jeśli autor nadał mu przesadnie dramatyczną formę. Załamanie gospodarki charakterystycznej dla późnorzymskiej Brytanii oraz zanikanie klasycznego urbanizmu są wyraźnie widoczne w materiale archeologicznym. Nie był to jednak koniec społeczeństwa jako takiego. Następowała raczej głęboka reorganizacja, w wyniku której miejsce jednej prowincji imperium zajmowała grupa lokalnych organizmów politycznych.

Z czasem presja ze strony przybyszy germańskich stawała się coraz większa. Gildas opisuje okres ciężkich walk, zakończonych zwycięstwem Brytów pod Mons Badonicus, czyli górą Badon. Dokładna lokalizacja bitwy pozostaje niepewna, podobnie jak jej data. Samo wspomnienie Gildasa jest jednak istotne, ponieważ pokazuje, że ekspansja anglosaska nie przebiegała nieprzerwanie. Brytowie byli zdolni nie tylko do obrony, ale także do zadania przeciwnikowi poważnej klęski i zahamowania jego postępów na pewien czas.

W późniejszej tradycji wydarzenia tego okresu zostały związane z postacią Artura. Problem polega jednak na tym, że Gildas, będący źródłem najbliższym chronologicznie wydarzeniom, nie wymienia go w związku z bitwą pod Badon. Dopiero późniejsze źródła zaczęły przypisywać Arturowi rolę wielkiego wodza Brytów walczącego z Sasami. Z tego powodu wykorzystanie tradycji arturiańskiej do rekonstrukcji wydarzeń V i VI wieku jest bardzo problematyczne. Możliwe, że późniejsze opowieści zachowały jakieś wspomnienie rzeczywistych wojen, ale nie można traktować ich jako dokładnego świadectwa historycznego.

Najbezpieczniej jest więc mówić o pierwszej połowie V wieku jako o okresie przejściowym. Nie była to już rzymska Brytania, ale nie była to jeszcze również anglosaska Anglia. Istniały miejscowe władze brytyjskie, nadal działał Kościół, funkcjonowały lokalne siły wojskowe, a znaczna część ludności pozostawała na swoich ziemiach. Jednocześnie zanikała rzymska gospodarka, słabły miasta i rozpoczął się proces osiedlania grup germańskich, który w kolejnych pokoleniach doprowadził do głębokiej zmiany politycznej, językowej i kulturowej dużej części wyspy.

Stąd określanie całego okresu po wycofaniu legionów mianem „chaosu” jest zbyt daleko idącym uproszczeniem. Chaos niewątpliwie występował w sensie politycznym i militarnym: nie istniało jedno centrum władzy, najazdy stanowiły stałe zagrożenie, a dawne mechanizmy państwowe przestały funkcjonować. Nie oznacza to jednak całkowitego zerwania ciągłości życia społecznego. Ludność brytyjska przez kilka następnych dziesięcioleci samodzielnie organizowała własne struktury i stawiała opór przeciwnikom. Dopiero długi proces migracji, wojen, asymilacji i powstawania nowych królestw doprowadził do sytuacji, w której większa część południowej i wschodniej Brytanii znalazła się pod panowaniem Anglosasów.

Obraz wyspy po odejściu legionów powinien zatem znajdować się gdzieś pomiędzy dwiema skrajnymi interpretacjami. Nie była to spokojna kontynuacja późnorzymskiej prowincji, ponieważ rzeczywiście doszło do głębokiego kryzysu gospodarczego, militarnego i administracyjnego. Nie była to jednak także całkowicie bezbronna kraina, która natychmiast po odpłynięciu ostatnich wojsk została zajęta przez barbarzyńców. Pomiędzy rzymską Brytanią a powstaniem anglosaskich królestw istniał kilkudziesięcioletni okres samodzielnych rządów Brytów. To właśnie w nim należy szukać źródeł zarówno późniejszych królestw walijskich i brytyjskich, jak też konfliktów, których pamięć w następnych stuleciach przekształciła się w opowieści o heroicznej walce Brytów przeciw Sasom.

(„Następnie Brytania zostaje wyzuta z wojska i to co do jednego dowódcy i co do jednego żołnierza, a także pozbawiona większej części swej młodzieży, która dołączyła się do pochodu wszechwładnego tyrana, i która nigdy już nie wróci do domu. Sama nie znająca się na rzemiośle wojennym, od lat drętwieje i jęczy deptana przez dwie dzikie nacje: zamorskich Szkotów z zachodu i Piktów z północy” ) tł. W. Lipoński


[1] J. Z. K ę d z i e r s k i, op. cit., s.38-39.

[2] M. D i l l o n, N. K. C h a d w i c k, op. cit., s.40-43.

[3] Ibidem, s.52., W. L i p o ń s k i, op. cit., s.166-167.

[4] R. G. C o l l i n g w o o d, J. N. L. M y r e s, op. cit., s. 301, 306-307; także W. L i p o ń s k i, op. cit., 167-168

[5] F. M. S t e n t o n, op. cit., s. 1.

[6] Chronica Gallica, MGH AA, T. IX, Berlin 1892, s.646.

[7] G i l d a s, 13.

[8] R. G. C o l l i n g w o o d, J. N. L. M y r e s, op. cit., s.293-294

[9] M. D i l l o n, N. K. C h a d w i c k, op. cit., s.52.

[10] G i l d a s, 14

5/5 - (1 vote)