Autor „Historia ecclesiastica gentis Anglorum” Beda Czcigodny urodził się około roku 673 ( lub w 672) w Northumbrii. Był z pochodzenia Anglosasem. Urodził się i prawie całe życie spędził w dwóch klasztorach: św. Piotra w Wearmouth i św. Pawła w Jarrow. Gdy miał 7 lat został oddany na wychowanie i wykształcenie błogosławionemu Benedyktowi, opatowi Wearmouth, założycielowi obu klasztorów. Następnie przeniósł się do opactwa w Jarrow, przyjął święcenia kapłańskie i jako mnich zakonu benedyktynów, spędził tam ponad pięćdziesiąt lat. Tam zmarł 25 maja 735 roku .
Synod w Akwizgranie w 836 roku nadał mu przydomek „Venerabilis” , a w 1899 roku papież Leon XII ogłosił go Doktorem Kościoła. Jego atrybuty świętego w ikonografii to księga, pióro, zwój pergaminu i habit benedyktyński .
Beda jawi się jako postać niezwykła nie tylko w czasach, w których przyszło mu żyć. Właściwie nie można spotkać negatywnego sądu o nim. Żył na przełomie wieków VII i VIII, i to jego osoba i jego twórczość miała „ratować” wiek VII przed nazwaniem go „ wiekiem ciemnym”. W historii literatury, w porównaniu z licznym gronem wybitnych osobistości z wieku VI – Boecjusz, Kasjodor, Grzegorz z Tours, Fortunat, Grzegorz Wielki – wiek VII jawi się jako wyraźna luka, której nie potrafią zapełnić Izydor z Sewilli i Aldhelm. Dopiero właśnie Beda, przedstawiciel nowego pokolenia, pokazał jakie tradycje naukowe przechowały się w Irlandii i Brytanii. To jego działalność w sto lat później kontynuował Alkuin, a to co rozpoczął Beda, do pełnego rozkwitu doprowadzone zostało na dworze Karola Wielkiego .
Beda był wychowankiem dwóch „wzorowych” opactw reguły świętego Benedykta. Były one, jak wszystkie inne na kontynencie, ośrodkami kształtowania się i pogłębiania nowych idei. Łączyły pogłębianie wiedzy poprzez modlitwę, lekturę, różnorodne prace ręczne ( malarstwo, pisanie, zdobienie ksiąg), muzykę z szerzeniem oświaty. Klasztory w Wearmouth i Jarrow zostały znakomicie przygotowane do tych wszystkich celów. Ich fundator, Benedykt Biskup, odbył kilka podróży do Wiednia i Rzymu, skąd zebrał i przywiózł na wyspę wspaniałą kolekcję książek .
Prawdopodobnie książki zebrane przez Benedykta stały się podstawą całego dorobku pisarskiego Bedy. Beda wyróżniał się spośród grona wiecznie wędrujących uczonych mnichów tego okresu osiadłym trybem życia i niewiele świata widział. Lecz wszystkie jego komentarze Pisma Świętego i dzieła czysto naukowe, dzięki którym stał się sławny, dowodzą jego szerokiej znajomości poważnych dzieł patrystycznej i historycznej literatury. Beda, jak inni ówcześni scholarzy, często korespondował z autorami dzieł, które znał ze skrótów lub krótkich sentencji zawartych w innych dziełach. Lecz nie ma dowodu na to, żeby podróżował daleko w poszukiwaniu ksiąg. On sam nie wspomniał nigdy, żeby miał odwiedzić jakąkolwiek bibliotekę, a jego podróże nie sięgnęły dalej niż do York i Lindisfarne. Tak więc wszystko wskazuje na to, że poza przypadkowo zdobytymi księgami, zdobytymi dzięki korespondencjom, całą swoją pracę oparł na kolekcji książek z biblioteki swojego własnego klasztoru .
Beda został w bardzo wczesnym wieku nauczycielem i miało to bardzo duży wpływ na jego pracę. Jego prace naukowe, wszelkie komentarze, wreszcie „Historia ecclesiastica” wyrosły z jego odpowiedzialności jako nauczyciela. Najwcześniejsze prace Bedy dotyczą przedmiotów trivium – gramatyki i retoryki zwykłego kursu szkolnego. Tutaj idąc śladami Kasjodora i Izydora wykonuje pracę, jakby wykładał przedmioty humanistyczne na uniwersytecie. Na przykład jego dzieło zatytułowane „ De arte metrica” to podręcznik szkolny. Lecz widać w nim zainteresowanie literaturą klasyczną, cytuje wielu autorów – Lukrecjusza, Wergiliusza, Lukiana – opatrując ich wiersze starannym komentarzem. Napisał jeszcze wiele innych naukowych i dydaktycznych prac; traktaty o ortografii, o prozodii, o figurach i tropach w Biblii, o matematyce, o filozofii i retoryce, o chronologii, dzieła historyczne, wszystkie z ogromną rzetelnością, wyprzedzając swoją epokę .
Pozostawił także ogromną spuściznę dzieł egzegetycznych, homiletycznych, traktatów moralnych. Największą sławę, jeszcze za jego życia, przyniosły mu dzieła historyczne. Poza najważniejszą „Historia ecclesiastica gentis Anglorum” napisał „Żywot świętego Cuthberta” (zarówno prozą jak i wierszem), „Żywoty opatów Wearmouth i Jarrow”. Prawdopodobnie przed śmiercią rozpoczął tłumaczenie Ewangelii św. Jana na język anglosaski .
Beda zabierał też głos także w sprawie wywołującej w jego czasie wiele sporów między Kościołem rzymskim, a celtyckim, mianowicie w sprawie ustalania daty Wielkanocy i w sprawie tonsury. W 703 roku napisał krótki „elementarz” poświęcony chronologii pod tytułem „ De Temporibus” . Kolejny, bardziej rozbudowany, „De Temporum Ratione” powstały w roku 725, sprawił, że stał się Beda mistrzem chronologii i miał ogromny wpływ na datowanie dokumentów w całej Anglii. Beda był pierwszym kronikarzem, który użył rachuby czasu nie tylko od początku świata, lecz, obok tego, także od narodzin Chrystusa .
Dzięki tym wszystkim pracom, często wynikającym z podziwu dla starożytnej sztuki i kultury, stał się prawdziwym mistrzem ówczesnej nauki. Pisał skrupulatnie opracowując temat, niezłomnie próbując dotrzeć do prawdy. Jego „Żywoty” to zadziwiające, „czyste” biografie, bez żadnych przesadnych elementów hagiograficznych. Beda był mnichem, dla którego cuda wydawały się manifestacją obecności Boga na świecie. Ale jego zdolność krytyki nie pozwalała mu „zepsuć” narracji swoich dzieł, lecz treść zawarta w jego dziełach historycznych może być oceniana na równi z dziełami historycznymi jakiegokolwiek okresu .
Łaciński styl Bedy jest płynny i jasny. Pisał językiem powszechnie używanym, potoczystym, pozbawionym zupełnie barwnego, a niegramatycznego natłoku zdań .
Beda miał także znakomitych uczniów oraz wielu naśladowców. Krótko po jego śmierci, jego ostatnie dni zostały opisane przez pewnego mnicha z Jarrow, prozą wzorowaną na narracji „Historii” . Pamięć o nauczaniu Bedy trwała w Wearmouth i Jarrow, a jego księgi były kopiowane w wielu klasztorach na kontynencie. Ogromny był także wpływ jego życia i twórczości na szkołę przy arcybiskupstwie w York, która szybko stała się centrum angielskiego nauczania.
Beda ukończył „Historię” w 731 roku. Wtedy wyraźnie w Northumbrii była potrzeba ( byli odbiorcy) dzieła, które w sposób erudycyjny i dokładny pokazuje rozwój Kościoła w Anglii. Beda miał także kontakt z ludźmi, którzy mogli mu opowiedzieć wiele o początkach angielskich królestw. Szczególnie zainteresowani taką pracą historyczną byli członkowie królewskiego rodu Northumbrii. Uczniem Bedy był Egbert, arcybiskup York, pochodzący z rodziny królewskiej. Także ważna musiała być opinia samego króla Northumbrii, Ceolwulfa, do którego Beda wysłał szkic „Historii” do korekty.
Wstęp do jego pracy, gdzie wyraża wdzięczność za pomoc otrzymaną od uczonych przyjaciół, można czytać jak wprowadzenie do nowoczesnej historiografii. Ale jakość jego dzieła potwierdza niezwykła swoboda łączenia fragmentów informacji, które czerpał z tradycji, relacji przyjaciół lub spisanych dokumentów. W czasach, gdy niewielu wyszło poza zwykłą „rejestrację” faktów, Beda przedstawił własną koncepcję historii. Ta jego odwaga sprawiła, że „Historia” wciąż pozostaje „żywa” po tysiąc dwustu latach .
Jego wyczucie historii sprawiają, że „Historia” ma także duże zalety literackie. Solidna historiografia ma dużą wartość literacką, łączy bowiem literacką umiejętność oceny i porządkowania, które nadają dziełu charakter niezależny od poprawności gramatycznej czy retorycznej. Beda potrafił się posługiwać źródłami i dokumentami oraz opanował całą wiedzę wówczas istniejącą, która docierała do takiego ośrodka nauk jak klasztor w Jarrow .
Nenniusz „Historia Brittonum”
Największe trudności z bazą źródłową dotyczącą przybycia Sasów na Wyspy Brytyjskie związane są z dziełem niejakiego Nenniusza zatytułowanym „Historia Brittonum”.
Bardzo często zaznacza się, że co do autorstwa Nenniusza nie ma żadnej pewności, jak i do tego czy on w ogóle istniał. Wszystkie te wątpliwości powstały dlatego, że w żadnym z rękopisów nie pojawia się imię autora. Jedyne strzępki informacji pozwalają przypuszczać, że był on uczniem niejakiego Elvoduga, utożsamianego z Elfoddwem (zm. w 809 r.), prawdopodobnie biskupem Bangor w Gwynedd . Tak bowiem przedstawia się na początku dzieła jego twórca: „Ego nennius Elvodugi discipulus”.
Przyjmuje się łacińską nazwę imienia autora „Historii” , chociaż był on Walijczykiem, jego imię z języka celtyckiego brzmi Nynniaw .
Wydaje się, że powstało ono w początkach IX wieku. Na podstawie najwcześniejszych rękopisów wynika, że praca została napisana w latach 829-830 .
Nie ma jednak dwóch choćby rękopisów, których treść byłaby identyczna. Być może dzieje się tak dlatego, że „Historia Brittonum” jest kompilacją wielu różnych dzieł. Metoda jaką przyjął Nenniusz jest zgoła odmienna od Bedy. Opisał ją własnymi słowami: „Coacervavi omne, quod inveni” ( „Zebrałem wszystko co znalazłem”)! Przedstawił bazę źródłowa, na której oparł swoją kompilację; korzystał z roczników rzymskich, kronik „świętych ojców” – Hieronima, Euzebiusza, Izydora, Prospera, z roczników Szkotów i Sasów, a także z tradycji: „Ego autem coacervavi omne quod inveni tam de annalibus Romanorum quam de cronicis sanctorum patrum, id est Hieronymi Eusebii, Isidori, Prosperi et de annalibus Scotorum Saxonumque et ex traditione veterum nostrorum .
Niestety „Historia” częściej ma znaczenie bardziej literackie niż historyczne. Nienniusz bowiem użył do opracowania dostępnych mu źródeł, umiejętności bardziej literackich i stworzył w wielu miejscach mieszaninę genealogii i legend. Nie odszedł całkowicie od zainteresowania historią, lecz niestety bezkrytycznie skomponował źródła dobrej i złej „jakości” często bez jakiegokolwiek komentarza. Nie można jednak zaprzeczyć, że niektóre fragmenty są bardziej wartościowe od innych, a niektóre zawierają informacje niespotykane w żadnym innym źródle .
Nie można także przyjmować, że dzieło Nenniusza jest źródłem do historii czasów mu współczesnych. Fragmenty w nim zawarte pochodzą z różnych czasów i dotyczą różnych spraw: są to legendy – w bardzo dużym stopniu oparte na tradycji walijskiej, genealogie i rodowody dynastii panujących (genealogie władców m. in. Bernicji, Deiry, Kentu, Wschodniej Anglii, Mercji –tzw. Saxon Genealogies ), dzieje królestw przede wszystkim z północy wyspy, ale także sprawy dotyczące relacji między Brytami a Sasami z północy wyspy. Dlatego też czasem pewne fragmenty dzieła traktuje się jako samodzielne „sekcje” .
Te fragmenty pochodzą z różnych lat i choć tworzą całość połączoną w IX wieku, to ich datowanie także sprawia sporą trudność. Badacze analizując poszczególne „sekcje” oceniają, że najstarsze fragmenty włączone do „Historia Brittonum” pochodzą z roku 679. Późniejsze mogą być pisane w połowie lub pod koniec VIII wieku i mogą być oparte na dziele Bedy oraz na „Annales Cambriae” , które spisywane były około 750 roku, a w stosunku do dzieła Bedy w wielu momentach były współczesne. Analizując także dużą liczbę nazw i słów zapisanych przez Nenniusza w języku starowalijskim wydaje się, że pochodzą one z czasów Nenniusza lub tylko trochę wcześniejszych. Wydaje się więc, że Nienniusz skonstruował swoje dzieło między 796 rokiem (data powstania Saxon Genealogies), a najstarszą zachowaną recenzją , która wydaję się pochodzi z 826 roku .
—
R. C o l l i n s, op. cit., s.185.
N e n n i u s z, rozdz. 1
G. S a m p s o n, op. cit., s. 22.
R. C o l l i n s, op. cit., s.185-186
N e n n i u s z, rozdz. 3 (prolog)
R.G. C o l l i n g w o o d, J. N. L. M y r e s, op. cit., s. 329-330
Tak wyodrębniony fragment dzieła Nenniusza dotyczący historii północnej („Kronika Północna”) części wyspy został dokładnie przeanalizowany przez K. J a c k s o n a; On the Northern British Section in Nennius [w:] Celt and Saxon. Studies…, s.20-62
Ibidem, s. 51-54.
Przybycie Sasów na Wyspy Brytyjskie
Wydaje się, że ten lament Gildasa jest przesadzony. Oczywiście zagrożenie ze strony północy i zachodu było jak najbardziej realne, ale twierdzenie, iż Brytania została się bezbronna jest nie do przyjęcia. Już wyżej zostało wspomniane, iż ludność pozostała na wyspie tworzyła królestwa i potrafiła odeprzeć łupieżcze najazdy Piktów i Szkotów. Czym więc kierował się Gildas pisząc w tak przejmujących słowach o sytuacji Brytanii w początkach V wieku?
Wydaję się, że odpowiedzią może być jeszcze raz cel, który przyświecał Gildasowi przy tworzeniu dzieła. Gildas poprzez tak dramatyczny opis wydarzeń, i o czym nie należy zapominać, przy pomocy takiej właśnie formy literackiej, chciał pokazać sytuację wyspy już po najeździe Anglosasów. Gildas był Walijczykiem, Brytonem, nie pisał o Sasach przychylnie i nie mógł przychylnie odnieść się do wy-darzeń, które po części spowodowały przybycie Anglosasów na wyspę.
Najazdów z północy i zachodu nie udało się powstrzymać swoimi tylko siła-mi. Gildas wspomina o różnych sposobach ratowania się przed zagrożeniem. Kreśli obraz wyspy stale niszczonej napadami, głodem i wszelkim niedostatkiem. Począt-kowo Brytoni szukali pomocy u rozpadającego się właśnie imperium. Wyżej już zostało wspomniane, iż wysłali list do konsula Aecjusza z prośbą o obronę. Gildas podaje mały fragment tego listu, powtórzyli go późniejsi kronikarze, przede wszyst-kim Beda, w dokładnie takim samym brzmieniu jak u Gildasa:
„ Igitur rursum miserae mittentes epistolas reliquiae ad Agitium Romanae potestatis virum, hoc modo loquentes: ‘Agitio ter consuli gemitus Britannorum’ , et post pauca querentes: ‘repellunt barbari ad mare, repellit mare ad barbaros; inter haec duo genera funerum aut iugulamur aut mergimur’ ; nec pro eis quicquam adiu-torii habent”
( „Więc, z tej przyczyny, pozostała resztka, wysyłając list do Aecjusza, po-tężnego Rzymianina, w ten sposób kieruje słowa: ‘Do Aecjusza, po raz trzeci konsu-la; jęki Brytów’. I znów trochę dalej w ten sposób: ’Barbarzyńcy spychają nas do morza, morze odpycha nas do barbarzyńców; tak czekają nas dwa sposoby śmierci – zostaniemy zamordowani lub utoniemy”)
Ta jakże dramatyczna prośba o pomoc nie przyniosła żadnego efektu. Impe-rium nie było w stanie pomóc swojej odległej prowincji. Poza tym czyż o pomoc nie zwracali się ci, którzy już nie raz okazywali się nielojalni względem władzy central-nej?
Z dzieła Gildasa wynika, że Brytowie znaleźli sposób na powstrzymanie na-jeźdźców. Ale pisze o tym jako o przykładzie służącym do umoralnienia odbiorców swego dzieła; „recesserunt hostes a civibus nec cives a suis sceleribus” („ wróg opu-ścił nasz lud, lecz nasz lud nie porzucił swoich grzechów”) .
Wydaje się, że Brytowie zostali poprowadzeni do walki przez jednego czło-wieka, którego uznali za władcę, a o którym Gildas pisze nie wymieniając jego imie-nia. Nazywa go tylko „superbus tyrannus”. Dopiero późniejsi kronikarze podają jego imię – Vortigern –według tradycji, która cofa się co najmniej do VII wieku . Vorti-gern należał do grona ludzi, których Gildas nazywał „tyranami”, lecz nie był to typ „tyrana- uzurpatora władzy cesarskiej” jak Maximus czy Konstantyn III .
Lecz wydaje się, że początkowo ten nowy polityczny porządek był skuteczny. Gilgas, który musiał mieć kontakt z ludźmi pamiętającymi ten okres, wyraźnie pisze, że był to czas nowych sił w administracyjnym i wojskowym życiu wyspy. Może to dziwić, że stało się to w tym samym czasie gdy przybyła wielka grupa Sasów na wy-spy. Brytowie byli jednak w stanie zredagować list do konsula Aecjusza, choć był on bezowocny. Wspólnie uznali, iż nie są w stanie samodzielnie się obronić i wspólnie wezwali Vortigerna do sprowadzenia na pomoc najemne plemiona germańskie .
Gildas nie pisze o nim przychylnie, ponieważ uznaje go winnym „sprowadzenia” Sasów na wyspę. Za Gildasem powtórzą te oskarżenia inni kronikarze.
„Zaproszenie Sasów” miało być według Gildasa jeszcze jednym desperackim sposobem powstrzymania ustawicznych najazdów. Nie należy jednak zapominać, iż osadnictwo germańskie, w tym także Sasów, istniało na wyspie już dużo wcześniej. Jeszcze raz można powołać się na świadectwa archeologiczne., które wskazują, iż osadnicy pojawili się w południowo-wschodniej Brytanii przed końcem II wieku. Początkowo Germanie przybyli nie jako grabieżcy, lecz jako spokojni osadnicy aprobowani przez Rzymian. Mieszanie się ich z miejscową ludnością brytyjską po-kazują archeologiczne ślady na odkrywanych cmentarzach, gdzie groby ciałopalne pomieszane są ze szkieletowymi pochówkami celtyckimi.
Nie ulega także wątpliwości, że Rzymianie zatrudniali także Sasów jako na-jemników. Osadzanie ich na sporym obszarze Wybrzeża Saksońskiego, na południu i wschodzie wyspy, stanowiło już znaczącą pierwszą falę migracji .
Brytowie, opuszczeni przez legiony, nie potrafili na dłuższą metę odeprzeć najeźdźców z północy i zachodu. Poszli za przykładem rzymskim i tak jak oni zwró-cili się o pomoc do germańskich najemników. Gildas oskarża o to nie tylko Vortigerna, lecz podkreśla, iż uczynił on to w porozumieniu z radą; „ Tum omnes consi-liarii una cum superbo tyranno caecantur, adinvenientes tale praesidium, immo excidium patriae, ut ferocissimi illi nefandi nominis Saxones deo hominibusque invisi, quasi in caulas lupi, in insulam ad retundendas aquilonales gentes intromittentur.
(„Wtedy cała rada wraz największym tyranem [ Vortigern] zostali tak zaśle-pieni, że, jako obronę ich ojczyzny [to oni przypieczętowali jej zgubę], zapraszają między siebie[ jak wilki do zagrody] dzikich i bezbożnych Sasów, lud znienawidzony przez Boga i ludzi, dla powstrzymania ludów z północy”).
Gildas uznaje ten fakt za najtragiczniejszy dla historii wyspy. W bardzo barwny sposób opisuje dalszy przebieg najazdu nie podając jednak żadnych dokładnych dat.
Według niego, początkowo Sasi mieli przybyć na trzech okrętach wojennych i wylądowali na wschodnim wybrzeżu wyspy. Skierowali swoje wysiłki do walki w obronie swoich gospodarzy. Ich pobratymcy z kontynentu, widząc powodzenie pierwszej wyprawy i korzyści jakie ona przyniosła najemnikom, wysyłają jeszcze większą grupę, która pożeglowała na wyspę. Otrzymali oni zaopatrzenie, zapewne też jakiś żołd. Lecz nie trwa to długo, przybysze skarżą się, że ich miesięczne zaopatrzenie nie jest wystarczające, wreszcie grożą, że zerwą układ i splądrują wyspę. Wobec nie dotrzymania przymierza spełniają swoją groźbę:
„ Tum erumpens grex catulorum de cubili leaenae barbarae, tribus, ut lingua eius exprimitur, cyulis, nostra longis navibus, secundis velis, omine auguriisque, quibus vaticinabatur, certo apud eum praesagio, quod ter centum annis patriam, cui proras librabat, insideret, centum vero quinquaginta, hoc est dimidio temporis, sae-pius vastaret, evecus, primum in orientali parte insulae iubente infausto tyranno ter-ribiles infixit ungues quasi pro patria pugnaturus, sed eam certius impugnaturus. Cui supradicta genetrix, comperiens primo agmini fuisse prosperatum, item mittit satelitum canumque prolixiorem catastam, quae ratibus advecta adunatur cum ma-nipularibus spuriis. Inde germen iniquitatis, radix amaritudinis, virulenta plantatio nostris condigna meritis, in nostro cespite, ferocibus palmitibus pampinisque pullulat. Igitur intromissi in insulam barbari, veluti militibus et magna, ut mentieantur, disrimina pro bonis hospitibus subituris, impetrant sibi annonas dari: quae multo tempore impertitae clauserunt, ut dicitur, canis faucem. Item queruntur non affluenter sibi epimenia contribui, occasiones de industria colorantes, et ni profusior eis munificentia cumularetur, testantur se cuncta insulae rupto foedere depopulaturos. Nec mora minas effectibus prosequuntur. .
(„Ogromna liczba tych wilków [Sasów] przybyła z legowiska tych barba-rzyńskich lwic, w trzech cyuls, jak oni je nazywają w swoim języku, to jest na trzech okrętach wojennych, z żaglami unoszonymi wiatrem, i z wróżbami przyjaznymi; zostało to przepowiedziane przez pewnego wróżbitę między nimi, że powinni zająć kraj do którego żeglowali przez trzysta lat, i pół tego czasu, sto pięćdziesiąt lat, po-winni plądrować i grabić. Początkowo wylądowali we wschodniej części wyspy, dzięki zaproszeniu nieszczęśliwego tyrana, tam skierowali swoje ostre pazury najwi-doczniej, aby walczyć dla dobra wyspy, ale biada! prawdziwie bardziej przeciw niej. Ich ojczyzna widząc ich pierwszą wyprawę tak udaną, wysyła większą grupę jej wil-czych latorośli, którzy żeglując dołączają do swoich towarzyszy. Od tego czasu za-rodek niegodziwości i korzeń niezgody wniósł ich truciznę między nas, jak sobie zasłużyliśmy, i strzelił bujnie w liście i gałęzie. Barbarzyńcy zostali na wyspie, aby, jak fałszywie twierdzili, walczyć z jakimkolwiek niebezpieczeństwem grożącym wyspie i w obronie ich gościnnych gospodarzy. Uzyskują zaopatrzenie, które na jakiś czas było bardzo obfite i powstrzymało ich psie gęby. Lecz oni narzekają, że ich miesięczne zaopatrzenie nie jest wystarczająco obfite i wykorzystują każdą okazję do kłótni, mówią, że jeśli nie będzie im okazane więcej wolności, zerwą układ i splądrują całą wyspę. W krótkim czasie wcielają swoje groźby w czyn.”)
Taki krótki opis samego przybycia Sasów daje Gildas. Nie ma w tym opisie ani dokładnych dat, ani nawet w miarę dokładnej charakterystyki przybyszów. Do-kładniejsze informacje, w uzupełnieniu dzieła Gildasa, ale i pisane z rozmysłem jako prace czysto historyczne, przynoszą późniejsze kroniki. Co do daty przybycia Sasów, gdyby opierać się tylko na wiadomościach z dzieła Gildasa, nastąpić by to miało po 446 roku, po trzecim konsulacie Aecjusza .
U Gildasa nie mają znaczenia daty tych wydarzeń, lecz ich skutki dla dal-szych losów wyspy. Dlatego też dalej, pomstując na brak mądrości i dalekowzrocz-ności u rządzących ( pisze o nich „stulti principes” i dalej „ o altissimam sensus caliginem! o desperabilem crudamque mentis habetudinem! – „Cóż za namacalna ciemność musiała objąć ich umysły! Ciemność desperacka i okrutna!” ) opisuje straszliwe spustoszenia jakich dokonali Sasi po buncie przeciw swoim gospodarzom. Ale co najistotniejsze w tym opisie, Sasi nie niszczyli tylko tych terenów na których zostali osiedleni, lecz w łupieżczym rajdzie ruszyli na zachód aż dotarli krańców wyspy, do Morza Irlandzkiego; „Confovebatur namque ultionis iustae praccedentium scelerum causa de mari usque ad mare ignis orientali sacrilegorum manu exa-ggeratus et finitimas quasque civitates agrosque populans non quievit accensus, donec cunctam paene exurens insulae superficiem rubra occidentalem trucique oceanum lingua delamberet”
(„Pożoga, zapoczątkowana nad morzem wschodnim nie została powstrzyma-na w swym biegu, aż zrujnowaniu uległa niemal cała wyspa, a czerwone języki płomieni poczęły oblizywać ocean zachodni”) ( tł. W. Lipoński)
Ich gwałtowny podbój musiał dokonać straszliwych zniszczeń, który musiał długo pozostać w pamięci Brytów. Gildas opisuje przerażające efekty pochodu na-jeźdźców, który na długo zachował się w ich pamięci. Przyniósł on też trwała zmiany na wyspach. Choć początkowo, prawdopodobnie z powodu zbyt szczupłych sił, aby okupować wielkie terytorium, Sasi cofnęli się na mniejszy obszar, później jednak przybywali na wyspy w coraz większych ilościach w celach osiedlania się .
Napór najeźdźców saskich był prawdopodobnie także przyczyną migracji Brytów z wyspy na kontynent. Wygoniły ich z ojczyzny straszliwe cierpienia jakie doznawali od najeźdźców; mordy, głód, niewola. Dlatego też pewna grupa, jak opisuje Gildas , udała się za morze śpiewając, zamiast pieśni żeglarskich, lamenty z psalmów. Choć nie mówi on o celu ich podróży, pewne jest, że udawali się oni do Armoryki (Bretanii). Ale istotne jest, że emigrowała ludność w dużej mierze z za-chodu wyspy, z Kornwalii, Devon i Walii, nie tylko pod naporem saskim, lecz przede wszystkim przez stałe najazdy Szkotów .
Jeszcze raz trzeba podkreślić, że Gildas nie podaje żadnych dat. Dlatego też określenie dokładniejszej chronologii jest możliwe dzięki dziełom późniejszym. Gil-das opisuje skutki jakie dla wyspy przyniosła nierozważna decyzja szukania pomocy u najemników germańskich. Przybliża natomiast bardzo ważny fakt, iż Brytowie potrafili przeciwstawić się najeźdźcom, choć niestety nie przyniosło to trwałego efektu w postaci całkowitego opuszczenia przez nich wyspy. Po tym krwawym rajdzie Sasów, Brytowie potrafili zebrać się wokół wodza imieniem Ambrozjusz Aurelianus, o którym Gildas pisze „ dux” oraz „vir modestus, Romanae gentis” . Po-prowadził on Brytów do zwycięstwa w miejscu do dziś nie zidentyfikowanym, na-zwanym Mons Badonicus . Miałaby się ona rozegrać około roku 500 , lub naj-później w roku 516 .
Spowodowała ona przerwanie zmagań między Brytami i najeźdźcami. Prze-rwa wciąż musiała trwać w momencie gdy Gildas pisał swój traktat, być może ponad czterdzieści lat po owej bitwie; „quique quadragesimusquartus ut novi orditur annus mense iam uno emenso qui et meae nativitatis est” ( „ miało to miejsce czterdzieści cztery lata temu, jak mi wiadomo, i jeden miesiąc upłynął, i jest to także dzień mich urodzin”). Gildas próbuje w ten sposób powiedzieć, że bitwa miała się wydarzyć około czterdzieści cztery lata temu, w roku jego narodzenia, więc ma on czterdzieści cztery lata w momencie pisania traktatu. Lecz nawet ta interpretacja nie daje pewności co dokładnej daty rozegrania się bitwy, ponieważ nie ma pewności, w któ-rym roku Gildas napisał swoje dzieło! Można się posiłkować innymi źródłami, które w ten sposób mogą choć odrobinę przybliżyć nie tylko datę bitwy, ale także datę powstania „De excidio”. Być może było to przed rokiem 547, gdy zmarł król Maglo-cunus z północnej Walii. Wspomina o nim Gildas, a pod tym rokiem umieszczają jego śmierć „Annales Cambriae” z IX wieku. To mogłoby wskazywać, że bitwa odbyła się w roku 503, lecz na nieszczęście te same roczniki podają datę tej bitwy, i według nich jest to pod rokiem 516. Pojawia się tutaj sprzeczność dwóch źródeł, i gdyby opierać się na interpretacji Gildasa, jedna z tych dat w „Annales” musi być błędna. „Annales Cambriae” podają także datę śmierci Gildasa w roku 570. Jeśli urodził się on w roku bitwy pod Mons Badonicus, można być więc pewnym, że wydarzyła się ona nie wcześniej niż dziesięć- piętnaście lat przed rokiem 503.
Gildas twierdzi, że zwycięstwa nad przybyszami dały Brytom pokój na więcej niż jedno pokolenie. Być może powstrzymały one najeźdźców, lecz nie uchroniły przed podbojem i ostatecznym osadnictwem. Niestety w wielu miejscach skąpość wiadomości historycznych jakie niesie dzieło Gildasa sprawia ogromne trudności w jego interpretacji .
Te trudności pogłębia największa wątpliwość- iż Gildas nie jest autorem „De excidio et conquestu Britanniae” . Autentyczność pisarstwa przypisywanego Gilda-sowi, podobnie jak na przykład świętemu Patrykowi, czasem jest poddawana w wąt-pliwość. Być może dokumenty im przypisywane nie wyszły spod ich ręki. Można podejrzewać, że pewne dzieła z tego okresu były „podpisywane” dobrze i ogólnie znanymi imionami. Szczególnie jeśli ich treść dotyczyła wydarzeń bardzo świeżych, jeśli tradycja w nich przedstawiana wciąż była żywa, a motywy dotyczyły biografii lub były polemikami. Lecz nie znaczy to, że należy je zupełnie zdyskwalifikować. Wciąż mogą mieć dużą wartość, jeśli są szczerymi próbami odtworzenia wydarzeń .
Dzięki „De excidio et conquestu Britanniae” Gildasa można poznać sytuację w regionie, którym on najlepiej znał, w czasach w których on żył. Wyraźnie też pokazuje kultywowane elementy rzymskiej cywilizacji wśród Brytów, którzy przetrwa-li, i jednocześnie ich wciąż istniejącą mentalność celtycką. Jedynie można mieć żal, że nie skupił się bardziej na postępach anglosaskiego osadnictwa na wyspach. Wciąż pamiętając o celu jego pracy, należy się cieszyć, że zachowały się w im informacje z pierwszej ręki .
Ruch kluniacki
Ruch kluniacki znacznie zasłużył się w zwalczaniu zemsty rodowo‑prywatnej, przeradzającej się w permanentną wojnę. Na przełomie X i XI w. obmyślił trafny środek: pokój Boży, treuga Dei.[1] W XI w. ruch kluniacki odniósł na tym odcinku wielki sukces. Propaganda przeciwko zemście prywatnej (de facto przeciwko wojnom pomiędzy feudałami) zdobywała sobie coraz więcej zwolenników. W roku 1041 została wprowadzona treuga Dei w całej Francji. Był to pierwszy praktyczny przejaw supremacji siły duchowej nad fizyczną, przykład dobrodziejstw jakie płyną z przewodnictwa Kościoła.[2] Oczywiście potrzeba było wieków, aby treuga Dei krok po kroku ograniczała rozmiary zemsty indywidualnej.[3] Wpierw książę sprawował sądy tylko na żądanie stron, a wyręczający się sądem książęcym mógł narazić siebie i swój ród na hańbę. Długo atoli sądy książęce służyły głównie kobietom, gdy im zabrakło męskiego mściciela. Ale zjawisko to rozszerzało się sukcesywnie, często pod naciskiem kar kościelnych. W Polsce kary pieniężne za zabójstwo wprowadzili już pierwsi Piastowie, ale krwawe waśnie rodowe ciągną się jeszcze w XIV w. W Niemczech dopiero w XV w. ogłoszono Landfrieden zawierający w sobie zakaz wykonywania zemsty i przymus przekazywania krwawych sporów władzy państwowej.[4]
—
[1] Por. CB, s. 222.
[2] Por. tamże, s. 232.
[3] Początkowo wprowadzono zakaz (na obszarach południowej Francji) prowadzenia wojen w niedziele. Następnie rozszerzono go jeszcze na środy i piątki. Szczególny wpływ na rozwój tej instytucji miał św. Odylon, opat z Cluny, który głosił zaprzestanie starć wojennych od środy wieczora do poniedziałku rano każdego tygodnia. Pod koniec XI w. obowiązywał pokój Boży od początku adwentu do oktawy Trzech Króli i od siedemdziesiątnicy do oktawy Zielonych świątek. J. Umiński, dz. cyt., t. 1, s. 352.
[4] Por. KJPWN, s. 12.
Dążenie do zniesienia niewolnictwa
Dążenie do zniesienia niewolnictwa. Inaczej rzecz przedstawia się z niewolnictwem. Misjonarze nie znosili tej instytucji od razu, natychmiastowo. Tolerowano ją, stopniowo ograniczając. Ta powolność pochodziła (m. in.) z troski o dobro niewolników. Np. radykalne zniesienie niewolnictwa, dokonane z dnia na dzień przez Młodoturków pozostało tylko „na papierze”, bo „wyzwoleni” niewolnicy nie byli sami w stanie zapewnić sobie utrzymania poza rodzinami, które zapewniały im utrzymanie od pokoleń.[1]
Początku tego dążenia Koneczny dopatruje się w nauce św. Pawła Kto nie chce pracować, niech też nie je! (2 Tes 3, 10). Starożytność pogardzała pracą fizyczną, jako niegodną człowieka wolnego. Stwierdzenie Pawłowe niesie w sobie moralny przymus pracy. Wzbogaca etykę nowym postulatem. Kto nie może zadośćuczynić temu wymaganiu pracą umysłową, dopełnia go fizyczną. Jeżeli taka praca weszła do obszaru etycznego stając się czynnością etyczną, sama stała się godziwa i godna szacunku. Może zatem oddawać się już jej również człowiek wolny. Praca przestała więc hańbić. Zastanawia się dalej Koneczny nad wpływem rehabilitacji pracy na rozwój techniki. Świat klasyczny ugrzązł na stosunkowo niskim poziomie rozwoju techniki, pomimo tego, że nie brakło w nim odkryć i wynalazków.[2] Przyczynę tego upatrywał on w pogardzie względem pracy fizycznej. Wydawało mu się, że to właśnie św. Paweł jest ojcem wynalazczości, bo nie byłoby epoki wynalazków, gdyby nie szacunek dla pracownika fizycznego.[3] Niewolnicy w olbrzymiej większości bywali robotnikami fizycznymi, podczas gdy wolni zajmowali się pracami umysłowymi. Na tym tle dokonał się olbrzymi rozwój rzemiosła i techniki.[4]
Zniesienie podziału wobec Boga na wolnych i niewolników (por. Ga 3, 28; 1 Kor 12, 13) wraz z nakazem, by panowie dobrze obchodzili się z niewolnikami (por. List do Filemona), było istną rewolucją. Rozprzestrzenianie się takich poglądów i postaw wiodło ku zniszczeniu serca ustroju niewolniczego. Dało się zaobserwować zjawisko wyzwalania przez bogatych chrześcijan należących do nich niewolników. J. Umiński podaje (oczywiści liczby wyzwolonych zostały przez starożytnych zawyżone), że za czasów Trajana chrześcijanin Hermes wyzwolił na Wielkanoc 1250 swych niewolników, a około roku 300 Chromancjusz (nawrócony przez św. Sebastiana) uwolnił ich 1400.[5] Działo się to jeszcze przed Edyktem Konstantyna.
Fakt, że nie domagano się natychmiastowego zniesienia niewolnictwa, wynika zapewne z wielu powodów. Dzięki jednak tej ostrożności i stopniowości we wprowadzaniu tych postulatów udało się uniknąć zachwiania podstaw życia społecznego, jak w Turcji, czy wojny lub rewolucji, jak w USA czy Brazylii w wieku XIX.
—
[1] Por. OWC, s. 270.
[2] Np. „bania Herona” będąca prototypem maszyny parowej.
[3] Por. tamże.
[4] Por. KJPWN, s. 15.
[5] Por. J. Umiński, Historia Kościoła, Opole 1959, t. 1, s. 123-124.