Trzeci generalny inkwizytor Ximenes Cisneros

Zaraz po przybyciu regenta do Hiszpanii, mia­nowany został generalnym inkwizytorem królestwa Kastylii D. Franciszek Ximenes de Cisneros arcy­biskup Toleda, a towarzyszem jego został D. Juan Enguera, biskup z Vic’u, którego postawiono na czele inkwizytorów Arragonu.

Cisneros zaczął urzędować w chwili, kiedy już rozpowszechnił się prawie spisek przeciw świętemu oficjum, z powodu wypadków w Kordubie. W sze­regach osób, które odznaczały się nienawiścią ku inkwizycji, widziano nie tylko możnych panów, lecz nadto biskupów i członków kastylijskiej rady.

Taki stan nienawiści dla świętego oficjum, dał uczuć generalnemu inkwizytorowi Cisnerosowi potrzebę postępowania z jak największą roztropnością, aby nie dopuścić powszechnego zwołania kortezów, któ­rego Hiszpani już zażądali.

Cisneros miał zdolność i wiadomości, był nawet prawym, dopóki nie został inkwizytorem. Zrodzo­ny do wielkich przedsięwzięć, obdarzony był od natury tego rodzaju ambicją, bez której wielcy lu­dzie pozostaliby nieznanymi na świecie, i dla tej też ambicji przyjął urząd, stawiający go na czele instytucji, której nie sprzyjał; od tej chwili musiał ją podtrzymywać i bronić. Cisneros więcej nawet uczynił, bo sprzeciwił się wszelkim nowościom pro­jektowanym w procedurze świętego oficjum, cho­ciaż to co się niedawno działo w Kordobie, nauczy­ło go, jak ważne pociągał za sobą niewłaściwości zgubny sekret inkwizycji i nadużycia, jakich się do­puszczano w ciemnościach prowincjonalnych try­bunałów.

Niemniej Cisneros prosił i wyjednał u króla po­zwolenie utworzenia junty, złożonej z dwudziestu dwóch osób, najbardziej odznaczających się w kró­lestwie, dla ukończenia spraw wytoczonych miesz­kańcom Kordoby przez inkwizytora Lucerę. Ta junta przybrała nazwę katolickiej kongregacji i pierwsze posiedzenie odbyło się w Burgosie w r. 1508. Po kilkumiesięcznej pracy zawyrokowała, że świadkowie, słuchani przez Lucerę w sprawie Koduby, nie są godni żadnego zaufania, ponieważ oświad­czenia ich były z sobą sprzeczne i sprawiedliwie po­dejrzane o złą wiarę, z powodu niepodobieństwa do prawdy i niedorzeczności. W skutek tego uwol­niono obwinionych, którzy się jeszcze znajdowali w więzieniach, zalecono przywrócić cześć tak im jako i pamięci zmarłych, i postanowiono odbudować kosztem skarbu zburzone ich domy. Ten akt spóź­nionej sprawiedliwości, który może nakazała roz­tropność, uroczyście ogłoszono w Vallallolidzie wśród oklasków ludu, mniemającego, że już skru­szył jarzmo inkwizycji, która mu tylko dała zwod­niczą przerwę.

Wypadki w Kordobie zmusiły także generalne­go inkwizytora do jak najstaranniejszego zbadania postępowania inkwizytorów i innych urzędników świętego oficjum, ponieważ ci dopuszczali się skandalicznych stosunków z uwięzionymi kobietami. Gdy zaś to nie pierwszy raz się zdarzało, więc Cisneros za zdaniem Rady Najwyższej postanowił, iż winni takiej zbrodni skazywani będą na śmierć. Nie zbywało później na sposobności zastosowania tego prawa, jednak pozostawało bez skutku.

Podział Hiszpanii na królestwa Kastylii i Aragonii, dokonany po śmierci Filipa I, podał gene­ralnemu inkwizytorowi myśl zmiany prowincjonal­nych obrębów, jednego tylko trybunału w każdej prowincji, kiedy dotąd istniał w każdej diecezji. Lecz przez kompensatę, Cisneros wysłał in­kwizytorów do wysp Kanaryjskich, dla zaprowadze­nia tam świętego oficjum. W kilka lat później usta­nowiono inkwizycję w Cuenzy.

Cisneros   przedsiębrał   niewątpliwie środki zmniejszenia działalności świętego oficjum; usunął wielu agentów, którzy nadużywali swojej władzy; ale upornym sprzeciwianiem się zaprowadzeniu re­form przez lud wymaganych sprawił, że złe trwało ciągle, a liczba ofiar podczas jego dyktatury powiększyła się jeszcze bardziej, niż za jego poprzed­nika; to też inkwizycja w Arragonie wytrzymywać musiała jak najgwałtowniejsze napaści, dopóki kró­lestwo to odłączone było od Kastylii. Ferdynand ujrzał się zmuszonym zwołać kortezy w r. 1510, dla wysłuchania ich przedstawień co do świętego oficjum.   Deputowani głośno użalali się na nad­użycia inkwizytorów, nie tylko w przedmiotach do­tyczących wiary, lecz iw innych punktach obcych dogmatom, jak lichwiarstwo, bluźnierstwo, sodomia, wielożeństwo, czarnoksięstwo i inne wykroczenia* nie wchodzące w ich koinpetencję. Kortezy zawia­domiły także króla, że inkwizytorowie wtrącili się również do regulowania kontrybucji i pomnażania liczby przywilejów udzielanych im i ich familiarom, tak, że ogół podatków w uderzający sposób okazał się zmniejszony przez redukcje robione na listach kontrybentów, co zarazem w nieznośny sposób ob­ciążało tych, którzy płacić musieli za drugich. Na koniec kortezy użalały się na śmiałość i zuchwalstwo inkwizytorów, którzy ustanawiali siebie sędziami w kwestiach wątpliwych, i uciskali %władze ilekroć takowe odmówić chciały kompetencji świętemu oficjum.  Nadużycie klątw rzucanych na ludzi opie­rających się wdzieraniu inkwizycji, pomieściło się także w liczbie zażaleń, jakie kortezy przedstawiły królowi, którego prosiły jedynie o utrzymanie miej­scowych zwyczajów i wykonywanie praw i statutów królestwa Arragonu, które on sam szanować za­przysiągł.   W reklamacjach swoich kortezy doda­wały: że jawność procedury świętego oficjum, wy­magana przez ustawy i zwyczaje królestwa, mogła­by zapobiec wielu nieszczęściom i upadkowi mnóstwa rodzin.

Z tego kroku kortezów król poznał usposobienie umysłów; lecz odmówił kategorycznej odpowiedzi, a poprzestał na wezwaniu deputowanych, aby na

przyszłemu zgromadzeniu, które miało nastąpić za dwa lata, przedstawili mu wszelkie fakty mogące posłużyć do poparcia ich żądania, iżby mógł wydać decyzję opartą na znajomości rzeczy.  Jakoż is­totnie na następnym zgromadzeniu kortezów arra­gońskich w r. 1512, król nie mógł odmówić przyję­cia projektowanych mu środków, stanowiących nie­jako traktat między monarchą a narodem. Posta­nowienia te zawierały dwadzieścia pięć artykułów, które prawie wszystkie ścieśniały jurysdykcję in­kwizytorów^ i zmniejszały liczbę przywilejów, ja­kich tyle nadużywali; ale nie obmyślano żadnej uchwały co do jawności inkwizytorialnego postępo­wania, w systemie konfiskacji nic prawie nie zmieniono.

Tymczasem chociaż w zasadzie król nie udzielił wszystkiego, czego się kortezy spodziewa­ły, pożałował wkrótce, że traktat ten podpisał; a wsparty intrygami inkwizytorów, żądał i wyjednał u papieża zwolnienie od złożonej kortezom przysię­gi i zwrócił trybunałom świętego oficjum wszelkie prawa, których poprzednio używały.   Takie postę­powanie króla, przeraziło cały kraj; lud powstał wszędzie, a Ferdynand z obawy powszechnego bun­tu, musiał odrzec się uzyskanego breve i skłonić papieża do zatwierdzenia rozporządzeń kortezów. Monarcha ten byłby uniknął tak zawstydzającego cofnięcia się, a lud nie byłby wymagał od niego żadnych usprawiedliwień, gdyby nie był żartował ze swojego słowa i przysięgi.

Gdy kortezy Arragonu walczyły z inkwizycja i królem, tymczasem nowi chrześcijanie kastylijscy ofiarowali Ferdynandowi sto tysięcy dukatów zło­tem na koszty wojny, jaką zamierzał wypowiedzieć siostrzeńcowi swojemu królowi Nawarry, pod wa­runkiem, że nowe prawo państwowe ustanowi jaw­ność wszelkich spraw inkwizycji. Ferdynand miał przyjąć, wtem Cisneros uwiadomiony o propozycji nowych chrześcijan, oddał mu do rozporządzenia znaczną summę, byle tylko zaniechał projektu re­formy. Król wolał pieniądze generalnego inkwizy­tora i zostawił rzeczy w dawnym stanie. Nieco później, gdy Karol austriacki, wnuk Ferdynanda, tyle potem sławny pod imieniem Karola piątego, był we Flandryi i zamierzał udać się do Hiszpanii, nowi chrześcijanie znowu pod tym warunkiem ofia­rowali mu osiem tysięcy talarów złotem na koszty jego podroży. Wszystkie uniwersytety i wszyscy światli ludzie w Hiszpanii, we Flandrii, których ra­dzono się co do tej propozycji, jednogłośnie oświad­czali, że objawienie nazwisk i całych zeznań świad­ków podczas procedury, było zgodne z prawem na­tury, z prawem boskim i ludzkim; ale generalny inkwizytor Cisneros czym prędzej wysłał delegatów do króla, i tak zręcznie rzecz przeprowadził, że Ka­rol zostawił cały interes do decyzji po swoim przy­byciu do Hiszpanii.

A tak kardynał generalny inkwizytor Ximenes de Cisneros, jeden z najżarliwszych zwolenników reform inkwizycji dopóki był tylko arcybisku­pem, został najuporczywszym obrońcą ważnych nadużyć popełnianych przez inkwizytorów, skoro tylko stanął na ich czele, i po dwakroć sprawił, że sposób postępowania świętego oficjum nie uległ prawie żadnej ze zmian, o które naród hiszpański, od czasu ustanowienia nowoczesnej inkwizycji, tak głośno się dopominał.

Przez jedenaście lat inkwizytorialnego zarządu Ximenesa Cisnerosa, oficjum święte spaliło osobiście 3,564 indywidua oboje płci, a 1,232 w wyobraże­niach; 48,059 nieszczęśliwych jednocześnie skazano na uwięzienie, na galery i inne kary, zawsze z kon­fiskatą majątków. Z tego wynika, że liczba ska­zanych, wciągu jednego roku, zwykle wynosiła 4,805 osób, co niezaprzeczenie dowodzi, iż Cisneros, mi­mo pierwotnie dobrego usposobienia, w porównaniu wyprawił daleko więcej aulo-da-fe, aniżeli jego poprzednik Deza. Cisneros umarł 8 listopada 1517 r. na początku panowania Karola V. Ze względów politycznych na kilka miesięcy przed śmiercią, zażądał na towarzy­sza kardynała Adriana de Florencio który był czwartym inkwizytorem Hiszpanii i pełnił te obo­wiązki do chwili swego wstąpienia na tron papieski

Oceń tę pracę

Od XXII-go do XXXVII-go inkwizytora generalnego. — Panowanie Karola II i Filipa V

Kiedy Filip IV umarł, następca jego na tron hisz­pański miał dopiero lat cztery, zatem matka jego Mary a-Anna Austryacka została regentką pań­stwa.

Monarchini ta mianowała dwudziestym trzecim generalnym inkwizytorem don Pascala aragońskiego, kardynała arcybiskupa Toleda: lecz urzędował on bardzo krótko, bo królowa zażądała, aby się po­dał do uwolnienia i ustąpił miejsca jezuicie niemcowi Janowi Erardowi de Nitardo, jej spowiednikowi.

Ten dwudziesty czwarty inkwizytor generalny zaczął pełnić swoje obowiązki w końcu r. 1666, lecz znowu z rozkazu królowej matki zrzekł się swojego znakomitego urzędu po upływie lat trzech: Nitardo był śmiertelnym wrogiem don Juana Austryackiego, naturalnego syna Filipa IV, a brata Karo­la II; nie mogąc zemścić się na nim otwarcie, ka­zał świętemu oficjum wytoczyć bratu swojego króla proces potajemny, w którym zamierzał ogło­sić go za podejrzanego o herezję; lecz gdy wypadki polityczne zniewoliły królową do żądania, aby się usunął z urzędu, Nitardo ubolewał mocno, że musi proces przerwać i patrzeć jak następca jego zawie­sił wszelkie kroki przeciw don Juanowi Austriackiemu przedsięwzięte.

Liczą podczas zarządu Nitardy 768 skazanych, z których 144 spalono osobiście, a 48 w wyobrażeniach. A tak liczba ofiar inkwizycji zaczynała zmniejszać się o trzecią część, w porównaniu do da­wniejszej, za jego poprzedników istniejącej.

Dwudziestym piątym generalnym inkwizytorem Hiszpanii został don Diego Sarmiento de Valladaris, arcybiskup i gubernator rady kastylskiej, któ­rego długi zarząd przedstawia jedynie jako godniejszy uwagi wypadek, wielkie auto-da-fe wyprawione w Madrycie w r. 1680, podczas zaślubin Karola H z Marią Ludwiką de Burbon, córką księcia Orleań­skiego, a siostrzenicą Ludwika XIV. Gust narodu tak był wówczas zepsuty, a okrucieństwa tak roz­powszechnione, że inkwizytorowie sądzili, iż pochle­bią nowej królowej, oddając jej cześć godną jej, przez dodanie do zabaw weselnych widowiska wiel­kiego auto-da-fe, złożonego ze 118 ofiar, które po większej części zginąć miały w płomieniach. Sar­miento umarł w r. 1695, po dwudziestosześcio letnim sprawowaniu urzędu. W tym periodzie historii inkwizycji znowu żywcem spalono 1,248 nieszczęśliwych, 416 w wyobrażeniach, a 4,992 ska­zano na różne kary. W ogóle 6,656 ofiar.

Jan Tomasz de Rocaberti, generał dominikanów i arcybiskup Walencji, nastąpił po Sarmiencie, i był dwudziestym szóstym generalnym inkwizyto­rem Hiszpanii.

Za jego rządów Karol H zwołał wielką juntę dla uśmierzenia zwad między inkwizytorami a sę­dziami królewskimi. Zwady te tak się zagęściły i doprowadziły do takich nieprzyzwoitości, iż zakłó­ciły spokój nieść ludów i zatamowały wymiar spra­wiedliwości. Wielka junta ułożyła memoriał, który mógłby był rzeczy należycie uporządkować, od cze­go inkwizytorowie tak często zbaczali; ale wszelkie pożyteczne środki wskazywane w tym memoriale pozostały bez skutku, bo generalny inkwizytor Ro­caberti zdołał zmienić dobre usposobienie króla. W tej okoliczności użyli wszelkich jakie wyobrazić sobie można intryg, tak Rocaberti jak i spowiednik króla Froilan Diaz, aby zniszczyć dzieło wielkiej junty, przynoszące rzeczywisty zaszczyt uczonym i prawnikom, którzy się do niego przyłożyli.

Niech nam tu wolno będzie zauważyć, że we wszystkich czasach i pod rządami najbardziej des­potycznych królów wspólnie z inkwizytorami ilekroć odbywały się wolne zgromadzenia narodowe, z łona najwięcej zezwierzęcianych i zabobonnych ludów, wchodzili mężowie, którzy uwolnieni z pęt, jakimi krępowano ich rozum i naturalną filozofię, wznosili się natychmiast nad swój wiek, śmiałą ręką odchy­lali zasłonę pokrywającą błędy i przesądy, do zdzi­wionych królów i narodów przemawiali językiem rozsądku i odwiecznej prawdy. Narady wielkiej junty pełne były zasad tak filozoficznych, że w dzie­więtnastym wieku nie można by ich głosić, bez nara­żenia się na nazwę przewrotnego. Kocaberti, który przez pięć lat swojego inkwizytorskiego zarządu używał wszelkich intryg, aby nie dopuścić skutków postanowień wielkiej junty, umarł 1699 r. skazaw­szy 1,280 osób, z których 240 spalono żywych, a 80 w wyobrażeniach.

Don Alfons Fernandez de Cordova y Auguilar zaraz po nim nastąpił, lecz ten dwudziesty siódmy generalny inkwizytor hiszpański umarł przed obję­ciem urzędowania, a nastąpił po nim donBaltazar de Mendoza y Sandoval, biskup Segowii 30 paździer­nika 1699 r.

Ten dwudziesty ósmy inkwizytor generalny za­ledwie zaczął urzędować, w kilka miesięcy potem umarł Karol II, po blisko trzydziesto-pięcioletnim panowaniu. Rządy jego równie słabe jak zdrowie, dalekie były od powstrzymania zuchwałości i nadużyć nieustannie przez inkwizytorów popełnianych tak w Hiszpanii jak i w Ameryce.

Najsławniejszą sprawą wytoczoną przez inkwizycję za panowania Karola II, był proces przeciw jego własnemu spowiednikowi don Froilanowi Diazowi. Rozbiór jego znajdziemy w końcu tej książki; lecz wypada koniecznie odnieść się do epoki, w której się zdarzył, aby uwierzyć szkaradzie, jakiej jest pełen. A jednak takimi to zajmując się niedo­rzecznościami, inkwizycja od wieków napełniała swoje więzienia i podsycała stosy.

Za panowania Karola II skazano 8704 ofiar, z tych spalono żywych 1,632 a 594 w wyobrażeniach Większą część uwięziono lub skazano na galery i skonfiskowano im majątki.

Ponieważ Karol H nie pozostawił potomstwa, korona hiszpańska 1 listopada 1700 r. przeszła na głowę jego synowca Filipa de Bourbon, wnuka jego siostry Maryi Teresy i Ludwika XIV króla Francji.

Dwudziesty ósmy inkwizytor Mendoza sprawo­wał swój urząd, gdy Filip V wstąpił na tron, a po­jęcia dworu hiszpańskiego były wówczas tak skrzy­wione, iż sądzono, że sprawi się królowi przyjem­ność, wyprawiając na jego cześć uroczyste auto~da~ fe. Filip nie chciał naśladować przykładu swoich czterech poprzedników, którzy się zniesławili swoim fanatyzmem: odmówił obecności swojej na tak bar­barzyńskim obrzędzie. Tymczasem tenże sam król, na wstępie panowania taki filantrop, nie zaprzestał protegować inkwizycji i pozostał wiernym maksymie, którą jego przodek Ludwik XIV weń wszczepił. Ten to monarcha francuski doradził nowemu królowi Hiszpanii popierać inkwizycję, jako środek jedyny do utrzymania spokojności w królestwie. Politycz­ne względy nadały nową ważność świętemu oficjum: chodziło o złożenie przez Hiszpanów przy­sięgi na wierność Filipowi Burbonowi. Stronnicy domu austriackiego mniemali, że ta przysięga nie obowiązywała, a niektórzy kaznodzieje głosili na­wet, iż wolno jest buntować się przeciw temu cudzo­ziemskiemu księciu.

Inkwizycja wdała się w tę sprawę: ogłosiła akt obowiązujący wszystkich Hiszpanów pod karą śmier­telnego grzechu i zastrzeżonej ekskomuniki do denuncjowania osób, utrzymujących, iż wolno jest gwałcić przysięgę wykonaną królowi Filipowi, a spo­wiednikom zalecono przekonywać się, czy ich peni­tenci zastosowują się do danych sobie przepisów, i nie dawać im rozgrzeszenia, aż będą posłuszni. Z rozporządzenia tego wynikło mnóstwo procesów o krzywoprzysięstwo wytoczonych przez święte oficjum ; ale nie śmiano dalej rzeczy posuwać, mia­nowicie w Aragonie, gdzie wszyscy mieszkańcy oświadczyli się przeciw temu nowemu środkowi.

Generalny inkwizytor Mendoza tak dalece nad­używał swojej władzy, iż Rada Najwyższa uzna­ła za potrzebę odmówić sankcji niektórym je­go aktom.  Rozgniewany Mendoza kazał areszto­wać i okuć w kajdany trzech radców szczególnie oponujących, i powziął śmiały zamiar odjęcia radzie inkwizycyjnej prawa wdawania się w sprawy ulega­jące jego rozstrzygnieniu, a radcom możności sta­nowczego głosowania. Ten zamach inkwiytorialny despotyzmu skłonił Filipa V do gwałtownego prze­ciw Mendozie wystąpienia; zmusił on inkwizytora do złożenia urzędu i do wyjazdu z Madrytu. Rada inkwizycji odzyskała na nowo swoje prawa. Papież, którego nuncjusz w Hiszpanii był po stronie Men-dozy, żalił się królowi na takie obejście z jego de­legatem tak wysokiego znaczenia i przesłał do nie­go reklamację spisane w duchu ultramontańskim najniezgodniejszym z prawami monarchizmu, ale Filip nieugięcie obstał przy swoim postanowieniu i mianował biskupa Cuency Vidala Marina na miejs­ce Mendozy.

Papież potwierdził tego nowego naczelnika inkwizycji, w dniu 24 marca 1705 roku. Ten dwu­dziesty dziewiąty inkwizytor umarł w roku 1709 po czteroletnim sprawowaniu urzędu. Zarząd jego tern tylko się odznacza, że ustanowił siedemnasty trybunał świętego oficjum, zwany inkwizycja dworu. Od czasów panowania Filipa IV istniał w Mad,rycie jeden inkwizytor i jeden trybunał, ale zależał od toledańskiego. Vidal Marin dokonał roz­działu, aby ulżyć w pracy inkwizytorom toledańskim, zawsze przeciążonym sprawami, bo liczba osób podsądnych w owej epoce była jeszcze większa niż za Mendozy, z powodu nieporozumień miedzy dworami rzymskim i wiedeńskim, tudzież madryc­kim. Polityczne opinie stanowiły wtedy wykrocze­nia, którymi inkwizycja zawładnąć umiała.

Don Antoni Ibaguez de la Ptiva-Herrera arcy­biskup Saragossy, został trzydziestym inkwizyto­rem generalnym. Papież zatwierdził jego nominację w kwietniu 1709 roku, sprawował swój urząd do miesiąca września 1710 roku, w którym umarł.

Kardynał włoski, don Franciszek Judice, zastą­pił Ibagueza. Urzędowanie tego trzydziestego pierwszego generalnego inkwizytora trwało lat sześć, w ciągu których święte oficjum tylko co nie zostało zniesione.

Prokuratora królewskiego Makanaza, który od­ważnie bronił praw korony przeciwnym nieznośnym pretensjom rzymskiego dworu, inkwizycja osądziła i skazała za dzieło, które napisał z rozkazu króla, a ocalenie swoje winien był jedynie ucieczce. Filip użalał się na to przed radą inkwizycyjną, która śmiała znieważać jego powagę. Król zgorszony taką zniewagą i postępowaniem inkwizytorów, znalazł stanowcze powody do zniesienia świętego oficjum; dekret mający je zniszczyć, przygotowano w ro­ku 1715, i byłby zadany śmiertelny cios temu krwa­wemu trybunałowi, gdyby nie intrygi królowej, jej spowiednika jezuity Danbeutona i kardynała Albe-roni, przyjaciela inkwizytora Judicego.  Intrygi te zmieniły stan rzeczy, tak że postępowanie Macanaza, pełne gorliwości i wierności przedstawiono jako zbrodnicze. Filip znowu postępował według zasady Ludwika XIV, a nowym rozporządzeniem odroczo­no postanowienia pierwszego. Macanaz zaś był ofia­rą słabości rządu hiszpańskiego, dopóki po śmierci Filipa V nie powołał go do powrotu Ferdynand VI.

Kardynał Judice nieobecny w tym królestwie, podziękował za urzędowanie w roku 1716 po sze­ścioletnim pobycie na czele inkwizycji.

Rezultat skazań w ciągu jego zarządu był pra­wie taki sam jak za jego poprzedników, pod pano­waniem Filipa V.

Don Józef de Molines, audytor roty w Rzymie, wezwany został w roku 1717 przez Filipa do zastą­pienia kardynała Judicego, lecz ten trzydziesty drugi inkwizytor generalny, wzięty przez Austriaków jako jeniec wojenny, umarł zatrzymany w Mediolanie; a tak inkwizycją hiszpańska pozostawała bez naczelnika aż do roku 1720, w którym Filip mianował trzydziestym trzecim inkwizytorem ge­neralnym radcę rady najwyższej don Jana d’Arzaniendi, który także wkrótce umarł.

Jego następcą został don Diego de Astorga y Céspedes, biskup Barcelony i trzydziesty czwarty hiszpański inkwizytor generalny, który tego samego roku zrzekł się urzędu dla zajęcia arcybiskupstwa w Toledzie.

Don Jan de Camargo biskup Pampeluny, zastą­pił don Diega, dnia 18 lipca 1720 roku. Ten trzydziesty piąty naczelnik inkwizycji urzędował do­syć długo, za jego czasów wolnomularstwo rozkrzewiło się w większej części Europy, a nawet w Ameryce.

Stowarzyszenie to przenikło do Francji w ro­ku 1723, a w osiem lat później do Holandii, Rossy i, Niemiec i Włoch, a w r. 1733 liczono już i w Ame­ryce północnej kilkanaście lóż masońskich. Izba policyjna Chatelet w Paryżu najpierwsza w Euro­pie wystąpiła ze środkiem surowości przeciw wol­nym mularzom, dnia 14 września 1732 roku, za­broniła im zgromadzać się i skazała niejakiego pana Chapelotfa na zapłacenie tysiąca liwrów za do­zwolenie zbierania się Massonów w swojem miesz­kaniu w la Rappee; dom jego zamknięto na pół ro-roku. Ludwik XIV niezmiernie groził wolnym mu­larzom, lecz bez skutku; bo za jego panowania dwóch książąt krwi nie wahało się przyjąć stopnia wielkiego mistrza.

W roku 1737 rząd holenderski przez nadmiar ostrożności zabronił wolnomularskich zebrań, ale środek ten wkrótce odwołany, a wolnomularstwo odtąd w Holandii protegowano.

Elektor Palatynatu reńskiego jednocześnie za­bronił tych zgromadzeń w swoich posiadłościach; w tym wielkiego oporu, zaczem poszły mnogie aresztowania.

Książe toskański wydał także dekret proskryp­cyjny przeciwko lożom, a papież Klemens XII po zabronieniu pod karą śmierci zgromadzeń masońskich w Rzymie, ustanowił we Florencji inkwizytora do ścigania wolnych mularzy. Gdy Franciszek lotaryński został wielkim księciem tego kraju, wygnał inkwizytora, wypuścił na wolność aresztowane przez niego osoby i ogłosił się protektorem masońskich instytucji.

Dotychczas sama tylko inkwizycja rzymska zaj­mowała się wolnomularstwem i wywołana bullę wy­daną przez Klemensa XII, tudzież gnębiła loże włoskie. Przekonamy się wkrótce, że hiszpańskie święte oficjum na półwyspie uciekło się do takich samych środków i ostro wystąpiło przeciwko wolno­mularstwu.

Za urzędowania generalnego inkwizytora Camargi, sekta Molinosa czyniła w Hiszpanii wielkie postępy i nastręczyła świętemu oficjum sposobność do rozwinięcia swojej działalności. Zanim osiadł w Rzymie, Molinos zebrał w Hiszpanii pewną liczbę uczniów, szerzących tam jego zasady. Pozory du­chowej doskonałości,’ łącznie . z systemem wolnego polotu nieuporządkowanej duszy, uwiodły wiele osób, które by nie dopuściły się nigdy żadnej herezji, gdyby nie urok, jakim Molinos otoczył swoje błędy. Inkwizycja złożyła z urzędu i uwięziła biskupa z Quieda, jako molinosistę. Jan dc Causada, naj-poufhiejszy uczeń Molinosa, zginął na stosie, a in­kwizytorowie w Logronie skazali na dwieście razów chłosty i wieczne więzienie karmelitę Jana de Lougas, najgorliwszego zwolennika tej nauki.

Rozkrzewiła się ona szybko po klasztorach, co dało wiele zajęcia inkwizytorom, a mianowicie w Yalladolidzie i Logronie, bo w zgromadzeniach

zakonnic pomiędzy niemi i ich dyrektorami działy się rzeczy tak gorszące i groźne, iż bez struchle­nia przytoczyć ich nie można. Najwyuzdańsza roz­pusta, gwałtowne pozbywanie się płodu i dziecio­bójstwo tak się tam zagnieździły, że każdy klasztor przedstawiał ich przykłady, a co bardziej zastana­wia, że obrzydliwości te popełniano tam niejako z pozorną dobrą wiarą, którą tylko fanatyzm uspra­wiedliwić może. Ten to fanatyzm dla sekt wpajał w słabe umysły przekonanie, iż wszystko do cze­go upoważniali spowiednicy, można czynić bez występku. I tak widziano w klasztorze Corella, w Nawarze, przełożoną, która miała już kilkoro dzieci z prowincjałem karmelitów bosych, jak sama trzymała swoją siostrzenicę, gdy tenże prowincjał znieważał wstyd tej młodej osoby, iżby czyn ten miał większą zasługę w oczach Boga. Widziano zakonnice i mnichów bezwstydnie towa­rzyszących połogom innych mniszek, których dzieci natychmiast duszono, a czyniono to wszystko wśród postów i tysiąca innych oznak zewnętrznej poboż­ności. Inkwizycja wprawdzie gnębiła zakonnice z tych otchłani zbrodni, lecz z małymi tylko wyjąt­kami, kary im zadawane ograniczały się na rozpro­szeniu ich po różnych klasztorach. Rzecz zadziwia­jąca, że po tylu nieporządkach w tym rodzaju, któ­rych opisów pełno po archiwach, inkwizycją nie odjęła mnichom kierunku źeńskiemi klasztorami.

Generalny inkwizytor Camargo tyle pobłażliwy dla zakonnic i mnichów, umarł dnia 24 maja 1733 r., po trzynastoletniem urzędowaniu.

Filip V powierzył to urzędowanie don Andrze­jowi de Orbe y Larreategui, arcybiskupowi Walencji i gubernatorowi rady kastylijskiej, trzydzieste­mu szóstemu generalnemu inkwizytorowi.

Jego urzędowanie przedstawia jako ważniejszy wypadek, rozdział inkwizycji sycylijskiej od hisz­pańskiej. Sycylia przestała należeć do kastylijskiej korony od roku 1713. Król Karol otrzymał bullę papieską, ustanawiającą dla tej wyspy niezależnego inkwizytora generalnego, a następca jego Ferdy­nand IV zniósł zupełnie ten znienawidzony trybu­nał w r. 1782.

De Orbe umarł w roku 1740, w którym Filip V ogłosił rozkaz królewski przeciw wolnym mularzom, których wielu aresztowano i skazano na galery. Inkwizytorowie korzystali z danego przez monarchę przykładu i równie surowo obeszli się z członkami loży odkrytej w Madrycie.

Opróżnione po śmierci Orbego miejsce dopiero w roku 1742, to jest we dwa lata później, zapełnił

Filip, powierzając takowe arcybiskupowi z Santjaga, don Manuelowi Izydorowi Maurique de Lara.

Mauriąue trzydziesty siódmy generalny inkwizy­tor Hiszpanii, z trudną do uwierzenia zajadłością wystąpił przeciw franciszkanowi Bellaudeinu, au­torowi Cywilnej his toryi Hiszpanii,  w której skreślił wszystkie główne wypadki zaszłe w tern królestwie od wstąpienia na tron Filipa V aż do ro­ku 1733. Król po dwukrotnem przejrzeniu tego dzieła, dozwolił je drukować, ale inkwizycja uzna­ła, iż nie powinna dozwolić, aby je czytano, ponie­waż autor udowodnił, że inkwizytorowie nie zawsze postępowali według przepisów. Bellaudego wtrącono do inkwizycyjnych więzień, gdzie obchodzono się z nim jak najniegodziwiej, po wyjściu z nich zam­knięto go w klasztorze, gdzie miał przepędzić całe życie, i zabroniono mu pisać dzieła. Tym to sposo­bem święte oficjum uwalniało się zawsze od wszyst­kich śmiałych pisarzy, którzy usiłowali oświecić króla i naród.

Mauriąue umarł w roku 1745. W tej epoce istniało jeszcze w Hiszpanii siedemnaście inkwizycyj­nych trybunałów, z których każdy wyprawiał co­rocznie przynajmniej jedno auto-da-fe.

Filip V mianował trzydziestym ósmym inkwi­zytorem generalnym don Franciszka Pereza de Prado y Cuesta, biskupa z Teruelu, który jeszcze nie otrzy­mał od papieża konfirmacyjnej bulli, gdy już Filip umarł.

Ten pierwszy król hiszpański z burbońskiego domu panował lat 46. Około połowy swojego pa­nowania zrzekł się korony na rzecz swojego syna Ludwika I, lecz gdy ten młody książę zaraz umarł, ojciec objął znowu wodze rządu i dzierżył je aż do śmierci, zeszłej w r. 1745 dnia 9 lipca.

Powszechnie w Europie mniemają że inkwizycją zaczęła działać z mniejszą srogością, od czasu jak monarchowie z linii Burbonów zasiedli na hisz­pańskim tronie; ale mylna to opinia. Monarcho­wie ci nie przepisali żadnego nowego prawa inkwizycji , nie zmienili także w niczem jej dawnego kodeksu, nie przeszkodzili w niczym potępianiu osób przez ten nienawistny trybunał, bo za panowania Filipa V liczba ich była jeszcze bardzo znaczna. Liczą w tym czasie 782 auto-da-fe, na których figu­rowało 11,480 indywiduów obojga płci, a z tych spalono żywcem 1,600, a w wyobrażeniach 760.

Prawdziwymi przyczynami wielkiego zmniejsze­nia się auto-da-fe i skazań za czasów Filipa V i je­go następców, było prawie całkowite wygaśnięcie w Hiszpanii wyznań żydowskiego i mahometańskiego; postęp światła i filozofii; nastanie dobrego gus­tu w literaturze królestwa; ustanowienie periodycznych pism i akademii, a na koniec postano­wienia konkordatu z r. 1773. Zaczęto wtedy uwa­żać za rozsądne wiele pojęć, które ciemnota i prze­sąd wskazywały jako antyreligijne i sprzyjające bezbożności. A tak opinia Galileusza niegdyś wy­klęta razem z autorem utrzymała się teraz w Rzy­mie; nie obawiano się dla tego uchybienia poszanowania Pismu Świętemu, zaczęto poznawać w Hisz­panii rozmaite dobre dzieła i postanowienia nie­których zagranicznych władców, które niedawno poczytywano by za zamach na inkwizycję, a samą inkwizytorowie przez zbieg okoliczności nabyli światła. Rewolucja ta zaszła około połowy osiemnastego wieku, lecz szczęśliwe jej wyniki objawiły się do­piero za panowania Ferdynanda VI.

Oceń tę pracę

Zniesienie tortur w Polsce

świetna praca magisterska z historii prawa

W latach siedemdziesiątych XVIII wieku zgłaszane były projekty zniesienia tortur w procesie karnym. Pierwsze takie wystąpienie Bohdan Baranowski przypisuje w 1774 roku wojewodzie gnieźnieńskiemu Augustowi Sułkowskiemu. Badacz ten twierdzi, że echa wielkich procesów rozgrywających się w tym okresie, na czele z tym, który odbył się w Doruchowie i podczas którego spalono czternaście czarownic, miały spowodować wprowadzenie takiej ustawy. Stanisław Waltoś w swojej pracy dowodzi, że przyczyny uchwalenia w 1776 roku przez sejm konstytucji o zniesieniu tortur w Polsce były zgoła odmienne i przekonywująco podważa autentyczność całego procesu doruchowskiego oraz jego wpływ na wyżej wymienioną ustawę.

Opis procesu doruchowskiego znamy z Relacji naocznego świadka o straceniu razem 14-stu mniemanych czarownic w drugiej połowie XVIII wieku, nieznanego autorstwa. Waltoś twierdzi, że Bohdan Baranowski dołączył do grupy badaczy, w której znajduj ą się takie sławy jak: E. Raczyński, J. T. Tripplin, O. Kolberg, J. Rafacz, S. Pszenic, J. Putek i Z. Zdrójkowski, która dała wiarę temu, iż wspomniany wyżej proces przyczynił się zniesienia mąk w Polsce. Jako pierwszy w 1966 roku podważył autentyczność tej sprawy Janusz Tazbir, przypisując autorstwo opisującej ten proces Relacji badaczowi Konstantemu Majeranowskiemu, który był sprawcą wielu mistyfikacji historycznych. Jedynym śladem w dokumentach, który potwierdza fakt zaistnienia owego procesu jest wzmianka odkryta przez Baranowskiego w aktach ostrzeszowskich z dnia 10 lipca 1783 roku, mówiąca o tym, że sędziowie zostali złożeni z urzędu za niekompetentne prowadzenie procesu, w efekcie którego sześć kobiet zostało spalonych na stosie. Uwagę badacza zwraca też fakt, iż sędziowie zostali ukarani dopiero w siedem lat po procesie i że liczba ofiar nie zgadzała się wersją przedstawioną w Relacji.

Z ostrzeszowskich akt grodzkich wynika, że w interesującym nas okresie wieś Doruchowo podzielona była między Michała Wierzbiętę Doruchowskiego, Mariannę Doruchowską i Eustachego Skórzewskiego. Kolejni zajmujący się tą sprawą badacze ustalili, że zamiast wymienionej wyżej dziedziczki, współwłaścicielem był niejaki Wiewiórowski. Dodatkowe zamieszanie wprowadza Stanisław Wasylewski, który w swojej pracy Sprawy ponure przytacza fragment nieznanego pamiętnika z XVIII wieku, twierdząc że żoną dziedzica wsi Doruchowo była pani z Rejczyńskich Stokowska, która będąc osobą zabobonną nakazała pojmanie i spalenie czternastu wieśniaczek zajmujących się czarami. Za Wasylewskim nazwiska dziedziców odpowiedzialnych za tragedię powtarzają kolejni badacze. Waltoś odnalazł w aktach nazwisko dziedziców Stokowskich, lecz dopiero piętnaście lat po procesie, gdy nazwiska poprzednio ustalonych właścicieli wsi z nich znikaj ą. Najprawdopodobniej Relacja powstała na bazie wyżej wymienionego pamiętnika.

Wysoce wątpliwym jest też argument wpływu sprawy doruchowskiej na wydanie ustawy znoszącej tortury. Badając materiały sejmowe z 1776 roku nie znajdujemy żadnych dowodów świadczących, że wiadomość o procesie nieszczęśliwych kobiet wywołała oburzenie w Warszawie „odbiła się od ścian sali sejmowej”. Nie ma też dowodów na to w Diariuszu sejmowym z tego roku czy w pamiętnikach zamieszczanych w prasie.

Niemożliwym zatem jest by sprawa, która miała być tak opiniotwórcza nie pozostawiła śladów w archiwach warszawskich.

Przyczyny uchwalenia konstytucji znoszącej torturowanie przesłuchiwanych upatruje Stanisław Waltoś w sprzyjającej królewskiej inicjatywie atmosferze, która nastąpiła po butnym wystąpieniu Seweryna Rzewuskiego, przemawiającego wtedy w obronie swojego szwagra księcia Karola Radziwiłła. Obraza majestatu monarchy przez mówcę wywołała nastroje solidarności z królem na sali sejmowej. Władca wykorzystując sprzyjające mu nastroje w ciele ustawodawczym, postanowił zgłosić projekt wyżej wymienionej ustawy, która została przez szlachtę zaakceptowana.

Do respektowania zakazu tortur na terenie państwa polskiego przyczyniła się też Rada Nieustająca, która starała się objąć nadzorem wszystkie sądy Rzeczpospolitej i nakazać im stosowanie się do praw obowiązujących. Nie bez wpływu pozostało tu też na pewno podniesienie poziomu nauczania, opierające się głownie na pijarskiej reformie edukacji.

Oprócz działalności intelektualnej mającej na celu rozpowszechnienie krytyki idei procesów i błędów sądowych, niebagatelną rolę odegrał Kościół katolicki, który cały czas walczył o odzyskanie jurysdykcji. Dzięki energicznym działaniom biskupów kolejne diecezje uzyskiwały reskrypty od władców zabraniające rozpoznawania spraw o czary sądom miejskim pod karą 1000 dukatów, a sądom wiejskim pod groźbą kary śmierci dla sędziów. Dokumenty takie uzyskała diecezja kujawska w 1703 roku, płocka w 1727 i chełmińska w 1745 roku.

Powodem tak długiego utrzymywania się procesów o czary i stosunkowo późnego zniesienia tortur był fakt, iż warstwa która ustalała prawo w Polsce – to jest szlachta – dzięki zdobytym przywilejom stanowym znajdowała się poza zasięgiem tych procedur sądowych. Nie była ona w zasadzie osobiście narażona na dolegliwości związane z przesłuchaniami bolesnymi, a dzięki stosowaniu prawa ziemskiego, które nie regulowało przestępstwa czarów, stała poza oskarżeniami. Innym czynnikiem wpływającym na powolne i późne, w stosunku do reszty kontynentu zanikanie spraw o czary był fakt, iż wyniszczana cały czas konfliktami zbrojnymi Rzeczypospolita była krajem podupadłym i gospodarczo zacofanym. W takich warunkach strach spowodowany niepewnością jutra, potrzeba zrzucenia odpowiedzialności za klęski i nieszczęścia co rusz to spadające na społeczeństwo oraz chęć poprawienia swojej sytuacji finansowej często popychały ludzi do oskarżeń o czary i powodowały, że Polska była cały czas areną takich procesów

W roku 1795 miejsce miał trzeci rozbiór Polski. Od tego momentu kraj nasz kraj znajdował się pod okupacją trzech mocarstw: Rosji, Austro – Węgier i Prus. W państwach tych nie prowadzono już „polowań na czarownice” i zniesiono stosowanie tortur w postępowaniu karnym. W Prusach odbyło się to w 1740 roku, w Monarchii Habsburskiej w 1776, a w Rosji natomiast dopuszczano nadal stosowanie kaźni, jednak procesy o czary, które pojawiały się w XVI i XVII wieku, były tam w istocie sprawami politycznymi i dotyczyły przestępstw na szkodę państwa. Stąd właśnie wynikała specyfika takich rozpraw w tym kraju, gdzie większością oskarżonych byli zajmujący się polityką mężczyźni, a karą był stos lub zsyłka na Sybir.

Jednak rozbudzone w polskim społeczeństwie nastroje nie tak szybko uległy uspokojeniu. Pod koniec XVIII wieku i przez całe następne stulecie napotykamy wzmianki o samosądach dokonywanych przez ludność wsi na domniemanych czarownicach. W 1793 roku na przykład urzędnicy pruscy odnaleźli niedaleko nadgranicznego miasteczka zwęglone pale, a przepytywani na tą okoliczność mieszkańcy twierdzili, iż były to pozostałości stosu dwóch czarownic, które rzucały uroki na bydło. Sprawa ta nagłaśniana przez niemieckich uczonych była dosyć niejasna, ponieważ nie podali oni źródła, ani nazwy miasteczka, w którym samosąd ten się zdarzył. Kolejną głośną w całej Europie sprawą był samosąd dokonany na Krystynie Ceynowej, w nadmorskiej miejscowości Chałupy. Została ona oskarżona przez miejscowego znachora i dwukrotnie poddawania próbie pławienia, bita, a w końcu utopiona w morzu. Znany jest też przypadek z galicyjskiej wsi Dżurkowo, gdzie podczas długotrwałej suszy w 1872 roku zdesperowany zastępca wójta zarządził publiczne pławienie wszystkich kobiet, by wykryć domniemaną czarownicę. Podobnych samosądów można by w XIX wieku odnaleźć więcej. Mimo iż nie były to przypadki częste, świadczyły o głęboko zakorzenionej wierze w moce czarownic, rozpowszechnionej wśród prostego ludu.

Zabory niewątpliwie wpłynęły na przyśpieszenie wygasania procesów o czary w Polsce, ponieważ monarchie absolutne, jakimi były państwa zaborcze skutecznie narzuciły okupowanym terenom swoje zasady prawne, a dzięki silnemu aparatowi policyjno – sądowniczemu dysponowały odpowiednimi środkami, by ukrócić same procesy oraz karać sprawców samosądów. Nie należy jednak przypisywać zaborcom wyłącznej zasługi, jaką niewątpliwie było powstrzymanie procesów o czary, gdyż wspomniana już przez nas ustawa z 1776 roku, znosząca zakaz stosowania tortur w postępowaniu sądowym jednoznacznie określiła stosunek władz polskich do takich środków dowodowych, co zburzyło fundamenty instytucji procesu o czary.

Było to potwierdzenie ogólnoeuropejskich tendencji w tym zakresie, gdyż na terenie całego starego kontynentu procesy czarownic w tym okresie zanikają. Od końca XVII wieku daje się zauważyć wśród sędziów sceptycyzm, co do skuteczności magii. Z podobnym niedowierzaniem zaczęto traktować pakty diabelskie oraz dowody szatańskiego piętna. Wszystko to spowodowało wprowadzenie ściślejszych zasad prawnych, określających stosowanie tortur oraz ocenie dowodów dzięki nim uzyskanych. Takie rozporządzenia wprowadziła między innymi Hiszpania już w 1614 roku, Włochy w sześć lat później, a w Szkocji miało to miejsce w 1660 roku. Podobne ograniczenia wprowadziły niektóre państwa niemieckie. Powoli zaczęto też wprowadzać całkowite zakazy stosowania kaźni. Jako pierwsza zrobiła to Szkocja w 1709, a później Prusy (1740) i Saksonia (1770). Dodatkowo obok tych konstytucji wydawano ustawy dążące do zredukowania lub wyeliminowania procesów o czary. Akt taki wydał pierwszy Ludwik XIV w 1682 roku, który zarządził dla czarowników kary cielesne, a praktyki magiczne zaklasyfikował jako zabobon. Podobne postanowienie wprowadzały dekrety pruskie, które miały ogromny wpływ na ograniczenie liczby procesów.

Krajami które później niż Polska wprowadziły zakazy stosowania tortur były między innymi Belgia, Szwajcaria i Bawaria. Nie jest też prawdą, iż tak jak chcieliby niektórzy niemieccy historycy, w naszym kraju odbył się ostatni europejski proces o czary. Podają oni na przykład, że ostatni w Europie proces odbył się w 1793 roku w Poznaniu, gdy tymczasem – jeżeli nawet przyjmiemy podważaną już przeze mnie wyżej autentyczność procesu w Doruchowie – to miało to miejsce w 1776 roku. Niezgodność ta wynikała prawdopodobnie z potraktowania wspomnianego już, a niepotwierdzonego źródłami historycznymi samosądu przy granicy pruskiej jako działania prawnego, dokonanego przez uprawniony do tego organ. Źródła polskie o takim procesie nie wspominają. Rzeczywistym, ostatnim przypadkiem procesu o czary w Europie było spalenie na stosie Anny Geldi, skazanej prawomocnym wyrokiem sądu w Szwajcarii w 1782 roku.

Jednak nie da się zaprzeczyć, iż Polska jako ostatni kraj w Europie poradziła sobie z problemem procesów o czary. Porównując procesy w Polsce z tymi prowadzonymi przykładowo w Hiszpanii, dostrzec można w jaki sposób oddziaływał brak skutecznej, centralnej kontroli prawnej na charakter i długość tego zjawiska. Mimo, że nasze państwo było organizmem dość jednolitym, to jednak partykularyzm prawny, jaki był udziałem każdego stanu, przyczynił się do przewlekłości występowania interesujących nas procedur. Hiszpania natomiast, choć zdecentralizowana pod względem politycznym, składająca się z królestw, jedynie pozornie zjednoczonych pod władzą jednego monarchy, posiadała jednak dobrą organizację sądową, sprawującą kontrolę nad większością procesów o czary. Skutkiem tego liczba procesów w tamtym kraju była znacznie niższa. Wpłynął na to także fakt, iż w Polsce w zasadzie nie istniała możliwość apelacji do sądów niższego szczebla, jak to miało miejsce na przykład we Francji, gdzie tylko 24 procent wszystkich rozpatrywanych przez drugą instancj ę praw zatwierdzono. Przyczyną takiego stanu rzeczy możemy upatrywać w wyższym poziomie kultury prawnej wśród sędziów rozpatrujących odwołania, a także w prowadzeniu takich spraw przez profesjonalistów.

Słaba władza centralna, której uwaga absorbowana była konfliktami stanowymi, nie potrafiła zneutralizować procesu polowania na czarownice oraz skutecznie nałożyć na niego ograniczeń. Dopiero działania Rady Nieustającej oraz króla Stanisława Augusta Poniatowskiego zmierzały do obj ęcia nadzorem wszystkich sądów Rzeczypospolitej oraz narzucenia im konieczności stosowania się do prawa obowiązującego. W tym też celu zostały wydane Uniwersały królewskie w 1775 i 1776 roku. W tym świetle zjawisko polowania na czarownice jawi się jako niepowodzenie unowocześnienia organizmu państwowego. Nowożytne mocarstwa, jak choćby państwa zaborcze wcześniej niż nasz kraj rozwiązały problem procesów o czary. Były to państwa absolutne, dysponujące aparatem urzędniczym, w których centralny rząd sprawował zwierzchnią władzę nad wszystkimi obszarami terytorium. Aby zaistniało silne państwo konieczne było narzucenie woli ośrodka centralnego wszystkim jego prowincjom i zjawisko wygasania procesów o czary było dobrym wskaźnikiem tej ewolucji.

Większość jednak państw Europy u progu ery nowożytnej nie osiągnęła jeszcze takiego etapu centralizacji, a skutkiem tego było przekazanie pewnego zakresu autonomii władzy lokalnej, a dotyczyło to także możliwości rozstrzygania spraw o czary. Było tak między innymi i w przypadku Polski. Próby zbudowania monarchii oświeceniowej w naszym kraju świadczą o gotowości odzyskania tych kompetencji dla władz centralnych, gwałtowny kres naszej autonomii, jaki nastąpił pod koniec XVIII wieku, nie pozwolił jednak na ukończenie tego procesu.

Chociaż sprawy sądowe o czary w Europie formalnie zakończyły się u progu XIX wieku, to jednak niektóre z ich aspektów cyklicznie wracają w historii całego świata. Ilustrują to niektóre praktyki polityczne, które co jakiś czas pojawiają się na arenie dziejów. Przykładem takiego mechanizmu może być chociażby działanie komisji senackich w latach pięćdziesiątych w Stanach Zjednoczonych, mające na celu wykrycie domniemanych szpiegów komunistycznych. Zjawiska takie pokazują, iż często maksyma Historia mater studiorum est, pozostaje tylko pustym zwrotem. Tematyka polowania na czarownice oraz procesów inkwizycyjnych jest zjawiskiem dość obszernym i jak już wspominano nie zawsze dostatecznie opracowanym. Uważam, iż luki takie należałoby szybko wypełnić, gdyż badając historię ewolucji tych procedur możemy dowiedzieć się wiele na temat ówczesnych zwyczajów prawnych czy też stosowanych rozwiązań jurystycznych. Zjawisko to było nie tylko odbiciem panujących w Polsce i w Europie prądów prawno – religijnych oraz ówczesnego poziomu edukacji, lecz także czynnikiem aktywnie kształtującym instytucje prawno – państwowe w naszym kraju. Mam nadzieję, że praca ta zainicjuje na nowo dyskusję na temat roli procesów o czary w kształ­towaniu kultury prawnej na całym starym kontynencie, a interdyscyplinarność tego zagadnienia, które łączy w sobie wiele dziedzin nauki, jak: teologię, filozofię, prawo, politologię czy etnografię pomoże w lepszym zrozumieniu historii ewolucji kultury europejskiej.

Oceń tę pracę

XIX, XX, XXI i XXII generalni inkwizytorowie. Panowanie Filipa IV

Filip IV wstąpił na tron dnia 31 maja 1621 r., i natychmiast rozkazał generalnemu inkwizytorowi Aliadze, aby złożył swój urząd, który powierzono don Andrzejowi Pachece, arcybiskupowi i radcy sta­nu. Inkwizycja pragnąc na swój sposób uczcić wstą­pienie Filipa IV, ofiarowała mu godne ubawić go widowisko auto-da-fe obchodzono przez ukaranie na nim Maryi od Niepokalanego Poczęcia, de­wotki i sławnej jeszcze za poprzednich rządów obłudnicy. Kobieta ta oszukiwała naprzód wielu ludzi swoimi objawieniami, udaną świętobliwością, częstemu przyjmowaniem Najświętszego Sakramentu i licznymi zachwytami. Na koniec puściła się na najwyuzdańszą rozpustę ze swoimi spowiednikami i innymi księżmi; obwiniano ją o zmowę z szata­nem, o -wpadnięcie w herezję wszelkich sekt w materializm i ateizm. Na auto-da-fe ukazała się w całkowitemu san-benito, z mitrą na głowie i kneblem w ustach; kaci zadali jej dwieście razów biczem, po czem zamknięto ją na całe życie w więzieniu. Przyznajemy, że jeżeliby można pochwalić istnienie trybunałów podobnych świętemu oficjum, to chyba w razie gdyby do nich należało karanie fałszywych świętoszków i hipokrytów, którzy więcej złego wy­rządzili katolickiej religii, niż wszyscy dawni i no­wi heretycy.

Zaraz po swojej instalacji dziewiętnasty inkwi­zytor generalny, Pacheco, rozpoczął instrukcję procesu swojego poprzednika Aliagi, którego obwi­niono o robienie projektów tchnących jakoby materializmem i luteranizmem. Proces ten nie skoń­czył się, bo ex-inkwizytor umarł w ciągu instrukcji sprawy. Prześladowanie to zawdzięczał Aliaga kilku intrygantom, którzy zwodzili króla; ale za życia sam był bardzo nikczemnym i przebiegłym intrygantem, więc go nikt nie żałował. Umarł nielubiony, chociaż od lat już pięciu nie był inkwi­zytorem.

Lubo inkwizytorowie nie mogli być sroższymi za rządów Pacheki niż za poprzednich, jednakże byli jeszcze zuchwalsi.  W r. 1622 inkwizytorowie Murcyi zostający w nieporozumieniu z sędzią de Lorca, nie mogąc go aresztować, z powodu odmowy korregidora Murcyi, rzucili ekskomunikę na bisku­pa i położyli interdykt na wszystkich kościołach tego miasta. Biskup ogłosił ludowi, że nie jest obo­wiązany ulegać temu interdyktowi, a inkwizytoro­wie skazali go na grubą karę pieniężną i wezwali do stawienia się przed generalnym inkwizytorem w Madrycie. Kilku kanoników kapituły w Murcyi i kilku plebanów zamknięto w więzieniach święte­go oficjum z powodu tej sprawy. 

Król i papież wdali się w nią, aby zapobiec skandalowi, a bisku­powi przywrócono jego prawa; ale ten akt sprawied­liwości nie zniszczył przyczyny złego, na które się użalano. Tegoż roku inkwizytorowie w Toledzie ex-komunikowali podprefekta tego miasta, za pojma­nie i osądzenie rzeźnika przekonanego o sprzeda­wanie na fałszywą wagę.   Ponieważ ten rzeźnik dostarczał mięsa dla świętego oficjum, sądzili, iż nie można go prześladować. Skutkiem rozdrażnienia inkwizytorów, nędzny ten interes stał się bardzo ważnym.  Wdał się w to naród i powstał przeciw inkwizycji. Rozruchy ustały dopiero wówczas, gdy król utworzył nadzwyczajną komisję, obowiąza­ną przedsięwziąć środki przeciw inkwizytorom.

Postanowienia te wywarły tylko chwilowy sku­tek, bo następnego roku święte oficjum w Grena­dzie dopuściło się nowych nadużyć. Eskomunikowano sędziego i prokuratora izby królewskiej tego miasta, z powodu dwóch wybornych dzieł, które ci prawnicy ogłosili i w których bronili praw królew­skiej jurysdykcji przeciw przywłaszczeniom inkwizycji. Dla zapobieżenia tym nadużyciom, ustano­wiono komitet kompetencyjnym zwany, mający rozstrzygać wszelkie trudności, jakie zajdą między inkwizycją a władzami celnymi; ale wkrótce inkwi­zytorowie wywołali zniesienie tego komitetu.

Gdy się to dzieje w Murcyi i Grenadzie oraz we wszystkich prawie innych inkwizycjach królestwa, generalny inkwizytor Pacheco kazał ścigać w Ma­drycie hrabiego de Francos, nauczyciela Karola II. Pan ten napisał był kilka traktatów o polityce, w których bronił praw i niezawisłości monarchów względem pośredniej władzy papieża, wobec nadu­żyć rzymskiego dworu, wobec duchownych sę­dziów świętego oficjum. Generalny inkwizytor mocno go prześladował za te broszury, i gdyby Fi­lip IV nie był wystąpił w jego obronie, hrabia dc Francos byłby aresztowany i wtrącony do więzień świętego oficjum.

Koniec zarządu Pacheki odznaczył się przez generalne auto-da-fe obchodzone w mieście Kor-dubie, gdzie wystąpiło osiemdziesięciu skazanych, nie licząc zwłok jedenastu ofiar zmarłych w więzie­niach z nędzy, męczarń i rozpaczy.

Pacheco umarł dnia 7 kwietnia 1626 roku. Był naczelnikiem świętego oficjum przez lat cztery i kazał spalić w ogóle 256 osób, 128 w wyobraże­niach, a 1,280 skazał na rozmaite kary, co przedsta­wia^ razem liczbę 1664 ofiar.

Don Antoni de Zapata y Mendoza, kardynał arcybiskup z Burgosu, patriarcha Indii, był dwu­dziestym generalnym inkwizytorem w Hiszpanii. Objął urząd w początku 1627 roku. Wkrótce potem świętemu oficjum w Madrycie wypadło zająć się sprawą równie ciekawą jak śmieszną.

Trzydzieści zakonnic uchodzących za cnotliwe, żyło razem w jednym klasztorze tego miasta, który cieszył się jak najlepszą opinią. Z nagła kilka z nich znalazło się w nadnaturalnym stanie. Zaraza prędko się rozkrzewiła, i z trzydziestu, dwadzieścia pięć dostało jakiegoś szaleństwa; z tego powodu popełniały nadzwyczajne rzeczy. Uznano, że zosta­ły opętane przez szatana, a spowiednik ich często pozostawał w klasztorze po całych nocach i egzorcyzmował je. Trudno wyobrazić sobie należycie, co się musiało dziać pośród gromady kobiet zamknię­tych w jednym i tym samym domu, z dwudziestu pięciu szatanami, którzy zawładnęli ich ciałem, a może nieprzyzwoicie byłoby podnosić zasłonę po­krywającą prawdę.

Inkwizycja uwiadomiona o tym co zaszło w owym klasztorze, kazała przyaresztować spowiednika, przełożoną i kilka zakonnic, i zamierzała wytoczyć im proces, jako heretykom iluminatom. Spowiedni­ka i zakonnice silnie obwiniano, że wpadli w herezję allumbrados i skazano na rozmaite pokuty. Odbyto narady nad stanem tych dziewic i wielka liczba mędrców owego wieku zaopiniowała, że rze­czywiście upętal je diabeł. Spowiednik zapewne wiedział o tym więcej niż owi mędrcy. Pozbywszy się opętanych, inkwizycją zabrała się do ścigania allumbradosów, których sekta krzewiła się niejako w Hiszpanii; i widziano mnóstwo tych sekciarzy figurujących na auto-da-fe, które wyprawiono w owej epoce, głównie na sewilskiem, odbytem w ro­ku 1630, na które spalono tuzin illuminatów, a przeszło pięćdziesięciu skazano na pokutę jako podejrzanych.

Tegoż roku generalny inkwizytor Zapata ogło­sił nowy indeks zabronionych książek. W indeksie tym pomieszczono nie tylko dzieła podejrzane o herezję, lecz i wiele innych drukowanych w Hiszpa­nii, które głównie pisali prawnicy Selgado i Seza, w których bronili władzy świeckiej i jurysdykcji królewskiej przeciw przywłaszczeniom świętego oficjum.

W tej także epoce, kilku jezuitów, a szczególnie Jan Chrzciciel Poza, zatrudnili swoimi pisma­mi inkwizycję Hiszpanii, a nawet i Rzymu. Poza bronił pretensji swoich współbraci; inkwizycja rzymska potępiła jego dzieła. Nieprzyjaciele jezui­tów pragnęli, aby i hiszpańska uczyniła to samo; lecz obawa niepodobania się księciu 01ivaresowi, który był wszechwładnym i silnie protegował uczniów Loyoli, długo jej w tym względzie przeszkadzała. Ody wkrótce potem książę 01ivares umarł, inkwizycja hiszpańska nie wahała się zakazać dzieła je­zuitów, a samemu Pozie nakazano wyprzeć się herezji, które jakoby dostrzegano w jego nauce. Re­ligia katolicka służyła tylko za pozór do wszyst­kich tych skandalicznych rozpraw, a rzeczywistą ich przyczyną była własna miłość inkwizytorów i jezuitów; obie zatem strony dopuszczały się tern gwałtowniejszych ekscesów, że każda dbała raczej o interes osobisty, niż o obronę interesów wiary.

Inne zatargi dotyczące pierwszeństwa zajęły resztę czasu i zarządu Zapaty. W roku 1632 złożył on urząd generalnego inkwizytora, po sprawowaniu go przez lat sześć. Przez ten czas spalono w Hisz­panii 384 osób żywych, 192 in effigio i 1,920 skaza­no na kary; w ogóle 2,496 potępionych.

Don Fr. Antonide Sotomayor, dominikanin i spo­wiednik króla, zajął miejsce Zapaty dnia 17 lipca 1632 roku.

Ten dwudziesty pierwszy inkwizytor generalny wystąpił na początku swojego zarządu ofiarowa­niem królowi wielkiego auto-da-fe, na którym znajdował się Filip IV w towarzystwie całej swojej królewskiej rodziny i całego dworu. Obrząd ten jednak nie był jednym z najbardziej zajmujących, bo spalono na nim tylko siedmiu biednych herety­ków, urodzonych z rodziców Portugalczyków ży­dowskiego pochodzenia.

Inaczej się stało z drugim wielkim auto-da-fe wyprawionemu w Valladolidzie 1636 roku, ponieważ niezależnie od nieszczęśliwych wrzuconych w pło­mienie, widziano tam dziesięciu heretyków judaizmujących, którym święte oficjum wymierzyło zu­pełnie nową karę: przybito im jedną rękę do wiel­kiego drewnianego krzyża i w takiemu położeniu wysłuchali w pośród auto-da-fe raportu i wyroku, skazującego ich na wieczne więzienie. Jedna świę­toszka ukazała się także na tej egzekucji. Kobieta

ta od dawna udająca świętą, miewająca objawienia, była to rozpustnica, oddająca się najwyuzdańszemu postępowaniu i złe prowadzenie się ukrywająca pod pozorem największej pobożności. Częstokroć widy­wano w Hiszpanii podobnego rodzaju obłudnice, a prawie zawsze wspólnikami ich byli mnisi.

Miasto Lima stolica Peru, którego inkwizycja zależała od hiszpańskiej, miewało także swoje auto-da-fe za zarządu Sotomayora. Pierwsze ob­chodzono w roku 1639, na którym spalono 11 osób.

Pomiędzy skazanymi w inny sposób, postrzegano trzech ceklarzy świętego oficjum, przekonanych o ułatwienie więźniom sposobów znoszenia się z sobą. Za rządów inkwizytorialnych Sotomayora po­dobnie jak za jego poprzedników, inkwizycja po­zostawała w ciągłych prawie nieporozumieniach z władzami cywilnymi, głównie w Toledzie, Sewilli i Valladolidzie. Rezultatem wszystkich tych sporów była niezgoda w królestwie i pomnożenie liczby ofiar świętego oficjum.

Na dwa lub trzy lata przed usunięciem się ge­neralnego inkwizytora Sotomayora, historycy za­znaczają początek wolnomularstwa, które w następ­stwie nastręczyć miało wiele zatrudnienia świę­temu oficjum.  Jakiekolwiek bądź były pierwsze prace tego towarzystwa, pewną jest rzeczą, że jego tajemnicze działania dostrzeżono najprzód w Anglii, za panowania Karola I, który zginął na rusztowa­niu 1649 r. i zdaje się, że nieprzyjaciele Kromwella i republikańskiego systemu ustanowili naówczas wielkiego mistrza lóż angielskich, dla przygotowa­nia umysłów do przywrócenia monarchii. Filip IV zmusił Antoniego Sotomayora do złożenia urzędu generalnego inkwizytora w roku 1643, po jedenastoletnimi straszliwym jego sprawowaniu. 780 osób spalono żywcem, 352 w wyobrażeniach, a 3,520 po­niosło kary za jego zarządu; co w ogóle przedstawia liczbę 4,652 skazanych.

Don Diego de Arce y Reynoso dwudziesty dru­gi inkwizytor generalny,  zastąpił Sotomayora dnia 8 września 1643 roku. W tejże epoce książę 01ivares, pierwszy minister Filipa IV został dysgracyonowany. Natychmiast zaniesiono do króla i do inkwizycji mnóstwo skarg na tego ex-ministra. Oskarżano w nich 01ivaresa o jak największe poli­tyczne i religijne zbrodnie; obwiniano go przed inkwizycja, jako wierzącego w sądową astrologię, jako nieprzyjaciela katolickiego kościoła i jako mającego zamiar otrucia papieża Urbana VIII. Św. oficjum kazało rozpocząć przeciwko niemu postępo­wanie sądowe; lecz że 01ivares długo protegował

inkwizytora generalnego Diega, ten więc teraz na­wzajem protegował Olivaresa, prowadząc instrukcją jak i najpowolniej; tak że minister umarł śmiercią naturalną wprzód nim inkwizycyą uwięzić go mogła.

Don Jeremiasz de Villanuova, protonotaryusz Arragonu, to jest sekretarz stanu tego królestwa, również oddany był pod sąd inkwizycyjny w epoce nie­łaski 01ivaresa, którego był przyjacielem i powier­nikiem. Przypisywano mu heretyckie zamiary; zamknięty w tajemnych więzieniach świętego oficjum został skazany na wyprzysiężenie się; lecz skoro odzyskał wolność, apelował od tego wyroku do pa­pieża. Dwór rzymski zażądał sprawozdania o tym interesie, kazał sobie przysłać całą procedurę i unie­winnił Villanuovę. Papież znalazł tak wiele niespra­wiedliwości i nieregularności w sprawie protonotariusza, że wyprawił do generalnego inkwizytora breve, robiąc mu za to wyrzuty i polecając, aby czu­wał nad wierniejszym zachowywaniem przepisów i nad większą sprawiedliwością i oględnością w wy­rokach.

Proces Villanuovy, przekonywa, że duch inkwizycji za Filipa IV był ten sam co za Filipa II, że trybunał wiary, służył za narzędzie kierującym intrygami dworu, że inkwizytorowie nie zaniechali zwyczaju fałszowania lub zmieniania autentycznych dowodów, ilekroć ten manewr sprzyjał ich wido­kom, lekceważąc zresztą wszelkie mogące stąd wy­niknąć rażące niewłaściwości, jak to dostrzeżono w sprawach Carranzy i innych ofiar.

Rządy generalnego inkwizytora Diegi obfitowa­ły w tego rodzaju sprawy, niektóre z nich zasługi­wałyby na wzmiankę, gdybyśmy mogli rozszerzyć granice naszego dziełka, ale musimy je przemilczeć, a trzymać się głównych wypadków. Ostatnim, jaki nam przedstawia panowanie Filipa IV, była beatyfikacja inkwizytora Piotra Arbueza, zabitego w Saragossie 1485. Beatyfikacja ta była dziełem inkwi­zytorów w epoce, w której już zapomniano o praw­dziwych powodach które sprawiły, że naród za­pragnął pozbyć się instytucji świętego oficjum-Przeminęło już sześć pokoleń, a lud, który po nich nastąpił, napojony od dzieciństwa ideami przeciwnemu pojęciom ludzi XV wieku, czcił jak świętość wszystko co należało do inkwizycji; nikt tedy nie miał ani dosyć odwagi do pokonania ogólnego uspo­sobienia, ani dosyć powagi do zaprzeczenia temu, co głosili inkwizytorowie, bez narażenia się na jak największe prześladowania. Ceremonia ta, na którą król i święte oficjum poświęcili ogromne summy, odbyła się dnia 17 kwietnia 1664 roku, za pon­tyfikalnego panowania Aleksandra VIII. Inkwizy­torowie hiszpańscy mniemali, że się okryli nieśmier­telną chwałą, bo umieścili na ołtarzu boskim mni­cha z ich kraju i z ich instytucji. Inkwizytor generalny don Diego de Arce i Filip IV zmarli obaj jednego dnia, około końca 1665 roku.

Liczne wypadki powinny były dać uczuć mądrej administracji potrzebę zniesienia trybunału świę­tego oficjum, jako niepolitycznego, uciążliwego i przeciwnego sądowemu porządkowi i nawet pu­blicznej spokojności, albo przynajmniej potrzebę ukrócenia jego władzy i poddania jego sądów zwy­czajnym formom, aby zniszczyć wielkie nadużycia sekretu procedury. Ale nieudolność Filipa IV nie do­zwoliła zaprowadzić tyle użytecznych reform. A tak za rządów don Diega padło jeszcze 9,560 ofiar, z któ­rych 1,472 spalono żywcem, a 736 w wyobrażeniach. Zebrawszy liczbę wyroków wydanych przez inkwizycję, od dziewiętnastego inkwizytora generalnego Pacheki, aż do śmierci don Diega co tworzy czter­dzieści pięć lat panowania Filipa IV, przekonamy się: że 2,852 osób spalono żywych, 1,428 w wyobra­żeniach, a 1,480 skazano na więzienie, galery i inne hańbiące kary, tudzież na konfiskatę majątków. Obraz zatem zgróz inkwizycji jeszcze nie pobladł

Oceń tę pracę

Ciekawe i nadzwyczajne sprawy sądzone przez hiszpańską inkwizycję – c.d.

kontynuacja pracy z czerwca

„Ezechiel oświadczył mu, że kardynał Sienny tragicznie skończy, co sprawdziło się w roku 1517, po wyroku wydanym przez Leona X.

„Wróciwszy do Rzymu w roku 1513, Torralba zapragnął koniecznie widzieć swojego szczerego przyjaciela Tomasza de Becara, który naówczas ba­wił w Wenecyi. Ezechiel wiedząc o tym zamiarze, zaprowadził go do tego miasta i znowu wrócił z nim do Rzymu tak prędko, że osoby składające jego zwykłe towarzystwo nie postrzegły wcale, iż wyjeżdżał.

„W roku 1515 anioł powiedział mu, że dobrze uczyni, jeżeli wróci do Hiszpanii, bo otrzyma miej­sce lekarza infantki Eleonory, królowej wdowy por­tugalskiej, później małżonki Franciszka I króla Francji. Nasz doktor oświadczył to księciu de Bo­jar i don Alfonsowi Manuelowi Merinie, arcybisku­powi Bari; prosili oni o upragnione dla niego miej­sce i w następnym roku otrzymał takowe.

„Na koniec dnia 5 maja tegoż roku, Ezechiel oznajmił doktorowi, że nazajutrz miasto Rzym zdo­byte będzie przez wojska cesarskie. Torralba prosił anioła o zawiezienie go do Rzymu, aby był tego świadkiem.   Gdy Ezechiel przyrzekł, wyszli obaj razem zValladolidu o godzinie jedenastej wieczorem, jakby na przechadzkę, nie odeszli jeszcze daleko od miasta, gdy anioł dal Torralbie sękatą laskę mó­wiąc: „Zamkniej oczy, nie bój się, weź to w rękę, nie stanie ci się nic złego.” Gdy nadeszła chwila otwarcia oczu, ujrzał się tak blizko morza, że go mógł dotknąć ręką. Otaczająca go czarna noc na­tychmiast ustąpiła miejsca żywemu światłu, tak że Torralba sądził, iż się w niem spali; postrzegł to Ezechiel i rzekł mu: „Uspokój się głupcze.” Tor­ralba znowu zamknął oczy i po niejakim czasie uczuł, że musieli już przybyć na ziemię. Ezechiel kazał mu otworzyć oczy i zapytał, czy wie gdzie się znajduje? Doktor spojrzawszy w około siebie, po­znał, iż był w Rzymie w wieży Nona. Wtedy usły­szeli zegar zamkowy, bijący piątą godzinę w nocy (to jest północ według hiszpańskiego sposobu licze­nia), zkąd wnieśli, że całą podróż odbyli w godzinę. Torralba przebiegł Rzym z Ezechielem, i widział rabunek miasta i wszystkie inne wypadki tego straszliwego dnia. W przeciągu półtory godziny wró­cił znowu do Valladolidu, gdzie Ezechiel opuścił go mówiąc: „Odtąd będziesz zapewne wszystkiemu wie­rzył co ci powiem.”

„Torralba ogłosił wszystko co widział; a po­nieważ mówiąc o nim nazywano go ciągle wielkim i prawdziwym magikiem, czarnoksiężnikiem, wróż­bita i t. p., więc inkwizycyą wdała się wkrótce w tę sprawę i kazała go aresztować. Doktor wyznał z razu wszystko co się ściągało do anioła Ezechiela i zdziała­nych przez niego cudów, w przekonaniu, że o co in­nego nie będzie kwestyi, jak początek zdawał się zapowiadać, i że nie będzie wcale mowy o jego dyspucie, ani o jego powątpiewaniach co do nie­śmiertelności duszy i bóstwa Jezusa Chrystusa. Skoro sędziowie dostatecznie sprawę pojęli, zabrali się do głosowania; ale z powodu rozmaitości zdań, trybunał odniósł się do Rady najwyższej, która wy­rzekła, aby Torralbę wzięto na tortury, o ile jego wiek i stan na to pozwalają, dla dowiedzenia się, ja­kie miał zamiary, gdy przyjmował i przechowywał u siebie ducha Ezechiela: czy wierzył niezachwia­nie, że to był jego zły duch, bo świadek jeden za­pewniał, że słyszał go mówiącego; czy zawarł z nim umowę dla zjednania sobie jego przychylności; jaka była ta umowa, w jaki sposób nastąpiło pierwsze widzenie się i czy wtedy lub później używał zaklęć dla przywołania go. Po przedsięwzięciu tego środka trybunał miał głosować i wydać stanowczy wyrok.

„Aż do tego dnia Torralba zawsze mówił jedno i to samo o swoim przyjaznym duchu, i zapewniał, że należy do rzędu dobrych aniołów; lecz skoro się ujrzał w ręku katów, boleści tortury wymogły na nim oświadczenie, iż widzi, że Ezechiel jest złym duchem, bo jest przyczyną jego obecnego nie­szczęścia. Zapytano go, czy przepowiedział mu, że go inkwizycja aresztować będzie; oświadczył, że uprzedzał go o tern kilkakrotnie, że przestrzegał, aby nie udawał się do Cuency, gdzie mu się wyda­rzy nieszczęście; lecz sądził, iż może nie zważać na radę. Zresztą oświadczył, że między nimi nie było żadnej umowy, i że rzeczy tak się miały jak zeznał.

„Inkwizytorowie przyjęli za prawdziwe wszelkie szczegóły podane przez Torralbę, i kazawszy mu złożyć nową deklaracyę, z powodu politowania za­wiesili jego sprawę, w nadziei widzenia tak sław­nego czarnoksiężnika nawracającym się i wyznają­cym wszelkie umowy i czary, których się ciągle za­pierał.

„Nakoniec po przeszło trzechletnim pobycie w więzieniach świętego oficjum, skazano Torralbę, na wyparcie się ogólne i zwyczajne wszelkich herezji, na karę więzienia i san benito przez czas, jaki ’ inkwizycja oznaczy, na przerwanie wszelkich roz­mów i widzeń z duchem Ezechielem i niesłuchanie nigdy jego propozycji. Te warunki narzucone mu dla zapewnienia się o jego postępowaniu i dla ^obra jego duszy.

„Ku końcowi roku 1610 inkwizytorowie z Lo-grona obchodzili osobowe auto-da-fe, na którym figurowało dwudziestu dziewięciu czarowni­ków. W sprawach ich są tak szczególne zeznania, że mimo wszystkiego cośmy o tej sekcie powiedzieli, musimy je tu przytoczyć.

Ci dwudziestu dziewięciu czarowników pochodzili wszyscy z miasteczek de Vera i Zuggarramurdi w do­linie Bastan w Nawarze. Zgromadzenia swoje odbyr wali w miejscu zwanem Koźla łąka (Pre du bouc). Tam według ich zeznań pojawił się im diabeł w po­staci kozła. Oto treść ich zeznań: -, „W poniedziałki, środy i piątki każdego tygo­dnia zawsze odbywały się zgromadzenia, oprócz wielkich dni kościelnych, jak Wielkanoc, Zielone Świątki, Boże Narodzenie i t. p. Na każdym posie­dzeniu, a mianowicie gdy następowało jakie przy­jęcie, diabeł przybierał postać człowieka smutnego, zagniewanego, czarnego i brzydkiego; siadał na podwyższeniu już to złoconym, już to czarnym jak heban, miał koronę z małych rożków i inne wielkie rogi na głowie, a trzeci podobny na środku czoła i tym oświecał miejsce zgromadzenia. Światło jego było mocniejsze od księżycowego, a słabsze od sło­necznego. Oczy miał wielkie, okrągłe i dobrze otwarte, błyszczące, przerażające; brodę podobną do koziej; w połowie był człowiekiem, w połowie kozłem. Nogi i ręce miał ludzkie, długie i równe palce zakończone ogromnymi paznokciami, na koń­cach ostrymi. Końce rąk miał zakrzywione na spo­sób szponów drapieżnych ptaków, a końce nóg na­śladowały gęsią łapę. Głos jak osła, chrapliwy, nie-harmonijny i donośny. Słowa wymawiał niewyraź­nie, grubo, gniewnie i nieregularnie, w sposób po­ważny, srogi i arogancki. Fizjonomia wyrażała zły humor i melancholię.

„Przy otwarciu posiedzenia, wszyscy padali na twarz dla uczczenia diabła, nazywając go swoim panem i bogiem i powtarzając apostazję, którą wy­powiadali przy przyjęciu do sekty; każdy całował go w nogę, rękę, w lewy bok, w tył i t. p. Sessya zaczynała się o godzinie dziewiątej wieczorem, koń­czyła zwykle o północy, a nie mogła trwać dłużej jak do zapiania koguta.

„Po tej ceremonii następowała druga, będąca szatańskićm naśladowaniem mszy, gdzie podrzędne diabły stawią ołtarz, i posługują swojemu panu, jak klerycy chrześcijańskiemu księdzu. Diabeł prze­rywa ceremonię i przemawia do obecnych, aby nigdy nie wracali się do chrystyanizmu, i przyobiecuje im raj doskonalszy od raju chrześcijańskiego.

„Po skończonym obrzędzie, diabeł łączy się cie­leśnie ze wszystkimi mężczyznami i kobietami, i rozkazuje im potem .naśladować siebie, co się koń­czy pomieszaniem obu pici bez uwagi na małżeń­stwo i na pokrewieństwo. Prozelici diabla ubiegają się o zaszczyt powołania ich najpierwej do odbywa­nych czynności, a królowi czarowników służy przy­wilej uwiadamiania o tym wybranych mężczyzn równie jak królowej wzywania ulubionych jej kobiet.

„Po ceremonii diabeł rozsyła wszystkich rozka­zując, aby każdy wyrządzał chrześcijanom co tylko może złego, jak również wszystkim płodom ziem­skim, przemieniwszy się na ten cel w psa, kota, wilka, lisa, drapieżnego ptaka, lub w inne zwierzę, stosownie do potrzeby, a także przez użycie zatru­tych proszków i napojów, przegotowanych z wodą wydobytą z ropuchy, którą każdy czarownik nosi przy sobie i sam zostaje diabłem, pod tą przemianą posłusznym swojemu zwierzchnikowi od chwili przy­jęcia go do sekty.

„Przyjęcie to, czyli afiliacja, odbywało się na zgromadzeniu: kandydat wyrzekał się wiary w Bo­ga i przyrzekał diabłu posłuszeństwo i wierność aż do śmierci. Szatan robi wtedy znak pazurem na le­wej ręce wstępującego i robi mu bardzo mały wy­cisk ropuchy na powiece lewego oka, nie sprawując mu najmniejszej boleści. Ta figura ropuchy służy wszystkim czarownikom za godło do poznania się. Potem dawano nowemu czarownikowi małą ropuchę zawiniętą, posiadającą moc czynienia niewidzialnym swojego nowego pana i przenoszenia go w krótkim czasie i bez truciu w najodleglejsze miejsca, oraz przemieniania w rozmaitego rodzaju zwierzęta.

„Przed udaniem się na posiedzenie, czarownicy pocierali ciało płynem wymiotanym przez ropuchę, a otrzymanym uderzając ją rózeczkami, dopóki mieszkający w niej szatan nie powie: „Już dosyć.” Za potarciem się dopiero tym płynem, czarownik może ulecieć i podróżować równie prędko jak świa­tło, ale to mogło się odbywać tylko w nocy, bo sko­ro tylko kogut zapowiedział jutrzenkę, ropucha znika, a czarownik wraca do naturalnego stanu, „Diabeł udzielał także profesom zdolności two­rzenia śmiertelnych trucizn, używając do tego pła­zów, owadów, mózgu zmarłych ludzi i soków roz­maitych roślin. Czarownicy używali tych trucizn rozmaitymi sposobami, i mogli niemi zabijać nawet z dalekiej odległości.

„Ze wszystkich zabobonów, najlepiej podoba­jących się szatanowi, nie pochlebiał mu tak żaden, jak wykradanie z grobów ciał zmarłych chrześcijan i pożywanie przez jego wyznawców drobnych kostek i mózgu ludzkiego, z wodą wyrzuconą przez ro­puchę.

„Dążność do złego tak jest wrodzona szatanowi, że jeżeli czarownik długi czas nie szkodzi nikomu, czy to ludziom, czy zwierzętom, czy też płodom ziemskim, każe go chłostać na pełnym zgroma­dzeniu.”

Wszystkie te szczegóły, tudzież wiele innych podobnych, podało inkwizytorom dziewiętnastu ża­łujących czarowników, którzy zeznając wszystko uniknęli ognia. Święte oficjum poprzestało na na­kazaniu im przywdziania san benilo podczas auto-da-fe, które się odbywało po ich osądzeniu. Co do innych dziesięciu czarowników, skazanych na re­laksację, jako dogmatyzujących lub prezydujących w zgromadzeniach, otrzymano od nich przez zręcz­ność inkwizytorów lub przez torturę zeznania brzmiące następnie:

„Marya de Zuzaja zeznała, że wyrządziła wiele złego osobom, które wymieniła, zadając im za po­mocą uroku dolegliwe boleści i wprowadzając w dłu­gie choroby; że zadała śmierć jednemu człowiekowi przez zatrute jajko, co mu sprawiło okropne kolki; że ją co noc odwiedzał diabeł, zastępujący jej męża przez lat kilka, i na koniec że się często naśmiewała z księdza, który lubił polować na zające, bo przybierała postać tego „zwierzęcia i utrudzała myśliwca, każąc mu robić długie kursy.” Święte oficjum przyjęło wszystkie te fakty za prawdziwe i skazało Maryę de Zuzaja na relaksację, chociaż -zdawało się, że żałuje za grzechy. Uduszono ją i po śmierci spalono.

„Michał Goiburn, król czarowników z Zuggarramurdi wyznał wszystko co się działo na posiedze­niach sekt; co zaś do rzeczy wyłącznie go dotyczą­cych, oświadczył, że bardzo często wpadał w grzech najpoufalszych stosunków z diabłem, już to biernie z nim, już czynnie z innymi czarownikami, że kilka­krotnie sprofanował kościoły, porywając umarłych z grobu, dla ofiarowania diabłu kości i mózgu ludz­kiego.  Przyznał się, że w połączeniu z diabłem kilkakrotnie rzucał urok na pola i na ludzi, i że z tytułu króla czarnoksiężników, nosił naczynie pełne jadu ropuchy, którego diabeł używał do swo­ich operacji. Goiburn wyznał także, iż przyczynił się do śmierci wielu dzieci, których rodzinne na­zwiska wymienił, a nawet swojego własnego sio­strzeńca, wysysając im krew; a wszystko to dla przypodobania się diabłu, który bardzo lubił wi­dzieć czarowników dopuszczających  się takich zbrodni.

„Jan Goiburn, brat króla i mąż królowej cza­rownic, wyznał to samo co inni czarownicy. Co do ogólnych okoliczności, oświadczył, że przygrywał na tamburynie czarownikom i czarownicom pod­czas ich tańca. On także popełnił kilka zbrodni w ciągu swoich napowietrznych nocnych podróży, nie oszczędzał nawet swojego własnego syna, które­go kości posłużyły mu do wyprawienia uczty kilku czarownikom. Wyznał, że gdy raz grał jeszcze po zapianiu koguta, ropucha jego natychmiast znikła, i że musiał odbyć piechotą kilka mil drogi wraca­jąc do domu.

„Żona Jana Goiburna była królową czarownic-zeznała: że z zazdrości ku innej kobiecie, dla tego, że się w niej diabeł kochał, otruła ją przygotowaną trucizną, że również była przyczyną śmierci kil­korga dzieci, których matki nienawidziła, i że często przyrządzała uczty z kości i mózgów odkopanych zmarłych.

„Córka jej oświadczyła, że często widywała diabła, że szatan używał jej jak chciał i że podczas stosunku ze swoim panem, doznawała wielkich bo­leści. Wyznała, że przyprawiła o śmierć kilkoro małych dziatek przez wyssanie .z nich krwi, a dzie­sięć innych osób przez truciznę i podane im napoje.

„Siostra jej przyznała się do podobnych zbrodni.

„Krewny króla czarowników również opowiadał o wszystkim co się działo na ich nocnych zgromadzeniach i oświadczył, że grywał na necie, gdy diabeł nadużywał mężczyzn i kobiet, bo mu ta roz­rywka wielką sprawiała przyjemność.

„Inna czarownica opowiadała, jakim sposobem zgubiła wiele osób, nacierając je śmiertelną maścią, którą diabeł nauczył ją przyrządzać; także zatruła swoją wnuczkę.

„Siostrą tej kobiety zapewniała, iż szatan kazał ją ochłostać, bo nie stawiła się na zgromadzenie.

„Tajemny kat zgromadzeń na Koźlej łące wy­znał, że gdy go przyjmowano na nowicjusza, diabeł wycisnął mu swój znak na brzuchu i że punkt ten stał się nieprzenikniony. Inkwizytorowie kazali tam wtykać mocne szpilki, lecz chociaż łatwo wcho­dziły w inne części ciała, niepodobna było je we­tknąć w punkt niezraniony.

„Kilka innych czarownic oświadczyło, że w wie­lu okolicznościach, gdy osoby zdziwione widokiem tego co się działo na ich zgromadzeniach, wymówi­ły imię Jezus, wszyscy natychmiast znikali, a na łące było tak pusto, jakby tam nigdy żadne się zgromadzenie nie odbywało.

Nakoniec inna czarownica powiedziała inkwi­zytorom, że dla ukarania dzieci za rozgłaszanie ta­jemnicy tego co się dzieje na Koźlej łące, ona i inne jej towarzyszki obowiązane były chłostać te dzieci, a każdej nocy zgromadzenia brały je z łóżek i uno­siły z sobą w powietrze, do miejsca przeznaczonego na wymierzenie im kary. Dzieci te powołane przez inkwizytorów, poświadczyły opowiadanie czarownic.”

Taki jest rozbiór okoliczności stwierdzonych procedurą świętego oficjum w Logronie. Auto-da-fe odbyło się, i pomimo ropuch, proszków i maści, cza­rodzieja i czarownice ponieśli naznaczoną im karę.

Te monstrualne sprawy dziwią najbardziej prze­konaniem inkwizytorów, którzy zamiast starać się

  • uchylenie zabobonnej zasłony, jaką się okrywali mniemani czarownicy, tudzież o dochodzenie przy­czyny, woleli wierzyć w ich władze i czary, i tym sposobem niejako pewność nadawali prostym iluzjom, będącym niewątpliwie skutkiem narkotycznych i usypiających napojów. Wielu autorów z owej epoki napisało całe tomy przeciw czarnoksięstwu, ale żaden nie śmiał o nim wątpić.

W innej epoce daleko bardziej zbliżonej do filo­zoficznego wieku, to jest w końcu XVII stulecia, inkwizycją hiszpańska zajmowała się niemniej nad­zwyczajną sprawą. Była to sprawa Troilona Diaza, biskupa z Awilli, spowiednika Karola II.

Zwykła słabowitość zdrowia tego monarchy, zrodziła podejrzenie, że nie może używać mał­żeństwa wskutek śledzenia. Kardynał Portocarrero, generalny inkwi­zytor Rocaberti i spowiednik Diaz, wierzyli w cza­ry; przekonawszy więc króla, że był urzeczony, prosili, aby pozwolił na egzorcyzmowanie go. Karol zezwolił i poddał się egzorcyzmom swojego spo­wiednika. Inni księża zabrali się także do egzorcyzmowania. Pewien dominikan w tymże czasie użył podobnego środka do uwolnienia od diabła jakiejś zakonnicy, która twierdziła, że ją napastuje. Spo­wiednik króla zgodnie z generalnym inkwizytorem, polecił temu dominikanowi, aby rozkazał diabłu opętanej zakonnicy oświadczyć, czy prawda, że Ka- • roi II jest upośledzony, i w takim razie, jaka jest natura tego czaru i czćm zniszczyć jego skutki?

Dominikan wykonał rozkaz generalnego inkwi­zytora, i mówią, że przez organ diabła opętanej, wy­krył: „że rzeczywiście rzucony był urok na króla przez wskazaną osobę.” Spowiednik zaczął wtedy robić zaklęcia, aby zniszczyć mniemany urok, i za­pewne byłby długo egzorcyzmował, gdyby tymczasem Rocaberti nie był umarł właśnie, gdy robio­no te doświadczenia z królem.

Mendoza, który nastąpił po Rocabertim, kazał wziąć spowiednika królewskiego pod sąd, jako po­dejrzanego o herezję przez zabobonność i winnego wyznawania nauki przez kościół zabronionej, udzie­lając zaufania diabłom i wzywając do wykrycia ta­jemnic; ale w owej epoce teologowie takiego byli zdania, że oświadczali, iż postępowanie spowiednika Diaza nie przedstawia żadnego czynu występnego, i nie podlega żadnemu teologicznemu zarzu­towi. Rada Najwyższa postanowiła wypuścić Diaza na wolność, z uwagi, że nie uczynił nic przeciwnego katolickiej religii. Ileż to uwag nastręcza postę­pek królewskiego spowiednika, tudzież postępowa­nie kwalifikatorów i inkwizytorów! Kończymy rozbiór tego rodzaju procesów, bo są­dzimy, że każdy z nich daje jasne pojęcie o zabo­bonnej ciemnocie hiszpańskich inkwizytorów i o wszystkich przeszkodach, jakie nieustannie stawiali postępowi cywilizacji. Chcąc pogrążyć na nowo ten piękny kraj w ciemnocie i barbarzyństwie, i popsuć na nowo obyczaje tego bohaterskiego ludu, najpew­niejszym środkiem do osiągnięcia tego będzie przy­wrócenie na Półwyspie świętego oficjum i jego familiarów.

Oceń tę pracę