Historia Muzeum w Gliwicach

Górny Śląsk od szeregu lat przechodził różne burzliwe koleje losu, zwłaszcza pod względem przynależności narodowej. Jego mieszkańców traktowano jako osoby, które były pracowite, lecz ukierunkowane wyłącznie na gromadzenie dóbr materialnych. Jednakże było to twierdzenie zupełnie nieprawdziwe i godziło w honor ludzi z wyższych warstw społecznych zamieszkujących ten region. To właśnie spośród nich wyszła inicjatywa usystematyzowania i zbadania historii oraz dorobku Górnego Śląska. Inicjatywa ta znalazła powszechne poparcie. Zgłębiono wiedzę na temat historii polityczno-gospodarczej regionu, odkryto wcześniej nie zauważane osiągnięcia na polu kultury i sztuki. Po zakończeniu pierwszych prac badawczych postanowiono nadać im charakter organizacyjno prawny. W ten właśnie sposób zaczęły powstawać związki muzealne, z inicjatywy których tworzono pierwsze na Górnym Śląsku muzea . Trzecim z kolei po muzeum nyskim – 1897 i opolskim-1900, które utworzono było Górnośląskie Muzeum w Gliwicach-1905r.[1]
Osobą, która najbardziej przyczyniła się do zorganizowania muzeum w Gliwicach, był tajny radca i sędzia okręgowy Artur Schiller ( 1858-1945) . On to właśnie w 1904 roku na jednym z zebrań Związku Weteranów Wojennych , wyszedł z inicjatywą otwarcia w mieście wystawy pamiątek po zwycięskiej wojnie francusko- pruskiej 1870-1871.  W tym właśnie celu w Gliwicach miało powstać malutkie muzeum, aby otrzymać lokal, w którym miałoby być zorganizowane muzeum Schiller udał się do ówczesnego burmistrza Hermana Mentzla ( 1858-1923), który przychylił się do przedstawionych propozycji.[2]
Celem zdobycia eksponatów Schiller zaapelował do obywateli o ofiarowanie pamiątek na rzecz przyszłego muzeum . Odzew na jego apel przerósł najśmielsze oczekiwania Schillera. Wśród ofiarowanych przedmiotów znalazło się wiele cennych pamiątek historycznych, które wykraczały poza rozmiar i temat wystawy.
Równocześnie w 1905 roku zostaje zorganizowane Górnośląskie Towarzystwo Muzeum (Oberschlesischer Museums Verein in Glaeiwitz), członkami Towarzystwa była miejscowa inteligencja techniczna. Na jej czele stanął burmistrz Mentzl , poza nim do prezydium należeli prof. Benno Wietsche (1836-1908) autor „ Geschichte der Stool Gleiwiz , ks. dr J. Chrząszcz- znany historyk śląski, oraz A. Schiller. 22. 03. 1905r w hotelu „ Deutsches Haus” w Gliwicach na zebraniu Towarzystwa  podjęto decyzje, których skutkiem było utworzenie ponad lokalnego muzeum. Miało ono stać się placówką zbierającą eksponaty z całego regionu górnośląskiego.

Pierwszy etap działalności Muzeum wiązał się ściśle z działalnością Towarzystwa które oficjalnie było jego „właścicielem”. Dlatego też nie kto inny jak Górnośląskie Towarzystwo Muzeum celem zdobycia  jak największej ilości eksponatów, a także, co nie jest rzeczą drugoplanową, środków finansowych niezbędnych do utrzymania placówki. W tym celu Towarzystwo dokładało wszelkich starań ażeby zgromadzić wokół siebie jak najwięcej burżuazji oraz lokalnej inteligencji. Ponadto Towarzystwo poprzez liczne apele, uchwały i odezwy kierowane do ludności starało się zdobywać aktywną pomoc społeczeństwa.

W 18.02. 1906 roku nastąpiło otwarcie Muzeum w Gliwicach. Pierwsza siedziba gliwickiej placówki mieściła się w budynku w szkole podst. Nr IV przy ul. Ziemowita, później została ona przeniesiona do budynku szkoły podstawowej nr IX przy ul.

Sobieskiego. Po roku działalności zgromadzono już około 1600 eksponatów, wśród zgromadzonych dóbr najwięcej miejsca zajmowały; militaria numizmaty książki, mapy i inne. Patrząc z perspektywy czasu widać jak różnorodny charakter miały zbiory muzeum w takim wypadku nie dziwi fakt, że Muzeum otrzymało charakter „Haimatmuzeum” (muzeum małej ojczyzny) uwzględniało ono historię i kulturę regionu górnośląskiego.

Od początku swojego istnienia otoczone zostało szczególnym mecenatem ze strony władz miasta, w ten sposób rozwijało się ono sprawnie i szybko. W 1922 roku do Gliwic przyjechał z Muzeum Przemysłu Artystycznego i Starożytności dr Heinevretter, który objął gliwickie muzeum fachową opieką. W miedzyczasie dwukrotnie zmieniono siedzibę muzeum , fakt ten powodowany był wciąż narastającą ilością zbiorów. Trzecią z kolei siedzibą gliwickiego muzeum był budynek kasyna oficerskiego, a czwartym budynek wykupiony na stałe lokum placówki przy ul. Dolnych Wałów.

W 1930 roku po dwudziestu pięciu latach funkcjonowania muzeum jego zbiory wyglądały bardzo okazale.

Szczególnie ciekawie spośród eksponatów prezentowały się kolekcje obrazów szesnasto i  siedemnastowiecznych malarzy włoskich i hiszpańskich ponadto bogata była kolekcja rzeźby i malarstwo przedstawiające współczesna sztukę regionu górnośląskiego.


[1] D. Recław, 90 lat Muzeum w Gliwicach, Gliwice 1995,s.6

[2] Tamże s.8

Oceń tę pracę

Historia i charakterystyka radiofonii katolickiej

Czerwiec 1989 r. przyniósł Polsce upragnioną od pół wieku wolność. Zawierało się w tym pojęciu prawo do nieskrępowanego głoszenia poglądów, które wcześniej uznawane były za wywrotowe, a ich głosicieli nazywano wrogami ludu. Należał do nich Kościół katolicki, który miał w PRL ograniczoną wolność głoszenia swojej nauki, choć przyznać trzeba, że była ona większa niż w innych krajach bloku komunistycznego.

Po odzyskaniu wolności Kościół w pełni rozpoczął realizację swojej misji głoszenia Ewangelii i do tego celu włączył środki społecznego przekazu, a wśród nich radio. W ten sposób narodziła się polska radiofonia katolicka.

Miałem okazję obserwować jej rozwój na przykładzie Diecezjalnego Radia Góra Św. Anny, z którym rozpocząłem współpracę po II roku studiów. Ponadto śledziłem to, co działo się w całej Polsce: dynamiczny rozwój Radia Maryja z jednej strony oraz powstawanie wielu mniejszych i większych rozgłośni diecezjalnych, parafialnych i zakonnych. Widziałem też coraz wyraźniej zarysowujące się różnice między poszczególnymi nadawcami: ciążenie bądź w stronę modelu radia konfesyjnego z dużą dawką modlitwy i katechezy, bądź ku dominującemu w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych radiu dynamicznemu, z dużą dawką muzyki i wplatanej w to publicystyki.

Przeprowadzona przed trzema laty rozmowa z absolwentką dziennikarstwa Uniwersytetu Jagiellońskiego, wówczas pracującą w wydawnictwie Edycja Św. Pawła, Ewą Lewandowską, skłoniła mnie do zajęcia się tym tematem w ramach pracy magisterskiej. Po trzech latach obserwowania zjawiska i zbierania niezbędnych materiałów ukończyłem ową pracę, która w ostatecznym kształcie przyjęła tytuł „Historia i charakterystyka radiofonii katolickiej w Polsce (1989-1998)”.

Składa się ona z trzech rozdziałów.

Pierwszy z nich nosi tytuł „Kościół rzymsko-katolicki wobec środków społecznego przekazu” i jest wprowadzeniem w zagadnienie obecności Kościoła w mediach. Moim celem było pokazanie w nim ewolucji, jaką przez 150 lat przeszedł Kościół rzymsko-katolicki: od bardzo dużej nieufności papieża Grzegorza XVI („Wypada w tym miejscu zająć się, nigdy za dużo nie potępianą i nie ganioną, wolnością druku do publikowania wszystkiego, której tak natarczywie niektórzy mają śmiałość domagać się i którą popierają.”) do akceptacji wyrażanej przez Jana Pawła II (media „mogą służyć ochronie ludzkich praw każdego człowieka – ludzi bogatych i ubogich, młodych i starych, zdrowych i chorych, sprawujących władzę i pozbawionych władzy; mogą też przypominać jednostkom o ich odpowiedzialności wobec Boga i bliźniego”).

Po wprowadzeniu w tematykę, pokazaniu roli, jaką  Kościół wyznaczył mediom, umieściłem drugi rozdział pracy zatytułowany „Historia mediów kościelnych po 1989 r. charakterystyka rozgłośni”. Rozpoczynam w nim opis polskiej radiofonii katolickiej. W pierwszej części tego rozdziału ukazana jest historia powstawania rozgłośni kościelnych, spotkania hierarchów Kościoła z przedstawicielami władzy państwowej, zmiany prawa polskiego umożliwiające powstawanie wolnych mediów, wreszcie pomoc Kościoła amerykańskiego w pierwszych latach nowej rzeczywistości. Druga część rozdziału dotyczy już obecnego stanu rozgłośni katolickich, pokazuje podobieństwa i różnice między poszczególnymi radiostacjami ze względu na sposób finansowania, podział na redakcje, czy wreszcie skład zespołu dziennikarskiego.

W trzeciej części noszącej tytuł „Program i słuchalność” omawiam to, co najbardziej różnicuje te rozgłośnie – program. Jest to podstawą do podziału rozgłośni na trzy grupy, które łączy przedstawianie na antenie tego, czym żyje Kościół, zaś dzieli – sposób, w jaki to robią. Prezentuję też wyniki badań słuchalności rozgłośni katolickich, które zostały mi udostępnione przez Ośrodek Badań Opinii Publicznej. Jest to namacalny dowód na popularność przynajmniej części rozgłośni katolickich, a dla nich samych – źródło refleksji nad skutecznością wyboru formatu radia, którego ostatecznym celem było przecież dotarcie do słuchacza i zainteresowanie go życiem Kościoła.

Przy przygotowywaniu pierwszego rozdziału posłużyłem się metodą historiozoficzną. Studiowałem teksty źródłowe dokumentów kościelnych i wypowiedzi papieskich na temat środków społecznego przekazu, obrazujące stanowisko Kościoła na przestrzeni ostatnich 150 lat. Wypowiedzi te zebrane są przez kilku autorów w wyborach tekstów źródłowych. Mniej jest natomiast opracowań tych tekstów, analizy ewolucji postawy Kościoła. Zajmuje się tym m.in. biskup Jan Chrapek, v-ce przewodniczącym Komisji Episkopatu do spraw Środków Społecznego Przekazu, odpowiedzialny za media w Europie środkowo-wschodniej z ramienia Rady Konferencji Episkopatów, wykładowca Akademii Teologii Katolickiej i Uniwersytetu Warszawskiego.

Jest on jednak przede wszystkim najlepszym znawcą zagadnień związanych z funkcjonowaniem rozgłośni katolickich w Polsce i przy pisaniu tej pracy często posiłkowałem się jego publikacjami.

Zjawisko polskiej radiofonii katolickiej jest bardzo młode i nieliczne są prace opisujące całość zagadnienia. Pojawiły się już natomiast prace magisterskie (także na Uniwersytecie Opolskim), prezentujące funkcjonowanie poszczególnych rozgłośni katolickich. Z niektórymi miałem okazję się zapoznać.

Co pewien czas przedstawiciele nauki i praktycy z poszczególnych rozgłośni spotykają się na sympozjach, konferencjach próbując zastanawiać się nad stanem radiofonii katolickiej, sposobami jej udoskonalenia, czy wreszcie nad jej przyszłością. W jednym z takich spotkań – sympozjum naukowym „Ewangelizacja radiowa” na Akademii Teologii Katolickiej 1.12.1997 r. w Warszawie – miałem okazję uczestniczyć, a materiały przeze mnie zebrane i nawiązane kontakty bardzo mi pomogły w przygotowaniu tej pracy.

Przy opracowywaniu drugiego i trzeciego rozdziału posłużyłem się techniką socjologiczną. Większość informacji zawartych w tych dwóch rozdziałach pochodzi z ankiet, jakie wypełnili na moją prośbę przedstawiciele poszczególnych rozgłośni (pełny tekst kwestionariusza ankiety umieściłem
w aneksie). W obu tych rozdziałach odwołuję się często do tabel i wykresów. Są one umieszczone na końcu drugiego i trzeciego rozdziału. Część informacji uzyskałem też metodą wywiadu.

Chciałbym serdecznie podziękować tym wszystkim, którzy swoją życzliwością i pomocą przysłużyli się do powstania tej pracy: ks. biskupowi Janowi Chrapkowi za udzielenie cennych informacji, ks. Mirosławowi Bujakowi, dyrektorowi radia Ave, ks. Maciejowi Chibowskiemu, dyrektorowi radia Warszawa-Praga, ks. Rafałowi Markowskiemu, dyrektorowi radia Józef oraz tym księżom i pracownikom świeckim rozgłośni katolickich, którzy odpowiedzieli na moją prośbę i wypełnili ankietę. Dziękuję też za pomoc Pani Barbarze Swan z Ośrodka Badań Opinii Publicznej, Pani Jolancie Pałosz, redaktor naczelnej Stowarzyszenia VOX i ks. Ireneuszowi Sokalskiemu, dyrektorowi Spółki Producenckiej Plus. Wdzięczność wyrażam też ks. dr. Andrzejowi Hanichowi, dyrektorowi Radia Góra Św. Anny, za poparcie mojej prośby skierowanej do poszczególnych rozgłośni i za całą okazaną mi pomoc.

Oceń tę pracę

Pluralizm Mediów jako przejaw transformacji ustrojowej w Polsce po 1989 roku

W Polsce, rokiem decydującym o przemianie mass-mediów, był rok 1989. Obrady Okrągłego Stołu, a dokładniej – uzgodnienia w podzespole do spraw środków masowego przekazu stworzyły podwaliny pod zapoczątkowany proces transformacji. Toteż w maju 1989 roku Sejm uchwalił cztery ważne ustawy związane z mediami:

  • o stosunku Państwa do Kościoła      katolickiego w PRL      – z dnia 17 maja 1989r.,
  • o gwarancjach wolności sumienia i      wyznania – z      dnia 17 maja 1989 r.,
  • o zmianie ustawy o kontroli      publikacji i widowisk      – z dnia 29 maja 1989 r.,
  • o zmianie ustawy Prawo Prasowe – z dnia 30 maja 1989 r.

Akty te umożliwiły Kościołowi katolickiemu zakładanie własnych, niezależnych rozgłośni radiowych i znacznie zliberalizowały funkcjonowanie cenzury w stosunku do istniejących mediów, która ostatecznie została zniesiona ustawą sejmową z dnia 11 kwietnia 1990 roku, gwarantując wolność słowa, choć i tak była to już formalność względem wcześniejszych ustaleń Okrągłego Stołu.

Powstały więc warunki do nieskrępowanego rozwoju wolnych środków masowego przekazu. Zniesiono wówczas system koncesyjny, stosowany wobec wydawców prasowych i książkowych, administracyjne przydziały papieru. Zaowocowało to szybkim wzrostem ilości ( i jakości …) dostępnych na rynku gazet i czasopism, wśród których były także gazety parafialne.

Wydawanie własnych gazet, czy biuletynów stało się w Kościele w Polsce zjawiskiem najczęstszym i szybko narastającym. W samej tylko diecezji opolskiej można obecnie doliczyć się około 80 tytułów gazet parafialnych. Zasługuje to na szczególną uwagę wśród publicystycznej powodzi, która rozlewa się po kraju. Nie dlatego, że prasa kościelna jest doskonała. Przeciwnie – dużo w niej niedomogów i warsztatowych nieporadności, słowem wszystkich skaz, które mają prawo towarzyszyć debiutowi. Prasa parafialna, choć ukazuje się już od kilku lat, przeciera dopiero szlaki, żeby naprawdę zaistnieć na prasowej mapie i w świadomości odbiorców. Tworzy ona przy tym nowe jakości: jest autentycznie lokalna, dba o wartości chrześcijańskie, o przekaz nauki Kościoła katolickiego. Wydawanie prasy parafialnej spotyka się jednak z różnymi trudnościami, do których zaliczyć trzeba przede wszystkim sprawę poziomu czy też zachowanie systematyczności.

Rynek mediów elektronicznych jeszcze przez kilka lat pozostawał formalnym monopolem państwa. Ustawodawstwo odziedziczone po PRL gwarantowało prawo nadawania audycji radiowych i telewizyjnych wyłącznie instytucjom państwowym. Prace nad ustawą, określającą zasady nowego ładu w eterze, jak to szumnie określono, podjęto jeszcze w 1989 r. i trwały one blisko trzy lata. Ustawę o radiofonii i telewizji uchwalono pod koniec 1992 r., zaś weszła ona w życie dnia 1 marca 1993 roku, przekształcając istniejące państwowe Polskie Radio w radiofonię publiczną uformowaną w ogólnokrajową jednostkę organizacyjną i 17 regionalnych spółek akcyjnych skarbu państwa, prowadzących własną politykę programową.

Finansowanie tych spółek odbywa się z abonamentu i reklamy. W związku z tym ostatnim przez pewien czas istniały nawet tzw. programy miejskie, stanowiące komercyjne odgałęzienia regionalnych radiostacji publicznych, które powstały w kilku województwach – w tym również w Opolu – Radio na Wyspie, które jednak nie zostały uznane przez obowiązujące regulacje prawne (wg KRRiTV). To swoiste radio w radiu miało odrębne cele programowe, zbliżone do komercyjnych stacji prywatnych i miało za zadanie odzyskać utracony rynek reklam oraz zatrzymać lub przyciągnąć głównie młodych słuchaczy, którzy przeważnie słuchali stacji prywatnych z programem skierowanym raczej do młodszego odbiorcy.

Ustawa o radiofonii i telewizji dawała również podstawę do koncesjonowanego zakładania prywatnych komercyjnych rozgłośni radiowych, które zaczęły wyrastać jak grzyby po deszczu od początku lat dziewięćdziesiątych, nie czekając na odpowiednie prawne regulacje. De facto ustawa ta zastała więc już wiele rozgłośni radiowych, nadających swój program nielegalnie, które zalegalizował dopiero pierwszy proces koncesyjny przeprowadzony przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji. W tym procesie KRRiTV przyznała koncesje radiowe 152 stacjom, 3 organizacjom radiowym – Radiu Zet z Warszawy, RMF z Krakowa i Radiu Maryja z Torunia chcących nadawać swój program na całym terytorium kraju. Przyznano też koncesję na jedną sieć ponadregionalną dla ZHP oraz 17 koncesji na rozgłośnie regionalne i 133 koncesje na rozgłośnie lokalne.

W Opolu początek pluralistycznego systemu radiofonicznego nastąpił dnia 10 lutego 1993 roku, kiedy to ruszyła pierwsza na opolskim rynku mediów radiowa stacja komercyjna Radio O’le, której właścicielem jest firma „Remak”. W 1994 r. ruszyła kolejna komercyjna radiostacja Pro Kolor – związana z telewizją kablową – Kolor Sat. Rok później wystartowało Radio Fama i pierwsza radiostacja kościelna Diecezjalne Radio Góra Św. Anny.

5/5 - (1 vote)

NIEWOLA AWINIOŃSKA PAPIEŻY

W latach 1285-1314 we Francji panował Filip IV Piękny. Król ten prowadził szereg wojen, szczególnie chodziło mu o przyłączenie do domen królewskich, (czyli osobistych majątków króla), bogatej prowincji Flandria (przemysł sukienniczy). Po opanowaniu Flandrii, która była lennem angielskim, monarcha stanął przed innym problemem, a mianowicie – problemem oporu społeczeństwa flandryjskiego przeciw rządom francuskim. W 1302 roku pod COURTRAI oddziały flandryjskie złożone z mieszczan i chłopów zadały klęskę wojskom francuskim. Polityka Filipa była bardzo kosztowna i wymagała licznych nakładów pieniężnych, król więc obłożył podatkiem posiadłości kościelne, które, jak uważano, były wolne od obciążeń. Duchowni zwrócili się do papieża wskazując na złamanie praw stanowych. Papieżem był wtedy Bonifacy VIII, który uważał, że władza duchowna jest wyższa od władzy świeckiej, a co za tym idzie, postępowanie króla jest naruszeniem prerogatyw władzy duchowej. Zagroził on klątwą każdemu, kto odważy się bez zgody papieża nakładać na duchowieństwo podatki. Wobec takiego stanowiska Filip zakazał wywozu złota i srebra poza granice Francji, co godziło w interesy finansowe kurii rzymskiej. Aby znaleźć oparcie prawne dla swojej polityki, monarcha w 1302 roku zwołał do Paryża przedstawicieli duchowieństwa, rycerstwa, mieszczaństwa tzw: STANÓW GENERALNYCH.

Odtąd zgromadzenie to posiadało uprawnienia do nakładania nowych podatków. Nie złagodziło to konfliktu między królem a papieżem. Doszło do dalszych zadrażnień, tym razem chodziło o politykę personalną. W pewnym momencie konfliktu papież przygotował dokument, w którym wyklinał Filipa. Konsekwencją tego dokumentu byłoby unieważnienie wszystkich traktatów jakie kiedykolwiek zawarła Francja od czasów pierwszych Kapetyngów (X wiek).

Aby do tego nie dopuścić, król za namową kanclerza wysłał do Włoch swoich agentów, którzy mieli za zadanie w oparciu o nieprawą opozycję przeprowadzić detronizację papieża. W czasie tej akcji doszło do porwania i uwięzienia papieża. Papież co prawda został odbity, ale nie przeżył uprowadzenia i zmarł. Zaś jego następca Klemens V w 1309 roku przeniósł stolicę papiestwa z Rzymu do Awinionu, tzw: NIEWOLA AWINIOŃSKA papieży trwała bez mała 70 lat do 1377 roku. Papiestwo stało się bardziej strukturą prawnie administracyjną ,niż Kościołem powszechnym, wiodącym wiernych do zbawienia wiekuistego. Papiestwo rozwinęło sprawny aparat fiskalno -podatkowy, grożąc ekskomuniką każdemu, kto nie wywiązałby się z zobowiązań. Papiestwo rozstrzygało również wszelkie spory natury prawnej (za odpowiednią odpłatnością).

Jednocześnie w tym czasie zaczęły pojawiać się głosy, jak daleko sięga władza papieża. Tak więc problemem było, czy papież sprawuje władzę świecką, czy też jego władza i autorytet odnosi się tylko i wyłącznie do spraw wiekuistych. Jakie są wzajemne kompetencje między władcą świeckim a papieżem. Spory te wiążą się z takimi nazwiskami jak William Ockham i Marsyliusz z Padwy.

William Ockham podzielił świat na rzeczywistość przyrodzoną i nadprzyrodzoną. Stwierdził, że rozum ludzki jest w stanie ogarnąć tylko rzeczywistość przyrodzoną (świat przyrody). – dziedzina filozofii. Rzeczywistość nadprzyrodzona nie da się ogarnąć rozumem, ją można pojąć tylko przez uczucie i objawienie, i tą dziedziną zajmuje się teologia (było to sprzeczne z filozofią św. Tomasza) -> za pomocą ludzkiego rozumu można objąć rzeczywistość przyrodzoną, jak i nadprzyrodzoną i wyrazić ją w powszechnie zrozumiałych zrozumiałych kategoriach i terminach. Poglądy Ockhama miały konsekwencje polityczne, a mianowicie że światem przyrodzonym, racjonalnym rządzi władca świecki, natomiast domeną duchowieństwa jest świat nadprzyrodzony i te dwa światy nie stykają się nawzajem.

Marsyliusz z Padwy, twierdził podobnie jak Ockham, że władza duchowna i władza świecka są to dwie rozdzielne i w gruncie rzeczy suwerenne władze. I tylko w wyjątkowych wypadkach mogą ingerować wobec siebie nawzajem, tzn: papież tylko wtedy, gdyby władca okazał się tyranem, cesarz , gdyby papież okazał się heretykiem. Obaj ci uczeni, obok wielu innych, żyli w połowie XIV wieku.

W tym czasie w Europie trwała tzw: wojna stuletnia (1337-1453), była to wojna między Anglią a Francją. Jednym z poważniejszych wydarzeń Europy XIV wieku była epidemia dżumy, czyli czarnej śmierci. Ogarnęła ona Europę Zachodnią, doprowadzając do olbrzymiego ubytku ludności, co jeszcze bardziej podniosło falę religijności. Ludzie szczególnie wrażliwi twierdzili, że jest to kara boża za występne życie i sprawowanie się kleru. Papieże przez długi czas nie mogli wrócić do Rzymu, nie tyle ze strony przymusu ze strony królów francuskich ( takiego przymusu nie było), lecz ze względu na sytuację w samym Rzymie, gdzie istniała bardzo ostra rywalizacja między rodami rzymskimi.

Dopiero w 1377 roku jeden z papieży awiniońskich przeniósł stolicę z powrotem do Rzymu, ale wkrótce zmarł. Zebrało się kolegium złożone z 16 kardynałów i na papieża wybrano duchownego, który przyjął imię Urbana VI. Papież ten jednak zawiódł zaufanie wyborców, zachowywał się skandalicznie, ubliżał i torturował duchownych. Przerażeni kardynałowie zebrali się w innym miejscu i wybrali innego papieża, Francuza z pochodzenia, który przyjął imię Klemensa VII. Ale w tym momencie pojawił się problem: który z papieży jest legalny? Obaj zostali wybrani przez tych samych ludzi i w ramach tej samej procedury. A jeszcze sprawę komplikował fakt, że kolegium zgodnie z prawem kanonicznym wybiera papieża pod wpływem Ducha św. Jeśli wybrali niegodnego, tzn: że Duch św. ich opuścił.

Kolegium wybierającym papieża (złożone z kardynałów) było KONKLAWE.

Klemens VII obrał swą siedzibę w Awinionie, zaś cała Europa podzieliła się na dwie abdiencje (posłuszeństwa): rzymską i awiniońską. Za Rzymem opowiedziało się Cesarstwo, Anglia, kraje słowiańskie. Natomiast za winionem opowiedziała się Francja, Aragonia. Spór początkowo próbowano rozwiązać polubownie, skłaniając papieży do dobrowolnego ustapienia. Co więcej, żaden z nich nie chciał ustąpić, mianowano następców. Okres, kiedy istniały dwa papiestwa, trwał od 1378 do 1414 roku, nosi nazwę WIELKIEJ SCHIZMY ZACHODNIEJ.

Rozpoczęły się wówczas dyskusje teologiczne, jak ten problem należy rozwiązać. Problem polegał na pytaniu, jaka instytucja może rozstrzygnąć o legalności wyboru. Istniała instytucja Soboru, ale pojawiało się następne pytanie: sobór, aby był ważny musial być zwołany przez papieża. I tak pojawił się ruch zwany RUCHEM KONCYLIARYSTÓW . Twierdzili oni, że sobór może być zwoływany przez kolegium kardynalskie. Ale pojawiało się następne zagadnienie – jakie są kompetencje soboru? Kto może uczestniczyć w soborze? Istniała również odmienna koncepcja, która mówiła, że sobór może być zwołany tylko przez papieża, a w wyjątkowych przypadkach, przez kolegium kardynalskie. I ten nurt nazywał się NURTEM KURIALISTÓW lub PAPALISTÓW.

Wreszcie w 1409 roku kardynałowie obu abdiencji zebrali się na soborze w Pizie we Włoszech. I żeby zlikwidować schizmę, wybrali trzeciego papieża. Właściwie jedynym rezultatem tego soboru było zwołanie drugiego w cesarskim mieście Konstancji. Protektorem tego soboru był cesarz Zygmunt Luksemburski.

Sobór trwał w latach 1414-1418. Przed soborem stanęły trzy zagadnienia: problem schizmy, herezji, reformy. W tym czasie bowiem szerzyła się w Czechach herezja husycka (od Jana Husa – rektora uniwersytetu praskiego, który opierał swą doktrynę religijną na pismach angielskiego teologa Wiklefa. (1329-1384). Na soborze tym pisma Wiklefa potępiono, zaś wyznawców w postaci Jana Husa i Hieronima z Pragi spalono na stosie (1414 r.). Warto tutaj zaznaczyć, że Hieronim, jak i Hus, zostali skazani przez sobór, nie przez papieża. Sam sobór był podzielony na nacje: wyróżniano sześć nacji: angielska, francuska, włoska, niemiecka, później hiszpańska i szkocka. Z tym, że pojęcie nacji stosowano dość dowolnie np: takie państwa jak Czechy, Węgry, Polska włączono do nacji niemieckiej. Nacje obradowały oddzielnie i podejmowały decyzje, które przedstawiano na zebraniach plenarnych. W soborze brali również udział teologowie, reprezentanci uniwersytetów oraz duchowieństwo. Na soborze zwyciężył pogląd koncyliarystyczny, że sobór nie może być przerwany lub zerwany bez własnej uchwały, wszyscy wierni, także papieże muszą się podporządkować jego uchwałom. Sobór zdjął z urzędu trzech istniejących papieży i od tego czasu był jedyną władzą w kościele. On też dokonał wyboru papieża wg. określonej procedury. Papieżem tym został Marcin V. Papież ani nie potwierdził, ani nie odrzucił uchwał soboru. Następny sobór zebrał się w Bazylei i trwał bardzo długo, bo od 1431 do 1445 roku i do historii przeszedł jako SOBÓR BAZYLEJSKO-FERRARO-FLORENCKI. Był to właściwie kres ruchu soborowego, ponieważ wtedy papieże umocnili swój autorytet, doprowadzając do unii z Kościołem wschodnim, tzw:UNIA FLORENCKA. W tym czasie usiłowano wybrać jeszcze jednego antypapieża, lecz bez żadnych widocznych rezultatów. Ruch soborowy nie odniósł sukcesu, ale i papiestwo również nie umocniło swych sił, nie przeprowadzono niezbędnej reformy Kościoła.

REZULTAT RUCHU SOBOROWEGO:

Sobór rozumiany jako zgromadzenie wiernych może wybierać papieży i decydować o dogmatach. Papieży wcale może nie być. Kościoły podzielone są na nacje (kres uniwersalizmu)/przedtem państwa w kościele, teraz kościoły w państwie/, kościoły narodowe. Władca świecki może zwoływać sobory i im patronować. Ruch soborowy był jedną z podstaw późniejszej reformacji.

5/5 - (1 vote)

Uczestnicy konferencji w Paryżu

Na konferencję przybyło 68 oficjalnych delegatów. Byli to wyłącznie delegaci państw obozu zwycięskiego, bowiem, jak wyżej wspomnia­no, państwa zwyciężone nie zostały zaproszone. Ale wśród delegatów znajdowa­li się także przedstawiciele krajów, które z wojną właściwie nic wspólnego nie miały, prócz tego, że po przystąpieniu do niej Stanów Zjednoczonych również wypowiedziały wojnę Niemcom, faktycznie nic poza tym nie czyniąc. Były to właśnie wspomniane kraje Ameryki Łacińskiej (z których tylko Brazylia aktyw­nie współdziałała na morzu z aliantami) oraz Liberia. Również delegatom tych krajów przyznano w teorii prawo do równorzędnego głosu na konferencji, gdyż mogło się to przydać Stanom Zjednoczonym.

Podobnych pomocników w ewentualnych głosowaniach miała Wielka Bry­tania, która wprowadziła na konferencję przedstawicieli swoich dominiów, a na­wet Indie, nie posiadające wtedy jeszcze statusu dominium. Tu sytuacja była jednak inna, albowiem żołnierze z dominiów walczyli na wszystkich frontach obok Anglików.

Stany Zjednoczone miały formalnie pięciu delegatów, ale mogły liczyć na 13 z wyżej wymienionej grupy. Wielka Brytania, mając również pięciu, razem z przedstawicielami dominiów, dysponowała razem 14 głosami. Natomiast Fran­cja, na której spoczywał największy ciężar w całej wojnie i która poniosła w niej największe straty, nie wprowadziwszy w swych posiadłościach instytucji domi­niów, musiała zadowolić się tylko pięciu delegatami, a tyle samo posiadała Japo­nia, której udział w wojnie ograniczył się do Dalekiego Wschodu i był raczej krótki. Ale głos Japonii był przydatny dla Wielkiej Brytanii.

Nieco gorzej potraktowane zostały Włochy, którym przyznano trzech delegatów, tak jak cieszącej się zresztą wielką estymą za swoje stanowisko w roku 1914 Belgii, ale tak­że Brazylii oraz Serbii, teraz występującej jako Królestwo Serbów, Chorwatów i Słoweńców (SHS).

Wszystkie inne państwa europejskie, biorące faktyczny udział w wojnie, w tej liczbie także nowo powstałe, Polska i Czechosłowacja, były reprezentowa­ne przez dwu delegatów, jednakże taką samą liczbę otrzymali azjatyccy klienci Wielkiej Brytanii, Hidżaz (który prowadził wojnę tylko przeciw Turcji) oraz Sy­jam (obecna Tajlandia), jak również Chiny, współpracujące z Anglikami.

Europejskim prawdziwym uczestnikom wojny tego rodzaju przydział miejsc delegackich, stawiający ich na równi z odgrywającymi minimalną podczas wojny rolę państwami azjatyckimi, musiał wydawać się dziwaczny, i Polacy, Cze­si, Rumuni czy Grecy nie kryli swego rozgoryczenia. Od postanowień wielkiej piątki nie było jednak apelacji.

5/5 - (1 vote)