Pontyfikat Karola Wojtyły

Zajmując się politycznymi aspektami pontyfikatu należy zwrócić baczną uwagę, aby ustrzec się anachronizmów. Pontyfikat Karola Wojtyły jest bardzo długi. Jest piątym w kolejności długości. W tak długim czasie bardzo się zmieniła zewnętrzna sytuacja polityczna, w której działa Papież. Należy się wystrzegać patrzenia na dokonania Ojca Świętego z początku pontyfikatu ze współczesnego punktu widzenia. Gdybyśmy zapomnieli o politycznym sytuacyjnym kontekście, to całkowicie błędnie i nieprawdziwie odczytalibyśmy wypowiedź Jana Pawła II: „[…] Wiele krajów z trudem walczy o przezwyciężenie głodu, chorób czy opóźnienia w rozwoju, podczas gdy kraje zasobne umacniają swoje pozycje, a wyścig zbrojeń nadal w sposób nierozważny pochłania środki, które mogłyby być lepiej wykorzystane. Nagromadzenie broni konwencjonalnej, chemicznej, bakteriologicznej, a zwłaszcza nuklearnej poważnie zagraża przyszłości narodów, szczególnie w Europie, i słusznie je niepokoi. […] Napięcie pomiędzy­ — używając powszechnie przyjętych określeń­ — Wschodem i Zachodem dotyczy nie tylko stosunków pomiędzy bezpośrednio zainteresowanymi narodami, ale naznacza, a nawet zaostrza wiele trudnych sytuacji w innych miejscach świata. Wobec takiego stanu rzeczy należy uświadomić sobie ogromne niebezpieczeństwo, jakie stanowi owo rosnące napięcie i polaryzacja na wielką skalę, szczególnie kiedy się pamięta o nieznanych dotąd środkach masowej i straszliwej zagłady, jakimi świat dysponuje. Tymczasem ci, którym sprawa pokoju leży na sercu, świadomi wprawdzie tego niebezpieczeństwa, natrafiają na trudności­ — by nie powiedzieć są bezsilni­ — w zatrzymaniu tego procesu, w odnalezieniu środków dla zmniejszenia napięć poprzez konkretne kroki, które zmierzałyby do « de‑eskalacji », do redukcji zbrojeń i do porozumienia, co pozwoliłoby poświęcić więcej wysiłków pierwszoplanowym zadaniom postępu gospodarczego, społecznego i kulturalnego. […]” [2] (ss. 4 i 5), „[…] Najbardziej dramatycznym i niezaprzeczalnym przykładem jest nadal widmo broni atomowej, które wzięło początek z przeciwstawienia Wschód‑Zachód. Broń atomowa ma wielką moc niszczycielską, a plany strategiczne wojny nuklearnej są tak wielostronne, że ludzką wyobraźnię ogarnia paraliżujący lęk. Ten lęk nie jest bezpodstawny. […]” [3] (ss. 5 i 6), „[…] straszliwe ryzyko związane z bronią masowego zniszczenia musi doprowadzić do procesu współdziałania i do rozbrojenia, co sprawi, że wojna stanie się praktycznie niemożliwa. […]” [2] (s. 12), „[…] Oczywiście, przedmiotem międzynarodowego dialogu na rzecz pokoju będzie także niebezpieczny wyścig zbrojeń, celem stopniowego zredukowania go[…]” [1] (s. 15), „[…] Wielu ludzi uważa, że kontrolowana i powszechna redukcja zbrojeń jest powszechną koniecznością. […] Papież kieruje ku nim słowa zachęty. […]” [2] (s. 16) i: „[…] Stolica Apostolska nie przestaje nalegać na konieczność zahamowania wyścigu zbrojeń[…]” [1] (s. 15). Pozornie mogłoby się wydawać, ot, jeszcze jeden apel pokojowy i o powszechne rozbrojenie, a obie strony konfliktu traktowane są na zasadzie symetrii zwierciadlanej. I w takim właśnie duchu swoją interpretację słów Jego Świątobliwości stara się narzucić lewica, jako rzekome poszukiwanie tzw. „trzeciej drogi” po odrzuceniu w równym stopniu obu stron konfliktu. Ale czy słusznie? Czytajmy dalej: „[…] sumienie to bywa często zniekształcone, by nie powiedzieć: podporządkowane przez różne systemy społeczno‑polityczne i ideologiczne, które także są dziełem ludzkiego ducha. Kiedy ludzie pozwalają się zwodzić systemom, które ukazują globalną, wyłączną i manichejską niemal wizję ludzkości, a warunkiem postępu czynią walkę z innymi, ich eliminację lub ujarzmienie, wówczas zamykają się w mentalności wojennej, która utrwala napięcia i czyni ich prawie niezdolnymi do dialogu. Niekiedy bezwarunkowa akceptacja tych systemów staje się swego rodzaju bałwochwalstwem wobec przemocy, siły i bogactwa, jakąś formą zniewolenia, które odbiera wolność nawet samym rządzącym. […]” [2] (ss. 6 i 7). Widać już jasno, że wbrew obłudnym intencjom lewicy o żadnym symetrycznym traktowaniu obu systemów nie może być mowy. Wyraźnie widać, że odniesienia do ustroju Moskowii Soviet’skiej przeważają zdecydowanie. Odnajdujemy je zwłaszcza w podkreśleniu porządku zadekretowanego, przejawiającego się w sztuczności i pozostawaniu w opozycji do porządku spontanicznego owe „systemy społeczno‑polityczne i ideologiczne, które są dziełem ludzkiego ducha”, „podporządkowujące” sobie i „zniekształcające sumienie” należące niewątpliwie do porządku przeciwstawnego, bo spontanicznego. A także w: „wyłącznej, globalnej, manichejskiej i zwodniczej wizji całej ludzkości”, „walce z innymi, eliminacji lub ujarzmieniu jako warunku postępu”, „wojennej umysłowości”, „bałwochwalstwie wobec atrybutów systemu”, „samo zniewalaniu się rządzących”, oraz „[…] manipulacje ideologiczne, spowodowane przez agresywne zamiary. […]” [2] (s. 7), „[…] ograniczoności i stronniczości systemów filozoficznych oraz społecznych, sprowadzających człowieka i historię na zamknięty teren sił materialnych, gdzie liczy się jedynie potęga broni […]” [2] (s. 9). Zwłaszcza w zestawieniu z wcześniejszym fragmentem: „[…] Nawet złożony sposób sprawowania władzy nie zmienia faktu, że zawsze indywidualne sumienie ponosi odpowiedzialność za przygotowanie, wywołanie czy rozszerzenie konfliktu; to, że odpowiedzialność rozłożona jest na więcej osób w niczym nie zmienia tej zasady. […]” [2] (s. 6). Wyraźnie tu widzimy odwołanie się do właściwego Moskowii Soviet’skiej kolektywnego sposobu sprawowania władzy, a jednocześnie obnażenie fałszu kolektywizmu. Dalsze fragmenty nie pozostawiają cienia wątpliwości: „[…] demokratyczne przestrzeganie wolności […]” [1] (s. 13), i „[…] chodzi o dobre korzystanie z demokracji […]” [2] (s. 7). W czasie powstawania Orędzi postawienie zarzutu nie demokratyczności jednoznacznie wskazywało na komunizm. Obecnie ten wyróżnik jest już nieaktualny. Teraz już staje się dla nas jasne, że “[…] Napięcie pomiędzy­ — używając powszechnie przyjętych określeń­ — Wschodem i Zachodem dotyczy nie tylko stosunków pomiędzy bezpośrednio zainteresowanymi narodami, ale naznacza, a nawet zaostrza wiele trudnych sytuacji w innych miejscach świata. […]”, „[…] nadawanie lokalnym konfliktom oblicza ideologicznego przez mocarstwa, które, wyzyskując sytuację ubogich i bezbronnych, dążą do zdobycia przewagi w danym regionie. […]” [3] (s. 6), odnosiło się do eksportu rewolucji. „[…] Ekonomia zamiast, ludziom, służy celom militarnym. Sprawy bezpieczeństwa wzięły górę nad rozwojem i dobrobytem. Nauka i technologia zniżyły się do roli pomocniczych dyscyplin wojny. […]” [1] (s. 15). Najbardziej „poważnie zagraża przyszłości narodów, szczególnie w Europie” „nagromadzenie broni konwencjonalnej, chemicznej, bakteriologicznej, a zwłaszcza nuklearnej” w Moskowii. I to najbardziej w Moskowii „wyścig zbrojeń nadal w sposób nierozważny pochłania środki, które mogłyby być lepiej wykorzystane”, co się sprawdziło, bo komunizm dlatego upadł, bo się zazbroił na śmierć. Także nie może być mowy o żadnym pacyfizmie: „[…] Przedmiot dialogu na rzecz pokoju nie może jednak ograniczać się do potępienia wyścigu zbrojeń[…]” [1] (s. 16), „[…] Niewątpliwie, należy brać pod uwagę ogrom przemocy obecnej w dziejach ludzkości. Wobec takiej rzeczywistości historycznej, poczucie realizmu w służbie samym podstawom sprawiedliwości stwarza konieczność utrzymania w mocy zasady słusznej obrony. […]” [2] (s. 12), „[…] choć może się to wydawać paradoksalne, ten, kto naprawdę pragnie pokoju, odrzuci wszelki pacyfizm, za którym kryje się tchórzostwo czy zwykła chęć zapewnienia sobie spokoju. […]” [2] (s. 10).


[1] Orędzie Jego Świątobliwości Papieża Jana Pawła II na XVI Światowy Dzień Pokoju, 1 stycznia 1983 r.

[2] Orędzie Jego Świątobliwości Papieża Jana Pawła II na XVII Światowy Dzień Pokoju, 1 stycznia 1984 roku, Liberia Editrice Vaticana, Watykan.

[3] Orędzie Jego Świątobliwości Papieża Jana Pawła II na XIX Światowy Dzień Pokoju, 1 stycznia 1986 roku, Drukarnia Watykańska « Polyglotta ».

Oceń tę pracę