Zbiorowość ujmuje Koneczny jako materialny substrat życia społecznego, które układa się w formy określone rodzajem więzi i charakterem zinstytucjonalizowanych stosunków wewnętrznych. Nazywa je Koneczny zrzeszeniami, nadając temu terminowi znaczenie bliskie raczej współczesnemu szerokiemu pojęciu społeczności.[1] Nie każda społeczność jest od razu społeczeństwem. Staje się nim dopiero po odpowiednim zróżnicowaniu,[2] tzn. po wytworzeniu szeregu różnorodnych, spełniających odmienne funkcje i zadania, warstw czy grup społecznych. Dla Konecznego nie będzie społeczeństwem grupa ludzi złożona np. z samych tylko rolników. Aby przekształciła się w społeczeństwo, powinna wykształcić inne warstwy trudniące się innymi profesjami, jak: kupcy, rzemieślnicy itp. Społeczeństwo nabiera mocy, w miarę jak przybywa (gdy ubywa to traci tę moc) członków niezależnych od niczyjej „łaski”. Takie społeczeństwo staje się coraz bardziej organizmem. Cechą organizmu jest jedność w rozmaitości.[3]
Kolejnym istotnym elementem struktury myśli Konecznego jest współmierność. W pojęciu tym chodzi o zgodność i wzajemną odpowiedniość poszczególnych elementów ustroju danej cywilizacji. Wszyscy komentatorzy posługują się tym przyjętym od Konecznego terminem. Zagadnienie to jest jednym z kluczowych momentów dla uchwycenia prezentowanej przez niego wizji dziejów. Sam Koneczny wielokrotnie wspomina o tym w różnych miejscach swych dzieł. Wymóg zachowania współmierności formułuje bardzo stanowczo, gdy twierdzi, iż nie może istnieć, żyć i funkcjonować zrzeszenie urządzone według dwóch lub większej ilości trójpraw. Powiada, że w jednym zrzeszeniu może panować jedno i tylko jedno trójprawo.[4] Czy mogłoby rozwijać się i kwitnąć zrzeszenie, w którem panowałyby rozmaite a wykluczające się wzajemnie poglądy na moralność, a w konsekwencji pojawiłaby się niezgodność poglądów na sprawiedliwość, na wychowanie dzieci, (…) wreszcie na wzajemny stosunek płci i na samą istotę rodziny? Gdzie w takich zasadniczych zagadnieniach rozłam, cóż to za zrzeszanie się? Chyba po to, żeby się nawzajem wytępić? (…) Jeżeli życie zbiorowe ma być trwałe i skuteczne, musi zachodzić współmierność struktury zrzeszenia, to znaczy że pomyślność zrzeszenia jest tym większa, im bardziej członkowie tegoż trzymają się jednakowej metody w urządzaniu życia.[5] W przeciwnym wypadku (tzn. przy współmierności tylko częściowej), gdy pewne dziedziny życia są urządzone według jednej metody, a inne według drugiej, często odmiennej, to w takim społeczeństwie kultura czynu upada. Zrzeszeni nie zdołają się zdobyć na żaden czyn rozumny[6] (nie mogą porozumieć się co do wspólnego, jasno określonego celu). Te poszczególne instytucje i pojedyncze rozwiązania, mogą występować w osobnych społecznościach, ale jest to wykluczone w tym samym zrzeszeniu. Wynika z tego jedno z fundamentalnych praw dziejowych wysnutych przez Konecznego, głosi ono że nie można być cywilizowanym na dwa sposoby,[7] gdyż byłaby to swoista schizofrenia. Natomiast w dobrze urządzonym życiu panuje harmonia wszystkich kategorii i obszarów życia zbiorowego.[8] Aby życie społeczne było trwałe i skutecznie realizowało swe cele i ideały musi zachodzić współmierność struktury zrzeszenia. Wynika z tego, że pomyślność danego społeczeństwa jest tym większa, im bardziej jego członkowie trzymają się jednakowej metody w urządzaniu życia zbiorowego.[9] Koniecznym jednak tego warunkiem jest jeszcze, aby ta współmierność pochodziła z dobrowolnego uznania. Musi ona polegać nie tylko na samym prawie, lecz i na przekonaniach etycznych. W przeciwnym razie wszystko się rozpadnie.[10] Wymóg współmierności nie zamyka drogi dla rozwoju danej społeczności, czy ubogacania jej życia zbiorowego o nowe obszary. Pojawiające się nowe obszary życia, wzrastające skomplikowanie warunków są wyzwaniem dla niej. Jest to swoista próba konsekwencji metody życia. Nowy dział życia nie może być „ciałem obcym” w organizmie społecznym. Ta nowo wyłaniająca się rzeczywistość powinna być zasymilowana, tzn. winna spowodować nowe zastosowanie przyjętego sposobu życia, metody. W przeciwnym razie może pojawić się wyszczerbienie metody będące zarodkiem rozkładu.[11] Zasada współmierności nie jest tylko negatywną selekcją, która eliminuje nieodpowiednie instytucje, ale „wymusza” pojawienie się struktur zgodnych z „duchem” danego zrzeszenia. Prawo rodzinne może organizować rodzinę o strukturze monogamicznej, poligamicznej czy nawet poliandrycznej (nb. Koneczny uważa, iż pierwotna była monogamia a pozostałe odmiany powstały później wskutek wojen). Natomiast rodzaj rodziny wywiera znaczący wpływ na pozostałą strukturę społeczną: wyznacza stosunki pokrewieństwa, strukturę władzy, stosunek do pracy. Np. przy posiadaniu rodziny poligamicznej społeczeństwo nie jest w stanie wyjść poza strukturę rodową.[12] Psychologia społeczeństwa dopuszczającego poligamie jest zdecydowanie odmienna od psychologii społeczeństw opowiadających się zdecydowanie za monogamią. U ludów poligamicznych kobieta jest własnością mężczyzny. Z tego wynika zasada bezwzględnego podporządkowania słabszego silniejszemu. Pociąga to za sobą bezwględne podporządkowanie dzieci woli ojca i despotyczna władza państwa nad poddanymi. Ponadto nie istnieje własność prywatna, gdyż wszystko jest własnością władcy. Wobec tego nie ma potrzeby posiadania zasad tyczących się dziedziczeniu przez dzieci majątku rodziców.[13] Zasada współmierności wyznacza warunek możliwości zaistnienia cywilizacji.
Niewspółmierność jest dla Konecznego główną przeszkodą w realizacji postępu cywilizacyjnego. Twierdzi on, że pierwotnym zrzeszeniem ludzi był ród. Rozmaite rody zorganizowane były na bazie różnorakich układów trójprawa. Gdy po sąsiedzku mieszkały rody o odmiennych formach współżycia, to niemożliwe było pokojowe zrzeszenie się w większą całość. Powstanie wyższych form organizacji zawierających w sobie większą liczbę ludzi i większy obszar jest warunkiem ilościowym ukształtowania się cywilizacji.[14] K. Kurowska słusznie twierdzi, że wszystkie prawa dziejowe wynikają z tego prawa współmierności.[15] Również Z. Pucek przyznaje kluczową pozycję zasadzie współmierności.[16]
—
[1] Z. Pucek, Feliks Koneczny: teoria pluralizmu cywilizacyjnego, w: Szkice z historii socjologii polskiej, (praca zbiorowa), red. K. Z. Sowa, s. 163.
[2] Por. OWC, s. 289.
[3] Por. Cywilizacja łacińska. Cywilizacja chrześcijańska (Opracowano na podstawie dzieł Feliksa Konecznego), br. aut. Warszawa br. roku wyd. s. 23.
[4] Por. OWC, s. 146.
[5] Tamże, s. 147.
[6] Por. tamże.
[7] Por. PD, t. 2, s. 17.
[8] Por. OWC, s. 138.
[9] Por. tamże, s. 147
[10] Por. tamże, s. 150.
[11] Por. tamże, s. 151. Próbą większego czy mniejszego stopnia metodyczności, a zatem rozwoju danej społeczności, są nowo przybywające komplikację życia zbiorowego, przedtem nieznane. Nowy dział życia nie może stanowić ciała obcego w organizmie, bo zwróci się przeciwko organizmowi. Nowy dział życia winien być zasymilowany, a więc wywołać nowe zastosowanie przyjętej metody. Jeżeli jednak nastąpi wyszczerbienie metody, pociągnie to za sobą rozkład. Tamże.
[12] Por. K. Kurowska, dz. cyt., s. 82.
[13] Por. J. Kossecki, Podstawy nauki porównawczej o cywilizacjach, Kielce 1996, s. 72.
[14] Por. K. Kurowska, dz. cyt., s. 86-87.
[15] Por. tamże, s. 87.
[16] Por. Z. Pucek, dz. cyt., s. 181.