Ciekawe i nadzwyczajne sprawy sądzone przez hiszpańską inkwizycję – c.d.

kontynuacja pracy z czerwca

„Ezechiel oświadczył mu, że kardynał Sienny tragicznie skończy, co sprawdziło się w roku 1517, po wyroku wydanym przez Leona X.

„Wróciwszy do Rzymu w roku 1513, Torralba zapragnął koniecznie widzieć swojego szczerego przyjaciela Tomasza de Becara, który naówczas ba­wił w Wenecyi. Ezechiel wiedząc o tym zamiarze, zaprowadził go do tego miasta i znowu wrócił z nim do Rzymu tak prędko, że osoby składające jego zwykłe towarzystwo nie postrzegły wcale, iż wyjeżdżał.

„W roku 1515 anioł powiedział mu, że dobrze uczyni, jeżeli wróci do Hiszpanii, bo otrzyma miej­sce lekarza infantki Eleonory, królowej wdowy por­tugalskiej, później małżonki Franciszka I króla Francji. Nasz doktor oświadczył to księciu de Bo­jar i don Alfonsowi Manuelowi Merinie, arcybisku­powi Bari; prosili oni o upragnione dla niego miej­sce i w następnym roku otrzymał takowe.

„Na koniec dnia 5 maja tegoż roku, Ezechiel oznajmił doktorowi, że nazajutrz miasto Rzym zdo­byte będzie przez wojska cesarskie. Torralba prosił anioła o zawiezienie go do Rzymu, aby był tego świadkiem.   Gdy Ezechiel przyrzekł, wyszli obaj razem zValladolidu o godzinie jedenastej wieczorem, jakby na przechadzkę, nie odeszli jeszcze daleko od miasta, gdy anioł dal Torralbie sękatą laskę mó­wiąc: „Zamkniej oczy, nie bój się, weź to w rękę, nie stanie ci się nic złego.” Gdy nadeszła chwila otwarcia oczu, ujrzał się tak blizko morza, że go mógł dotknąć ręką. Otaczająca go czarna noc na­tychmiast ustąpiła miejsca żywemu światłu, tak że Torralba sądził, iż się w niem spali; postrzegł to Ezechiel i rzekł mu: „Uspokój się głupcze.” Tor­ralba znowu zamknął oczy i po niejakim czasie uczuł, że musieli już przybyć na ziemię. Ezechiel kazał mu otworzyć oczy i zapytał, czy wie gdzie się znajduje? Doktor spojrzawszy w około siebie, po­znał, iż był w Rzymie w wieży Nona. Wtedy usły­szeli zegar zamkowy, bijący piątą godzinę w nocy (to jest północ według hiszpańskiego sposobu licze­nia), zkąd wnieśli, że całą podróż odbyli w godzinę. Torralba przebiegł Rzym z Ezechielem, i widział rabunek miasta i wszystkie inne wypadki tego straszliwego dnia. W przeciągu półtory godziny wró­cił znowu do Valladolidu, gdzie Ezechiel opuścił go mówiąc: „Odtąd będziesz zapewne wszystkiemu wie­rzył co ci powiem.”

„Torralba ogłosił wszystko co widział; a po­nieważ mówiąc o nim nazywano go ciągle wielkim i prawdziwym magikiem, czarnoksiężnikiem, wróż­bita i t. p., więc inkwizycyą wdała się wkrótce w tę sprawę i kazała go aresztować. Doktor wyznał z razu wszystko co się ściągało do anioła Ezechiela i zdziała­nych przez niego cudów, w przekonaniu, że o co in­nego nie będzie kwestyi, jak początek zdawał się zapowiadać, i że nie będzie wcale mowy o jego dyspucie, ani o jego powątpiewaniach co do nie­śmiertelności duszy i bóstwa Jezusa Chrystusa. Skoro sędziowie dostatecznie sprawę pojęli, zabrali się do głosowania; ale z powodu rozmaitości zdań, trybunał odniósł się do Rady najwyższej, która wy­rzekła, aby Torralbę wzięto na tortury, o ile jego wiek i stan na to pozwalają, dla dowiedzenia się, ja­kie miał zamiary, gdy przyjmował i przechowywał u siebie ducha Ezechiela: czy wierzył niezachwia­nie, że to był jego zły duch, bo świadek jeden za­pewniał, że słyszał go mówiącego; czy zawarł z nim umowę dla zjednania sobie jego przychylności; jaka była ta umowa, w jaki sposób nastąpiło pierwsze widzenie się i czy wtedy lub później używał zaklęć dla przywołania go. Po przedsięwzięciu tego środka trybunał miał głosować i wydać stanowczy wyrok.

„Aż do tego dnia Torralba zawsze mówił jedno i to samo o swoim przyjaznym duchu, i zapewniał, że należy do rzędu dobrych aniołów; lecz skoro się ujrzał w ręku katów, boleści tortury wymogły na nim oświadczenie, iż widzi, że Ezechiel jest złym duchem, bo jest przyczyną jego obecnego nie­szczęścia. Zapytano go, czy przepowiedział mu, że go inkwizycja aresztować będzie; oświadczył, że uprzedzał go o tern kilkakrotnie, że przestrzegał, aby nie udawał się do Cuency, gdzie mu się wyda­rzy nieszczęście; lecz sądził, iż może nie zważać na radę. Zresztą oświadczył, że między nimi nie było żadnej umowy, i że rzeczy tak się miały jak zeznał.

„Inkwizytorowie przyjęli za prawdziwe wszelkie szczegóły podane przez Torralbę, i kazawszy mu złożyć nową deklaracyę, z powodu politowania za­wiesili jego sprawę, w nadziei widzenia tak sław­nego czarnoksiężnika nawracającym się i wyznają­cym wszelkie umowy i czary, których się ciągle za­pierał.

„Nakoniec po przeszło trzechletnim pobycie w więzieniach świętego oficjum, skazano Torralbę, na wyparcie się ogólne i zwyczajne wszelkich herezji, na karę więzienia i san benito przez czas, jaki ’ inkwizycja oznaczy, na przerwanie wszelkich roz­mów i widzeń z duchem Ezechielem i niesłuchanie nigdy jego propozycji. Te warunki narzucone mu dla zapewnienia się o jego postępowaniu i dla ^obra jego duszy.

„Ku końcowi roku 1610 inkwizytorowie z Lo-grona obchodzili osobowe auto-da-fe, na którym figurowało dwudziestu dziewięciu czarowni­ków. W sprawach ich są tak szczególne zeznania, że mimo wszystkiego cośmy o tej sekcie powiedzieli, musimy je tu przytoczyć.

Ci dwudziestu dziewięciu czarowników pochodzili wszyscy z miasteczek de Vera i Zuggarramurdi w do­linie Bastan w Nawarze. Zgromadzenia swoje odbyr wali w miejscu zwanem Koźla łąka (Pre du bouc). Tam według ich zeznań pojawił się im diabeł w po­staci kozła. Oto treść ich zeznań: -, „W poniedziałki, środy i piątki każdego tygo­dnia zawsze odbywały się zgromadzenia, oprócz wielkich dni kościelnych, jak Wielkanoc, Zielone Świątki, Boże Narodzenie i t. p. Na każdym posie­dzeniu, a mianowicie gdy następowało jakie przy­jęcie, diabeł przybierał postać człowieka smutnego, zagniewanego, czarnego i brzydkiego; siadał na podwyższeniu już to złoconym, już to czarnym jak heban, miał koronę z małych rożków i inne wielkie rogi na głowie, a trzeci podobny na środku czoła i tym oświecał miejsce zgromadzenia. Światło jego było mocniejsze od księżycowego, a słabsze od sło­necznego. Oczy miał wielkie, okrągłe i dobrze otwarte, błyszczące, przerażające; brodę podobną do koziej; w połowie był człowiekiem, w połowie kozłem. Nogi i ręce miał ludzkie, długie i równe palce zakończone ogromnymi paznokciami, na koń­cach ostrymi. Końce rąk miał zakrzywione na spo­sób szponów drapieżnych ptaków, a końce nóg na­śladowały gęsią łapę. Głos jak osła, chrapliwy, nie-harmonijny i donośny. Słowa wymawiał niewyraź­nie, grubo, gniewnie i nieregularnie, w sposób po­ważny, srogi i arogancki. Fizjonomia wyrażała zły humor i melancholię.

„Przy otwarciu posiedzenia, wszyscy padali na twarz dla uczczenia diabła, nazywając go swoim panem i bogiem i powtarzając apostazję, którą wy­powiadali przy przyjęciu do sekty; każdy całował go w nogę, rękę, w lewy bok, w tył i t. p. Sessya zaczynała się o godzinie dziewiątej wieczorem, koń­czyła zwykle o północy, a nie mogła trwać dłużej jak do zapiania koguta.

„Po tej ceremonii następowała druga, będąca szatańskićm naśladowaniem mszy, gdzie podrzędne diabły stawią ołtarz, i posługują swojemu panu, jak klerycy chrześcijańskiemu księdzu. Diabeł prze­rywa ceremonię i przemawia do obecnych, aby nigdy nie wracali się do chrystyanizmu, i przyobiecuje im raj doskonalszy od raju chrześcijańskiego.

„Po skończonym obrzędzie, diabeł łączy się cie­leśnie ze wszystkimi mężczyznami i kobietami, i rozkazuje im potem .naśladować siebie, co się koń­czy pomieszaniem obu pici bez uwagi na małżeń­stwo i na pokrewieństwo. Prozelici diabla ubiegają się o zaszczyt powołania ich najpierwej do odbywa­nych czynności, a królowi czarowników służy przy­wilej uwiadamiania o tym wybranych mężczyzn równie jak królowej wzywania ulubionych jej kobiet.

„Po ceremonii diabeł rozsyła wszystkich rozka­zując, aby każdy wyrządzał chrześcijanom co tylko może złego, jak również wszystkim płodom ziem­skim, przemieniwszy się na ten cel w psa, kota, wilka, lisa, drapieżnego ptaka, lub w inne zwierzę, stosownie do potrzeby, a także przez użycie zatru­tych proszków i napojów, przegotowanych z wodą wydobytą z ropuchy, którą każdy czarownik nosi przy sobie i sam zostaje diabłem, pod tą przemianą posłusznym swojemu zwierzchnikowi od chwili przy­jęcia go do sekty.

„Przyjęcie to, czyli afiliacja, odbywało się na zgromadzeniu: kandydat wyrzekał się wiary w Bo­ga i przyrzekał diabłu posłuszeństwo i wierność aż do śmierci. Szatan robi wtedy znak pazurem na le­wej ręce wstępującego i robi mu bardzo mały wy­cisk ropuchy na powiece lewego oka, nie sprawując mu najmniejszej boleści. Ta figura ropuchy służy wszystkim czarownikom za godło do poznania się. Potem dawano nowemu czarownikowi małą ropuchę zawiniętą, posiadającą moc czynienia niewidzialnym swojego nowego pana i przenoszenia go w krótkim czasie i bez truciu w najodleglejsze miejsca, oraz przemieniania w rozmaitego rodzaju zwierzęta.

„Przed udaniem się na posiedzenie, czarownicy pocierali ciało płynem wymiotanym przez ropuchę, a otrzymanym uderzając ją rózeczkami, dopóki mieszkający w niej szatan nie powie: „Już dosyć.” Za potarciem się dopiero tym płynem, czarownik może ulecieć i podróżować równie prędko jak świa­tło, ale to mogło się odbywać tylko w nocy, bo sko­ro tylko kogut zapowiedział jutrzenkę, ropucha znika, a czarownik wraca do naturalnego stanu, „Diabeł udzielał także profesom zdolności two­rzenia śmiertelnych trucizn, używając do tego pła­zów, owadów, mózgu zmarłych ludzi i soków roz­maitych roślin. Czarownicy używali tych trucizn rozmaitymi sposobami, i mogli niemi zabijać nawet z dalekiej odległości.

„Ze wszystkich zabobonów, najlepiej podoba­jących się szatanowi, nie pochlebiał mu tak żaden, jak wykradanie z grobów ciał zmarłych chrześcijan i pożywanie przez jego wyznawców drobnych kostek i mózgu ludzkiego, z wodą wyrzuconą przez ro­puchę.

„Dążność do złego tak jest wrodzona szatanowi, że jeżeli czarownik długi czas nie szkodzi nikomu, czy to ludziom, czy zwierzętom, czy też płodom ziemskim, każe go chłostać na pełnym zgroma­dzeniu.”

Wszystkie te szczegóły, tudzież wiele innych podobnych, podało inkwizytorom dziewiętnastu ża­łujących czarowników, którzy zeznając wszystko uniknęli ognia. Święte oficjum poprzestało na na­kazaniu im przywdziania san benilo podczas auto-da-fe, które się odbywało po ich osądzeniu. Co do innych dziesięciu czarowników, skazanych na re­laksację, jako dogmatyzujących lub prezydujących w zgromadzeniach, otrzymano od nich przez zręcz­ność inkwizytorów lub przez torturę zeznania brzmiące następnie:

„Marya de Zuzaja zeznała, że wyrządziła wiele złego osobom, które wymieniła, zadając im za po­mocą uroku dolegliwe boleści i wprowadzając w dłu­gie choroby; że zadała śmierć jednemu człowiekowi przez zatrute jajko, co mu sprawiło okropne kolki; że ją co noc odwiedzał diabeł, zastępujący jej męża przez lat kilka, i na koniec że się często naśmiewała z księdza, który lubił polować na zające, bo przybierała postać tego „zwierzęcia i utrudzała myśliwca, każąc mu robić długie kursy.” Święte oficjum przyjęło wszystkie te fakty za prawdziwe i skazało Maryę de Zuzaja na relaksację, chociaż -zdawało się, że żałuje za grzechy. Uduszono ją i po śmierci spalono.

„Michał Goiburn, król czarowników z Zuggarramurdi wyznał wszystko co się działo na posiedze­niach sekt; co zaś do rzeczy wyłącznie go dotyczą­cych, oświadczył, że bardzo często wpadał w grzech najpoufalszych stosunków z diabłem, już to biernie z nim, już czynnie z innymi czarownikami, że kilka­krotnie sprofanował kościoły, porywając umarłych z grobu, dla ofiarowania diabłu kości i mózgu ludz­kiego.  Przyznał się, że w połączeniu z diabłem kilkakrotnie rzucał urok na pola i na ludzi, i że z tytułu króla czarnoksiężników, nosił naczynie pełne jadu ropuchy, którego diabeł używał do swo­ich operacji. Goiburn wyznał także, iż przyczynił się do śmierci wielu dzieci, których rodzinne na­zwiska wymienił, a nawet swojego własnego sio­strzeńca, wysysając im krew; a wszystko to dla przypodobania się diabłu, który bardzo lubił wi­dzieć czarowników dopuszczających  się takich zbrodni.

„Jan Goiburn, brat króla i mąż królowej cza­rownic, wyznał to samo co inni czarownicy. Co do ogólnych okoliczności, oświadczył, że przygrywał na tamburynie czarownikom i czarownicom pod­czas ich tańca. On także popełnił kilka zbrodni w ciągu swoich napowietrznych nocnych podróży, nie oszczędzał nawet swojego własnego syna, które­go kości posłużyły mu do wyprawienia uczty kilku czarownikom. Wyznał, że gdy raz grał jeszcze po zapianiu koguta, ropucha jego natychmiast znikła, i że musiał odbyć piechotą kilka mil drogi wraca­jąc do domu.

„Żona Jana Goiburna była królową czarownic-zeznała: że z zazdrości ku innej kobiecie, dla tego, że się w niej diabeł kochał, otruła ją przygotowaną trucizną, że również była przyczyną śmierci kil­korga dzieci, których matki nienawidziła, i że często przyrządzała uczty z kości i mózgów odkopanych zmarłych.

„Córka jej oświadczyła, że często widywała diabła, że szatan używał jej jak chciał i że podczas stosunku ze swoim panem, doznawała wielkich bo­leści. Wyznała, że przyprawiła o śmierć kilkoro małych dziatek przez wyssanie .z nich krwi, a dzie­sięć innych osób przez truciznę i podane im napoje.

„Siostra jej przyznała się do podobnych zbrodni.

„Krewny króla czarowników również opowiadał o wszystkim co się działo na ich nocnych zgromadzeniach i oświadczył, że grywał na necie, gdy diabeł nadużywał mężczyzn i kobiet, bo mu ta roz­rywka wielką sprawiała przyjemność.

„Inna czarownica opowiadała, jakim sposobem zgubiła wiele osób, nacierając je śmiertelną maścią, którą diabeł nauczył ją przyrządzać; także zatruła swoją wnuczkę.

„Siostrą tej kobiety zapewniała, iż szatan kazał ją ochłostać, bo nie stawiła się na zgromadzenie.

„Tajemny kat zgromadzeń na Koźlej łące wy­znał, że gdy go przyjmowano na nowicjusza, diabeł wycisnął mu swój znak na brzuchu i że punkt ten stał się nieprzenikniony. Inkwizytorowie kazali tam wtykać mocne szpilki, lecz chociaż łatwo wcho­dziły w inne części ciała, niepodobna było je we­tknąć w punkt niezraniony.

„Kilka innych czarownic oświadczyło, że w wie­lu okolicznościach, gdy osoby zdziwione widokiem tego co się działo na ich zgromadzeniach, wymówi­ły imię Jezus, wszyscy natychmiast znikali, a na łące było tak pusto, jakby tam nigdy żadne się zgromadzenie nie odbywało.

Nakoniec inna czarownica powiedziała inkwi­zytorom, że dla ukarania dzieci za rozgłaszanie ta­jemnicy tego co się dzieje na Koźlej łące, ona i inne jej towarzyszki obowiązane były chłostać te dzieci, a każdej nocy zgromadzenia brały je z łóżek i uno­siły z sobą w powietrze, do miejsca przeznaczonego na wymierzenie im kary. Dzieci te powołane przez inkwizytorów, poświadczyły opowiadanie czarownic.”

Taki jest rozbiór okoliczności stwierdzonych procedurą świętego oficjum w Logronie. Auto-da-fe odbyło się, i pomimo ropuch, proszków i maści, cza­rodzieja i czarownice ponieśli naznaczoną im karę.

Te monstrualne sprawy dziwią najbardziej prze­konaniem inkwizytorów, którzy zamiast starać się

  • uchylenie zabobonnej zasłony, jaką się okrywali mniemani czarownicy, tudzież o dochodzenie przy­czyny, woleli wierzyć w ich władze i czary, i tym sposobem niejako pewność nadawali prostym iluzjom, będącym niewątpliwie skutkiem narkotycznych i usypiających napojów. Wielu autorów z owej epoki napisało całe tomy przeciw czarnoksięstwu, ale żaden nie śmiał o nim wątpić.

W innej epoce daleko bardziej zbliżonej do filo­zoficznego wieku, to jest w końcu XVII stulecia, inkwizycją hiszpańska zajmowała się niemniej nad­zwyczajną sprawą. Była to sprawa Troilona Diaza, biskupa z Awilli, spowiednika Karola II.

Zwykła słabowitość zdrowia tego monarchy, zrodziła podejrzenie, że nie może używać mał­żeństwa wskutek śledzenia. Kardynał Portocarrero, generalny inkwi­zytor Rocaberti i spowiednik Diaz, wierzyli w cza­ry; przekonawszy więc króla, że był urzeczony, prosili, aby pozwolił na egzorcyzmowanie go. Karol zezwolił i poddał się egzorcyzmom swojego spo­wiednika. Inni księża zabrali się także do egzorcyzmowania. Pewien dominikan w tymże czasie użył podobnego środka do uwolnienia od diabła jakiejś zakonnicy, która twierdziła, że ją napastuje. Spo­wiednik króla zgodnie z generalnym inkwizytorem, polecił temu dominikanowi, aby rozkazał diabłu opętanej zakonnicy oświadczyć, czy prawda, że Ka- • roi II jest upośledzony, i w takim razie, jaka jest natura tego czaru i czćm zniszczyć jego skutki?

Dominikan wykonał rozkaz generalnego inkwi­zytora, i mówią, że przez organ diabła opętanej, wy­krył: „że rzeczywiście rzucony był urok na króla przez wskazaną osobę.” Spowiednik zaczął wtedy robić zaklęcia, aby zniszczyć mniemany urok, i za­pewne byłby długo egzorcyzmował, gdyby tymczasem Rocaberti nie był umarł właśnie, gdy robio­no te doświadczenia z królem.

Mendoza, który nastąpił po Rocabertim, kazał wziąć spowiednika królewskiego pod sąd, jako po­dejrzanego o herezję przez zabobonność i winnego wyznawania nauki przez kościół zabronionej, udzie­lając zaufania diabłom i wzywając do wykrycia ta­jemnic; ale w owej epoce teologowie takiego byli zdania, że oświadczali, iż postępowanie spowiednika Diaza nie przedstawia żadnego czynu występnego, i nie podlega żadnemu teologicznemu zarzu­towi. Rada Najwyższa postanowiła wypuścić Diaza na wolność, z uwagi, że nie uczynił nic przeciwnego katolickiej religii. Ileż to uwag nastręcza postę­pek królewskiego spowiednika, tudzież postępowa­nie kwalifikatorów i inkwizytorów! Kończymy rozbiór tego rodzaju procesów, bo są­dzimy, że każdy z nich daje jasne pojęcie o zabo­bonnej ciemnocie hiszpańskich inkwizytorów i o wszystkich przeszkodach, jakie nieustannie stawiali postępowi cywilizacji. Chcąc pogrążyć na nowo ten piękny kraj w ciemnocie i barbarzyństwie, i popsuć na nowo obyczaje tego bohaterskiego ludu, najpew­niejszym środkiem do osiągnięcia tego będzie przy­wrócenie na Półwyspie świętego oficjum i jego familiarów.

Oceń tę pracę

Ciekawe i nadzwyczajne sprawy sądzone przez hiszpańską inkwizycję

Ponieważ niezliczone sprawy sądzone przez święte oficjum, a wytaczane o herezję, różniły się tylko między sobą lekkimi odcieniami okrucień­stwa, lub jakością i stopniem osób prześladowanych, które padły ofiarą tego straszliwego trybunału, prze­to nie widzimy potrzeby wchodzić tu w inne szczegó­ły oprócz wymienionych. Nie przytoczymy tu tak­że innych procesów o wielożeństwo, pederastię, lichwę, przemytnictwo i wiele innych występków lub wykroczeń prawdziwych lub głoszonych za prawdziwe, które przywłaszczyła sobie inkwizycja, i co do których wydawała mniej więcej srogie, mniej więcej niedorzeczne wyroki.

Lecz wśród tych wykroczeń znajdujemy niektó­re w procedurze swojej przedstawiające okolicz­ności, którym dzisiaj tak dalece uwierzyć trudno, że uważamy za stosowne tu je przytoczyć całkowicie. Mówić pragniemy o mniemanych czarownikach i magikach, których święte oficjum paliło w Hisz­panii w rozmaitych epokach, a szczególnej na po­czątku szesnastego i siedemnastego wieku. Proce­dury te dadzą nam sprawiedliwe pojęcie, jak dalece ci mnisi cofnęli cywilizację i zgęszczali mgłę ota­czającą całe ludy, skazując jako podejrzanych o czarnoksięstwo i magię niedołęgów i głupców, 'których oświecić byłoby daleko bardziej ludzko, tu­dzież obłudników i kuglarzy, których należało tylko demaskować, aby ich okryć wstydem.

Rzecz dosyć naturalna, że inkwizytorowie oskar­żali o magię ludzi, którzy wznieśli się daleko wyżej nad wszystkich owoczesnych teologów’ przez swą wiedzę i głęboką naukę, i nic dziwnego, że cierni mnisi uważali Pie de Mirandola i Galileusza za ludzi nadprzyrodzonych, których systemowo potę­piano w Rzymie; lecz jak można wierzyć, odnosząc się do czasów ciemnoty, aby papieże i inkwizytorowie mogli wmówić w siebie, że wiejscy prostaczkowie, bez dowcipu, bez nauki, bez żadnej znajomości na­turalnych przyczyn fizycznych lub chemicznych, byli prawdziwymi czarownikami lub straszliwymi magikami? Biedacy ci jednak byli jedynie igraszką iluzji wywołanych skutkiem jakiegoś napoju, jak o tym przekonają fakty, które później przytoczymy, wyjęte dosłownie z hiszpańskiej historii Sandovala z archiwów inkwizycji.

Już w r. 1507 inkwizycją Calahorry spaliła przeszło trzydzieści kobiet, jako czarownice i zwo­lenniczki magii. Ta sekta była wówczas nadzwy­czaj liczna, uznawała ona diabła za swojego pana i patrona, przyrzekała mu posłuszeństwo i zaszczy­cała go wyłączną czcią. Ze swojej strony, diabeł udzielał swoim czcicielom mocy zsyłania chorób na zwierzęta, szkodzenia płodom ziemnym, czytania w przyszłości, wykrywanie najtajemniejszych rze­czy itp.

We dwadzieścia lat później wykryto w Nawa­rze mnóstwo osób oddających się czarnoksięskiej praktyce; to wywołało następujący proces, który tu zamieszczamy, przypominając czytelnikowi, że to opis dokonany przez historyków hiszpańskich.

„Dwie dziewczyny, jedna lat jedenaście, druga dziewięć mająca, oskarżyły się same o czarnoksięstwo przed członkami królewskiej rady w Nawarze: wyznały że postarały się o przyjęcie ich do sekty jurguino&ów, to jest czarowników, i pod warun­kiem ułaskawienia ich, zobowiązały się wydać wszystkie należące do niej kobiety. Gdy im to sędzio­wie przyrzekli, dzieci wspomnione zeznały, że wi­dząc lewe oko osoby, mogą powiedzieć, czy ona jest czarownica czy nie; wskazały miejsce, w którym można było znaleźć wiele kobiet tego 'rodzaju, i w którym się one zgromadzały. Rada wysyłała tam komisarza, razem z obu dziewczętami i pięć­dziesięciu jazdy. Przybywając do każdego mias­teczka i wsi, mieli oni zamykać te dziewczyny w dwóch osobnych domach, wywiadywali się w urzę­dach, czy są tam osoby podejrzane o magię, i w ta­kim razie prowadzić je do tych domów, przedsta­wiać obu dziewczętom, dla wypróbowania sposobu, który one wskazały.

Z doświadczenia tego wyni­kło, że kobiety wskazane przez obie dziewczyny jako czarownice, były niemi rzeczywiście; zamknię­te w więzieniu wyznały, że ich jest przeszło sto pięćdziesiąt, że skoro jaka kobieta przybywała z żądaniem przyjęcia jej do ich towarzystwa, dawano jej, jeżeli była zdolna do małżeństwa, dobrze zbudowanego, silnego młodzieńca, z którym miewa­ła cielesne stosunki. Kazano jej wypierać się Jezusa Chrystusa i Jego religii. W dniu, w którym odbywał się ten obrzęd, w kole ukazywał się czarny kozieł, który kilka razy koło to obchodził; zaledwie do­słyszano jego głosu, wszystkie czarownice przy­biegały, i przy odgłosie podobnym do trąby, zaczy­nały tańczyć, wszystkie całowały kozła w tył, po czym jadły chleb i ser i piły wino. Po ukończeniu tej uczty, każda czarownica jeździła na swoim są­siedzie przemienionym w kozła, a po wytarciu so­bie ciała ekskrementami ulatywały w powietrze, udając się na miejsce, w którym złe wyrządzać chciały. Odbywały ogólne zgromadzenia w nocy przed Wielkanocą i innymi wielkimi uroczysto­ściami dorocznymi. Gdy się znajdowały na mszy świętej, hostia wydawała im się czarną, a jeżeli miały ochotę wyrzec się swoich szatańskich prak­tyk, widziały ją w naturalnym kolorze.

„Komisarz pragnąc naocznie przekonać się o prawdzie tego, kazał sprowadzić starą czarowni­cę, przyobiecał jej ułaskawienie, pod warunkiem, że w jego obecności wykona wszystkie swoje czarnoksięskie sztuki, i pozwolił, aby w czasie tej pracy uciekła jeżeli zdoła. Stara przyjęła tę propozycję, zażądała pudełka z maścią, którą przy niej znale­ziono, i weszła z komisarzem w koło, gdzie stanęła razem z nim przy oknie; w obecności wielu osób, za­częła nacierać sobie maścią dłoń lewej ręki, pięść, zgięcie łokcia, pod pachą, pod ramieniem i lewy bok, potem silnym głosem zawołała: „Czy jesteś tu? Wszyscy widzowie usłyszeli w powietrzu głos odpowiadający: „Tak oto jestem.” Kobieta zaczęła chodzić wzdłuż koła, ze spuszczoną głową, używając rąk i nóg na sposób jaszczurki; a przybyw­szy do środka wysokości, wzniosła się w powietrze wobec przytomnych, którzy ciągle ją widzieli, aż przebyła horyzont.

„Ponieważ widowisko to wszystkich zdziwiło, komisarz kazał ogłosić, że wypłaci znaczną summę pieniężną temu, kto mu sprowadzi tę czarowni­cę. „W przeciągu dwóch dni przytrzymali ją paste­rze i sprowadzili. Komisarz zapytał jej dlaczego nie uleciała tak daleko, aby umknęła tym, którzy jej szukali; odpowiedziała że pan jej nie chciał nieść dalej jak na odległość trzech mil, i że ją zo­stawił w polu, gdzie ją spotkali pasterze.

„Gdy doświadczenie to przekonało komisarza, że ta nieszczęśliwa jest rzeczywistą czarownicą, kazał dostawić inkwizycji przeszło sto pięćdziesiąt innych kobiet tejże sekty, które święte oficjum skazało jako przekonane o magię. Skazano je na dwieście razów chłosty, i na długo zamknięto w wię­zieniu.”

Inkwizycją w Saragossie osądziła także kilka czarownic, należących do stowarzyszenia w Nawa­rze, które przysłano do Arragonii, dla pociągania tam zwolenników. Przekonane o czarodziejstwo i ma­gię na proste podejrzenie i na zasadzie twierdzeń świadków, którzy nie widzieli czarownic, ale tylko słyszeli mówiących o ich operacjach, te nieszczęśli­we niechcące przyznać się do zbrodni, o które je obwiniano, zginęły w płomieniach jako zatwardziałe czarownice i jako mające zmowę z szatanem.

Inkwizytorowie z Logrona wzięli również pod sąd proboszcza wsi Bargota w dyecezyi Calahorry. Pomiędzy nadzwyczajnościami jego procesu czyta­my: „Gdy się oddawał największym operacjom czarnoksięskim w kraju Rioja i Nawarry, zachciało mu się odbywać w przeciągu kilku minut dalekie podróże; widział sławne wojny Ferdynanda V we Włoszech, oraz kilka bitw Karola Piątego i nie zaniedbywał nigdy ogłaszać w Logronie i Vianie zwycięstw odniesionych tego samego dnia lub w przeddzień, które potwierdzały się zawsze w ra­portach przywożonych przez gońców.” Dodają, że jednego dnia oszukał swojego szatana, aby ocalić życie papieża Aleksandra VI, czy też Juliusza II. Według jego własnych pamiętników papież miewał skandaliczne stosunki z damą, której małżonek sprawował przy nim znakomity urząd i dla tego nie śmiał użalać się otwarcie; lecz mimo to pragnął pomścić swój honor i uknuł spisek na życie papieża. Diabeł uwiadomił proboszcza, że papież umrze jeszcze tej samej nocy śmiercią gwałtowną.

Ksiądz z Bargoty postanawia przeszkodzić temu zamacho­wi, i nie wspominając nic o tern swemu poufałemu duchowi, projektuje mu, aby go przeniósł do Rzymu, iżby tam mógł słyszeć zawiadomienie o tej śmierci i być świadkiem tego co powiedzą o spisku. Przy­bywa więc ze swoim szatanem do stolicy chrześcijańskiego świata i idzie sam do papieskiego pała­cu, gdzie opowiada papieżowi wszystko co zaszło między nim a diabłem, a w nagrodę swojego dobre­go czynu, otrzymuje absolucję z czynionych mu zarzutów. Proboszcza z Bargoty wydano w ręce inkwizytorów z Logrona, którzy na mocy papieskiej absolucji uwolnili go, wymógłszy na nim przy­rzeczenie, że na zawsze zerwie wszelkie stosunki z diabłem.

Jakkolwiek szczególny jest proces proboszcza z Bargoty, zawsze jednak mniej niż proces doktora Eugeniusza Torralby, o którym Cervantes wzmian­kował w drugiej części przygód don Kiszota. Oto historia, jak ją nam opowiadają hiszpańscy autorowie:

„Torralba urodził się wmieście Cuenca. W pięt­nastym roku życia udał się do Rzymu, gdzie w cha­rakterze pazia pozostawał przy don Franciszku Soderinim, biskupie z Volterre, mianowanym kardyna­łem w r. 1503.  Uczył się filozofii i medycyny. Po uzyskaniu stopnia doktora, niejednokrotnie toczył z uczonymi spory o nieśmiertelności duszy, o boskości Jezusa Chrystusa, przeciw którym występo­wali oni tak silnie, że chociaż nie mógł stłumić w duszy swojej zasad religii, wpojonych weń od dzieciństwa, mimo to jednak wpadł w pyrrhonizm, i zaczął wątpić o wszystkim, nie wiedząc po której stronie prawda.

„Pomiędzy przyjaciółmi, jakich miał w Ptzymie, znajdował się pewny mnich dominikanin, zwany brat Piotr.  Ten mu raz powiedział, że ma na swo­je usługi anioła z rzędu duchów, któremu imię Ezechiel, tak doskonałego .w znajomości rzeczy przyszłych i skrytych, że żaden drugi mu nie wy­równa, ale tak szczególnej natury, że zamiast zmu­szać ludzi do umowy, przed udzieleniem im swoich wiadomości, bo tym środkiem zawsze się brzydzi, pragnie zawsze pozostać wolnym i z przyjaźni tyl­ko służyć temu kto mu ufa; że mu pozwala nawet wyjawiać innym swoje sekreta, ale że wszelki przy­mus, użyty dla. otrzymania od niego odpowiedzi, oddali go na zawsze od towarzystwa człowieka, do którego się przywiąże.   Brat Piotr zapytał potem Torralby, czyby rad był mieć za przyjaciela i sługę Ezechiela, dodając, że mu może wyjednać tę przy­jemność z powodu wzajemnej ich z sobą przyjaźni.

Torrałba z jak największym pośpiechem objawił chęć zaznajomienia się z duchem brata Piotra.

„Ezechiel zjawił się wkrótce pod postacią mło­dzieńca odzianego w suknię niebieskiego koloru i w czarnym okryciu; rzekł on Torralbie: Będę two­im przez cały ciąg życia twojego, i pójdę za tobą, gdziekolwiek sam pójść będziesz musiał. Po takiej obietnicy Ezechiel ukazywał się Torralbie podczas rozmaitych zmian księżyca, i ilekroć miał przenieść się z jednego miejsca na drugie, już to pod postacią podróżującego, już pod postacią pustelnika. Eze­chiel nie mówił nigdy nic przeciw chrześcijańskiej religii, nigdy nie wpajał w Torralbę żadnych zasad, ani doradzał żadnego występnego czynu; owszem, robił mu wyrzuty, skoro zdarzyło mu się popełnić jakikolwiek błąd i bywał z nim w kościołach na na­bożeństwach. Z powodu tych wszystkich okoliczno­ści Torralba sądził, że Ezechiel jest dobrym anio­łem, bo w przeciwnym razie inaczejby postępował.

„Torralba przybył do Hiszpanii około roku 1502. Wkrótce potem zwiedził całe Włochy, i gdy osiadł w Rzymie, pod protekcją kardynała de Volterre, nabył sławy biegłego lekarza, i cieszył się wzglę­dami kilku kardynałów. Ezechiel po większej części objawiał mu rzeczy dotyczące spraw politycznych. To też za powrotem Torralby do Hiszpanii w r. 1510, gdy się znajdował na dworze Ferdynanda Katolic­kiego, Ezechiel oświadczył mu, że monarcha ten otrzyma wkrótce nieprzyjemną wiadomość. Torralba czym prędzej uwiadomił o tern arcybiskupa Toleda Ximenesa Cisnerosa (później kardynała i generalnego inkwizytora) i wielkiego kapitana Gonzalesa Fernandeza z Korduby, a tego samego dnia goniec przyniósł listy z Afryki donoszące o nie­powodzeniu wyprawy przeciw Maurom i o śmierci don Garcii z Toleda, syna księcia Alby, który nią dowodził.

„Ximenes de Cisneros dowiedziawszy się, że kardynał Volterre widział, Ezechiela, zapragnął widzieć go także i poznać naturę i przymioty tego ducha. Torralba dla przypodobania się arcybisku­powi, błagał anioła, aby mu się ukazał pod postacią ludzką, jaką uzna za najprzyzwoitszą, ale Ezechiel nie znalazł za stosowne ukazywać się arcybiskupo­wi, lecz dla osłodzenia ostrości swojej odmowy zlecił Torralbie oświadczyć Ximenesowi de Cisne­ros, że z czasem zostanie królem, co się sprawdziło, mianowicie faktycznie, bo rządził samowładnie ca­łą Hiszpanią i Indiami.

Innym razem gdy Torralba był w Rzymie, anioł powiedział mu, że Piotr Margano postrada życie, jeżeli wyjdzie z miasta; lecz Torralba nie miał czasu zawiadomić przyjaciela w swoim czasie, ten wyszedł z Rzymu i został zabity.

[będziemy kontynuować prezentację tej pracy]

Oceń tę pracę