Ponieważ niezliczone sprawy sądzone przez święte oficjum, a wytaczane o herezję, różniły się tylko między sobą lekkimi odcieniami okrucieństwa, lub jakością i stopniem osób prześladowanych, które padły ofiarą tego straszliwego trybunału, przeto nie widzimy potrzeby wchodzić tu w inne szczegóły oprócz wymienionych. Nie przytoczymy tu także innych procesów o wielożeństwo, pederastię, lichwę, przemytnictwo i wiele innych występków lub wykroczeń prawdziwych lub głoszonych za prawdziwe, które przywłaszczyła sobie inkwizycja, i co do których wydawała mniej więcej srogie, mniej więcej niedorzeczne wyroki.
Lecz wśród tych wykroczeń znajdujemy niektóre w procedurze swojej przedstawiające okoliczności, którym dzisiaj tak dalece uwierzyć trudno, że uważamy za stosowne tu je przytoczyć całkowicie. Mówić pragniemy o mniemanych czarownikach i magikach, których święte oficjum paliło w Hiszpanii w rozmaitych epokach, a szczególnej na początku szesnastego i siedemnastego wieku. Procedury te dadzą nam sprawiedliwe pojęcie, jak dalece ci mnisi cofnęli cywilizację i zgęszczali mgłę otaczającą całe ludy, skazując jako podejrzanych o czarnoksięstwo i magię niedołęgów i głupców, 'których oświecić byłoby daleko bardziej ludzko, tudzież obłudników i kuglarzy, których należało tylko demaskować, aby ich okryć wstydem.
Rzecz dosyć naturalna, że inkwizytorowie oskarżali o magię ludzi, którzy wznieśli się daleko wyżej nad wszystkich owoczesnych teologów’ przez swą wiedzę i głęboką naukę, i nic dziwnego, że cierni mnisi uważali Pie de Mirandola i Galileusza za ludzi nadprzyrodzonych, których systemowo potępiano w Rzymie; lecz jak można wierzyć, odnosząc się do czasów ciemnoty, aby papieże i inkwizytorowie mogli wmówić w siebie, że wiejscy prostaczkowie, bez dowcipu, bez nauki, bez żadnej znajomości naturalnych przyczyn fizycznych lub chemicznych, byli prawdziwymi czarownikami lub straszliwymi magikami? Biedacy ci jednak byli jedynie igraszką iluzji wywołanych skutkiem jakiegoś napoju, jak o tym przekonają fakty, które później przytoczymy, wyjęte dosłownie z hiszpańskiej historii Sandovala z archiwów inkwizycji.
Już w r. 1507 inkwizycją Calahorry spaliła przeszło trzydzieści kobiet, jako czarownice i zwolenniczki magii. Ta sekta była wówczas nadzwyczaj liczna, uznawała ona diabła za swojego pana i patrona, przyrzekała mu posłuszeństwo i zaszczycała go wyłączną czcią. Ze swojej strony, diabeł udzielał swoim czcicielom mocy zsyłania chorób na zwierzęta, szkodzenia płodom ziemnym, czytania w przyszłości, wykrywanie najtajemniejszych rzeczy itp.
We dwadzieścia lat później wykryto w Nawarze mnóstwo osób oddających się czarnoksięskiej praktyce; to wywołało następujący proces, który tu zamieszczamy, przypominając czytelnikowi, że to opis dokonany przez historyków hiszpańskich.
„Dwie dziewczyny, jedna lat jedenaście, druga dziewięć mająca, oskarżyły się same o czarnoksięstwo przed członkami królewskiej rady w Nawarze: wyznały że postarały się o przyjęcie ich do sekty jurguino&ów, to jest czarowników, i pod warunkiem ułaskawienia ich, zobowiązały się wydać wszystkie należące do niej kobiety. Gdy im to sędziowie przyrzekli, dzieci wspomnione zeznały, że widząc lewe oko osoby, mogą powiedzieć, czy ona jest czarownica czy nie; wskazały miejsce, w którym można było znaleźć wiele kobiet tego 'rodzaju, i w którym się one zgromadzały. Rada wysyłała tam komisarza, razem z obu dziewczętami i pięćdziesięciu jazdy. Przybywając do każdego miasteczka i wsi, mieli oni zamykać te dziewczyny w dwóch osobnych domach, wywiadywali się w urzędach, czy są tam osoby podejrzane o magię, i w takim razie prowadzić je do tych domów, przedstawiać obu dziewczętom, dla wypróbowania sposobu, który one wskazały.
Z doświadczenia tego wynikło, że kobiety wskazane przez obie dziewczyny jako czarownice, były niemi rzeczywiście; zamknięte w więzieniu wyznały, że ich jest przeszło sto pięćdziesiąt, że skoro jaka kobieta przybywała z żądaniem przyjęcia jej do ich towarzystwa, dawano jej, jeżeli była zdolna do małżeństwa, dobrze zbudowanego, silnego młodzieńca, z którym miewała cielesne stosunki. Kazano jej wypierać się Jezusa Chrystusa i Jego religii. W dniu, w którym odbywał się ten obrzęd, w kole ukazywał się czarny kozieł, który kilka razy koło to obchodził; zaledwie dosłyszano jego głosu, wszystkie czarownice przybiegały, i przy odgłosie podobnym do trąby, zaczynały tańczyć, wszystkie całowały kozła w tył, po czym jadły chleb i ser i piły wino. Po ukończeniu tej uczty, każda czarownica jeździła na swoim sąsiedzie przemienionym w kozła, a po wytarciu sobie ciała ekskrementami ulatywały w powietrze, udając się na miejsce, w którym złe wyrządzać chciały. Odbywały ogólne zgromadzenia w nocy przed Wielkanocą i innymi wielkimi uroczystościami dorocznymi. Gdy się znajdowały na mszy świętej, hostia wydawała im się czarną, a jeżeli miały ochotę wyrzec się swoich szatańskich praktyk, widziały ją w naturalnym kolorze.
„Komisarz pragnąc naocznie przekonać się o prawdzie tego, kazał sprowadzić starą czarownicę, przyobiecał jej ułaskawienie, pod warunkiem, że w jego obecności wykona wszystkie swoje czarnoksięskie sztuki, i pozwolił, aby w czasie tej pracy uciekła jeżeli zdoła. Stara przyjęła tę propozycję, zażądała pudełka z maścią, którą przy niej znaleziono, i weszła z komisarzem w koło, gdzie stanęła razem z nim przy oknie; w obecności wielu osób, zaczęła nacierać sobie maścią dłoń lewej ręki, pięść, zgięcie łokcia, pod pachą, pod ramieniem i lewy bok, potem silnym głosem zawołała: „Czy jesteś tu? Wszyscy widzowie usłyszeli w powietrzu głos odpowiadający: „Tak oto jestem.” Kobieta zaczęła chodzić wzdłuż koła, ze spuszczoną głową, używając rąk i nóg na sposób jaszczurki; a przybywszy do środka wysokości, wzniosła się w powietrze wobec przytomnych, którzy ciągle ją widzieli, aż przebyła horyzont.
„Ponieważ widowisko to wszystkich zdziwiło, komisarz kazał ogłosić, że wypłaci znaczną summę pieniężną temu, kto mu sprowadzi tę czarownicę. „W przeciągu dwóch dni przytrzymali ją pasterze i sprowadzili. Komisarz zapytał jej dlaczego nie uleciała tak daleko, aby umknęła tym, którzy jej szukali; odpowiedziała że pan jej nie chciał nieść dalej jak na odległość trzech mil, i że ją zostawił w polu, gdzie ją spotkali pasterze.
„Gdy doświadczenie to przekonało komisarza, że ta nieszczęśliwa jest rzeczywistą czarownicą, kazał dostawić inkwizycji przeszło sto pięćdziesiąt innych kobiet tejże sekty, które święte oficjum skazało jako przekonane o magię. Skazano je na dwieście razów chłosty, i na długo zamknięto w więzieniu.”
Inkwizycją w Saragossie osądziła także kilka czarownic, należących do stowarzyszenia w Nawarze, które przysłano do Arragonii, dla pociągania tam zwolenników. Przekonane o czarodziejstwo i magię na proste podejrzenie i na zasadzie twierdzeń świadków, którzy nie widzieli czarownic, ale tylko słyszeli mówiących o ich operacjach, te nieszczęśliwe niechcące przyznać się do zbrodni, o które je obwiniano, zginęły w płomieniach jako zatwardziałe czarownice i jako mające zmowę z szatanem.
Inkwizytorowie z Logrona wzięli również pod sąd proboszcza wsi Bargota w dyecezyi Calahorry. Pomiędzy nadzwyczajnościami jego procesu czytamy: „Gdy się oddawał największym operacjom czarnoksięskim w kraju Rioja i Nawarry, zachciało mu się odbywać w przeciągu kilku minut dalekie podróże; widział sławne wojny Ferdynanda V we Włoszech, oraz kilka bitw Karola Piątego i nie zaniedbywał nigdy ogłaszać w Logronie i Vianie zwycięstw odniesionych tego samego dnia lub w przeddzień, które potwierdzały się zawsze w raportach przywożonych przez gońców.” Dodają, że jednego dnia oszukał swojego szatana, aby ocalić życie papieża Aleksandra VI, czy też Juliusza II. Według jego własnych pamiętników papież miewał skandaliczne stosunki z damą, której małżonek sprawował przy nim znakomity urząd i dla tego nie śmiał użalać się otwarcie; lecz mimo to pragnął pomścić swój honor i uknuł spisek na życie papieża. Diabeł uwiadomił proboszcza, że papież umrze jeszcze tej samej nocy śmiercią gwałtowną.
Ksiądz z Bargoty postanawia przeszkodzić temu zamachowi, i nie wspominając nic o tern swemu poufałemu duchowi, projektuje mu, aby go przeniósł do Rzymu, iżby tam mógł słyszeć zawiadomienie o tej śmierci i być świadkiem tego co powiedzą o spisku. Przybywa więc ze swoim szatanem do stolicy chrześcijańskiego świata i idzie sam do papieskiego pałacu, gdzie opowiada papieżowi wszystko co zaszło między nim a diabłem, a w nagrodę swojego dobrego czynu, otrzymuje absolucję z czynionych mu zarzutów. Proboszcza z Bargoty wydano w ręce inkwizytorów z Logrona, którzy na mocy papieskiej absolucji uwolnili go, wymógłszy na nim przyrzeczenie, że na zawsze zerwie wszelkie stosunki z diabłem.
Jakkolwiek szczególny jest proces proboszcza z Bargoty, zawsze jednak mniej niż proces doktora Eugeniusza Torralby, o którym Cervantes wzmiankował w drugiej części przygód don Kiszota. Oto historia, jak ją nam opowiadają hiszpańscy autorowie:
„Torralba urodził się wmieście Cuenca. W piętnastym roku życia udał się do Rzymu, gdzie w charakterze pazia pozostawał przy don Franciszku Soderinim, biskupie z Volterre, mianowanym kardynałem w r. 1503. Uczył się filozofii i medycyny. Po uzyskaniu stopnia doktora, niejednokrotnie toczył z uczonymi spory o nieśmiertelności duszy, o boskości Jezusa Chrystusa, przeciw którym występowali oni tak silnie, że chociaż nie mógł stłumić w duszy swojej zasad religii, wpojonych weń od dzieciństwa, mimo to jednak wpadł w pyrrhonizm, i zaczął wątpić o wszystkim, nie wiedząc po której stronie prawda.
„Pomiędzy przyjaciółmi, jakich miał w Ptzymie, znajdował się pewny mnich dominikanin, zwany brat Piotr. Ten mu raz powiedział, że ma na swoje usługi anioła z rzędu duchów, któremu imię Ezechiel, tak doskonałego .w znajomości rzeczy przyszłych i skrytych, że żaden drugi mu nie wyrówna, ale tak szczególnej natury, że zamiast zmuszać ludzi do umowy, przed udzieleniem im swoich wiadomości, bo tym środkiem zawsze się brzydzi, pragnie zawsze pozostać wolnym i z przyjaźni tylko służyć temu kto mu ufa; że mu pozwala nawet wyjawiać innym swoje sekreta, ale że wszelki przymus, użyty dla. otrzymania od niego odpowiedzi, oddali go na zawsze od towarzystwa człowieka, do którego się przywiąże. Brat Piotr zapytał potem Torralby, czyby rad był mieć za przyjaciela i sługę Ezechiela, dodając, że mu może wyjednać tę przyjemność z powodu wzajemnej ich z sobą przyjaźni.
Torrałba z jak największym pośpiechem objawił chęć zaznajomienia się z duchem brata Piotra.
„Ezechiel zjawił się wkrótce pod postacią młodzieńca odzianego w suknię niebieskiego koloru i w czarnym okryciu; rzekł on Torralbie: Będę twoim przez cały ciąg życia twojego, i pójdę za tobą, gdziekolwiek sam pójść będziesz musiał. Po takiej obietnicy Ezechiel ukazywał się Torralbie podczas rozmaitych zmian księżyca, i ilekroć miał przenieść się z jednego miejsca na drugie, już to pod postacią podróżującego, już pod postacią pustelnika. Ezechiel nie mówił nigdy nic przeciw chrześcijańskiej religii, nigdy nie wpajał w Torralbę żadnych zasad, ani doradzał żadnego występnego czynu; owszem, robił mu wyrzuty, skoro zdarzyło mu się popełnić jakikolwiek błąd i bywał z nim w kościołach na nabożeństwach. Z powodu tych wszystkich okoliczności Torralba sądził, że Ezechiel jest dobrym aniołem, bo w przeciwnym razie inaczejby postępował.
„Torralba przybył do Hiszpanii około roku 1502. Wkrótce potem zwiedził całe Włochy, i gdy osiadł w Rzymie, pod protekcją kardynała de Volterre, nabył sławy biegłego lekarza, i cieszył się względami kilku kardynałów. Ezechiel po większej części objawiał mu rzeczy dotyczące spraw politycznych. To też za powrotem Torralby do Hiszpanii w r. 1510, gdy się znajdował na dworze Ferdynanda Katolickiego, Ezechiel oświadczył mu, że monarcha ten otrzyma wkrótce nieprzyjemną wiadomość. Torralba czym prędzej uwiadomił o tern arcybiskupa Toleda Ximenesa Cisnerosa (później kardynała i generalnego inkwizytora) i wielkiego kapitana Gonzalesa Fernandeza z Korduby, a tego samego dnia goniec przyniósł listy z Afryki donoszące o niepowodzeniu wyprawy przeciw Maurom i o śmierci don Garcii z Toleda, syna księcia Alby, który nią dowodził.
„Ximenes de Cisneros dowiedziawszy się, że kardynał Volterre widział, Ezechiela, zapragnął widzieć go także i poznać naturę i przymioty tego ducha. Torralba dla przypodobania się arcybiskupowi, błagał anioła, aby mu się ukazał pod postacią ludzką, jaką uzna za najprzyzwoitszą, ale Ezechiel nie znalazł za stosowne ukazywać się arcybiskupowi, lecz dla osłodzenia ostrości swojej odmowy zlecił Torralbie oświadczyć Ximenesowi de Cisneros, że z czasem zostanie królem, co się sprawdziło, mianowicie faktycznie, bo rządził samowładnie całą Hiszpanią i Indiami.
Innym razem gdy Torralba był w Rzymie, anioł powiedział mu, że Piotr Margano postrada życie, jeżeli wyjdzie z miasta; lecz Torralba nie miał czasu zawiadomić przyjaciela w swoim czasie, ten wyszedł z Rzymu i został zabity.
[będziemy kontynuować prezentację tej pracy]