Gildas „De excidio et conquestu Britanniae”

Dzieło Gildasa zatytułowane „De excidio et conquestu Britanniae” ( „O za-gładzie i podboju Brytanii”) jest najstarszym zachowanym opisem zdarzeń dotyczą-cych ostatnich dziesięcioleci rzymskiej Brytanii i czasów, które nastąpiły po wycofa-niu rzymskich legionów z wyspy.
Nie zachowało się o Gildasie zbyt wiele informacji. Szczegóły jego życia przynoszą dwa żywoty spisane w XI i XII wieku przez zakonników dla upamiętnienia życia osoby kanonizowanej. Bardzo często święty Gildas określany jest przy-domkiem Sapientis (choć ten przydomek przy imieniu w tym okresie niekoniecznie wynikał z naturalnej mądrości, lecz wskazywał na ‘wysoko wykształconego człowieka’, osobę najczęściej stanu duchownego ), rzadziej Badonicus. Drugi przydo-mek pochodzi od jego prawdopodobnej daty urodzin, w dniu bitwy pod Mons Bado-nicus (Mount Badon), rzekomej dwunastej bitwy stoczonej przez legendarnego króla Artura. Datę urodzenia Gildasa ( rok ok. 516) przyjmuje się jako dość prawdopodobną, ponieważ on sam określił ją w swojej pracy („ (…) usque ad annum obsessionis Badonici montis, qui et meae nativitatis est.”) .
Gildas urodził się w Dumbarton (Alcluith) w Walii. Prawdopodobnie pocho-dził z królewskiego rodu . Część badaczy, wobec wielu wątpliwości co do jego pochodzenia, jest bardziej ostrożna i przyznaje tylko, że urodził się w Walii , część przyznaje mu szeroko rozumiane pochodzenie celtyckie nie lokalizując dokładnego miejsca pochodzenia , czasem ograniczające się do stwierdzenia, iż pochodzi on z zachodu wyspy . Pewna jest data jego śmierci w roku 570 .
Gildas był mnichem, a więc należał do wykształconej grupy społeczeństwa, jego zasługą miało być odrodzenie nauki i życia zakonnego w Brytanii. O ile bowiem uzyskany kiedyś przez ludy Brytanii dostęp do rzymskiej kultury ulegał stopniowemu osłabieniu, a zaczęły brać gorę cechy celtyckie, to religia chrześcijańska wręcz rozkwitała, głównie w Walii i Kornwalii. Wielką rolę odgrywały w nim zakony, a Gildas był uczniem i następcą sławnego nauczyciela- świętego Iltuta z południowej Walii, z Llanwit Major . Miało to ogromny wpływ na język pisarstwa Gildasa. Łacina, którą pisał była kwiecista, uznany został za mistrza patetycznej prozy łacińskiej. Jego elokwencja jest pełna temperamentu, ma ogromną zdolność w posługiwaniu się językiem biblijnym, cytaty z Biblii nie różnią się od jego własnych zdań.
Trudność sprawia także dokładne ustalenie daty powstania „De excidio”. Da-ty podawane w różnych opracowaniach są bardzo rozbieżne. Jest to związane także ze sposobem oceny charakteru dzieła. Część badaczy rozciąga okres powstawania dzieła na wiele lat VI wieku ( lata 525-550), traktując je jako luźny komentarz bieżących wydarzeń . Inni są bardziej precyzyjni; analizując opisane w nim fakty, przyjmują, że Gildas pisał po roku 516, a przed 547 . Inni „zaokrąglają” tę datę do roku „około” 540 . Wydaje się jednak pewne, że rokiem przed którym na pewno urywa się narracja, jest rok 547 .
Sporne jest też spojrzenie na dzieło Gildasa w kontekście jego formy literackiej. Gildas i jego praca bardzo często są stawiani w tym samym rzędzie co dzieła innych pisarzy- historyków VI wieku: Grzegorz z Tours i Jordanes . Ale jednocze-śnie większość dość zgodnie stwierdza, że nie jest ono kroniką historyczną. Jest ono traktatem umoralniającym, w którym wykorzystał Gildas pewne materiały historyczne w sposób świadomie tendencyjny. Dzieło jest formą prośby i jednocześnie gorzkiego wyrzutu. Wspanialsza jego część jest mozaiką cytatów z Pisma św., a historyczne informacje, które ono przynosi są prawie przypadkowe. Ważny jest tutaj cel jaki przyświecał autorowi. Wzywał on w swym traktacie, współczesnych mu wład-ców brytyjskich do żalu z powodu sytuacji w jakiej znalazła się Brytania . Ewidentnie jego traktat odnosi się do wydarzeń jemu współczesnych, nie jest on kroniką wydarzeń; nie opisuje momentu wycofania legionów rzymskich, sytuacji w Brytanii po „opuszczeniu” jej przez Rzym, zmasowanego najazdu Anglosasów w połowie V wieku. W czasach, gdy traktat ów powstawał trwał pochód plemion anglosaskich w głąb wyspy, Brytowie zostali częściowo zepchnięci na peryferie wyspy: do Walii, Kornwalii, Strathclyde i Szkocji, nie było już Imperium, istniało jedynie papiestwo, które mogło być także adresatem traktatu jako jedyne mogące pomóc chrześcijańskiej ludności wyspy nękanej przez pogańskich najeźdźców .
Jeszcze raz należy podkreślić, że nie jest to kronika historyczna. Część historyków lekceważy je i jego autora, uznając iż w rekonstrukcji wydarzeń nie należy na nim polegać. Gildas, według nich, prawi wszystkim kazania, więcej interesują go obyczaje i moralność lokalnych władców niż wypadki historyczne, a chronologia „nie jest jego mocną stroną”. Jeszcze inni doradzają daleko posunięty krytycyzm, ale uznają, iż jest to najistotniejsze źródło pomocne w odtworzeniu tamtych wydarzeń . Są też tacy, którzy bronią Gildasa pamiętając cały czas, że nie był on historykiem, pisał z pasją, a świat do którego adresował swoje pisarstwo był mały.
Najpozytywniej oceniony został przez historyków literatury, którzy docenili formę dzieła. Gildas wywodzi swoje morały z faktów historycznych i na ich tle jego oskarżenia nabierają ostrości.
Tekst Gildasa, jako jedno z nielicznych zachowanych źródeł do tamtej epoki, stał się podstawą większości informacji, jakie znajdą się we wszystkich późniejszych brytyjskich kronikach, pisanych zarówno przez Celtów (Nenniusz, Giraldus Cambrensis), jak i przez Anglosasów ( Beda, „Anglo-Saxon Chronicle”). Uzupełnili oni informacje przyniesione przez Gildasa za pomocą zachowanej tradycji, ale pisali w czasach dużo późniejszych niż odtwarzane wydarzenia. Dlatego też często omawiając dzieło Gildasa będziemy powoływać się na prace późniejsze. Jednak dzieło Gildasa pozostanie jedynym, które przynosi informacje „ z pierwszej ręki” .

Oceń tę pracę

Uczestnicy konferencji w Paryżu

Na konferencję przybyło 68 oficjalnych delegatów. Byli to wyłącznie delegaci państw obozu zwycięskiego, bowiem, jak wyżej wspomnia­no, państwa zwyciężone nie zostały zaproszone. Ale wśród delegatów znajdowa­li się także przedstawiciele krajów, które z wojną właściwie nic wspólnego nie miały, prócz tego, że po przystąpieniu do niej Stanów Zjednoczonych również wypowiedziały wojnę Niemcom, faktycznie nic poza tym nie czyniąc. Były to właśnie wspomniane kraje Ameryki Łacińskiej (z których tylko Brazylia aktyw­nie współdziałała na morzu z aliantami) oraz Liberia. Również delegatom tych krajów przyznano w teorii prawo do równorzędnego głosu na konferencji, gdyż mogło się to przydać Stanom Zjednoczonym.

Podobnych pomocników w ewentualnych głosowaniach miała Wielka Bry­tania, która wprowadziła na konferencję przedstawicieli swoich dominiów, a na­wet Indie, nie posiadające wtedy jeszcze statusu dominium. Tu sytuacja była jednak inna, albowiem żołnierze z dominiów walczyli na wszystkich frontach obok Anglików.

Stany Zjednoczone miały formalnie pięciu delegatów, ale mogły liczyć na 13 z wyżej wymienionej grupy. Wielka Brytania, mając również pięciu, razem z przedstawicielami dominiów, dysponowała razem 14 głosami. Natomiast Fran­cja, na której spoczywał największy ciężar w całej wojnie i która poniosła w niej największe straty, nie wprowadziwszy w swych posiadłościach instytucji domi­niów, musiała zadowolić się tylko pięciu delegatami, a tyle samo posiadała Japo­nia, której udział w wojnie ograniczył się do Dalekiego Wschodu i był raczej krótki. Ale głos Japonii był przydatny dla Wielkiej Brytanii.

Nieco gorzej potraktowane zostały Włochy, którym przyznano trzech delegatów, tak jak cieszącej się zresztą wielką estymą za swoje stanowisko w roku 1914 Belgii, ale tak­że Brazylii oraz Serbii, teraz występującej jako Królestwo Serbów, Chorwatów i Słoweńców (SHS).

Wszystkie inne państwa europejskie, biorące faktyczny udział w wojnie, w tej liczbie także nowo powstałe, Polska i Czechosłowacja, były reprezentowa­ne przez dwu delegatów, jednakże taką samą liczbę otrzymali azjatyccy klienci Wielkiej Brytanii, Hidżaz (który prowadził wojnę tylko przeciw Turcji) oraz Sy­jam (obecna Tajlandia), jak również Chiny, współpracujące z Anglikami.

Europejskim prawdziwym uczestnikom wojny tego rodzaju przydział miejsc delegackich, stawiający ich na równi z odgrywającymi minimalną podczas wojny rolę państwami azjatyckimi, musiał wydawać się dziwaczny, i Polacy, Cze­si, Rumuni czy Grecy nie kryli swego rozgoryczenia. Od postanowień wielkiej piątki nie było jednak apelacji.

5/5 - (1 vote)