Przybycie Sasów na Wyspy Brytyjskie

Wydaje się, że ten lament Gildasa jest przesadzony. Oczywiście zagrożenie ze strony północy i zachodu było jak najbardziej realne, ale twierdzenie, iż Brytania została się bezbronna jest nie do przyjęcia. Już wyżej zostało wspomniane, iż ludność pozostała na wyspie tworzyła królestwa i potrafiła odeprzeć łupieżcze najazdy Piktów i Szkotów. Czym więc kierował się Gildas pisząc w tak przejmujących słowach o sytuacji Brytanii w początkach V wieku?
Wydaję się, że odpowiedzią może być jeszcze raz cel, który przyświecał Gildasowi przy tworzeniu dzieła. Gildas poprzez tak dramatyczny opis wydarzeń, i o czym nie należy zapominać, przy pomocy takiej właśnie formy literackiej, chciał pokazać sytuację wyspy już po najeździe Anglosasów. Gildas był Walijczykiem, Brytonem, nie pisał o Sasach przychylnie i nie mógł przychylnie odnieść się do wy-darzeń, które po części spowodowały przybycie Anglosasów na wyspę.
Najazdów z północy i zachodu nie udało się powstrzymać swoimi tylko siła-mi. Gildas wspomina o różnych sposobach ratowania się przed zagrożeniem. Kreśli obraz wyspy stale niszczonej napadami, głodem i wszelkim niedostatkiem. Począt-kowo Brytoni szukali pomocy u rozpadającego się właśnie imperium. Wyżej już zostało wspomniane, iż wysłali list do konsula Aecjusza z prośbą o obronę. Gildas podaje mały fragment tego listu, powtórzyli go późniejsi kronikarze, przede wszyst-kim Beda, w dokładnie takim samym brzmieniu jak u Gildasa:
„ Igitur rursum miserae mittentes epistolas reliquiae ad Agitium Romanae potestatis virum, hoc modo loquentes: ‘Agitio ter consuli gemitus Britannorum’ , et post pauca querentes: ‘repellunt barbari ad mare, repellit mare ad barbaros; inter haec duo genera funerum aut iugulamur aut mergimur’ ; nec pro eis quicquam adiu-torii habent”
( „Więc, z tej przyczyny, pozostała resztka, wysyłając list do Aecjusza, po-tężnego Rzymianina, w ten sposób kieruje słowa: ‘Do Aecjusza, po raz trzeci konsu-la; jęki Brytów’. I znów trochę dalej w ten sposób: ’Barbarzyńcy spychają nas do morza, morze odpycha nas do barbarzyńców; tak czekają nas dwa sposoby śmierci – zostaniemy zamordowani lub utoniemy”)
Ta jakże dramatyczna prośba o pomoc nie przyniosła żadnego efektu. Impe-rium nie było w stanie pomóc swojej odległej prowincji. Poza tym czyż o pomoc nie zwracali się ci, którzy już nie raz okazywali się nielojalni względem władzy central-nej?
Z dzieła Gildasa wynika, że Brytowie znaleźli sposób na powstrzymanie na-jeźdźców. Ale pisze o tym jako o przykładzie służącym do umoralnienia odbiorców swego dzieła; „recesserunt hostes a civibus nec cives a suis sceleribus” („ wróg opu-ścił nasz lud, lecz nasz lud nie porzucił swoich grzechów”) .
Wydaje się, że Brytowie zostali poprowadzeni do walki przez jednego czło-wieka, którego uznali za władcę, a o którym Gildas pisze nie wymieniając jego imie-nia. Nazywa go tylko „superbus tyrannus”. Dopiero późniejsi kronikarze podają jego imię – Vortigern –według tradycji, która cofa się co najmniej do VII wieku . Vorti-gern należał do grona ludzi, których Gildas nazywał „tyranami”, lecz nie był to typ „tyrana- uzurpatora władzy cesarskiej” jak Maximus czy Konstantyn III .
Lecz wydaje się, że początkowo ten nowy polityczny porządek był skuteczny. Gilgas, który musiał mieć kontakt z ludźmi pamiętającymi ten okres, wyraźnie pisze, że był to czas nowych sił w administracyjnym i wojskowym życiu wyspy. Może to dziwić, że stało się to w tym samym czasie gdy przybyła wielka grupa Sasów na wy-spy. Brytowie byli jednak w stanie zredagować list do konsula Aecjusza, choć był on bezowocny. Wspólnie uznali, iż nie są w stanie samodzielnie się obronić i wspólnie wezwali Vortigerna do sprowadzenia na pomoc najemne plemiona germańskie .
Gildas nie pisze o nim przychylnie, ponieważ uznaje go winnym „sprowadzenia” Sasów na wyspę. Za Gildasem powtórzą te oskarżenia inni kronikarze.
„Zaproszenie Sasów” miało być według Gildasa jeszcze jednym desperackim sposobem powstrzymania ustawicznych najazdów. Nie należy jednak zapominać, iż osadnictwo germańskie, w tym także Sasów, istniało na wyspie już dużo wcześniej. Jeszcze raz można powołać się na świadectwa archeologiczne., które wskazują, iż osadnicy pojawili się w południowo-wschodniej Brytanii przed końcem II wieku. Początkowo Germanie przybyli nie jako grabieżcy, lecz jako spokojni osadnicy aprobowani przez Rzymian. Mieszanie się ich z miejscową ludnością brytyjską po-kazują archeologiczne ślady na odkrywanych cmentarzach, gdzie groby ciałopalne pomieszane są ze szkieletowymi pochówkami celtyckimi.
Nie ulega także wątpliwości, że Rzymianie zatrudniali także Sasów jako na-jemników. Osadzanie ich na sporym obszarze Wybrzeża Saksońskiego, na południu i wschodzie wyspy, stanowiło już znaczącą pierwszą falę migracji .
Brytowie, opuszczeni przez legiony, nie potrafili na dłuższą metę odeprzeć najeźdźców z północy i zachodu. Poszli za przykładem rzymskim i tak jak oni zwró-cili się o pomoc do germańskich najemników. Gildas oskarża o to nie tylko Vortigerna, lecz podkreśla, iż uczynił on to w porozumieniu z radą; „ Tum omnes consi-liarii una cum superbo tyranno caecantur, adinvenientes tale praesidium, immo excidium patriae, ut ferocissimi illi nefandi nominis Saxones deo hominibusque invisi, quasi in caulas lupi, in insulam ad retundendas aquilonales gentes intromittentur.
(„Wtedy cała rada wraz największym tyranem [ Vortigern] zostali tak zaśle-pieni, że, jako obronę ich ojczyzny [to oni przypieczętowali jej zgubę], zapraszają między siebie[ jak wilki do zagrody] dzikich i bezbożnych Sasów, lud znienawidzony przez Boga i ludzi, dla powstrzymania ludów z północy”).
Gildas uznaje ten fakt za najtragiczniejszy dla historii wyspy. W bardzo barwny sposób opisuje dalszy przebieg najazdu nie podając jednak żadnych dokładnych dat.
Według niego, początkowo Sasi mieli przybyć na trzech okrętach wojennych i wylądowali na wschodnim wybrzeżu wyspy. Skierowali swoje wysiłki do walki w obronie swoich gospodarzy. Ich pobratymcy z kontynentu, widząc powodzenie pierwszej wyprawy i korzyści jakie ona przyniosła najemnikom, wysyłają jeszcze większą grupę, która pożeglowała na wyspę. Otrzymali oni zaopatrzenie, zapewne też jakiś żołd. Lecz nie trwa to długo, przybysze skarżą się, że ich miesięczne zaopatrzenie nie jest wystarczające, wreszcie grożą, że zerwą układ i splądrują wyspę. Wobec nie dotrzymania przymierza spełniają swoją groźbę:
„ Tum erumpens grex catulorum de cubili leaenae barbarae, tribus, ut lingua eius exprimitur, cyulis, nostra longis navibus, secundis velis, omine auguriisque, quibus vaticinabatur, certo apud eum praesagio, quod ter centum annis patriam, cui proras librabat, insideret, centum vero quinquaginta, hoc est dimidio temporis, sae-pius vastaret, evecus, primum in orientali parte insulae iubente infausto tyranno ter-ribiles infixit ungues quasi pro patria pugnaturus, sed eam certius impugnaturus. Cui supradicta genetrix, comperiens primo agmini fuisse prosperatum, item mittit satelitum canumque prolixiorem catastam, quae ratibus advecta adunatur cum ma-nipularibus spuriis. Inde germen iniquitatis, radix amaritudinis, virulenta plantatio nostris condigna meritis, in nostro cespite, ferocibus palmitibus pampinisque pullulat. Igitur intromissi in insulam barbari, veluti militibus et magna, ut mentieantur, disrimina pro bonis hospitibus subituris, impetrant sibi annonas dari: quae multo tempore impertitae clauserunt, ut dicitur, canis faucem. Item queruntur non affluenter sibi epimenia contribui, occasiones de industria colorantes, et ni profusior eis munificentia cumularetur, testantur se cuncta insulae rupto foedere depopulaturos. Nec mora minas effectibus prosequuntur. .
(„Ogromna liczba tych wilków [Sasów] przybyła z legowiska tych barba-rzyńskich lwic, w trzech cyuls, jak oni je nazywają w swoim języku, to jest na trzech okrętach wojennych, z żaglami unoszonymi wiatrem, i z wróżbami przyjaznymi; zostało to przepowiedziane przez pewnego wróżbitę między nimi, że powinni zająć kraj do którego żeglowali przez trzysta lat, i pół tego czasu, sto pięćdziesiąt lat, po-winni plądrować i grabić. Początkowo wylądowali we wschodniej części wyspy, dzięki zaproszeniu nieszczęśliwego tyrana, tam skierowali swoje ostre pazury najwi-doczniej, aby walczyć dla dobra wyspy, ale biada! prawdziwie bardziej przeciw niej. Ich ojczyzna widząc ich pierwszą wyprawę tak udaną, wysyła większą grupę jej wil-czych latorośli, którzy żeglując dołączają do swoich towarzyszy. Od tego czasu za-rodek niegodziwości i korzeń niezgody wniósł ich truciznę między nas, jak sobie zasłużyliśmy, i strzelił bujnie w liście i gałęzie. Barbarzyńcy zostali na wyspie, aby, jak fałszywie twierdzili, walczyć z jakimkolwiek niebezpieczeństwem grożącym wyspie i w obronie ich gościnnych gospodarzy. Uzyskują zaopatrzenie, które na jakiś czas było bardzo obfite i powstrzymało ich psie gęby. Lecz oni narzekają, że ich miesięczne zaopatrzenie nie jest wystarczająco obfite i wykorzystują każdą okazję do kłótni, mówią, że jeśli nie będzie im okazane więcej wolności, zerwą układ i splądrują całą wyspę. W krótkim czasie wcielają swoje groźby w czyn.”)

Taki krótki opis samego przybycia Sasów daje Gildas. Nie ma w tym opisie ani dokładnych dat, ani nawet w miarę dokładnej charakterystyki przybyszów. Do-kładniejsze informacje, w uzupełnieniu dzieła Gildasa, ale i pisane z rozmysłem jako prace czysto historyczne, przynoszą późniejsze kroniki. Co do daty przybycia Sasów, gdyby opierać się tylko na wiadomościach z dzieła Gildasa, nastąpić by to miało po 446 roku, po trzecim konsulacie Aecjusza .
U Gildasa nie mają znaczenia daty tych wydarzeń, lecz ich skutki dla dal-szych losów wyspy. Dlatego też dalej, pomstując na brak mądrości i dalekowzrocz-ności u rządzących ( pisze o nich „stulti principes” i dalej „ o altissimam sensus caliginem! o desperabilem crudamque mentis habetudinem! – „Cóż za namacalna ciemność musiała objąć ich umysły! Ciemność desperacka i okrutna!” ) opisuje straszliwe spustoszenia jakich dokonali Sasi po buncie przeciw swoim gospodarzom. Ale co najistotniejsze w tym opisie, Sasi nie niszczyli tylko tych terenów na których zostali osiedleni, lecz w łupieżczym rajdzie ruszyli na zachód aż dotarli krańców wyspy, do Morza Irlandzkiego; „Confovebatur namque ultionis iustae praccedentium scelerum causa de mari usque ad mare ignis orientali sacrilegorum manu exa-ggeratus et finitimas quasque civitates agrosque populans non quievit accensus, donec cunctam paene exurens insulae superficiem rubra occidentalem trucique oceanum lingua delamberet”
(„Pożoga, zapoczątkowana nad morzem wschodnim nie została powstrzyma-na w swym biegu, aż zrujnowaniu uległa niemal cała wyspa, a czerwone języki płomieni poczęły oblizywać ocean zachodni”) ( tł. W. Lipoński)
Ich gwałtowny podbój musiał dokonać straszliwych zniszczeń, który musiał długo pozostać w pamięci Brytów. Gildas opisuje przerażające efekty pochodu na-jeźdźców, który na długo zachował się w ich pamięci. Przyniósł on też trwała zmiany na wyspach. Choć początkowo, prawdopodobnie z powodu zbyt szczupłych sił, aby okupować wielkie terytorium, Sasi cofnęli się na mniejszy obszar, później jednak przybywali na wyspy w coraz większych ilościach w celach osiedlania się .
Napór najeźdźców saskich był prawdopodobnie także przyczyną migracji Brytów z wyspy na kontynent. Wygoniły ich z ojczyzny straszliwe cierpienia jakie doznawali od najeźdźców; mordy, głód, niewola. Dlatego też pewna grupa, jak opisuje Gildas , udała się za morze śpiewając, zamiast pieśni żeglarskich, lamenty z psalmów. Choć nie mówi on o celu ich podróży, pewne jest, że udawali się oni do Armoryki (Bretanii). Ale istotne jest, że emigrowała ludność w dużej mierze z za-chodu wyspy, z Kornwalii, Devon i Walii, nie tylko pod naporem saskim, lecz przede wszystkim przez stałe najazdy Szkotów .
Jeszcze raz trzeba podkreślić, że Gildas nie podaje żadnych dat. Dlatego też określenie dokładniejszej chronologii jest możliwe dzięki dziełom późniejszym. Gil-das opisuje skutki jakie dla wyspy przyniosła nierozważna decyzja szukania pomocy u najemników germańskich. Przybliża natomiast bardzo ważny fakt, iż Brytowie potrafili przeciwstawić się najeźdźcom, choć niestety nie przyniosło to trwałego efektu w postaci całkowitego opuszczenia przez nich wyspy. Po tym krwawym rajdzie Sasów, Brytowie potrafili zebrać się wokół wodza imieniem Ambrozjusz Aurelianus, o którym Gildas pisze „ dux” oraz „vir modestus, Romanae gentis” . Po-prowadził on Brytów do zwycięstwa w miejscu do dziś nie zidentyfikowanym, na-zwanym Mons Badonicus . Miałaby się ona rozegrać około roku 500 , lub naj-później w roku 516 .
Spowodowała ona przerwanie zmagań między Brytami i najeźdźcami. Prze-rwa wciąż musiała trwać w momencie gdy Gildas pisał swój traktat, być może ponad czterdzieści lat po owej bitwie; „quique quadragesimusquartus ut novi orditur annus mense iam uno emenso qui et meae nativitatis est” ( „ miało to miejsce czterdzieści cztery lata temu, jak mi wiadomo, i jeden miesiąc upłynął, i jest to także dzień mich urodzin”). Gildas próbuje w ten sposób powiedzieć, że bitwa miała się wydarzyć około czterdzieści cztery lata temu, w roku jego narodzenia, więc ma on czterdzieści cztery lata w momencie pisania traktatu. Lecz nawet ta interpretacja nie daje pewności co dokładnej daty rozegrania się bitwy, ponieważ nie ma pewności, w któ-rym roku Gildas napisał swoje dzieło! Można się posiłkować innymi źródłami, które w ten sposób mogą choć odrobinę przybliżyć nie tylko datę bitwy, ale także datę powstania „De excidio”. Być może było to przed rokiem 547, gdy zmarł król Maglo-cunus z północnej Walii. Wspomina o nim Gildas, a pod tym rokiem umieszczają jego śmierć „Annales Cambriae” z IX wieku. To mogłoby wskazywać, że bitwa odbyła się w roku 503, lecz na nieszczęście te same roczniki podają datę tej bitwy, i według nich jest to pod rokiem 516. Pojawia się tutaj sprzeczność dwóch źródeł, i gdyby opierać się na interpretacji Gildasa, jedna z tych dat w „Annales” musi być błędna. „Annales Cambriae” podają także datę śmierci Gildasa w roku 570. Jeśli urodził się on w roku bitwy pod Mons Badonicus, można być więc pewnym, że wydarzyła się ona nie wcześniej niż dziesięć- piętnaście lat przed rokiem 503.
Gildas twierdzi, że zwycięstwa nad przybyszami dały Brytom pokój na więcej niż jedno pokolenie. Być może powstrzymały one najeźdźców, lecz nie uchroniły przed podbojem i ostatecznym osadnictwem. Niestety w wielu miejscach skąpość wiadomości historycznych jakie niesie dzieło Gildasa sprawia ogromne trudności w jego interpretacji .
Te trudności pogłębia największa wątpliwość- iż Gildas nie jest autorem „De excidio et conquestu Britanniae” . Autentyczność pisarstwa przypisywanego Gilda-sowi, podobnie jak na przykład świętemu Patrykowi, czasem jest poddawana w wąt-pliwość. Być może dokumenty im przypisywane nie wyszły spod ich ręki. Można podejrzewać, że pewne dzieła z tego okresu były „podpisywane” dobrze i ogólnie znanymi imionami. Szczególnie jeśli ich treść dotyczyła wydarzeń bardzo świeżych, jeśli tradycja w nich przedstawiana wciąż była żywa, a motywy dotyczyły biografii lub były polemikami. Lecz nie znaczy to, że należy je zupełnie zdyskwalifikować. Wciąż mogą mieć dużą wartość, jeśli są szczerymi próbami odtworzenia wydarzeń .
Dzięki „De excidio et conquestu Britanniae” Gildasa można poznać sytuację w regionie, którym on najlepiej znał, w czasach w których on żył. Wyraźnie też pokazuje kultywowane elementy rzymskiej cywilizacji wśród Brytów, którzy przetrwa-li, i jednocześnie ich wciąż istniejącą mentalność celtycką. Jedynie można mieć żal, że nie skupił się bardziej na postępach anglosaskiego osadnictwa na wyspach. Wciąż pamiętając o celu jego pracy, należy się cieszyć, że zachowały się w im informacje z pierwszej ręki .

Oceń tę pracę

Ruch kluniacki

Ruch kluniacki znacznie zasłużył się w zwalczaniu zemsty rodowo‑prywatnej, przeradzającej się w permanentną wojnę. Na przełomie X i XI w. obmyślił trafny środek: pokój Boży, treuga Dei.[1] W XI w. ruch kluniacki odniósł na tym odcinku wielki sukces. Propaganda przeciwko zemście prywatnej (de facto przeciwko wojnom pomiędzy feudałami) zdobywała sobie coraz więcej zwolenników. W roku 1041 została wprowadzona treuga Dei w całej Francji. Był to pierwszy praktyczny przejaw supremacji siły duchowej nad fizyczną, przykład dobrodziejstw jakie płyną z przewodnictwa Kościoła.[2] Oczywiście potrzeba było wieków, aby treuga Dei krok po kroku ograniczała rozmiary zemsty indywidualnej.[3] Wpierw książę sprawował sądy tylko na żądanie stron, a wyręczający się sądem książęcym mógł narazić siebie i swój ród na hańbę. Długo atoli sądy książęce służyły głównie kobietom, gdy im zabrakło męskiego mściciela. Ale zjawisko to rozszerzało się sukcesywnie, często pod naciskiem kar kościelnych. W Polsce kary pieniężne za zabójstwo wprowadzili już pierwsi Piastowie, ale krwawe waśnie rodowe ciągną się jeszcze w XIV w. W Niemczech dopiero w XV w. ogłoszono Landfrieden zawierający w sobie zakaz wykonywania zemsty i przymus przekazywania krwawych sporów władzy państwowej.[4]

—

[1] Por. CB, s. 222.

[2] Por. tamże, s. 232.

[3] Początkowo wprowadzono zakaz (na obszarach południowej Francji) prowadzenia wojen w niedziele. Następnie rozszerzono go jeszcze na środy i piątki. Szczególny wpływ na rozwój tej instytucji miał św. Odylon, opat z Cluny, który głosił zaprzestanie starć wojennych od środy wieczora do poniedziałku rano każdego tygodnia. Pod koniec XI w. obowiązywał pokój Boży od początku adwentu do oktawy Trzech Króli i od siedemdziesiątnicy do oktawy Zielonych świątek. J. Umiński, dz. cyt., t. 1, s. 352.

[4] Por. KJPWN, s. 12.

Oceń tę pracę

Dążenie do zniesienia niewolnictwa

Dążenie do zniesienia niewolnictwa. Inaczej rzecz przedstawia się z niewolnictwem. Misjonarze nie znosili tej instytucji od razu, natychmiastowo. Tolerowano ją, stopniowo ograniczając. Ta powolność pochodziła (m. in.) z troski o dobro niewolników. Np. radykalne zniesienie niewolnictwa, dokonane z dnia na dzień przez Młodoturków pozostało tylko „na papierze”, bo „wyzwoleni” niewolnicy nie byli sami w stanie zapewnić sobie utrzymania poza rodzinami, które zapewniały im utrzymanie od pokoleń.[1]

Początku tego dążenia Koneczny dopatruje się w nauce św. Pawła Kto nie chce pracować, niech też nie je! (2 Tes 3, 10). Starożytność pogardzała pracą fizyczną, jako niegodną człowieka wolnego. Stwierdzenie Pawłowe niesie w sobie moralny przymus pracy. Wzbogaca etykę nowym postulatem. Kto nie może zadośćuczynić temu wymaganiu pracą umysłową, dopełnia go fizyczną. Jeżeli taka praca weszła do obszaru etycznego stając się czynnością etyczną, sama stała się godziwa i godna szacunku. Może zatem oddawać się już jej również człowiek wolny. Praca przestała więc hańbić. Zastanawia się dalej Koneczny nad wpływem rehabilitacji pracy na rozwój techniki. Świat klasyczny ugrzązł na stosunkowo niskim poziomie rozwoju techniki, pomimo tego, że nie brakło w nim odkryć i wynalazków.[2] Przyczynę tego upatrywał on w pogardzie względem pracy fizycznej. Wydawało mu się, że to właśnie św. Paweł jest ojcem wynalazczości, bo nie byłoby epoki wynalazków, gdyby nie szacunek dla pracownika fizycznego.[3] Niewolnicy w olbrzymiej większości bywali robotnikami fizycznymi, podczas gdy wolni zajmowali się pracami umysłowymi. Na tym tle dokonał się olbrzymi rozwój rzemiosła i techniki.[4]

Zniesienie podziału wobec Boga na wolnych i niewolników  (por. Ga 3, 28; 1 Kor 12, 13) wraz z nakazem, by panowie dobrze obchodzili się z niewolnikami (por. List do Filemona), było istną rewolucją. Rozprzestrzenianie się takich poglądów i postaw wiodło ku zniszczeniu serca ustroju niewolniczego. Dało się zaobserwować zjawisko wyzwalania przez bogatych chrześcijan należących do nich niewolników. J. Umiński podaje (oczywiści liczby wyzwolonych zostały przez starożytnych zawyżone), że za czasów Trajana chrześcijanin Hermes wyzwolił na Wielkanoc 1250 swych niewolników, a około roku 300 Chromancjusz (nawrócony przez św. Sebastiana) uwolnił ich 1400.[5] Działo się to jeszcze przed Edyktem Konstantyna.

Fakt, że nie domagano się natychmiastowego zniesienia niewolnictwa, wynika zapewne z wielu powodów. Dzięki jednak tej ostrożności i stopniowości we wprowadzaniu tych postulatów udało się uniknąć zachwiania podstaw życia społecznego, jak w Turcji, czy wojny lub rewolucji, jak w USA czy Brazylii w wieku XIX.

—

[1] Por. OWC, s. 270.

[2] Np. „bania Herona” będąca prototypem maszyny parowej.

[3] Por. tamże.

[4] Por. KJPWN, s. 15.

[5] Por. J. Umiński, Historia Kościoła, Opole 1959, t. 1, s. 123-124.

Oceń tę pracę

Piękno dla cywilizacji łacińskiej

O kategorii piękna niewiele Koneczny wspomina. Powtarza to, co powszechnie wiadomo, iż powstałe w Grecji pojęcia estetyczne weszły potem do cywilizacji rzymskiej, skąd przejęła je łacińska. Piękno dla cywilizacji łacińskiej ma służyć za szatę i narzędzie dla piękna duchowego, dla dobra moralnego. Dlatego też cnota nie może być brzydka. Koneczny twierdzi, że inne cywilizacje są obojętne wobec tego stosunku.[1] Odnośnie kategorii prawdy i związanej z nią nauki Koneczny pisze następująco: Celem nauki wykrywanie prawdy, a ideał Prawdy, jako takiej, sam w sobie, istnieje tylko w cywilizacji łacińskiej. Zwracam przy sposobności uwagę, że zachodzi widoczny stosunek pomiędzy prawdomównością a stopniem nauki w danym kraju. Od prawdomówności poczynając, aż do przejęcia się systematycznym dociekaniem prawdy naukowej, wszystko to wiedzie do personalizmu, i do niego się odwołuje. Różnica pomiędzy stanem nauk w Europie, a w Chinach, a choćby nawet w Bizancjum, upewnia, by uważać cywilizację łacińską za typowo naukową.[2] Katolicyzm dla Konecznego jest religią intelektu i intencji. Oba te czynniki mogą występować w różnych cywilizacjach, żadnej jednak same w sobie nie ustanawiają.[3] Ideał łacińskiej cywilizacji wymaga od każdego, kogo na to stać, pracy umysłowej. Z nauki wytwarza się oświata. Nie znano jej w starożytnym Egipcie, chińska cywilizacja ogranicza ją tylko do „literackiego starożytnictwa”.[4] Dopiero Grecja wytworzyła oświatę jako produktu nauki. Stamtąd przedostała się do Rzymu. Jej działanie zostało ogromnie pomnożone przez Kościół. Średniowiecze rozwijało kategorię prawdy w cywilizacji łacińskiej niemal wyłącznie za pomocą nauk humanistycznych. Nauki przyrodnicze dołączone zostały znacznie później.[5] W cywilizacji łacińskiej uprawianie nauki i upowszechnianie jej zdobyczy jest uważane za społeczny obowiązek. Istnieje przy tym obowiązek zapewnienia swobodnego rozwoju każdej z nauk oraz powszechnego dostępu do ich osiągnięć. Podobne postulaty wysuwane są pod adresem informacji, zwłaszcza tych dotyczących życia publicznego. Dlatego analfabetyzm traktowany jest jak choroba.[6] Spośród nauk humanistycznych nauki społeczne i polityczne uważa Koneczny za najlepszy miernik szczebla rozwoju w ramach cywilizacji łacińskiej. Polityka bowiem zależy od doktryn i przyjętych zasad. Jak pamiętamy, w ujęciu Konecznego dziejami rządzą przede wszystkim abstrakty. Teorie polityczne mają się do wydarzeń politycznych tak, jak przyczyny do skutków. Czyż przyczyną wydarzeń politycznych nie są przede wszystkim mniemania polityczne, a zatem po większej części abstrakty? zapytuje Koneczny. Nauki społeczne były uprawiane w starożytnej Grecji i Rzymie aż do okresu późnego cesarstwa. W hellenizmie można było zaobserwować ich upadek (w aleksandryjskim Muzeum są zupełnie nieobecne). Brakuje również pisarzy politycznych w Bizancjum. Przyczyn tego należy upatrywać w pewnym powszechnym w owych czasach przeświadczeniu jakoby sprawy państwowo‑polityczne zastrzeżone były wyłącznie dla władców, a poddani nie mieli nic do powiedzenia w tych zagadnieniach. Dopiero za sprawą Kościoła w wiekach średnich przywrócono publiczne i jawne roztrząsanie spraw społecznych i państwowych. Dalsze konsekwencje tego w następnych wiekach doprowadziły do tego, że kultura czynu w cywilizacji łacińskiej opiera się na nauce. Dlatego bez rozwoju nauk politycznych nie ma kulturalnej twórczości politycznej jak ujął to Koneczny. Dalej twierdził, iż rozkwit lub upadek wielkich zrzeszeń (państw i społeczeństw) w obrębie cywilizacji łacińskiej jest proporcjonalny do stanu nauk społecznych. Swoboda roztrząsania spraw publicznych i politycznych jest conditio sine qua non pomyślności zrzeszenia. Z tego wypływa negatywny jego stosunek do cenzury.[7]

Gdy rozważamy formę życia, to Koneczny twierdzi, że cywilizacja łacińska jest najbardziej liberalna ze wszystkich. Naprawdę trwałym poprzez wieki może być tylko to, co może przybierać różne formy nie tracąc niczego z zasadniczej treści.[8] Kwestia ustroju polityczno‑państwowego: republika czy monarchia, aczkolwiek sam Koneczny określał się mianem republikanina, to tylko problem formy. Zasadniczym zagadnieniem jest, aby nie wystąpiło zjawisko monizmu prawnego tzn. aby państwo oparte było na zasadzie dualizmu prawnego. Państwowość w cywilizacji łacińskiej jest obywatelska, a nie biurokratyczna.[9] Koneczny przypuszcza, że jest prawem historycznym dla naszej cywilizacji, ażeby obok religii istniał Ideał nie należący do religii. Zbadanie zagadnienia relacji pomiędzy nim a religią w różnych czasach i obszarach uważa za bardzo ciekawe przedsięwzięcie badawcze. Żyd czy muzułmanin mają wszystko, wiarę, przepisy religijne, praw cywilne i karne w swych świętych księgach. Tymczasem Ewangelie podają tylko zasady ogólne pozostawiając ich stosowanie twórczości człowieka i jego odpowiedzialności. Ewangelia zachęca do twórczości, gdy tymczasem inne systemy religijne dają od razu gotowe rozwiązania. Dla nas religijność jest tłem, które mamy sami wypełnić. W tym właśnie dostrzega źródło większej mocy i twórczości społeczeństw, które przyjęły chrystianizm. Jest to przyczyna większego wyostrzenia intelektu.[10] Cywilizacja chrześcijańsko-klasyczna jest największą twórczynią Ideałów, a samo chrześcijaństwo najsilniejszą kuźnią.[11] Od innych cywilizacji, cywilizacja łacińska wyróżnia się tym, że nie daje gotowych rozwiązań dających się zastosować w różnych obszarach życia. Dlatego działanie w myśl cywilizacji łacińskiej wymaga zwiększonej pracy umysłowej.[12] Logos, czyli cel cywilizacji łacińskiej, którym jest zbliżenie się społeczności do ideału civitas Dei.[13] Od św. Augustyna posiada chrześcijaństwo sformułowanie swego celu jak dążenie do Państwa Bożego. Do celu tego możemy się tylko zbliżać w nieustannej pracy pokoleń w zmieniających się warunkach. W chrześcijańskim pochodzie dziejowym chodzi zatem nie o wytyczanie celu, ale o każdorazowe znajdowanie adekwatnych środków dla tego celu.[14] Religia stanowi w naszej cywilizacji tło postępków i drogowskaz; jak już powiedziano, nie ma zastępować twórczości ludzkiej, lecz ją pobudzać do tem większej działalności. Kościół udzielać ma tedy tylko ogólnych wskazań, i dopiero w jakiemś wyjątkowem położeniu rzeszy chrześcijańskich społeczeństw musiałby sam jąć się urządzania życia zbiorowego. Miejmyż otuchę, że nie dojdzie do tego, ażeby Kościół miał się stawać na nowo Matką Narodów! W razie potrzeby nie zabrakłoby mu pewnie do tego ni inicjatywy, ni siły moralnej![15]

—

[1] Por. PD, t. 2, s. 202-203.

[2] Tamże, s. 203.

[3] Por. OWC, s. 269.

[4] Sformułowanie użyte przez Konecznego.

[5] Por. PD, t. 2, s. 203.

[6] Por. J. Kossecki, dz. cyt., s. 33.

[7] Por. PD, t. 2, s. 204-205.

[8] Por. tamże, s. 208.

[9] Por. tamże, s. 209.

[10] Por. PLE, t. 2, s. 250-251. W późniejszym okresie twórczości Koneczny doszedł do precyzyjniejszych określeń definiując cywilizacje sakralne i niesakralne.

[11] Tamże, s. 251.

[12] Por. PD, t. 2, d. 211.

[13] J. Skoczyński, dz. cyt., s. 57.

[14] Por. PLE, t. 2, s. 276.

[15] Tamże, s. 289.

Oceń tę pracę

Historia po Edykcie Mediolańskim

Po Edykcie Mediolańskim wpływy chrześcijańskie nie przemieniły momentalnie całego życia społecznego. Np. dalej zakuwano w kajdany zbiegłych colonów itp. Niemniej jednak dało się odczuć  pewien wpływ pojęć chrześcijańskich. Już Konstantyn Wielki chciał znieść walki gladiatorów, ale jego rozporządzeń nikt oczywiście nie słuchał. Zniesiono prawo mówiące, że ojciec jest właścicielem swych dzieci. Od tego momentu ojciec odpowiadał sądownie za zabicie swego dziecka.[1] Aby zlikwidować zjawisko sprzedaży dzieci w wśród warstw uboższych ustanowiono państwowe subwencje na ich wychowanie. Nie udzielano jednak wsparcia dzieciom nieślubnym. Żonatym zostały zakazane konkubinaty, legitymować potomstwo nieślubne mógł tylko mężczyzna nieżonaty i to tylko dzieci spłodzone z kobietą wolną. Przyczyny umożliwiające rozwody ograniczono do najcięższych przewinień, prawo do wystąpienia o rozwód nabyła również kobieta! Uwiedzenie i cudzołóstwo uznano za przestępstwa publiczne. Dało się też odczuć pewne polepszenie losu niewolnika.[2] Czasy te obfitowały jednak w ogromne pomieszanie rozwiązań prawnych wywodzących się z przeciwstawnych źródeł. Obok rozwiązań z ducha chrześcijańskich funkcjonowały te wywodzące się z pogaństwa czy też czystego barbarzyństwa. Wytworzyła się mechaniczna mieszanka. Chrześcijanie byli niezadowoleni z zaistniałej sytuacji, a nie mając zaufania do państwowego prawodawstwa i sądownictwa żądali sądownictwa biskupiego również w sprawach cywilnych. Żądaniom tym stało się zadość w 333 r.[3]

Na Wschodzie wszelki ruch społeczno‑polityczny przywdziewał szaty religijne i działał dopiero w tym przebraniu. Dwór cesarski zwracał baczną uwagę na sprawy religijne. Liczył się oczywiście z obozem silniejszym, ale sympatyzował z tymi, którzy zgadzali się na cezaropapizm np. arianie.[4]

W IV w. chrześcijaństwo nie obawiało się szkodliwych wpływów pochodzących z nauki i kultury grecko‑rzymskiej. Wchłaniało ono w siebie to wszystko, co było najlepszego w cywilizacji rzymskiej i hellenistycznej.[5] Św. Augustyn w swej De doctrina christiana dowodził, że wszystkie nauki mogą posłużyć dla lepszego zrozumienia Pisma św. i że w pismach pogańskich uczonych nie brak cennych uwag i stwierdzeń dla dobrego życia.[6] Dobrą ilustracją tego nurtu niech będą słowa św. Jana Damasceńskiego: A gdyby także u obcych (tj. pogan) udało się nam znaleźć coś pożytecznego, nie jest to zabronione. Lecz „bądźmy przezornymi bankierami”. Wybierajmy złoto wypróbowane i czyste, a podrobione odrzucajmy. Bierzmy od nich myśli niewątpliwie dobre, a śmieszne bóstwa i niedorzeczne mity zostawiajmy psom.[7] Podobne myśli znajdziemy też u św. Bazylego Wielkiego. W jednej ze swych homilii apeluje, aby z książek pogańskich autorów brać tylko to, co odpowiada chrześcijanom, co pokrewne jest prawdzie, a resztę trzeba odrzucić.[8]  Św. Hieronim wierzył w syntezę chrześcijaństwa z klasycznym wykształceniem. Dostrzegał literackie piękno Ksiąg natchnionych. Św. Grzegorz z Nazjanzu podobnie wysoko cenił naukę twierdząc, że praca umysłowa zbliża nas do niebiańskich rozkoszy i do pragnień  nieskończoności. Chrześcijańska poezja utrzymana w formie sztuki klasycznej przyczyniła się do odrodzenia poezji po upadku w III w.[9]

Chrześcijaństwo stopniowo zwyciężało, czego symbolem może być fakt usunięcia pogańskiego posągu bogini Victorii z Senatu w Rzymie. Niemniej jednak nie udało się zlikwidować igrzysk, czy ustaw głęboko niechrześcijańskich i niesprawiedliwych. W skutek nadmiernego fiskalizmu i uciążliwej biurokracji wiele obszarów uległo wyludnieniu.[10] Wśród ludzi Kościoła nie było jednak osób posiadających dostateczne wykształcenie społeczno‑polityczne, aby stworzyć jakiś program naprawy zaistniałej sytuacji, zresztą nikt w tamtym czasie nie dostrzegał nadciągającego załamania się państwa, społeczeństwa, całej cywilizacji.

Kościół potrafił być silną i zdecydowaną opozycją w sprawach ściśle religijnych czy moralnych. Zmuszenie do pokuty cesarza Teodozjusza przez św. Ambrożego za rzeź w Tesalonikach jest tego dobitną ilustracją. Po raz pierwszy ukorzyła się najwyższa władza państwowa przed władzą kościelną. Z tego rozwinęła się teza o najwyższej supremacji etyki, o przewadze pierwiastków duchowych nad fizycznymi. Ale na jej pełne rozwinięcie potrzeba było jeszcze poczekać dłuższy czas.[11] Na Zachodzie cezaropapizm nie został powszechnie przyjęty. W 356 r. ­biskup Kordoby Hozjusz wystąpił z tezą, że istnieją dwie władze od siebie niezależne: kościelna i świecka. Zanegował prawo wkraczania władzy świeckiej w sprawy kościelne. W tym czasie na Wschodzie panujący cesarz Konstancjusz uważał się za „biskupa biskupów” i domagał się od władz kościelnych posłuszeństwa, nakazywał wprost synodom to, co mają uchwalić.[12]

Etyki religijne w koncepcji Konecznego, jak to zostało już zaznaczone w poprzednim rozdziale, wywierają znaczący wpływ na rozwój i typ cywilizacji.[13] Dotyczy to również oddziaływania chrześcijańskiego na cywilizacje występujące w późnym antyku. Chrześcijaństwo odrzuciło wszelkie elementy cywilizacji klasycznej pozostające w sprzeczności z moralnością występującą w Ewangelii, chociaż tolerowało pozostałe. Podczas misji nawracania Rzymian Kościół czerpał ze skarbnicy kultury starożytnej. Temu zabiegowi nie towarzyszyły kompromisy w sprawach najistotniejszych dla wiary. W ten sposób chrześcijański Rzym okazał się kontynuatorem cywilizacji rzymskiej, z której wytworzył nową cywilizację łacińską. Chrześcijaństwo uratowało podstawowe zdobycze starożytnego Rzymu.[14] Rzym upadł pod ciężarem własnej niemocy i pod ciosami barbarzyńców. Ożywczy powiew który przyszedł wraz z chrześcijaństwem, dostrzegalny w sztuce, obyczajach czy rozwiązaniach prawnych zginął wraz Rzymem. Jednak dorobek poprzednich wieków nie poszedł zupełnie w zapomnienie. Na arenę dziejową wkroczyły nowe ludy mogące kontynuować upadłą cywilizację.

—

[1] Patria potestas władza ojcowska. W początkach państwa rzymskiego była niemal absolutna, gdyż obejmowała również prawo życia i śmierci (ius vitae ac necis). Z upływem czasu jednak ulegała stałemu osłabieniu przez prawo zwyczajowe i ustawodawstwa cesarskie. Mimo tych ograniczeń jeszcze Kodeks Justyniana gani ojców za stosowanie prawa życia i śmierci. Por. Prawo rzymskie. Słownik encyklopedyczny. Pod red. W. Wołodkiewicza, Warszawa 1986, s. 114.; A. Grześkowiak, Matka i jej dziecko. Macierzyństwo a prawo karne. Warszawa 1992, s. 11.

[2] Por. CB, s. 124.

[3] Por. tamże, s. 124-125.

[4] Por. tamże, s. 127.

[5] Por. tamże, s. 128-129.

[6] Por. tamże, s. 132.

[7] Św. Jan Damasceński, Wykład wiary prawdziwej, Warszawa, 1969, s. 236.

[8] Por. Św. Bazyli Wielki, Wybór homilij i kazań, Kraków, 1947, s. 217.

[9] Por. CB, s. 129.

[10] Por. tamże, s.131-132.

[11] Por. tamże, s. 134-135.

[12] Por. tamże, s. 127-128.

[13] Por. J. Kossecki, dz. cyt., s. 58.

[14] Z. Miedziński, dz. cyt.,  cz. 1, s. 15.

Oceń tę pracę